Alma (8)

Lech Milewski

Wielka ucieczka

Jako podkład muzyczny proponuję Symfonię Nr 9 Antoniego Dworzaka – Z Nowego Świata. Wybór dość oczywisty gdyż tam właśnie zakończyła się ucieczka głównych bohaterów tej serii wpisów.

Ostatnim wydarzeniem w poprzednim odcinku było morderstwo kanclerza Dolfussa. Cofnijmy się o rok i przenieśmy do Niemiec.
8 kwietnia 1933 roku Studenckie Biuro Propagandy ogłosiło Akcję przeciwko nie-Niemieckiemu Duchowi.
Nie-niemiecki Duch objawiał się w:
– książkach zdrajców oczerniających Nowe Niemcy,
– literaturze komunistycznej i pacyfistycznej,
– literaturze liberalnej popierającej Republikę Weimarską,
– literaturze propagującej sztukę dekadencką lub czysto konstruktywistyczną (np. Bauhaus)
– literaturze stworzonej przez żydowskich autorów bez względu na jej zawartość.

Uczelnie otrzymały listę najgroźniejszych autorów. Na pierwszych trzech pozycjach znaleźli się: Karol Marks, Karol Kautsky i Henryk Mann. 10 kwietnia zapłonęły stosy. Największy na Opernplatz w Berlinie.

Zwróciłem uwagę na nazwisko Henryka Manna, pierwszego literata na tej liście. Już rok wcześniej, na łamach pisma Die Weltbühne, pojawił się artykuł A. Hitlera pod tytułem – Prezydent? Autor przeprowadzil całkiem logiczny dowód, że Henryk Mann jest lewicowcem nie uwikłanym w żadne układy partyjne i byłby w stanie doprowadzić do porozumienia szerokiego frontu lewicowego z komunistami i w rezultacie objąć stanowisko prezydenta Republiki Weimarskiej.

Na szczęście w 1933 roku Henryk Mann przebywał we Francji, gdyż w innym przypadku nie skończyłoby się tylko na paleniu książek.
Henryk Mann już od młodych lat demonstrował niezwykły instynkt polityczny w przeciwieństwie do swojego dużo słynniejszego, brata Tomasza, który każdą sytuację polityczną oceniał błędnie i potem wielokrotnie zmieniał zdanie.
W przypadku nazizmu było podobnie. Henryk Mann stał się przywódcą antyfaszystowskiego ruchu intelektualistów. Tomasz Mann, podobnie jak większość Niemców, w pierwszej chwili wiązał pewne nadzieje z Hitlerem. Nadzieje bardzo szybko się skończyły, ale słynny pisarz bardzo długo grał z nazistami w kocie łapki. Przezornie przebywał poza granicami Niemiec, ale bardzo długo zwlekał z podpisaniem listu intelektualistów antyfaszystowskich, twierdząc, że więcej pożytku przyniesie Niemcom możliwość dostępu do jego książek. Uległ dopiero naciskowi własnej rodziny, która była mocno zażenowana jego postępowaniem.
Rzeczywistość okazała się bardzo okrutna dla Henryka, który po zaprzestaniu publikacji jego książek w Niemczech, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji materialnej i utrzymywał się na powierzchni dzięki ciężkiej pracy żony i regularnej pensji wypłacanej mu przez brata.
Natomiast Tomasz Mann stał się ambasadorem niemieckich intelektualistów i artystów szukajacych bezpiecznej przystani w USA.

Wróćmy jednak do ducha nie-niemieckiego. Muszę stwierdzić, że zaskoczyło mnie zaliczenie do tej kategorii Bauhausu. Wszak propagował on funkcjonalność, ergonomię, czystość konstrukcji. To całkiem podobne do koncepcji samochodu dla ludu – volkswagena, który był ulubieńcem Hitlera i został skonstruowany i wprowadzony do produkcji przez nie byle kogo lecz samego doktora-inżyniera Ferdynanda Porsche.
Nie mogę się oprzeć nie popartemu żadnymi dowodami podejrzeniu, że w przypadku Bauhausu i Waltera Gropiusa jakąś rolę mogła odegrać osoba naczelnego architekta Rzeszy, Alberta Speera, który miał zupełnie inne koncepcje architektoniczne.

Walter Gropius bardzo szybko pozbył się złudzeń i w 1934 roku wyjechał do Anglii, a trzy lata później do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował swoją błyskotliwą karierę. Na początek zaprojektował i wybudował dom dla swojej rodziny (po rozwodzie z Almą ożenił się powtórnie i miał córkę z adopcji). Ten dom i jego otoczenie uchodzą do dzisiaj za wzór budownictwa funkcjonalnego – KLIK.
Kilka dni temu zapytałem żonę mojego bardzo młodego kuzyna, z zawodu architektkę, czy zna nazwisko Gropius. Spojrzała na mnie z urazą – też mi pytanie.
Proszę podać w google hasło “Gropius doorhandle” albo “Gropius chair” a może się okazać, że bez Waltera Gropiusa nasze warunki życiowe mogłyby być zupełnie inne…

Oskar Kokoschka nie miał żadnych złudzeń co do nazizmu. Przecież już w 1911 roku arcyksiążę Ferdynand (ten zastrzelony trzy lata później w Sarajewie) oglądając obrazy Kokoschki powiedział – ktoś powinien połamać temu człowiekowi wszystkie kości. Teraz czas wiedeńskiej operetki się zakończył, przyszedł czas na łamanie kości.
W 1934 roku Oskar przeniósł się do rodzimej Czechosłowacji. Powstała tam grupa artystów ekspatriantów, która przyjęła nazwe Oskar Kokoschka Bund. W Czechosłowacji ożenił się z Olgą Pavlovską. W 1938 roku, po podpisaniu układu monachijskiego, wyemigrował do Anglii, gdzie jego twórczość była zupełnie nieznana i wraz z żoną do końca wojny żyli w biedzie. Po zakończeniu wojny jego dzieła szybko wróciły do czołowych galerii Austrii, Włoch i Niemiec, a on sam osiedlił się w Szwajcarii, gdzie zmarł w wieku 93 lat.

Manon Gropius

Wracam do głównej postaci tej opowieści. Wiadomość o zabójtwie kanclerza Dolfussa niezbyt przejęła Almę i jej rodzinę, gdyż przeżywali swoją własną tragedię. 17-letnia Manon została porażona paraliżem dziecięcym i całkowicie sparaliżowana. Manon – cudownie wrażłiwa dzieczynka, która potrafila się porozumiewać z roślinami i zwierzętami, która po wizycie za kulisami teatru czuła się na scenie jak we własnym domu, została przykuta do wózka inwalidzkiego. Walter Gropius przyjechał z Londynu odwiedzić córkę. Lekarze byli pełni optymizmu. Alma wierzyła, że Manon wyzdrowieje, bo ona, Alma, tego chce. Przyjaciel domu – ksiądz Hollnsteiner – radził, żeby jej znaleźć męża, Manon prosiła tylko o jedno – pozwólcie mi umrzeć w spokoju. Pocieszała też na swój sposób Almę – zapomnisz o tym, Mamusiu, tak jak zapomniałaś o wszystkich innych.
Manon umarła w Poniedziałek Wielkanocny 1935 roku. Została pochowana na cmentarzu Grinzig tak jak Gustaw Mahler i piewsza córka Almy. Pogrzeb odbył się tak pospiesznie, że Walter Gropius nie zdążył przyjechać na czas. Za to Alma była pierwszy raz na pogrzebie. Elias Canetti (literacki Nobel 1981 – KLIK) – bezlitosny krytyk Almy – wspomina pogrzeb tak: …tym razem, też, wszystko było zrobione dla efektu. Cały Wiedeń był tutaj. (…) Ona (Alma) płakała i uderzyło mnie, że nawet jej łzy były ogromnie duże. Nie było ich zbyt wiele, ale ona potrafiła tak płakać, że one płynęły razem, niezwykłego rozmiaru. Takich łez nie widziałem nigdy w życiu, jak niezwykłe perły, drogocenna ozdoba…

Franz Werfel był bardzo blisko Almy. Starał się ją wesprzeć w każdy możliwy sposób, ale teraz to on był gwiazdą. To o nim pisały gazety, to on zostal zaproszony do Nowego Jorku, to dla niego Ormianie, wdzięczni za pokazanie ich losu w książce 40 dni Musa Dag, organizowali specjalne akademie. To on został zaproszony przez Ligę Narodów na dyskusję na temat roli literatury.
Alma pisała: Moje małżeństwo nie jest już małżeństwem. Żyję nieszczęśliwie przy Werflu, którego monologi zdają się nie mieć końca. Jego zamiary, jego słowa, wszystko jego, jego, jego! Zapomniał jak ważne były kiedyś dla niego moje słowa.

W 1938 roku, podczas pobytu we Włoszech, dotarła do nich wiadomość o spotkaniu kanclerza Schuschniga z Hiltlerem. Anschluss Austrii był kwestią dni. Alma zostawiła męża we Włoszech, a sama udała się do Wiednia, ratować co się da. Na wszelki wypadek zamieszkała w hotelu. Z wystaw sklepowych spoglądały na nią portrety Hitlera. A jednak jej córka, Anna, nie zdawała sobie ciągle sprawy z tego, że bycie dzieckiem Mahlera jest niebezpieczne. Jednym z pierwszych posunięć nowej administracji była zmiana nazwy Mahler-Strasse.
Ksiądz Hollnsteiner przygotowywał kazanie na temat wielkości faszyzmu. Rodzina jej ojczyma, Carla Molla, świętowała. Alma wyciągnęła wszystkie swoje oszczędności z banku, zaszyła je w pasie i poprosiła swoja służącą o przewiezienie ich do Szwajcarii. Pożegnała się z matka, a ojczymowi przekazała pod opiekę wszystkie swoje dzieła sztuki.
Z wielkim trudem przekonała swoją córkę do wyjazdu. Na ulicach Wiednia rozwieszano ogłoszenia o mającej nastąpić za kilka dni wizycie Hitlera, gdy Alma z Anną jechały na dworzec.
Przez Pragę, Budapeszt, Zagrzeb i Triest dotarły do Mediolanu, gdzie czekał na nie Franz.
W Zurichu odebrali oszczędności Almy i przez Paryż pojechali do Londynu. Anna mówiła biegle po angielsku, Franz miał zdolności do języków, a nowe otoczenie mobilizowała go do działania. Alma natomiast oczekiwała nadal, że wszyscy będą do niej mówić w jej języku. Tak się nie stało i wkrótce znienawidziła Londyn. Powrócili więc do Paryża. Tam Almie udało się odzyskać pozostawiony w Wiedniu manuskrypt III symfonii Brücknera, ulubionego kompozytora Hitlera.
We wrześniu wybuchła wojna i nagle stali się we Francji cudzoziemcami z wrogiego kraju. Dlaczego natychmiast nie wyjechali do USA? Jakaś wiara w siłę euroejskiej tradycji kulturalnej? Podjęli decyzję dopiero gdy Niemcy opanowały Francję, ale wtedy było już za późno. Nie posiadali francuskiej wizy wyjazdowej i musieli uciekać przez “zieloną granicę”. Po kilku tygodniach oczekiwania w Lourdes trafiła się wreszcie okazja. Wraz z Henrykiem Mannem, jego żoną i synem Tomasza Manna – Golo – przekradli się do Hiszpanii a dalej, już legalnie, do Portugalii i USA. Ucieczkę tę opisałem szczegółowo w pierwszym odcinku opowieści.

Po sukcesie Pieśni Bernadetty ich sytuacja materialna była bardzo dobra. Kupili duży dom w Beverly Hills. Mieli dobre ksiązki, fortepian, służbę. Byli w centrum życia niemieckiej emigracji. A jednak: Franz jest zmęczony. Zamknięty w sobie. Jak martwy. Chyba potrzebuje nowej miłości albo czegoś podobnego. A ja, ja nie potrzebuję i nie szukam już nikogo ani niczego.

26 sierpnia 1945 roku Franz Werfel zmarł na skutek ataku serca. Problemy z sercem odczuwał już od kilku lat. A przecież w dniu, gdy Alma dostała krwotoku i przedwcześnie urodziła synka, złożył ślub, że jej nie opuści i rzuci palenie. Wypełnił tylko pierwszą część tego ślubowania.

Pogrzeb odbył się trzy dni później. Tomasz Mann wspomina go tak:
Uroczystość pogrzebowa odbyła się w kaplicy Towarzystwa Pogrzebowego w Beverly Hills; obfitość kwiatów była wielka a grono żałobników, liczące wielu muzyków i pisarzy, bardzo liczne. Wdowa, wdowa po Mahlerze, a obecnie i po Werflu nie była obecna. ‘Nigdy przy tym nie bywam’ – powiedziała ta wspaniała kobieta – a słowa te, w całej swej szczerości, wydały mi się tak komiczne, że nie wiedziałem właściwie, czy szloch, czy śmiech, wstrząsnęly moją piersią nad trumną. W sąsiednim pomieszczeniu śpiewała Lotta Lehman przy akompaniamencie (Bruno) Waltera. Mowa pogrzebowa abbe Moeniusa długo się odwlekała…, gdyż Alma w ostatniej chwili zażądała nagle rękopisu celem energicznej cenzury. (Bibliografia 3)

P.S. Dla osób, które poczuły nieco sentymentu do bohaterów tej opowieści mam prezent – nagrania głosów Almy Mahler, Waltera Gropiusa, Oskara Kokoschki, Franza Werfla, Anny Mahler (córki Gustawa i Almy) – KLIK.

Zakończenie za tydzień.

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
2. Evelyn Juers – House of Exile – KLIK.
3. Tomasz Mann – Jak powstał Doktor Faustus.

Alma (7)

Lech Milewski

Koniec cesarskiego walca

Jako podkład muzyczny proponuję oczywiście Cesarskiego Walca

Czy Alma wiedziała czyje dziecko nosi w swoim łonie? Być może nie. Z poprzednich odcinków wiemy, że decyzja o przerwaniu ciąży, z wiedzą czy bez wiedzy biologicznego ojca, nie przysparzała jej wielkich dylematów. Co więc zaważyło? Rozbudzone przez Manon Gropius uczucia macierzyńskie? Ciekawość? Zdanie się na łaskę losu?

A co myślał o tej ciąży jej mąż? Trudno odgadnąć. Wiadomo, że Walter Gropius był cały czas zazdrosny o miniony związek Almy z Oskarem Kokoschką. Wracał często do niego w korespondencji, a kiedyś, w napadzie gniewu, podarł jeden z papierowych wachlarzy podarowanym Almie przez Oskara na pożegnanie.
Temat kontaktów z Franzem Werflem nie pojawial sie w korespondencji Almy z mężem. Być może Walter zdawał sobie sprawę ze swojej bezradności. Przeszłość okazywała się łatwiejsza do kontrolowania niż teraźniejszość.

