Fotografie in Berlin, zwei Einladungen

Einladung 1

Seit Jahren führt der Fotograf Karsten Hein Projekte für und mit den Blinden. Er hat ein Fotostudio für Blinde Fotografen gegründet, eine Webseite eingerichtet, wo die Sehenden für die Blinden ihre Fotos interpretieren. Er hat auch Modenschauen mit den Blinden organisiert, ein Projekt, das ihm viel Renommee brachte.

Morgen gibt es im Kunger-Kiez eine neue Vernissage aus dieser Reihe.

XXX
Für Diejenigen, die einen Text bevorzugen, HIER kann man dasselbe lesen.


Die Autorin des wunderbaren Fotos, die man auf der Einladung findet, ist Silja Korn, eine faszinierende, “bunte”, engagierte Frau. Sie ist farb- und modebewusst, sie gründete eine Stiftung zur Verbesserung der Lebensqualitet blinder und taubblinder Menschen, sie malt, sie kann euch porträtieren und ich vermute in der Tat ist sie vieles mehr. Siehe HIER.

Ach, und noch eins… sie sucht uns:

Liebe Leser,

ich suche fotobegeisterte Menschen, die ehrenamtlich (oder für Vortrag, Bachelor, Masterarbeit, usw.) mit mir gemeinsam mit der Fotokamera durch Berlin streifen wollen.
Ich habe im Laufe der Zeit schon viele Erfahrungen als blinde Fotografin sammeln können.
Darüber könnt Ihr Euch gerne hier informieren.
Mein Wunsch ist es, mein Gefühl zur Kamera und dem erwünschten Objekt noch genauer ins Visier zu bekommen, damit die Themen die ich fotografieren möchte, gezielter abgelichtet werden.
Bisher bin ich auch oft allein mit der Fotokamera unterwegs gewesen. Dabei entstand schon so manches tolle Foto.
Es kann auch als ein Tandem gesehen werden. Wir beide fotografieren das gleiche Objekt und später stellen wir daraus eine gemeinschaftliche Serie her.
Alles weitere können wir dann bei näherem Kontakt noch genauer ausarbeiten. Ich freue mich schon sehr auf Eure Zuschriften!
E-Mail: sk@siljakorn.de

Mit besten Grüßen
Silja


Einladung 2

Peter Bialobrzeski: Bei Wismar, 2012. Aus der Serie: »Die zweite Heimat«, 2011-2016 © Peter Bialobrzeski

Peter Bialobrzeski – Die zweite Heimat

Für Die zweite Heimat reiste Peter Bialobrzeski von 2011 bis 2016 mit seiner Kamera
durch Deutschland. Mit seinen Fotografien versucht der Künstler, die soziale Oberfläche
des Landes zu beschreiben, das ihm seit 50 Jahren eine Heimat bietet. Ihn interessiert die
Frage: Wie sieht das Land aus, in dem ich lebe, wenn ich es im Bild festhalte? Wie sieht die
Gegenwart aus, wenn sie als Vergangenheit betrachtet wird?
Bialobrzeski fotografiert den vom Menschen geprägten Außenraum: Stadt, Land, Architektur. Er fokussiert dabei auf häufg übersehene Objekte, die vordergründig keine Bedeutung zu haben scheinen und erst dann ihr Wesen zeigen, wenn sie wahrgenommen und in einen Kontext gebracht werden. Treffend beschreibt Henning Sußebach im Vorwort zum gleichnamigen Buch (2017) den Fotografen als „… unterwegs im weiten Dazwischen, im Fremdvertrauten eben, wo sich Garagentore, Laternen und Tankstellen aneinanderreihen …“
Die entstandenen Fotografen sprechen für sich selbst. Sie legen künstlerisch Zeugnis ab und erlauben, auch in soziologischen, dokumentarischen und damit historischen
Zusammenhängen verstanden zu werden.

Peter Bialobrzeski (geb. 1961) ist einer der bekanntesten und international erfolgreichsten deutschen Fotografen der Gegenwart. Er lehrt seit 2002 als Professor für Fotografe an der Hochschule für Künste in Bremen. Seine Arbeit wurde vielfach ausgezeichnet. Der Künstler stellt weltweit aus, seine Fotografien befinden sich in zahlreichen privaten und öffentlichen Sammlungen.
11.1. – 31.3.2019
HAUS am KLEISTPARK
Grunewaldstraße 6– 7, 10823 Berlin, Tel 90277- 6964, Di bis So 11 – 18 Uhr, Eintritt frei, kein barrierefreier Zugang
Verkehrsanbindung: U7 Kleistpark, Bus M48, M85, 106, 187, 204; http://www.hausamkleistpark.de, http://www.bialobrzeski.de
Eine Ausstellung des Fachbereichs Kunst, Kultur, Museen Tempelhof-Schöneberg.

