Z życia w PRL

Sprawa z Wałęsą wstrząsnęła społeczeństwem bardziej chyba nawet niż ustawa inwigilacyjna czy zmagania o Trybunał Konstytucyjny. Pewnie dlatego, że ustawy mogą się wydawać dalekie od naszego życia, ale jak zszargano imię Wałęsy dotyczy chyba nas wszystkich. Dziś kolejny wpis…

Krystyna Koziewicz

Wbrew własnej woli

Osobiście z SB nie miałam nigdy nic wspólnego, ale przypadek sprawił, że co nieco mogłam się dowiedzieć. A było tak…

Wspólnie z moim eks pilnie poszukiwaliśmy dla naszej rodziny mieszkania, o którym w tamtych latach można było tylko pomarzyć. Mieliśmy dużo szczęścia, bo trafiliśmy na człowieka, zresztą pijaczka, który akurat chciał odsprzedać, rzekomo własne, lokum. Radości nie było końca, cieszyliśmy się, że złapaliśmy pana Boga za nogi, wszak byłam w ciąży, krótko przed rozwiązaniem. Za pożyczone pieniądze kupiliśmy mieszkanie z umową i meldunkiem. Spokojnie zaczęliśmy się urządzać, kupiliśmy meble, jednak ten stan nie potrwał zbyt długo, o co postarali się nasi przyszli sąsiedzi. Dziwnie zaczęli dopytywać się o nasze miejsca pracy, więc dumnie odpowiadałam, że ja pracuję w oświacie, a mąż w opolskim teatrze (zmieniał zakłady, jak skarpetki, ale o tym potem).   Patrzyli na nas, jak na Marsjan, z kolei nas dziwiła ich reakcja i wścibskość. Rychło się jednak wyjaśniło, a to, co usłyszeliśmy od naszych życzliwych sąsiadów, było po prostu szokiem, bo okazało się, że budynek był własnością milicji.

Gorzej być nie mogło. Wkrótce otrzymaliśmy pismo z nakazem opuszczenia lokalu. My jednak nie chcieliśmy się poddać. Mąż postanowił, a ja się zgodziłam, żebyśmy nie reagowali na pismo. W końcu byliśmy zameldowani przez urząd, więc o co chodzi? Otrzymałam wezwanie do osobistego wstawienia się na milicji, a tam bez jakichkolwiek wyjaśnień urzędnik zaczął pisać akt eksmisji. Stukanie na maszynie zostało przerwane w momencie, kiedy zażądali okazania mojego dowodu, by prawidłowo wpisać poprzednie miejsce zamieszkania. Chodziło o mój poprzedni adres, bo tam miałam zostać eksmitowana. Adres brzmiał Dom Dziecka w Skorogoszczy. Co, w Domu Dziecka? Zdenerwowany urzędnik wyciągnął kartę z maszyny i wyszedł.

Po upływie kilku minut, które dla mnie były jak wieczność, urzędnik wrócił i wręczył mi oficjalnie przydział na mieszkanie z zapewnieniem, że mogę sobie spokojnie mieszkać tak długo, jak długo zechcę. W tym momencie ogarnął mnie spazmatyczny płacz ulgi i uczucie radości, że wśród milicjantów byli też ludzie. Z łezką w oku wspominam ten humanitarny gest.

W ten oto sposób znalazłam się w „doborowym” towarzystwie, gdzie sąsiadami byli pracownicy SB i milicji. Często chwalili się swoimi „osiągnięciami”, jak czytanie poczty zagranicznej czy sensacyjek kryminalnych. Od nich dowiedziałam się rewelacji, że każdy kto miał telefon, musiał wcześniej otrzymać akceptację SB, a kto chciał wyjechać Zachód, zobowiązany był podpisać lojalność wobec polskiej racji stanu. Mówili ogólnikowo, więc nie jestem w stanie wyciągnąć z pamięci więcej szczegółów.

Mój stary był do sąsiadów wrogo nastawiony, po prawdzie to nimi gardził, głównie za kapowanie. Oni uważali go za wichrzyciela, bo słuchał radia Wolna Europa, nie chodził na wybory i oficjalnie wyrażał antykomunistyczne poglądy. Najgorzej było w dzień wyborów, pamiętam, że za każdym razem przyjeżdżali po niego suką, przypominając o obowiązku. Z tego też powodu miał przechlapane w zakładach pracy, bo głośno krytykował komunę, stawiał się kierownikom, dyrektorom i różnej maści funkcjonariuszom partyjnym. Lekceważył ich, naśmiewał, więc długo nie zagrzał miejsca w żadnym zakładzie pracy. My, rodzina, cierpieliśmy z tego powodu, brak było bowiem stabilizacji finansowej.

Któregoś razu zniknął bez śladu, nikt nie wiedział, co się z nim stało? Byłam bliska załamania, a on po prostu zwiał za granicę nielegalnie, bez paszportu. Jednak bez happy endu, bo został zatrzymany na granicy czesko-austraickiej. Otrzymał pół roku do odsiadki. Z więzienia wrócił nieco spokojniejszy, mniej prowokował publicznie, ale marzenie wyjazdu za granicą dalej w nim drzemało.

