Zbigniew Milewicz
Thai znaczy wolny
Życie i śmierć, syjamskie rodzeństwo, jedno bez drugiego nie może istnieć. Kiedy lecę z Monachium do Bangkoku, na lotnisku w Doha, gdzie mamy przesiadkę, telewizja pokazuje w newsach zamach na rosyjskiego ambasadora w Ankarze. Otwiera w galerii sztuki wystawę p.t. Rosja oczami Turków i ginie zastrzelony przez przez tureckiego policjanta, w odwecie za Aleppo; zamachowiec nie był na służbie, chwilę później zostaje zneutralizowany, czyli także zabity, przez interweniujących kolegów, którzy są na służbie.Kiedy oglądam telewizyjne wiadomości w hostelu w Bangkoku i później w Pattayi, śmierć pojawia się m.in. w obrazach z lokalnych wypadków drogowych. Pokazują bez retuszu zmiażdżone pojazdy i zwłoki ofiar, dużo zbliżeń, więc dobrze się zastanawiam przy wyborze przewoźników i pilnuję się przy przechodzeniu przez ulicę. Kiedy wydaje mi się, że jakoś opanowałem tę sztukę, los szyderczo puszcza do mnie oko. Zwiedzam most Ramy VIII nad stołeczną rzeką Chao Phraya i w drodze powrotnej do hostelu nieomal potrąca mnie młoda kobieta na motorowerze. Przechodzę przez jezdnię, ona nagle wyjeżdża zza zakrętu, nie widzi mnie, bo rozmawia przez komórkę, na tylnym siodełku siedzi mała dziewczynka. Instynktownie daję susa do przodu, szczęśliwie nikt tamtym pasem wtedy nie jedzie ; dopiero, kiedy mam ją z tyłu, za plecami, zauważa mnie, krzyczy histerycznie. Na szczęście nic się nie stało, w przeciwnym razie co najmniej zepsułaby mi urlop. Idę oblać to wydarzenie do pobliskiej, chińskiej kawiarni, oczywiście wodą, noworodków nie chrzci się piwem. Podobne zdarzenie przeżywam w Pattayi, kiedy jakiś mój rówieśnik – motocyklista znienacka cofa na chodniku przy wypożyczalni motorów. W ostatniej chwili uskakuję przed białym bęcwałem, rewanżując mu się jedynym brzydkim słowem po angielsku, które znam, ten mamrocze jakieś sorry, ale nie miej tu człowieku szybkiego refleksu.

W chińskiej kawiarni na ścianach wiszą stare portrety chyba rodziców, albo dziadków obecnych właścicieli lokalu. To zamiłowanie do tradycji podkreślają stylowe, teakowe meble, ozdoby z laki i porcelany, wiekowy zegar. Klientela w kawiarni też przeważnie chińska, trudno mi odgadnąć, kto turysta, a kto mieszka w Bangkoku. Turystów z Państwa Środka na ulicach sporo, w ich kraju rozpoczynają się akurat jakieś ferie i kiedy wyjadę do Pattayi, Chińczycy opanują cały hostel, ale są i chińscy Tajowie, widziałem, byłem z Sharpem w ich Chinatown na smacznej kolacji.

