Auf Deutsch & po polsku

für Martin Jankowski / dla Martina Jankowskiego
für eine Veranstaltung bei dem Festival Stadtsprachen
am 30. November 2016
napisane w listopadzie 2016 roku na halloweenowe spotkanie literackie
w ramach festiwalu Stadtsprachen

jadlastadtsprachenZdjęcia – moje i Elsye Suquilanda – wykonane przez Grahama Hainsa dla potrzeb festiwalu, umieszczone w wydanej w jednym egzemplarzu książce Ink /
Ewa Maria Slaska und Elsye Suquilanda, Fotos Graham Hains

Ewa Maria Slaska

Auf Deutsch und Polnisch / Po polsku i po niemiecku

Obudziłam się dziś z walącym sercem
We śnie płakałam tak jak już w życiu dawno nie płakałam
Serce mi waliło, gdy próbowałam
Gdy próbowałam
Gdy próbowałam
Serce mi waliło
Było ciemno i myślałam, że jest trzecia w nocy
Myślałam że jest trzecia w nocy
Godzina duchów
Które całe lato mnie budziły o trzeciej w nocy
I bałam się spać
Ale lato się skończyło i przestałam się budzić
Przerażona i z walącym sercem o trzeciej w nocy
Wyrzuciłam za okno diabełka z czarnego pluszu

Ale była szósta rano. Wczoraj byłaby nawet siódma. Es war sechs Uhr heute früh. Gestern wäre es gar 7 Uhr. Halloween. Ich wachte auf, weil ich in Traum schrecklich geweint habe.

Diabełek z czarnego pluszu. Jestem archeolożką i zbieraczką rzeczy. Znajduję je i zabieram do domu. Znalazłam go na ulicy na początku lata, była to zwykła zabawka. Było to lato małych krwawych zdarzeń, wpadałam na okna i rozbijałam sobie głowę, wchodziłam na zwykłą codzienną podłogę i wbijałam sobie szkło w stopę, ścierałam ręką okruchy ze stołu i z palców lała się krew, pierwszego dnia krótkich letnich wakacji krew lała się już ze mnie. Ciągle chodziłam do lekarzy i próbowałam zatamować tę krew, ale gdy zaleczyłam głowę, stopę i pace, to krwawiłam cała.

A w nocy budziły mnie koszmary, moje własne horrorclowny. Trzęsłam się ze strachu. Zapalałam światło. I nadal trzęsłam się ze strachu, mimo że wiedziałam dokładnie, co jest tu a co tam. Strachy to był sen, a teraz już nie śpię. Wiedziałam, że nic mi nie grozi, że horrorclowny ze snów nie wyjdą do pokoju, który jest jasny, ciepły i bezpieczny. I nie czają się za oknami. Wtedy zresztą nie wiedziałam jeszcze, że naprawdę chodzą po ulicach.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, wtedy myślałam naprawdę, a przecież, uwierzcie mi, jestem racjonalistycznie myślącą konkretną kobietą, żyjącą w drugiej dekadzie XXI wieku w Berlinie czyli stolicy świata, a przecież naprawdę myślałam, że ktoś rzucił na mnie urok.

Którejś nocy, była to już siódma a może nawet ósma noc, kiedy koszmary budziły mnie o trzeciej w nocy, weszłam do łazienki, a tam na wannie siedział znaleziony na ulicy diabełek, małe czarne, pocieszne stworzonko z czerwonymi rogami, wyprodukowane w Chinach dla uciechy gawiedzi, wcale nie ku większej chwale Szatana, lecz zwykłej mamony.

Tak, jest tak jak nasz Gospodarz, Martin Jankowski, to sobie wymyślił na tytuł dzisiejszego spotkania. Berlin liegt im Osten, Berlin liegt im Osten im Mittelalter oder vielleicht reicht es zu vermuten, es seien die Fünfziger des vergangenen Jahrhundert in einem Ostpolnischen Dorf und ich… Nein, ich habe bis vor Kurzem immer gedacht, wenn ja, dann wäre ich eine Hexe, eine, egal welche, die über Macht verfügt, eine Schamanin vielleicht, erst jetzt, heute früh als ich es schreibe und mein Herz pocht wie ein verrückter Vogel, erst jetzt weiß ich, dass nein, ich bin keine Hexe, ich bin ein wehrloses Opfer der schwarzen Clowns, weil ich eine Frau bin… So hatte es mir heute geträumt, so deutlich. Und es war Polen, eindeutlich.

Jetzt am Rande kann ich es mir eine weit ausholende Anmerkung erlauben. Dies, was ich heute früh, sehr schnell und unordentlich in meinem Computer geschrieben habe, so schnell und unordentlich, dass ich sogar wagen kann zu meinen, es seien Kritzeleien, kein Aufschreiben, obwohl die Buchstaben und Zeilen ordentlich aussehen, also dass das das Buchprojekt gewesen wäre. Ein gutes Buchprojekt, oder gar zwei. Vielleicht zusammen gepackt. Ein über Polen und ein über mich. Ein über Situation der Frauen in Polen, ein über eine ältere, nein über eine alte Frau, deren Blutabenteuer in diesem Sommer ein Symbol der Frausein waren. Nicht so jedoch wie bei Thomas Mann, wo die Frau, unwillend vielleicht aber eindeutlich, den jüngeren Mann betrügt und ihm durch Wiederkehr ihrer Tage verspricht, ihm eine gebärende Lebensbegleiterin zu sein. Nein, mir ist klar, dass ich alt bin und nichts zu erwarten habe. Meine Blutgeschichten hatten lediglich einen symbolischen Rang. Genauso wie es im Laufe der wahren Geschichte die Männer taten, die die Frauen um ihr Blutvergießen beneidet haben. Bis aufs Tod und Schlag und Zeptrio. Blutige Opfer und Kult des Todes auf der Schlachtfeld. Jesus Christus auf dem Kreuz.

Daraus hätte jede gute Schriftstellerin mit ein Bisschen Ausdauer in der alltäglichen Schweißarbeit ein Roman von drei Hundert, sechs Hundert, Tausend Seiten gemacht. Real, historisch oder Fantasy. Über Symbolik des Blutes, über rote Teppiche und Schuhe mit roten Absätzen, über rote Frauenmacht gegen schwarze Männermacht, die man in Polen jetzt umdrehte und die protestierenden Frauen sich schwarz ankleiden und konservative Männer mit ihrer Schleppe – weiß.

Nur ich nicht. Ich nicht. Meine Bücher sind winzigklein, meine Geschichtchen sind winzigklein, und wenn sie denken, dass sie ein Roman seien könnten, mache ich – ja ICH – ihnen einen Strich durch die Rechnung, hindere sie im Anwachsen und Aufblühen, lasse sie im Computer verkümmern.

Ein einziges Gutes dabei sei, es ist ein interessanter Computer, voller ungeahnt wichtiger und schöner Geschichten, die in seinen unmöglichen Ecken und Windungen stecken und sich verstecken. Ein Computer der nicht enden wollenden Romane… Alles Gute, meine Nachlassverwalter, wenn sie nicht die Courage haben, es alles bei BSR wegzuwerfen, werden sie sich damit Jahrzähnte quälen…

… a więc, weszłam do łazienki, zobaczyłam tego strasznego diabła siedzącego na brzegu wanny, sama go tam postawiłam, złapałam go, uchyliłam okno i wyrzuciłam w ciemną noc na podwórko cztery piętra niżej.

Tak jest, przyznaję się do winy, tego krwawego lata, kiedy krwawiło mi całe ciało, takimi śmiesznymi małymi krwawieniami, a duchy budziły mnie noc w noc o trzeciej rano, położyłam temu kres jak ciemna zabobonna baba z zapadłej ruskiej wsi w XIX wieku – wyrzuciłam za okno symbol Zła i poszłam spać. W tydzień potem krew lała się już całą noc, lekarze straszyli rakiem, a prasa zaczęła donosić o Horrorklownach.

A ja wciąż nie wiedziałam, że to wszystko moja wina, moja wina taka większa wina niż w zwykłej greckiej tragedii antycznej, gdzie jesteś po prostu winny, bo się urodziłeś, i obejmujesz tą winą i siebie i swoich najbliższych, ojca, matkę, przybranych rodziców, jesteś Edypem i przez fakt, że jesteś, powodujesz śmierć jakiegoś starucha, który okazuje się twoim ojcem. Zwykłe kozie historie.

Ale to za proste. W tej WIELKIEJ powieści, którą bym napisała, gdybym nie musiała dzisiaj na zebranie, a jutro smażyć konfitur, w tej powieści JA byłabym odpowiedzialna za całą rozpacz XXI wieku, który jeszcze kilkanaście lat temu myślał, że Historii nie ma, nie ma wojen, mordów, terroru, niewolnictwa, łamania prawa, reżimów, totalitaryzmów, że to wszystko odeszło na zawsze w ciągu ostatnich dwustu lat, a teraz nagle wróciło ohydną twarzą Kaczyńskiego, Putina, Erdogana i Trumpa, a jak wraca jako kobieta to jest Marią Le Pain i Hillary Clinton, a zło jak rtęć skropliło się we francuskich i rosyjskich retortach, wypuszczając na ulicę bezwładną siłę.