Ausstellungseröffnung
Donnerstag, 10. Januar 2019 um 19 Uhr
Es sprechen:
Barbara Esch Marowski
Leiterin der kommunalen Galerien Tempelhof-Schöneberg
Jutta Kaddatz
Bezirksstadträtin für Bildung, Kultur und Soziales Tempelhof-Schöneberg
Ingo Taubhorn
Kurator Haus der Photographie | Deichtorhallen Hamburg

Unten noch ein pdf, um das alles in Ruhe zu lesen:

2018-11-12 hak einladung bialobrzeski web

100 zdjęć na 100 lat / 100 Fotos für 100 Jahre

Elżbieta Kargol

Białoczerwień

Wszystko zaczęło się na wernisażu wystawy w Klubie Polskich Nieudaczników w Berlinie, wystawie zorganizowanej z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Fotografowałam dzieła sztuki, artystów i zwiedzających, widok ogólny i szczególny, z przodu i z tyłu, wewnątrz i zewnątrz. Jedno zdjęcie zrobione na obrzeżach klubu, w zasadzie już w innym budynku, wzbudziło ogólne zainteresowanie. Pytano mnie, czyje to? Podejrzewano znaną berlińską artystkę, ale ona wyparła się dzieła. Dzieło było niczyje, niezamierzone, stworzyło się właściwie samo i wpasowalo w temat wystawy. Okno z białą firanką, od dołu zalepione do połowy czerwoną folią. W ten sposób powstał bialo-czerwony prostokąt, który mógłby, gdyby nie krata i wymiary, od biedy uchodzić za polską flagę.

Dziesiątki flag oprócz innych barw szczycą się białoczerwienią, a kilkanaście z nich samą białoczerwienią. We fladze Cesarstwa Niemieckiego oprócz czerni występowała też białoczerwień.

Rozejrzałam się wokół. Wszędzie białoczerwień, w naturze i nienaturze, jakby była ulubionym zestawem kolorów miasta, w moim przypadku Berlina, choć nie musiałaby to być wcale stolica Niemiec. Dowolne większe miasto dostarczyłoby tyle samo motywów białoczerwieni.

Biało-czerwone róże kwitną w parkach, na oknach pelargonie, dzikie wino w jesiennej bordowej barwie pnie się po białej ścianie, robię notatki biało-czerwonym długopisem i zajadam pomidory z mozzarellą.

Biały samochód zaparkował za czerwonym, albo odwrotnie, białe okna na tle czerwonej cegły, ktoś zapiął biały rower czerwonym łańcuchem, koło ratunkowe przy Teltowkanal, czerwona książka przy białej ścianie, czerwona maska na białej ścianie, czerwona zakładka w białych kartkach śpiewnika w kościele przy Bergheimer Platz.

Ścieżka rowerowa, którą podążam w poszukiwaniu białoczerwieni, też jest biało-czerwona, znaki zakazu, barierki i słupki ostrzegawcze, biało-czerwone jest logo napoju, który często piję. Biało-czerwony jest statek płynący po Szprewie, biało-czerwona antena na berlińskiej wieży telewizyjnej, najwyższym niemieckim budynku, biało-czerwony niedźwiedź na plakacie reklamującym berlińskie Berlinale, aż wreszcie biało-czerwony transparent znanej berlińskiej artystki na ulicach Berlina i biała tablica przy Reichstagu, upamiętniająca Solidarność, przytwierdzona do fragmentu czerwonego muru Stoczni Gdańskiej, muru przez który przeskoczył Lech Wałęsa.

Wymieniać można bez końca.

Białoczerwień jest wszechobecna, tak jak wszechobecni są Polacy na całym świecie.

Prawie wszystkie fotki zrobiłam w przeciągu dwóch dni, co świadczy o popularności obu barw. Częstotliwość i prawdopodobieństwo ich występowania przeogromne.

