Tibor Jagielski, Krystyna Koziewicz,Ela Kargol i Ewelina Jaworska
Od adminki: Takie niebo zapłonęło nad Berlinem, gdy 13 stycznia zebraliśmy się w Polskiej Kafejce Językowej, aby wziąć udział w wernisażu prac Tibora Jagielskiego i posłuchać jego wierszy. Wokół tego spotkania powstało wiele tekstów, kilka z nich opublikuję dziś. Następny w sobotę za tydzień.
To uczucie, że śmierć jest wokół mnie. Poczułem to, gdy miałem 8 lat. Był początek nowego roku szkolnego; babie lato. Na otoczonym lipami i topolami podwórku pewne dziecko codziennie i systematycznie dostawało od ojca bicie na śmierć, a my, dzieci byliśmy niemymi świadkami tego okrucieństwa. Uczucie bezradności, bycie zdanym na łaskę i niełaskę. Nigdy nie doznałem takiej ciszy jak ta, która zapadła po ostatnim ciosie i ostanim krzyku mego maltretowanego rówieśnika, ciszy, która jak chmura rozpostarła się nad naszą ulicą, unicestwiając odgłosy aut i tramwajów dobiegające od głównej ulicy. Cisza, pustka, bezruch. Czas zastygł, a ja popadłem w niemoc, która mnie nie opuszcza do dziś.
nam nie jest ten następny świat łaskawy ani święty piotr pobrzękuje kluczami ani hurysy depilują łydki egipskim woskiem
jak dobrze wypadnie – moim zdaniem – będziesz w skrzydle chrząszcza albo tak jak ja nasieniem dmuchawca
nic po piramidach
barbarzyńcy na lesbos
kije bejsbolowe wchodzą do ogrodu poezji
harfa gra wrzask nędzników miotanych w te i we wte koncertem fal epoki plastyku
nie nie dopadną sapho nie poruszą nawet niewdzialnego dla nich świata tak zadecydowali bogowie
06/03/20
ikona
50 lat temu już się nie obudziła nasza ikona z celuloidu i w technikolorze ale jej cuda przetrwają
5.08.2012
Tibor Jagielski Biografia
Ich bin ein Gedicht Aber niemand liest mich außer dir
So viele Gedichte Jung und alt Wandern durch die Zeit
Meine letzte Strophe hat noch nicht angefangen Und weil du dich gerade in der Mitte befindest Singe ich und tanze
Es ist Zeit der Freude Doch ich weiß jedes Gedicht hat sein Ende
SprachCafé Polnisch Schulzestr. 1 Berlin – Wollankstrasse
Das Gefühl, dass ich von den Tod umgeben bin To uczucie, że śmierć jest wokół mnie
Spotkanie z cyklu My trzy i Wieczory szczecińskie Treffen von der Reihe Wir Drei und Stettiner Abende
Montag 13. Januar, 19:00 Uhr Bilder und Texte von Tibor Jagielski Dauer der Ausstellung: bis Ende Februar 2025 Poniedziałek, 13 stycznia o godzinie 19 – Rysunki i teksty Tibora Jagielskiego Wystawa do 28 lutego 2025
Tibor Jagielski 13.01.1959 Szczecin – 2.06.2024 Berlin Poeta, prozaik, rysownik, tłumacz, gastronom – Dichter, Prosa-Autor, Zeichner, Übersetzer, Gastronomiker
Das Gefühl, dass ich von den Tod umgeben bin. Ich bekam es im Alter von 8 Jahren. Es war Anfang des neuen Schuljahres; ein richtiger indian summer; damals wurde ein Kind regelrecht und systematisch von seinen Vater zu Tode geprügelt und die Kinder auf dem, von den Linden und Pappeln umsäumten,Hof waren die stummen Zeugen dieser Ungeheuerlichkeit. Das Gefühl einer Hilflosigkeit und vollkommenen Ausgeliefertseins; nie empfand ich die Stille, die nach den letzten Schlägen und Gestöhne eines gemärterten Gleichaltrigen, als eine Dunstwolke die sich ausbreitete und auch die Nebengassen erreichte und sogar die Straßenbahnen und Autos auf der nah gelegener Hauptstraße schienen wie verschwunden – Stille, Leere, nichts bewegte sich. Die Zeit blieb stehen und ich fiel in Ohnmacht, die ich bis heute spüre.
Nasze listopadowe spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej jest ważne. Przyjdźcie, porozmawiajcie, opowiedzcie, posłuchajcie.
My trzy Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol, Krystyna Koziewicz zapraszamy na spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej
w piątek 15 listopada o godzinie 19
Schulzestr. 1 13187 Berlin – Pankow Stacja kolejki Wollankstrasse
Pejzaż bez ciebie
Długie jesienne wieczory pełne nostalgii, wspomnień, tęsknoty.
