Zmarły z cmentarza w Oliwie

Ewa Maria Slaska

W poszukiwaniu straconego mistrza

Od lat jestem zaprzyjaźniona z pochodzącym z Raciborza architektem i malarzem, Engelbertem Kremserem. Pisałam już o nim kiedyś, dziś wracam do niego, ale z innym pytaniem, bo interesuje mnie jego pierwszy mistrz.

Gdy rozmawiamy o życiu, Kremser zawsze opowiada o swoim  pierwszym nauczycielu malarstwa. Było tak. Był rok 1948 w powojennym Raciborzu. Chłopak miał 10 lat. Pewnego dnia zobaczył na ulicy malarza ze sztalugami. Stanął i zapatrzył się. Malarz podniósł wzrok, popatrzył na chłopaka, a ten wykrztusił z siebie tylko jedno zdanie, nie, nie zdanie, trzy wyrazy. Ja też maluję… No to pokaż, co malujesz, odparł malarz, a chłopak pobiegł do domu tak prędko, jak jeszcze nigdy w życiu nie biegł, ani przedtem, ani potem…

Malarz nazywał się Bolesław Juszczęć i uczył chłopaka malarstwa aż do matury. Za darmo. Był dla niego zastępczym ojcem. Prawdziwy ojciec nie wrócił po wojnie do rodziny, aż… Ale o tym za chwilę. Juszczęć nauczył Engelberta malarstwa i rysunku, i przygotowywał  do egzaminu do Akademii Sztuk Pięknych. Tymczasem chłopak-zdrajca nie chciał być malarzem, chciał być architektem i zdał egzamin na architekturę we Wrocławiu. Był rok 1956. I wtedy matka zabrała obu synów do Niemiec.

Myślę, że Malarz na pewno był zadowolony z tego, co osiągnął Architekt. Bo Engelbert został wprawdzie architektem, ale architektem-artystą, przedstawicielem fantastycznej gałęzi architektury, gdzie jego poprzednikami – choć nie wzorami, bo każdy z tych fantastycznych architektów buduje po swojemu – są Niki de Saint Phalle i Antoni Gaudi. Engelbert wymyślił metodę pracy, którą nazwał architekturą ziemi (Erdarchitektur). Zbudował w Berlinie kilka niezwykłych budynków w tym kawiarnię nad jeziorem na terenie dawnej wystawy ogrodniczej w Britz.

Jest jednym z niewielu architektów, którzy mają wizję i którzy cierpią w obliczu świata zbudowanego z betonowych kostek. To nie jest dziennikarska przesada, oni cierpią. Widzę to i słyszę, gdy rozmawiamy z Engelbertem o architekturze. Albo chodzimy po mieście.

Poza tym od lat maluje.

Tak, jestem przekonana, że Juszczęć był(by) zadowolony. Historię o Juszczęciu słyszałam już wielokrotnie, ale dopiero teraz przychodzi mi do głowy, że warto by było dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Engelbert mówi mi tylko, że żona artysty pracowała w fabryce słodyczy. Dobrze zarabiała, Juszczęć nie musiał więc w ogóle pracować, ale chciał i przez wiele lat był nauczycielem sztuki w szkole dla głuchoniemych. Bardzo lubił tę pracę i miał wybitne efekty.

To wszystko. Nic więcej nie wiem. Ale w końcu umiem szukać, a internet został stworzony dla mnie.

Wrzucam imię i nazwisko Bolesław Juszczęć do internetu. Pojawia się kilkakrotnie, ale zawsze wspólnie z Kremserem. To wierny (a jednak wierny) uczeń lojalnie przypomina, u kogo się uczył i kto uczynił z niego artystę. Wydaje się, że Juszczęcia nie ma bez Kremsera, że istnieje tylko w tym podwójnym związku mistrza i ucznia, zastępczego ojca i zastępczego syna.

juszczecWreszcie jednak znajduję – cmentarz w Oliwie. Ten koło katedry Oliwskiej. Już dawno zamknięty, dopuszczalne są tylko pochówki uzasadnione związkami rodzinnymi z innymi osobami tu pochowanymi.
Bolesław Juszczęć, urodzony 12 sierpnia 1912 roku, zmarł 5 stycznia 1968 roku. Strona internetowa biliongraves podaje, że nie wiadmo, czy był żonaty, ale obok leży Maria Juszczęć. W dalszych poszukiwaniach dowiem się, że żona wprawdzie też była Maria, ale jest pochowana w Raciborzu, a na cmentarzu w Oliwie leży troje rodzeństwa – Bolesław, jego siostra Maria i ich brat, Kazimierz, żołnierz Royal Navy z czasów II wojny, który pływał w konwojach przez Atlantyk i do Murmańska.

Oczywiście początkowo nie jestem pewna, czy zmarły z cmentarza w Oliwie to on, ale w chwilę potem już wiem, że tak. W spisie publikacji Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajduję bowiem następującą notatkę:

juszczecanonsA zatem to jego daty urodzenia i śmierci. Pod koniec życia zaniosło go do Oliwy. Potem dowiem się, że został tam przewieziony już po śmierci. Chorował na gruźlicę, a gdy w pamiętnym roku 1963 został przymusowo zaszczepiony przeciw czarnej ospie – to ta wielka akcja polskich lekarzy we Wrocławiu, moja ciotka Maryta Karpińska też brała w niej udział! – gruźlica się odnowiła. Umarł w niespełna cztery lata później.

Bolesław też był w wojsku w Anglii, ale w polskim. Po wojnie obaj bracia wrócili do kraju, co przyniosło im mnóstwo udręki, prześladowań, komunistycznych pomówień o szpiegostwo, a bratu nawet proces i więzienie. Po przyjeździe do kraju Bolesław pojechał do rodziców i siostry do Jeleniej Góry, dostał tam pracę w Teatrze Dramatycznym, tam poznał o 10 lat młodszą Marię i tam się następnego dnia oświadczył, tam wreszcie po trzech miesiącach wzięli ślub.

Zamyślam się nad tą informacją. Szybcy byli. Mój ojciec oświadczył się dopiero po tygodniu, a ślub wzięli po pół roku. Mieli dwoje dzieci, Anię, młodszą ode mnie o dwa lata i młodszą od niej o następne dwa lata Magdę.

anna-juszczec-teleman-notariusz_zdjecie5434To Ania opowiada mi przez telefon o Tacie i rodzinie, ale oczywiście najpierw musiałam ją znaleźć, co nie było proste, bo Engelbert wcale mi w tym nie pomógł. Ania wyszła za mąż za pana Telemana (tak, z tej rodziny slynnych muzyków!), jest notariuszką i mieszka w Piotrkowie Trybunalskim.

Ojciec tuż przed wojną studiował sztukę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Gdy skończył zaczęła się wojna, a on przedostał się do Anglii. Był ranny, leżał w szpitalu w Manchesterze. Gdy wrócił mógł wykonywać tylko prace zlecone, ale nie miał pracy na etacie. Nie dlatego jednak, że – jak twierdzi Engelbert – żona tak dobrze zarabiała, tylko dlatego że był repatriantem z Wielkiej Brytanii i na dodatek żołnierzem “wrogiego” wojska polskiego na uchodźstwie. Córka mówi, że Ojciec dostał pracę wprawdzie jeszcze przed Odwilżą, ale już po śmierci Stalina w marcu 1953 roku.

Pracował w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Dziś jest to budynek Liceum Ogólnokształcącego im Kasprowicza.

To tu w roku 1969 Ania zdała maturę. Taty wtedy już nie było, ani w Raciborzu, ani wśród żywych. Ojciec bardzo lubił tę pracę, mówi Ania, nauczył się nawet języka migowego, ale mimo to zawsze podczas lekcji również mówił, tak żeby ci, co chcieli, mogli czytać z ruchu ust. Pracował z pasją i zaangażowaniem, był lubiany, ceniony, szanowany. Jedna z jego uczennic, Basia Borowska, została nawet malarką, co było wielkim ewenementem, nawet nie tyle z uwagi na talent artystki, ile z powodu jej studiów w normalnej uczelni wyższej. Głuchoniemi z zasady byli kierowani do szkół specjalnych.