100 FOTEK NA STO LAT!

Einzeln sind all diese rot-weiße Fotos zu sehen: / pojedynczo wszystkie biało czerwone zdjęcia Eli są

HIER / TU

Hygge w Szczecinie…

Vom 6. Oktober bis 17. März 2019 / od 6 października do 17 marca 2019 roku

Sztuka szczęśliwych ludzi. Malarstwo na Bornholmie w XIX i XX wieku

Muzeum Narodowe w Szczecinie, ul. Wały Chrobrego 3

godziny otwarcia:
wtorek, środa, czwartek, sobota: 10.00–18.00, piątek, niedziela: 10.00–16.00

Dania od lat 70 XX wieku znajduje się w czołówce Światowego Raportu Szczęścia, często zajmując w nim pierwsze miejsce. Duńczycy słyną z umiejętności osiągania tego stanu, podobnie jak z designu. Pamiętając o tym, na wystawie – po pierwsze – zaprezentowano, w jaki sposób Duńczycy rozumieją szczęście na tle społeczno-kulturowym (począwszy od przełomu XVIII i XIX wieku, skończywszy na latach 70 ub. wieku), które wpłynęło na ukształtowanie samoświadomości duńskiej. Po drugie zaś podjęto refleksję na tym, jaką rolę w tym kontekście odgrywa sztuka duńska XIX i XX wieku.

Pieniądze, sukcesy, sława rzadko są podstawowymi celami Duńczyków. Jeśli można wskazać coś, co jest dla nich naprawdę ważne, byłaby to umiejętność znajdowania równowagi między pracą a czasem wolnym. Jednym słowem: hygge – czyli bycie razem z bliskimi w przyjemnej atmosferze, w poczuciu wspólnoty, wzajemnego zaufania, w przytulnym otoczeniu.

Hygge to zjawisko, które u podstaw ma następujące czynniki: klimat Danii, niewielkie rozmiary państwa, tradycja życia domowego, koncepcja równości społecznej oraz państwa opiekuńczego.

W drugiej połowie XIX wieku zaczęły rozkwitać kolonie artystyczne. Określenie to odnosi się do grup twórców, którzy spotykali się w wybranym miejscu i pracowali we wspólnym celu, kierując się podobnym rozumieniem sztuki. Nie oznacza to jednocześnie, że łączył ich wspólny manifest artystyczny. Wśród dzieł spotykamy różne rozwiązania stylistyczne. Kolonie artystów powstające w Danii – podobnie jak w innych krajach Europy – rozkwitły w związku z popularnością bezpośredniego studiowania natury w 2. połowie XIX wieku. Malarze uciekali ze zwyczajowych centrów kultury w dużych metropoliach i tworzyli grupy w nowych miejscach, które sprzyjały malowaniu na wolnym powietrzu oraz kusiły nietuzinkowymi motywami i intrygującą naturą.

Właśnie na tym tle należy rozpatrywać kolonię na Bornholmie. Wyspa bez wątpienia przyciągała artystów zarówno przez bogactwo przyrody, jak i jej „dzikość”. W konsekwencji w twórczości odnajdujemy podobne motywy i tematy – są to często przedstawienia natury (w różnych warunkach pogodowych), lokalnej architektury, tamtejszej społeczności…

Na wystawie można zobaczyć prawie 100 prac duńskich artystów ze zbiorów Bornholms Kunstmuseum – wśród nich dzieła takich twórców jak: Kristian Zahrtmann (1843–1917); Richard Mortensen (1910–1993; zwany czasem duńskim Wassilym Kandinskym); Edvard Weie (1879–1943); Olaf Rude (1886–1957); Oluf Høst (1884–1966) czy Niels Lergaard (1893–1982).

Wystawie towarzyszy bogato ilustrowany katalog polsko-duńsko-angielski Sztuka szczęśliwych ludzi. Malarstwo na Bornholmie w XIX i XX wieku z esejami kuratorów i opisami wszystkich obiektów z ekspozycji.

www.muzeum.szczecin.pl

PS. Byłam na otwarciu wystawy. Wice-Dyrektor Muzeum i nasz autor, Darek Kacprzak, witając gości, zapytał, kto z nas jest szczęśliwy. Na zdjęciu tego nie widać, bo siedziałam z boku i takie zdjęcie mi przysłano, ale cała sala podniosła ręce do góry.