Rok 1917 przyniósł znaczne pogorszenie sytuacji finansowej Almy. Małżeństwo z Gropiusem oznaczało utratę wdowiej renty. Inflacja zmiejszyła dochody z wykonań i publikacji utworów Mahlera. Alma przeniosła się do swojego domu w Semmering. Spowodowało to pewne scementowanie rodziny. Starsza córka Almy – Anna Mahler – miala 13 lat, była wszechstronnie utalentowana, akceptowała i miała bardzo dobry kontakt z kolejnymi partnerami matki i darzyła wielką sympatią swoją młodszą (jednoroczną) siostrę.

W lipcu, gdy Alma była w 7 miesiacu ciąży, odwiedził ją Werfel. W pamiętniku zapisał: “Straciłem kontrolę nad sobą. Kochaliśmy się! Nie oszczędzałem jej...”

Kilka godzin później Alma dostała silnego krwotoku. Służąca posłała Franza po lekarza. Po ciemku zbłądził, zabłąkał się na jakieś mokradła. Zdesperowany złożył ślub – jeśli wszystko zakończy się pomyślnie, to nigdy nie opuści Almy i rzuci palenie.
Na szczęście córka Almy – Anna – nie straciła głowy i wezwała telefonicznie lekarza z Wiednia. Gdy wreszcie Franz wrócił do domu, Alma poprosiła go do swojego pokoju. Była tak piękna, że Franz miał łzy w oczach. Powiedział Almie, że czuje się winny tego co się wydarzyło.
Odpowiedź Almy: “Winny. Jesteś tak samo winny jak ja. A ja nie jestem wcale winna. Wina! Dla mnie takie pojęcie nie istnieje.”

Alma została przeniesiona do szpitala w Wiedniu. Franz próbował dodzwonić się do szpitala, żeby dowiedzieć się o stan jej zdrowia. Dodzwonił się następnego dnia o 9 rano. Telefon odebrał… Walter Gropius. Dziwnym trafem dostał właśnie przepustkę i przyjechał niezapowiedziany. Grzecznie poinformował Franza: “To była bardzo trudna noc. Dziecko urodziło się żywe. Alma czuje się dobrze, jak można się było spodziewać.”

Franz odwiedził ją w szpitalu następnego dnia…
Z jej twarzy odpłynęła wszelka krew, ale nigdy nie była tak piękna. Kobieta, którą kochałem… a ja musiałem udawać obojętnego znajomego.”
Pierwsza refleksja Werfla na widok nowonarodzonego dziecka była – “nie miałem watpliwości, ten chłopiec należał do mojej rasy.”
Blade, milczące, niemowlę deprymowało go. Żeby chociaż płakało.

Kilka dni później Alma rozmawiała przez telefon z Franzem. Dyskutowali, jakie imię dać chłopcu. W tym momencie do pokoju wszedl Walter i usłyszał, że Alma zwraca sie do Werfla per Ty. Na widok męża odłożyła słuchawkę. To Twój kochanek? – spytał Gropius. Alma nie odpowiedziała.
Tego samego dnia Walter zapukał do drzwi apartamentu Franza. Nikt nie otworzył więc zostawil w drzwiach list następującej treści – “błagam Pana na miłość boską – bądź ostrożny z Almą, łatwo o nieszczęście i możemy stracić dziecko” – podkreślenie moje.
Refleksja Franza Werfla – “gdy przeczytałem ten szlachetny list, nie wiedziałem gdzie się podziać.”

Alma naradzała się z Franzem, jakie imię nadać synowi? Nie znalazłem wzmianki o tym, żeby naradzała się na ten temat z mężem. Wybrano imię Martin, które jest imieniem stryjecznego dziadka Waltera, również słynnego architekta – KLIK – ale może to tylko przypadek.

W pierwszych dniach listopada 1918 roku Walter został zwolniony z wojska, odwiedził Franza Werfla i razem zapukali do drzwi domu Almy.
“Wynoście się!” – krzyknęła Alma – “wynoście sie obaj. Nie chcę mieć nic wspólnego ani z Tobą Walterze, ani z Tobą Franz. I nie tkniesz moich dzieci. One są moje!”

12 listopada 1918 roku abdykował następca Franciszka Józefa, cesarz Karol I, Austria stała się republiką. Tłumy pod nową czerwono-biało-czerwoną flagą ruszyły pod budynek parlamentu. W zamieszaniu komuniści wydarli z flagi biały pas i szczepili ze sobą dwa pozostałe. Franz Werfel, który w swojej dotychczasowej twórczości głosił hasła braterstwa ludzi, wpadł w euforię. Następnego dnia zgłosił się do Almy w mundurze Czerwonej Gwardii, prosząc ją o błogosławieństwo. Alma pocałował go w czoło bez wiekszego przekonania. Gdy wrócil do niej wieczorem, brudny, cuchnący tytoniem i tanim alkoholem, odesłała do z powrotem, tam gdzie należy. Stał więc cały dzień na ławce w parku krzycząc – precz z kapitalizmm i wzywając tłum do wzięcia banku siłą.

Jednak rewolucja potoczyła się swoim torem i ostatecznie władzę przejęło zamożne mieszczaństwo. Franza spotkało powszechne potępienie, poszukiwała go policja. Na szczęście znalazł się poręczyciel – Walter Gropius ze swoją nieskazitelną kartą z frontu – cztery razy ranny, dwa razy odznaczony Krzyżem Żelaznym.
Po tym szlachetnym czynie Walter wyjechał do Belina, żeby zdobywać środki na utrzymanie swoje i rodziny.

W styczniu 1919 roku Martin poczuł się źle i został zabrany do szpitala. Alma pojechała odwiedzić męża. Gropius był pełen entuzjazmu – przeniosą się do Weimaru. Przedstawił jej swój nowy projekt – Bauhaus – KLIK.
Reakcja Almy – Co? Wegetować do końca życia z Walterem w Weimarze? Nigdy!
W następnych dniach Walter otrzymał z Wiednia depeszę powiadamiającą go o śmierci syna. Nienaganny jak zawsze, powiadomił o tym fakcie Franza Werfla.

W tym momencie Alma miała wszystkiego dosyć. Wiedziona nagłym impulsem, pozostawiła Waltera z córką, a sama pojechala do Wiednia odwiedzić… Oskara Kokoschkę, który zasypywał ją błagalnymi listami twierdząc, że bez niej nie jest w stanie niczego namalować.
Na szczęście dla stanu moich nerwów nie zastała go. Wróciła do męża z ostateczną decyzją – chce się rozwieść. Walter był właśnie całkowicie pochłonięty swoją pracą, sprawy rodzinne zeszły na drugi plan, był więc skłonny zgodzić się na rozwód. Pod jednym warunkiem – Manon zostanie pod jego kuratelą.

Alma wróciła do Wiednia, gdzie czekał na nią Franz Werfel zakochany jeszcze bardziej niż przedtem. W liście do Almy przedstawił bardzo logiczne argumenty:
Almitschka, żyj dla mnie. Swoją przyszłość widzę tylko w Tobie. Chcę się z Tobą ożenić. Nie tylko dlatego, że Cię kocham, ale ponieważ wiem, że jeśli jest na świecie osoba, która może przynieść mi samorealizację i zrobić ze mnie artystę, to jesteś nią Ty.”

Alma ocenila tę deklarację bardzo trzeźwo:
Franz to mały ptaszek w mojej dłoni, z bijącym sercem i rozbieganymi oczami, którego muszę chronić przed pogodą i kotami. Czasem udaje bohatera, ale wolę go uważać za małego ptaszka, gdyż w gruncie rzeczy nie potrzebuje on mnie, ani nikogo innego.”

Na początek narzuciła Franzowi bardzo ostrą dyscyplinę twórczą. Sytuacja materialna nie zmuszała go do wytężonej pracy, gdyż ojciec wypłacał mu regularną pensję. Teraz Alma uzależniała częstotliwość spotkań od postępów w pracy. Efekty nie kazały na siebie długo czekać. W pierwszej połowie 1919 roku Franz napisał adaptację Trojanek Eurypidesa i dwie sztuki teatralne wystawiane w Lipsku, Monachium i Pradze.

W połowie lipca 1919 roku Walter Gropius postanowił ostatecznie zakończyć swoje, zakrawające na farsę, małżeństwo. Aby oszczędzić Almie wystąpień w sądzie, wziął całą winę na siebie. W tym celu zaaranżował spotkanie z prostytutką w obecności świadków, którzy złożyli w sądzie odpowiednie zeznanie. Zrezygnował również z żądania kurateli nad Manon, domagał się jedynie regularnych wizyt. Alma nie spełniła nawet tego żądania. W ciągu następnych lat Manon spędziła u ojca tylko jeden dłuższy okres. W międzyczasie Walter wysyłał córce regularnie drobne prezenty, w których znajdowały się listy ukryte przed czujnym wzrokiem Almy.

Nieco inaczej postąpił Oskar Kokoschka. Po zakończeniu wojny przeniósł się z Wiednia do Drezna, gdyż bliska obecność Almy mąciła mu spokój. W Dreźnie zamówił lalkę wielkości człowieka przypominająca Almę. Woził ją ostentacyjnie powozem, zabierał do opery, siedziala wraz z nim przy stole podczas posiłków. Jednak i to się skończyło. Któregoś wieczora Oskar urządził wielkie przyjęcie, przygrywała orkiestra kameralna drezdeńskiej opery. Wino lało się strumieniami plamiąc garderobę lalki. W końcu rzucono ją w krzaki urywając przy okazji głowę. Sen o powrocie Eurydyki się zakończył.
Wyjaśnienie: Kokoschka napisał sztukę Orfeusz i Eurydyka. W 1923 roku została ona przerobiona na operę. Muzykę napisał Ernst Krenek – mąż Anny Mahler, córki Almy. Na marginesie zaznaczę, że to był już drugi mąż 19-letniej wówczas Anny. Córka wyraźnie prześcignęła matkę.

Franz Werfel nieustannie namawial Almę do małżeństwa – przecież złożył ślub, że jej nie opuści. Alma nie była do tego przekonana. Być może zadawała sobie sprawę, że status wdowy po Mahlerze daje jej wyższą pozycję społeczną.

Salon pani Almy był miejscem spotkań przedstawicieli rządu, kościoła, świata dyplomacji, literatury, muzyki, teatru – każdy kto się liczył, tam był. Pani domu, wysoka, nienagannie ubrana, nadal imponująca twarzą i figurą, krążyła między nuncjuszem papieskim, Ryszardem Starussem, Arnoldem Schönbergiem. Między ministrem a czołowym tenorem, arystokratami i obecującymi poetami – pisał Klaus Mann.

W swoim salonie Alma prezentowała niczym Artemida, bogini polowania, swoje trofea – portert autorstwa Oskara Kokoschki przedstawiający ją w roli Lukrecji Borgii i rękopis X symfonii Gustawa Mahlera strategicznie otwarty na stronie z pamiętną dedykacją: „Boże, Boże, dlaczego mnie opuściłeś? Do widzenia moja liro! Żyć dla Ciebie, umrzeć dla Ciebie, Almschi!”

Jednak Alma nie czuła się dobrze w Wiedniu po upadku cesarstwa. Być może to zadecydowało o ostatecznej decycji poślubienia Franza. Bardziej praktycznym powodem tej decyzji mogła być chęć stworzenia stabilnego domu rodzinnego dla 13-letniej wówczas Manon. Córka Almy i Waltera Gropiusa była niezwykłym dzieckiem. Podczas pierwszego spotkania z teatrem w wieku 5 lat wykazała ogromną wrażliwość i talent aktorski. Matka stworzyła jej warunki do bliskich kontaktów z naturą. Manon czuła się doskonale w świecie roślin i zwierząt.

Ostatnią przeszkodą był napisany przez Werfla wiersz z okazji rocznicy śmiercu Lenina, ale Alma pokonała i tę przeszkodę. Śłub odbył się 8 lipca 1929 roku. Alma miała wtedy 50 lat.

W podróż poślubną wybrali się do Egiptu, Palestyny i Libanu. Tam Werfel zapoznał się z tragedią armeńskich uchodźców. Rezultatem była książka 40 dni Musa DagKLIK. Warto wspomnieć, że w tym czasie Werfel był jednym z najpopularniejszych pisarzy niemieckich. Stawiano go w jednym rzędzie z Tomaszem Mannem. Książka 40 dni Musa Dag przyniosła mu światowy rozgłos. Zgłoszono jego kandydaturę do Nagrody Nobla.
To było trochę za wiele dla Almy. Znalazła się w cieniu słynnego pisarza. Kompensowała to gorliwością religijną. Codziennie uczestniczyła w mszy świętej odprawianej przez Johannesa Hollnsteinera. Po mszy odwiedzała go w jego apartamencie, a popołudniu limuzyna duchownego stała pod jej domem.
Moje całe jestestwo domaga się, abym mu się poddała, ale muszę stawić opór tym żądaniom. To pierwszy mężczyzna, który mnie podbił.” Pierwszy?

Tak nadszedł rok 1933, książki Franza Werfla znalazły się na stosie. Werflów odwiedzili H.G. Wells, Dorothy Thompson i Sinclair Lewis, którzy zostali właśnie wydaleni z Niemiec i opowiadali, co tam widzieli. Alma i Franz byli oślepieni społecznymi osiągnięciami faszyzmu i nie słuchali ich argumentów. Franz nie miał oporów, żeby zgłosić swoją kandydaturę do Nazistowskiego Związku Pisarzy Niemieckich. Jako obywatelstwo podał – mniejszość niemiecką w Czechosłowacji. Podpisał deklarację lojalności wobec Hitlera. Dopiero gdy jego kandydatura została odrzucona, zaczęły go nachodzić wątpliwości.

Walter Gropius zachował się podobnie. W kwietniu 1933 roku policja wkroczyła do Bauhausu i aresztowała 30 studentów. Nazistowska prasa określała Bauhaus jako wylęgarnię bolszewizmu i źródło zdegenerowanej sztuki. Walter nie był już wtedy dyrektorem Bauhausu, nie doświadczył żadnych prześladowań i nadal uważał, ze architektura jest niezależna od polityki. Zgłosił swoje projekty na nazistowską wystawę sztuki.

W lipcu 1934 roku austriaccy naziści zamordowali kanclerza Dolfussa. Wiedeński walc się skończył.