Juszczęć prowadził również zajęcia plastyczne w miejskim ośrodku kultury i w Zakładzie Wychowawczym. O tej pracy twierdził, że uczenie sztuki było tylko częścią jego zadań pedagogicznych, bo może ważniejsze były rozmowy, wychowywanie młodych ludzi. Ale i oni go bardzo lubili i cenili.

Gdy zachorował, wszystkie te zajęcia się urwały. Człowiek chory na gruźlicę nie może pracować z młodzieżą.

Ale też malował. Oczywiście – malował. Akwarela, gwasz, olej, rysunek piórkiem, tusz. Wykonywał prace na zamówienie Urzędu Miejskiego w Raciborzu, do ratusza, ale też przekazywane dalej jako prezenty dla honorowych gości Miasta. Miał wystawy indywidualne, uczestniczył w wystawach zbiorowych. Już po śmierci miał wystawę indywidualną w Empiku w Raciborzu, poświęconą ostatniej jego pasji – obrazom przedstawiającym konie. Ale malował i inne motywy – w mieszkaniu Ani znajdują się obrazy z czasów wojny, z Anglii, z Manchesteru, gdzie mimo służby wojskowej studiował sztukę. Są obrazy przedstawiające Racibórz, są portrety…

Mama, Maria Ludwika, jak Maria LudwikaGonzaga, była ekonomistką i, rzeczywiście, tak jak to zapamiętał Engelbert, pracowała w Fabryce Cukrów i Czekolady “Ślązak”. Fabryka została założon w roku 1898 jako Goldsiegel, Kakao- und Schokoladenfabrik, a jej budynki zlikwidowano dokładnie po stu latach, w roku 1999. Fabryka przetrwała wojenną zawieruchę i już w 1945 roku wznowiła produkcję.  Po Powodzi Tysiąclecia fabrykę rozebrano, dziś na jej miejscu stoi market Kaufland, a sama fabryka, teraz już pod nazwą “Mieszko”, przeniosła się do dawnej wieży ciśnień. I robi, jak twierdzi Ania, najlepsze słodycze w całej Polsce, bo jeszcze oparte o własne receptury.

fabrykaslodyczyTo zdjęcie, bezwzględnie z czasów Juszczęcia i Kremsera w Raciborzu, znalazłam na stronie Fotopolska.

Mama i Tata byli dobrym, zgodnym małżeństwem. Dzieci miały prawo do udziału w życiu dorosłych, mogły przysłuchiwać się rozmowom dorosłych, zwlaszcza, gdy była mowa o sztuce…

Tata był bardzo eleganckim mężczyzną. Nosił tylko buty robione na miarę, które wykonywał dla niego szewc Skibiński. Gdy nowe buty zjawiały się w domu, Tata przez dwa tygodnie codziennie je pastował i polerował. Również podeszwy. Dziąki temu stawały się eleganckie, błyszczące jak lakier, a zarazem nieprzemakalne.

Takie buty! W PRL-u!

***

PS. Trzy kolaże Kremsera można do 26 października zobaczyć na wystawie o architekturze lat 60 w Berlinische Galerie: Radikal modern. Planen und Bauen im Berlin der 1960er-Jahre. Fragment jego architektonicznej wizji budynku Europa Center został użyty w trailerze wystawy:

kremsereuropac

Pishka

Ewa Maria Slaska

Jedzenie po baszkirsku / Essen auf Baschkirisch

Oczywiście najpierw trzeba się zapytać, gdzie leży Baszkiria? / Natürlich muss man sich zunächst fragen, wo die Baschkiria liegt? Baschkiria das heißt Bashkortostan. /Baszkiria to Baszkortostan. Autonomiczna republika, wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej, u podnóża Uralu. / Eine autonome Republik im östlichen Teil des europäischen Russlands, dicht an den Ural. Die Bevölkerung besteht zu über 90 % aus Russen, die Minderheiten sind die Tataren, Baschkiren, Kasachen, Ukrainer und Weißrussen. / W Baszkirii mieszkają głównie Rosjanie – mniejszości to Tatarzy, Baszkirzy, Kazachowie, Ukraińcy i Białorusini. Stolicą jest Kurgan. Tak podaje Wikipedia. Silja, właścicielka Pishki napisała mi jednak, że stolicą jest Ufa. Mapa Google by to potwierdzała. / Wikipedia meint, die Hauptstadt wäre Kurgan, aber Silja, Inhaberin von Pishka meint, es ist Ufa. Google-Map scheint es zu bestätigen.

baszkiria ***

Am 25. Juni eröffnete man ein baschkirisches Restaurant PISHKA in Kreuzberg. / 25 czerwca na Kreuzbergu otwarta została PISHKA, baszkirska restauracja. Poszłyśmy tam z koleżanką. Było świetnie. / Wir waren dort mit meiner Freundin. Es war wunderbar. Es gibt gutes hausgemachtes Essen und Wunderbares zum Trinken d.h. Kwas in vier Farben und Kompott, was keine Ähnlichkeit mit dem deutschen Kompott vorweist, ein Lieblingsgetränk aller aus dem Osten.

Personal ist unglaublich freundlich. Alle sind fröhlich, sie und wir. Super.

/ Do jedzenia są pierogi, wareniki, pielmieny, różne świetne pasztety, krokiety i pulpety, trzy zupy, w tym barszcz, do picia kwas w czterech kolorach i nasz swojski kompot. Przemiła obsługa. Wesoło.

pishka-scianka pishka1-menu pishka-dziewczyny  pishka-napoleonka

pishka-ruskaAlso – nichts wie hin. Eine Losung von Pishka ist: Esst mehr Piroggen Und so soll es sein! / Koniecznie trzeba iść. I podjeść pierogów, które smakują inaczej niż te nasze, a to zawszeć ciekawostka.

Ach und noch eine Preis-Frage – was bedeutet PISHKA? I jeszcze pytanko z nagrodą – co znaczy PISHKA?

Kreuzberg, Bergmannstr. 1, U-Bahn Mehringdamm.

W tej pięknej minimalistycznej Japonii

Johanna Rubinroth
with a little help of Ewa Maria Slaska

JAPONIA – z czym kojarzy się Japonia?

Oczywiście z sushi, samobójstwem w ogóle i z hara-kiri w szczególe.
Ale również:
z minimalistycznym stylem,
z zen
i z jasną prostą formą.
Puściutkie mieszkania bez pamiątek-plastików-podstaweczek-stosów papieru-śmieci codziennych-zakupów z euro-shopu
no
bez tysiąca tych rzeczy, które zawalają nasze europejskie mieszkania.
Również i w filmie widzimy przestrzenne komnaty, w których oprócz futonu i czajniczka z zieloną herbatą nie ma nic, tylko płynące spokojnie ‘Ki’ ().
Prawda jednak wygląda inaczej.

Oto cytat z książki “Magic cleaning”, napisanej przez Japonkę Marie Kondo, kobietę która pomaga Japończykom sprzątać i wywalać niepotrzebne duperele. Niemiecki podtytuł brzmi:”Jak prawidłowe sprzątanie zmieni nasze życie”. Książka ukazała się oczywiście również po polsku, jej podtytuł brzmi “Japońska sztuka porządkowania i organizacji”.

Sama autorka nazwała swoją metodę sprzątania KonMari. Musisz wziąć do ręki każdą rzecz i przyznać jej odpowiednie miejsce w swoim życiu. I wtedy zobaczysz, że większość rzeczy, które weźmiesz do ręki to śmieci.

Rekord w ilości wyrzuconych worów śmieci dzierży niewątpliwie para małżeńska, których badziewie wypełniło 200 worków, a do tego jeszcze doszło dziesięć dużych gratów, które trzeba było usunąć osobno. Z mojego doświadczenia wynika, że dolna granica ilości śmieci to 20-30 worów o pojemności 45 l. Przeciętne gospodarstwo jednosobowe to z reguły 40 worków, dwuosobowe – około 70. Jeśli miałabym policzyć, ile worów już usunęłam, doliczyłabym się ponad 28000.