Często otrzymywał wezwania do stawienia się na posterunku policyjnym… powiedziałabym, że nawet bardzo często. Zawsze wracał zakłopotany, zamyślony, widać było, że ma problem. Początkowo nie chciał mnie wtajemniczać, ale w końcu przyznał, że musiał podpisać jakąś lojalkę. Co to oznaczało? Do końca nie wyjaśniał, ale zapewniał, że „nie jest taki głupi, jak sobie myślą”. Chciał koniecznie wyjechać na Zachód, żyć w wolnym kraju, dobrobycie i podróżować po świecie.

Złożył wniosek o paszport, który po wielokrotnych odmowach, dziwnym trafem otrzymał, ale wcześniej został wezwany na rozmowę. I znów ta sama śpiewka, najpierw musiał coś podpisać i dopiero wtedy mógł by wyjechać – oznajmił mu urzędnik. Wtedy po raz pierwszy ujawnił mi w tajemnicy, co chcą, ale także i tym razem zapewniał, że „głupiego znaleźli”. Wiedziałam, że nikogo nie sypnie, nie zdradzi, ale też wiedziałam, że będzie to koniec dla naszej rodziny. I tak też się stało. Bał się wrócić do Polski, pozostał na Zachodzie, a my rozeszliśmy się.

Takie były czasy, że wbrew woli, ludzie prawdopodobnie musieli podpisywać tzw. lojalki, co wcale nie znaczy, że od razu donosili. Zatem, ostrożnie w ocenach Wałęsy, bo Wałęsa dla SB to dopiero był gruba ryba, mój eks był tylko płotką, a jakie miał kłopoty.

Wiem jedno, że prawie każdy mężczyzna, który w latach 60 i 70 wyjeżdżał zagranicę musiał odbyć rozmowę z urzędnikiem policyjnym. Innej opcji nie było, ale to nie oznacza, że byli współpracownikami SB czy innych organów. Wśród nich byli tacy, co pozostali na Zachodzie, bo nie godzili się na współpracę, bali się wrócić do kraju w obawie przed przykrymi konsekwencjami. Pewnie byli też tacy, co bez problemu wyjeżdżali tam i z powrotem, jak mój dawny znajomy. Może oni byli nadgorliwi, ale to są jedynie moje przypuszczenia.

Zresztą moi sąsiedzi sami w przypływie szczerości opowiadali, jak popisywali się przed szefem pracowitością. Podobnie jak ojciec kolegi, który tuż przed śmiercią wyznał mu, że wiele fikcji produkował w aktach policyjnych.

To byłoby na tyle! To sobie przypomniałam w tym okrutnym czasie, kiedy atakuje się człowieka, któremu Polska wiele zawdzięcza. Nie ma ludzi kryształowych, ale na miłość boską – osądzajmy przywódców partyjno-rządowych i czasy, w jakich przyszło nam żyć, a nie tych zwykłych ludzi, którzy często musieli postępować wbrew własnej woli.

Maile z Polski 2

Mężczyzna po 50

Chciałem nawet napisać coś o tym wcześniej do Ciebie – ale dopiero dziś ten atak na Wałęsę, który nastąpił po ujawnieniu jakichś przestarzałych i nie wiadomo czy prawdziwych (zresztą to i tak nie ma znaczenia) dokumentów, skłonił mnie do oceny tego, co się dzieje.

To jest nieprawdopodobne, co może zrobić żądza zemsty, nienawiść, pycha i chore poczucie misji dokończenia rewolucji – gdyby nie te okropne cechy, Polska byłaby już dawno wielkim i silnym krajem… a tak – wystarczy włączyć TVP i posłuchać wypowiedzi niektórych komentatorów, którzy z poczuciem wyższości, nieomylności i misji poszukiwania prawdy i obłędem w oczach objaśniają zdezorientowanym widzom – gdzie jest owa prawda, gdzie jest
to czarne, które nie jest białe i odwrotnie. Najwięcej szkody dla Polski
czynią właśnie tacy ludzie którzy obsesyjnie szukają nie dobra- lecz zła – w innych. Tacy właśnie, którym mityczne poszukiwanie prawdy uniemożliwia znalezienie miłości.

Mężczyzna po 50

…tu się w ogóle robi taka sytuacja, że jak się z kimś rozmawia, to trzeba najpierw pomyśleć, zanim się coś powie bardziej ogólnego, o sytuacji, lub na temat społeczny, lub nie daj Boże polityczny… – bo może on jest zwolennikiem …? więc najpierw trzeba wybadać – mówiąc tak, jakby od niechcenia – “ja to nie oglądam telewizji” – i obserwować, co na to rozmówca… w zależności co powie, kontynuować rozmowę w pożądanym kierunku, tak, aby nie urazić adwersarza.
Gdy kupuję “Gazetę…” staram się publicznie nie czytać jej zbyt obcesowo – ewentualnie tylko strony sportowe – udając, że tylko to mnie interesuje – byłem bowiem świadkiem w autobusie agresji pewnego pana, który wykrzykiwał coś bardzo wyrazistego pod adresem czytającego “Gazetę…”

