Ogród duszy

Bogumiła Różewicz

Różowa kula

Beacie Pawlikowskiej

Różowa kula widzi Kobietę
błyszczącą w ramionach dżungli
skąpaną w ulewnym deszczu

Amazonia wydaje szelest
pięknej tajemnej muzyki

Kula pęka
rozprzestrzenia się
różowy pył

kobieta odpływa
otoczona skorpionami i piraniami

podróżniczka z lepszego świata

7 marca 2012

Czarny włos

Czarnowłosy chłopiec
spogląda w otwarte okno świata
widzi twarz Księżyca
łzy tworzą kałużę smutku

odpływa łódką do Babilonu

Kiedy obudzi się ranek
słońce zaświeci
zamkną się Zielone drzwi
czarny włos pozostanie na białej pościeli

18 czerwca 2012

Jesień, Jacek Yerka https://i0.wp.com/uploads6.wikiart.org/images/jacek-yerka/autumn.jpg
Jacek Yerka

Ścieżka kropli

Nadchodzi noc
światła gasną w oknach
moje miasto zasypia
zegar wybija północ
tylko Księżyc spogląda
z obłoków na róg ulicy
gdzie suche drzewo
ma na gałęziach krople deszczu

pójdę ścieżką kropli
odnaleźć Muzę która Cierpi

23 listopada 2013

Ogród duszy

W ogrodzie duszy
Anioł rozkłada skrzydła
pióro opada z nieba
konary tańczą walca
liście unoszą się na wietrze

W środku kwiatu
zegar wybija pierwszą

wtedy śpiewają cykady
biegnę zieloną łąką
rosa dotyka mych stóp

14 grudnia 2012

Jacek Yerka, Sad pomarańczowy, https://i0.wp.com/uploads4.wikiart.org/images/jacek-yerka/orange-grove.jpg%21Large.jpg
Jacek Yerka, Sad pomarańczowy

***
U źródeł strumienia
przejrzę się w kropli wody
wzniosę wzrok ku słońcu
zobaczę niebieskie łąki
jak kamień wejdę
w tajemnicę czarnych znaków
na papirusie odkryję siebie

10 lutego 2013

Uśmiech

Elżbiecie Dybalskiej

W dolinie Zielonej
wodospad uderza o skały
Bogini Grecji
ma w sercu niebo
Sukienka w odcieniu Szkocji
łzy tworzą hymn miłości
kamień biały bije
cztery akty dramatu
upadek kończy się uśmiechem

21 maja 2013

***

Niezapomniany dzień
otwiera się miasto
zamknięta w złotej klatce
otulona peleryną szarości
idę po bruku
ze srebrnych nitek
na powitanie
wychodzi Anioł

23 lutego 2013

***
Niebo granatowe
ubiera się w biały szal
spada deszcz meteorytów
kamienie odbijają się od szklanych gór
Kładzie się światło
na ziemię rzuca cień
widać Ludzkie plecy

1 lutego 2013

***
Kropla rosy na liściach
opada w dół
słowa zgrzytają na papierze
nie słychać rytmu
szum nieznośny
słowa Krzyczą
rozsypują się w drobny mak
płaczę nad poległym Słowem

16 lutego 2013

***
Kryształowa kula
widzi niekończący się sen
z otwartego kalendarza
wylatują pożółkłe kartki
tylko trzy daty zapisane w pamięci
3 Stycznia zobaczyłam Ciebie
26 Lutego przy muzyce
zapatrzeni w siebie
29 Lutego dotykamy
czegoś niewidzialnego
W dłoniach zmierzch
sen trwa do dziś
niedokończony

30 czerwca 2013

Jacek Yerka, Wiosna w Milanówku - https://ewamaria.blog/wp-content/uploads/2014/08/98bb7-jacek_yerka_wiosna.jpg
Jacek Yerka, Wiosna w Milanówku

We wpisie pokazuję trzy obrazy Jacka Yerki, fantastycznego malarza fantastyki. Więcej: https://www.facebook.com/Yerkaland

Wielka Wojna (8)

Zapowiadałam przedtem na dziś zakończenie wojennego cyklu, tak jak się zaczął – wierszami Kasi Krenz. Ale zaproszenie do przysyłania wpisów o Wielkiej Wojnie (zresztą nadal aktualne) zaowocowało kolejnymi wpisami. Jutro Tomasz Fetzki pisze o Leopoldzie Gottliebie, w środę i czwartek wpisy z Australii o Sarajewie i ANZACu, w czwartek ja dodam jeszcze wpis o polskim lotniku w pruskiej armii i jego ostatnim locie, a powstają jeszcze rysunki Kasi Kulikowskiej o Wielkiej Wojnie. Myślę, że starczy nam wpisów jeszcze na tydzień.