I tak, moi drodzy, rozsądni, oświeceni, mądrzy Czytelnicy. Jest ósma rano. Piszę już dla Was od dwóch godzin. Zaraz się ubiorę, zejdę na dół, kupię sobie świeże bułki na śniadanie, a wracając pójdę na podwórko, gdzie ten wyrzucony przeze mnie diabeł siedzi za kratami okien na parterze. To okna przedszkola, bo to niczemu nie winne przedszkolanki podniosły małego śmiesznego diabełka i posadziły go na oknie. Zabiorę tego diabełka i żeby dopełnić miary tego, że Berlin leży na Wschodzie, może będę musiała go spalić w jakiejś beczce, bo przecież dziś Halloween, dzień zmarłych, którzy wychodzą z ziemi, wyjeżdżają z morza na ogromnych motorach i wkładają straszne maski, żeby bić nas na śmierć.

Wenn ich aber den weggeworfenen vermeintlichen Teufel von dem Kindergartenfenster unten im Hof auflese, sehe ich, dass er auf den Backen rote Herzchen hat, auf dem Brust die Buchstaben DRUCK MICH und noch dazu Marienkäferfliegen. Es ist kein Zły, kein Teufel, eh ein Kindergeist. Deshalb sitzt er jetzt auf dem Kindergartenfenster und wartet auf mich, dass ich mich wieder seines annehme. Jetzt bin ich mir gar nicht sicher, was ich eigentlich mit ihm tun muss und entscheide auf ein Zeichen warten zu wollen. Na ja, Berlin liegt im Osten, wir, aus dem osten, sind Zauberervölker, wir glauben an wahre Magie, nicht nur auf Zaubertricks, bei uns haben sogar unsere kleine Tricks eine Hauch Geheimnis oder gar Mystik. Wir schauen in eine brennende Kerze und sehen etwas. Zapalam czerwoną świeczkę, gdy to piszę… Also auf ein Zeichen warten, das auch ganz schnell kommt. Es hat fast eilig, um zu kommen und den Teufel, der schon kein Teufel mehr ist, zu retten.

Es ist Halloween, ja, aber auch mexikanisches Totenfest. Man soll Bilder der Familiengestorbenen zum Fest bringen, kleine Geschenke, Süßigkeiten, schöne Dinge. Im Laden kaufe ich Schockogeld, wenn ich wieder raus bin, sehe ich ein Karton auf unserer kleinen Straße mit den Sachen zu Mitnehmen stehen. Ich nehme ein Engel und wenn ich im Begriff bin, schon weiterzugehen, sehe ich ein bisschen Abseits eine kleine schöne Tasche in einer Hecke hängen, wie sie ein Mädchen gern haben wird. Ich packe den Marienkäfer, Geld und Engel in die Tasche, zu Hause gebe ich ihn noch silbernes Herz, eine Muschel, ein Kristall und eine kleine rote Kerze zu. Auf Niemehrsehen kleiner Geist, klein Mädchen, geh zu ein Flüchtlingsmädchen, damit sie dich druckt und lieb hat und sich freut, dass du existierst. Endlich… Ein kleines vor 30 Jahren abgetriebenes Mädchen…

Teraz wszystko co się zdarzyło tego lata nabiera sensu. Przez długi czas nic mi się nie śniło, ale tego lata śniłam bardzo dużo i wyraziście. Oczywiście przede wszystkim były te wciąż mnie dręczące koszmary, kiedy minęły, sny i tak pozostały. Niedawno śniło mi się, że muszę przejść przez straszny czarny tunel-jaskinię w górach, niebezpieczny, ciemny, długi. Szłam nim, wiedząc, że za każdym załomem skały może się czaić coś złego, co mnie zabije. Bałam się, ale uparcie szłam do przodu. Wychodziłam na zewnątrz, było ciemno, nie mogło mnie więc prowadzić żadne światło na końcu tunelu. Rozglądałam się po nieznanej mi okolicy i… schodziłam z powrotem pod ziemię, do strasznej, krętej, ciemnej jaskini…

Bei jedem Satz den ich jetzt schreibe, sehe ich, wie er wachsen kann, sich erweitern, vermehren, zu einem Speidernetz mit den anderen verflechten. Ich seh, wie aus diesen schnell gekritzelten Notizen aus einer Nacht und eines Morgens ein Buch entsteht, ein Buch, das ich schon lange in mir trage, das in diesem unterirdischen Loch wartete.

Za każdym razem, gdy muszę wrócić do jaskini, jest mniej strasznie. Idę, ale idę coraz szybciej, na końcu biorę kogoś, kto się boi, za rękę i obiecuję, że przejdziemy spokojnie i że znam drogę. Nie wiem, kto to. Budzę się. Jest piękny jesienny dzień, idziemy na cmentarz, zapalamy białe i czerwone świeczki, wracam, zasypiam i…

Von diesem Traum, der mir heute träumt, wache ich weinend… Wir, und diesmal weiß mindestens zum Teil, wer wir ist… Wir waren in einem Konzertsaal. Ihn kenne ich auch, das ist der goldener Saal in der Stettiner Philharmonie, die so schön weiß seit zwei Jahren in Stettin protzt, ausgezeichnet mit dem Preis, das schönste Gebäude Europas 2015 zu sein. Diesmal sitzen wir aber auf der Bühne und nicht im Saal, der brechend voll ist. Alle kamen zu meiner Lesung. Jak się obudzę, to oczywiście będę dokładnie umiała powiedzieć, że sala w filharmonii to tak zwane „dzienne resztki”, które się nam śnią po nocach, a wieczór autorski ze snu, to dzisiejsza impreza w Brotfabrik. Ale na razie wciąż jeszcze mi się śni. Na scenie siedzi orkiestra trzech mężczyzn, koło mnie jako moi promotorzy czy towarzysze ulokowali się dwaj mężczyźni. Tylko ja jestem kobietą. Die kleine Band soll gleich anfangen mit der Musik, als ich aufstehe und scherze, ich würde gerne die Klarinettepart übernehmen. Ich habe zwar nie in meinem Leben, eine Klarinette gespielt, bin mir aber sicher, ich kann es spielend. So zu sagen. In dem Moment beginnt das Publikum den Saal zu verlassen. Ich gebe die Klarinette dem Musiker zurück, komme zum Bühnenrand und frage, worum es geht, weshalb sie alle gehen? Du hast deine Solidarität mit Natalie Przybysz verkündet, eine Musikerin, die offiziell sagte, dass sie abgetrieben hat. Solidaritätbekundung bedeutet, dass du es auch gemacht hast. Und vor zehn Tagen nahmest du an dem Schwarzen Protest der Frauen teil. Es ist ja auch ein Zeichen dafür…

Ja, sage ich, vor dreißig Jahren, am Anfang meines Lebens in Deutschland. Weil ich dem Mann, der mich geschwängert hat, nicht traute. Danach hat er es ganz klar bewiesen, dass ich recht hatte. Aber was soll es, jede zweite Frau in Polen hat mal abgetrieben. Jetzt ebenfalls wie in der kommunistischen Zeiten. Und auch wenn ich nicht abgetrieben hätte, hätte ich gesagt, dass ich es tat.

No tak, stąd to krwawe lato, to nie uroki, tylko coraz ostrzejsze nagany ze strony mojego własnego ciała. Ty też, ty też, musisz to powiedzieć.

Oni nie chcą cię słuchać, mówi mi ktoś. Rozumiem, mówię, nikt nie chce słuchać Kozuchy Kłamczuchy. Też nie lubię, jak koleżanka, która miała kilkudziesięciu kochanków, twierdzi, że to tylko ja byłam rozpustna i rozwiązła, ona nigdy. Albo jak sąsiadka po trzech skrobankach, o tylu wiem, nie chce podpisać petycji…

Aber natürlich es ist gar im Traum realistischer. Die Lüge, eine Lüge, mehrere Lügen interessieren niemanden. Ich gebe zu, dass ich abgetrieben habe. Jetzt gehen sie von meiner Lesung weg, in einem Jahr werden sie uns in den Knast bringen, in zehn Jahren steinigen…

Ich weine. Płaczę rozpaczliwie, jakieś męskie ramię, widzę tylko granatowy rękaw aksamitnej marynarki, obejmuje mnie i wyprowadza z pustej sceny, z pustej sali, z pustej filharmonii na pusty plac…

Ich weine in blanker Verzweiflung. Jemand führt mich aus, von der leeren Bühne, aus dem leeren Saal in der leeren Philharmonie auf den leeren Museumplatz. Das Museum heißt Umbrüche, Przełomy. Seine Umgebung, der Platz eben, auf dem ich jetzt in meinem Traum stehe, wurde im letzten Jahr als eine der schönsten öffentlichen Räumen Europas auserkort. Piękna przestrzeń publiczna, sagt man auf Polnisch. Nowa przestrzeń publiczna po przełomie jakim było rok temu bezwzględne zwycięstwo PiSu w wyborach.