Maile z Polski

Styczeń 2016

Mężczyzna, po 50

dziś demonstracja… wspaniale było…

Mężczyzna, 60 lat

… to pewnie też kwestia wieku,
gdybym miał 30/40 lat, to bym się spakował i wyjechał,
w wieku 60 lat, to jest naprawdę trudna decyzja,
stad moja frustracja …
sam już nie wiem, co robić …
prowadzę rozmowy dotyczące nowych projektów,
więc może jeszcze trochę pooszczędzam,
szczególnie, że czasy idą ciężkie,
ale nie wiem, czy nadążę z odkładaniem …

ponieważ ostatnie kilkanaście lat wyglądało, że w Polsce da się żyć,
więc wszystkie aktywa na przyszłość (mieszkania, oszczędności)
zgromadziłem w PLN,
a teraz paru cwaniaków z PiS postanowiło się dorobić na społeczeństwie,
i w kilka miesięcy zdewaluowali PLN o ponad 12%
(pomijam co zrobili z giełdą – tam na szczęście nie mam żadnych aktywów);
… z moich zasobów odłożonych na emeryturę ukradli mi tyle,
ile odłożyłem przez ostatnie 1,5 roku (i to pracując na dobrym
kontrakcie);
jestem kompletnie zdołowany 😦
jak coś zdecyduję, to może przyjadę do Berlina na dzień/dwa,
trochę się rozejrzeć, i pooddychać normalnym powietrzem
(zanim zamkną granice)

Mężczyzna, 30 lat

czyli byłby sens przyjechać w połowie miesiąca
ale ja nie wiem, czy wytrzymam tu do tego czasu.

tu jest tak strasznie
okropnie
smutno
pochmurno
blotniście
depresyjnie
przygnębiajaco
beznadziejnie

Mężczyzna, 44 lata

… rozpada się nam marzenie o wspólnej Europie. Najboleśniejsze jest jednak to, że konsekwencje tych durnowato-radosnych działań międzynarodówki nacjonalistycznej ponosić będzie pokolenie Twojego wnuka. Ludzie tak naprawdę nie lubią wolności – mają to w naturze.

Czeka nas bardzo długa zima!

Dlaczego Ci tak od rana psuję humor? Bo ja wiem? Może po prostu chcę się spytać: czy jest coś, czego my nie wiemy o naszych rodakach? Czyżby naprawdę dojrzeli do dyktatury?

Swoją drogą mam też refleksję. Ja się nie znam, to Ty byłaś w konspiracji, tak tylko sobie głośno myślę; czy w tych okolicznościach KOD i podobne inicjatywy nie wystrzelają się za szybko? Czy nie trzeba myśleć o czymś bardziej długofalowym, takim bardziej pozytywistycznym niż romantycznym? Co Ty na to?

I nie o słuszność chodzi – oboje wiemy, że sprawa jest słuszna – tylko o skuteczność. Ja nie chcę dulce et decorum umierać, lecz efektownie zwyciężyć, choćby i za jakiś czas. Myśl, weteranko! Jak będziesz miała pomysł na Drugą Kadrową, to będziesz też miała mój akces!

 

List otwarty do Ministra i innych takich, co…

Najpierw posłuchajcie


teraz poczytajcie TU, a pod spodem pytanie do dyskusji: co o tym sądzicie?

Styczeń 2016, Berlin, Kolonia, Weimar…

List otwarty

do Ministra Edukacji
do Dyrektorów i Nauczycieli polskich szkół, a także rodziców i uczniów oraz wszystkich, którym nie jest obojętne

od Polaków mieszkających w Niemczech

Szanowne Panie i Panowie, drodzy Rodacy,

z ogromnym smutkiem, ale już też przerażeniem, obserwujemy wszystko, co w ostatnich miesiąch dzieje się na linii współpracy polsko-niemieckiej. Do każdego z nas docierają z Polski pytania od znajomych i nieznajomych: “czy w Berlinie jest bezpiecznie?”, “czy możemy jeszcze spędzić weekend w Niemczech, zanim będzie za późno?”, “co powiedzieć rodzicom, którzy rezygnują ze szkolnej wymiany polsko-niemieckiej?”, “jak przekonać nauczycieli, którzy nie chcą brać udziału w wycieczce za Odrę?“

To z jednej strony.

Z drugiej, tej niemieckiej, padają pytania: “czy w Polsce jest jeszcze bezpiecznie dla obcokrajowców?”, “czy mogę pojechać do Warszawy, jeśli mam ciemniejszą karnację?”, “czy moje dzieci na wycieczce klasowej nie doświadczą ogólnie dostępnego i akceptowalnego rasizmu?”

Mamy tego dość. Chcemy wspólnie przeciwstawić się strachowi! Strachowi podpartemu niewiedzą. Nie może tak być, żeby sąsiedzkie kraje tak bardzo się siebie bały.

Chcemy wypełnić pustkę, która wciąż panuje w Polsce. Wypełnić zaufaniem, wiedzą i doświadczeniem. Doświadczamy wielokulturowości na co dzień. Mieszkamy w niemieckich miastach, nie rozróżniamy ludzi na tych z jaśniejszą i ciemniejszą karnacją. I marzy nam się, żeby w naszej Polsce też tak było.

Nasze dzieci uczą się języka polskiego, czytają polskie książki i spędzają w Posce wakacje. Wielu z nas rozważa powrót do kraju. Ale do kraju otwartego na świat, otwartego na inność. Wierzymy, że to właśnie szkoły mogą zdziałać cuda. Pokazać, wytłumaczyć, zachęcić i uspokoić: swoich uczniów i rodziców. Szkoły i cały system edukacji, muszą przeciwdziałać nienawiści i nie pozwolić Polsce i jej obywatelom, także tym najmłodszym, by stały się prowincją Europy i świata.