06.10.2018 Szczecin Muzeum Narodowe w Szczecinie. “Sztuka szczęśliwych ludzi”! Fot. Robert Stachnik

 

Sela 5/3

For Iwona Schweizer
Remember? We visited the opening of their 2nd exhibition one year ago 🙂

Gruppenausstellung Sela5

Galerie Kungerkiez, 12435 Berlin-Treptow, Karl-Kunger-Straße 15

  1. Oktober – 25. November 2018

Eröffnung: 6. Oktober / 19 Uhr

KünstlerInnen-Gruppe „Sela5“

2018 mit:

Kermit Berg (San Francisco/Berlin)

Joachim Froese (Brisbane/Australien)

Karsten Hein (Berlin)

Hiroko Inoue (Nara/Japan)

Sonia Klausen (Berlin)

Rainer Komers (Mülheim/Ruhr)

Jörg Möller (Berlin)

Fyodor Moon (Ukraine)

Matthias Ring (Hamburg)

André Schmidt (Berlin)

Ingrid Völlmeke (Hamburg)

Micha Winkler (Berlin/Brandenburg)

Fotografen sind normalerweise Einzelkämpfer. Die Leute von Sela5 bevorzugen das Miteinander und den gegenseitigen Austausch und arbeiten projektweise und in wechselnden Konstellationen immer wieder zusammen.

Sela5 ist ein gemeinschaftlicher Fotoblog, in dem sich Fotograf/innen zusammengefunden haben, die alle eine leise, nicht spektakuläre Fotografie praktizieren, die den Betrachter nicht „anspringt“ und langsam ihre Wirkung entfaltet.

Dies ist unsere dritte Ausstellung.

Im Showroom der Galerie Kunkerkiez zeigen wir Porträts, inszenierte, Dokumentar- und Straßenfotografie, Stillleben und Landschaftsaufnahmen in wie gehabt sehr unterschiedlichen künstlerischen Sprachen in wilder „Petersburger Hängung“. Im Vordergrund steht das Ausloten unterschiedlicher fotografischer Möglichkeiten und Positionen. Die Bilder haben sehr unterschiedliche Formate und nutzen verschiedene Techniken, so wie sie auch in Sela5 zusammenkommen: Analog und digital, Farbe und Schwarzweiß, Plot und individuelle Drucktechniken. Die Bilder sind in unserer Hängung so in Bezug gesetzt, dass sich ein Gesamteindruck, eine Gesamt-Stimmung ergibt. Das Bild der Ausstellung ist die Gesamtheit aller Bilder an der Wand – eine mehrstimmige Erzählung.

„Every time I get back into the editing room, I feel the wonder of it. One image is joined with another image, and a third phantom event happens in the mind’s eye – perhaps an image, perhaps a thought, perhaps a sensation. Something occurs, something absolutely unique to this particular combination or collision of moving images.” (Martin Scorsese)

Was Scorsese beschreibt, bzw. was daran die Überschneidung zu dieser Ausstellung darstellt ist, wie er es im Schneideraum immer wieder als Wunder empfindet, wie zwischen den einzelnen, konkreten Filmbildern, die Vorstellungsbilder (phantom events) entstehen, der eigentliche Film, der im Kopf stattfindet. Und sogar noch größeres Wunder, nicht nur in seinem Kopf, dem des Machers, sondern auch in den Köpfen der Zuschauer. Diese Zwischenbilder, diese Plätze zwischen den Rahmen, will die Ausstellung erforschen.

 

Reblog(s) and more: women lib and smoking

Well…
That pic was posted in Facebook, with funny and cute and awesome text underneath: Rosa Luxemburg, Simone de Beauvoir, and Emma Goldman on the beach, smoking pipes (1930’s.)

I shared it on my FB wall and my dear friend Esther Schulz-Goldstein wrote as a comment: Ungefähr 30 Jahre später, habe ich als junge Frau im Museumsrestaurant in Tübingen Zigarre geraucht und da zischte ein für mich damals alter Herr am Nebentisch, “eine deutsche Frau raucht nicht”. Ich zischte zurück, “deutsche Männer hätten lieber nicht soviele Menschen umgebracht”.

I was so taken over by this beautiful foto, that I did not notice, it could be a fake and in fact it is, what my two Polish friends – Ula Ptak and Elżbieta Jagiełło – immediately noticed. Sure it is a fake. The authors do not even try to say you it is not. Just look at it:
Emma Goldman 1869-1940
Rosa Luxemburg 1871-1919
Simone de Beauvoir 1908-1986

But obviously I am not alone in my being mistaked. Somebody found out, that that foto with it’s purposely false caption was shared 13,268 times. Well, so… I was the 13,269th one…

But I found the true story about that pic, it was so called WOPS in Mexico:

The Womens’ Pipe Smoking Group affectionately known as the WOPS or Borkum Riffs because of the sweet smells that trail behind them. They meet every early morning of the week and stroll along Olas Altas smoking and discussing shag tobacco. This wonderfully relaxed group sometime mix a blend of prime Moroccan hashish with their fine Borkum Riff fine cut shag from the Netherlands.