Płaczę, ich weine…

Eliza & Wilhelm. Film.

Wpis na przemian po polsku i po niemiecku.  / Ein Beitrag abwechselnd auf Deutsch und Polnisch.

Am 18.09.2016 fand in der Robert-Jungk-Oberschule in Berlin die Filmpremiere des Filmes über die Liebe von Eliza Radziwiłł und Wilhelm von Hohenzollern, dem späteren Kaiser Wilhelm I statt. Die Geschichte basiert auf dem Buch von Dagmar von Gersdorff “Auf der ganzen Welt nur sie”, in der Übersetzung in die polnische Sprache von Frau Grażyna Prawda.

Im ersten Halbjahr 2016 erarbeiteten die SchülerInnen der Klasse 11.4, sowie ein Schüler und eine Schülerin aus der Katharina-Heinroth-Grundschule, die Realisierung dieses Projektes. Sowohl Szenario, Charakterisierung, Regie und Montage wurden von den SchülerInnen übernommen, natürlich von zwei Lehrerinnen betreut.

wilhelmeliza1dr Daria Smoczyńska-Reiner i Agnieszka Bernegg

Opis projektu „ Zakazana miłość”

Kiedy tłumaczka książki autorstwa Dagmar von Gersdorff – pani Grażyna Prawda zaproponowała nam w zeszłym roku przeprowadzenie w naszej szkole projektu, którego treścią miała być historia niespełnionej miłości Wilhelma Pruskiego do Elizy Radziwiłł, trudno nam było w pierwszej chwili podjąć się tego zadania. Miałyśmy obawy, jak zdołamy zainteresować uczniów dawną, romantyczną i tak odbiegającą od realiów naszych czasów historią dziewiętnastowiecznej pary. Pełne sceptycyzmu i obaw o to, że usłyszymy: „kogo interesują wydarzenia, które rozegrały się tak dawno? Jakie to ma dla dzisiejszego świata znaczenie?, postanowiłyśmy jednak zaryzykować. Założyłyśmy, że ponieważ głównym tematem książki, a zatem i planowanego projektu jest miłość dwojga młodych ludzi, to niezależnie od tego, jaki okres będzie przedmiotem naszych zainteresowań – mamy pewne szanse.

7-listopadaNa wszelki wypadek unikając słowa „ projekt” przedstawiłyśmy uczniom 11 kl. naszą propozycję. Dalej wydarzenia potoczyły się już wartko. Młodzież częściowo w domu, częściowo zaś w ramach zająć szkolnych zapoznała się z obszernymi fragmentami książki, jednocześnie przystąpiłyśmy do omawiania podczas lekcji różnych związanych z treścią książki zagadnień, które zostały podzielone na dwie ścieżki tematyczne.

Pierwsza z nich obejmowała problematykę aranżowania małżeństw. Poruszone zostały tu różne zagadnienia, które omówiono na przykładach znanych z historii lub literatury (historia Romea i Julii, małżeństwo królowej Jadwigi z Władysławem Jagiełłą, małżeństwo Jagny z Boryną w „ Chłopach” W. Reymonta). W ramach zajęć historii omawiane były zagadnienia odwołujące się do historii dziewiętnastowiecznych kontaktów Polaków i Niemców na terenie Prus, a później zjednoczonych Niemiec.

Znaczna część z wymienionych zagadnień została przygotowana przez uczniów naszej szkoły wspólnie z młodzieżą z XX Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu w Poznaniu w ramach wymiany międzyszkolnej. Opracowane przez grupy składające się z uczniów obu szkół tematy zaprezentowano następnie podczas spotkania z tłumaczką książki – panią Grażyną Prawdą, które odbyło się w marcu.

17579Najwyraźniej nie mogąc poprzestać na tych działaniach, rozpoczęliśmy także pracę nad krótkim filmem, w którym chcieliśmy przedstawić historię miłości Wilhelma i Elizy. Wraz z uczniami przystąpiliśmy do pisania scenariusza filmu, który ulegał następnie wielokrotnym zmianom, tak aby możliwe stało się jego powstanie przy skromnych środkach, jakimi dysponowaliśmy. Zaplanowana początkowo z wielkim rozmachem fabuła musiała zostać ograniczona i zastąpiona tekstem narracji, tak aby nagrane sceny można było połączyć w spójną całość. Prawdziwym wyzwaniem stało się zdobycie kostiumów, które organizowaliśmy na wszelkie możliwe sposoby, nie rezygnując z sięgania po stare szpargały i pamiątki rodzinne. Dekoracje i rekwizyty stanowiły dla nas głównie prywatne zasoby naszych mieszkań, jak i skarby udostępnione przez uczniów i ich rodziny. Wielce pomocna okazała się wreszcie uroda niektórych zakątków Berlina oraz sprzyjająca aura. Dzięki tym dobrodziejstwom nakręciliśmy niemal wszystkie nasze „plenery”stanowiące chyba jeden z atutów filmu.

Film został w całości zmontowany i udźwiękowiony (początkowo w polskiej wersji językowej) przez uczniów, którzy w ramach odbywających siȩ w naszej szkole zajęć w zakresie montażu filmowego zdobyli w poprzednich latach niezbędną w tym zakresie wiedzę. Kolejnym wyzwaniem było przygotowanie wersji niemieckiej, którą zrealizowaliśmy dzięki opracowanemu przez uczniów przekładowi, zastępując narrację w jȩz. polskim narracją niemiecką i umieszczając niemieckie napisy w scenach obejmujących dialogi.

Die deutsche Version des Filmes wurde im 2. Schulhalbjahr 2016 hergestellt.

Uwaga z roku 2025 / Anmerkung vom 2025: Der Film ist leider nicht mehr zu sehen / Niestety nie można już obejrzeć tego filmu

Przychodzimy, odchodzimy 1

Krystyna Koziewicz

Śmierć na emigracji

Kiedy patrzysz na człowieka życzliwym okiem, widzisz same zalety… podziwiasz nie tylko urodę, ale styl życia, pięknie urządzone mieszkanie, przeczytane książki, dalekie podróże, intratny zawód, posiadaną wiedzę oraz szlachetne wartości przekazywane innym. Te wszystkie cechy brzmią tak olśniewające, że człowiek zaczyna sam siebie karcić, że nie potrafi błyszczeć, dobrze zaprezentować i pchać się przed szereg. Normalny człowiek akceptuje, że wśród nas są lepsi, mądrzejsi i zdolniejsi, bo przecież nie każdy miał szanse czy warunki, żeby się doskonalić. I tak wydawałoby się na zewnątrz mamy piękna twarz, wooow…, a co skrywamy w środku ciała? Zaraz bedzie o tym mowa…

Pewnie ktoś zapyta, a dlaczego taki enigmatyczny wstęp do tytułu artykułu: śmierć emigranta. Bo to się naprawdę zdarzyło, piszę pod wpływem emocji, na gorąco. Tak, umarł Polak na emigracji! Ojciec, brat, eks małżonek, kolega. Umarł pewnie w cierpieniach, bo choroba była straszna. Trudno mieć do kogokolwiek pretensje, że go nie zauważaliśmy, sam się izolował, o problemach nie mówił, a kiedy zapytano zawsze odpowiadał, że ok.

OK.

Zmarł w samotności i była to naturalna śmierć – o czym powiadomiła policja, która przeze mnie, bo to ja jestem eks małżonką, szukała najbliższych członków rodziny. Byłam w szoku, oczywiście, przekazałam posiadane informacje, które pozwoliły odnaleźć jego córkę, zamieszkałą w Monachium i siostrę w Holandii. Najbliższe osoby, w tym wypadku – każda z nich żyła w innym kraju, innym mieście.

Ja zresztą też na własną rękę, poprzez internet, szukałam łączności do obu kobiet. Ucieszona, że znalazłam adres jednej z nich, wysłałam maila, potem zatelefonowałam, zero reakcji. Także policja ją znalazła, nawiązali kontakt, ale córka jako bezrobotna i biedna nie zorganizuje ojcu pogrzebu. A więc to miasto dokona pochówku, anonimowo.

Już raz przeżyłam podobna historię z piłkarzem Kazimierzem Polakiem http://blog-polonia.pl/wspomnienie-o-pilkarzu/.