U jednej pani Marie Kondo znalazła sześćdziesiąt szczoteczek do zębów. Tak, w Japonii. W tej pięknej minimalistycznej Japonii.

Ewa Maria Slaska:

Oj! A jednak nie desperujmy na widok naszych mieszkań i, jak pisze Maria Kondo, nie próbujmy osiągnąć doskonałości. Wyrzucajmy jedną rzecz dziennie! Stosowałam to skutecznie przez rok, bez niczyjej porady, sama z siebie. Potem zapomniałam, dzięki Joasi przypomniałam sobie, że tak lubię usuwać niepotrzebne rzeczy. Na przykład skarpetki, już znalazłam 7 par beznadziejnych skarpetek. Te wyrzucę, resztę ułożę… Ułożę? Oj nie wiem.

„Buntownicza siódemka” i „Ulotka”

Dr Lidia Głuchowska

… czyli jeszcze raz wystawa w Bydgoszczy

Mianem „Buntowniczej siódemki” w roku 1918 krytycy poznańscy określali tamtejszą grupę ekspresjonistów, którzy wystąpili z transgranicznym programem sztuki zaangażowanej. Do jej dokonań nawiązują twórcy współcześci, którzy przygotowali prezentacje artystyczne na wystawę „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”. Wystawa w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy czynna jest jeszcze do 23 sierpnia i prezentuje dialog artystów współczesnych ze sztuką klasycznej awangardy *.

1-2-3Aranżacja wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda” w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Prace grupy Bunt sąsiadujące z aranżowanymi słupami ogłoszeniowymi oraz stelażem projektu ulotka (po lewej) i prezentacją Ich 7. W tle rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i druk wypukły Andrzeja Bobrowskiego Transfiguration 2 (ok. 2013).

Prace grupy Bunt, w tle po lewej rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i druk wypukły Andrzeja Bobrowskiego Transfiguration 2 (ok. 2013), a po prawej Autoportret Piotra Szurka (2012).

Na pierwszym planie rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i rysunek Jacka Szewczyka Aleja bez pracy (1999)

Relacje z poprzedniej odsłony wystawy, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, zamieszczaliśmy w minionych tygodniach: TU, TU i TU. Zapowiadaliśmy też już wystawę i konferencję w Bydgoszczy TU i TU.

Uczestnicy projektu Ich 7, którego nazwa nawiązuje do określenia, którym opisywano grupę Bunt tworzą prace programowo i technologicznie nawiązujące do inspiracji płynących z dokonań ich działających przed niemal stu laty kolegów, które ukazują zarazem trwałość, jak i kierunki reinterpretacji idei oraz estetyki awangardy. Dwujęzyczna nazwa prezentacji Ich 7 to echo dwujęzyczności nazwy grupy Bunt, programowo wyrażającej ponadnarodowe postulaty ekspresjonizmu. Ich po niemiecku znaczy ja. Jest to oczywiście słowo używane przez każdego w codziennym życiu, ale także powszechnie stosowane pojęcie w filozofii i psychologii jaźni.

Prace tworzące projekt posiadają formaty znacznie większe niż dzieła działających u schyłku I wojny światowej i na początku międzywojnia twórców grupy Bunt. Związane jest to ze zmianą form recepcji. U schyłku XIX i w pierwszych dekadach XX wieku dzieła graficzne upowszechniano często za pomocą czasopism artystycznych, które nierzadko przesyłano pocztą nawet do odległych krajów, przyczyniając się do zwiększenia zasięgu ich odbioru, a równocześnie do egalitaryzacji i nobilitacji tego medium.

3-4Słup ogłoszeniowy w obrębie zaaranżowanej na wystawie kawiarni, z reprodukcjami grafiki z czasów Buntu i klasycznej awangardy.

Słup ogłoszeniowy, prace Stanisława Kubickiego i stelaż z prezentacją zbiorowej realizacji grafików współczesnych z pracami w klasycznym formacie ulotki.

Dziś grafika jest nie tylko wyemancypowaną i w pełni respektowaną formą sztuki, ale też całkowicie zdominowała oblicze współczesnej ikonosfery, a prace graficzne osiągają iście monumentalne formaty.

6 Bunt_Kubicki_film Tyszkiewicz_foto LGKontrast formatu dzieł grupy Bunt i współczesnej grafiki. W tle praca Przemysława Tyszkiewicza Magiczne skutki połykania świeżych motyli (2003) .

7 BUNT Ich 7 Tyszkiewicz Gertchen Szurek Kopczynska foto NehrebeckaSłup ogłoszeniowy z reprodukcjami zaginionych dziś prac klasycznej awangardy i dokumentacją jej dorobku z czasopism, plakatów i fotografii. W tle prezentacja Ich 7. Od lewej prace Przemysława Tyszkiewicza, Agaty Gertchen, Małgorzaty Kopczyńskiej i Piotra Szurka.

Prezentacja Ich 7 ma wskazywać nie tylko na tę ewolucję w obiegu komunikacyjnym sztuki, lecz również na szeroką skalę środków ekspresji artystycznej i dominant tematycznych charakterystyczną tak dla twórców grupy Bunt, jak i dla twórców współczesnych czerpiących inspirację z ich dorobku.

8 Szewczyk Aleja bez pracyJacek Szewczyk, Aleja bez pracy, rysunek (1999).

Z pozoru abstrakcyjny rysunek Jacka Szewczyka Aleja bez pracy (1999) jednoznacznie nawiązuje zarówno do tendencji abstrakcyjnych, jak i społecznego zaangażowania ekspresjonistów, wyrażając atmosferę alienacji i lęku zuniformizowanego na pozór morza bezrobotnych. Przygnębiający aktualnością temat zostaje tu pozornie strywializowany poprzez wykorzystanie techniki kameralnej, budząc poczucie obcości i skłaniając do refleksji. Zagęszczenie precyzyjnych linii, nagromadzonych w żmudnym procesie tworzenia obrazu z wykorzystaniem multiplikacji motywu głów z ustami rozwartymi do stłumionego krzyku. Ta aleja nie jest miejscem dla relaksujących się spacerowiczów, a po to kiedyś w miastach powstawały aleje i bulwary, ta aleja emanuje grozą. Jej widok wytrąca widza z poczucia spokoju i zadowolenia.

9 Bunt Szewczyk Tyszkiewkicz Gerchen Kurak Lg BPrace grupy Bunt i prezentacja Ich 7. Po prawej rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej o raz dwie prace Macieja Kuraka z cyklu Cnoty kardynalne (2015).

Dwie prace Macieja Kuraka – 1. Wiara (Wolność wiodąca lud na barykady) i 3. Miłość (Estetyzacja polityki) z jego tryptyku Cnoty kardynalne (2015) – koncentrują się na treściach ideowych. Z radykalną wymową tych dzieł kontrastuje filigranowy format i delikatność zastosowanej tu techniki akwarelowej.

Rzeźba Małgorzaty Kopczyńskiej zatytułowana Cerber (2013) ma sens metaforyczny. Hades-podziemie, którego strzeże, czy raczej, do którego ma wgląd, zdaje się być azylem chroniącym od rzeczywistości. Cerber to torso pozbawione integralności, wykonane wprawdzie w realistycznej, klasycznej konwencji rzeźbiarskiej, jednak niepokojące widza swą fragmentarycznością jakby rodem z repertuaru chwytów dadaistyczno-awangardowych.

Znacznie bardziej wyciszony i tradycyjny wydaje się Autoportret Piotra Szurka (2012) (por. fot. 2 i 7) wykonany w technice akwaforty i akwatinty. Precyzja kreski i światłocienia przywołują tu na myśl klasyczne ołówkowe portrety tworzone od XVIII wieku do noszonych na piersi medalionów. Jednakże absolutnie nieklasyczny w wymowie jest tu format wielokrotnie przekraczający ludzką skalę. Od akademickiej konwencji portretowej odstaje też wymowa dzieła, które nieco przypomina maskę pośmiertną i nawiązuje do ekspresjonistycznej obsesji introspekcji i autoanalizy cenzurowanych przez społeczną konwencję emocji.