Katarzyna Krenz

ofiarowanie

śpią miliony
pod naszymi stopami

których życie
złożone w ofierze

proch

zmarnowany

Post Mortem

syk palonej żywicy
znaczy ślad drogi –
nieście wysoko pochodnie

zapach kadzidła
osiada śniedzią w gardle –
trzymajcie pochodnie wysoko

dym zbiera się
w chmury nad głową –
pochodnie płoną gasną pochodnie

nad ugorem zapada ciemność

Wielka Wojna (5)

Kolejny wpis o Wojnie, tej Wielkiej, ale przecież zarazem w rocznicę Powstania Warszawskiego, którą media mają dziś uczcić 70 sekundami ciszy. Nie zapomnijmy więc i my o tej ciszy. Dziś o godzinie 17. 

Roman Brodowski

Przed stu laty, 28 lipca 1914 roku, rozpoczęła się „Wielka wojna”, pierwsza wojna światowa. Była to rzeczywiście pierwsza wojna, w której zaangażowało się tak wiele państw. Po jednej stronie państwa Ententy, będącej niejako protoplastą dzisiejszego sojuszu północnoatlantyckiego – zaś po drugiej Niemcy i Austro-Węgry, wspomagane przez (między innymi) Turcję czy Bułgarię.
O przebiegu tamtych wydarzeń możemy przeczytać w różnych pracach naukowych, dowiedzieć się o nich z dzieł beletrystycznych, czy też filmów dokumentalnych.
Niestety, dzisiaj nie możemy czerpać bezpośredniej wiedzy od świadków tej okrutnej wojny, bo już dawno od nas odeszli.
Pewne jest to, że fakty historyczne są niezmienne i bezsprzeczne. I chociaż interpretacja przebiegu samej wojny jest różna i często z przyczyn prowadzonej polityki, podlega ciągłej rewizji, to dla nas, Polaków najważniejsze były, są i pozostaną jej skutki.

To właśnie ta wojna, zmieniła geopolityczną mapę świata. To miedzy innymi w wyniku przegranej państw środka i rozpadu Cesarstwa Niemieckiego, Austrii i Habsburgów i Rosji Romanowów, Polska, podobnie jak wiele innych zniewolonych państw, uzyskała suwerenność i niepodległość.

Nasi rodacy, uwikłani w ten konflikt, w zależności od tego, w jakim zaborze się znajdowali, walczyli na różnych frontach, często stając na przeciwko siebie jako wrogowie. Walczyli z nadzieją, że gehenna, jaką przeżywali pod zaborczym jarzmem, wkrótce się skończy. Wierzyli, że ofiara ich przodków nie poszła na marne, że zbliża się czas odrodzenia ich długo oczekiwanej Ojczyzny, naszej Ojczyzny.
Nie mylili się. Wolność przyszła na sztandarach w Listopadzie 1918 roku.
Niestety, wielu nie doczekało tego dnia. Oni znaleźli swoją wieczną wolność w chłodnych ramionach śmierci. Otuleni czarną ziemią, często pod zmurszałymi przydrożnymi krzyżami, śpią na polach całej Europy, czekając ostatniego apelu.

RIMG0009Groby wojenne żołnierzy poległych podczas I wojny światowej na cmentarzu garnizonowym w berlińskiej dzielnicy Wedding. Pośród 1184 nazwisk są 92 nazwiska polskie.

Kiedy odwiedzam groby moich Rodziców i Brata na cmentarzu nieopodal placu Kurta Schumachera w Berlinie, zawsze przechodzę obok grobów niemieckich żołnierzy, którzy zginęli w latach 1914-1918, obok tablicy, na której widnieje napis – myśl Alberta Schweitzera, że „największymi głosicielami pokoju są groby poległych żołnierzy”.

romangroby_3
Tak, to prawda. Z jednej strony świadczą o tej największej ofierze, jaką złożyli swoim ojczyznom ich obrońcy, z drugiej zaś – o wiecznym ich pokoju, tam gdzie nie ma wojen, nienawiści i łez.
I właśnie o nich, o ich grobach, o ich pamięci mówią te wiersze.

