Byłam zaprzyjaźniona z Zosią, moją cioteczną bratową, a ponieważ jej męża Ludwika kochałam jak brata i byłam z nim bardzo zżyta, to Zosia po prostu była moją Bratową. Nie widywałyśmy się za często, bo Zosia mieszkała w Łodzi, a ja w Warszawie. Zdarzył się jednak taki rok i taki maj, kiedy mój mąż pracował we Francji, a Lutek organizował kongres za granicą i często jeździł tam, a dokąd? Tego już nie pamiętam.
Ela, oczywiście Ela to znalazła. Sporo osób pozarażałam baratarystycznie, ale Ela jest najwierniejszą adeptką tej wspaniałej nauki o szaleństwie, poczciwości i uczciwości marzeń.
Na zakończenie niedzielnej parady wierszy Dziadka Ostrowskiego przyszedł jeszcze taki oto tekścik:
Wiktor Ostrowski i Maria Marucelli
Bardzo dawno temu, jak my, wnuczki wspaniałego Dziadka Ostrowskiego byłyśmy w 3 lub 4 klasie szkoły podstawowej, któraś z nas, chyba Małgorzata, dostała jako zadanie domowe, wkuć na pamięć dopływy rzeki Odry. Była to lista niczym nie związanych nazw, nie mających żadnego znaczenia dla nas, mieszkających nad Wisłą. Wieczorem w domu wybuchła tragedia, że tego nie da się nauczyć na pamięć, a następnego dnia będzie sprawdzian, czy umiemy te nieszczęsne dopływy i jak nic Małgorzata dostanie dwóję!
Dziś, na zakończenie cyklu wspomnień z wielkiego włoskiego itinerarium Viatora, będzie coś innego. Nie, jak dotąd, ulotne wspomnienia, artystyczne zachwyty, pastelowe impresje, mgiełka i zefirek. Dziś króluje konkret, materia, mięcho i nie tylko. Nazwijcie Wędrowca, jeśli chcecie, opojem i żarłokiem; on sam woli raczej określenie „sybaryta”. Ale tak naprawdę identyfikuje się jako koneser smaków. Kustosz oskomy. Nutritionem arbiter. Dobry pic to podstawa!
Zanim przejdę do odsłony kończącej dramat, który śmiało można nazwać „Dwieście lat niespełnionych nadziei Rzeczypospolitej Obojga Narodów”, przyznam się filozoficznym, sokratejskim stwierdzenia, że i ja „wiem, że nic nie wiem”.
Myślę że nastąpił właściwy moment, bym podzielił się z Wami, drodzy Czytelnicy (Czytelniczki), pewną refleksją, mianowicie, że jak dotąd nie znalazłem w tej naszej historycznej, XVI – XVII wiecznej Rzeczypospolitej, zbyt wielu śladów wskazujących na pokojowe, a tym bardziej braterskie współistnienie w kręgu Słowian. Niestety historia tego okresu pokazuje, że na wschodnich i południowo-wschodnich rubieżach Unii, pomiędzy wspólnotami, zamieszkującymi te tereny, Ukraińcami a Lachami nie tylko nie było współistnienia pokojowego, ale że było on wręcz wrogie. Zarówno społeczeństwo polskie, szlacheckie, jak i kozacko-ukraińskie, mimo iż od dawna należały do jednej i tej samej Unii Polsko-Litewskiej, mimo iż teoretycznie tworzyły to dwunarodowe państwa, w rzeczywistości nie potrafiły ze sobą współistnieć.
Za ten wpis – jak często – też w jakimś stopniu odpowiada Ela Kargol. Bo było tak, Ela pojechała do Krakowa, gdzie na Cmentarzu Rakowickim odwiedzała różne groby, w tym naszego berlińskiego profesora Aleksandra Brücknera, którego premier Morawiecki, niejako ostatnim rzutem na taśmę, przed wyborami w październiku 2023 roku, przeniósł wraz żoną do Krakowa. Poprzednie zdanie się skomplikowało, podkreślę więc, że chodzi mi o Emmę, żonę profesora, a nie o tę ówczesną panią premierową, o której nic nie wiem poza jakąś sprawą działek kościelnych. A ten wpis i tak wcale nie o tym.
Ela odwiedziła w Krakowie grób profesora, a przy okazji w ogóle pochodziła po starym i pięknym cmentarzu i poszła na grób Jerzego Stuhra. Stuhr (* 18 kwietnia 1947 w Krakowie; † 9 lipca 2024 roku też w Krakowie) był od czasów Wodzireja naszym ulubionym polskim aktorem. Jak to ktoś kiedyś powiedział: Kobiety chciały z nim być, a mężczyźni – nim. Po czym kupiła numer specjalny Newsweeka, cały poświęcony Stuhrowi. Przeczytała, a po powrocie do Berlina dała mi do przeczytania. A tam – no, po prostu niemożliwe! – w tekście o Wodzireju informacja, że film dostał nagrodę Don Kichota.