Prace Andrzeja Bobrowskiego Transfiguracja 2 (por. fot. 1, 2) i Agaty Gertchen Failed 05 (fot. 7 i 11) – obie wykonane techniką druku wypukłego, 2013 – wpisują się w typową dla Buntu tradycję druku wypukłego, a zarazem stanowią kontynuację awangardowych poszukiwań sposobów przestawiania czwartego i piątego wymiaru, a więc ruchu i czasu. Są one również przykładem syntetyzacji zaczerpniętych z natury elementów realistycznych i poprzez przeskalowanie – przenoszenia ich w sferę abstrakcji. Andrzej Bobrowski stosując przy tym metodę nacinania druku w celu zwiększenia reliefowości jego powierzchni, uzyskuje w swej pracy efekt tak ważnego dziś 3D.

Akwaforta z akwatintą Przemysława Tyszkiewicza Magiczne skutki połykania świeżych motyli z roku 2003 (fot. 6, 7, 9) odsyła do ekspresjonistycznych i surrealistycznych wizji odzwierciedlających fascynację nieznanymi obszarami ludzkiej psychiki i jaźni elementów. W duchu tradycji swych poprzedników Tyszkiewicz obnaża konwenanse, przejawy prowincjonalizmu i ksenofobii, zwalcza idealizację rzeczywistości w mediach oraz utrwalanie hipokryzji społeczno-politycznej, a także ograniczenia narzucane jednostce przez oficjalne instytucje.

Formy komunikacji medialnej, do których odwołują się projekty Refleks i Ulotka należą do typowych gatunków wypowiedzi Buntu oraz europejskiej awangardy okresu międzywojennego. Były to przede wszystkim: książka artystyczna i druk informacyjno-propagandowy o wymowie politycznej. Kolportowany na wiecach wspierał manifesty artystyczne oraz idee emancypacji społeczno-politycznej.

10 BUNT Bydg Ulotka foto NehrebeckaDwa stelaże prezentacji Ulotka z prezentacją 31 grafik współczesnych.

11 Bunt Ulotka Bobrowski foto LGbStelaże prezentacji Ulotka (widoczny druk cyfrowy Wojciecha Kołacz, Nowy Ład), plakaty I wystawy grupy Bunt (1918) w języku polskim i niemieckim oraz linoryt Andrzeja Bobrowskiego, Transfromacja M/S (2015), logotyp wystawy.

Projekt Ulotka (2015, kurator Maciej Kurak) tworzy zespół 31 prac grafików związanych z polskimi uczelniami artystycznymi, ukazujących problematykę społeczną z różnych perspektyw lokalnych. Realizacje eksponowane na stelażach w formie róży wiatrów ogląda się jak druki w przeglądarce plakatów. Ukazana w ruchu Ulotka staje się metaforą zmienności i synonimem idei otwarcia na innowacyjne wartości kulturowe i społeczne.

12 Bunt Bydg Szewczyk_filmUlotka foto LGJacek Szewczyk, Aleja bez pracy, rysunek (1999), cokół z prezentacją książki artystycznej Refleks (2014) oraz film Bunt –Re-wizje, koncepcja: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko, realizacja: Anna Kraśko (2015).

Efektem projektu Refleks (2014-2015) jest instalacja, której najważniejszy komponent stanowi bibliofilska książka, zawierająca oryginalne prace graficzne. Jej pierwszemu pokazowi w poznańskiej galerii Rarytas wiosną 2014 roku towarzyszył afisz zaprojektowany przez Andrzeja Bobrowskiego, stanowiący transformację plakatu pierwszej wystawy grupy Bunt (1918) z linorytem Stanisława Kubickiego Wieża Babel (1917). W miejscu pierwotnej wieży ukazuje on jednak tunel – element aranżacji przestrzeni premierowej prezentacji – metaforę przemiany społecznej.

W 2015 roku na potrzeby wystawy Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda powstał film Marka Glinkowskiego, będący częścią ekspozycji.

Zdjęcia we wpisie: Lidia Głuchowska i Mariola Nehrebecka

„Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”

Dr Lidia Głuchowska
„BUNT – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”
na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy – w sam raz na wakacje

W malowniczym zakątku Bydgoszczy, w zabytkowych wnętrzach Muzeum Okręgowego w czerwonym spichrzu 25 czerwca 2015 r. w znakomitej oprawie aranżacyjno-plastycznej rozpoczęła się druga z czterech edycji międzynarodowego tournée wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”.

W sam raz na wakacje – niepodal w bydgoskiej Wenecji popływać można statkiem wycieczkowym, a potem zobaczyć tę znakomitą ekspozycję, prawdziwą perełkę sztuki aranżacji.

Relacje z poprzedniej odsłony wystawy, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, zamieszczaliśmy w minionych tygodniach: TU, TU i TU. Zapowiadaliśmy też już wystawę i konferencję w Bydgoszczy (zobacz).

1Bunt Bydoszcz banerWyspa Młyńska w Bydgoszczy, budynek Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego z banerem wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”, proj. Franciszek Otto
foto: Lidia Głuchowska

2-3 BUNTLidia Głuchowska, kuratorka, i Łukasz Maklakiewicz, kierownik działu organizacji wystaw, przed wejściem muzeum, 25.06.2015
foto: Marta Przetakiewicz
Widok z wnętrza czerwonego spichrza (Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy) na plakat wystawy i Wyspę Młyńską
f
oto: Lidia Głuchowska

Bydgoska edycja wystawy jako pierwsza uwzględnia koncepcję aranżacyjną kuratorki, Lidii Głuchowskiej, obejmującą reminiscencje do aury schyłku I wojny światowej i początków dwudziestolecia międzywojennego. W scenografię zdynamizowaną wyrazistym rytmem czerwonych i grafitowych ścian włączone zostały elementy nawiązujące do atmosfery „ulicy”, „kawiarni” i „kina” z pierwszych dekad XX wieku, w których żyli i tworzyli artyści wczesnoawangardowej („ekspresjonistycznej”) grupy Bunt.

4 BUNT Bydgoszcz aranzacjaWystawa „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego” w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
foto: Lidia Głuchowska

5 BUNT Bydgoszcz Kubicka Kubicki aPrace graficzne rodziców donatora, współtwórców grupy Bunt, Margarete i Stanisława Kubickich oraz zaaranżowany słup ogłoszeniowy z dziełami w stylu konstruktywistycznym
foto: Mariola Nehrebecka

6 BUNT Bydgoszcz Stefan Szmaj bPubliczność przed linorytami Stefana Szmaja
foto: Marta Przetakiewicz

Tak więc, oprócz rozmieszczonych w kameralnych przedziałach prac poszczególnych grafików tego ugrupowania apelujących do odbiorcy syntetyczną, nowoczesną formą oraz silnymi kontrastami czerni i bieli, na „ulicy“ umieszczono „słupy ogłoszeniowe” prezentujące plakaty i inne dokumenty, a także prace plastyczne grupy Bunt i jej przyjaciół z międzynarodowych kręgów awangardy, znane dziś już tylko z reprodukcji w czasopismach artystycznych i dokumenatcji archiwalnej.

W „kawiarni“ znalazły się stelaże w formie róży wiatrów ukazujące prace graficzne zainspirowane twórczością i programem „poznańskich ekspresjonistów“ tworzących zbiorową realizację twórczą 31 artystów pt. „Ulotka“ (2015, kurator: Maciej Kurak).

W tle umieszczono rysunki i linoryty Margarete Kubickiej, Władysława Skotarka i Jerzego Hulewicza w starych, złoconych ramkach, ewokujące nastrój minionej epoki, natomiast na stoliku z tamtego czasu znalazły się teksty informacyjne dotyczące m.in. kwestii „obiektywnej“ fotografii i konstruowanej historiografii. Są one komentarzem do znajdujących się na sąsiednich ścianach powiększonych dokumentalnych i artystycznych zdjęć ukazujących międzynarodowy i transgraniczny charakter artystycznych inicjatyw Buntu. Dają one także wyobrażenie o ambiwalencji postaw politycznych artystów Buntu, oscylujących między awangardowym internacjonalizmem a patriotyzmem, który wielu z nich skłonił do udziału w Powstaniu Wielkopolskim i sprawił, że przywódca radykalnego skrzydła grupy, Stanisław Kubicki, przyłączył się do opozycji antyfaszystowskiej. Kubicki był kurierem polskiego ruchu oporu, przewoził przesyłki między Warszawą a Berlinem, zginął z rąk gestapo w 1942 roku, w symboliczny sposób potwierdzając prawdę swego artystycznego credo „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”.