Polak. Nomen omen…

Ale teraz myślę o moim byłym mężu, o Bartku. Gdyby nie miał nikogo, dobrze… Lorka i Mozart też nie mieli grobu, nie trzeba mieć grobu, nie o ten kawałek miejsca na cmentarzu chodzi, tylko o pamięć. Bartek ma córkę, kochał ją, opłacał jej studia artystyczne, teraz już nie, bo skończyła, jest specjalistą, anonsuje się w sieci, że wykonuje Wohnungseinrichtung. Urządza wnętrza mieszkalne. Oglądam piękne zdjęcia, wnętrza jej mieszkania niczym z bajki, jak wyjęte z ekskluzywnego katalogu. Tak, tak rozpoznaję ją, to ona jest na zdjeciu. Nie chce mi się wierzyć, że nie chce własnemu ojcu zorganizować godny człowieka pochówku. Przecież musi być szlachetnym człowiekiem z darem boskim – artysta o wielkiej wrażliwości i ta buzia… taka śliczna…

Nic nie rozumiem.

Szukam siostry… w internecie nie ma jej nazwiska, nie ma na facebooku. Dzwonię do polskiej ambasady, do znajomych w Holandii z prośbą o pomoc. Słyszę dobre rady, ale dalej działam na własna rękę. O co mi właściwie chodzi? Po co to robię?

Żeby zmarłego na emigracji Polaka nie pochowano na psim polu.

Myślę sobie, siostra na pewno nie pozwoli, by jedynego brata pogrzebano w nieznanym miejscu. Dzwonię do Haarlemu na policję, policja jednak nie odnajduje nikogo o podanym nazwisku, ale… znajduje nazwisko i imię matki zmarłego, która jest zanotowana w komputerze. Ja wiem, że już nie żyje od dwóch lat, ale pewnie tam mieszka i siostra. Niestety, szczegółów nie znam. Od poszukiwań jest policja. Odnajdzie? A jak nie? A jak i ona odmówi?

Czarny scenariusz… Zostanie pochowany w Berlinie, anonimowo, tak, ale przecież w miejscu, które będzie znane. Podam tu adres, może ktoś przyjdzie, może go godnie pożegnamy.

Spoczywaj w spokoju!

bartekklein

Foto: Ania

WOLNA POLKA / TEN RZĄD DALEJ NIE POJEDZIE!

Text auf Deutsch: molenda-rede-oktober-2016-de

Wir treffen uns / spotykamy się:
Berlin: 23.10.2016 / 13:00 Uhr / Warschauer Brücke!
Zwischen U – S
Ubierzcie się na czarno i przynieście parasolki.
Dresscode: schwarze Kleidung und Regenschirm

Organizatorki protestu: Anna Krenz, Zuzanna Kolupajlo, Alicja Molenda (inicjatorka), Meggi Skad

Ewa Maria Slaska: W dniu 3 października 2016 roku odbył się w Polsce i w wielu miastach poza Polską protest przeciwko próbom legislacyjnym zmierzającymi do wprowadzenia w Polsce całkowitego zakazu aborcji. Całkowitego, czyli również w wypadku gwałtu, kazirodztwa, ciąży dzieci, zagrożenia życia matki i dziecka. Projekt przewiduje również wprowadzenie zakazu antykoncpecji oraz karę więzienia dla kobiet, które dokonały aborcji lub które poroniły.

Czarny protest w czarny poniedziałek zgromadził na ulicach 140 polskich miast setki tysięcy ludzi. Nawet oficjalne media, zawsze zaniżające liczbę uczestników protestów, przyznają, że w demonstracjach wzięło udział prawie sto tysięcy ludzi.

W Berlinie w proteście uczestniczyło około dwóch tysięcy osób – kobiet i mężczyzn, starych i młodych, Polaków, Niemców i przedstawicieli wielu innych narodowości. Był to największy protest poza granicami kraju.

Organizatorem spotkania było berlińskie stowarzyszenie Dziewuchy dziewuchom, impuls wyszedł od Alicji Molendy.

Poniżej tekst przemówienia, wygłoszonego przez Alicję…

Alicja Molenda

Przemówienie, Berlin 3.10.2016

Witajcie! Nazywam się Alicja…, jestem feministką i działaczką na rzecz praw kobiet.

Cieszę się, że przybyliście tak licznie, by okazać solidarność ze strajkującymi w Polsce kobietami.

W Polsce i na świecie kobiety wyszły na ulice, by zaprotestować przeciwko brutalnemu zamachowi na ich prawa.

Każdy strajk ma postulat, więc i nasz go ma!

Postulujemy o wyrzucenie do kosza projektu barbarzyńskiej ustawy STOP ABORCJI instytutu Ordo Iuris. To nie jest projekt pro-life. To projekt śmierci. Ten projekt bezwzględnego zakazu przerywania ciąży, przewidujący karę do pięciu lat więzienia za usunięcie tzw. „dziecka poczętego”, przyjęty został przez polski Sejm w pierwszym czytaniu. SKANDAL!!!!! TO JEST SKANDAL!

Jednocześnie Sejm odrzucił obywatelski projekt „Ratujmy Kobiety”, przewidujący legalizację ustawy według standardów europejskich, pod którym zebrano 215 tysięcy podpisów.

Dziękujemy Wam, POLITYCZKI i POLITYCY, pozbawieni empatii i resztek sumienia.

Nie zapomnimy Wam tego!! Jesteście wszyscy na LIŚCIE HAŃBY!!!!

Wstydźcie się zwłaszcza Wy, kobiety, jesteście przeciw innym kobietom!!! Wy sobie poradzicie, tak jak sobie dotąd radziłyście, bo co czwarta lub nawet co trzecia Polka usunęła ciążę. Czy ktoś z Was pomyślał o tych setkach tysięcy innych kobiet, z małych miast i wsi, ubogich, nie mających dostępu do antykoncepcji ani edukacji seksualnej, nie mających środków na wyjazd zagranicę i kosztowny zabieg?! Nie, skąd!!!????
WSTYDŹCIE SIĘ!!!!!
Przez 23 lata nikt z Was o tym nie myślał, bo Was ten problem nigdy nie dotyczył.

W latach powojennych Polki miały dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji… Od 1993 roku, od kiedy Kościół narzucił rządzącym tzw. „kompromis aborcyjny”, wy wszyscy przyglądaliście się cierpieniu wielu kobiet… MÓWIMY DOŚĆ!!! Dość wplywu Kosciola na politykę Państwa!!!!!!

 Ten pseudo-kompromis, przed którym się tak zaciekle bronicie i który teraz chcecie usunąć, dopuszczający przerwanie ciąży w trzech tylko przypadkach – ciąży będącej wynikiem przestępstwa, deformacji płodu lub zagrożenia zdrowia i życia matki – doprowadził do rozkwitu podziemia aborcyjnego i „turystyki aborcyjnej”… To ten sam cudowny„Kompromis” sprawił, że kobiety uciekają się do zakazanej aborcji farmakologicznej, cierpiąc w domowych zaciszach i narażając swoje zdrowie, pozbawione opieki medycznej…

150 tysięcy Polek rocznie dokonuje aborcji – znacznie więcej, niż w krajach, gdzie jest ona legalna!… Taka to jest cudna ustawa. W imię tego kompromisu jedenastoletnia zgwałcona dziewczynka urodziła niedawno dziecko przez cesarskie cięcie, bo jej ciało nie było gotowe na poród! Takich tragedii Wam trzeba??! Hańba, raz jeszcze Hańba!!! Gdzie Wy macie sumienie?! W przypadku tego dziecka zastosowaliście „klauzulę sumienia”!!!!???

HAŃBA!!!! Szykujecie nam drugi Salwador?!!!

Hańbą jest też to, że ustawy „Ratujmy Kobiety”, ustawy na miarę XXI wieku, spełniającej wszystkie normy WHO dotyczące prokreacji i świadomego macierzyństwa, nie dopuściliście nawet do dyskusji sejmowej…

WSTYDŹCIE SIĘ!!!! HAŃBA!!! TEN SEJM DALEJ NIE POJEDZIE!!!

Pytam sie Was, posłanki i posłowie, co z polskim in vitro!?
Co z ludźmi niepłodnymi, parami wyczekującymi potomstwa?!!!
Jedna na pięć par w Polsce nie doczeka się dziecka bez pomocy nowoczesnej medycyny rozrodu!!!
Składacie zdrowie
i szczęście ludzi na ołtarzu ideologii!

Nowelizacja ustawy o leczeniu niepłodności zakazuje mrożenia zarodków, ogranicza liczbę zapłodnionych komórek jajowych do jednej – to oznacza KONIEC in vitro w Polsce.

Sprzeciwiamy się pogwałceniu praw pacjentów!
Mówimy Nie!!!! próbie zamordowania in vitro w Polsce!
Mówimy TAK! pełni praw reprodukcyjnych.

Prawo do aborcji jest jednym z wielu praw składających się na wolność reprodukcyjną człowieka, a ta wolność jest integralną częścią praw człowieka. Musimy się zjednoczyć w walce o pełne wyegzekwowanie należnych nam praw. Wstyd, że w środku Europy w XXI wieku przyszło nam kobietom wychodzić na ulice i domagać się rzeczy oczywistych dla Niemek, Angielek czy Francuzek.

Protestujemy przeciw barbarzyńskiemu projektowi STO P ABORCJI, przeciw niszczeniu in vitro i badań prenatalnych, ograniczaniu dostępu do antykoncepcji, narażaniu życia kobiet w imię fanatyzmu.