Pierwsi emigranci z Chin napłynęli do Syjamu w połowie XIX w., kiedy kraj ten otworzył się na handlowe kontakty najpierw z wiktoriańską Anglią, a następnie z innymi krajami Zachodu, co stworzyło nowe miejsca pracy. Tajowie nie mieli smykałki do interesów, przybysze przeciwnie, zasymilowali się z miejscową ludnością, pokazali, że są utalentowanymi kupcami, pośrednikami, urzędnikami. Powstały nowe chińsko-tajskie elity, Syjam wkroczył na drogę modernizacji, nie tracąc jednocześnie więzi z historycznymi korzeniami, ze swoją kulturą i religią. Utarł w ten sposób nosa Holendrom, którzy chcieli skolonizować ten kraj. Słowo Thai znaczy wolny. Syjam nigdy nie był kolonią i miejscowi często to podkreślają. Reformy rozpoczął król Mongkut, kontynuowali je jego następcy, monarchowie Chulalongkorn, Vajiravudh i Prajadhipok. Zniesiono niewolnictwo, zreformowano prawo, administrację i system społeczny, wprowadzono obowiązek powszechnego nauczania. Współczesna Tajlandia ma jednak najwięcej do zawdzięczenia królowi Ramie IX.Zanim o nim trochę opowiem, oddam głos dr Marii Ochwat, specjalistce w zakresie sytuacji politycznej w Azji Południowo-Wschodniej i autorce książki pt. „Systemy konstytucyjne Tajlandii, Malezji i Singapuru”:
Tajlandia jest monarchią konstytucyjną, dziedziczną. Monarcha jest głową państwa, a jednocześnie zarówno organem władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej. Odgrywa on znaczącą rolę w systemie politycznym państwa, choć nierzadko podkreśla się, że “król nie rządzi, a panuje”. W praktyce monarcha pełni przede wszystkim funkcje reprezentacyjne i ceremonialne, jednakże należy zauważyć, że jego władza w rzeczywistości znacznie wykracza poza to, co zostało określone w konstytucji. Wystarczy przypomnieć wydarzenia z 1992 roku, kiedy to monarcha (król Bhumibol Adulyadej, Rama IX – przyp. Z.M.) powierzył stanowisko premiera Anandowi Panyarchunowi, którego kandydatura nie cieszyła się poparciem większości parlamentarnej. Monarcha interweniował również w kwietniu 2006 roku w związku z podejrzeniem o sfałszowanie wyników wyborów. W późniejszym okresie, kiedy na ulicach Bangkoku doszło do starć pomiędzy dwoma wrogimi obozami politycznymi, wezwał uczestników do natychmiastowego zaniechania walk i jak można przypuszczać – te natychmiast ustały. Można zatem śmiało stwierdzić, że monarcha jest ostatecznym arbitrem decyzji politycznych w sytuacjach kryzysowych, a tym samym podstawowym źródłem legitymizacji narodowej. Monarcha nie wyznacza polityki samodzielnie, raczej pomaga tworzyć plan działania państwa, zwłaszcza za sprawą swoich corocznych urodzinowych przemówień i aktywnie działa na rzecz rozwoju politycznego, w dużej mierze poprzez swoich pełnomocników. Pomaga także określić naturę rządów koalicyjnych, czuwa nad promowaniem określonych osób i komentuje życie polityczne. W społeczeństwie Tajlandii władza monarsza traktowana jest jako coś oczywistego i bezdyskusyjnego. Władca jest otoczony kultem, co oznacza, że w żaden sposób nie można go narażać na jakiekolwiek niebezpieczeństwo czy to poprzez oskarżenia, czy działania – jest nawet chroniony przed krytyką. Monarcha jest buddystą, ale jednocześnie gwarantem swobody religijnej, zwierzchnikiem sił zbrojnych, nadaje tytuły i przyznaje odznaczenia. Co więcej – ma on prawo odmówić podpisania danego projektu ustawy i przesłać go ponownie do parlamentu w celu ponownego przedyskutowania.
Podobizny króla Ramy IX są obecne wszędzie
Zasiadał na tronie przez ponad 70 lat, był najdłużej panującym monarchą na świecie. Urodził się w Stanach Zjednoczonych, w Cambridge, wychował w Szwajcarii. Jako trzecie z kolei dziecko nie był typowany na przyszłego króla, tron objął po niespodziewanej i do dziś niewyjaśnionej śmierci swojego brata, 9 czerwca 1946 r. Był człowiekiem wykształconym, intelektualistą z artystyczną duszą. Marzył o karierze saksofonisty, uwielbiał jazz i fotografię, studiował w Europie, m.in. literaturę francuską i łacinę. Człowiek spokojny, zrównoważony, pogodny, bardzo zaangażowany w pracę charytatywną, głównie na rzecz ekologii i ochrony środowiska. Przez cały okres jego rządów pozycja króla nie była kwestionowana ani podważana, a władza konstytucyjna, którą sprawował, poza drobnymi poprawkami, na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci nie uległa zmianie. Społeczeństwo bardzo liczyło się z jego zdaniem. Imię ceremonialne monarchy brzmiało: „Jego Wspaniałość, Wielki Pan, Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc, Syn Mahidola, Potomek Boga Wisznu, Wielki Król Syjamu, Jego Królewskość, Wspaniała Ochrona” – Phrabat Somdej Phra Paramindra Maha Bhumibol Adulyadej Mahitaladhibet Ramadhibodi Chakrinarubodindara Sayamindaradhiraj Boromanatbophit.

Widok z mostu Ramy VIII na Chao Phraya
Kiedy 13 października ubiegłego roku, po długiej chorobie zmarł w wieku 88 lat, Tajlandia pogrążyła się w smutku. Została ogłoszona roczna żałoba narodowa, odwołano w tym czasie wszystkie większe imprezy rozrywkowe. Podobiznę Ramy IX z żałobnymi emblematami widać wszędzie – na ulicach, w sklepach, barach, hotelach, zdobi ściany prywatnych mieszkań i budynków publicznych, znaleźć ją można w miejskich slumsach i na dziesiątkach ołtarzy rozstawionych wzdłuż ulic Bangkoku; widnieje na wszystkich tajskich banknotach i monetach. Obraza królewskiego majestatu tak w przeszłości, jak i obecnie uznawana jest w tym kraju za zbrodnię i grożą za nią wieloletnie kary pozbawienia wolności, w warunkach, przy których podobno nawet tureckie więzienia wydają się być luksusowymi pensjonatami. A że łatwo zostać o nią posądzonym, wszystkie przewodniki po Tajlandii odradzają turystom nawet najbardziej niewinne żarty na temat monarchy i jego symboli władzy.Ignorancja może drożej kosztować. Wolfgang z Kolonii, jedyny Niemiec, z którym w Pattayi przed powrotem do Europy uciąłem sobie krótką rozmowę, opowiadał mi o pewnym Angliku zabitym w biały dzień w jednym z barów, za znieważenie tajskiego banknotu. Był pijany, sprawców samosądu było kilku, po zlinczowaniu Anglika wyszli z lokalu, policji nie udało się ustalić ich tożsamości.Królowi w Tajlandii oddaje się niemal boską cześć, mamy tu do czynienia z niewątpliwym kultem jednostki, ale Rama IX ciężko pracował na swoją popularność. Podróże po całym kraju, tysiące spotkań z poddanymi, a przede wszystkim jego czujna obecność we wszystkich ważnych momentach tajskiej, współczesnej historii, sprawiły, że stał się kimś w rodzaju ojca narodu (jego urodziny są jednocześnie dniem ojca w tym kraju), postacią jednoczącą zwaśnionych rodaków, przynoszącą otuchę i spokój w burzliwych czasach. W minionym stuleciu Tajlandią wstrząsały liczne przewroty polityczne, zamachy stanu, potężne demonstracje. Gdy jednak sytuacja wymykała się spod kontroli na scenę wychodził król, nakazywał spokój i wszystko znowu wracało do stanu względnej równowagi; kiedy w czasie protestów w 2010 roku zabrakło jego interwencji, ulice Bangkoku spłynęły krwią.
Król chętnie poświęcał wolny czas na rozmyślania, wynikły z nich liczne koncepcje gospodarcze, programy wspierajcie rolnictwo i wyrównujące szanse dla najuboższych; w międzyczasie też Rama IX dorobił się jednego z czołowych miejsc w rankingu najbogatszych polityków świata, publikowanym przez magazyn Forbes. Wszyscy moi rozmówcy podkreślają jednak zgodnie, że nie wynosił się ze swoimi bogactwami ponad naród, że był skromny. Pewnie i za to też go ludzie kochają. Kiedy o nim mówią, często mają łzy w oczach, wielu na ubraniach nosi czarne, żałobne kokardki. W Bangkoku, w weekend zbierają się na placach i w miejskich amfiteatrach, aby wspólnie śpiewać na cześć zmarłego żałobne pieśni, ubrani w uroczyste, czarno-białe stroje. Z boku uwijają się fryzjerzy, strzygą za darmo wszystkich chętnych uczestników ceremonii, żeby schludnie się prezentowali, a wolontariusze rozdają zimne napoje.To nie są oczywiście spontaniczne uroczystości, organizują je władze Bangkoku, na telebimach pokazują Ramę IX w różnych okresach jego życia, często w asyście pięknej małżonki i dzieci. Sirikit Kitiyakara, zanim została królową, była uzdolnioną pianistką, zakochaną w utworach Fryderyka Chopina. Jej dzień urodzin jest w Tajlandii jednocześnie dniem matki. Król i królowa prowadzili przykładne życie rodzinne, bez skandali i to też ludzie ciepło wspominają.

Turystki z Państwa Środka na ulicach Bangkoku
Tajlandia jest krajem wyjątkowo niestabilnym politycznie, od 1932 roku, a więc od chwili gdy przestała być monarchią absolutną, państwem rządzą na przemian władze wojskowe i cywilne. Od maja 2014 roku władzę ponownie sprawuje wojsko; rodzi się więc pytanie, jakim królem okaże się 63-letni Maha Vajiralongkorn, jedyny syn zmarłego, który większość swojego życia spędził w Niemczech i jest dziesiątym władcą z dynastii Chakri, panującej od 1782 r. Rama X cieszy się dużo mniejszą popularnością niż jego ojciec, niewiele o nim wiadomo, poza tym, że ma stopień generała, wykształcenie wojskowe, które zdobył w Australii oraz ekscentryczne maniery, że trzykrotnie się rozwodził i jest ojcem siedmiorga dzieci. W ostatnich latach często zastępował ojca podczas oficjalnych uroczystości, ale rzadko zabierał głos. Tajlandii potrzebny jest z pewnością monarcha światły, podobny osobowością do króla Bhumibola, dyplomata, a przy tym dobry strateg i mediator. Czy taki właśnie będzie Rama X, czas pokaże.
P.S. Życie i śmierć, syjamskie rodzeństwo… 26 grudnia pokazują w telewizyjnych newsach, wydobywanie z morza czarnych skrzynek, po katastrofie rosyjskiego samolotu TU-154, z 92 osobami na pokładzie. Tupolew rozbił się zaraz po starcie z lotniska w Soczi, nikt nie przeżył, wiózł członków popularnego Zespołu Aleksandrowa, którzy mieli dać koncert dla żołnierzy rosyjskich w Syrii.








Po półtoragodzinnej jeździe, wczesnym wieczorem docieramy do celu, w jakimś niewielkim zaułku, który niczym się nie różni od sąsiednich, wszędzie tanie, tajskie kramy, garkuchnie, warsztaty rzemieślnicze, hoteli brak. Idę na czuja do najbliższej, większej ulicy i po paru metrach widzę naprzeciw elegancko ubranego gościa – biała koszula, ciemne spodnie garniturowe. Wyszedł na papierosa z biura, nad którym widzę angielski szyld, że jest to agencja turystyczna. Tak trafiam do hostelu Bed&Butler, do którego w linii prostej mam zaledwie kilkaset metrów, ale Daar, najbliższy współpracownik właściciela, na jego koszt zawozi mnie tam szarmancko firmową limuzyną. Należność za pięć noclegów reguluję u agenta; gdybyś trafił bezpośrednio do mnie, zapłaciłbyś tylko 300 bathów za noc, a tak agent skasował dodatkowo 150 za pośrednictwo – powie mi później Sharp, właściciel hostelu. Cóż, każdy chce żyć.
Wyruszam w miasto zaopatrzony w mapę, smartfona z nawigacją, wielgachny kapelusz zielonych ludzików z Kaliningradu i butelkę zimnej wody, którą dostaję w prezencie od Sharpa (po chwili i tak już będzie ciepła). Po przejściu kilkuset metrów chodnikiem postanawiam przeprawić się na drugą, cienistą stronę ulicy, tylko, jak to zrobić… Podpatruję innych, bez względu na sygnalizację świetlną wciskają się między jadące jeden za drugim motorowery, tuk tuki, samochody, te zmniejszają wtedy prędkość, albo zwiększa ją pieszy i tak metr za metrem człowiek dociera do celu. Z duszą na ramieniu podążam śladem przechodniów, ale broń Boże na czerwonym świetle, przed jakąś ciężarówką na wszelki wypadek ostrzegawczo podnoszę rękę, bo wyobraźnia pracuje, no i udaje się, cało przechodzę przez jezdnię. Najpierw do banku, wymienić pieniądze, otwierają go za parę minut, o dziesiątej. Jak miło z rozgrzanej patelni ulicy wejść do chłodnego wnętrza, gdzie po okazaniu paszportu zostaję obsłużony szybko i uprzejmie, tylko wcześniej muszę jeszcze podać swój tymczasowy adres. Pani za bankowym kontuarem kopiuje sobie moje osobiste dane, sprawdza, czy mam aktualną wizę, którą otrzymałem na lotnisku, dwa podpisy i już jest za co szaleć w Bangkoku. Obcej waluty oficjalnie nigdzie ode mnie w Tajlandii nie przyjmą, poza bankiem, albo kantorem, w którym obowiązują podobne formalności.
Aby mój kierowca nie stracił jednak zupełnie wiary w białego człowieka, dałem mu się zawieźć do większego biura turystycznego, bo tym razem ja miałem w tym swój interes, a na zakończenie kursu zamiast dwudziestaka dostał 50 bathów. W biurze znalazłem i zarezerwowałem w miarę tani i jak się później okazało całkiem przyzwoity hotel w kurorcie Pattayi oraz przewóz na 25 grudnia. Przy okazji zręczny agent sprzedał mi wycieczkę do starej, tajskiej stolicy Ayutthaya i letniej, królewskiej rezydencji Bang Pa In, o której opowiem w następnym odcinku. Odwiózł wiózł mnie prawie pod sam Bed&Butler, w którym już trwały przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Nazajutrz zapisałem się na wycieczkę, a pojutrze była Wigilia. Sharp kupił z tej okazji na jakimś bazarze sztuczną choinkę i właśnie ją stawiali z Daarem przed wejściem do hostelu. Jup, dziewczyna Sharpa, z dużym wdziękiem tym dyrygowała, pracowała w tajskiej CSI, policji kryminalnej, więc drzewko musiało stać, jak należy. Sharp był ateistą, Daar buddystą, a Jup nie wiem, ale chcieli stworzyć swoim gościom przynajmniej jakąś namiastkę świąt. W związku z tym już od samego rana w hostelu było bardzo muzycznie – kolędowo, a ja właśnie tego chciałem uniknąć.
Włada poznaję w przedostatni dzień Starego Roku, w jednej z bocznych uliczek Walking Street. Stoi przed rusztem, na którym pieką się nadziane na drewniane szpikulce kawałki marynowanego kurczaka, pachną tak smakowicie, że też coś kupię. Teraz obydwaj rozglądamy się za najbliższym Family Markt, gdzie sprzedają chłodne napoje. Śpiewny angielski nieznajomego powoduje, że przechodzę na język zdecydowanie dla mnie łatwiejszy:






Ilustrowały to wszystko liczne, mniej lub bardziej szokujące zdjęcia, uwiecznione przez policyjnych i prywatnych fotografów. Mnie najbardziej zapadły w pamięci dwa: gościa, który po pijanemu wspiął się na koronę drzewa i tam zapadł w błogi sen. Deliberowano, jak udało mu się tego dokonać i dlaczego nie spadł w czasie snu na ziemię… 