My, Polacy w Niemczech

Znalezione na Facebooku

Coś w tych wypowiedziach wydało mi się ważne i nowe, a przede wszystkim moje. Zaznaczyłam to w tekście pogrubioną czcionką

Stefan Rieger
na stronie D.ok czyli Democracy is OK po różnorakich zawirowaniach towarzyskich organizacyjnych i innych w KOD POLONIA

13 stycznia

Drodzy Przyjaciele

Jako pijany zajączek na puszczy facebookowej, co swój rozum ma, lecz nie zna kruczków, cynków, pułapek na zajączki, przejść na skróty i całej tej inżynierii społeczn(ościow)ej, zgłaszam garść nieśmiałych postulatów, by z tego forum wymiany między Polakami gorszego sortu uczynić ewentualnie agorę dyskusji między najmądrzejszymi z Polaków, tfu, zostawmy Polaków – między po prostu inteligentnymi ludźmi o otwartych umysłach, albowiem żyjemy w krajach, gdzie polskie stardardy nie mieszczą się nawet zwykle w ramach prawa…

Po pierwsze: wyczyśćcie raz na zawsze stajnie Augiasza i umówcie się, w której grupie mamy dyskutować, by nie rzucać słów na wiatr, między grupy zawieszane, zamykane, zbanowane, reaktywowane i wątpliwej legitymacji. Gdzie, do cholery, jesteśmy i po co ??!!

Po drugie: zdefiniujcie jasno profil grupy i jej cele. To może być najmniejszy wspólny mianownik (obrona podstawowych swobód, mediów, demokracji w Polsce), albo największy (burza mózgów w celu znalezienia lepszych rozwiązań dla Polski, Europy i świata, albowiem żyjemy w systemie naczyń połączonych i wszystko nas dotyczy: uchodźcy, terroryzm, religie, korporacje, neofeudalizm…)

Po trzecie: niechaj każdy się wypowie, co nas łączy i jak za daleko nie należy się posuwać. Czy wolno przejeżdżać się nie tylko po Kościele, lecz również po religii, w której ja, Stefan, osobiście, widzę największe zło, gdyż często zabija, a zawsze pozbawia wolności myślenia i własnego sądu moralnego, a tylko taki jest coś wart.

Po czwarte: jeśli należycie do fan-clubu PO, do międzynarodowej klasy współczesnych technokratów-nomadów surfujących na fali neoliberalnej doktryny i marzycie tylko o tym, by Polska wróciła do koryta w mainstreamie, to nie będzie mi z wami po drodze, gdyż żywność w korycie mi nie odpowiada, a mainstream jeszcze mniej…

Po piąte zatem: proponuję, byśmy się dobrali wedle kryteriów „jakości” – myśli, słowa, wartości, szczerości uczuć… To zakłada wzajemne zaufanie i zgodę co do filtrowania chłamu i hejtu. Zwykle instynktownie to czujemy, więc dajmy temu wyraz… Ceńmy sobie nawzajem to, co skłania nas do zrobienia free hugs, câlins gratuits, każdemu, kto chce… Bądźmy sobie czuli, a przynajmniej życzliwi…

Po szóste: jeśli nie przestaniecie ignorować najmniejszej aluzji do religijnego wymiaru polskiej psychodramy (co od początku ustawiło mnie do Was z lekka nieufnie, choć instynktownie Was szczerze lubię), to pewnie z żalem się rozstaniemy… Filtrujmy zatem nasze sympatie i empatie, by z tego co najlepsze wyssać miąższ… Lajkujmy selektywnie, wyrzucajmy trolle lub notorycznych idiotów za burtę… Nie bójmy się poddać krytyce naszych wierzeń religijnych… Spróbujmy raczej uwierzyć w łączącą nas nić sympatii… Od tego zależy przyszłość naszej grupy (choć ciągle nie wiem, jakiej).

Po siódme zatem (gdyż siedem jest cudów świata): możemy spróbować stworzyć Polskę wirtualną, której nie ma na mapie, lecz kiedyś może będzie… Choć tak naprawdę w to nie wierzymy, chcemy tylko sobie porozmawiać… Jak Prosiaczek z Puchatkiem…

Tak czy inaczej nie chodzi bowiem o to, by jakąś tam Polskę ocalić, lecz o to, byśmy nie musieli się wstydzić, po wsze czasy, naszej polskości (jakby nie była śladowa). A o to najtrudniej…

Reblog / Re-Facebook / Re coś tam

EMS

Znalazłam na Facebooku. Ważne. Najpierw zlajkowałam, potem przeniosłam do bloga na stronę “Heute/dziś/today”, ale wszystko mi było za mało, bo rzecz jest ważna, no więc robię rebloga i wstawiam na wieki wieków amen…