PS. Jako przeciwwagę dla zdetronizowanego Cesarskiego Walca proponuję utwór Maurycego Ravela – La ValseKLIK – dla którego inspiracją był pobyt w Wiedniu. Artysta mieszkał wtedy w domu Almy Mahler. Wybrałem transkrypcję fortepianową Glenna Goulda, która według mnie odkrywa wnętrze tego utworu. La Valse był powodem gniewnego zerwania kontaktów Ravela z Diagilewem i nieomal doprowadził do pojedynku, ale to już nie należy do tej historii.

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
2. Alma Mahler – And the bridge is love – KLIK .

Alma (6)

Lech Milewski

Pieśń Almy

Wygląda na to, że Alma wzięła swój los we własne ręce. Teraz inni będą tańczyć tak jak ona zagra. Jako podkład muzyczny proponuję zatem pięć pieśni jej autorstwa…


Z książki Almy:
Pod koniec roku 1914 moja znajoma wspomniała, że pewien młody architekt, niejaki Walter Gropius, osiągnął ogromny sukces na wystawie Deutscher Werkbund. Walter Gropius… moja krótka, poważna przyjaźń z Tobelbad rozpłynęła się gdzieś w mgle czasu, ale nigdy nie wątpiłam w jego talent. Napisałam list z gratulacjami… Otrzymałam odpowiedź, że porucznik Gropius, z takiego to regimentu, przebywa w szpitalu lecząc kontuzje, których doznał podczas działań wojennych” – bibliografia (2).

Niejaki Walter Gropius? Według Francois Giroud – bibliografia (1) – Alma nigdy nie straciła kontaktu z Gropiusem. Dowodem są jej listy, które Gropius skrupulatnie przechowywał. Alma przeprowadziła drastyczną cenzurę swojego archiwum korespondencji, ale nie przewidziała, że Walter zachował nie tylko otrzymane od niej listy, ale również kopie swoich listów do niej.

Przenieśmy się na chwilę na solidniejszy grunt oficjalnych faktów.

W 1914 roku Deutscher Werkbund – stowarzyszenie artystów, architektów, projektantów – zorganizowało w Kolonii, przy wydatnej pomocy wiceburmistrza miasta Konrada Adenauera, pierwszą swoją wystawę – KLIK. Architekci Walter Gropius i Adolf Meyer zaprezentowali tam swoją modelową fabrykę.

Czytając powyższą informację przetarłem oczy ze zdumienia – Konrad Adenauer?!
Konrad Adenauer – ten sam, którym często nas straszył towarzysz Wiesław Gomułka?
Ten sam.
Dopiero ten fakt uświadomił mi, jak bliskie czasowo są opisywane tu historie.

Walter odpowiedział na list z gratulacjami chyba dość chłodno, gdyż Alma skomentowała to tak:
Luty 1914: “Czuję, że mnie nie kocha. Będę musiała zrobić wiele, żeby znowu zaistnieć w jego oczach. Ten Niemiec nie będzie tak niewierny jak Oskar Kokoschka (…). Nie powinno zająć mi zbyt długo żeby go znowu zdobyć.”

“Pojechałam do Berlina z bewstydnym zamiarem odzyskania tego syna muz z wyższych sfer. Spędziliśmy dni na bolesnych pytaniach i noce na płaczliwych odpowiedziach. Walter Gropius nie może przejść do porządku nad moim związkem z Oskarem Kokoschką.”

Tak minęło kilka dni. Pożegnalny wieczór spędzili w restauracji. Stamtąd pojechali na stację kolejową odprowadzić Waltera, który wyjeżdżał odwiedzić matkę w Hanowerze. Przy pożegnaniu Walter trzymał Almę tak mocno w uścisku, że musiała wskoczyć do pociągu. “…bez koszuli nocnej, bez neseseru. Stałam się jego łupem. I podobało mi się to.”

Po kilku dniach spotkali się znowu. Gropius wyglądał bardzo dobrze w oficerskim mundurze.
Nagle zaczął się zachowywać, jakby był moim mężem – robił wszystko żeby mnie poślubić, a ja dostaję dreszczy na myśl, że to może się rzeczywiście zdarzyć.”

Walter Gropius in his sergeant uniform in World War I.jpgZa kilka dni Walter pojechał na front. W liście napomknął o zazdrości, jaką nadal budzi w nim jej związek z Kokoschką. Komentarz Almy:
“Oskar miał prawo być nietaktowny, ale nie ten człowiek, ten tak zwyczajny człowiek.”

Walter Gropius – tak zwyczajny człowiek?

19 sierpnia 1915 roku Alma zapisała w swoim pamiętniku:
“18 sierpnia wzięłam ślub z Walterem Gropiusem. Nic nie odwiedzie mnie z mojego kursu. Moja wola jest jasna – nie pragnę niczego tylko uczynić tego człowieka szczęśliwym. Niech Bóg ochrania moją miłość.”

Urlop z okazji ślubu trwał tylko kilka dni. Walter musiał przy okazji uzupełnić swoje wyposażenie. “Było duszno, wyszłam na zewnątrz. I wtedy przytrafiło się, że zauważyłam ulicznego handlarza książkami. Kupiłam magazyn literacki a ten otworzył się na poemacie Franza Werfla – Der Erkennende.”

Ten przypadek jest na tyle istotny, że przytoczę wiersz w całości:

Ten, co rozpoznał

Ludzie nas kochają, nieszczęśliwi
Wstają od stołu, by płakać przez nas.
A my wciąż siedzimy pochyleni nad obrusem,
Tak, jesteśmy chłodni, możemy ich zanegować.

Odrzucamy to, co nas kocha
Nawet zimno nas nie zmiękczy ni o jotę.
To, co kochamy wyzwoli się od słów i miejsc,
utwardzi się i nigdy już nie będzie nasze

A słowo, najważniejsze, znaczy – samotnie
płoniemy ku sobie w bezsile.
Wiem jedno – nic nigdy nie będzie moje.
A com posiadł jedynie, to tego rozpoznanie.

Tłumaczenie: Ewa Maria Slaska

Tekst oryginału tutaj – KLIK.

Przypadek na tyle istotny, że Alma wykorzystała wiersz do jednej ze swych pieśni – proszę przestawić wideo na 9 min 6 sek.

Następne miesiące to czekanie na kolejne krótkie wizyty Waltera. Po kilku miesiącach małżeństwa Alma zaszła w ciążę – to już po raz siódmy.

Latem 1916 roku gazety podały wiadomość, że Oskar Kokoschka zginął w bitwie pod Łuckiem. Alma miała klucze do pracowni, więc pospieszyła tam i zabrała wszystkie swoje listy. Po chwili zastanowienia zabrała również kilkaset rysunków i szkiców.
Ale Oskar nie zginął. Miał płuco przebite bagnetem i postrzał głowy. Uznany za zabitego, spędził noc na polu bitwy, lecz następnego dnia został zabrany do szpitala. Po kilkunastu dniach przewieziono go do szpitala w Wiedniu. Za pośrednictwem przyjaciół dał Almie znać o swoim miejscu pobytu i poprosił o wizytę. Alma stanowczo odmówiła. Widocznie wzięła sobie do serca nietzscheańską zasadę, której nauczył ją Burckhard – jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to znaczy, że na nią nie zasługuje.

W październiku 1916 roku urodziła się córka, której nadali imię matki Waltera – Manon.
Walter był na froncie i nie mógł odwiedzić Almy, ale kupił jej w prezencie obraz, który bardzo lubiła – Edward Munch – Nocne Słońce

Munch - The Night Sun

Spotkanie nastąpiło kilka dni później. Walter jechał lokomotywą całą dobę z frontu zachodniego. W pierwszym odruchu Alma nie pozwoliła mu zobaczyć dziecka. Dopiero po długich prośbach pozwoliła mu popatrzeć na córkę z odległości. Walter powiedział jej później, że wyglądała jak tygrysica stająca w obronie swoich dzieci, Alma tłumaczy to inaczej:
“…prawda leży głębiej. Sama nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy, ale to nie była kwestia higieny. Nie chciałam mu pozwolić na dostęp do dziecka gdyż instynktownie czułam, że to już zmierzch naszego związku, że nie potrafię żyć w tym małżeństwie dużo dłużej.”

Jednocześnie:
“Czy ja jestem tą samą kobietą, która chciała się wznieść z Gustawem Mahlerem? Wszystko wokół zadziwia mnie. Opiekuję się dzieckiem i nie potrafię zrozumieć tej zmysłowości, której nauczyło mnie życie.”

To jest rzeczywiście zupełnie inna Alma, ale jednak:
“Czasem mam dosyć tej prowizorycznej egzystencji i mam ochotę zrobić coś złośliwego. Och, odrobina złośłiwości. Moja miłość do Waltera ustąpiła miejsca znużeniu małżeństwem. Małżeństwo nie może funkcjonować na odległość.”

Alma prowadziła nadal ożywione życie towarzyskie. W jej salonie, dotychczas odwiedzanym głównie przez ludzi związanych z malarstwem lub muzyką, zaczęłi pojawiać się również literaci.

Franz Werfel

Pewnego dnia Franz Blei – wydawca i krytyk literacki – “…przyprowadził swojego znajomego, masywnego mężczyznę o zmysłowych wargach i pięknych niebieskich oczach pod goetheańskim czołem. To był Franz Werfel.”

Tak – autor wiersza Der Erkennende, który wpadł Almie przypadkowo w ręce tuż po ślubie.

“Mój zachwyt jego twórczością spowodował, że od razu poczuł się swojsko. Był nieprzeciętnie muzykalny, kochał muzykę Mahlera i wyznał, że chciał mnie już wcześniej poznać z tego powodu. Miał piękny głos i był nadzwyczajnym mówcą, wykładowcą, gawędziarzem.”

Franz Werfel, młodszy od Almy o 11 lat, był typowym wiedeńczykiem, chociaż urodził się w Pradze, gdzie jego ojciec posiadał fabrykę rękawiczek. Nonszalancki, dogadzający sobie, spędzał czas w kawiarniach, palił za dużo, za bardzo lubił wino, kochał kobiety i wszelkie przyjemności życia.
Powołany do wojska, podczas pierwszego urlopu doznał kontuzji, za co został postawiony przed sądem wojennym. Dzięki wstawiennictwu wpływowego admiratora został oczyszczony z zarzutów i przeniesiony na najlepsze możliwe stanowisko – oficer prasowy z siedzibą w Wiedniu.

Wkrótce stał się stałym gościem w domu Almy.

Któregoś dnia w listopadzie (1917), gdy Gropius był na przepustce w domu, odbyło się urocze spotkanie towarzyskie. Przybyli Blei i Werfel – grali, śpiewali. Wieczorem nadeszła burza, goście nie mogli powrócić do domu, impreza przeciągnęła się do późnej nocy…
“…staliśmy się nagle tak intymnie połączeni; to było duchowo-muzyczne cudzołóstwo na oczach wszystkich. Franz Werfel jest cudownym skarbem. Gdy w końcu udałam się z mężem do sypialni miałam bardzo dziwne uczucia.

Dwa miesiące później:
Jestem szalona… Werfel też. Gdybym była 20 lat młodsza rzuciłabym wszystko, żeby iść za nim. A tak muszę pozostać z płaczącym sercem, gdy on zajmuje się swoją karierą wybrańca bogów.”

Alma odwiedzała Franza codziennie w jego apartamencie w hotelu Bristol. Kochali się, po czym Alma pilnowała, żeby wziął się do pracy i spędził nad nią przyzwoitą ilość czasu.
W ramach swych obowiązków wojskowych Franz został wysłany z misją do Szwajcarii. Miał tam wygłosić serię prelekcji, promujących zaangażowanie Austrii w wojnę. Franz był jednak zdecydowanym pacyfistą i dał temu wyraz w swoich prelekcjach, wywołując oburzenie lokalnych Austriaków i entuzjazm szwajcarskiej klasy robotniczej. Został w trybie pilnym odwołany do Wiednia.

Walter walczył na froncie zbyt odległym od Wiednia, żeby mógł odwiedzić Almę. Na początku 1918 roku Alma pojechała spotkać się z mężem w Berlinie. Miała mu do zakomunikowania istotną wiadomość – jest w ciąży.

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
2. Alma Mahler – And the bridge is love – KLIK .

Alma (5)

Lech Milewski

Narzeczona wiatru

Jako akompaniament proponuję utwór napisany w czasie, gdy rozgrywała się akcja tego wpisu, będący całkowitym zaprzeczeniem muzyki Gustawa Mahlera, natomiast w swojej gwałtowności zgodny z charakterem bohatera dzisiejszego odcinka – Święto Wiosny Igora Strawińskiego…

Spełniając życzenie zmarłego męża Alma nie nosiła żałoby. Zgodnie z konwencją przez sześć miesięcy trzymała się z dala od życia towarzyskiego i kulturalnego. Koniec okresu żałoby wypadł późną jesienią, w pełni sezonu kulturalnego. 32-letnia Alma znalazła się w zupełnie nowej sytuacji. W każdym towarzystwie, na każdej imprezie, stawała się centrum zainteresowania – wdowa po słynnym kompozytorze.

Oczywiście nie zapomniała o Walterze Gropiusie. Ich spotkanie po wielu miesiącach rozłąki było pełne wspomnień i wzruszeń. Zresztą Walter był też w żałobie po niedawno zmarłym ojcu, rozumieli się więc doskonale. Snuli plany małżeńskie. I wtedy Gropius zadał o jedno pytanie za dużo – czy w czasie romansu z nim Alma miała również fizyczny kontakt z Mahlerem? Alma nie chciała, może nie potrafiła kłamać. To był cios. Gropius czuł się oszukany, zdradzony, wykpiony. Rozstali się chłodno. Po kilku dniach Alma wznowiła kontakt korespondencyjny.

W międzyczasie odbierała hołdy jako wdowa i jako kobieta. Nie minęło wiele czasu a otrzymała kilka propozycji małżeństwa. Na marginesie wspomnę, że jej sytuacja materialna była dość dobra. Dostawała cesarską rentę po mężu, miała spore oszczędności w bankach i posiadłość w Semmeringu. W swojej książce wspomniała, że w momencie ślubu z nią Mahler tonął w długach. Nie znalazłem nigdzie wzmianki czy wniosła coś w posagu. Niewątpliwie ascetyczny styl życia z Mahlerem pozwalał na zrobienie oszczędności.

