Za ten wpis – jak często – też w jakimś stopniu odpowiada Ela Kargol. Bo było tak, Ela pojechała do Krakowa, gdzie na Cmentarzu Rakowickim odwiedzała różne groby, w tym naszego berlińskiego profesora Aleksandra Brücknera, którego premier Morawiecki, niejako ostatnim rzutem na taśmę, przed wyborami w październiku 2023 roku, przeniósł wraz żoną do Krakowa. Poprzednie zdanie się skomplikowało, podkreślę więc, że chodzi mi o Emmę, żonę profesora, a nie o tę ówczesną panią premierową, o której nic nie wiem poza jakąś sprawą działek kościelnych. A ten wpis i tak wcale nie o tym.
Ela odwiedziła w Krakowie grób profesora, a przy okazji w ogóle pochodziła po starym i pięknym cmentarzu i poszła na grób Jerzego Stuhra. Stuhr (* 18 kwietnia 1947 w Krakowie; † 9 lipca 2024 roku też w Krakowie) był od czasów Wodzireja naszym ulubionym polskim aktorem. Jak to ktoś kiedyś powiedział: Kobiety chciały z nim być, a mężczyźni – nim. Po czym kupiła numer specjalny Newsweeka, cały poświęcony Stuhrowi. Przeczytała, a po powrocie do Berlina dała mi do przeczytania. A tam – no, po prostu niemożliwe! – w tekście o Wodzireju informacja, że film dostał nagrodę Don Kichota.
Przypis od Adminki: Wiktor Ostrowski (1895 – 1977) był ojcem Cioci Janiny Kowalskiej i dziadkiem moich dwóch kuzynek, Marii Marucelli i Małgorzaty Kowalskiej-Liefsches; był też moim ukochanym dziadkiem, mimo że formalnie był “tylko” dziadkiem wujecznym. Wiele spraw, o których dziadek pisze w tych wierszach, Czytelni*x znajdzie we wpisach na tym blogu. Trzeba trochę poszukać. Np. w pierwszym wierszu dziadek wspomina pobyt całej ich rodziny w więzieniu Gestapo, również córki, Janki, która miała wtedy zaledwie 14 lat.
Wiktor Ostrowski
Jance
Kiedy w oddali, córeczko jedyna W osamotnieniu i strasznej tęsknocie Więzienia chwile twój ojciec wspomina I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.
I marzę o tym, że skończy się burza, Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna, Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża, Taka dorosła, że każdy to przyzna
Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca Zewsząd pochwały usłyszę bez końca Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona Chwyciłem ciebie, płaczę z radości
Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona! Serce zamiera z szczęścia i miłości… Jesteśmy razem, a ja życie całe Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić
Wszystkie twe bóle i duszy i ciała Pokonać wszystko, co może ci szkodzić Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie Pilność w nauce, staranność, uwagę,
Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie Radość w zabawie, a w pracy powagę. Niech będą bliskie urzeczywistnienia Moje dalekie myśli i marzenia
1947
Dziadek z córką Janką; książka Janiny Kowalskiej, Zielonka 2016
***
Córka robi pracę magisterską
Córka robi pracę magisterską Więc studiuje gramatykę perską Napisała o kursach kształcących Czytam, czyta, bardzo mi gorąco… Zięć poprawia i robi korektę, A ja wszystko mam „per recte” Mama robi pilnie adjustację, Mama w znakach ma największą rację Wnuczka krzyczy, woła wciąż na Misia Bardzo jest wesoło w domu dzisiaj A na koniec kilka głosów wrzasło Że w piecyku całkiem wszystko zgasło…
1952
***
Znałem małą dziewczynkę
Znałem małą dziewczynkę Co choruje na świnkę Nazywa się Małgosia A gdy mama ją prosi Żeby więcej jadła To bęc – łyżka upadła
A siostrzyczka jej, Marysia Jest zupełnie zdrowa dzisiaj Też na świnkę chorowała Marysieńka nasza mała
A jak obie będą zdrowe To włożą sukienki nowe I pojadą samochodem Lecz nie dziś – pojutlo – w ślodę…
Potem będą się pakować Trzeba wszystkie lalki schować I jedziemy już nad morze Tam dziewczynki spać położę
A od rana mama każe Iść opalać się na plażę Na plaży z samego rana Małgosia jest wykąpana
Marysia się grzebie w piasku Ile pisku, ile wrzasku… Kasia będzie tam i Ewa Woda, piasek, słońce, drzewa
Potem powrót do Warszawy W wagonie dużo zabawy Obie panny opalone Wcale nie zakatarzone
I pójdzie każda córeczka Prosto z domu do żłobeczka Żłobek a potem przedszkole Później szkoła – wierzcie wolę
Nie myśleć, że w krótkim czasie Kiedy już maturę zda się Wprost na uniwersytety Pójdą nasze dwie kobiety
A gdy zrobią doktoraty To już moje stare lata Nie pomogą żadne czary Dziadek pewno będzie stary
1954
Od lewej – wnuczka dziadka Małgorzata, córka Janina, wnuczka Marysia. To między innymi o nich są te wiersze.