Zaduszki, Święto Zmarłych, to może najsmutniejsze dni w roku. Wspominamy naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, którzy byli z nami tak jeszcze niedawno i odeszli. Czas zadumać się nad życiem.
W tym szczególnym miesiącu – listopadzie spotykamy się raz do roku w SprachCafé Polnisch, aby porozmawiać o nich właśnie, o tych, którzy żyli wśród nas i odeszli. W minionym roku byli to Tibor Jagielski, Magdalena Milenkowska, Ewa Wanat, Leszek Szaruga. Bardzo nam ich brakuje.
My Trzy, Ela, Ewa i ja, Krystyna zapraszamy na rozmowę o nich! Każde odejście zawsze jest za wcześnie, zwłaszcza gdy śmierć przychodzi znienacka i zabiera nam bliską osobę. Każda z tych osób zostawiła w naszej pamięci trwały ślad, chcemy okazać wdzięczność za chwile, które dane nam było z nimi spędzić, za spotkania, rozmowy, dobre słowa, ich obecność na naszej ścieżce życia. Żyjecie w naszej pamięci!
Wydaje się, że nie można się pogodzić z tym, iż odeszli tak nagle, za wcześnie. Lecz jeśli się spojrzy na ich drogę życia, to ma się przekonanie, że zostawiając po sobie dobre wspomnienie nie odeszli bezsensownie, nie umarli ostatecznie.
Przygotujemy puste miejsce – krzesło dla nieobecnych, na którym usiądą ci, którzy nam o nich opowiedzą. Chcemy ich zapamiętać jako ikony polskiej emigracji, wyjątkowe osobowości, swoim życiem tworzyli wielkie dzieło, stali się częścią życia Polaków w Berlinie.
Póki nasza pamięć trwa, oni są wśród nas! Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o NIM!
Każdemu kiedyś, Wisława Szymborska
Każdemu kiedyś ktoś bliski umiera, między być albo nie być zmuszony wybrać to drugie.
Ciężko nam uznać, że to fakt banalny, włączony w bieg wydarzeń, zgodny z procedurą;
prędzej czy później na porządku dziennym, wieczornym, nocnym, czy bladym porannym; i oczywisty jak hasło w indeksie,
jak paragraf w kodeksie, jak pierwsza lepsza data w kalendarzu.
Ale takie jest prawo i lewo natury. Taki, na chybił trafił, jej omen i amen. Taka jej ewidencja i omnipotencja.
I tylko czasem drobna uprzejmość z jej strony – naszych bliskich umarłych wrzuca nam do snu.
– Wiesz! Mamy już jesień, a ja nie ogarnęłam jeszcze lata. Każdy dzień będzie miał o jeden metr bólu więcej. Mam wrażenie, że na twoich zdjęciach mętnieją Ci oczy. Minęło tyle lat od twojej nagłej śmierci, a ja z połową serca jakoś udaję, że żyję. Chcę byś teraz potarmosił mi włosy i wrócił ze mną do domu. Jestem o ten rok bliżej drugiej strony i bliżej ciebie. Czekaj na mnie. Chciałabym, by było to już, bo nie wiem, jak żyć bez ciebie. Próbuję zapomnieć twój głos, ale wciąż chcę go słyszeć z nagrania w telefonie. W szafie wciąż wisi twoja ulubiona koszula, którą co ranka całuję, wywołując do raportu twoje feromony, łapię grunt pod nogami i zaczynam nowy dzień. Nocą zamieniasz życie w senne widziadło, bo tylko w snach mogę ciebie spotkać.
Zawsze z zainteresowaniem śledzę niemieckie nowości kinowe i chętnie chodzę do kina. W ciągu ostatniego roku widziałam więc wiele nowych niemieckich produkcji kinowych i uderzyło mnie, jak ważna w 2023 – 2024 roku jest w niemieckim kinie śmierć, a nawet nie tyle śmierć, ile umieranie.
Nie wiem, ile filmów niemieckich zostało w tym czasie wyprodukowanych. Zapewne ze 20, w tym jeden film nagrodzony Oskarem (Strefa interesu), jeden nominowany (Pokój nauczycielski), jedna zabawna komedia o NRD (Dwa do jednego, polecam!) oraz najlepszy film wszechświata, czyli Teoria wszystkiego, ale to, co zwróciło moją uwagę, była i jest NADobecność śmierci we współczesnym niemieckim kinie. Śmierci traktowanej lekko, trochę jak miły kumpel (śmierć, Tod, jest po niemiecku rodzaju męskiego). Lekka śmierć. Wiem, dwuznaczne. Ale jednak tak, lekka. Kilka lat temu był sobie film Kto szybciej umiera, jest dłużej nieżywy. Podobał mi się ten tytuł, był lekki. W Strefie interesu niewidzialna śmierć, wiadomo, jest ciężka jak tony popiołu z krematoriów. Ciężka jak pamięć i historia. Pamięć. Historia. A ja tymczasem o śmierci prywatnej i lekkiej. O tym, że można się z nią ułożyć, zawrzeć pakt. Prawie jak w bajce. Pogawędzę tu sobie o trzech filmach: Zofia, śmierć i ja, Umieranie oraz Ironia życia. Wszystkie mi się podobały. Wszystkie traktują o śmierci, ale ja, choć lubię ten temat, nie dlatego obejrzałam je w kinie. Raz trafiłam przez przypadek, bo miałam (no proszę!) dwie godziny do zabicia, raz – też przez przypadek, bo nie chciało mi się pracować wolałam pójść do kina na cokolwiek, a raz, bo koleżanka wybrała.