7 Cafe Kubicki Hausmann Sander„Kawiarnia” zaaranżowana w ramach bydgoskiej odsłony wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”. W tle widoczne powiększenia fotografii Augusta Sandera (1929) i Raoula Hausmanna (1932), ukazujących Stanisława Kubickiego. Obok wizerunek jego syna, prof. St. Karola Kubickiego, współzałożyciela Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, który w roku 2015 ofiarowuje Muzeum Narodowemu
w Poznaniu i Muzeum Okręgowemu im. Leona Wyczółkowskiego
w Bydgoszczy ok. 90 dzieł artystów grupy Bunt
foto: Lidia Głuchowska

8 BUNT Cafe Sander Kubicki Ulotka„Kawiarnia“
foto: Mariola Nehrebecka

Kilka fotografii znalazło się za „szklaną bramą” symbolicznie oddzielającą je od sfery żywych. To świadectwa faszystowskiej akcji „sztuka zdegenerowana”, ukazujące przyjaciół artystów ze zrzeszenia Bunt – Jankiela Adlera, Mojżesza Brodersona i Marka Szwarca prezentujacych drugi zeszyt ich czasopisma „Jung Idysz“. Umieszczone obok fotografie ukazują rzeźbę „Matka i dziecko“ należącej do tej samej łódzkiej grupy Poli Lindenfeldówny, a także „Kobiece torso” dresdeńskiego artysty Ottona Krischera. Oba te dzieła zostały roztrzaskane w domu Margarete i Stanisława Kubickich podczas rewizji SA i SS w 1933 roku.

9 BUNT Bydgoszcz Adler Lindenfeld Krischer„Entartete Kunst” za „szklaną bramą”. Fragment bydgoskiej aranżacji wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”. Na zdjęciach Jankiel Adler, Mojżesz Broderson i Marek Szwarc prezentujacy drugi zeszyt czasopisma „Jung Idysz“ (1919), a także rzeźby Poli Lindenfeldówny i Ottona Krischera zniszczone w ramach akcji „sztuka zdegenerowana.”
foto: Lidia Głuchowska

Naprzeciw wejścia znajduje się „kino”, w którym prezentowane są powstałe w kontekście tournée wystawy donacyjnej filmy artystyczne – „Refleks” (2014/2015, realizacja Marek Glinkowski, Radosław Włodarski) – część kolejnego projektu artystów współczesnych zainspirowanego dokonaniami grupy Bunt oraz „Bunt – Re-wizje“
(2015, realizacja: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko).

Wernisaż wystawy i oprowadzanie kuratorskie zgromadziły licznych zainteresowanych. Przybyli także artyści-graficy z Poznania i Wrocławia, prezentujący w okolicach „kina” swój artystyczny dialog z twórczością Buntu w ramach zbiorowej prezentacji „Ich 7“.

Realizacje twórców współczesnych nawiązujące do spuścizny „poznańskiego ekspresjonizmu” zasługują na szczególną uwagę. Poświęcimy im osobny reportaż.

10 BUNT-10b

Wernisaż.
Przy mikrofonie dyrektor muzeum dr hab. Michał F. Woźniak, obok
kuratorka, dr Lidia Głuchowska.
Po lewej – artyści: Agata Gertchen, Marta Kubiak, prof. Andrzej Bobrowski, koordynatorki realizacji wystawy w Bydgoszczy – Barbara Chojnacka i Honorata Gołuńska.
Po prawej: kurator realizacji artystycznych „Refleks i „Ulotka“, dr hab. Maciej Kurak oraz dyrektor Dolnośląskiego Festiwalu Arystycznego, Bronisław Kowalewski
foto: Wojciech Woźniak

Nazajutrz po otwarciu wystawy w Muzeum odbyła się konferencja naukowa „Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech“, na którą przybyli znawcy i praktycy z obu krajów. W panelu dyskusyjnym wzięli udział artyści – Agata Gertchen, Marta Kubiak, Andrzej Bobrowski i Maciej Kurak. Planowane jest wydanie publikacji pokonferencyjnej, ukazującej dorobek grupy Bunt w szerokim kontekście geograficznym i interdyscyplinarnym.

***

Wystawa

„Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”
25.06.-23.08.2015

Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Wyspa Młyńska
Mennica 8

Kuratorka i autorka koncepcji aranżacyjnej Lidia Głuchowska
Realizacja Elżbieta Kopczyńska i zespół d/s. organizacji wystaw pod kierunkiem Łukasza Maklakiewicza

Papież awangardy

slupEwa Maria Slaska

o wystawie Tadeusza Peipera w Warszawie

Stoję w Warszawie przed dworcem i patrzę na słup ogłoszeniowy. Tadeusz Peiper – Papież awangardy. Muzeum Narodowe w Warszawie. Wstyd się przyznać – wcale nie wiedziałam, że był malarzem. Poetą, owszem, ale skoro ma wystawę w Muzeum Narodowym, to widocznie również malował.
Nie mam czasu niczego sprawdzać, nie przygotowałam się więc na całkowite zaskoczenie. Docieram do Muzeum, biorę gazetkę, ale postanawiam ją przeczytać potem.

Wchodzę więc na wystawę i nadal nic nie wiem. Nie, jednak już coś wiem, wiem mianowicie, że na wystawę składają się dzieła artystów współczesnych poecie – Borges, Chaplin, Delaunay, Gris, Kobro,  Leger, Malewicz, Pankiewicz, Strzemiński, Witkacy… Oni też nie wszyscy byli malarzami czy rzeźbiarzami.

plakatWędrując przez sale muzealne, podziwiając portret Nerudy, wiersze Vicenta Huidobro i dzban Władysława Jahla, Polaka, jednego z najważniejszych ultraistów madryckich, wciąż jednak podświadomie czekam na odkrycie, na to, co nieznane, na obraz Peipera.

Dopiero dobrze w połowie wystawy, tam gdzie pojawia się Zwrotnica, pojmuję, że nie będzie żadnego Dzieła, bo Peiper żadnego Dzieła plastycznego nie stworzył. Dobrze wiedziałam.
Kuratorzy, dr Piotr Rypson we współpracy z Moniką Poliwką i Juanem-Manuelem Bonetem, piszą, że być może istniał gdzieś kiedyś jakiś wykonany przez Peipera rysunek, ale że oczywiście Peiper był przede wszystkim poetą, krytykiem literackim, wydawcą.

zwrotnica Na stronie Muzeum Narodowego poświęconej wystawie czytamy:
Tadeusz Peiper znany jest w Polsce jako najbardziej prominentna postać środkowoeuropejskiej awangardy i założyciel Zwrotnicy (1922). Niewiele osób wie o jego związkach ze środowiskiem awangardy hiszpańskiej i hiszpańskojęzycznej. Lata 1915-1920 spędził Peiper w Madrycie, w otoczeniu silnie związanym z hiszpańskim ultraizmem. W tym czasie w stolicy Hiszpanii przebywali Robert i Sonia Delaunay, Guillermo de Torre,  Vicente Huidobro, rodzeństwo Jorge Luis i Norah Borges, Rafael Barradas, a także Polacy – Józef Pankiewicz, Jan Wacław Zawadowski i związani z ultraistami Władysław Jahl oraz Marian Paszkiewicz.