There is a waiting list to join these women of the below the knee dress wearing persuasion who want to become involved in this sedate pursuit of strolling and chatting and puffing away on their smooth Calabash Meerschaum pipes like steam locomotives struggling up a hill. The youthful countenances of this group suggest tobacco smoke is good for the complexion and has general health benefits.

Searching for the text above I found another two interesting texts about women and smoking and pipes and now I am rebbloging them for you: 

Women and Pipes

By Beth Maxwell Boyle

‘The guitar player’ by David Rijckaert III

By 1615 in England, the first consignments of Virginia tobacco for pipe smoking had arrived and some 7,000 shops in London sold tobacco .

Women Pipe smokers are rare today but female smoking was very popular in the 17th and 18th centuries. Respectable women were commonly seen smoking pipes in public. Many famous paintings exist of noble women of the period drinking in the smoke from a clay pipe. The middle classes were eager to enjoy this new pastime as well. In the Elizabethan times clays were quite delicate with graceful thin bowls and long stems. The Dutch redesigned these clays by enlarging the bowl and lengthened the stem.

Dutch, French and English women all enjoyed the “Indian Weed”. For centuries the favorite way of enjoying tobacco was to smoke it in clay pipes. As early as about 1575 pipes were being made in England, but by the 17th century Holland had become the dominant center for the manufacture of clay pipes. Clays were made in many other European countries at this time, as well. Such pipes were usually white, with small bowls and long stems. They were extremely fragile and did not last long. However, by the 1850s, when pipe smoking in general became associated with the working class, female smoking began to decline, at least in public. The acceptance of female smokers seemed to vary between regions at this time. It is believed that many women kept their old habits. It is more than likely it was done in secret while they outwardly treated the act as a disgrace.’
Marquise de Pompadour, the favorite mistress of Louis XV, was a passionate smoker and owned more than three hundred pipes!

In rural areas such as the Highlands of Scotland and in Ireland the women smoked without shame. Women in the Hebrides smoked well into the 1930s due to the cultural isolation just as Appalachian women in the US did. It was seen as a very crude and backwards habit by most of polite society but little changes in any society without contact with urban centers. Today a women smoking a pipe draws immediate notice and sometimes ridicule.

For more women pipes look HERE


And another text I just have to reblog:

I think I need to start smoking: or how to be an artist without a Gauloises hanging from your mouth.

Posted by Lisa Thatcher on January 19, 2012

Simone de Beauvoir – avec Gauloises.

I was rather disturbed to find out recently that some folk I admire are giving up smoking.

I was startled to say the least. No matter what anyone says, smoking remains the hallmark of cool. It’s as synonymous with art as booze, and as chic as any Euro fantasy.

Besides my obvious initial concerns (the loss of revenue for large faceless corporations and a drop in “cool” for those I admire) which are the same I think we all have when a dear one suggests they want to give up smoking, I had some broader concerns after giving the issue some thought.

Clarice Lispector. Smoking.

What about the health care professionals who are kept in a job because they have to care for the ill as a result of smoking all their life? (approx 48 billion a year is spent in smoking related health problems – approximately $11.00 of the cost of your cigarettes goes to health care professionals and their industries). The local tabac merchant, and all the other smaller stores that make the bulk of their revenue from cigarette sales. What of the poor governments loss of revenue (approximately $4 per pack) the drop of approximately 12.4 billion dollars from the advertising industry in the US alone (I think they’d notice this decrease, don’t you?) not to mention the drop in work for the legal industry. Tobacco is grown in 21 states of the United States, a leading producer of tobacco along with China and India. Think of all those farms and farmers, all those small communities kept alive – schools, libraries and hospitals because the local farmers grow tobacco.

Margurite Duras and Michelangelo Antonioni. Both Smoking.

And finally, the most poignant argument of all – almost everyone in Paris smokes.

Or is that all just bullshit?

If existence precedes essence, then I need to smoke in order to ‘be’ the writer I want to be. I know how the writer I want to be appears, because it has been determined (in essence preceding existence) by the writers I most want to emulate. Above you can see images of them smoking in the years before I took to the passion of writing. If I am determined by what surrounds me (according to Spinoza) the pressure to give up smoking is in direct confrontation with my experience of free will. It is in the world being a mirror of my free will that I am obliged to react. To overtake myself. The question here, is what self am I overtaking? Am I oppressed by my desire to give up cigarettes or my desire to smoke them in the first place?