***
Drogi mój Redaktorze
Drogi mój Redaktorze, Choć nie jesteś w humorze, Może nazwiesz mnie typem bezczelnym… Pomóż wreszcie w tej sprawie, Bo ty w końcu w tym FAWie Jesteś – fakt – redaktorem naczelnym…
Bo ja jestem – jak głupi, Mogę książki zakupić Jakie chcę: polskie, ruskie, niemieckie, Lecz te w FAWie wydane Dla nas są zakazane. Redaktorze! No, nie bądź Pan dzieckiem…
To już nie są herezje – Trzeba pisać recenzje, A jak pisać, to trzeba się wczytać Rzucać grochem o ścianę To zajęcie jest znane… Kogo tu się mądrego zapytać?
Dość tej głupiej zabawy, Poważniejsze mam sprawy I zadania, trudności i troski Zginie niech biurokracja – Książki dać – w tym jest racja!
Cześć!
Podpisał: Redaktor Ostrowski
L.dz.1831/57/XX
Otrzymuje: red Sternik
Do wiadomości: Dyr. FAW, ZZPF, NOT, USP, TKKF, KKM, ONZ, QUO, Szp. Psych., i Magazyn FAW.
1957
Niektóre z książek wydanych przez dziadka w FAWie, czyli Filmowej Agencji Wydawniczej
Banalità incarnata: fratello sole, sorella luna… et colline, colline, colline…
W dzisiejszej gawędzie banał goni banał. Trudno. Przynajmniej jest to opowieść prawdziwa. A banalna prawda nie przestaje być prawdą.
Banalne jest stwierdzenie, że większość ludzi mogłaby wskazać jakieś filmy czy utwory literackie jako te, które głęboko przeorały ich osobowość, pełniły w pewnym sensie rolę formacyjną, są ważne. Viator też tak ma.
Ostrowscy, czyli rodzina babci Hali.Rodzinne ploteczki.
Mieszkali na ul. Targowej, 62 na Pradze (http://www.twoja-praga.pl/praga/ulice/4647.html – w powojennej numeracji był to dom pod numerem 64) w mieszkaniu od frontu, czyli od ulicy. Jakie ono było duże nie wiem, ale mieściło się w nim czworo dzieci z rodzicami oraz pokojówka i kucharka. Czy te dwie przychodziły rano, czy też mieszkały – tego też nie wiem. W podwórzu w parterowej oficynie była fabryczka kołder i bielizny pościelowej. Dziś mi się wydaje, że fabryczka to za duże słowo. Był to raczej warsztat zatrudniający dziewczęta szyjące ręcznie kołdry i krawcową szyjącą elegancką pościel. Kołdry pikowało się ręcznie, a boki zszywało na maszynie. Mama wspominała, że też się chciała nauczyć pikowania kołder i w życiu ta umiejętność się jej przydała. Ja nauczyłam się od niej i sama uszyłam pikowany, ciepły śpiworek dla mojej młodszej córki. Ile osób było zatrudnionych w tym warsztacie lub, jak mówiono, fabryczce – tego również nie wiem. Rodzina była zamożna, ale na ile, trudno dziś ocenić. Wszystko działo się na Pradze. Mama chodziła do szkoły na ulicy Szerokiej, chrzty dzieci odbywały się w kościele na Ratuszowej, a jak zmarła Babcia Józefa, to pochowano ją w rodzinnym grobie na Cmentarzu Bródzieńskim (Bródnowskim). Grób istnieje do dziś i kryje prochy moich przodków.