4.01.2016

KOD, budowanie ruchu społecznego, demonstracje, niezgoda, opór bierny, oporniki, deklaracje – to wszystko ładne, fajne i sympatyczne. Ale nie zapominajmy o jednym: ci, którzy tworzą to “my” (ja również), należą do tak zwanej “fajnej Polski” uprzywilejowanych, zadowolonych z dotychczasowego rozwoju, otwarcia na Zachód, względnego dobrobytu, względnego pluralizmu, mamy względnie dobre posady, mieszkamy w większości w miastach i jesteśmy zadowoleni, na tyle zadowoleni, że nie zastanawialismy się do tej pory nad tymi, których głosy obecna władza zagospodarowała i dlaczego tak się stało. Model neoliberalny, (jaki w Zachodniej Europie bylby nie do pomyślenia), który narzucono Polsce siłą globalnych graczy, ma się ku globalnemu końcowi, widać to i będzie to widać coraz wyraźniej. W Polsce dużo poszło dobrze, pewnie wiekszość spraw. Względnie dobrze, ale są duże obszary, gdzie panuje de facto feudalizm, pół-niewolnictwo, gdzie pracodawca jest bezkarnym wyzyskiwaczem, gdzie umowy z pracownikiem to śmieć, gdzie ludzie pracują z nadgodzinami na 1,5 etatu, nie widząc w tygodniu swoich dzieci, ale nie są i tak w stanie dociagnąć do pierwszego, gdzie nie można się rozchorować, bo się leci z roboty. W Polsce gospodarką rządzą korporacje nie płacące de facto podatków, rozwarstwienie się pogłębia i z biedy nie sposób wyjść o własnych siłach, chyba że wyjeżdżając za granicę. W tej Polsce uprzywilejowanych, czyli nas, tworzących choćby KOD, w ciągu ostatnich lat kompletnie zabrakło solidaryzmu społecznego, zamiast niego był paternalistyczny kapitalizm najgorszego sortu. Na Zachodzie, który my uprzywilejowani tak bierzemy za przykład i go “gonimy”, cywilizacyjnie nigdy nie zabrakło solidarności z tymi, którzy nie dają rady – niezależnie od tego czy u steru byli Chadecy, czy Socjaliści, jeżeli nie z milości bliźniego to z czystej kalkulacji, żeby nie doszło do rozwoju ruchów radykalnych. W Polsce tego zaniechano i pozwoliliśmy na to na lewej i na prawej, by społecznymi postulatami troski o wspólnotę, sprawiedliwości społecznej etc. zawładnęli radykałowie. Jakie refleksje na temat własnego działania, własnego państwa płyną z KODu i innych formacji stawiajacych opór obecnej władzy? Na razie kompletnie mi ich brakuje. Jak ma wygladać postpisowska Polska? Czy bedzie powrotem do upadajacego neoliberalizmu zadowolonych?

***
W komentarzach ktoś napisał, że grzechem, jeszcze cięższym niż brak solidarności społecznej, była obojętność, a następnego dnia przeczytałam gdzieś, że obojętność to okrucieństwo w wykonaniu ludzi dobrze wychowanych…

***

EMS

Oczywiście nie znaczy to, że nie mamy protestować, bo mamy i musimy, ale musimy jednocześnie myśleć, czuć, współczuć i przewidywać…

Więc na dziś – demonstracja w Warszawie, demonstracja w Berlinie. Idźcie, idźmy, chodźmy, chodźcie…

plakat

plakat-samstag

Biedroń: początki PRL-u były podobne – Kropka nad i

Reblog: Polska PiSu – pełzający autorytaryzm

Wywiad z prezydentem Słupska, Robertem Biedroniem – 23 grudnia 2015 – Kropka na i.

biedron-olejnik

Biedroń: początki PRL-u były podobne – Kropka nad i

– Jako samorządowiec, który mógł korzystać potencjalnie z Trybunału Konstytucyjnego dziś patrzę z przerażeniem na to co dzieje się z TK.

A w komentarzach:

Świetna decyzja Pani Moniki Olejnik, aby zaprosić do swojego programu Pana Roberta Biedronia, który krytykując decyzje polityków, nie opluwa wszystkich i wszystkiego lecz mówi konstruktywnie, merytorycznie i jako politolog z wykształcenia – potrafi oceniać fakty i przewidywać ew. konsekwencje różnych działań. Polacy, posłuchajmy tego Człowieka, wyciągnijmy wnioski.

Wreszcie ktoś z ludzką twarzą, merytorycznymi wypowiedziami, inteligencją urokiem osobistym, piękny świąteczny prezent!!!!

Pan Robert Biedroń, przyszły prezydent Polski!

Dobra analiza, Biedroń wyrasta na lidera lewicy, dużo głębsze te analizy niż Nowackiej a nawet Millera czy Palikota. Biedroń w następnych wyborach do Sejmu marsz, mogą być wcześniej niż przewiduje PiS.

Reblog: Dlaczego jestem pesymistą?

Jacek Pałasiński

Oto powody, dla których jestem pesymistą.

Przez 45 lat bolszewizmu wpoiliśmy sobie przekonanie, że to, co się dzieje w kraju było winą przywiezionego na sowieckich czołgach ustroju. 25-letnia przerwa w bolszewii zdezawuowała ten mit, obnażyła naszą małość; to spsienie, te masowe manifestacje 1-majowe czy na 22 lipca, te 3 miliony członków PZPR, ta gorliwość ubeków i cenzorów, to byliśmy my, a nie ustrój.

Ale jednak za poprzedniej bolszewii mieliśmy fenomenalny punkt odniesienia, wzorzec normalności, który dodawał nam otuchy: Zachód. Kraje o ustroju liberalno-demokratycznym, gdzie obowiązywało prawo, gdzie panowała wolność i pluralizm, gdzie szanowało się prawa człowieka.