Polskim grobom

Wiele jeszcze krzyży
Stoi pośród łanów zbóż.
Pszeniczne, żyzne pola
Rodzą pachnący chleb
Na nowopolskiej ziemi,
A one pachną żywicą.

Drzewa kłaniają się nisko
Małym, leśnym pagórkom.
Ściółka bogata w życie
Niby matczyna pierzyna
Tuli tajemnice wieczności
Śpiące snem pańskim.

A przed chłopską chatą
Postawiono małą kapliczkę.
Wyryty w drewnie napis
„Chwała posłańcom wolności”
I zgaszona wiatrem świeca
Na wysuszonym bukiecie róż.

Jutro znowu zaрłoną znicze.
Na strojnym placu pamięci.
Ktoś wspomni o poległych.
Ktoś złoży krwistobiały wieniec
Z okazji rocznicy żniw.
A potem? – 365 dni pustki

I tylko polne, stare krzyże,
Leśne, pokryte mchem pagórki,
I te przydrożne, małe kapliczki.
Pozostaną niezmiernie wierne.
Historia wołająca z otchłani
Prosi o wieczny, nam, pokój.

Berlin, 01.11. 2001

romangrobyDobrze, że jesteś

Położyłem bukiet kwiatów
Zerwanych przy strumieniu,
Na małej leśnej mogile.
Bukiet żółtych kaczeńców.

Okryty w starość kamień
Dźwiga balast historii,
Wyryte słowo – „Nieznany”
I data ur. 1892 – zm. 1916.

Z brzozowych gałęzi
Ułożyłem biały krzyż
Na pamięć przeszłości.
Akt młodzieńczej pokory.

Pośród smukłych sosen
Odprawiłem modlitwę.
Ptaki zaśpiewały psalm
A wiatr zapłakał w konarach.

Tylko ziemia milczała.
Tuląc matczynym ramieniem
Śpiąca, przerwaną historię.
Milczące dziecię narodu.

Położyłem bukiet kwiatów
Zerwanych przy strumieniu,
Na małej leśnej mogile.
Bukiet żółtych kaczeńców.

– Dobrze że jesteś – Ojczyzno!

Żory, 19.05.1985

Lekcja historii

Pośród zmurszałych drzew
W zapomnianej przestrzeni
Leżą otulone wiatrem historii
Świadkowie epoki – krzyże

Na pokrytym mchem granicie
Wyryty ledwo widoczny napis
I jakieś cyfry, tajemnicza data,
Na której rozłożyły się ślimaki.

I nikt by nie wiedział o śpiącej
Wiecznym snem przeszłości,
Gdyby nie płonące znicze
Na zielonych gałązkach świerku.

Gdyby nie dzieci stojące obok.
Patrzące pokorą ciepłych serc
Na przytulone do chłodu ziemi
Tajemnice wiecznego przemijania.

Berlin, 29.10.2013

Wielka Wojna (1)

I wojna. Wielka Wojna jak o niej mawiały nasze babki. Przez tydzień będziemy tu o niej pisać, czytać i myśleć. Zaczyna Kasia Krenz, jutro i pojutrze dwa wpisy Tomasza Fetzkiego o pomnikach wojennych, w czwartek – mój o poetach i artystach w szarych mundurach armii pruskiej. Jeśli ktoś sobie przypomni, że też ma jakiś wpis do tej serii, proszę bardzo – niech przysyła. Miejsca starczy dla wszystkich.

Katarzyna Krenz

Sceny bitewne znad rzeki Sommy

Idą. Idzie szereg za szeregiem, maszeruje
w miarowym tupocie. Karabiny takt
wybijają na bębnach okopów, kule raz po raz
przeszywają pierś Ziemi śmiercionośnym
grotem. Oni? Tchu ostatkiem usiłują
wyszarpnąć życie z twardej garści wojny.
Resztki oddechu ofiarowują drżącym nocom
w blasku pochodni.