Tu trochę optymizmu. My się nie poddajemy!!

Ruszamy z Europejską Inicjatywą Obywatelską, by bronić praw kobiet. Trzeba będzie zebrać milion podpisów w siedmiu krajach Unii. Liczymy na to, że politycy, europosłowie, Komisja Europejska, Rada Europy i inne kompetentne instancje narzucą wszystkim krajom Unii Europejskiej standardy prawne, respektujące podstawowe prawa człowieka.

My się nie poddajemy! Walczymy o normalność w Polsce. O bezpieczeństwo, szczęście i prawa kobiet.

Mówię do Was, polityczki i politycy, posłanki i posłowie PiS, Kukiz’15 i PSL, a także do Was z PO i Nowoczesnej, do wszystkich tych, którzy zdradzili kobiety: będzie to was wiele kosztowało!

Zaczyna się bunt Polek przeciw oszołomom i ultrakonserwatystom.

Nie zapomnimy wam tego, a lista hańby będzie wisieć na każdym słupie, każdej latarni, każdej ścianie domu i w sieci, tak by wszyscy Was zapamiętali!!!

Bezdenna ignorancja, chamstwo, bezczelność, podłość i buta “polskich pseudokatolików” i prawicowych fanatyków nie zna granic… Ten kraj schodzi na dno. Chcecie nas cofnąć do średniowiecza! Chce karać kobiety więzieniem i je torturować, gnębić, prześladować i indoktrynować!… Chcecie Salwadoru!!! Jestem wkurzona i przerażona tym, co się w Polsce dzieje! Ale dlatego też – jestem ZDETERMINOWANA! Jak MY wszyscy, którzy tutaj przybyli.

Liberalizacja przepisów dotyczących aborcji i wszystkich praw reprodukcyjnych powinna stać się kryterium decydującym o członkostwie w Unii Europejskiej – podobnie, jak takim kryterium było zniesienie kary śmierci. Będziemy niezmordowanie o to walczyć. Musimy się zjednoczyć w walce o wyegzekwowanie należnych nam praw.

To od nas, kobiet, wiele teraz zależy. Mówimy NIE!! NIE dla torturowania Kobiet. STOP! ANI KROKU DALEJ!!!! Nasze Ciało – Nasz Wybór!!! NIC o Nas bez Nas!!! W Solidarności Kobiet siła! Nie pozwolimy na przejęcie kontroli nad naszymi ciałami, NIE POZWOLIMY NA PIEKŁO KOBIET! RATUJMY KOBIETY!!!!

Alicja Molenda wygłasza przemówienie, którego tekst tu opublikowałyśmy

Kolejny protest ogólnopolski zaplanowany został na poniedziałek 24 października. Odbędzie się on oczywiście również w Berlinie (Berlin Solidarnie), ale dzień wcześniej, bo w niedzielę 23 października.
Hasło to samo:

Ten Rząd Dalej Nie Pojedzie

Kochani!
03.10 było nas w Berlinie około 2 tysięcy!
23.10 będzie nas jeszcze wiecej!
Niech będzie nas 4 tysiące!
Informujcie znajomych o tym, co dzieje się w Polsce. Informujcie, że łamie się podstawowe prawa człowieka, zarówno kobiet jak i mężczyzn!
Berlin i berlińczycy to moc!
Wykrzyczmy całemu światu:
TEN RZĄD DALEJ NIE POJEDZIE!

Dieser Text auf Deutsch: molenda-rede-oktober-2016-de

tenrzad

Reblog: O muzyce i polityce

michalkurierBogdan Twardochleb i Michał Talma-Sutt

przedruk z Kuriera Szczecińskiego 13 lipca 2016

Debata o Polsce debatą o Europie

– NA RAZIE jest nas niewielu, ale zrobiliśmy już w Berlinie kilka dużych manifestacji, pierwszą – 19 grudnie ubiegłego roku. Otwarcie mówimy, co nam się w Polsce nie podoba i będziemy to robić nadal – zapewnia Michał Talma-Sutt, współtwórca Komitetu Obrony Demokracji w Berlinie.

Ma 47 lat, urodził się w Łodzi, jest kompozytorem. Studiował w rodzinnym mieście, potem w Paryżu, Stuttgarcie i Karlsruhe. Dwukrotnie zdobywał najwyższe nagrody w konkursach Międzynarodowej Trybuny Muzyki Elektronicznej, był stypendystą Fundacji Witolda Lutosławskiego, dyrektorem artystycznym II Międzynarodowego Festiwalu Musica Elektronica Nova we Wrocławiu. W Berlinie mieszka od 2001 roku. Jego utwory były wykonywane podczas Warszawskiej Jesieni, są prezentowane w Polsce, Niemczech, Austrii, w wielu innych krajach aż po Republikę Południowej Afryki.

***

Berliński KOD utrzymuje stałe kontakty z KOD-em w Warszawie. Jest częścią ruchu KOD-Polonia Niemcy. Polonijne KOD-y są też w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, tworzą się innych miastach.

– Bardzo aktywna jest grupa w Kolonii, ostatnio dołączył Heidelberg, grupa z uniwersytetu. Mamy swój newsletter, który prowadzą świetne dziewczyny z Kolonii – mówi Michał Talma-Sutt w kawiarence na Gendarmenmarkt w Berlinie.

Berliński KOD współpracuje ze stowarzyszeniem Mitte 21, którego prezesem jest Łukasz Szopa, 43-letni poeta urodzony w Tychach.Od 1987 roku mieszkał w Wiedniu, potem w USA, a od kilkunastu lat mieszka w Berlinie. Jest autorem tomów wierszy, antologii, esejów o m.in. o poezji i sztuce krajów dawnej Jugosławii. Publikował i publikuje w Polsce, Niemczech, Chorwacji, Bośni-Hercegowinie.

Michał Talma-Sutt jest w zarządzie stowarzyszenia Mitte 21, grupującego ludzi, którzy nie chcą być bierni wobec narastania w Europie nacjonalizmów i populizmów.

– Orientujemy się na środek XXI wieku, stąd nasza nazwa: Mitte 21. Gdy w Berlinie był prezydent Andrzej Duda, manifest stowarzyszenia wręczyliśmy jego małżonce – mówi Michał Talma-Sutt.

Podkreśla, że berlińscy KOD-erzy nie negują wyniku wyborów w Polsce. Czym innym jest jednak stosunek do sposobu sprawowania władzy przez parlamentarną większość.

– To możemy negować i negujemy. Jasno stoimy na stanowisku, że w państwie demokratycznym nie wolno łamać trójpodziału władz, poddawać Trybunału Konstytucyjnego kontroli polityków i skupiać nadmiaru władzy w rękach poszczególnych osób, na przykład ministra Ziobry, którego działania z poprzednich czasów dobrze pamiętamy. Jeśli dodać do tego zmiany w polskich mediach publicznych, zmiany w oświacie, czy uprawnienia, jakie ustawa antyterrorystyczna daje tajnym służbom, stawiając je poza kontrolą, to można mieć obawy, do czego to wszystko może prowadzić.

* * *

Berliński KOD zorganizował już kilka demonstracji przeciwko polityce Prawa i Sprawiedliwości, lecz – jak mówi Michał Talma-Sutt – nie chce jedynie krytykować, lecz chce rozszerzać zasięg debaty publicznej o sytuacji w Polsce.

– W samym KOD-zie w Warszawie ludzie nie zdają sobie sprawy, co zrobili. Jeśli opowiadam Niemcom, że na ulice Warszawy KOD wyprowadził 50 tysięcy ludzi, mówią, że to niemożliwe. Tu nikomu by się to nie udało. Dlatego uważam, że KOD mógłby być liderem ruchów demokratycznych w Europie, które muszą się obudzić. W przeciwnym razie ruchy narodowe i nacjonalistyczne nas zdominują.

W Berlinie jest sporo różnych organizacji i grup polskich, powstają nowe. Z reguły nie są wielkie. Od dawna działa Klub Gazety Polskiej, niedawno powstał Klub Tygodnika Powszechnego. Polacy uczestniczą m.in. w debatach, organizowanych w ramach tzw. Poli-Tisch, czyli „stolika politycznego”. Kilka tygodni temu była w Berlinie debata o Polsce, w której wzięli udział: publicysta „Polityki” Adam Krzemiński, Monika Sierdzka, była szefowa publicystyki w TVP 2 oraz prawicowy publicysta Cezary Gmyz.

– Powinniśmy zapraszać inne opcje, żeby nie było tak, że dyskutujemy tylko we własnym sosie, bo wtedy nic nie zmienimy. Trzeba zacząć walczyć o innych ludzi, chociaż z niektórymi nie ma rozmowy: powtarzają mantry, dyskusji nie da się prowadzić, ręce opadają. W Berlinie jest duża grupa zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, przychodzą na otwarte spotkania, lecz są też tacy, którzy głosowali na PiS na znak protestu przeciwko polityce poprzedniej ekipy. Z nimi trzeba rozmawiać, można ich przekonywać – podkreśla Michał Talma-Sutt.

