Die Administratorin bedankt sich bei Norbert Kollenda für Zusendung dieses Texts
Stanisław Obirek (geboren am 21. August 1956 in Tomaszów Lubelski) – Theologe, Historiker, Kulturanthropologe, Professor für Geisteswissenschaften, ordentlicher Professor an der Universität Warschau, ehemaliger Jesuit.
Vor 32 Jahren, am 7. Januar 1993
Ich möchte mich nicht in die Riege der Verfechter von Verschwörungstheorien einreihen, die Juden, Jesuiten, Freimaurer oder Vertreter noch anderer Gruppen mit angeblich unendlichen Möglichkeiten der Einflussnahme auf den Lauf der Geschichte als Hauptakteure ausmachen. Was mich allerdings stutzig macht, ist die Tatsache, dass die katholische Lehre vom Schutz des ungeborenen Lebens, die sich vor allem in Polen seit Ende der 50er Jahre intensiv entwickelt hat, zu einem wichtigen Bestandteil im Denken immer größerer Gruppen von Menschen geworden ist, und zwar nicht nur in Polen. Wichtige Etappen für ihre wachsende Dominanz waren zweifellos die Verkündigung der Enzyklika Humanae vita durch Paul VI. im Jahr 1968, gefolgt vom langen Pontifikat Johannes Pauls II. Andererseits haben auch fundamentalistische protestantische Gruppen, die in der amerikanischen Gesellschaft immer mehr Unterstützung finden, eine wichtige Rolle gespielt, insbesondere in der jüngsten Geschichte der USA unter der ersten Amtszeit von Präsident Donald Trump. Ihr letztes Wort haben sie noch nicht gesprochen, wie wir in der zweiten Amtszeit von Trump, die am 6. Januar 2025 beginnt, sehen werden.
SprachCafé Polnisch Schulzestr. 1 Berlin – Wollankstrasse
Das Gefühl, dass ich von den Tod umgeben bin To uczucie, że śmierć jest wokół mnie
Spotkanie z cyklu My trzy i Wieczory szczecińskie Treffen von der Reihe Wir Drei und Stettiner Abende
Montag 13. Januar, 19:00 Uhr Bilder und Texte von Tibor Jagielski Dauer der Ausstellung: bis Ende Februar 2025 Poniedziałek, 13 stycznia o godzinie 19 – Rysunki i teksty Tibora Jagielskiego Wystawa do 28 lutego 2025
Tibor Jagielski 13.01.1959 Szczecin – 2.06.2024 Berlin Poeta, prozaik, rysownik, tłumacz, gastronom – Dichter, Prosa-Autor, Zeichner, Übersetzer, Gastronomiker
Das Gefühl, dass ich von den Tod umgeben bin. Ich bekam es im Alter von 8 Jahren. Es war Anfang des neuen Schuljahres; ein richtiger indian summer; damals wurde ein Kind regelrecht und systematisch von seinen Vater zu Tode geprügelt und die Kinder auf dem, von den Linden und Pappeln umsäumten,Hof waren die stummen Zeugen dieser Ungeheuerlichkeit. Das Gefühl einer Hilflosigkeit und vollkommenen Ausgeliefertseins; nie empfand ich die Stille, die nach den letzten Schlägen und Gestöhne eines gemärterten Gleichaltrigen, als eine Dunstwolke die sich ausbreitete und auch die Nebengassen erreichte und sogar die Straßenbahnen und Autos auf der nah gelegener Hauptstraße schienen wie verschwunden – Stille, Leere, nichts bewegte sich. Die Zeit blieb stehen und ich fiel in Ohnmacht, die ich bis heute spüre.
Podczas Wigilii Polonijnej, organizowanej już od wielu lat przez Polską Radę w Berlinie, ksiądz Przemysław “Przemo” Kawecki z Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie opowiedział historię wigilijną. Były sobie cztery świeczki. Pierwsza, która miała na imię Pokój, powiedziała: Ach nie, wszystko jest okropne, ludzie wcale nie chcą pokoju, wszędzie jest wojna, jestem niepotrzebna, mam dość. I zgasła. Tak, powiedziała druga świeczka, która miała na imię Miłość, ona ma rację, ludzie wcale nie chcą miłości, częściej się nienawidzą niż kochają, też jestem niepotrzebna. Odchodzę. I zgasła. Ach, powiedziała trzecia świeczka, która miała na imię Wiara, mnie też nikt nie potrzebuje, ludzie nie potrzebują wiary, poświęcają życie gonitwie za mamoną. Ja też odchodzę, westchnęła i zgasła. Ach dziewczyny, zakrzyknęła czwarta świeczka, przecież nie będziemy się zrażać! Nie damy się, poradzimy sobie, będzie dobrze, wracajcie!
czyli Eryk Wałkowicz – z wykształcenia dietetyk, a z zamiłowania do gotowania, w pełni roślinny kucharz.