…w czarnym łopocie, w czarnym łoskocie
chorągwie jak grzywy dzikich koni…

Usta same krzyczą. Ciała krzykiem się
duszą i zastygają w kamień na skraju drogi.
Brzuchy zapadnięte z głodu lub napęczniałe
od zatrutej wody. Oczy w scenach wojny:
zawsze rozwarte szeroko, jakby nie wierzyły,
że kiedyś zasną na polu, co krwią nie nasiąkło.
Serca wróblem lęku mdleją na śmierci progu.

…chorągwie jak grzywy dzikich koni
w czarnym łopocie, w czarnym łoskocie…

Idą, co dnia idą nadzy, ślepi i bezbronni,
ledwie krtań zmyją łykiem chłodnej rosy
i niemą myśl ku gwiazdom wzniosą,
ogłuszeni rytmem miarowego kroku. O imię
wodza nikt nie pyta ani o cel tej drogi. Nikt
nie wie, dokąd uciec od wojennych werbli.
Rozkazy w martwej ciszy, gdy nawet echo
milknie.

Niebo płacze i sypie suchych łez popiołem.
A grzywy dzikich koni łopoczą jak chorągwie…

Bitwa nad Sommą. Atak rozpoczęty. Zdjęcie Ivor Castle, Kanada. Wikipedia/commons

Product placement

okladka productplacementRafał Różewicz

Obóz kulinarny

Jak to możliwe, że chodzisz – stojąc?
Pozwalasz chlebakowi wejść sobie na głowę,
z wrodzonej dobroci użyczając schronienia
uchodźcom ze sklepowych półek.

Obiecując im świetlaną przyszłość – ona trwa
tyle, ile wahanie człowieka co do potrzeb.
Dziś spotyka się z chłodniejszym przyjęciem – w końcu
czego się nie robi dla dobra wędlin.

Lecz kto z nowo przybyłych przypuszczał,
że kolorowe naklejki, magnesy, to zwykła propaganda,
przekroczenie terminu ważności okaże się
wyzwaniem, a codzienność niektórych będzie

wyglądała tak: najpierw selekcja, potem kąpiel i do gazu
(ma na niego monopol rosyjska kuchenka)?
Nikt więc nie wychyla się przed szereg,
wszyscy zgodnie podpierają ścianę

w obliczu zagrożenia ze strony wyciągniętej ręki.
Aż dziw, że nie są polskimi specjałami.

Tworzywo ludzkie

Stoi pod zlewozmywakiem,
otwarty na wszystko i wszystkich. Ile można
eksponować bałagan w sobie, jeśli jest
ktoś, kto czuwa nad nim, a następnie likwiduje
w przeciągu kilku minut? Wystarczy spojrzeć.

Świeżo założony worek jeszcze nie wylądował,
uczyni to po kolacji. To teoria wiecznego powrotu
w praktyce, choć powoływanie się
na teorie w kontekście kosza nie brzmi za dobrze.

W przeciwieństwie do sztućców jest sam.
Otoczony przez gąbki oraz wszelkiej maści
płyny może jedynie obcować z butlą,
której zdarza się wyjść z siebie.

Dlatego czasami stawia opór, wtedy
zahacza o rurę odpływową,
jakby, mimo wszystko, chciał zostać
na starych śmieciach. Ale to nie śmieci są
najgorsze ani zapach – zwykła kolej rzeczy.

Łazienkowe ewolucje

Woda wdziera się na pokład.
Bierze swój początek w kranie –
on posiada kurki do zadań specjalnych.

(Kiedyś w to wszystko wtrącał się prysznic
i w tym samym czasie tryskał energią,
odkąd jednak wymieniłem słuchawkę
potulnie czeka na swoją kolej.)

Wchodzę powoli; grunt to mieć
go pod nogami. Wciąż dolewam.
Ciepła, zimna? Nie mogę się zdecydować,
a ta leci – na łeb, na szyję.

Wszędzie wybory, prywatne, powszechne.
Prywatne, które można nazwać
powszechnymi.

Są tacy, co o tym nie myślą,
dzięki czemu zarabiają pieniądze.
Moje pokolenie jest właśnie od tego.

Wyciągnięty korek sprawia,
że odpływ w wannie
nabiera wody w usta.

Urtica dioica

Pokrzywa zwyczajna z rodziny Kowalskich
(dla znajomych wszystkie rośliny to chwasty)
wyzwoliła się spod panowania asfaltu,
zachęcona poczynaniami krewnych w Prypeci.

Ogłosiła niepodległość w blasku chwały ulicznej lampy,
którą następnie uznały niesforne psy,
olewając zupełnie – tak bardzo wsadziły nosy w nasze sprawy.

Był to przedsmak wegetacji w pobliżu aut szturmujących
drogę, która po remoncie liczyła na skok w dal w rejestrze.
Zabawy z bronią – czyli nożyczkami – orkiestrę, przecinanie wstęgi.

W zamian przyszło się zmagać z własnymi słabościami:
brakiem przejść, linii – symbolami prowincji.
I gdy ona wyszła na jaw, ulica nie dała po sobie poznać:
pęknięcia na powierzchni – wyłącznie dla ciekawskich.

Nie chcą jej wyrwać (bo nie pozwala się dotknąć),
choć i tak myślę o niej z czułością. W końcu nie każdemu się udaje,
z obojętnością godną Boga przyjmować to, co dzieje się wokół.

RafalRozewicz-zdjecieRafał Różewicz – ur. w 1990 r. w Nowej Rudzie, w Kotlinie Kłodzkiej. Twórca tekstów poetyckich, dziennikarz, felietonista. Publikował m.in. „8 Arkuszu Odry”, „ArtPapierze”, „Cegle”, „Szafie”, „Arteriach” oraz „Helikopterze”. Jest finalistą ogólnopolskich konkursów poetyckich im. Jacka Bierezina (2013) i Janusza Różewicza (2013), a także zwycięzcą XXIII OKP im. Krzysztofa K. Baczyńskiego (2014). Współredaguje pismo Inter.-Literatura-Krytyka-Kultura, a także stronę poecipolscy.pl. Właśnie ukazała się jego debiutancka książka „Product placement” (wyd. Zeszyty Poetyckie, Gniezno 2014). Mieszka we Wrocławiu.

Samotny myśliwy 10

Katarzyna Krenz

jesienne mgly 006EFoto Autorka: Poranne mgły

10. Rysunek na piasku

Obraz rozbrzmiewał wiatrem:
fale płaszczyzn i plam barwnych
prowadziły po przekątnej w głąb,
by tam zgodnie uderzyć w struny
wzroku. To był dobry znak, który

mówił mu, że ucieczka z tej bezludnej
wyspy była możliwa. Aby tak się stało,
obraz musiał ożyć. Farba i płótno?
To ziemia, woda i powietrze. Tak było.
I teraz tak musiało być – jak dawniej.

Wyspa to wiedziała, była jak otwarta paleta.
dlatego pozwolił jej stąpać przez sepię
jałowego ugoru. Twarda bruzda
zasychała szybko, utrwalona werniksem z
morskiej soli. Dzięki temu zachowa

na zawsze pamięć kształtu, połączy
ukryty genotyp ziarna i kłącza, popiołu
i kamienia. Nie dopuści do odkształceń
w wyniku jego nieostrożnej decyzji. On
wahał się, lecz mimo to zrobił następny krok.

Chyląc głowę pod niebem z ołowiu,
przeszedł suchą stopą na drugi brzeg
płótna. Nawet jeśli ziemia miałaby
otworzyć krater wulkanu, a morze
zamknąć mu drogę odwrotu – nie cofnął się.

Szedł tam z tęsknoty za dawnym światem,
lecz wiodła go także ciekawość odkrywcy:
zapragnął jako pierwszy dotknąć horyzontu,
przekroczyć ciemną grań samotności. I żyć dalej.

C. / 14.05.2011

Samotny myśliwy 9

Katarzyna Krenz


poranne mgly 016
Foto: Katarzyna Krenz, Poranne mgły

9. Święty dzień

W niedzielę, jeśli była to niedziela,
a z jego wyliczeń wynikało, że była,
pogodna i bezwietrzna, Stary Poeta
w obecności stada mew wygłosił kazanie:

„Bracia, wspomnijcie dzień, gdy Słońce
przestało być bogiem i narodziło się królestwo
Słowa. Miało być silniejsze od życia. Wierne.
Przychodziliśmy i odchodziliśmy, a Ono
wciąż było. Jak Słońce. Pamiętacie?

Z początku u Boga było, aż samo stało się
Bogiem. Słowo. Przemienione w ciało,
napełniło się młodą krwią i oddechem.
Pewnego dnia umarło, a jednak nie umarło.
I bez Niego nic się dalej nie działo, ani miłość,
ani gniew, ani ziemia, ani niebo. Ani dzień.
Ani noc. Nic. Dlatego nazywaliśmy je
światłością i drogą, choć niejeden z nas
śnił potajemnie o innym życiu. Zdrajca!

Gdzie jest dziś Bóg, gdy Słowo milczy
niewypowiedziane? Kto pierwszy nazwał
Milczenie złotem – dlaczego nie Mowę?
Dlaczego nie okruch czułości, nie sen
bez jednej myśli i lot ku gwiazdom w mroku?
Tego nikt nie wie. A nawet jeśli wie i zna hasło –
nie powie. Milczenie jest skarbem, bywa i torturą.

Bracia, przestańmy się błąkać. Odrzućmy złoto.
Wydziedziczeni, zbierzmy siły i odwagę. Powstańmy.
Idźmy budować. Stwórzmy. Zacznijmy od początku.”

*

Poczuł na czole chłodny powiew. Otworzył oczy.
Niebo zachmurzyło się, morze poczerniało.
Ptaki z krzykiem zerwały się do lotu.

Nadciągał sztorm.

Na słowiańską nutę

Roman Brodowski

„Na zielonej Ukrainie…”

Niedawno wróciłem z Kresów. Na zaproszenie białoruskiego związku literatów razem z przyjaciółmi gościłem w przepięknym i, jak zwykłem mawiać, „moim” Grodnie. Okazja była szczególna – obchody dziesiątego „Międzynarodowego Festiwalu Kultur Narodów ”, który odbywa się tu od dwudziestu lat. Poproszono mnie, „przyjaciela pisarzy grodzieńskich”, zrzeszonych w tym związku, o udział w spotkaniu autorskim, co uczyniłem z radością. W spotkaniu uczestniczyło kilkunastu pisarzy z dziewiętnastu państw.
O moich, a właściwie naszych, wrażeniach z festiwalu nie będę pisał. Tym podzielę się następnym razem. Tu powiem tylko, że wspaniałym przeżyciem dla nas był udział w pochodzie festiwalowym. Wraz z kilkusetosobową grupą rodaków, na co dzień członków zespołów folklorystycznych, krzewiących naszą kulturę w diasporze polskiej żyjącej na Białorusi, jak i tych rodzimych z Podlasia i Kurpiowszczyzny, przemaszerowaliśmy ulicami miasta. Wzruszenia nie da się opisać słowami.
Wtopieni w kilkutysięczny wielobarwny, wielonarodowy pochód, ze śpiewem na ustach, witani przez zebrane na poboczach tłumy mieszkańców, którzy klaskali i wołali „Jeszcze Polska nie zginęła”, „Niech żyje polska”, „Kochamy Was” czy „Dziękujemy, że jesteście”. I rzeczywiście, byliśmy dumni, że jesteśmy, kim jesteśmy. Niejeden z uczestników naszej grupy, ze mną włącznie, ocierał wilgotne oczy, chociaż deszcz w tym dniu nie padał.

ukrainaromana (4)
Przed nami szli Palestyńczycy, a za nami, zgodnie z porządkiem alfabetycznym Rosjanie, Turkmeni, Tadżycy i… spora grupa z Ukrainy.
Ukraińcy, nasi słowiańscy przyjaciele, cierpiący na własnej ziemi, uwikłani w bratobójcze walki, w których nie ma i nie będzie zwyciężców, będą tylko ofiary.
Spojrzałem na idących obok mnie członków zespołu ludowego, reprezentującego puszczańską ziemię kurpiowską i mrugnąwszy okiem porozumiewawczo zaintonowałem – …hen tam gdzieś spod czarnej wody…, a za mną z kilkuset gardeł wydobyły się dalsze słowa znanej pieśni o Ukrainie.

ukrainaromana (2)Rosjanie nie znając słów wspomogli nas improwizując na guzikówkach melodię.
Widzieliśmy wzruszenie, jakie zapanowało wśród Ukraińców. Niektórzy z nich także zaczęli śpiewać tę pieśń, tyle tylko, że w swoim narodowym języku.

Tak – właśnie na tym festiwalu poczuliśmy się wszyscy jak jedność, jak jedna wielka rodzina. Ukraińcy, Polacy, Rosjanie. Szliśmy obok siebie, pozdrawialiśmy się nawzajem, śpiewaliśmy, obdarowywaliśmy drobnymi upominkami i… czuliśmy to samo – smutek oraz współczucie dla tych, którzy tam na Ukrainie giną…

Po powrocie do domu, jak zawsze napełniony pozytywną energią, jaką mnie obdarowują ludzie żyjący na Kresach, zasiadłem do pisania. Postanowiłem napisać o tym, co się dzieje w kraju naszych sąsiadów, w kraju, który przez wieki tworzył z nami naszą wspólną historię, na Ukrainie. Postanowiłem przelać na papier to, co usłyszałem o tej strasznej bratobójczej wojnie nie z telewizji, radia czy prasy, ale od tych, którzy świadczą prawdę,widzianą własnymi oczyma, od ukraińskich uciekinierów, którzy schronili się przed niespodziewaną śmiercią na terenie Białorusi, u białoruskich rodzin.

ukrainaromana (3)
Postanowiłem oddać hołd tym, którzy przeżywają katusze, i to tylko dlatego, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze, w centrum walki o ich tak zwaną lepszą przyszłość, o ich dobro i o wolność Ukrainy. Pragnę oddać hołd tym wszystkim, którzy stali się ofiarami tego, co ja nazywam brudną polityką możnych tego świata. Oddaję hołd wierszam, bezideowo, niepolitycznie, zwyczajnie i po ludzku. Niektóre z tych wierszy są nowe, inne powstały już jakiś czas temu, świadcząc o tym, że konflikty między nami Słowianami już od dawna leżały mi na sercu.

Na słowiańską nutę

Ciągle modlimy się do Pana
Prosimy Go by dał nadzieję,
Żyjemy duchem naszej wiary
A co się dzieje? co się dzieje?

Na niebie słońce już przygasa
Ziemia w ciemności się pogrąża
Wiatr zaś unosi strach, niepewność…,
Dokąd nasz stary świat podąża?

Dlaczego? – pytam czasem siebie
„Homo hominii lupus est”
Skoro dobrocią człek być winien,
Tak jak dobrocią Stwórca jest.

Rosjanin gnębi Ukraińca,
W nim zaś nienawiść do Polaka,
Polak Ruskiego ma za wroga…,
Ot taka to słowiańska draka.

A przecież można żyć inaczej.
W naszej słowiańskiej społeczności
Można wybaczyć winy przodków…,
Dla naszych dzieci, ich przyszłości.

Można zbudować lepsze jutro,
Żyć w nim jak nasi pra-przodkowie
Nas „Słowian” przecież wiele łączy…
I to nie tylko w tymże słowie.

Berlin 02.04.2012

ukrainaromana (1)Łzy jak kwiaty bzu

Kilka gałązek bzu na bruku
Pamięć w powietrzu się unosi
I zgliszcza dymiącego domu
Który o pomstę Boga prosi.

Wczoraj tętniło tutaj życie
Ludzie krzątali się po gmachu
Była nadzieja na normalność.
A dziś tu nie ma nawet strachu.

Tak, ludzie ludziom, niby bestie,
Jak w czas wojenny, w czas pożogi,
Piekło sprawili… Tylko za co?
– Za wybór nowej, innej drogi –

Ziarno Bandery daje plony
Jak feniks się odradza faszyzm
A z boku wielcy tego świata.
Dzielą na tamtych i na naszych.

Czynią to w imię ważnej sprawy.
W imię pokoju, bezpieczeństwa.
Tylko dlaczego kosztem słabych
Kosztem łez, życia i męczeństwa.

Biedny narodzie ukraiński,
Nie krwią buduje się dostatek
I nie dopływa się do władzy,
Morzami łez wdów, żon i matek.

Może i jestem nierozumny,
Własnym rozumem nie ogarniam,
Tego, co dzieje się na Wschodzie…
Na swoich poszła … swoja Armia

Berlin 05.05.2014

Co będzie jutro?

U nas zakwitły dziś kasztany
Słońce serwuje dzień bezstroski
Niedzielne dzwony słychać w dali
A tam? – tam płoną miasta, wioski.

Ludzie chowają się w piwnicach
Wtulone w kąty matki, dzieci…
W oddali słychać huk wystrzału
Kolejny pocisk świszcząc leci.