Jednym z jej gorących wielbicieli był znany biolog Paul Kammerer – KLIK. Nie mógł zaproponować jej małżeństwa, bo był żonaty, ale żeby mieć stały kontakt z Almą zaproponowal jej pracę (bezpłatną) w swoim laboratorium. Alma przyjęła tę propozycję. Codzienne spotkania służbowe nie wystarczały Kammererowi; pisał do Almy długie listy, w których zwracał się do niej “moja ukochana Almo” i groził, że jeśli nie odwzajemni jego miłości, popełni samobójstwo na grobie jej męża.
Na marginesie dodam, że Kammerer był wielkim miłośnikiem muzyki Mahlera i że popełnił samobójstwo, chociaż z zupełnie innego powodu.
Mnie zainteresowało jedno zdanie z jego pamiętnika – Wiem, że każde spotkanie z Almą Mahler odświeża zapasy energii potrzebne do mojej pracy.

W styczniu 1912 roku Alma spotkała się z Gropiusem w Berlinie. Walter zaprezentował się jej jako pan domu, człowiek oddany rodzinie, czuły syn. Matka Waltera poczuła do Almy niechęć od pierwszego wejrzenia. I wzajemnie. Po wyjeździe Walter długo nie odpisywał na jej listy. Wreszcie napisał:
Nic już nie będzie tak jak przedtem. Wszystko się zmieniło od podstaw.

Wkrótce potem Alma poznała w pracowni malarskiej swojego ojczyma kogoś nowego. Według relacji Almy ubrany był w wytarty garnitur, buty miały zdarte obcasy, często wycierał usta chusteczką, na której pozostawiał ślady krwi. Miał przy sobie arkusz papieru i zaczął szkicować jej portret. Alma pozowała przez chwilę nieruchomo, wreszcie wstała, żeby przejść do fortepianu. W tym momencie młody człowiek objął ją. Alma zachowała spokój i wyzwoliła się z tych objęć.

Relacja drugiej strony jest nieco inna:
Zaprowadziła mnie do swojego pokoju, gdzie grała na fortepianie i śpiewała dla mnie Śmierć Izoldy. Gdy powiedziała, że chce, żebym ją malował w jej domu, poczułem się szczęśliwy i zmieszany. Po pierwsze, nie malowałem nigdy kobiety, która się we mnie zakochała od pierwszego wejrzenia. Po drugie byłem trochę przestraszony – jak można być szczęśłiwym, jeśli się ma zastąpić kogoś, kto niedawno umarł?

Po powrocie do domu młody człowiek napisał do Almy list, w którym nie widać zmieszania ani strachu: Jeśłi chcesz zachować respekt do mnie i być tak czysta jak byłaś wczoraj, to poświęć się dla mnie i zostań moją żoną. Będziemy to trzymać w sekrecie tak długo jak będę biedny.

Oskar Kokoschka był prawie zawsze biedny…. Ooooops, sekret się wydał.

Wysoki, ze skośnymi oczami, odstającymi uszami i czerwonymi dłońmi nie wyglądał atrakcyjnie. Jednak niefrasobliwość jego zachowania stwarzała klimat pewnej elegancji. Jego malarstwo było brutalne i gwałtowne, podobnie jak charakter.

Wojownik

Żył w biedzie i nie wahał się tego demonstrować. W Wiedeńskiej Szkole Sztuki wyjął nóż i zagroził samobójstwem, jeśli nie dostanie stypendium.
W 1909 roku odbyła się w Wiedniu duża międzynarodowa wystawa malarstwa, na której wystawiono dzieła Klimta, Gaugina, Matissa, Vlamincka, Van Gogha. Dzięki rekomendacji nauczycieli przydzielono tam wstępnie jedną małą salę Kokoschce. Natychmiat zamknął ją na klucz i zapowiedział, że nie otworzy, jeśli komisja kwalifikacyjna zdecyduje umieścić tam czyjeś inne prace. Klimt, który przewodniczył komisji powiedział – zostawcie chłopaka w spokoju, niech go rozszarpią krytycy.

Poszarpali. Pojawiły się komentarze: wódz dzikusów, oszalały Gaugin, izba koszmarów. Ale znaleźli się też admiratorzy, wśród nich znany architekt Loos, który zakupił autoportret Oskara – rzeźbę Wojownik – patrz wyżej.

Kokoschka próbował również sił jako dramaturg. Jego sztuka Morderca, nadzieja kobiet wywołała awanturę, która przekształciła się w bitwę, trzeba było wzywać policję – KLIK. Wyjaśnienie Kokoschki – nie stać mnie na bilet do teatru, więc napisałem sztukę, żeby się tam dostać.
Na marginesie dodam, że Święto Wiosny wywołało podobnie gwałtowne protesty chociaż Igor Strawiński nie mial problemów z zakupem biletu do teatru.

Co połączyło Almę, która twierdziła, że jedyna rzecz, której teraz potrzebuje to spokój, z takim gwałtownikiem?

Bo połączyło.

W swojej książce (bibliografia – 2) Alma pisała:
Miał wszystko, czego potrzebuje człowiek, żeby byc wielkim. Kochałam go za to, a także za to , że był jak niesforne, uparte dziecko. Byliśmy ze sobą zgodni do ostatniego włókna naszych istot. Nasz katolicyzm pochodził z tych samych źródeł. W ten sam sposób odbieraliśmy Boże Narodzenie i Wielkanoc. Nie jako radośc z prezentów i ozdób, ale z przenikającej nas mistycznej światłości.

Alma spędzała całe dni w pracowni Kokoschki, gdzie na przemian – kochali się lub Oskar malował jej portrety. Kłócili się często, ale Alma była przekonana o niezwykłym talencie Kokoschki i trwała przy nim, nie szczędząc pomocy finansowej. Spędzili razem kilka tygodni we Włoszech. Potem krążyła między kochankiem i własną córką, która spędzała wakacje nad morzem. W międzyczasie poddała się aborcji. Oskar o tym nie wiedział. On z kolei wykradł jej świadectwo urodzenia i wykorzystał je do opublikowania zapowiedzi ich ślubu. Alma ukarała go limitując spotkania – jedno na trzy dni.

Matka Oskara nie znosiła Almy do tego stopnia, że wysłała jej ostrzeżenie – jeśli nie przestanie Pani spotykać się z Oskarem, to Panią zastrzelę. Rzeczywiście, kilka dni później pojawiła się pod domem Almy, kryjąc pod płaszczem coś długiego. Oskar pospieszył ją rozbroić – był to kawałek drewna.

Alma nie rezygnowała jednocześnie ze swej roli wdowy po geniuszu. Była zapraszana na wiele koncertów, na których wykonywano utwory jej zmarłego męża. Gdy proponowała Oskarowi, by jej towarzyszył ten wybuchnął:
Almo, nie zaznam spokoju, dopóki wiem, że ktoś inny jest w Tobie, żywy czy martwy. Dlaczego zaprosiłaś mnie do tańca śmierci i każesz mi godzinami patrzeć jak Ty, jak duchowa niewolnica, naginasz się do rytmu narzuconego przez człowieka, który był Ci obcy.

I jeszcze:
Jeśłi nie zostaniesz moją żoną, mój talent zgaśnie. Karmisz mnie energią podczas wspólnie spędzonej nocy. Tylko wtedy mogę pracować cały dzień, przetwarzając to co wchłonąlem w nocy.

Alma – źródło energii – nie pierwszy raz to słyszę. Nie na darmo imię Alma znaczy żywicielka.

Odpowiedź Almy:
Wyjdę za Ciebie jak namalujesz arcydzieło.

I Oskar namalował…

'Bride of the Wind', oil on canvas painting by Oskar Kokoschka, a self-portrait expressing his unrequited love for Alma Mahler (widow of composer Gustav Mahler), 1913.jpg
Źródło tutaj – KLIK.

Gdy arcydzieło wyłaniało się spod pędzla Oskara, Alma była skłonna dotrzymać swej obietnicy. Była w kolejnej ciąży. Oboje przyjęli ten fakt z radością. Alma wprowadziła się właśnie do nowego domu. Trwało urządzanie. Oskar malował freski na gzymsie kominka – Alma w płomieniach wznosiła się do Raju, pozostawiając Oskara w piekle, otoczonego wężami.

W tym czasie nadeszła niespodziewana przesyłka – maska pośmiertna Gustawa Mahlera. Oskar wpadł w gniew – nie będzie tolerował trwałych wspomnień przeszłości. Alma postawiła maskę na honorowym miejscu. Wybuchła awantura. Kilka dni później Alma pojechała do kliniki dokonać aborcji. Oskar nigdy nie pogodził się z tym faktem.

Kilka tygodni później wybuchła I Wojna Światowa.
Komentarz Almy – czasem sobie wyobrażam, że to ja spowodowałam ten cały zamęt.
Reakcja Oskara – nie będę czekać na pobór, zgłoszę się jako ochotnik.

Na swoje 35 urodziny – 31 sierpnia – Alma zapisała w pamiętniku:
Chciałabym zerwać z Oskarem. Odbiera mi energię. Musimy to zakończyć… ale ja go tak lubię, za bardzo go lubię.

Wigilię 1914 roku spędzili razem, była to noc pełna pasji, ale zaraz potem Alma zaczęła naciskać Oskara, żeby się zgłosił do wojska.
To nie było takie proste. Nie przyjęto go do piechoty ze względu na słabe zdrowie. Nie przyjęto do artylerii ze względu na brak zdolności do matematyki. Pozostała kawaleria – prestiżowy pułk dragonów. Kłopot w tym, że ochotnik musiał mieć własnego konia, mundur i całe wyposażenie. Oskar zdobył pieniądze na konia sprzedając Narzeczoną Wiatru aptekarzowi z Hamburga. Mundur uszył mu krawiec, który lubił malarstwo.

Przed założeniem munduru… ale oddajmy głos Almie:
Przed założeniem munduru dał mi pożegnalny prezent niewyobrażalnej piękności: siedem wachlarzy. W jarzących sie kolorach, z delikatnością, o którą nikt by go nie podejrzewał, namalował historię naszej miłości na siedmiu kawałkach papieru.

Wachlarz

Alma pożegnala go z pewnym roztargnieniem, w głowie układała list do Waltera Gropiusa.

PS. Obszerne uzasadnienie mojego wyboru akompaniamentu można znaleźć tutaj – KLIK – pierwsze 6 minut.

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
2. Alma Mahler – And the bridge is love – KLIK .

Alma (4)

Lech Milewski

Upadek Tytana

Jako akompaniament do tego wpisu proponuję I symfonię Gustawa Mahlera – Tytan…

Rok 1907 to ostatni rok Gustawa Mahlera na stanowisku dyrektora wiedeńskiej Hofoper. W tym czasie nasiliły się ataki na Mahlera, wiele z nich miało antysemicki charakter. W tym samym okresie Mahler otrzymał bardzo intratną ofertę z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Trzymiesięczny kontrakt zapewniał zarobek wyższy niż całoroczna pensja w Hofoper.

Decyzja była oczywista, Mahler złożył rezygnację, co z kolei wywołało ostre protesty wielu kompozytorów i ludzi kultury. Jednak decyzja była nieodwołalna. Do portu w Cherbourgu jechali przez Paryż, gdzie witała ich zaprzyjaźniona rodzina Clemenceau i rosyjski pianista Ossip Gabryłowicz – KLIK. Tego ostatniego Alma oceniła jako bardzo brzydkiego, ale jednak zapamiętała go na dłużej.

Pobyt w Nowym Jorku był dla Gustawa bardzo udany. Publiczność i dyrekcja wysoko oceniali jego kunszt jako dyrygenta. Równiez jego utwory zdobywały coraz większe uznanie. Za to Alma nudziła się, źle się czuła. Wprawdzie wielokrotnie wspomina, że Amerykanie to wyjątkowo gościnni i sympatyczni ludzie, ale to jej nie wystarczało.

W Nowym Jorku spotkała ponownie Ossipa Gabryłowicza, który wyznał jej swoje uczucia: Muszę wyznać Pani coś strasznego. Jestem w trakcie coraz bardziej szaleńczego zakochiwania się w Pani. Proszę mi pomóc uwolnić się od samego siebie. Cenię Mahlera i nienawidzę myśli, że mógłbym go skrzywdzić.

Reakcja Almy
Więc jestem jeszcze warta czyjejś miłości. Pomyślałam, że nie jestem jeszcze stara ani brzydka. … pomogło mi to na jakiś czas przezwyciężyć poczucie mojej małej wartości.

Poczucie małej wartości, pustka, osłabienie, depresja. Lekarze coraz częściej wysyłali Almę na odpoczynek lub kurację.

Zimowe wyjazdy do Nowego Jorku trwały przez następne 3 lata. Brak jakichkolwiek informacji o Almie poza tym, że dwukrotnie poroniła i w rezultacie jej depresja pogłębiła się. Mahler nadal odnosił sukcesy. Jedynym cieniem była może niechęć nowego dyrektora MET – Artura Toscaniniego, ale nie miało to większych praktycznych konsekwencji. Na plotkarskim marginesie wspomnę, że Ossip Gabryłowicz ożenił się z Klarą Clemens, córką Marka Twaina.

W roku 1910, po powrocie do Austrii, Mahler poświęcił się komponowaniu w nowozakupionym domu w Dobiacco (Toblach). Alma w towarzystwie matki pojechała na kurację do Tobelbad.

Już wkrótce zwróciła uwagę na młodego pruskiego archtekta. 25-letni wtedy Walter Gropius po dwóch latach studiów architektonicznych rozpoczął praktykę w modernistycznej pracowni archtektury i wzornictwa przemysłowego, jego kolegami byli Ludwig Mies i Le Corbusier. Zyskał już sobie pewien rozgłos koncepcjami budowy fabryk, które byłyby “przyjazne” dla robotników.

Instynkt Almy był niezawodny. Już wkrótce nawiązała z Gropiusem bliski kontakt duchowy: ...spędziliśmy całą noc razem, spokój zakłócony tylko przez światło poranka i śpiew słowika. Przy moim boku przystojny młody mężczyzna. Dwie dusze razem, ciała zapomniane.

W swoich dwóch książkach relację z Tobelbad Alma ograniczyła tylko do wzmianki, że: …zakochał się we mnie jakiś X i śle miłosne listy.

Dwa tygodnie po wyjeździe obojga z Tobelbad Walter Gropius napisał do Almy, do Dobacco, miłosny list, powołujący się na ich wzajemne uczucie i wzywający, aby natychmiast porzuciła męża i przyjechała do niego. List zaadresował do… Herr Direktor Gustav Mahler!!!