Like Sartre’s waiter, I need to ‘play’ at being a writer until whatever (mysterious) criterion has been fulfilled that will have my inner self belive I am a writer. Scoff if you will, but this is a small charade that works for me. I had a blissful afternoon of writing today, in an atmosphere conducive to writing. Sometimes it is my desk and sometimes I will go mad if I have to look at my desk any longer and sometimes I need to play at being a writer just to feel its direction on my skin for the smallest while. Existence is defined by my concrete interactions with the world. Is it completely absurd that writers usually drink and smoke to excess? Of course it is – but again (if you adhere to the tenants of existentialism) that absurdism gives the action more meaning and puts us in touch with the basic humanity of existence.

Then, of course, we get into the nature of the cigarette itself. Should we roll our own? Can I still be an artist if the Gauloises are replaced by B & H extra mild?

And here comes the unpalatable truth. I have actually tried to smoke at several points in my life, and always given up in bitter disappointment, because I just can’t do it. I tend to be a very healthy person. The slightest upset in health regime sits poorly with me. I’ve never been able to smoke properly. I get too sick. For the most part, I’ve had to hang out with artists who do smoke, drinking in the second-hand, and wishing my little healthy body could tolerate it a little more hard-core.

And perhaps at the end of the day that is the source of my disappointment. Those around me giving up smoking results in me giving up the possibility of smoking. If I don’t see it, I wont remember it and horror of all horrors – I wont’ miss it. Perhaps my primal cry is more about the final shedding of the connection I have with the old artist image that fed me for so long. Just as I know the day of the depressed artist is over, perhaps the day of the drinking, smoking artist is over also.

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Feiertage, Irving Penn Centennial, Der Jahrhundertfotograf

Ostern war und ist für mich eigentlich die Zeit der Ausflüge, der Unternehmungen, wenn es geht ins Freie und weg aus der Stadt. Doch wenn das Wetter nicht anders erlaubt auch in der Stadt; sich anschauen, was die Hauptstadt so anbietet. Es herrschte immer die Meinung, Berlin sei ein Hype, wenn es um Ausstellungen geht. Lange Zeit galt das auch für mich im Hinblick auf Berlin schon, doch seit circa zwei Jahren gab es keine so großen gelungenen Ausstellungen mehr, es wird viel renoviert und restauriert, gebaut und ausgebessert, dies und jenes ist vorübergehend geschlossen, noch nicht geöffnet, gerade in Planung… doch wir leben nur einmal, und alles was nach uns kommt, ist irgendwie für uns selbst irrelevant.

Desto mehr freute ich mich, als wir am Ostersonntag beim scheußlichsten Wetter aller Zeiten in die C/O Berlin gingen und uns eine wirklich gelungene Ausstellung ansahen. Der Name des Fotografen war schon ein Versprechen, doch die Zahl der Werke und ihre Gliederung übertraf meine Erwartungen. Sie wurde vom Metropolitan Museum of Art in Zusammenarbeit mit der Irving Penn Foundation verarbeitet; zugute kamen die Schenkungen von 180 Arbeiten oben genannter Stiftung an das Metropolitan Museum, so dass man in den Genuss von 240 Arbeiten des Fotografen kommt. Es sind Arbeiten aus verschiedensten Bereichen; das Einzige, was fehlt, sind Landschafts- und Architekturfotografien, Motive, die bei vielen anderen Fotografen als Hauptmotiv gelten. Penn hat sich eindeutig der lebendigen Dingen verschrieben: den Menschen. Wir erleben verschiedene Gattungen seiner Fotokunst – Akt-, Mode- und eben Porträtfotografie; das Gros der Arbeiten sind Porträts, die er auch neu definiert und oft die ganze Gestalt des Menschen zeigen. Seine Arbeiten sind immer auf das Wesentliche reduziert, zeigen berühmte Menschen eingezwängt in eine Ecke, oder sitzend auf einem Hocker, der nur mit einem grau-beigen Teppich bedeckt wurde. Übrigens ist auch der Teppich in der Ausstellung zu bewundern. Penn arbeitete seit seinen jungen Jahren als Coverfotograf für Vogue, er soll 166 Titelbilder für diese berühmte Modezeitschrift geliefert haben. Es gibt also in der Ausstellung wunderbare Fotos der Titelseiten mit den schicksten, elegantesten Frauen der Welt. Seine zweite Frau Lisa Fonssagrives-Penn wurde zum beliebtesten Objekt seiner Modefotografie; es sind Bilder, die exquisite Eleganz und eher kühle Weiblichkeit zur Perfektion bringen. Kein Wunder, dass ihn in den folgenden Jahren die Fotografen der jüngeren Generation wie Richard Avedon, Annie Leibowitz oder Helmut Newton versucht haben zu kopieren.

Penn selbst bleibt nicht nur bei der Modefotografie; er reist auch in ferne Länder, 1948 nach Peru, später in den sechziger Jahren nach Neuguinea und Marokko, überall fotografiert er Menschen in einfachen Studios ohne aufwändigen Hintergrund. Meistens mietet er das Atelier des dortigen Stadtfotografen und wartet auf dessen Kunden, die zum Fotografieren kommen. Interessant ist, dass er die Fotografien für die Zeitungen/Magazine farbig drucken lässt, doch für größere Formate und Ausstellungen zieht er die Bilder immer schwarz-weiß ab, auch alle Porträts sind schwarz-weiß, doch da spielen die Grautöne eine große Rolle. Seine Rolleiflex-Kamera war in der Ausstellung auch zu sehen. Sein Interesse an Menschen geht noch weiter und in der Serie The Small Trades (kleines Gewerbe) stellt er sie in ihrer Arbeitskleidung und mit den entsprechenden Requisiten dar. Es finden sich darunter: Bäcker und Kellner, Friseure und eine Ballonverkäuferin, Schornsteinfeger, Metzger etc… es gilt für ihn das Alltägliche ungeschönt mit der Kamera festzuhalten.

In all den Jahren hörte Penn nicht auf zu zeichnen und zu malen, auch wenn er in diesem Kunstzweig keine Erfolge feierte, half ihm die Beschäftigung damit bei seiner Arbeit als Fotograf. Zu seinen Lieblingsmalern gehörten Surrealisten, darunter Giorgio de Chirico, dessen menschenleere Landschaften ihn faszinierten. Die Liebe zur Kunst ist besonders in späteren Jahren sichtbar, als er sich den Stillleben widmet. Da stellt er alle Details sehr bewusst zusammen, man hat das Gefühl es sind Gemälde, die im Spiel des Schattens und Lichts den Betrachter ansprechen. Manche der Arbeiten erinnern mich an die Bilder meines Lieblingsmalers Giorgio Morandi, bei denen es um Nähe und Entfernung geht. Es sind Stillleben zusammengestellt aus alten, gefundenen Stücken von Röhren in verschiedenen Größen. Wunderschön sind seine Fotos von Mohnblühten.

Es gibt auch eine Serie von weiblichen Aktfotos, die mir vielleicht am wenigsten zusagen. Es fällt auf, dass es ihm nicht um die Schönheit dieser Körper geht, sondern um die Form. Auch das Verfahren, wie er die Abzüge produziert, ist eine mühsame Arbeit an der Perfektion. Man spürt überall, in jedem Bild, dass er mit seinem Blick den Gegenstand der Fotografie veredelt, aufwertet, einmalig macht. Es sind auf keinen Fall Schnappschüsse.

In allen Genres wird seine unheimliche Faszination an der Arbeit als Fotograf sichtbar.

Eine Ausstellung, die man nicht verpassen sollte. Ist auch bis 1. Juli in C/O zu sehen.

Christmas in Weißrussland/ Belarus/ Białoruś/ Беларусь

W samą wigilię Bożego Narodzenia (24 grudnia, czyli 6 stycznia według kalendarza juliańskiego), zwaną po rosyjsku soczelnikiem, obowiązuje prawosławnych najostrzejszy post w ciągu tych 6 tygodni. Powstrzymują się wówczas cały dzień od jedzenia. Wieczorem spożywa się kutię, zwaną biedną (postną). Kutia bogata ze specjalnymi dodatkami spożywana jest dopiero w noc noworoczną, czyli z 13 na 14 stycznia i w uroczystość Chrztu Pańskiego (19 stycznia).

Johanna Rubinroth & Tanja Krüger

Vom Siegesstern zum Weihnachtsstern / Od Gwiazdy Zwycięstwa do Gwiazdy Betlejemskiej

Me in seven pictures

Ewa Maria Slaska

#blackwhitechallenge

Last week I took part by a social play on the Facebook. Nothing special or extraordinary. Social play. Sometimes you have to list your favorite books or films, bake your own bread or pour cold water on your head. This time I had to publish on Facebook seven black and white pics from my life. No people, no pets, no explanation. Just pics. It makes sense, belive me.

You do not make it by your own will, you have to be challenged. And in a turn everyday you challenge somebody.

I show you here my seven pictures. They say a lot about me. I know it. I choose them carefully. But you? Do you see me in those pics? Make subtitle to those photos. Sentences or words. One or more. I will use them here.

It is a challenge! And there will be a prize for doing it 🙂

Subtitles from Andrzej Rejman

steadily uphill


nevertheless optimistic

rays of light and art


melting in space


emerge from the darkness


durability and stability


 hidden me

Barataria 40 Teneryfa / Teneriffa

Tekst / Text: +/- Wikipedia

Teneriffa (span. Tenerife) ist die größte der Kanarischen Inseln und gehört zu Spanien. Die Insel ist 83,3 Kilometer lang, bis zu 53,9 Kilometer (Ost-West-Ausdehnung) breit und hat eine Fläche von 2034,38 Quadratkilometern. Sie ist mit etwa 888.000 Einwohnern die bevölkerungsreichste Insel Spaniens. Die Hauptstadt ist Santa Cruz de Tenerife. Die Einheimischen werden Tinerfeños genannt.

Teneriffa ist eine Vulkaninsel. Sie gehört – wie alle Kanarischen Inseln – topografisch zu Afrika, liegt 288 Kilometer vor der Küste Marokkos und der Westsahara und ist 1.274 Kilometer von der Südküste des spanischen Mutterlandes entfernt. Teneriffa und die benachbarte Insel Gran Canaria werden aufgrund verschiedener Landschaftsformen und mehrerer dort auftretender Klimazonen oft als Miniatur-Kontinent bezeichnet (Schon vor ein paar Wochen behauptete ich, dass die Fantasy-Territorien eigentlich immer eine interessant gebaute Insel sind – Anm. d.Red. EMS).

Einer Legende nach, ist Teneriffa die Überreste der verlorenen Atlantis. Bei dem spanischen Schriftsteller Miguel de Unamuno ist sie die Barataria von Cervantes! Natürlich ist es metaphorisch gemeint, aber dies ist eben das, was mich fasziniert – das Leben der Metapher.

Teneryfa – należąca do Hiszpanii wyspa na Oceanie Atlantyckim, u północno-zachodnich wybrzeży Afryki, zaliczana do Makaronezji. Jest największą i najludniejszą wyspą w archipelagu Wysp Kanaryjskich i najludniejszą wyspą hiszpańską. Teneryfa, choć geograficznie leży w północnej Afryce, jest integralną częścią Hiszpanii i Unii Europejskiej. Obowiązującą na wyspie walutą jest euro, a językiem urzędowym język hiszpański.

Santa Cruz de Tenerife jest największym miastem na wyspie i zarazem jej stolicą oraz prowincji Santa Cruz de Tenerife. Jest też, wspólnie z Las Palmas de Gran Canaria, stolicą autonomii Wysp Kanaryjskich.

Teneryfa oraz sąsiednia wyspa Gran Canaria jest często nazywana kontynentem w miniaturze ze względu na kilka typów krajobrazu i kilka stref klimatycznych na nich występujących (Nie będę się przechwalać, ale już kilka tygodni temu twierdziłam, że to właśnie takie wyspy o interesującej budowie geograficznej są pierwowzorem wszystkich terenów z opowieści fantasy – EMS). Na Teneryfie znajdują się dwa obiekty wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO: wulkan Teide, który jest parkiem narodowym, oraz zabytkowe miasto La Laguna.

Legenda głosi, że Teneryfa jest pozostałością zaginionej Atlantydy. Hiszpański pisarz Miguel de Unamuno widzi w niej i Atlantydę, i Baratarię!!! Oczywiście to metafora, ale w tym serialu to właśnie najbardziej mnie fascynuje – długie i szczęśliwe życie metafor!

Fotos/y: Anne Schmidt

Ze śpiewnika patriotycznego

Roman Brodowski

Słowa Roman Brodowski / Muzyka & wokal Andrzej Klukowski

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski Kaczyńskiemu
Nie oddajmy Kaczyńskiemu naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski Kaczyńskiemu
Nie oddajmy Kaczyńskiemu naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski

Tekst. Muzyka. Wykonanie: Autor