ultraGdy kończy się wojna, Peiper wraca do Polski, do Krakowa, gdzie zakłada pierwszą Zwrotnicę, czasopismo bez którego nie byłoby polskiej sztuki awangardowej. Publikowali tu Władysław Strzemiński i Kazimierz Malewicz, książki i poezje Peipera ilustrowali Juan Gris, Mojżesz Kisling, Fernand Léger. Każdy kto liczył się w polskiej Awangardzie prędzej czy później musiał się pojawić w  Zwrotnicy.
ustaPierwsza ukazywała się w latach 1922-1923, druga w okresie od roku 1926 do 1927, a współpracowali z nią przede wszystkim futuryści i formiści: Leon Chwistek, Stanisław Młodożeniec, Tytus Czyżewski, Bruno Jasieński, Anatol Stern, Aleksander Wat. Dzięki kontaktom nawiązanym przez Peipera w Paryżu i Madrycie w Zwrotnicy pisali tacy przedstawiciele międzynarodowej awangardy jak Filippo Tommaso Marinetti i Tristan Tzara. W drugiej Zwrotnicy pojawili się Julian Przyboś, Jan Brzękowski, Jalu Kurek. Program poetycki Peiper zawarł w szkicach: 1925 – Nowe usta, 1930 – Tędy.

blokAutor wpisu o Peiperze w Wikipedii pisze: Wysiłek poety Peiper porównywał do trudu rzemieślnika, dlatego też wszystko w poezji powinno być zaplanowane, podobnie jak w produkcji. Określił symbole nowoczesności jako: miasto, masa, maszyna, a ich skrót “3×M” stał się hasłem Awangardy. Jego teoria poezji odrzucała melodyjność wiersza, sylabizm, dopuszczała wiersz wolny i tylko takie metafory, które mogą być jednoznacznie interpretowane. 

Rola Peipera jako Papieża Awangardy skończyła sie w latach 30, bo skończył się czas Awangardy – okazała się zbyt naiwna i zbyt idealistyczna, a jej hasła stały się symbolem komercji i populizmu w sztuce, a potem totalitaryzmów, wojny, terroru i katastrofy.

ulicaPeiperPeiper żył jeszcze wiele lat, zmarł w roku 1969, ale nikogo już nie interesował. Tak dalece, że autorzy wystawy zapomnieli napisać, że umarł i kiedy umarł. Dla nich w latach 30 umarł Wielki Symbol, człowiek, który po nim pozostał był bez znaczenia.

 

Pulsary energii

0 Kasia na poczatekJanina Wallis, Lidia Głuchowska

Katarzyna Dziuba – pulsary energii

Katarzyna Dziuba przed pracą serii „Processing”, druk cyfrowy pigmentowy, 2012-2015, na wernisażu wystawy w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki/ Artoteki Grafiki, Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego, 29.05.2015

„Styl Katarzyny Dziuby, łączy tradycyjne techniki graficzne oraz nowoczesną technologię cyfrową, stanowi świeży i oryginalny środek ekspresji. Jej prace ukazują w przekroju współczesne polskie społeczeństwo, w którym tradycyjna kultura i myśl napotykają awangardowe koncepcje z krajów Europy Zachodniej. Wspaniale jest widzieć w abstrakcyjnych formach jej grafik intensywną duchowość, która z pewnością jest owocem szerokich horyzontów i wysublimowanej wrażliwości artystki”, napisał w 2010 artysta grafik, Tohihiro Hamano, Doctor Honoris Causa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, gdy Katarzyna Dziuba została pierwszą laureatką Nagrody jego imienia, ustanowioną podczas Międzynarodowego Triennale Grafiki, Kraków 2009 i przyznawaną młodym, obiecującym artystom grafikom z całego świata.
Cztery lata później, już w Kagawa w Japonii, przyznano jej nagrodę w ramach Utazu Art Award.

W Zielonej Górze jeszcze do 10 października trwa wystawa Katarzyny Dziuby i naprawdę warto ją zobaczyć. Ta wystawa to utrzymana w optymistycznych barwach, pulsująca energia, w sam raz na lato.

kasiadziuba1-2Z serii „Processing”, druk cyfrowy pigmentowy, 2012-2015

Prezentowane obecnie prace w formacie 90 x 150 cm wyróżniają się w sposób szczególny na tle jej dotychczasowego dorobku. Jest to jeden z ostatnich cyklów graficznych artystki, wykonany w technice druku cyfrowego pigmentowego. Zainicjowała go w roku 2012 i rozwija do dziś.
Artystka zrealizowała dotąd około 90 wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą m. in. w Polsce, Czechach, Chorwacji Niemczech, Austrii, Belgii, Irlandii i Wielkiej Brytanii, Szwecji, Hiszpanii, na Białorusi i Węgrzech, w Kanadzie, Japonii oraz w Chinach. Zajmuje się ona grafiką warsztatową i drukiem cyfrowym. Za swoje dokonania artystyczne otrzymała wiele prestiżowych nagród krajowych i międzynarodowych.

W ostatnich latach jej prace były wielokrotnie nagrodzane m. in. na II Międzynarodowym Biennale Grafiki Cyfrowej w Gdynia w 2010 r. (I nagroda), na International Exhibition of Small Form Electrographic Art – Matrices w Budapeszcie (wyróżnienie) w Budapeszcie w 2011(wyróżnienie). Na VIII Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach w 2012 roku otrzymała Nagrodę Rektora Uniwersytetu Poznańskiego, a w 2014 IV nagrodę w ramach Utazu Art Award, Kagawa w Japonii.
Na stałe pracując jako kierowniczka Pracowni Druku Cyfrowego i Grafiki Przestrzennej w Instytucie Sztuk Wizualnych w Zielonej Górze oraz Pracowni Podstaw Grafiki Cyfrowej w katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, w latach 2008-2010 jako rezydent przeprowadzała zajęcia, wykłady i warsztaty na zagranicznych uczelniach artystycznych m. in: w Cork w Irlandii w ramach Cork Printmakers Residency Award, Universidad de Castilla-La Mancha, Cuenca w Hiszpanii, Academy of Fine Arts Vienna w Austrii, Kagawa Junior Collage, Sakaide w Japonii, Akademii Sztuk Pięknych w Zagrzebiu, Chorwacja.

kasiadziuba3-4W cyklu Katarzyny Dziuby „Processing” najistotniejszym środkiem ekspresji artystycznej jest światło. Odgrywało ono konstytutywną rolę już we jej wcześniejszych pracach graficznych, wykonanych w technikach litografii i algrafii, a w ostatnich latach przede wszystkim w dziełach realizowanych w technologii cyfrowej. To właśnie światło jest tu narzędziem definiowania przestrzeni obrazowej, ewokującym barwę i ruch, a także czynnikiem kształtującym abstrakcyjne, organiczne formy o nieregularnym, dynamicznym rytmie.
Tytuł aktualnej ekspozycji i eksponowanych na niej obiektów odwołuje się do zastosowanej metody pracy artystycznej – jest to obróbka poszczególnych komponentów wizualnych na zasadzie odejmowania i dodawania. Pojedyncze prace cyklu pozostają ze sobą w interakcji, ukazując w addytywnym, horyzontalnym układzie dynamiczny proces odrywania się od siebie pól energetycznych, przypominających płynną rtęć, satelitarne fotografie pomiarów temperatury Ziemi czy komputerowe zdjęcia sfer erogennych podczas badań USG. W tych pełnych pozytywnej energii obrazach dominują barwy konotowane ze szczęściem (róż jak „różowe okulary” i zieleń – kolor nadziei). Emanujący z nich fluorescencyjny blask przywołuje reminiscencje zorzy polarnej i kosmicznych pulsarów.

kasiadziuba5-6
Linearny układ prezentacji o nieregularnym rytmie ukazuje komplementarne segmenty kompozycji pozostające ze sobą w optycznej korespondencji – każda następna praca jest bardziej zaawansowaną, poddaną uproszczeniu i syntezie wersją poprzedniej. Te powiązane w spójny układ obrazy ukazują proces emanacji barwy i światła, stając się symbolem ludzkiej aury emocjonalnej.

7  P1230211_male-1Prace Katarzyny Dziuby znajdują się w wielu muzeach, galeriach i kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą, m.in w Ryu Art Group i w Sakima Art Museum-Okinawa w Japonii, w Museum of Bruges i w Library of Royal Academy of Fine Arts of Liege w Belgii, a także w zbiorach Stowarzyszenia Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie, Biura Wystaw Artystycznych w Katowicach oraz Sosnowieckiego Centrum Sztuki Zamek Sielecki.