Wegańskie święta nie oznaczają odstępowania od wieloletnich tradycji. Do przygotowania roślinnej Wigilii wcale nie potrzebujesz wymyślnych przepisów. Wystarczy kilka prostych porad i trików, o których dowiesz się właśnie z tego poradnika!
Jak przygotować wegańskie święta? Czy trzeba przekopać i postawić kuchnię od nowa, a w sklepie kupować najdziwniejsze i drogie składniki? Zdecydowanie nie! Wystarczą tradycyjne przepisy od ukochanej babci przekazywane z pokolenia na pokolenie, odrobina inwencji twórczej i garść poniższych porad Do dzieła!
Ela, oczywiście Ela to znalazła. Sporo osób pozarażałam baratarystycznie, ale Ela jest najwierniejszą adeptką tej wspaniałej nauki o szaleństwie, poczciwości i uczciwości marzeń.
Na zakończenie niedzielnej parady wierszy Dziadka Ostrowskiego przyszedł jeszcze taki oto tekścik:
Wiktor Ostrowski i Maria Marucelli
Bardzo dawno temu, jak my, wnuczki wspaniałego Dziadka Ostrowskiego byłyśmy w 3 lub 4 klasie szkoły podstawowej, któraś z nas, chyba Małgorzata, dostała jako zadanie domowe, wkuć na pamięć dopływy rzeki Odry. Była to lista niczym nie związanych nazw, nie mających żadnego znaczenia dla nas, mieszkających nad Wisłą. Wieczorem w domu wybuchła tragedia, że tego nie da się nauczyć na pamięć, a następnego dnia będzie sprawdzian, czy umiemy te nieszczęsne dopływy i jak nic Małgorzata dostanie dwóję!
Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy, Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa… Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa, Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy. Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa, Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa, Kto nie lata jak orły – lecz stąpa jak lisy. Młodość winna być nagła i ostra jak klinga. Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga, Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy, Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy, Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy, Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.
Krzysztof Kamil Baczyński Don Kichot
Z którego dziejow czytać się uczyłem, rycerzu, piosnkę zasłysz i tobie. C. K. Norwid
Południe kiedy wróble kąpią się w piachu w traktach wybuchających pyłem przechodzi rycerz dym jałowców strzela zapachem z dachów lisy patrzą spod rzęs wyblakłych ludzie chytrze zbierają skwar ciężki do sakiew oczu koń drewniany wydyma kurz jak żagle krokiem każdym odrzuca ziemię tocząc kule piachu w obłoki wybija nagle taktem kroku spada znużenie w oczy twarz czernieje wichrem cieniem oczy gasną obojętność bije w pancerz szkłem stłuczonych spojrzeń oczy wystrzały nieba z rozmarynów dojrzę – oczy wystrzały nieba chodzą powoli wśród marzeń jedzie rycerz w rozpęk różowy jabłoni miasta puste duszne od róż pogasłych jedzie rycerz okna śpiewają koniem dudnią ulice ogłuchłe ślepe miasta uciekają jaszczurki łożyskiem rzek suchych odpadają od stóp krokami kamienie miast jedzie rycerz o sercu wielkim i głuchym pancerz odbija co noc rytmiczne salwy gwiazd jedzie rycerz w obłęd szerokich obłoków w wytrysk winnic słońce zasiane winem w noc urojeń dzwonów błyszczące toki w księżyc pusty zagląda w okna nieznanych dulcynei
17.VII.1939
Bolesław Leśmian
W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów, W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście Pożółkłe i zbyteczne – z dusza, niby ołów, Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot, Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot Siedzi, dumając nad tym, że dumać nie warto, I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej, Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej, Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.
Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża, Ażeby go powołać na wspólne biesiady We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża, Rozpraszają dla gościa. gość niezłomnie blady Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.
Niegdyś skrzydła wiatraków, sen posłuszny wiośnie, Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków, A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie, Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków, I – nieufny – uśmiechem szyderczym przesłania Możliwość nowych błędów, snów i opętania.
I nie postrzega nawet, jak nagle – bezszmerny Anioł do stóp mu składa purpurową różę, Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze Pamięta o rycerzu, który był jej wierny. Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza, Znieważając wysłańca i dawczynię daru, Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru. Biały anioł się schyla nad niewiasty jeńcem, I całując go w czoło, przytłumionym głosem Szepcze: “To także od Niej!”… I nagłym rumieńcem Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!