Przypis od Adminki: Wiktor Ostrowski (1895 – 1977) był ojcem Cioci Janiny Kowalskiej i dziadkiem moich dwóch kuzynek, Marii Marucelli i Małgorzaty Kowalskiej-Liefsches; był też moim ukochanym dziadkiem, mimo że formalnie był “tylko” dziadkiem wujecznym. Wiele spraw, o których dziadek pisze w tych wierszach, Czytelni*x znajdzie we wpisach na tym blogu. Trzeba trochę poszukać. Np. w pierwszym wierszu dziadek wspomina pobyt całej ich rodziny w więzieniu Gestapo, również córki, Janki, która miała wtedy zaledwie 14 lat.
Wiktor Ostrowski
Jance
Kiedy w oddali, córeczko jedyna W osamotnieniu i strasznej tęsknocie Więzienia chwile twój ojciec wspomina I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.
I marzę o tym, że skończy się burza, Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna, Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża, Taka dorosła, że każdy to przyzna
Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca Zewsząd pochwały usłyszę bez końca Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona Chwyciłem ciebie, płaczę z radości
Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona! Serce zamiera z szczęścia i miłości… Jesteśmy razem, a ja życie całe Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić
Wszystkie twe bóle i duszy i ciała Pokonać wszystko, co może ci szkodzić Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie Pilność w nauce, staranność, uwagę,
Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie Radość w zabawie, a w pracy powagę. Niech będą bliskie urzeczywistnienia Moje dalekie myśli i marzenia
1947
Dziadek z córką Janką; książka Janiny Kowalskiej, Zielonka 2016
***
Córka robi pracę magisterską
Córka robi pracę magisterską Więc studiuje gramatykę perską Napisała o kursach kształcących Czytam, czyta, bardzo mi gorąco… Zięć poprawia i robi korektę, A ja wszystko mam „per recte” Mama robi pilnie adjustację, Mama w znakach ma największą rację Wnuczka krzyczy, woła wciąż na Misia Bardzo jest wesoło w domu dzisiaj A na koniec kilka głosów wrzasło Że w piecyku całkiem wszystko zgasło…
1952
***
Znałem małą dziewczynkę
Znałem małą dziewczynkę Co choruje na świnkę Nazywa się Małgosia A gdy mama ją prosi Żeby więcej jadła To bęc – łyżka upadła
A siostrzyczka jej, Marysia Jest zupełnie zdrowa dzisiaj Też na świnkę chorowała Marysieńka nasza mała
A jak obie będą zdrowe To włożą sukienki nowe I pojadą samochodem Lecz nie dziś – pojutlo – w ślodę…
Potem będą się pakować Trzeba wszystkie lalki schować I jedziemy już nad morze Tam dziewczynki spać położę
A od rana mama każe Iść opalać się na plażę Na plaży z samego rana Małgosia jest wykąpana
Marysia się grzebie w piasku Ile pisku, ile wrzasku… Kasia będzie tam i Ewa Woda, piasek, słońce, drzewa
Potem powrót do Warszawy W wagonie dużo zabawy Obie panny opalone Wcale nie zakatarzone
I pójdzie każda córeczka Prosto z domu do żłobeczka Żłobek a potem przedszkole Później szkoła – wierzcie wolę
Nie myśleć, że w krótkim czasie Kiedy już maturę zda się Wprost na uniwersytety Pójdą nasze dwie kobiety
A gdy zrobią doktoraty To już moje stare lata Nie pomogą żadne czary Dziadek pewno będzie stary
1954
Od lewej – wnuczka dziadka Małgorzata, córka Janina, wnuczka Marysia. To między innymi o nich są te wiersze.
***
Drogi mój Redaktorze
Drogi mój Redaktorze, Choć nie jesteś w humorze, Może nazwiesz mnie typem bezczelnym… Pomóż wreszcie w tej sprawie, Bo ty w końcu w tym FAWie Jesteś – fakt – redaktorem naczelnym…
Bo ja jestem – jak głupi, Mogę książki zakupić Jakie chcę: polskie, ruskie, niemieckie, Lecz te w FAWie wydane Dla nas są zakazane. Redaktorze! No, nie bądź Pan dzieckiem…
To już nie są herezje – Trzeba pisać recenzje, A jak pisać, to trzeba się wczytać Rzucać grochem o ścianę To zajęcie jest znane… Kogo tu się mądrego zapytać?
Dość tej głupiej zabawy, Poważniejsze mam sprawy I zadania, trudności i troski Zginie niech biurokracja – Książki dać – w tym jest racja!
Cześć!
Podpisał: Redaktor Ostrowski
L.dz.1831/57/XX
Otrzymuje: red Sternik
Do wiadomości: Dyr. FAW, ZZPF, NOT, USP, TKKF, KKM, ONZ, QUO, Szp. Psych., i Magazyn FAW.
1957
Niektóre z książek wydanych przez dziadka w FAWie, czyli Filmowej Agencji Wydawniczej