Tibor Jagielski, artysta ur. 13. 01. 1959 w Szczecinie zm. 02. 06.2024 w Berlinie
Tibor Jagielski, artysta wielki, cmentarz malutki. Nie wiem, czy sam go sobie wybrał, czy zrobił to ktoś za niego, jak już wybierać nie mógł. Ktokolwiek wybrał, wybrał dobrze. Najmniejszy na Reinickendorfie (to dzielnica Berlina), jeden z najmniejszych w całym Berlinie. Tak naprawdę, nie wiem, który cmentarz jest najmniejszy. Wchodzi się furtką jak do czyjegoś ogrodu. Czyjeś ogrody otulają cmentarz, który, gdy powstawał, był tym pierwszym “ogrodem” w szczerym polu.
Czy Tibor Jagielski mieszkał w pobliżu? Podobno nawet nie. Berlin-Hermsdorf / wieś Hermana z początkami słowiańskimi, bo jakże innymi? Zawsze i wszędzie ich szukamy. Na początku byli Słowianie W XIII wieku pojawili się Germanie i zdominowali Słowian. Na cmentarzu, tym cmentarzu Tibora – Friedhof Hermsdorf II – jest stary grobowiec rodziny Hartbrodt – Florentyna Hartbrodt z domu Jackowska na pewno miała coś ze Słowianami wspólnego, może nie z tymi sprzed tysiąca lat, ale z tymi sprzed wieku, sprzed dwóch. Z domu była Jackowska, z polską żeńską końcówką “ska”.
To już trzeci mężczyzna, z którym łączyły mnie związki przyjaźni i współpracy, a który odszedł w tym roku. Najpierw w styczniu umarł Folker, potem w lutym Jan – pochowano ich obu tego samego dnia na tym samym cmentarzu – a teraz Tibor. Zmarł na zawał 2 czerwca 2024 roku. Został znaleziony w mieszkaniu, gdzie (wydaje się), że właśnie wybierał obrazy. Przygotowywał wystawę, tę o której tu pisałam – w Polskiej Kafejce Językowej.
15 czerwca mieliśmy się spotkać u Agaty Koch na Schulzestr. 1, na Pankow.
Erstaunlich, dass ich die Geschichten, die short stories von Alice Munro eigentlich nicht gut kenne und sie nicht verschlungen habe. Einige habe ich doch gelesen und dann aber wieder vergessen; das passiert mir immer öfter, ich lese sogar manches Buch zum zweiten Mal und irgendwo erst nach ein paar Seiten merke ich: ja, dieses Bild, diese Beschreibung, diese Helden habe ich schon früher getroffen. Zugleich ist die Art zu schreiben, wie Alice Munro es tut, gerade das, was ich an Literatur besonders mag; sie steigt direkt in die Geschichte ein, die Handlung nimmt Fahrt auf, man lernt gleich die Betroffenen kennen und ehe wir uns umsehen, ist sie auch schon vorbei. Was bleibt, ist eher ein Gefühl, eine Ahnung von dem Thema, dem sie sich widmet; das nicht offen Ausgesprochene bohrt sich beim Leser weiter einen Weg und zwingt zum wiederholten Nachdenken. Große Sujets spielen eine Rolle: Liebe (eher zerbrochene), Tod, Beziehungen zwischen Geschwistern, zwischen Eltern und Kindern, überhaupt Familien werden unter die Lupe genommen. Die Helden leben meistens in bescheidenen Verhältnissen, unter schwierigen Lebensbedingungen, in Kleinstädten; Generationenkonflikte sind da oft vorprogrammiert. Zur Wahl ihres Genres sagte sie einmal: „Ich hatte schlicht zu wenig Zeit für das Schreiben, keine Zeit für große Würfe“, aber an anderer Stelle merkte sie an: „Was habe ich mich gequält bei Versuchen, einen Roman zu schreiben! Bis ich irgendwann realisiert habe, dass Kurzgeschichte die mir gemäße Form des Schreibens ist.“