Gustaw przeczytał po czym dał Almie do przeczytania i spytał, co to ma znaczyć. W Almie obudziła się uśpiona przez wiele lat lwica. Tak – oszukała go, bo ma dosyć codziennego miażdżenia przez ślepego geniusza. Przez tyle lat gnębiło ją poczucie winy, że nie może się wznieść na jego poziom. Ale teraz – skończyło się!

Gustaw nie okazał gniewu, nie zarzucił Almie zdrady. Coś się w nim załamało. Spytał tylko, czy Alma posłucha wezwania swego kochanka. Odpowiedziała, że nie.

Podczas długiej nocnej rozmowy Gustaw kajał się za swoje zaślepienie, bił się w piersi. W następnych dniach prześladowała go chorobliwa zazdrość. W nocy zostawiał otwarte drzwi od sypialni, nasłuchiwał oddechu Almy. Kilkakrotnie znalazła go rankiem śpiącego na korytarzu, pod drzwiami do jej sypialni. Alma napisała do Gropiusa, żeby czasowo zawiesić wszelkie kontakty.

Kilka dni później, podczas spaceru z Gustawem, zauważyła jakąś postać kryjącą się pod mostem koło bramy ich domu. Wskazała ją Gustawowi – to był Walter Gropius.
Przyprowadzę go – powiedział Mahler – czekaj na nas w domu.
Gustaw przyprowadził Waltera i zostawił go samego z Almą. Sam udał się do swojego pokoju, gdzie czytał Biblię.
Cokolwiek zdecydujesz będzie dobrze – powiedział żonie.

Alma poprosiła Gropiusa, żeby opuścił ich dom. Gustaw, z latarnią w ręku, odprowadził niespodziewanego gościa do bramy.

Mahler zasypywał teraz Almę czułymi listami. Na manuskrypcie X symfonii napisał:
Boże, Boże, dlaczego mnie opuściłeś? Do widzenia moja liro! Żyć dla Ciebie, umrzeć dla Ciebie, Almschi!
Kilka dni po tym dramatycznym wydarzeniu Alma usłyszała w pokoju Gustawa muzykę – grał jej pieśni. Na odgłos jej kroków wypadł z pokoju: To jest doskonałe! Cóż ze mnie za barania głowa, że tego od razu nie zauważyłem!

Stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. Do tego przyszło ostateczne upokorzenie – impotencja. Za radą znajomych zwrócił się o pomoc do Zygmunta Freuda.

Czy pamiętacie Państwo zacytowane dwa tygodnie temu słowa Almy: Co za szkoda, że nie może wymówić R. Na dodatek wyznał, że wolałby, żebym miała na imię Maria. Ze względu na silne R w środku. Jakie to dziwne…

Moje pierwsze spotkanie z Freudem odbyło się za pośrednictwem cudnej przedwojennej komedii Antoniego Cwojdzińskiego – Freuda teoria snów – KLIK. Przecież Maria to imię matki Gustawa. Wiedziałem od razu, czego oczekiwać po tej wizycie.

Mahler musiał pojechać do Freuda do Lejdy. Odbyli razem 4-godzinny spacer. Reakcja Freuda była oczywista – Jak pan mógł ożenić się z kimś, kto nie miał na imię Maria?! (…) Pana matka była chora, słaba, gnębiona przez codzienne kłopoty. Właśnie kogoś takiego chciał pan widzieć w swojej żonie.

Równocześnie Freud uspokoił obawy Mahlera, że jest za stary dla Almy. Nic podobnego, dzięki temu przypomina jej pan jej ojca, a ona właśnie kogoś takiego potrzebuje.

Alma przyjęła diagnozę Freuda obojętnie, zaś przysłany przez niego rachunek za kilkugodzinny spacer z Mahlerem bardzo ją rozgniewał i, o ile wiadomo, nigdy go nie zapłaciła.
Co innego Gustaw – libido powróciło.

Po powrocie do Wiednia Alma kontynuowała korespondencję z Gropiusem:
Walterze, chcę mieć dziecko z Tobą… Czy pragniesz mnie nadal tak silnie jak miesiąc temu?

W listopadzie kolejny wyjazd do Nowego Jorku. Do portu w Cherbourgu Gustaw jechał z Bremy, Alma z Wiednia, a Walter Gropius z Berlina.

Ooops – troszkę mnie poniosła fantazja.
Alma jechała pociągiem Orient Express z Wiednia do Paryża. Walter dołączył do niej w Monachium. W Paryżu spędzili razem 4 dni.

Już z Nowego Jorku Alma pisała do Waltera:
Kiedy znowu Cie zobaczę… stworzonego przez boga? Chcę mieć całe Twoje piękno w sobie. Nasze dwie perfekcje połączone razem muszą zaowocować półbogiem.
Jakaś obsesja na punkcie dzieci. Przecież przed małżeństwem z Mahlerem snuła podobne marzenia – mieć dziecko z nim. Jego umysł, moje ciało!
A przecież jako matka nie wykazała żadnego instynku macierzyńskiego ani nawet specjalnego zainteresowania córkami. Jedyne wzmianki na temat córek jakie znalazłem w książkach Almy to nazwisko guwernantki – Miss Turner.

Na Boże Narodzenie Gustaw zasypal Almę prezentami. Równocześnie podjął starania w celu publikacji i rozpowszechnienia utworów Almy. W styczniu 1911 roku śpiewaczka Frances Alda zdecydowała się wykonać kilka pieśni Almy. Przesłuchania odbywały się u Mahlerów. Gustaw brał w nich udział z ogromnym zaangażowaniem. Przy każdej nucie miał jakieś uwagi. Za każdym razem szukał akceptacji Almy – czy tak właśnie chciałaś? W rezultacie Alma zrezygnowała z jakichkolwiek uwag. Pieśni Almy zostały wykonane w marcu i przyjęte przez publiczność życzliwie.

Od Bożego Narodzenia Gustawowi dokuczał ból gardła. 21 lutego 1911 roku dostał gorączki 40·C, ale mimo to nie odwołał koncertu w Carnegie Hall. Następne tygodnie spędził w łóżku – ostre zapalenie osierdzia. Alma i jej matka dyżurowały przy nim nieustannie. Na początku kwietnia Mahlerowie opuścili USA. 18 maja Gustaw Mahler umarł w Wiedniu.

Pogrzeb odbył się 22 maja na cmentarzu Grinzig. Alma, na polecenie lekarzy, nie wzięła udziału w uroczystościach pogrzebowych. Zgodnie z życzeniem Mahlera jego grób znajduje się obok grobu jego córki Putzi, a pogrzeb był skromny. Tym niemniej wzięło w nim udział wielu luminarzy świata muzyki i kultury.

Poniżej malarska impresja z pogrzebu. Autor – Arnold Schönberg…

Burial of Gustav

Na zakończenie pozwolę sobie na własną refleksję z dziedziny muzyki.
Otóż nie lubię muzyki Mahlera. Uważam, że widać w niej więcej dyrygenta niż kompozytora. Według mnie Mahler tak dobrze znał możliwości orkiestry, że kiedy wreszcie miał wolność zrobienia z nią, co tylko możliwe, to bawił się jak dziecko, zapominając o tym, co właściwie chciał powiedzieć.

W rozmowie z Freudem Mahler potwierdził moje spostrzeżenie. Wyznał niemoc twórczą, która polegała na tym, że kiedy już udało mu się wytworzyć klimat do wyrażenia czegoś wielkiego, wtedy przypomina mu się upiorna scena z dzieciństwa.
Któregoś dnia wybiegł z domu, nie mogąc słuchać sprzeczki między rodzicami, kiedy to ojciec gnębił jego matkę i w tym momencie na ulicy rozległa się głośna katarynka grająca popularną melodię – O mein lieber Augustin. Wydało mu się to straszliwie wulgarne, czuł się upokorzony i wyszydzony.

Eureka!!! Czy Symfonia Tytan (55 minut) jeszcze trwa?
Proszę skoczyć do 28 minuty nagrania. Specjaliści piszą, że Mahler wykorzystał tam smutną pieśń z rejonu Górnej Adygi, niektórzy piszą, że to stara pieśń słowiańska. Dla mnie jest to urocza muzyka klezmerska. Dlaczego trzeba było na to tak długo czekać? Po co ta gigantyczna orkiestra?

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
2. Alma Mahler – Gustav Mahler, memories and letters – KLIK.
3. Alma Mahler – And the bridge is love – KLIK .

Alma (3)

Lech Milewski

Żelazny Gustaw

Jako akompaniament do tego wpisu proponuję włączyć to video – KLIK– Gustaw Mahler – Symfonia Nr 3. Uprzedzam – to nie będzie miły akompaniament. Motywacją takiego wyboru była dla mnie informacja opublikowana przed premierą tej symfonii w Krefeld: “… słynny dyrygent, który ma przyjemność komponować monstrualne symfonie i narzucać je innym.”

Poprzedni wpis tego cyklu zakończyły zaręczyny Almy Schindler
z Gustawem Mahlerem.

Najwyższa pora wyjaśnić jedną sprawę – poważną chorobę Mahlera, przed którą ostrzegano Almę jeszcze przed zaręczynami. Były to hemoroidy, które powodowały czasem bardzo intensywne krwotoki. Wygląda jednak na to, że interwencja medyczna podziałała, temat ten nie powrócił podczas małżeństwa z Almą.

Nowy Rok 1902.
“To, co napiszę dzisiaj będzie bardzo, bardzo smutne. Odwiedziłam Gustawa popołudniu. Byliśmy sami w jego pokoju. Oddał mi swoje ciało, a ja pozwoliłam mu się dotknąć. Jego męskość była sztywna i wyprostowana. Przeniósł mnie na sofę i położyl się na mnie. I wtedy – kiedy czułam, że się we mnie zagłębia, stracił całą siłę. Wstrząśnięty oparl głowę na mych piersiach i nieomal płakał ze wstydu. Sama zrozpaczona próbowałam go pocieszyć. …Słowa nie mogą wyrazić, co ja niezasłużenie wycierpiałam. A do tego widzieć jego mękę, jego niewiarogodną mękę. Mój ukochany mąż.”

Środa 3 stycznia.
Rozkosz i zachwyt.”

Czwartek 4 stycznia.
Zachwyt bez końca.”

Czwartek 16 stycznia.
Przez długi czas byłam autentycznie szczęśliwa i dlatego niczego nie napisałam. Ale w ostatnich dniach wszystko się zmieniło. On chce, żebym była inna, zupełnie inna. I ja tego też chcę. Jak długo jestem z nim udaje mi się to, ale gdy jestem sama, moje własne, próżne ja, wychodzi na wierzch i chce swobody… Muszę się wznieść aby być z nim. (Bo żyję tylko w nim).”

Tu pamiętnik się kończy.

Przyjąłem to z ulgą. Moim głównym źródłem informacji do tej serii wpisów jest książka Françoise Giroud – The art of being loved (1). Świetnie napisana, a do tego przez kobietę, co daje szansę, że jest to osoba, która rozumie, jaka była Alma. Do pamiętników Almy zajrzałem, aby wyjaśnić kilka luk i sprzeczności w relacji Françoise Giroud. Zajrzałem i utknąłem.
Do tej chwili Alma kojarzyła mi się z kimś typu Colette/Klaudyna. W miarę czytania jej pamiętników niknął wdzięk paryskiego fin de siècle, a na wierzch wypływała wiedeńska krew i Alma zaczęła mi się kojarzyć z bohaterkami powieści Elfriedy Jelinek.
Wyznam, że czytając tak intymne wspomnienia, czułem się nieswojo. Obawiam się, że w poprzednim wpisie widać to moje nieprzystosowanie do niezgrabnej sytuacji, więc nic dziwnego, że odetchnąłem z ulgą, gdy stanąłem na spokojniejszym gruncie. Ten spokojniejszy grunt to trzy źródła: wspomniana powyżej książka Françoise Giroud i dwie książki autorstwa Amy Mahler: Gustaw Mahler, memories and letters (2) oraz And the bridge is love (3).
W swoich książkach Alma zastosowała bardzo ostrą autocenzurę, więc mogę już spokojnie wrócić do opowieści.

9 marca 1902 roku odbył się cichy ślub, który Alma opisała tak:
“...Mahler poszedl do kościoła na piechotę, w kaloszach bo był duży deszcz. Moja matka, Justyna i ja pojechałyśmy. W kościele Karola nie było nikogo poza nami i świadkami. Było rano. Kiedy trzeba było uklęknąć, Mahler nie trafił w klęcznik i musieliśmy zacząć od nowa. Uśmiechnęłiśmy się wszyscy, nie wyłączając księdza.
Na ślubnym śniadaniu było nas sześcioro i trwało krótko, żeby dać nam czas na spakowanie się na podróż poślubną. W pociągu do St. Petersburga odetchnęliśmy. Jego chmurny duch rozjaśnił się, a ja nie musiałam dłużej ukrywać swojego stanu
(ciąży – przypisek mój).”

Pora przedstawić trochę faktów na temat pana młodego.
Gustaw Mahler urodził się w 1860 roku w biednej, wielodzietnej, żydowskiej rodzinie w małym miasteczku na terenie obecnych Czech. Sześcioro spośród jego rodzeństwa zmarło w dzieciństwie. Zdolności muzyczne wykazywał już w bardzo młodym wieku i ojciec, który stopniowo awansował do klasy drobnego mieszczaństwa, zapewnił mu wykształcenie muzyczne łącznie z wiedeńskim konserwatorium i uniwersytetem. Wkrótce po ukończeniu studiów Gustaw rozpoczął pracę jako dyrygent. Poczynając od orkiestry w niewielkim kurorcie, poprzez Ljublanę, Ołomuniec, Pragę, Lipsk, Budapeszt, Hamburg dotarł wreszcie, w 1897 roku, do wymarzonego Wiednia. Na wszystkich swoich dyrygenckich stanowiskach doświadczył konfliktów z dyrekcją i członkami orkiestry. Jednak dzięki profesjonalizmowi i wielkim wymaganiom od orkiestry zyskał sobie duże uznanie krytyków i publiczności.
Aby objąć posadę dyrektora Dworskiej Opery – Hofoper – musiał się ochrzcić i przyjąć wiarę katolicką. Nie stanowiło to dla niego problemu, gdyż jego rodzice i on sam byli zdecydowanymi agnostykami.

Po powrocie z podróży poślubnej Alma musiała się przystosować do bardzo precyzyjnego rozkładu dnia swojego męża:
7 – pobudka i śniadanie,
8.45 – wyjście do pracy – próby orkiestry,
1 – powiadomienie domu, że wraca na lunch,
1.15 – powrót do domu i powiadomienie kucharki, żeby podawała zupę. W tym czasie Mahler krążyl po wszystkich pokojach, trzaskając głośno drzwiami.
Po lunchu sjesta, a potem długi spacer, w którym Alma musiała mu towarzyszyć.
Spacery z Mahlerem były mocno uciążliwe, gdyż szedł nierównym tempem, czasem bardzo szybko, czasem niespodziewanie zatrzymywał się, by odtworzyć pomysł muzyczny, jaki mu właśnie przyszedł do głowy.
5 – wyjście do opery na występ.
Wieczorem Alma musiała czekać na niego w operze, aby po spektaklu towarzyszyć mu w pieszym powrocie do domu. Tu nie było wymówek typu zła pogoda czy ciąża.
Po powrocie do domu posiłek, po posiłku czasem Alma czytała mu książki.
Sypialnie mieli osobne. Gustaw odwiedzał sypialnię Almy dopiero, gdy był pewien, że zasnęła.
Jeśli chodzi o posiłki, to Mahler życzył sobie, żeby były łagodne i dobrze wygotowane. Dokladne przeciwieństwo gustów Almy.

Jak Alma to znosiła? Fatalnie.

W liście poprzedzającym zaręczyny Gustaw pisał: “… wiem co mogę dać i dam w zamian“.
A co dawał? Brak jest jakichś konkretnych objawów tego uczucia poza może pieszczotliwymi zdrobnieniami imienia żony.
Swoją drogą – jak zdrobnić imię Alma – Almeczka, Almusia?
U Mahlera było to najczęściej – Almschi, ale w porywach dochodzilo do Almschitzitzi… Ilości tych tzitzi nie udało mi się dokładnie zliczyć.
Jednak Alma nie wątpiła w niezwykłą miłość Gustawa i odbierała ją w jakimś mistycznym wymiarze. W związku z tym znajdowała się często w zupełnej rozterce, raz buntując się przeciwko narzuconej jej niewoli, to znowu winiąc się za to, że nie potrafi się wznieść do poziomu swego męża.

Podczas sezonu koncertowego Mahler nie miał czasu na komponowanie. Poświęcał temu letnie wakacje. Lato spędzali nad wodą. Od 1902 roku był to Maiernigg. Mahler kupił tam dom, przy którym kazał zbudować mały domek do pracy – Häuschen.

Hauschen

Wakacyjny rozkład dnia wyglądał następująco:
6 – Gustaw wstawał i dzwonił na kucharkę, żeby przygotowała mu śniadanie w Häuschen. Śniadanie musiało być podane w ten sposób, żeby kucharka, ani nikt inny, nie spotkał się z Mahlerem.
Po śniadaniu praca do południa w absolutnej ciszy. Wszyscy sąsiedzi byli powiadomieni, żeby nie wydawać żadnych odgłosów.
Południe – pływanie w jeziorze. Gustaw był bardzo dobrym pływakiem. Gdy już był w wodzie, gwizdał na Almę, żeby do niego dołączyła.
Po pływaniu lunch, sjesta, niekończący się spacer w towarzystwie Almy.
Alma krytycznie oceniała twórczość swego męża. Gdy prezentował jej partyturę Symfonii Nr 2 przerwała komentarzem – wolę Haydna.

Alma w swym pamiętniku pisała: “…czuję ucięte skrzydła. Czemu przywiązuje do siebie ptaka chętnego do lotu, gdy pasowałoby raczej coś ciężkiego i nudnego. W ostatnich dniach tkam muzykę w głowie, tak głośną… To musi się zmienić.”

Po powrocie do Wiednia nieco się zmieniło. Z jednej strony znajomi Almy, Schönberg i Zemlinsky, założyli grupę kompozytorów, wzorującą się nieco na secesji i zaprosili do niej Mahlera. Z drugiej, Mahler zgodził się na wizyty niektórych starych znajomych Almy.

W 1902 roku twórczość kompozytorska Gusstawa Mahlera zaczęła zyskiwac uznanie i popularność. Punktem przełomowym był czerwcowy koncert w Krefeld i premiera cytowanej na wstępie Symfonii Nr 3. Mimo uprzedzenia miejscowej prasy, publiczność i najlepsi krytycy muzyczni Niemiec przyjęli utwór z ogromnym entuzjazmem.

Czy to uznanie wpłynęło na zmianę bardzo negatywnej oceny twórczości Gustawa przez Almę? Alma miała zaszczepioną przez Burckharda ideę, że Żydzi nie są zdolni do pracy twórczej. W jej pismach można znaleźć stwierdzenia typu: “Żydzi, jak wszyscy mierni ludzie, uwielbiają muzykę włoską.” Ale również: “Nie mogłabym żyć bez Żydów.”

Françoise Giroud (1) – strona 50 – konkluduje, że Almie związek z ludźmi “niższego gatunku” dawał poczucie słodkiej wyższości osoby obdarzonej “chrześcijańskim splendorem”.

W listopadzie 1902 roku urodziła się córka, której nadano imię matki Gustawa – Maria. W domu nazywano ją Putzi. Poród był bardzo ciężki. Gustaw przyjął te narodziny z największym entuzjazmem, Alma obojętnie.
W czerwcu 1904 roku urodziła się druga córka – Anna, którą w domu nazywano Gucki.
Gustaw miał bardzo dobry kontakt z córkami. Znajdował czas wolny na długie rozmowy, z każdą z osobna. Jednak podczas wakacji, w czasie przeznaczonym na komponowanie, dzieci musiały być zamknięte w pokoju i zachowywać się cicho.

Komentarz Almy: “…geniusze to ludożercy, którym wydaje się, że są wegeterianami.”

Latem 1907 roku, podczas tradycyjnego pobytu w Maiernigg, obie dziewczynki zachorowały na szkarlatynę. Maria zmarła z powodu powikłań. Gustaw przeżył śmierć córki bardzo ciężko. Alma wpadła w stan depresji i lekarze zalecili jej wyjazd na odpoczynek.

Korzystając z obecności kilku lekarzy Gustaw poprosił o zbadanie stanu jego zdrowia. Diagnoza była miażdząca – degeneracja zastawek serca i infekcyjne zapalenie osierdzia. Zakaz jakiegokolwiek intensywnego wysiłku fizycznego.
Był to bardzo poważny cios, gdyż Gustaw byl zapalonym rowerzystą i pływakiem. Na szczęście lekarze nie zabronili mu dyrygować z tym, że musi się oszczędzać.

Ciąg dalszy nastąpi.

PS1. Tytuł tego wpisu był dla mnie oczywisty ze względu na charakter głównego bohatera, ale równocześnie w podświadomości brzęczało skojarzenie z tytułem książki Hansa Fallady chociaż jej tematyka jest zupełnie inna KLIK.

PS2. Czy Symfonia Nr 3 nadal trwa (1 godz 45 min)? Jeśli tak, to dobrze, bo to znaczy, że mój wpis nie był zbyt długi.

Bibliografia:
1. Françoise Giroud – The art of being lovedKLIK
2. Alma Mahler – Gustav Mahler, memories and lettersKLIK
3. Alma Mahler – And the bridge is loveKLIK

Alma (2)

Lech Milewski

Wiedeńska krew

20 kwietnia 1873 roku Gisela Louise Maria, najstarsza córka cesarza Franciszka Józefa, wzięła ślub z księciem Leopoldem Bawarskim. Na balu weselnym orkiestra Wiener Philharmoniker dała krótki koncert okazjonalnej muzyki po czym na podium wszedł Johann Straus II i poprowadził pierwsze wykonanie napisanego specjalnie na tę okazję walca…

Proponuję włączyć powyższe nagranie jako akompaniament do tego wpisu.

Dla miłośników muzyki jest to istotne wydarzenie. Nie ze względu na cesarsko-królewskie uroczystości, ale dlatego, że do tego czasu Wiedeńscy Filharmonicy traktowali Jana Straussa i jego muzykę do tańca z lekceważeniem. Po tym występie zarówno Jan Strauss jak i jego walce zadomowiły się u Wiedeńskich Filharmoników na dobre. Najlepszym dowodem może być zapoczątkowany w roku 1939 koncert noworoczny – bilety na przyszłoroczny koncert są już chyba wysprzedane – KLIK.

Wiedeń czasów Franciszka Józefa – zadziwiające miejsce, w którym w jednej kawiarni można było spotkać gniewnych nacjonalistów słowiańskich, rumuńskich czy węgierskich oraz rozmarzonych wizjonerów Wielkich Niemiec lub Pansłowiańskiego mocarstwa. W Cafe Central Leon Trocki grał w szachy a w przerwach dyskutował z austriackimi socjaldemokratami. W Cafe Louvre Teodor Herzl – ojciec duchowy państwa Izrael KLIK – przewodził rozkrzyczanym syjonistom.

To była wybuchowa mieszanka, która mogła rozsadzić Europę. Wiedział o tym Franciszek Józef i przyjął taktykę drobnych kompromisów, aby rozładowywać powstające co raz napięcia i przedłużyć swoje spokojne panowanie. I tak przedłużał jeszcze przez 40 lat.

Françoise Giroud w książce The art of being loved pisze, że Wiedeń był jedynym miejscem gdzie artyści i intelektualiści nie zamierzali buntować się przeciw burzuażyjnej elicie. Być może byli rozpieszczani przez zamożne wiedeńskie mieszczaństwo, które uznało sztukę za platformę równającą je z arystokracją.

W takim to Wiedniu 31 sierpnia 1879 roku urodziła się Alma Maria Schindler, córka malarza Emila Jakoba Schindlera i Anny von Bergen.

Emil Schindler był malarzem, któremu udało się znaleźć możnych sponsorów i dzięki nim zdobył sporą popularność i majątek, który pozwolił mu i jego rodzinie rezydować w stylowym pałacu na obrzeżach Wiednia.

Przez pracownię i salony Emila Schindlera przewijała się galeria ciekawych ludzi. Ojciec wprowadzał córkę w ten świat, spędzał z nią wiele czasu, był jej nauczycielem i mentorem. Gdy Alma miała 8 lat, ojciec czytał jej utwory Goethego. Nic dziwnego, że nikt nie pamiętał, aby posłać Almę do szkoły. Jej formalna edukacja ograniczyła się do zaledwie kilku miesięcy pobytu w szkole, gdzie główny nacisk kładziono na edukację religijną.

Wielkim szokiem była nagła śmierć ojca, gdy Alma miala 13 lat. Poczucie osamotnienia pogłębiał fakt, że matka Almy tylko dla formy odczekała wymagany okres żałoby i wyszła za mąż za Carla Molla, ucznia i asystenta swego męża.

Mentorem Almy stał się Max Burckhard, prawnik i bardzo szanowany działacz kulturalny. On dbał o lekturę Almy, wprowadził ją w świat muzyki, woził do Salzburga na festiwal mozartowski. W rezultacie w wieku lat 17 Alma znała dobrze literaturę europejską, była miłośniczką muzyki Wagnera, fascynowała ją filozofia Fryderyka Nietzsche, znała grecki i łacinę i próbowała tłumaczyć dzieła św Augustyna. W tym też okresie opieka ze strony Maxa Burckharda przekroczyła granice przyjacielskiego mentorstwa. Alma była zaszokowana, ale również czuła się wyróżniona. Odkryła świat pasji i namiętności.

Ojciec mówił jej – sięgaj gwiazd – a gwiazda pierwszej jasności była w zasięgu ręki. Stałym gościem pracowni jej ojczyma był Gustaw Klimt, czołowy przedstawiciel rodzącej się właśnie secesji.

35-letni Klimt cieszył się w tym czasie w Wiedniu dużą popularnością. Uchodził również za ekstrawaganta do czego poza swobodnym strojem przyczyniał się wolny związek ze znaną projektantką mody – Emilią Flöge. W jaki sposób 17-letnia dziewczyna, która charakteryzowała samą siebie słowami – piękna bogobojna dziewica – oczarowała dwa razy starszego od siebie ekstrawaganckiego artystę?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam Klimt w liście, w którym, już po zakończeniu romansu, tłumaczył się ojczymowi Almy: Alma jest piękna, inteligentna, dowcipna, posiada wszystko czego mężczyzna mógłby sobie życzyć od kobiety… kiedykolwiek się pojawi w świecie mężczyzn staje się panią sytuacji… Czyż nie może pan zrozumieć, że są chwile gdy mężczyzna traci dla niej głowę…

Na trop romansu wpadła matka Almy i za jej namową cała rodzina wybrała się w podróż do Włoch. Klimt opuścił swoją partnerkę i podążył za nimi. Gdy matka znalazła w pamiętniku córki wzmiankę o pierwszym pocałunku zażądała od Klimta zakończenia tego romansu.

Kiss

G.Klimt – Pocałunek -źródło wikipedia – KLIK.

Klimt wrócił z Wenecji do Wiednia, ale po powrocie Almy nadal potajemnie się z nią spotykał, planował nawet jej porwanie, na co Alma ochoczo się zgadzała. Nie zgodziła się natomiast na znacznie mniejszą przygodę – wizytę w pracowni artysty. Alma ceniła swoje dziewictwo ponad wszystko. Romans zakończyła stanowcza interwencja ojczyma Almy, Carla Molla, który zabronił Klimtowi wstępu do swej pracowni. To mogło stanowić utrudnienie w dalszej karierze malarza i Klimt dostosowal się, pisząc przy okazji cytowany powyżej list.

Następcą Klimta był nauczyciel muzyki, młody kompozytor, Alexander von Zemlinsky.

6 lutego 1900 roku Alma zapisała w swym pamiętniku: Wieczór u Schnitzerów. Poszłam tam z wielka niechęcią a był to cudowny wieczór. Prawie cały wieczór rozmawiałam z Aleksandrem von Zemlinskym, młodym kompozytorem. Jest okropnie brzydki, nie ma w ogóle brody. Jednak dla mnie był fascynujący.

Urodę Aleksandra Zemlinskego można zweryfikowac tutaj – KLIK.

Ale uroda to rzecz względna…
Niedziela 4 marca 1900:
Przy stole Zemlinsky zapytał:
– A co pani sądzi o Wagnerze?
– Największy geniusz jaki kiedykolwiek żył – odpowiedziałam.
– A które z jego dzieł najwyżej pani ceni?
– Tristan!
Moja odpowiedź tak go ucieszyła, że nastąpiła całkowita transformacja. Nagle stał się całkiem przystojny. Rozumieliśmy się wzajemnia. To nie był stracony wieczór – to był smak życia.

Zemlinsky zadomowił się na dobre w życiu Almy w roli nauczyciela muzyki, zaś Max Burckhard nadal kontynuował wszechstronną opiekę nad Almą.