Teraz, kiedy sami, bez interwencji z zewnątrz, zarządziliśmy dla Polski drugą bolszewię, będziemy żyć nawet bez tamtej otuchy i nadziei.

Dlaczego? W weekend odbył się kongres faszyzującej partii “Alternative für Deutschland”. AfD wezwała NATO do zawarcia sojuszu z Moskwą i zakończenia sankcji przeciwko Rosji. Szefowa partii, Frauke Petry, zaapelowała do Angeli Merkel, by podała się do dymisji, ponieważ “straciła kontrolę nad kryzysem migracyjnym”. – “Proszę ustąpić, da pani radę” – powiedziała. Sondaże wskazują, że w najbliższych wyborach AfD dostanie dwucyfrowy wynik. Trwa otwarta fronda przeciwko pani Merkel w CSU, w samym CDU też rośnie opozycja wobec jej rządów i jej pełnej człowieczeństwa, szlachetnej polityce wobec uchodźców.

Kiedy w kraju tak nieistotnym, jak Polska zwycięża nazibolszewia, to jest to problem wyłącznie dla Polaków. Kiedy coś podobnego wydarza się w Niemczech, cały kontynent może zacząć drżeć. Do wyborów w Niemczech sporo się może jeszcze wydarzyć, AfD może dokonać podobnego exploit, co PiS w Polsce: wystarczy, by część klasy średniej irracjonalne odwróciła się od wartości demokratycznych.

A irracjonalnych tendencji w dzisiejszej Europie nie brakuje.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że następne wybory we Francji wygra Front National, grudniowe wybory regionalne, będą tego probierzem.

W Hiszpanii może wygrać Podemos, finansowane przez reżim wenezuelski. Katalonia się odłączy, kraj Basków pójdzie w jej ślady: kto będzie w stanie zapobiec chaosowi, który ogarnie ten kraj?

We Włoszech rosną niebezpiecznie akcje Movimento 5 Stelle i Ligi Północnej, siły liberalno-demokratyczne praktycznie już nie istnieją.

Wiedzą państwo, kto rządzi w Grecji.

Idę o zakład, że za rok już nie będzie Unii Europejskiej w kształcie, w jakim znamy ją dzisiaj, i z pewnością Polska będzie jednym z tych krajów, które przyczynią się do jej zgonu.

Scenariusz dla naszego kraju jest czarny, istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że w 2015 r. mieliśmy ostatnie wybory demokratyczne, że PiS raz zdobytej władzy już nie odda, odrobił już lekcję z 2007 r. Należy się spodziewać rozmontowania instytucji demokratycznych, niezliczonej liczby prowokacji wobec opozycyjnych partii i organizacji społecznych, wzorem Turcji. Przewodnia siła narodu zagranie całą władzę i trzeba będzie kolejnej rewolucji albo kolejnej wojny, żeby się jej pozbyć. A przy jej rządach wojna zbliża się wielkimi krokami.

Czeka nas więc nieciekawa przyszłość, pozbawiona na dodatek owej nadziei, którą za pierwszej bolszewii dawała obecność liberalno-demokratycznego Zachodu, bo Zachód właśnie od owych wartości także zaczyna odchodzić.

Reblog: Oskarżam moich znajomych…

Gazeta Wyborcza

Paweł Wieliczko

Oskarżam moich znajomych, że stali się rasistami. Ze strachu, z niepewności, z pychy

16.11.2015

Polska mogłaby ze względu na swoją wieloetniczną przeszłość oraz grzechy wojenne i powojenne pełnić rolę Sprawiedliwego wśród Narodów. Do tego trzeba mieć jednak gotowość społeczną. Tymczasem mam wrażenie, że poglądy rasistowskie lub antyimigranckie nie dotyczą już łysych chłopców z blokowisk, ale stały się powszechne.

Mam wrażenie, że szczególnie chętnie poglądy rasistowskie przejęli niepewni przyszłości mieszkańcy warszawskiego Wilanowa oraz podobnych dzielnic w innych miastach. Wykształceni ludzie z kredytami oraz niewielką rodziną boją się o swój stan posiadania i dzieci. Mając głębokie przekonanie o znajomości świata, wypowiadają opinie. Bo przecież widzieli Araba w Egipcie, Turcji, Maroku, widzieli, że leniwy, cham, pewnie trochę zboczeniec. Czytali Kapuścińskiego, tylko bez zrozumienia, bo kto spamięta te nazwiska. Czytali w gazetach o zabójstwach honorowych, byli “Charlie Hebdo”.

Tak, oskarżam moich znajomych o to, że stali się ze strachu rasistami. Oskarżam o to, że na podstawie własnych miernych obserwacji wyciągają ogólne wnioski. Porzucając chęć zrozumienia na rzecz tabloidowej codzienności. Słyszę od Was, że Arabowie nie pracują, że “Zamszowi” plenią się w Londynie, że żerują na niemieckich socjalach – stajecie się nie lepsi od kiboli z pochodniami, a za parę lat nie zareagujecie, gdy obok was będą zabijać człowieka za kolor skóry. Być może Wy będziecie zabijać, choć dziś mówicie tylko, że chcielibyście pokazać mamie prawdziwy Paryż, ale takiego już nie ma, bo te brudasy. Linia podziału staje się coraz wyraźniejsza.

Pisanie tego tekstu przerwały mi wybuchy w Paryżu. Mój kolega Piotr zadzwonił do mnie rano. Ja jadłem śniadanie, a on dzwonił z dzielnicy XI. Mówił, że stoi na ulicy, na zakrwawionym chodniku, pośród porzuconych w chaosie sprzętów medycznych, noszy, kamizelek, że słyszał wybuchy, strzały, panikę. W tym gruzowisku odczuć wiedział tylko, że należy coś zrobić, by zatrzymać niechęć do obcych, że trzeba uświadomić wreszcie, iż do nas dociera kawałek piekła, przed którym uciekają uchodźcy. Czy ktoś pamiętał, wiedział w ogóle, co w tym samym czasie działo się w Bagdadzie (21 ofiar) czy Bejrucie (43 ofiary)?

Terroryści w jednym są zgodni z prawicą o lekkim zabarwieniu brunatnym – obie strony uznają, że życie Europejczyka jest więcej warte niż życie Araba.

Tracimy szansę na bycie społeczeństwem otwartym

Globalizacja sprawiła, że dziś wszyscy są albo uczestnikami, albo świadkami. Trudno jest powiedzieć, że się nie wiedziało, za to łatwo zobojętnieć albo ułożyć świat z jednakowych elementów na zewnątrz, pozostawiając wszystkie, które nie pasują. Zresztą, może to nie jest kwestia globalizacji, może ona daje tylko skalę dla zjawisk w przeszłości już występujących. Czyż nie zaznaliśmy obojętności – wobec Zagłady, nienawiści do innych, jak w Kielcach w roku ’46, wreszcie zaślepienia głupotą, jak w roku ’68. Jesteśmy jednym z narodów jednoczesnych ofiar i katów. Dlatego jesteśmy zobowiązani do głębszej refleksji, zanim wydamy orzeczenie o winie.

Tymczasem w Polsce tracimy szansę na bycie społeczeństwem otwartym. 11 listopada w telewizji zobaczyłem, że naród imigrantów zarobkowych postanowił postawić chrześcijańsko-nacjonalistyczno-kibicowski mur przeciwko innym imigrantom. To Święto Niepodległości było inne, wyraźnie podzielone, pełne napięcia. Wozy transmisyjne czekały na bijatyki narodowców z policją, podpalenia, demolowanie ulic. Tymczasem zasadniczo wszyscy szli wyznaczoną drogą, palić nie można było nawet tęczy, bo znikła. Młodzi panowie w kominiarkach pokazali, że potrafią być grzeczni. Jednak w sferze języka było jak zawsze. Cała ta mieszanka nie wydawała się nacjonalizmem ugrzecznionym, ale wyczekującym.

Podsycanie ksenofobii jest kuszące dla polityków. Buduje wspólnotę spajaną wrogiem. Przez lata był to Żydziak, potem Pedał. Starzy wrogowie nie odeszli, ale od roku 2015 na prowadzenie wysunął się Muzułmanin.

W homogenicznym społeczeństwie upraszcza się definicje. Migrant został zrównany z wyznawcą islamu. Ponieważ strach został zasiany wszędzie, dość często widuje się na portalach społecznościowych opatrzone zdjęciem apele w rodzaju “Mój mąż nie jest muzułmaninem, tylko sikhem. To grupa religijna z Indii”. Wiedzę opieramy na wrażeniach z wycieczek do Egiptu oraz widoku imigrantów w krajach zachodnich. Upraszczamy, rozszerzając indywidualne doświadczenia czy zachowania pojedynczych osób na całe grupy i wspólnoty. Z grupy migrantów sprytnie eliminuje się też prawie dwa miliony Polaków, którzy wyjechali z kraju po 2004 roku, a przecież w Wielkiej Brytanii Polacy są drugą pod względem liczebności mniejszością narodową, w Irlandii pierwszą, wielu “naszych” jest też w Niemczech i innych krajach UE. Ruchy antyimigranckie dość szybko zauważyły tę niespójność i zaczęły mówić już nie o napływie ludzi, ale inwazji czy nawet wojnie kulturowej. Głównym zarzutem stała się więc nieumiejętność integracji i przekonanie o nieszczerych intencjach przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu. Nikt nie pamięta, że uciekają oni przed przemocą, której odpryski docierają do Europy wraz z zamachowcami.

Opowiedzmy o sobie i pozwólmy się poznać

Echa arabskiej wiosny, upadku reżimów oraz lata niewidzenia sprawiły, że Afryka oraz bliskowschodnie wojny zmienią Europę na zawsze. Od nas, obywateli, zależy, czy zbudujemy podzielony, słaby kontynent, czy przezwyciężymy kryzysy. Stoją przed nami zadania najważniejsze od czasów zakończenia drugiej wojny światowej. Ruchy skrajnie prawicowe stały się popularne nie tylko w Europie Wschodniej, nowych krajach Unii, ale także we Francji, Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji oraz ściśle związanej z UE Szwajcarii. Nikt dziś nie wyobraża sobie sytuacji z czasów pierwszej wygranej Jörga Haidera, kiedy Unia bez wahania wprowadzała faktyczne sankcje i ostracyzm Austrii. Myślę, że niewielu tę sytuację w ogóle pamięta.

W przyszłym roku przyjadą do nas ludzie, którzy uciekli przed wojną. Przyjadą do obcego kraju, w którym mają żyć, a jest dla nich egzotyczny jak dla nas Tanzania. Będą okaleczeni wspomnieniami i stratą całego dotychczasowego życia. Wyrwani z korzeniami. Przyjmijmy ich z szacunkiem, opowiedzmy o sobie i pozwólmy się poznać. Wykorzystajmy szansę, by stać się lepszymi.

Paweł Wieliczko – prawnik współpracujący z organizacjami pozarządowymi

The winter is coming

Ciekawe, że publikuję tu list otwarty napisany – teoretycznie – przez przeciwnika politycznego. Autor listu wybierał Jarosława Kaczyńskiego, gdy ten był kandydatem na stanowisko prezydenta RP. Ja – nie. Tym bardziej podoba mi się ten głos rozsądku, skierowany do Kaczyńskiego “z własnych szeregów”.

List wysłany do Jarosława Kaczyńskiego na Zjazd Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych w Rzymie w dniu 22. 10. 15

winter-wonderland-pictures-4
Dr med. Bogdan Miłek

Kongres Polonii Niemieckiej
przewodniczący

Do Pana Premiera
Prezesa Partii Prawo i Sprawiedliwość
Jarosława Kaczyńskiego

List Otwarty

Szanowny Panie Premierze!

Piszę do Pana list otwarty, dotyczący obrazu Polski i Polaków, jaki kształtuje się w chwili obecnej i jaki może pozostać tym „obowiązującym stereotypem” przez długie lata. Piszę do Pana – bo to Pan Przewodniczący będzie według wszelkich prognoz miał decydujący wpływ na ten obraz Polski i Polaków w świecie. Ja, skromny lekarz-emigrant, od dziesięcioleci – indywidualnie lub w ramach różnych struktur – usiłuję się zajmować tą problematyką.

Np. TU

Mieszkając na pograniczu Niemiec, Francji i Luksemburga, postrzegam zapewne z innej perspektywy niektóre kwestie. Czasem taka dodatkowa optyka może wnieść coś do własnych przemyśleń…

Piszę tuż przed wyborami. Po wyborach będą ważniejsze inne kwestie. Teraz może ktoś to przeczyta…

Niedawno oświadczył Pan – sądzę, że w ramach „ferworu dyskusji” – iż migranci mogą przynieść zarazę i pasożyty . Pana słowa ochoczo podchwyciły media za granicą – przyklejając Panu kolejny raz łatkę ksefofoba, kontynuując poprzednie stereotypy – np. AK-owca z pewnego niemieckiego serialu… W ten klimat wpisało się wystąpienie Pana Kolegi Klubowego (a mojego sąsiada z krakowskiego dzieciństwa) prof. Legutko, atakujące oś Merkel – Hollande. Zamiast szukać dialogu w ramach Trójkąta Weimarskiego – poseł Legutko dopisuje nas do towarzystwa Orbana i Seehofera.

Niemcy – otoczenie Kohla i Merkel – od lat bardzo inteligentnie budują nowy obraz Niemiec i Niemców. Niemiec otwartych, liberalnych, państwa wielokulturowego i wielonarodowego. Państwa, które nawiązuje do Hambacher Fest – gdy w Niemczech powiewały polskie flagi. W tym tonie odbywały się Mistrzostwa Świata w piłkę nożną w 2006 roku – „Niemcy to mistrzowie serc”. Teraz buduje się nowy symbol: Niemcy – symbol miłosierdzia, otwartości, dzielenia się z bliźnim tym, co sami mamy, dla obcokrajowców – symbol szansy na realizację własnego ja, szansy na sukces zawodowy.

Abstrahując od tego, że Niemcy szukają w ten sposób drogi do amerykańskiego sukcesu gospodarczego, który jako państwo wielokulturowe chcą skopiować w sercu zjednoczonej Europy – to ma być nowy obraz Niemiec na miarę XXI wieku. Obraz, który zastąpi ten inny – z XX wieku. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Obojętnie, jak daleko pozycja Merkel zostanie osłabiona wewnętrznymi dyskusjami – ona wyjdzie z tej walki zwycięsko. Alternatywy bowiem nie ma. Nikt nie bedzie strzelał do bezbronnych emigrantów, ani nie da im zamarznąć. Do tego – Niemcy potrzebują siły roboczej, a muzułmanie z Syrii są zazwyczaj pracowici, „ucywilizowani” i całkiem dobrze wykształceni.

Polska nie powinna Niemcom w tym przeszkadzać, warto mieć takiego sąsiada – choć będzie on drenował fachowców z państw ościennych – niemniej jednak musi sama przemyśleć, jak aktywnie kształtować swój obraz na tym tle. Czy ma to być obraz ksenofobiczny – tak jak w owym słynnym już niestety filmie to przedstawiono AK-owców – czy też obraz państwa i narodu otwartego na inne kultury i narodowości , na miarę tradycji jagiellońskiej, na miarę prawdziwej natury Polaków i na miarę nauki Jana Pawła II!

Trzeba przy tym zwracać uwagę na każde słowo wypowiadane publicznie, w tym szczególnie przez liderów największych partii politycznych.

Proszę wybaczyć tych parę uwag, nasuwających się komuś, kto postrzega Polskę z pewnego oddalenia.

Z wyrazami szacunku

Dr med. Bogdan Miłek,
przewodniczący Kongresu Polonii Niemiekciej
– Pana wyborca w wyborach prezydenckich w roku 2010-