Dodaje, że zarówno berliński KOD, jak i stowarzyszenie Mitte 21 to ruch obywateli, którym nie podoba się to, co dzieje się w Polsce.

– Nie jestem malkontentem – mówi – bo cóż z tego, że będziemy tylko narzekać, to niczego nie zmieni. Jeśli chcemy coś zmienić, musimy prowadzić konkretne działania, szerzyć informacje o tym, co dzieje się w Polsce, próbować docierać do tutejszych Polaków. Jednocześnie trzeba myśleć o stworzeniu nowego systemu ekonomicznego dla Europy, bo dysproporcje między beneficjentami obecnego sytemu, których jest coraz mniej, a pozostałymi ludźmi, są coraz większe. Uważam, że trzeba pójść w stronę demokracji głębokiej, oddawać coraz więcej kompetencji jak najniżej, rozbudowywać społeczeństwo obywatelskie, które zmuszałoby ludzi do większej aktywności, bo wiedzieliby, że mogą więcej decydować o sobie. Brexit pokazał, że jeśli Europa chce przetrwać, musi zrobić reformy. Pokazał, że jeśli partie demokratyczne i ruchy obywatelskie nie zagospodarowują przestrzeni ludzi niezadowolonych, wtedy zagospodarowują je populiści. To stało się także w Polsce. Tylko że populiści, jak Prawo i Sprawiedliwość, nie mają żadnego pomysłu, co zrobić z władzą poza tym, żeby dojść do władzy. Dlatego robią z władzą, co chcą, co im się podoba. To są problemy, których łatwo się nie rozwiąże, ale trzeba próbować.

– Czy identyfikuje się pan z jakąś partią, która działa w Polsce?

– Mam z tym duży problem. Rozmawialiśmy o tym w Berlinie z Mateuszem Kijowskim. Główne partie w Niemczech są bardzo liczne, mocno zorganizowane, mają wielu członków, silne zaplecze, są stale obecne nie tylko w życiu politycznym, lecz w szeroko rozumianym codziennym życiu społecznym. W Polsce jest zupełnie inaczej, partie są kadrowe. Przez ćwierć wieku po przemianach demokratycznych peerelowska bierność nie została niestety zmieniona w aktywność. To było dobre dla kadrowych partii, ale teraz mamy tego skutki.

* * *

KOD w Berlinie dopiero się organizuje i we współpracy z Mitte 21 konstruuje projekty przyszłych działań.

– Na razie nie powiem więcej, żeby nie zapeszyć. Wszystko mocniej ruszy po wakacjach – zapewnia Michał Talma-Sutt.

***
O Michale i jego muzyce TU

Eating with Akil

Ewa Maria Slaska

Going out one Friday evening…

Ania and Thomas Alboth, which I presented already as people helping refugees in Berlin, invited friends and friends of friends for …

Syrian cook and us helping 🙂

We gonna have another lecker dinner (5th!!!). The last four were a big fun, food and help. More than 100 people already took part in that, great people with full bellies and fuller brains. If you want to join: click join and bring with you 12 euros (or more). The money will re-fund the shopping and become a salary (the only one) for our Akil. Thanks!!!

So I clicked join, went and took with me 12  or more and tulps and a book from refugee project of Jim Avignon and some beautiful Easter Decoration of Smilla Berlin, which is a wonderfull shop…

Akil (Akeel) Taleb is a Syrian refugee from Aleppo with a long experience of living and working in Dubai, co-habiting by Ania and Tom since September last year. He is actually a car mechanic, but as almost all Oriental men I know, he is an excellent cook.

We were more than 30 plus some 10 children or so. We were perfectly happy and the food was marvellous.

شكرا عقيل

perskidiner (11) perskidiner (10) perskidiner (9) perskidiner (8) perskidiner (7) perskidiner (6)   perskidiner (2) perskidiner (1) I have to confess… wherever I go maybe excluding the senior citizens meeting I am always the oldest one. In a cinema,  by the party, by risk and by fun… On Friday it was no different. So it’s me, the oldest one by the diner, with Ania and Jagoda, selfie made by me in a candle light.

pointylizm

Ach, and something new for cooking – potatoes on a Syrian way. I supposed we eated this:

Mashed Potato With Tahini

  • 2 pounds potatoes, peeled and cut into chunks
  • 7 garlic cloves, peeled
  • 1/4 cup tahini
  • 1 cup plain unsweetened soymilk
  • 1 tablespoon lemon juice
  • 1/4 teaspoon fine sea salt
  • 1 1/2 teaspoon toasted sesame seedsPlace potatoes and garlic in a large saucepan, cover with cold water by 1 inch and bring to a boil. Lower heat, partially cover pan, and simmer until potatoes are very tender, 15 to 20 minutes. Drain, return potatoes and garlic to pan and add tahini. Mash with a potato masher or large fork until very smooth. Place over low heat and stir in soymilk, lemon juice and salt; add a little more soymilk if potatoes are too thick. Spoon into a bowl and garnish with sesame seeds.

Delicious!

perskidiner (5)

Im Stil von Frank O’Hara (2)

Ewa Maria Slaska

Rapport von einer Reise

Ich kam aus dem Land der Poeten und Propheten

Eines Tages kam ich nach Berlin
Hierher
Es war Januar
Es war kalt
Mein Sohn war klein
Und ich war jung

Eines Tages kam ich nach Berlin
Hierher
ins Land der Dichter und Denker
ins Land von Hermann Hesse und Thomas Mann

Es war das Jahr 1985
Die die in diesem Jahr kamen
waren keine Helden
mehr
Und keine „liebe polnische Gäste“
mehr

Es war das Jahr 1985
Die die in diesem Jahr kamen
waren keine Europäer
noch
und keine Bereicherung unserer Multikultur
noch

Sie waren
Sie waren
Sie waren Putzfrauen und Bauarbeiter
Sie waren
Ich auch

Ich kam ins Land das
von den Dichter und Denker
nichts wusste
mehr
und von Richter und Henker
nicht wissen wollte
noch

Ich kam ins Land
wo keiner mehr Hesse und Mann las
weil man nur Frauen las
die schrieben
Mary Daly Julia Kristeva Susan Sonntag

Und natürlich Alice Schwarzer
noch

Es war kalt
der Winter was coming
and coming

Ich brauchte etwas warmes
und ich wusste nicht
was

Ich dachte es wäre Essen
Pfannkuchen
Krapfen
Blini

Ich dachte mir fehlen
Waffeln
Nuddeln
und Piroggi

Meine Welt war ein kalter Punkt
von Italo Calvino

Wir waren alle Bewohner des Null-Raums. Es war kalt.

Selbstverständlich befanden wir uns alle dort, sagte der alte Qfwfq – wo den sonst? Dass es einem Raum geben könne, wusste noch keiner. Ebensowenig eine Zeit. What use did we have for time, packed in there like sardines? Es war ein Punkt, in dem sie alle waren und alle ihre Dingen, und Sachen, und Taten. Wir fühlten alle diesen Punkt aus. Alle unsere polnischen Ellbogen und Knie.

Und dann sagte Frau Ph(i)Nkos mit einemmal: Kinder, wenn ich ein bisschen Raum hätte, wie gern würde ich euch Nudel machen. Und in dem Augenblick dachten wir alle an dem Raum, den ihre runden Arme einnehmen würden, sich vorwärts und rückwärts mit dem Nudelholz über den Teig beugend, wie ihre Brust (ich war jung) sich über den Haufen Mehl und Eier senken würd, der das große Nudelbrett fühlte, während ihre Arme kneteten…

Und so ist die Welt entstanden. Felder zum Anbau des Getreides, Berge von denen das Wasser käme, Raum, der nötig wäre, damit die Sonne mit ihren Strahlen hinkäme, Raum damit die Sonne sich kondensiere… Die Sonne, um mich zu wärmen.

Und so kam ich in die Regenbogenfabrik
Wo ich Blini briet
Salate mischte
Nudel mit Nudelholz
vorwärts und rückwärts
walzte

So ist der Raum entstanden

Wo eine Frau mich in die Regenbogenfabrik holte

Vor 20 Jahren war es
oder gar 30
Und so war es
auch wenn sie behauptet
es waren höchstens 12 Jahre
oder sagen wir Mal
17

Und wir kochten
Und aßen
Und badeten
Und lasen Bücher
Und redeten oder schwiegen
Und machten
Und organisierten
Vorwärts und rückwärts
Vorwärts und rückwärts
Vorwärts und rückwärts

Die Zeit wuchs
und sich dehnte
und dehnte
Mit Puderzucker
bestreut

Sie war und ist
meine einzige dicke wahre warme deutsche Freundin
deutsch-polnisch
Wie Maultaschen und Piroggi
Wie Karpfen und Pączki
Wie deutsch-polnische Waffeln

Und eisgekühlte wyborowa

Danke Christine!

waflwRF

PS.