Poniedziałek 26 listopada 1900: Wieczorem u Burckharda. Ostrygi, homar, prosiak, karczochy, kaczka, czekolada z kremem, lody, sery, czarna kawa, likiery, poncz ananasowy. Niesamowite obżarstwo. Po długiej abstynencji wypiłam dużo, ale nie za dużo.

Może droga do serca wiedzie przez żołądek?

Poniedziałek 10 grudnia 1900:
Drogi, drogi B…, jakże ja go lubię. Oświadczył, że dałby wszystko żeby móc ze mną podróżować. Chciałam mu odpowiedzieć – dałabym wszystko, żeby żyć z tobą. Niewarogonie go lubię. Taki przystojny, szlachetny, męski, wolny. W nocy śniłam, że się całowaliśmy. Obudziłam się w stanie błogości. Dzień – okropny, szary, zimny dzień. Co za straszne przebudzenie.

Alma traktowała Burckharda nadal jako przyjaciela i mentora. Oto fragment listu:
Trudno mi wyrazić jaką radościa jest dla mnie myśl o Tobie… Dzisiaj po lekcji Zemlinsky zagrał dla mnie Tristana – tak cudownie. Śpiewaliśmy razem. To było wyjatkowe. Nogi się pode mną trzęsły. Wspomniałam mu również o Twoich zastrzeżeniach co do śmierci Tristana, Wszystko odrzucił. Chciałabym to jeszcze z Tobą przedyskutować.

Czwartek 13 grudnia 1900
Cały wieczór pracowałam sama. Moim jedynym pragnieniem jest osiągnąć coś w sztuce… Dziwne, kiedy przyszedł list od B. spłonęłam rumieńcem od głowy do stóp. W miarę czytanie rosło podniecenie. Marzę by dać mu swe ciało. Tylko raz. Choćby to miał być tylko pocałunek… Jeśli chodzi o Burckharda to jest wszystko, co mogę dać i nic tego nie zmieni… Pocałunek jest najszlachetniejszym, najczystszym sposobem by powiedzieć – jestem twoja. Wszystko co następuje potem ma jakiś cel, jest kierowane ukrytym motywem. Nie ma niczego tak bezinteresownego jak czysty pocałunek.

A w praktyce…
…przyciągnął mnie do siebie. Opierałam się, ale on nie ustępował. Bliżej, bliżej i w końcu pocałował mnie – to było najgorsze – dotknął moich ust językiem. To zakończyło wszelkie złudzenia uczucia. Jakże czekałam na ten moment i jak obrzydliwy się okazał. Nigdy nie zapomnę tego rozczarowania. Pocałunek Klimta, pocałunek Burckharda. Niebo i Piekło. Przepaść przed moimi oczami.

Mimo to…
…chciałabym wiedzieć czy ja właściwie lubię Burckharda czy nie. Moje uczucia do niego nie są czułe. On tylko pociąga mnie fizycznie.

W takim nastroju otrzymuje Alma propozycję małżeństwa od zamożnego architekta Feliksa Muhra.
Sobota 23 marca 1901
…rozmawialiśmy o wszystkim pod słońcem. Wyznał mi różne swoje grzechy. W końcu zaproponował małżeństwo. Jakby mnie uderzył piorun. Nie widzę siebie jako żony. On jest do przyjęcia, ale nie czuję nic do niego. Nie pociąga mnie. Pewnie ma rację, że bylibyśmy szczęśliwi razem, ale nie mogę sobie tego wyobrazić… A co z moim powołaniem? Chce dać mi całkowicie wolną rękę, zupełną wolność. Mówi, że nie będzie zazdrosny. Tak, ale co z miłością mojego życia? Czy to już poza mną? Czy mam zwiędnąć jako stara panna? Ale małżeństwo… wzdrygam się. Oddać swe ciało mężczyźnie, którego nie kocham… albo nie dać go nikomu. Nigdy nie dojrzała, nigdy nie spełniona. Półśrodki, ciagle półśrodki. Chociaż z drugiej strony – lubię go. Z moimi dwoma kochasiami pod ręką: Burckhard – Zemlinsky, wolna myśl – wielkie serce. A między nimi – Muhr.
Chiałoby się powiedzieć – a między nimi – mur.

Pamiętnik Almy nie zwiera zbyt wielu informacji o kontaktach z Zemlinskym, jednak Françoise Giroud pisze, że były one bardzo intensywne. Alma prowadziła z Zemlinskym prowokacyjne rozmowy i wymieniała pasjonujące listy. Można odnieść wrażenie, że testowała na nim swoją siłę i czar. Obiecywała mu dozgonną miłość i wspominała o małżeństwie, by za chwilę wszystko odwołać i kategorycznie stwierdzić, że nie zamierza wychodzić za mąż. Zaraz potem oświadczyła, że pragnie mieć z nim dziecko. Zemlinsky odpowiedział gniewnym wybuchem – …Twoja bezbrzeżna próżność, pogoń za przyjemnością. Jeśłi kochasz mnie tak jak mówisz, to daj mi dowód – godzinę szczęścia.

Do tego jednak nie doszło. Alma przywiązywała do swojego dziewictwa symboliczną wartość. Oto swoista modlitwa dziewicy:
Sobota 9 listopada 1901
Jeśłi mi się całkowicie nie odda, cierpieć będę tortury. Jeśli się odda – skutki będą okropne… Obłędnie potrzebuję jego objęć, na zawsze zapamiętam dotyk jego dłoni głęboko w moich najskrytszych zakamarkach. Idealna błogość istnieje… Chciałabym klęknąć przed nim, przycisnąć me usta do jego nagiego ciała, całować wszystko, wszystko! Amen.

Dwa dni przed tym pamiętnikowym wpisem na horyzoncie pojawił się Gustaw Mahler. 22 lata starszy od Almy był znaczącą postacią w życiu kulturalnym Wiednia. W tym czasie był dyrektorem opery dworskiej, Hofoper. Słynny, uwielbiany i jednocześnie nienawidzony – to był ktoś na miarę ambicji Almy. Niższy od niej, nerwowy, gwałtowny w ruchach i nieprzewidywalny w zachowaniu. Jego wybuchy gniewu były słynne. Trzymał orkiestrę żelazną ręką, jego wymagania perfekcji i precyzji nie miały granic. Z drugiej strony początki jego kariery jako kompozytora były bardzo ciężkie. Jego pierwsza symfonia została wyśmiana przez publiczność.

7 listopada doszło do pierwszego spotkania. Alma siedząca między swymi dwoma adoratorami, Klimtem i Burckhardem, błyszczała w towarzystwie. Mahler spytał czy może dołączyć. Już po chwili wybuchła między nimi kłótnia.
Po tym spotkaniu Mahler starał się uzyskać jakieś informacje o Almie a ona zapisała w swym pamiętniku: Muszę przyznać, że podobał mi się ogromnie. Oczywiście jest okropnie nerwowy. Krążył po pokoju jak dziki zwierz. To czysty tlen, gdy się do niego zbliżyć, może spalić.

Wkrótce doszło do spotkania w domu rodziców Almy. Na widok książek Fryderyka Nietzsche Mahler kategorycznie stwierdził, że należałoby je spalić. Nie minęło wiele czsu a Mahler listownie oświadczył: …poślubić człowieka takiego jak ja to nie jest prosta sprawa. Jestem całkowicie wolny i muszę takim pozostać. Nie mogę kłopotać się jakimikolwiek sprawami materialnymi. Swoją posadę mogę stracić z dnia na dzień.

Znajomość rozwijała się bardzo szybko.
Poniedziałek 2 grudnia 1901
Po południu Mahler. Powiedział, że mnie kocha. Pocałowaliśmy się… jego pieszczoty są czułe i do przyjęcia. Gdybym tylko wiedziała – on – czy ten drugi!
… Muszę stopniowo usunąć Alexa ze swych myśli… Mówię – mój ukochany – i coś we mnie odpowiada – Alex. Czy potrafię kochać Mahlera tak jak on na to zasługuje? Czy ja go w ogóle kocham? Czasem myślę, że nie. Tak wiele rzeczy mnie irytuje:
– jego zapach,
– sposób w jaki śpiewa,
– jego wymowa – połyka rrrr.
Czy ja kocham dyrektora opery, wspaniałego dyrygenta – czy mężczyznę? Jego muzyka pozostawia mnie zimną, tak strasznie zimną. Mówiąc prosto – nie wierzę w niego jako kompozytora… Dręczy mnie pytanie: czy Mahler będzie mnie inspirował do komponowania, czy poprze moje artystyczne wysiłki…

Póżniej tego samego popołudnia Muhr. Spytał jak sprawy stoją między nami. Nie miałam wyjścia i powiedziałam mu prawdę. Stał przede mną blady i dygotał: Fraulein – jeśli mnie odrzucisz zabiję się. Było mi go tak żal…

Feliks Muhr zamiast się zabić, postanowił podzielić się z Almą ważnym odkryciem:

Powiedział mi, że wie od doktora, że Gustaw cierpi na nieuleczalną chorobę i wyraźnie słabnie…

Nieuleczalną chorobę? Jaką? Uwzględniając czasy, obyczaje i środowisko mogły to być suchoty albo syfilis. Ale w tamtych czasach nie pytano o szczegóły.

Reakcja Almy:
O Boże, będę go pielęgnować jak dziecko. Nie mogę stać się przyczyna jego upadku. Powstrzymam swoje tęsknoty i pasje – chcę go wyleczyć, wyleczyć moją siłą i młodości.

Ale już 2 tygodnie później…
Czwartek 19 grudnia 1901
Wczoraj flirtowałam wściekle z Louisem Adlerem. On jest tak przeklęcie przystojny. Muhr nas obserwował. Och gdyby Muhr był tak przystojny…

Wieczorem: Pollack. Rozmawialiśmy dużo o Gustawie. Muszę wyrzucić z siebie to wszystko co się kłębi w moich piersiach… Jeśłi kiedykolwiek dojdzie do małżeństwa muszę postawić ten warunek – sprawę sztuki. On ma za nic moją sztukę a swoją za wszystko. A ja mam za nic jego sztukę… Ja muszę mieć wolność – Całkowitą wolność.

Podczas spotkania z Mahlerem Alma poruszyła tematykę dzieł F. Nietzschego, którym Mahler przeeciwstawił twórczość Dostojewskiego.

W liście przestawił sprawę jasno: Będziesz miała tylko jedno zadanie – czynić mnie szczęśliwym. Czy rozumiesz Almo, co mam na myśli? … role będą dokładnie wyznaczone. Rola kompozytora przypada mnie, Twoja rola – być kochającą towarzyszką i partnerką. Czy Cię to zadowala? Wiem, że proszę o wiele, o bardzo wiele, ale wolno mi tak robić, bo wiem co mogę dać i dam w zamian.

Trzy dni ogromnej rozterki i w końcu całkowita kapitulacja:
Pragnę mieć z nim dziecko… jeśli mu na to starczy sił, on ma nadzieję, że tak… Rano Carl (Moll – ojczym – przypisek mój) przyszedł do mnie na poważną rozmowę. Wyjaśnił wszystkie ewentualności. Wiem wszystko. On jest ciężko chory… będę sie nim opiekowac jak dzieckiem. Moja miłośc do niego jest zupełnie rozbrajająca. Co za szkoda, że nie może wymówić R. Na dodatek wyznał, że wolałby, żebym miała na imie Maria. Ze względu na silne R w środku. Jakie to dziwne…

A więc Dostojewski zwyciężył – zbawienie poprzez zatracenie???

Poniedziałek 23 grudnia 1901
…czekam – czekam – na Gustawa i Justi (Justyna – siostra Gustawa – przypisek mój). To jest tortura, cała wieczność. Wreszcie przyszli i zaręczyliśmy się. W obecności Carla i Mamy. Od teraz tylko on będzie miał miejsce w moim sercu, tylko on. Już nigdy nie rzucę okiem za młodym przystojnym mężczyzną. Wszystko dam jemu – memu mężowi!… O ile mój związek z A.Z. (Alex Zemlinsky) był dziki i cielesny, to z Mahlerem jest przepojony najświętszym uczuciem.

Ciąg dalszy nastąpi.

Bibliografia:
Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.
Alma Mahler – Diaries 1898-1902 – KLIK.
Constantin Floros – Gustav Mahler – Visionary and Despot – KLIK.

Alma (1)

Lech Milewski

Foto : Alma Mahler-Werfel
Foto z Wikipedii: Alma Mahler-Werfel

Alma Mahler wpadła mi w oko w Pirenejach podczas nielegalnej przeprawy przez francusko-hiszpańską granicę. Nie tyle ona co jej bagaże – tuzin walizek!

 

Naturalnie, kobieta! – pomyślałem.

A było to tak…
Od roku 1929 Alma Mahler była żoną pisarza Franza Werfla. W 1938 roku, po Anschlussie Austrii, Werfel, który był Żydem, uciekł wraz z żoną do Francji. Przewidując najgorsze ubiegali się o wizę do USA. Otrzymali ją z łatwością dzięki wstawiennictwu Tomasza Manna, który cieszył się ogromną sympatią i zaufaniem Eleonory Roosevelt i pomógł załatwić wizy setkom niemieckich intelektualistów i artystów. Przewidując najlepsze zwlekali z wyjazdem do USA aż do 1940 roku, do zajęcia Francji przez Niemcy. Wtedy było już za późno. Nie mogli wydostać się z Francji legalnie, gdyż nie mieli wizy wyjazdowej, a zgłoszenie się po taką wizę do urzędu, skończyłoby się wydaniem w ręce niemieckie. Ukrywali się w Lourdes, gdzie Franz Werfel zapoznał się szczegółowo z historią Bernadetty Soubirous – dziewczyny, której objawiła się Matka Boska. Złożył wtedy ślub, że jeśli uda mu się szczęśliwie wydostać z Francji, to napisze książkę na temat cudownego objawienia.
Po kilku tygodniach Werfel nawiązał przez pośredników kontakt ze współpracownikiem amerykańskiego konsulatu w Marsylii, dziennikarzem Varianem Fry, który właśnie organizował przerzut do Hiszpanii rodziny Tomasza Manna – syna Golo i brata Henryka wraz z żoną Nelly. Dołączyli więc do nich. Pociągiem dojechali z Marsylii do stacji Cerbere tuż przed granicą hiszpańską. Graniczna stacja Cerbere – jakże właściwa to nazwa!
Piątka uciekinierów powędrowała z przewodnikiem na piechotę, a Varian Fry przejechał legalnie pociągiem do Hiszpanii.
Wędrówka przez góry nie była łatwa. Musieli się wspiąć na wysokość 2000 m, co przy otyłości Franza Werfla i słabej kondycji Henryka Manna było zadaniem nie lada. Z kolei Varian Fry miał prawo obawiać się zainteresowania służby celnej i granicznej rozmiarami bagażu – 17 walizek. W tym 12 walizek Almy Mahler. Alma twierdziła, że walizki zawierają rzeczy absolutnie niezbędne – rękopisy partytur utworów Gustawa Mahlera, rękopis III symfonii Brucknera, rozpoczęte dzieła jej męża i odrobinę jej garderoby. Złośliwi twierdzą, że wszystkie szkice, partytury i rękopisy zajmowały tylko jedna walizkę.
Spotkali się w Portbou – pierwszej stacji po hispańskiej stronie. Varian Fry wrócił do Marsylii, a oni pojechali dalej, pociągiem do Madrytu i w końcu samolotem Lufthansa do Lizbony. Uciekali przed Niemcami samolotem Lufthansa? Czemu nie, w tamtych czasach można było podróżować incognito. Po miesiącu pobytu w Lizbonie pożeglowali do Nowego Jorku. Tam czekał na nich Klaus Mann, syn Tomasza, który w liście do ojca wspomniał, że wszyscy uciekinierzy byli w dobrej formie, tylko Alma wyglądała jak zdetronizowana królowa.