Jan III Sobieski – Lew Lechistanu i niespełniona nadzieja Polesia.
Jak mawiali współcześni Janowi III – Zacny to był rycerz, a w mądrości i kunszcie wojennym nie było lepszego niż hetman Sobieski herbu Janina.
To prawda, bo na rzemiośle wojennym znał się, jak nikt inny. Świadczą o tym chociażby jego sukcesy, jego żołnierska, droga, na koniu i z szablą w dłoni, jaką przeszedł, zanim stał się władcą Rzeczypospolitej. Taktycznej sztuki wojennej uczył się w „praktyce”, na wrogach Rzeczypospolitej, walcząc zarówno z Kozakami, jak i krymskimi Tatarami, Szwedami i wojskami Siedmiogrodu, Rosjanami i, oczywiście, z ordami tureckiego sułtana. Jego dowódczy, militarny talent pozwolił mu w spektakularny sposób zwyciężać tam, gdzie wydawało się to niemożliwe.
„Zerschnittenes Leben“ (Życie przecięte) – so der Titel eines 2008 in Warschau erschienenen Buchs von Joanna Wiszniewicz, einer Sammlung von Interviews mit jüdischen Menschen in Polen, deren Leben vierzig Jahre zuvor, durch die antisemitische Kampagne des Gomulka-Regimes von 1968 radikal verändert worden war. Buchstäblich über Nacht verloren viele polnische Jüdinnen und Juden ihre Arbeit oder ihren Studienplatz, ihr soziales Umfeld; viele wurden zur Emigration gezwungen oder kamen der Marginalisierung durch freiwillige Auswanderung zuvor. Für viele ein ebenso unvorhersehbarer wie radikaler und nicht zu kittender Bruch der eigenen Biographie – zerschnittenes Leben.
Dwa wiersze bez daty; o pierwszym w spisie wierszy ktoś (dziadek?)) napisał, że wiersz nie dokończony.
Wiktor Ostrowski
Całymi dniami ami
Całymi dniami ami Chodzę latam za jakimiś cieniami ami Patrzę się nachalnie Na sklepy kolonialne Hamleta tragicznego Słowa: „Być czy nie być” Wśród życia skandalicznego Traktują aby zbyć.
Dziś inne wymagania I inne są zadania Zadanieto: czy dają czy też nie? oj! oj
***
Halina (Halszka) Ostrowska, żona dziadka Wiktora była świetną tenisistką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką Wywieźć Cię z tych manowców daleko, daleko
Chciałem ofiarować Ci mieszkanko małe A w małym mieszkanku życie doskonałe
I dam Ci bieliznę jedwabną cieniutką Że przez nią zobaczę ja Ciebie calutką
Przejrzystość materii jest tak doskonała Że każdy załamek widać Twego ciała
Pończoszki jedwabne, przeróżne pajęcze Prześlicznie w nich będzie mej Pani zaręczę
Sukienka cieplutka i miękka jak z puchu Ułoży się pięknie przy każdym Twym ruchu
Nóżki przyozdobią pantofelki małe A futrów ciepełka będzie doskonałe
Pojedziemy do kina potem na wieczerzę W wytwornym lokalu pogadamy szczerze
A potem wrócimy do nas do mieszkania Łóżeczko pościelę, okna pozamykam
A co będzie potem, to sobie dośpiewaj Pięknie się zaczerwień na mnie się nie gniewaj.
Temat tyleż śliski, co smakowity. Albowiem sempiterna sempiterną, lecz cóż czynić, gdy RZECZ objawia się… frontalnie? Gdy „to coś” jawi się w całej okazałości? A tak bywa w Italii nader często.
Choćby i sam patron naszej wyprawy, Dawid-Psalmista. Oryginalny wizerunek w Galleria dell’Accademia znamy świetnie.