Dieses Gedicht trug ich am 17. März 2016 in der Regenbogenfabrik vor und dabei machte ich (live auf der Bühne) die Waffeln, natürlich mit Puderzucker bestreut. Es war ein Teil eines wunderschönen Abends zum 35sten Geburtstag von der Regenbogenfabrik und zugleich ein Teil des Festivals “Berlin erzählt!”

Werbung:

Wir stehen (zeitlang mindestens) auf der RBF-Kulturwebseite mit dem Link: http://www.regenbogenfabrik.de/kultur-news-anzeigen/aufbrechen-ankommen-weitersuchen.html

Hier ist der Link zum Erzählnetzwerk Berlin, dessen Festival “Berlin erzählt!” unser Programm umrahmt: http://www.berlin-erzaehlt.de/2016_veranstaltungen.htm

Apel w sprawie uchodźców / Appel um Unterstützung für Flüchtlinge

deutsche Version – bitte nach unten scrollen

Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele, Koleżanki
i Koledzy, Znajomi i Solidarni Ludzie!

Zwracam się z apelem o wsparcie akcji dobroczynnej na rzecz uchodźców. Akcja polega na zbieraniu datków pieniężnych, różnego rodzaju talonów, bonów, darmowych wejściówek na baseny, do akwarium, do ZOO, do muzeum, na wystawy, na koncerty, etc. Szczególnie ważne dla dzieci: np. do Legolandu, na Wieżę Telewizyjną, FEZ (Freizeit und Erholungszentrum), na przedstawienia tetralne (np. kukiełkowe) i wszlkiego rodzaju imprezy umilające życie i pozwalające oderwać się od monotonności pobytu w ośrodku dla uchodźców. Od dwóch miesięcy pracuję w takim ośrodku w dzielnicy Weißensee przy Woelckpromenade 11. Określenie ośrodek jest moim zdaniem zbyt przesadne. Jest to po prostu szkolna hala sportowa zaadaptowana na potrzeby ok 100 osób. Krótko mówiąc brakuje wszystkiego. Grono wolontariuszy robi co może by urozmaicić mieszkańcom czas, jednak większości nie stać na korzystanie z ogólnie dostępnych form rozrywki i rekreacji.

Jeśli jesteście gotowi wesprzeć akcję, proszę pamiętać o tym, że do większości aktywności potrzebna jest zawsze osoba towarzysząca, w przypadku dzieci osoba dorosła, niekiedy dwie gdyż oprócz rodzica nieodzowna jest osoba znająca język, miasto i jego rytm. Byłoby świetnie, by osoby te miały również zapewnione np. darmowy wstęp. Akcja ta jest moją prywatną inicjatywą. W porozumieniu z Polską Radą Społeczną, której byłem wieloletnim pracownikiem i wciąż jestem jej członkiem, uzgodniliśmy, że najprościej będzie ewentualne datki pieniężne przelewać wpłat darowizn na konto tej właśnie organizacji:

Polska Rada Społeczna
http://www.polskarada.de
Oranienstraße 34, 10999

Tel.:     0049 30 / 6151717 
Fax:     0049 30 / 61659288 
E-mail: polskarada@polskarada.de

Konto:
Polnischer Sozialrat e.V.
Deutsche Kreditbank AG Berlin
IBAN: DE 5512 0300 0000 1838 8306
BIC: BYLADEM 1001

Tytuł przelewu: Filet-Refugees

W przypadku talonȯw, bonȯw, wejściówek itp. proszę o kontakt ze mną lub o przysyłanie mi ich na mój prywatny adres, albo poinformowanie mnie gdzie można je ewentualnie odebrać. Możliwość odbioru „przy wejściu/kasie” jest też do przyjęcia. Wraz z Polską Radą Społeczną gwarantujemy uczciwość i wgląd do dokumentacji wszystkich wydatków. Proszę nie czuć się zobowiązanym do odpowiedzi/odzewu na mój apel. Proszę również o powstrzymanie się od komentarzy negujących słuszność mojej inicjatywy.

Z serdecznym braterskim pozdrowieniem „aby do wiosny!”
Andrzej filet Fikus
Mobil: 0172 32 10 815
filetosz@yahoo.de

refugees-welcome

Naszywka na swetrze sfotografowana podczas urodzin przyjaciółki / gesehen bei einem Geburtstag (Foto EMS)

An alle Damen und Herren, Freunde und Kollegen und solidarischen Mitmenschen,

die Flüchtlingskrise hat bereits seit längerem Berlin erreicht und rückt die Multikulturalität der Stadt mit seinen vielen Herausforderungen, aber auch Chancen immer mehr in unser tägliches Bewusstsein.

Persönlich wird mir dies seit meiner Arbeit in einer Unterkunft in Berlin Weißensee immer deutlicher. In dieser sogenannten provisorischen ‘Unterkunft‘ in einer ehemaligen Schulsporthalle fehlt es an allem. Vor allem aber an Abwechslung vom tristen und monotonen Alltag und der Bewältigung von Traumata und Flucht.

Gemeinsam mit euch möchte ich bei der Integration dieser Menschen mithelfen und durch kleine Lichtblicke ihr Leben in der Fremde aufhellen und mit Lebensfreude füllen.

Diese Lichtblicke können in Form von euch eingereichten Gutscheinen, Spenden bzw. Eintrittskarten für sportliche, kulturelle und ähnliche Aktivitäten geschehen. Egal ob Tickets für den Besuch im Schwimmbad, Zoo, Museum, Aquarium, Legoland, FEZ (Freizeit- und Erholungszentrum), Theater, Fernsehturm oder Kino – mit jedem eingereichten Ticket oder Gutschein können wir Kinder- und Elternherzen höher und glücklicher schlagen lassen.

Anregungen und Ideen für Ausflüge oder Freizeitangebote in Berlin könnt ihr unter

www.visitberlin.de/de/erleben finden.

Bitte denkt auch an Begleiter wie Übersetzer oder Kinderbetreuer, denen ein Eintritt mit einem Gutschein oder gekauftem Ticket erleichtert werden kann.

In freundlicher Zusammenarbeit mit dem Polnischen Sozialrat wurde für alle eingehenden finanziellen Unterstützungen ein Spendenkonto bereitgestellt.

Adresse und Kontodaten hierfür sind wie folgt:

Polska Rada Społeczna
Oranienstraße 34, 10999 Berlin
www.polskarada.de
Tel.: 0049 30 / 6151717 Fax: 0049 30 / 61659288
E-mail: polskarada@polskarada.de
Spendenkonto
Empfänger: Polnischer Sozialrat e.V.
Bankinstitut: Deutsche Kreditbank AG Berlin
IBAN: DE 5512 0300 0000 1838 8306
BIC: BYLADEM 1001
Betreff: filet-refugees

Gespendete Gutscheine können außerdem an meine Postadresse geschickt bzw. bei der Kino- oder Theaterkasse etc. hinterlegt oder von mir persönlich bei euch entgegen genommen werden. Bitte zögert nicht, mich bei Rückfragen zu kontaktieren oder per Mail mit mir in Kontakt zu treten.

Persönliche Daten:

Andrzej Fikus
Böhmische Str. 48/ II
12055 Berlin
Tel. 030/ 61 35 900
Mobil: 0172 32 10 815
E-Mail: filetosz@yahoo.de

Alle Spenden werden von mir und dem Polnischen Sozialrat ehrlich und transparent behandelt und zu 100% für die oben beschriebenen Aktivitäten verwendet werden.

Dieser Aufruf soll keine Verpflichtung zum Spenden darstellen, sondern Anstoß zum Helfen und Nachdenken geben.

Ich bitte außerdem von Kommentaren, bezüglich dieser Aktion abzusehen und appelliere an eure Mithilfe, Solidarität und Gemeinschaftsgefühl.

Ich verbleibe mit solidarischem Gruß und ‘aby do wiosny‘.