Wystawa: Katarzyna Dziuba – Processing
Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki/ Artoteki Grafiki
Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego
ul. Wiśniowa 10
29.05.– 10.10.2015
Kurator: dr Janina Wallis

Do szczecinian! An die Stettiner!

anja-malaDorota Kot

Deutsch – bitte nach unten scrollen

Dziedzictwo kulturowe / Tożsamość / Przestrzeń miejska

11.06.2015 w Regenbogenfabrik (Lausitzer Str. 22) o godz. 20

Trzeci wykład z cyklu Szczecin dla berlińczyków, zorganizowany przez Stowarzyszenie Partnerstwo Miast ze Szczecinem (Städtepartner Stettin), program kulturalny Fabryki Tęczowej (Regenbogenfabrik) i Polską Radę Społeczną (Polnischer Sozialrat)

***

Anja Neubauer zaprezentuje dziś w Regenbogenfabrik swoje spostrzeżenia na temat przestrzeni miejskiej na przykladzie Rynku Siennego w Szczecinie i skupi się na identyfkacji z dziedzictwem kultrowym tego miejsca.

????????????????????????????????????
Barocke Bürgerhäuser – Kamienice barokowe

Pojawia się tu też interesujące pytanie, dlaczego Anja zajęła się tematem szczecińskim? Ale o tym ona sama opowie!

Spojrzenie na historię miasta i Rynku Siennego, wywiady z przechodniami, spojrzenie młodej osoby na przestrzeń miejską, która podlegała zmianom, należała do wielu narodowości, którą kształtowało wiele pokoleń – to nas czeka!

????????????????????????????????????
Altes Rathaus, Nordfassade – Stary Ratusz, fasada północna

Anja jest planistką – ukończyła Stadt- und Regionalplanung na TU Berlin – ale ma też osobiste związki z tematem, jej refleksje więc będą miały charakter i emocjonalny, i naukowy.

Wnioski będą aż nadto „proste“, ale niesamowicie ważne dla życia codziennego i tej przestrzeni, jaką jest Rynek Sienny.

Heumarktsilisiert2Heumarkt stilisiert / Rynek Sienny – stylizacja

Wystąpienie Anji jest skierowane do odbiorcy ponadgeneracyjnego i interkulturowego – do historyków, socjologów, urbanistów, zaangażowanych w kształtowanie przestrzeni miejskiej, ale również urzędników odpowiadających za obraz miasta, czyli… dla każdego coś!

Przybywajcie!

Stettin_Altstadt Stare Miasto w Szczecinie – Stettiner Altstadt

Kulturelles Erbe / Identität / Stadtraum

11.06.2015 in der Regenbogen Fabrik (Lausitzer Str. 22) um 20 Uhr

Der 3. Vortrag aus der Reihe “Stettin für Berliner” organisiert in Zusammenarbeit von Städtepartner Stettin e.V., Regenbogenfabrik e.V. und Polnischer Sozialrat e.V. – mehr

Anja Neubauer wird heute in der Regenbogenfabrik ihre Beobachtung über Stadtbildwahrnehmung an Beispiel von Heumarkt in Stettin vorstellen. Ihr Auftritt wird sich auf die Identität mit dem kulturellen Erbe konzentrieren.

Außerdem ist interessant, warum Anja sich mit Stettiner Themen auseinandersetzt hat? Das wird sie aber selbst erzählen!

????????????????????????????????????
Altes Rathaus – Südfassade / Stary Ratusz – fasada południowa

Ein Blick auf die Geschichte der Stadt und des Heumarktes, Interviews mit den Passanten, ein Blick einer jungen Person auf den Stadtraum, der vielen Wandelprozessen unterlag, der vielen Nationalitäten gehörte und der von vielen Generationen gestaltet wurde – das erwartet uns!

Anja ist mit Polen verbunden und dazu ist sie Stadtplanerin vom Beruf (Stdt- und Regionalplanung an der TU Berlin abegschlossen) deswegen ihre Betrachtungen werden einen sowohl emotionalen als auch wissenschaftlichen Charakter haben.

sozialistischeWohnbautenSozialistische Wohnbauten / Domy mieszkalne z okresu PRL

Ich denke, der Auftritt ist für ein generationsübergreifendes und interkulturelles Publikum vorgesehen – für Historiker, Soziologen, Stadtplaner, Kiezschaffender sowie Beamter, die fürs Stadtbild verantworten – dh. für jeden was!

Kommt zahlreich!

Zeitstrahl_ErbenZeitstrahl Erben / Listwa czasowa – spadkobiercy (od góry: dziedzictwo polskie, dziedzictwo mieszane, dziedzictwo niemieckie)

Reblog: Lato germanisty

To reblog z tego bloga – tego jeszcze nie było. Ale nie ma wyjścia. Po pierwsze jest lato, tak upalne jak w zreblogowanym tekście. Po drugie – też wreszcie dotarłam tam, gdzie byli przed dwoma laty bohaterowie tego wpisu, oraz, i to zapewne nie tylko przed dwoma laty, autorka. I wreszcie – nie wiem, dlaczego dwaj polscy germaniści tak daleko odeszli od Getreidespeicher, silosa zbożowego w Westhafen, w którym mieści się teraz biblioteka czasopism, bo tam na miejscu jest Violetta’s Imbiss, gdzie nie tylko kelnerka mówi po polsku, a tak naprawdę to cała obsługa, o czym informuje stosowna karteczka, i jest polskie jedzenie, tu, na miejscu przyrządzane, bigos, pierogi, sznycel, kotlet, gołąbki, sałatka. Pyszne, świeże, domowe, tanie…

violettaFoto: Thomas Lautenschlag (flickr)

Nie mogę się oprzeć i zrobię tu reklamę: Westhafenstr. 1 / 13353 Berlin, od poniedziałku do piątku od 6 rano do 14.

Lato germanisty

Dorota Cygan

Usiądźmy sobie może tutaj, skoro się już tu znaleźliśmy, po wyjściu chyba należało pójść w prawo, ciekawe, jak to z biblioteki można niechcący zajść na koniec świata. A w ogóle gdzie my właściwie jesteśmy, ładnie tu nawet, wygląda na kąpielisko, ale swoją drogą to mamy ze 30 stopni, ściana  gorąca. I to niby łagodne oko błękitu, ależ bezruch i żar. No, te zabudowania kąpielowe to mi wyglądają na lata dwudzieste, jak Pan myśli, klinkier, mury po łuku, dzielone okna, ciekawe, ciekawe, für uns zwei Kaffee bitte, no u nich ta kultura nagości jak widać żywa do dzisiaj, jakoś się nami nie krępują, i ten kult zdrowia oczywiście, jedno z drugim nieodłącznie sprzężone, widać, że przetrwało czasy faszystowskie i ma się całkiem dobrze. Ale żar, pozwoli pan, że zdejmę krawat i nogi trochę wyprostuję, coś mój kręgosłup ostatnio odmawia służby, jak posiedzę trochę w bibliotece, też by się przydało odrobinę sportu, ma pan rację, Niemcy nie byłyby sobą bez tej kultury FKK, co u nas nie do pomyślenia, wyobraża pan sobie to święte oburzenie? Ach, te sprężyste ciała i ta naturalność, nam to trochę mimo wszystko obce, pasjonujące owszem, jako zagadnienie socjologiczne, no i motyw literacki rzecz jasna. A czytał pan może Helmuta Ungera… taki tekst z lat dwudziestych… nie pamiętam tytułu… on tam właśnie opisuje konflikt międzygeneracyjny jako różnice w odniesieniu do ciała, z jednej strony kostyczny belfer zapięty pod szyję w czarnym surducie, z drugiej strony prowokacja w postaci nieskrępowanego młodego pokolenia: obnażony żywioł w pełnym słońcu nad wodą. A propos, może ja też sobie zdejmę marynarkę, pozwoli pan, czarne jednak grzeje, jak jechałem do Berlina, nic nie wskazywało…

No ale wracając do tego, o czym mówiliśmy jeszcze w holu, wie pan, ten mój autor miał dość poplątany życiorys, najpierw w najwcześniejszym dzieciństwie silny wpływ braci Grimm, można powiedzieć, że późniejsza trauma z tym się pośrednio wiąże, takie mroczne i krwawe fantazje. Potem, co jeszcze: mieszkanie w skrajnych warunkach, suterena, stąd późniejsze dążenie do światła, ta rozbudowana metaforyka świetlna we wczesnej liryce okresu szkolnego. Dalej, warunki, w jakich żył, raczej ponure, typowo miejskie otoczenie skąpane w stu odcieniach brązu, można się pokusić o tezę, że stąd potem jego niechęć do nazistów, tak to zupełnie nowa teza, jeszcze jej nie opublikowałem, potem w późniejszym dzieciństwie  – no mniejsza o dokładną periodyzację – wakacyjny wyjazd studyjny do Polski, zetknięcie z obcą kulturą zabawy i trwały jej ślad w jednym wierszu, który pozostał fragmentem, może to zresztą zabieg celowy, tak jak fragmentaryczne pozostało to doświadczenie poety, potem, już po maturze, ponowny impuls interkulturowy, spotkanie z cyganką na ulicy w biały dzień, w pełnym słońcu, jej tajemnicza postać będzie się przewijać przez szereg wczesnych poematów, zawsze jako opozycja między ciemnością i światłem, powiedziałbym nawet walka między pierwiastkiem dobra i szatanem, pasjonujące, nikt tego proszę sobie wyobrazić jeszcze filologicznie nie zbadał, no umówmy się, to nie jest łatwe, trzeba by sięgnąć do manicheizmu, prześledzić może generalnie inklinacje jego pokolenia do…, no ale dużo by mówić, myślę, że to w sam raz temat na habilitacje, młode pokolenie w sumie…

getreidespeicherBiblioteka czasopism, filia Staatsbibliothek w Getreidespeicher w Westhafen

…für uns noch zwei Kaffee bitte, ach, to pani mówi po polsku, studentka germanistyki, no proszę, proszę, polski Berlin, miło nam, tak, tak, my też studiujemy miasto, germaniści powinni, szlachectwo zobowiązuje, mówi pani, że to jest Plötzensee, a tośmy daleko doszli z tego Westhafen, ale zapewniam, wierzymy pani, że woda czysta i ciepła, ale może innym razem. A wie pan, nie myślałem, że to tutaj stracili tych  chłopców od Stauffenberga, gdzieś tu musi być Gedenkstätte, nigdy bym nie pomyślał, że to faktycznie tak blisko jeziora. I teren w sumie ładny, zieleń jeszcze taka soczysta, wiem, wiem, też mam nieczyste sumienie siedząc w murach, chociaż my w sumie dbamy o takie rzeczy, w zeszłym roku byliśmy z żoną i dziećmi prawie tydzień na łonie natury, teraz też, w kwietniu jak było parę dni tak ładnie, poszliśmy się godzinę przejść tak dla zdrowia, trzeba, cóż, nie samym słowem żyje człowiek, hehe. No to jeszcze po małej kawce prosimy. Ależ upał.

Ale wracając do naszych wczorajszych rozmów, przesuńmy się trochę do cienia, to tak, z tymi wpływami heglowskimi na mojego autora to było tak, że widzi pan, najpierw Kaiserreich to jakby Teza, potem krótko znienawidzona Republika Weimarska – czysta Antyteza, nie wydaje się panu? –  a na koniec przygoda z faszyzmem jawi mu się jako Synteza, proszę sobie wyobrazić, niezmiernie ciekawe, też niezły temat, gdyby go jeszcze rozszerzyć o wątki ideologiczne państw zaprzyjaźnionych plus recepcja Hegla, to by może nawet projekt europejski z tego wyszedł, praca przy projekcie zapewniona na trzy lata, na takie rzeczy dzisiaj jest popyt, kto ma dziś czas samemu przerobić tyle literatury, ma pan rację, archiwalia trzeba by koniecznie włączyć, ale na to to już by się przydało ze trzech doktorantów, kontakty do Francji pan ma, no czemu nie, to by się w przyszłości pomyślało o jakiejś Forschungsstelle, spuścizna Hegla nie wiem, całkiem możliwe, że w Berlinie, skoro i pochowany tutaj, rodzina już na szczęście się nie wtrąci, hehe. Odwiedzić grób, a czemu nie, może byśmy po drodze zahaczyli, Benna też bym chętnie zobaczył, dawno już miałem zamiar. Może poprosimy o rachunek. Mówi pani, żeby nad wodę, no, wie pani, na wodę to może popatrzymy  jak pójdziemy na grób Kleista. Ależ upał nieziemski. A wie pan, rok temu mieli tu rok Kleista, parę monografii nawet wyszło, widziałem plakaty na FU, wisiały też w Stabi, a w ogóle to skoro już mamy być nad wodą, po drodze byśmy może tak na godzinę wrócili do Westhafen, dział gazet  jeszcze czynny, a jakże, mają tu wszystko, Gazeta Wyborcza to nikogo nie dziwi, ale oni mają i Życie Warszawy i Trybunę Ludu, proszę sobie wyobrazić, w tych silosach na Westhafen, tak, tak, praktyczny naród. A pan z jakich bibliotek korzystał? Ta żółta przy filharmonii to właśnie Stabi, nie zauważył pan filharmonii, nie nie, nic nie mówię, ja też bardziej siedzę w tekstach, koncerty sind nicht Jedermanns Sache, osobiście wolę sobie w przerwie wyskoczyć do Gemäldegalerie naprzeciwko, no faktycznie ona jest trochę schowana, można jej nie zauważyć, przy okazji możemy zajrzeć, pokażę panu, może się przejdziemy na spacer, do Tiergarten, a nie, nie znam, wie pan, mało zawsze tego czasu, ach, to tam, gdzie kiedyś były te koncerty techno, czytałem. Może jak przyjedzie moja żona, kupię wcześniej jakiś przewodnik, obiecałem sobie, że jak tu będzie, to wreszcie się przejdziemy pod Reichstag i pod Bramę, od pięciu lat sobie obiecuję, od czasu  jak robiliśmy ten projekt Literatura wobec upadku Muru, no mur to tam gdzieś w okolicy przebiegał, a przynajmniej powinien, ach,  też pan jeszcze nie był, to się dobrze składa, przeszlibyśmy się i może omówili przyszły projekt, no cieszę się. To cóż, do widzenia, ja jeszcze trochę mam do kserowania, ależ gorąco okrutnie, a potem do pociągu, mam trochę do poczytania, znajomy mi polecił Spaziergänge in Berlin Franza Hessela, pan wie, rodowitego szczecinianina, niedawno wydane, takie impresje ze spacerów po  mieście w latach 20, autor we wstępie poleca zabranie tej książeczki w letnią podróż, no więc zabrałem, a wie pan kiedy to pisał, w 1929 roku, hehe, choć oczywiście zgaduję, że niewielu pójdzie na Entdeckungsreise des Zufalls, prorocze słowa, hehe. Najbardziej mi się podobało jedno zdanie: Ihr habt keine Zeit? Dahinter steckt ein falscher Ehrgeiz, ihr Fleißigen. Dobre, nie?

Przy okazji sobie myślę, że może by tak wznowić Heinza Knoblocha, te jego opowiastki o Berlinie, ładne rzeczy i nieco bardziej współczesne, wypadałoby przypomnieć czytelnikowi, bo już ci nasi studenci nic zupełnie nie czytają, mówili mi ostatnio, że jeżdżą sobie na jeden dzień do Berlina,  tak po prostu połazić po mieście, podobno w Berlinie jest z dziesięć jezior i ileś kąpielisk. A wie pan, że oni faktycznie znają tu powoli wszystko …

To poprosimy rachunek… Ach, pani już ma fajrant? I jak, co potem, aha, nad wodę, mówi pani, tak, my w przyszłym roku też planujemy, może gdzieś w ciepłych krajach, no niby racja, tu też można,  oni tu w Berlinie mają wszystko… Gdzie, mówi pani? TUTAJ do wody…?! A to faktycznie ciekawa myśl, czytałem ostatnio w felietonie tego klasyka gatunku, jak on się nazywał…