U nas wiosenny deszcz się zaczął,
Woda strumieniem bruk obmywa
Chmury po niebie płyną srebrne,
A tam? – krew ofiar lepka spływa.

Brat ruszył w drogę przeciw bratu
Poniósł ze sobą śmierć okrutną,
Otrzymał rozkaz, by zabijać.
Nie wie, co będzie później, jutro.

A jutro będzie jeszcze smutniej.
Czas ciężkie zacznie leczyć blizny
Powstanie wiele nowych grobów
Tych, co zginęli dla ojczyzny.

Nadejdzie pora zbioru plonów
Obfitych w nowych bohaterów.
Tylko dlaczego dla jednostek
Musi umierać aż tak wielu?

Pytanie niby bardzo proste
Każdy rozumny zna odpowiedź,
Lecz nikt nie mówi o tym głośno,
Bo po co komu szczera spowiedź

Berlin 03.06.2014

Apokryf XXVII

Obiecują lepszą wartość bytu
Przybywają na czarnym koniu
Niby panowie światłonocy,
Pijani krwią naiwnych dusz.

Rozdzierają utkaną życiem szatę
Rzucając jedność w otchłań.
Dla nierozumnej jeszcze idei,
Karmią maluczkich nienawiścą.

Oni zaś syci, odziani w służalczość,
Niosą brunatne sztandary śmierci.
Idą drogą bolesnej ciemności,
Ku chwale nieznanych im światów.

I tylko prawda wyrzucona z ich ust
Błąka się po przestrzeni absurdu
W poszukiwaniu sprawiedliwych.
A wiara? – Tylko gdzie ona jest?

Berlin 24.06.2014

Zdjęcia Stafen Dybowski, na ostatnim zdjęciu, wśród sióstr Słowianek, nasz autor, Roman Brodowski

Samotny myśliwy 8

Katarzyna Krenz

SONY DSCFotografia autorki z serii “Panoramy Covilhii i mgły”

8. Nie wszystko

Piasek był ciepły, wygładzony przez morze,
a świadomość, że ziemia jest okrągła,
mniej ważna niż jej skrawek, ciepły i
taki namacalny, wygrzany w słońcu
na brzegu morza, gdzie można było leżeć,
grzać kości i myśleć o mapie miejsc najbliższych,
które kiedyś pojawiły się po to, by Stary Poeta
mógł się tam urodzić, pójść do szkoły i
na pierwszą randkę nad rzeką w maju, gdy
zakwitły kasztany. Kasztany, rzeka, maj:
miłość to piękne miejsce.

Bo cóż po mapach lądów nieodkrytych, słonych
mórz i oceanów, cóż po miejscach wielkich
bitew wygranych, przegranych. Cóż
po krużgankach pałaców i klasztornych ogrodów,
gdy nas tam nie ma. Cóż nam po nich.

Samotny myśliwy 7

Katarzyna Krenz

KK-Gotland55x
Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

7. Bezimienność

Obudził się o świcie.

(Odkąd za posłanie miał kłąb mchu na nagiej ziemi,
sypiał krótko i budził się wcześnie.)

Wstał bez słowa i obmył twarz w chłodnym
strumieniu. Tak, woda w strumieniu była
chłodna, bystra i klarowna. Lecz on odrzucił
te atrybuty, gdyż były możliwe tylko dzięki
słowom. On zaś od przybycia na wyspę milczał.

Nawet więcej: trwał w bezsłownym milczeniu.

Surowa ryba, miąższ papai i niedojrzałej cytryny
smakowały obco i bezimiennie – zjadł je, lecz
nie mógł nic na ich temat powiedzieć. Komu?
Potem zszedł na plażę. Chciał spojrzeć w oczy
morzu, w zetknięciu z jego bezkresem poczuć
głębię swej samotności, a może nawet oburzyć się
na okrucieństwo sytuacji, w jakiej się znalazł.
Ach, dlaczego nie utonął wraz z całą załogą?
I teraz cierpiał, odrzucony przez żywioły.

Jak obce ciało!

I jeszcze zszedł na brzeg, ponieważ zapragnął być sam.
Sam na sam – ze sobą. Lecz nie wiedział, jak to zrobić.
Jak zrobić to bez słów! Bez słów nie wiedział jak.