Przy Kresowym Stole

Roman Brodowski
napisał do mnie list

Droga Pani Ewo,

pytasz mnie (nie Ty pierwsza), dlaczego tak wiele miejsca w mojej twórczości poświęcam naszym byłym polskim „ Kresom ”, zwłaszcza tym leżącym dzisiaj za naszą wschodnią rubieżą? Dlaczego właśnie te ziemie, pozostałe po zmianie granic naszego kraju w 1945 roku poza Polską, czyli na Białorusi, Litwie i Ukrainie, stanowią tak ważne miejsce w moim życiu?
Jak wiesz, urodziłem się nieopodal Gdańska i tam spędziłem moje spokojne dzieciństwo. O pochodzeniu moich przodków, o moich korzeniach, zwłaszcza tych po mieczu, wiedziałem bardzo mało. Ojciec mój, o sobie i swojej rodzinie rzadko kiedy nam opowiadał. Nawet na zadawane pytania odpowiadał lakonicznie. Widać było, że piętno wojny dawało o sobie znać, był zamknięty i małomówny. Z dokumentów i z tego, co udało nam się od niego usłyszeć, wiedziałem, że urodził się na Zamojszczyźnie, że w 1942 roku, jako młody , niespełna szesnastoletni chłopak, wysłany został na roboty przymusowe do Rzeszy i że w 1944 roku po ucieczce z kopalni soli w Salzburgu wraz z kilkoma innymi więźniami dotarł do armii partyzanckiej generała de Gaulle’a, stacjonującej w Alpach, w której dotrwał zakończenia wojny. Jako repatriant z Francji do kraju powrócił w 1946 roku. W Gdańsku, a właściwie w Gdyni poznał moją mamę, i tam, kierowany wielkim do niej uczuciem, postanowił założyć nasze rodzinne gniazdo.
Szczerze mówiąc, w tamtym odległym już dla mnie okresie dzieciństwa, późnego dzieciństwa i wczesnej młodości, nie przejawiałem potrzeby poznania odpowiedzi na pierwszą część filozoficznego pytania, a mianowicie – Skąd pochodzę?, interesowała mnie bardziej jego druga część, czyli – Dokąd zmierzam?
Dopiero rok 1975 zaważył na tym, że to, skąd pochodzę?, skąd pochodzą moi przodkowie, nabrało dla mnie szczególnego znaczenia. Wtedy zaczęła się
moja własna historia związana z Kresami, wielka życiowa pasja odkrywania księgi pokoleń mojego skromnego zaściankowego rodu.
Pewnego letniego popołudnia poznałem moją ciocię Lidzię. To od niej dowiedziałem się o moich korzeniach, o pochodzeniu i losie moich antenatów i dzieciństwie mojego Ojca.
Z ciocią Lidzią, mieszkającą od 1963 roku w Uradzie, koło Brzegu Dolnego, która jako repatriantka z Syberii, otrzymała tam mały domek z ogródkiem, spotkałem się kilka razy. Za każdym razem wyjeżdżałem od niej wzbogacony o kolejną opowieść, dotyczącą jej syberyjskiego losu, nigdy niezapomnianych przez nią Kresów oraz przedwojennego tam życia.
To właśnie dzięki jej wspomnieniom i na ich podstawie powstały moje pierwsze utwory poświęcone tamtym, kresowym i syberyjskim klimatom.

Spotkania te zrodziły we mnie potrzebę dokładnego poznania mojego rodowodu. Poszukiwania rozpoczęłem od miejsca urodzin mojego ojca, jego ojca, i tak dalej, czyli po nitce do… Z relacji moich krewnych żyjących w Zamościu i Krasnymstawie oraz wpisów w księgach parafialnych kościołów w Lublinie i Radomiu wynikało, że moi pradziadowie przyjechali na te tereny na początku XX wieku z ziemi łuckiej, okolic Włodzimierza Wołyńskiego, czyli z Wołynia.

Niestety, po raz pierwszy (pomimo wcześniejszych starań) ziemię wołyńską odwiedziłem dopiero w 1983 roku. Tak się złożyło, że pracowałem wówczas w kopalni „ZMP”, w Żorach, a było to miasto partnerskie Łucka! Kopalnia i miasto w ramach wymiany kulturalnej zorganizowały wycieczkę do Łucka. Tak udało mi się pojechać do stolicy Wołynia. Oczywiście organizatorzy zaplanowali nam pobyt, ale mieliśmy też czas wolny i poświęciłem go na poszukiwanie śladów mojej rodziny.
Nie było to łatwe i wydawało się, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Informacje posiadał specjalny urząd, do którego trzeba było wystosować odpowiednie pismo, a po ziemi łuckiej poruszać się można było tylko za zgodą tak zwanego „Propuska” od milicji.
Mimo to pobyt na Wołyniu wywarł na mnie niezwykłe wrażenie. Poczułem coś, co mnie jak magnes ciągnęło w tamte strony. I do dzisiaj mnie ciągnie.

Od tamtej pory minęły lata. Zdążyłem wyjechać do Niemiec, założyć rodzinę, nieco się postarzeć. Ot takie zwyczajne koleje losu. Jednakże o Kresach nie zapomniałem. Kiedy w 2004 roku,po zmianie systemu na Wschodzie, po powstaniu państwa ukraińskiego , bez przeszkód mogłem przekroczyć granicę i swobodnie poruszać się po ziemi wołyńskiej, uczyniłem to natychmiast.
Spełniło się moje marzenie. Z bagażem informacji wyruszyłem w poszukiwaniu gniazda moich przodków. Z pomocą pewnego mnicha, mieszkającego w łuckiej parafii kościoła katolickiego odnalazłem siedzibę rodziny. Po tym co zobaczyłem, co zastałem, nigdy więcej nie odważyłem się tam pojechać. Opisałem to natomiast w jednym z wierszy.

W opuszczonej zagrodzie
Historia śpi spokojnie
Czekając przebudzenia,
Kolejnego aktu prawdy.

Dziko rosnąca jabłoń
Od zawsze wierna ziemi,
Na której kwitło życie,
Rodzi ocet w owocach.

Stary, powalony żuraw
Zagląda do pustej studni
Zginając zmurszały kark.
Trwa w pozie żebraczej.

Gliniany, pusty dzbanek
Leżący obok krzyża,
Okryty wilgotnym mchem
Przypomina o przemijaniu.

I mur z ciemnego kamienia
Podobny do ściany płaczu
Proszący o proste psalmy
W intencji odeszłych.

I ukryte w starym dębie
Wieczne dusze przeszłości
Wołające o głos sumienia,
Dusze, których nikt nie słucha.

Tyle po Nich pozostało,
Ile pozostało ich we mnie

***
Kresy.

To ciekawe, że Kresy i Ukraina to właściwie to samo, bo nazwa Ukraina pochodzi od rosyjskiego słowa „Okrajna” – skraj, pobocze czy też rubież państwa. Po raz pierwszy tereny wschodniej Rusi, a więc po części dzisiejszej Ukrainy nazwane zostały tak przez Cara Iwana Groźnego.

Ten sam świat, tyle że ich „Okrajna” leżała na Zachodzie imperium carskiego, nasze „Kresy” na Wschodzie Polski.

***

Od wielu lat utrzymuję ścisły kontakt z kresowianami mieszkającymi na Grodzieńszczyźnie, na Białorusi.

Tak… nie potrafię ani tobie, ani sobie odpowiedzieć na pytanie – co sprawiło, że tamte, kresowe tereny, ludzie, ich kultura, ich mentalność, wywierają na mnie tak wielki wpływ? Może geny? Jedno jest pewne. Zawsze, kiedy tylko przebywam na Kresach, czuję się, jakbym był w domu, w moim rodzinnym ciepłym gnieździe.

Serdecznie pozdrawiam

zaproszenieKresy

Uciekinierzy refugees Flüchtlinge

List w sprawie patronatu / ein Brief über Patenschaften

Szanowni Państwo,

w związku z napływem dużej ilości uchodźców zainicjonowany został nowy program pomocy tzw. “Gemeinsam.Schaffen.Patenschaften für das WIR der Verschiedenen.” Poszukiwani są wolontariusze, którzy chcieliby pomóc uchodźcom w integracji i objąć ich swoim “patronatem”. Zainteresowane osoby proszone są o kontakt z Polską Radą Społeczną w Berlinie:

tel.030/6151717

mail: polskarada@polskarada.de

Event na facebooku

PSR_Flüchtlinge

Meine Damen und Herren,

wegen der großen Anzahl von Flüchtlingen wurde ein neues Förderprogramm mit dem Namen “Gemeinsam.Schaffen. Patenschaften für das WIR der Verschiedenen” ins Leben gerufen. Wir suchen nach Freiwilligen, die helfen wollen Flüchtlinge zu integrieren und sie zu unterstützen.Personen, die Interesse haben, können sich gern an den Polnischen Sozialrat wenden:

Tel.:030/6151717

E-Mail: polskarada@polskarada.de

Facebook-Event

z poważaniem
mit freundlichen Grüßen

Dorota Kot
&
Polnischer Sozialrat e.V.
Berlin-Kreuzberg
Städtepartner Stettin-Kreuzberg/Friedrichshain

Polnischer Sozialrat e.V.
Oranienstraße 34
10999 Berlin
Tel.: 0049 30 / 6151717
Fax: 0049 30 / 61659288
email: polskarada@polskarada.de
Öffnungszeiten:
Montag, Dienstag, Donnerstag, Freitag
10.00 – 16.00

patronat-chlopaki

“Wir gehen zum Bowling” / Idziemy na kręgle
Unsere polnische Patin, Iwona, mit den syrischen Jungs aus einem der Flüchtlingswohnheime von AWO / Iwona, polska wolontariuszka, z syryjskimi chłopakami z jednego ze schronisk prowadzonych w Berlinie przez AWO (Arbeiterwohlfahrt)

***

Und noch eine kleine Bemerkung: