Green Border / Grüne Grenze / Zielona granica

EMS: Fast zufällig nahm ich gestern teil an Sichtung des Films ZIELONA GRANICA / GREEN BORDER.

Dies ist der neue Kinofilm der dreifach Oscar®-nominierten polnischen Ausnahmeregisseurin Agnieszka Holland, der auf den diesjährigen Filmfestspielen von Venedig sieben (!) Auszeichnungen erhielt, unter anderem den „Spezialpreis der Jury“, den „Cinema for UNICEF Award“ und den „Best Foreign Film Award“.

EMS: Der Film kommt am 1.2.2024 in die deutschen Kinos.

Continue reading “Green Border / Grüne Grenze / Zielona granica”

Tekst za 10.000 dongów

Tabor Regresywny alias Marek Włodarczak

Władzy trzeba słuchać. Ale robić po swojemu. Im głupsza władza tym bardziej trzeba jej słuchać i robić bardziej po swojemu.

Mateusz Morawiecki po objęciu urzędu premiera pojechał do Torunia, gdzie zapowiedział rechrystianizację Europy. Nie wiadomo, śmiać się, czy płakać. Na szczęście zaraz po wyjeździe o tym zapomniał.

Minister edukacji, Przemysław Czarnek z kolei zapowiedział rozwijanie cnót niewieścich. Nie powiedział, po co. Prawdopodobnie sam się wystraszył tego, co powiedział. Z kolei nowa (ongiś) minister zdrowia zapowiedziała poprawienie jakości żywienia w zakładach opieki zdrowotnej. Genialne, tylko żadna poprawa jakości żywienia nie pomoże, jeżeli brak apetytu.

Continue reading “Tekst za 10.000 dongów”

Profesor Aleksander Brückner – koniec pewnej historii

A jaki koniec i dlaczego, proszę sobie poczytać na tym blogu, wpisując w blogową wyszukiwarkę nazwisko profesora


Prochy profesora i jego żony zostały wykopane. Po grobie pozostało to – wyrwany żywopłot i porzucona cegła, oznaczająca, że był to grób honorowy Berlina. Polonii nie dano znać, kiedy prochy zostaną zabrane, nie mogliśmy się więc pożegnać. Cegłę zabraliśmy (do ubera dotargał ją Konrad). Jest u mnie w piwnicy.

Zdjęcia: Konrad

Irena-Bobowska-Baum in Berlin

Über Irena Bobowska wurde im letzten Jahr auf diesem Blog mehrere Male geschrieben. Anna Krenz und ich veranstalteten im September 2022 vier Veranstaltungen über das Leben und dem Tod dieser jungen Polin, die, von der Kindheit her gehbehindert, in ihrem kurzem Leben soviel schaffen konnte. Sie war eine Dichterin und Zeichnerin, eine soziale Aktivistin, eine Pfadfinderin. Eine Konspiratorin, die sich, wie Millionen anderer Polinnen und Polen wärend des 2. Weltkrieges gegen die Unrecht-Macht der Nazis in ihrer Heimat einsetzten. Am 3. September 1920 in Poznań (Posen) in Polen geboren, starb sie den Heldinnen-Tod am 26. September 1942, hingerichtet durch die Guillotine im Berliner Todes-Gefängnis Plötzensee.

Continue reading “Irena-Bobowska-Baum in Berlin”

Dyktatura absurdalna

Tabor Regresywny (Marek Włodarczak)

Powiedzmy sobie szczerze, demokracja parlamentarna to staroć z poprzedniego stulecia, zupełnie nie pasująca do dzisiejszego świata. Przydałoby się coś nowego, jakiś nowy powiew wiatru historii. Myślę, że jesteśmy świadkami narodzin nowego systemu politycznego, wykluwającego się na naszych oczach. Za jego początek proponuję uznać moment, w którym Jarosław Kaczyński oświadcza w Sejmie – “nikt mnie nie przekona, że białe jest białe a czarne czarne”. Nową formację ustrojową proponuję nazwać dyktaturą absurdalną. Po tym oświadczeniu Jarek założył prawy but na lewą nogę a lewy na prawą. Zebrała się rada polityczna na Nowogrodzkiej i nie wiedzą, co z tym zrobić. Sasin nieśmiało zwrócił uwagę, że elektoratowi może się to nie spodobać. Antek na to, że elektoratowi jest to obojętne, ale opozycja może się przyczepić, zaproponował więc, by prezes dla zmylenia założył prawy but na prawą nogę, a lewy na lewą. Prezesowi się to spodobało i tylko raz założył po swojemu, by wszyscy widzieli kto tu rządzi.

Nie ukrywam, że jako Emerytowany Komandor Spływu Kajakowego wprawdzie nie jestem zwolennikiem dyktatury absurdalniej, ale jestem jej fanem. Rozszerzyli rok emerytalny do 14 miesięcy i upchnęli go w 12 miesiącach kalendarzowych. Jako emeryt co roku jestem o dwa miesiące młodszy, co mi bardzo odpowiada. Mało tego. Rząd przyznał mi 2200 zł brutto, ale dostać miałem 1800 netto i wtedy Jarek pomylil brutto z netto. Próbowano mu to wytłumaczyć, a on na to, że nikt mnie nie przekona, że brutto to brutto a netto to netto. I w ten sposób dostanę 2200 zł netto, a nowe brutto w kwocie 2650 zł to problem rządu. Jakby Jarek znów pomylił brutto z netto, to może by się zebrała suma wystarczająca na drugą połowę łodzi.

Próbowałem wytłumaczyć Toniemu zawiłości polskiego systemu emerytalnego w okresie kampanii przedwyborczej. Nic nie rozumiał. No to sięgnęliśmy po rakiję. Dalej nic. I wtedy pojawiła się orkiestra cygańska.


Żałuję, że nie udało się nagrać wszystkiego, szczególnie pewnej tańczącej cyganki, ale efekt był piorunujący. Jak sobie poszli, Toni mówi do mnie:

– Czy z tym waszym systemem emerytalnym nie jest przypadkiem tak jak z naszą rakiją i sałatką na zagrychę. Bo wiesz, poszliśmy z kolegą do restauracji przed południem na kieliszek rakiji, do tego oczywiście sałatka szopska. Wypiliśmy po kieliszku, ale nam została sałatka, sałatka nie smakuje bez rakiji, to zamówiliśmy po następnym kieliszku i wtedy skończyła się nam sałatka, a rakija bez sałatki nie uchodzi, to zamówiliśmy następną sałatkę. I tak aż do wieczora.

Mówię mu:

– Trafiłeś w sedno. Ale jest problem. Wy zapłaciliście za tę sałatkę i rakiję, za to brutto, które zrobiło się netto też ktoś musi zapłacić, komuś trzeba zabrać. Jest okres przedwyborczy, ryzykownie jest zbierać, lepiej wziąć kredyt, niech zapłacą następne pokolenia. Problem w tym, że wąż powiedział, żadnym sposobem nie pomrzecie. Jeśli nie kłamał, to wszystko w porządku, niech się martwią następne pokolenia, ale jeśli zwodził, mówiąc prawdę i przyjdzie nam spłacać kredyt z odsetkami w czasie następnego tu pobytu, to ja dziękuję za takie netto.

Wracając do dyktatury absurdalnej, różni się ona od zwykłej tym, że w zwykłej dyktaturze prezydent i rząd są marionetkami w rękach despotycznego dyktatora, a w dyktaturze absurdalnej to dyktator jest bezwolną marionetką w szponach absurdalnej idei wyrażonej przez całkiem sympatycznego misia o małym rozumku, a prezydent i rząd to marionetki marionetki. Absurd?

Wielki Nieobecny 2

ciąg dalszy z wczoraj

Zbigniew Milewicz

Nie obiecywałem w poprzednim wpisie, że to będzie wszystko na temat Sławomira Mrożka, w dziesiątą rocznicę jego śmierci. Znalazłem jeszcze wywiad z pisarzem, zamieszczony w Polityce, 28. 06. 2010, którego autorką jest krytyczka literacka, pisarka i dziennikarka, Justyna Sobolewska. Tak się on rozpoczyna:

Rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem. I bez.

Mrożek w PRL objaśniał nam rzeczywistość i ratował przed schizofrenią. I teraz przydałoby się nam trochę Mrożka – jego przenikliwości, humoru i krytycyzmu.

Problem polega jednak na tym, że nie ma już jednego języka, który docierałby do wszystkich tak jak kiedyś język Mrożka. I dlatego z okazji osiemdziesiątych urodzin pisarza postanowiliśmy przeprowadzić z nim rozmowę, inną niż wywiady, których udzielał ostatnio, wyczerpującą i obszerną. Okazało się, że Mrożek mówi przenikliwie nie tylko o minionej epoce, ale i o dzisiejszym świecie. Kulisy powstania tej niezwykłej rozmowy wyjaśniamy na końcu tekstu.

Justyna Sobolewska: – Strach zadać pytanie, bo znany jest pan z małomówności.

Sławomir Mrożek: – Nie lubię opowiadać, wolę słuchać. Wychodzę z założenia, że opowiadając, nie dowiem się niczego, czego bym nie wiedział, a słuchając – wiele mogę się dowiedzieć. Po powrocie (do Krakowa z Meksyku – JS) oczekiwano, żebym zabrał głos w „sprawach zasadniczych”. Sprawy zasadnicze dotyczyły tego, o czym większość Polaków pisała i mówiła, nie mając w gruncie rzeczy pojęcia, o co chodzi. Gadali jednak nieustannie, ponieważ nie mieć opinii, uważane jest za brak kultury, ogłady i w ogóle za coś niedemokratycznego.

Małomówność i mizantropia stały się pana strategią niedługo po wyjeździe na Zachód w 1963 r. Nie przeszkadzały jednak panu w zawieraniu ciepłych, ale milczących znajomości z ciekawymi postaciami: Henrym Kissingerem czy Jaques’em Tati. Pomilczał pan podobno również z Beckettem…

Do zabierania głosu zawsze odczuwałem wstręt. Podczas emigracji dostawałem propozycje, żeby pojechać tu i ówdzie na jakiś zjazd, konferencję czy publiczną dysputę, i nigdy nie miałem na to ochoty. Z drugiej strony chciałem wyjeżdżać, kiedy tylko się dało, na różne kontynenty, a przynajmniej chciałem się poruszać po Europie. Kończyło się tak, że przyjmowałem zaproszenie, a na miejscu nie mówiłem ani słowa. Z początku dziwiono się i oczekiwano, że coś powiem, a potem machano ręką. Wyrzuty sumienia koiłem świadomością, że żaden z pozostałych uczestników spotkań z publicznością nie stosował mojej metody. Wszyscy przemawiali z wielką werwą.

Wielokrotnie sportretował pan Polaka za granicą, który nie wie, kim jest. Jan Błoński pisał, że nasza tożsamość jest bardziej zbiorowa niż jednostkowa i dlatego ten Polak musi udawać heroicznego bohatera prześladowań. Dzisiaj żyjemy w innym świecie, ale znowu nasze cierpienia wystawiamy na pokaz. Tak jak na pana rysunku, na którym jedna postać skacze po drugiej krzycząc: Ja cierpię!

W opowiadaniu Moniza Clavier pojawia się postać (Polak), której jedynym argumentem jest to, że został pobity. Obchodzi towarzystwo, „O, o, wybili, panie tu wybili, trzonowego też wybili, ja panie, zaraz pokażę”. Otwiera się okno, ta głowa w oknie się ukazuje, do wnętrza, palcem dziąsła podważa, „wybili, wybili” powtarza, nudzi. Tamci na fortepianie grają, dyskusje prowadzą, a on wiecznie „O, o, wybili, tu wybili, o, o”.

Czuł się pan kiedyś sam jak bohater Monizy Clavier?

Miałem teorię „natężania się”, którą później sparodiowałem w Monizie Clavier. Polegała ona na tym, że Polak, kiedy mu nie idzie, przystępuje do natężania się i wtedy od razu idzie mu lepiej. Oczywiście cały proces odbywa się za pomocą alkoholu. Gdybym brał pod uwagę to, co zdarzyło się pewnego lipcowego dnia w domu ówczesnego profesora Harvardu, Henry’ego Kissingera, to uwierzyłbym w historyczną rolę jednostki i tą jednostką byłbym właśnie ja. Zaczęło się od cocktail party, a ja przystąpiłem do natężania się za pomocą alkoholu. Przesadziłem i wynik był żałosny. Obraziłem się na cały świat, już nie pamiętam z jakiego powodu. Wkrótce, nie żegnając się ani z gośćmi, ani z gospodarzem i jego żoną, ukradkiem wyruszyłem pieszo w drogę powrotną. Przeliczyłem się i zgubiłem drogę. Zaczął się koszmar. Na wpół pijany szedłem przez bogate osiedla i nie spotkałem żywej duszy. Aż dziw, że ktoś nie zadzwonił po policję. Nadmieniam, że było to jeszcze przed rewolucją obyczajową, kiedy taki widok był skandalem.

Bohater Monizy nie wie, kim jest, więc dla bezpieczeństwa podaje się za Rosjanina. Kieruje nim lęk. Czego Polacy pana zdaniem bali się i boją się nadal?

Boją się niewątpliwie, wszyscy razem i każdy z osobna, w różnych odcieniach i nasileniach, od niepewności do obawy, od strachu do paniki. I nie czują się dobrze. Od niezadowolenia do rozgoryczenia, stamtąd do nienawiści i amoku. Od rozdrażnienia do histerii. Jeżeli więc nie ma obiektywnego powodu, żeby aż tak się bać i aż tak się źle czuć, to jakiś powód ku temu musi jednak być. Powód poważny i nieukojony. Otóż Polacy boją się samych siebie i siebie nawzajem. I słusznie, że się boją, więc ja też się boję.

Pan tego swojego bohatera Polaka obserwował z oddali, ale jednocześnie wszystkie jego fobie znał z autopsji?

Polak dzisiejszy cierpi na utratę czy też nadwątlenie tożsamości. W tym mi brat! Ja również na to cierpię, choć z innych niż on powodów. Ja także już nie wiem, kim jestem i jakie jest moje miejsce w kosmosie, nie wiem nawet, czy kosmos jeszcze istnieje, i podejrzewam czasami, że już tylko chaos nami rządzi. Więc pisząc tylko o sobie, nie dla żadnego samorozkochania, lecz po prostu dlatego, że na niczym innym już się nie znam, być może będę mógł się podłączyć do ogólnej, społecznej rozterki.

Nawet w teorie spiskowe (namnożyło się ich po 10 kwietnia) próbował pan uwierzyć…

Chciałbym uwierzyć w Spisek, żeby nareszcie wiedzieć, na czym to wszystko polega. Wiedzieć, że ktoś to wszystko jednak kontroluje. Nawet przeciwko mnie, ale kontroluje. Odetchnąłbym z ulgą, wiedząc, że to nie chaos mną rządzi, ale ktoś czy coś. Raźniej by mi było. Dlaczego więc nie mogę uwierzyć w Spisek? Bo widzę, że tego świata kontrolować się już nie da. Świat coraz bardziej przypomina wielorodzinne mieszkanie komunalne ze wspólną kuchnią, korytarzem i łazienką. Wszyscy wiedzą, co się gotuje w cudzym garnku i co kto robi w ubikacji. Niech ktoś spróbuje dzisiaj mieć swoje sekrety! Ale nikt nawet nie próbuje, przeciwnie – każdy od razu leci do telewizji, żeby tam wszystko opowiedzieć i pokazać. Zgadzam się, że Spisek jest nam potrzebny psychicznie, a nawet ze względów praktycznych przydałby się jak nigdy. Toteż kto tylko może, weń wierzy. Cóż, kiedy ja nie mogę.

Ciąg dalszy wywiadu i jego zaskakujące zakończenie znajduje się w linku pod wpisem. Ze swojej strony chciałbym tylko dodać, że choć do rozmaitych teorii spiskowych także podchodzę z założenia nieufnie, to jednak o 10 kwietnia mam swoje zdanie. Wierzę bowiem, że tragedia pod Smoleńskiem jest skutkiem zamachu i spisku, przygotowanego nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie bardzo starannie. Jako wierzącemu wolno mi w to wierzyć, nawet, jak bym nie chciał. Cytując klasyka: nie chcem, ale muszem. Wielki, nieobecny mistrz paradoksu by to zrozumiał.

Dalej można albo czytać, albo słuchać, ale jeśli słuchać, to od początku, bo niestety nie da się (to znaczy ja nie umiem) usunąć z tego wywiadu tego, co już było wyżej na piśmie.

Wasza Adminka

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1506738,1,rozmowa-ze-slawomirem-mrozkiem-i-bez.read

Trzy pesos

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Jednej niedzieli wyruszyłem z małej zatoczki nad Odrą we Wrocławiu w kierunku Berlina . Obiecałem żonie, że jak pójdzie coś nie tak, to zrezygnuję. Gotowość do rezygnacji jest ważnym elementem wyprawy. Wiem dokąd chcę dopłynąć, ale nie muszę. Zaczęło się od tego, że Ewa Maria napisała do mnie : „ Och napisz coś na bloga, potrzebuję tekstu od osoby zakręconej, bo wszyscy są tacy przemądrzale normalni”. Ja napisałem, a ona znalazła w domu, w książce nigdy przedtem niewidziane trzy pesos kubańskie z wizerunkiem Che Guevary i przeznaczyła na honorarium dla mnie.


Continue reading “Trzy pesos”