Franz Werfel wypełnił swój ślub – książka Pieśń BernadettyKLIK – i film nakręcony na jej podstawie zapewniły mu dobrobyt do końca życia. Był to więc bardzo udany ślub.

Dygresja – Varian Fry pomógł przemycić ponad 2.200 uciekinierów z Niemiec – KLIK.

Moje kolejne spotkanie z Almą nastąpiło w niespodziewanym miejscu – w fikcyjnym osiedlu Tel Kedar na pustyni Negev…

Między wiadomościami nadali program o życiu i miłościach Almy Mahler. Spikerka powiedziała, że świat mężczyzn nie był w stanie jej zrozumieć i widział w niej kogoś innego, niż była naprawdę, a potem opowiadała jaka naprawdę była Alma Mahler. Wyłączyłem ją w pół zdania na potwierdzenie, że świat mężczyzn nie zmienił się na lepsze.

Amos Oz – Nie mów noc – tłumaczyła Agnieszka Jawor-Polak

Rzeczywiście, nie zmienili się. Dowodem może być choćby ta piosenka Toma Lehrera – Najurokliwszą dziewczyną Wiednia była Alma

Pozwoliłem sobie sparafrazować refren tej piosenki – Almo jakiego użyłaś magicznego tańca, by oczarować Gustawa, Waltera i Franza?

Gustaw, Walter i Franz to kolejni mężowie Almy – Gustaw Mahler, Walter Gropius i Franz Werfel. Zaś pomiędzy mężami, a czasem równolegle z nimi, przez życie Almy przewinęło się wielu słynnych artystów i twórców..

Nie usiłuję zrozumieć Almy Mahler. Nawet wolę jej nie rozumieć. Pozwala mi to przypatrywać się jej i jej otoczeniu czasem w admiracją, czasem ze zgrozą, a ciągle z bezrozumnym oczarowaniem.

Ciąg dalszy nastąpi.

Bibliografia:
Evelyn Juers – House of Exile – KLIK – cudowna książka – skarbnica informacji o ucieczce artystów i intelektualistów z hitlerowskich Niemiec.
Françoise Giroud – The art of being loved – KLIK.

Reblog: Wielka Wojna (11)

Lech Milewski

Bitwa pod Gallipoli.

Gdy 4 sierpnia 1914 roku Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom, Australia i inne kraje Imperium Brytyjskiego zostały automatycznie włączone do operacji wojennych. Ciekawostką jest fakt, że pierwszy strzał artyleryjski tej operacji został oddany właśnie w Australii.

Wojenko, wojenko...
W 1914 roku Australia miała za sobą dopiero 14 lat niezależnego bytu państwowego. Obywatele Australii uważali się nadal za brytyjczyków (independent Australian Britons) i byli nieco zdezorientowani oficjalnym odcięciem od macierzy. To tłumaczy entuzjazm z jakim przyjęli wiadomość o wybuchu wojny. Urzędy rekrutacji ochotników nie mogły sobie poradzić z ilością kandydatów. Jaka była ich motywacja? Wydaje się, że dwojaka – z jednej strony poczucie, że po raz pierwszy jesteśmy równorzędnym partnerem Wielkiej Brytanii, z drugiej – chęć sprawdzenia się, i porównania – jacy jesteśmy po tych latach samodzielnego bytu?
Ciekawy jest fakt, że rząd australijski rozpisał dwukrotnie referendum w sprawie wprowadzenie przymusowego poboru. I dwukrotnie obywatele odrzucili ten projekt. Ale w tym samym czasie do urzędów rekrutacyjnych zgłosiło się prawie 422 tysiące ochotników. Jakaś przekora – chcę iść do wojska, ale tylko z własnej, nieprzymuszonej woli. Warto zdać sobie sprawę, że w tym okresie w Australii było niecałe 3 miliony mieszkańców płci męskiej. Na wojnę pojechało 332 tysiące.
Pierwsze transporty australijskich rekrutów wylądowały w Egipcie, gdzie rozpoczęły intensywne szkolenie. Do Egiptu przybyła również regularna armia nowozelandzka oddana na okres wojny do dyspozycji Wielkiej Brytanii. Wtedy powstał skrót ANZAC – Australian and New Zealand Army Corps.

Chrzest bojowy australijskiej armii nastąpił 25 kwietnia 1915 roku pod Gallipoli.
Gallipoli (z greckiego Kalli-poli – piękne miasto) – Turcja – okolice mitycznej Troi. Co Australia miała tam do roboty?

Scena polityczna.
Turcja przechodziła właśnie okres poważnych zmian wewnętrznych. Sześć lat wcześniej nastąpił ostateczny upadek Cesarstwa Ottomańskiego. Kraj potrzebował spokoju i stabilizacji, szukał sprzymierzeńca. Mogłaby być nim Anglia, ale stało się inaczej.
3 sierpnia 1914r, jeden dzień przed wypowiedzeniem Niemcom wojny, Winston Churchill nakazał konfiskatę dwóch pancerników zbudowanych dla Turcji w angielskich stoczniach. Wtedy znalazł się przyjaciel, Niemcy oddały do dyspozycji floty tureckiej pancerniki Goebel i Breslau.
Pod koniec sierpnia 1914r nastąpiła kolejna prowokacja – Anglia zarekwirowała turecką łódź torpedową. W odpowiedzi Turcja ogłosiła blokadę Cieśniny Dardanelskiej odcinając w ten sposób Morze Czarne od reszty świata.

Ministrem Wojny Wielkiej Brytanii był lord Kitchener, którego Anglia uwielbiała za odbicie Omdurmanu z rąk zwolenników Mahdiego i zwycięstwo w wojnie burskiej. Nic dziwnego, że użyto jego wizerunku na plakacie wzywającym brytyjczyków do broni.
Przebieg wojny na kontynencie europejskim zaskoczył Kitchenera. Regularna armia niemiecka to było coś innego niż tłumy sudańskich fanatyków uzbrojonych w dzidy. Może dlatego z taką chęcią ruszył na Turcję, uważał ją za kolejną konfrontację białych z barbarzyńcami.
12 marca 1915 r Lord Kitchener wezwał do swego gabinetu generała Iana Hamiltona i zlecił mu misję dowodzenia operacją lądową opanowania Dardaneli. Wiadomym było, że Grecja rozważała taką operację przy użyciu 150 tys żołnierzy.
Half of this number will do you handsomely – powiedział Kitchener do Hamiltona – I hope you will not have to land at all.
Atak floty brytyjskiej nastąpił 18 marca. Siedemnaście okrętów bojowych miało za zadanie unieszkodliwić baterie tureckiej artylerii i umożliwić rozminowanie cieśniny. Bardzo szybko zniszczono nadbrzeżne fortyfikacje, ale to nie rozwiązywało sprawy. Za zasłoną wzgórz znajdowały się ruchome baterie artylerii, które mogły bezkarnie ostrzeliwać atakujące okręty. Bilans dnia: trzy pancerniki zatopione, następne trzy jednostki unieszkodliwione. Winston Churchill ponaglał do powtórnego ataku, ale wiceadmirał Carden oszczędzał swoje okręty i powiadomił Londyn, że konieczna jest operacja lądowa zanim flota ruszy do następnego ataku.

Komedia pomyłek.
Generał Hamilton dostał rozkaz desantu. Zapomniano, że 75 tys wojska to ilość wystarczająca tylko dla wsparcia floty, że frontalny atak wymaga dwa razy większych sił. Zapomniano wyznaczyć dowódcę operacji, który mógłby koordynować działania sił lądowych i floty. Nie było żadnego planu działania, pierwsi pracownicy sztabowi i administracyjni przybyli do Aleksandrii 1. kwietnia. Zaczęło się gorączkowe gromadzenie środków, ale nikt nie wiedział dokładnie co i w jakiej ilości jest potrzebne. W ostatniej chwili ktoś zauważył, że w dniu desantu będzie ponad 3000 rannych. Na wąskiej plaży nie ma możliwości postawienia szpitala polowego, potrzebny jest statek-szpital. Na 3000 osób? Z Anglii wysłano dwa statki szpitale, każdy o pojemności 700 osób. Stracono wszelką szansę zaskoczenia przeciwnika. Wszyscy wiedzieli co się szykuje. Dowódca sił tureckich, niemiecki generał Otto von Sanders, metodycznie przygotowywał się do obrony.

Piekło na ziemi.
Desant nastąpił 25 kwietnia o godzinie 4:05,w ciemnościach nocy. Chodziło o to, aby turecka obrona nie mogła ostrzeliwać lądujących żołnierzy. Australijczycy mieli lądować na płaskim odcinku wybrzeża, który wyglądał tak zachęcająco, że nazwano go Brighton Beach…

Brighton Beach

Jednak w ciemności statki wiozące Australijczyków popłynęły za daleko na północ. Żołnierzy wysadzono na stromy, skalisty, pocięty wąwozami brzeg…

ANZAC Cove

Źródło: http://www.anzacsite.gov.au/

Nastąpiło totalne zamieszanie. Nikt nie wiedział gdzie jest, ani w którą stronę ma iść. Dowódcy stracili łączność z żołnierzami, żołnierze stracili kontakt ze swoimi jednostkami bojowymi. Do końca dnia wylądowało 15,000 Australijczyków. Angielska flota nie mogła udzielić im wsparcia artyleryjskiego gdyż nikt nie był w stanie ustalić gdzie przebiega linia frontu. Turecka obrona strzelała bezkarnie. Tego dnia zginęło 2000 australijskich żołnierzy. Ale nie wycofali się. W innych punktach wyniki desantu były podobne. Wojska aliantów okopały się. Zamiast ataku i marszu na Konstantynopol zaczęła się obrona beznadziejnych pozycji. W grudniu 1915 r rząd brytyjski zarządził wycofanie wojsk. Straty Australijczyków wyniosły 8,709 zabitych i 19,441 rannych.

Początek legendy.
Pierwszy obszerny reportaż z walk pod Gallipoli, autorstwa angielskiego dziennikarza Ellisa Ashmead-Barletta, ukazał się w Sydney Morning Herald 8 maja i trafił do serc i wyobraźni Australijczyków.
The Australians who were about to go into action for the first time in trying circumstances were cheerful, quiet, confident. There was no sign of nerves… They did not wait for orders… but sprung into the sea… rushed the enemy’s trenches. I have never seen anything like these wounded Australians in war before… They were happy because they knew they had been tried for the first time and not found wanting…. There has been no finer feat in this war than this sudden landing… These raw colonial troops, in these desperate hours, proved worthy to fight side by side with heroes of Mons, Ypres.
To było dokładnie to, co ludzie chcieli przeczytać. Właśnie po to zgłaszali się dobrowolnie na tę wojnę. Nie odstraszały ich listy strat, które zaczęły się pojawiać w następnych dniach. Wprost przeciwnie. W lipcu 1915 r zgłosiła się rekordowa ilość ponad 36,000 ochotników.
Listy od żolnierzy potwierdzały to, co pisał Ashmead-Bartett. Australijczycy okazali się być lepszymi żołnierzami niż ich brytyjscy koledzy. Byli lepsi, bo byli bardziej zaradni, samodzielni, egalitarni, optymistyczni i koleżeńscy. Właśnie te cechy stały się definicją australijskiego charakteru narodowego.

25 kwietnia został nazwany ANZAC Day. W 1927 r ANZAC Day został uznany za święto we wszystkich stanach Australii – KLIK.

Obrona Gallipoli to również legenda turecka. Dowódcą jednostek walczących przeciwko Australijczykom był Mustafa Kemal, który kilka lat później stanął na czele rządu tureckiego i zyskał szczytne miano Ataturk – ojciec Turków.

Wpis został zreblogowany z blogu “W altanie przy kawie”: http://waltanie.blox.pl/2013/04/ANZAC-Day-historia.html

Reblog: Wielka Wojna (10)

Lech Milewski

Pierwszy strzał

– A to nam zabili Ferdynanda – rzekła posługaczka do pana Szwejka, który opuściwszy przed laty służbę w wojsku, gdy ostatecznie przez lekarską komisję wojskową uznany został za idiotę, utrzymywał się z handlu psami, pokracznymi, nierasowymi kundlami, których rodowody fałszował.

– Którego Ferdynanda, pani Mullerowo? – zapytał Szwejk – ja znam dwóch Ferdynandów: jeden jest posługaczem u drogisty Pruszy i przez pomyłkę wypił tam razu pewnego jakies smarowanie na porost włosów, a potem znam jeszcze Ferdynanda Kokoszkę, tego co zbiera psie gówienka. Obu nie ma co żałować.
– Ależ, prosze pana, pana arcyksięcia Fernanda, tego z Konopisztu, tego tłustego, pobożnego.
– Jezus Maria – zawołał Szwejk – A to dobre! A gdzie też to się panu arcyksięciu przytrafiło?
– Kropnęli go w Sarajewie, proszę pana, z rewolweru, wie pan….

Jarosław Haszek – Przygody dobrego wojaka Szwejka.

28 czerwca minęła setna rocznica powyższego wydarzenia, które zapoczątkowało I Wojnę Światową – KLIK.

Dzień wcześniej usłyszałem w australijskim radio wywiad z Margaret MacMillan, Kanadyjką, autorką bardzo cenionej książki – The war that ended peace – KLIK. Nagranie wywiadu tutaj – KLIK.

Lech_231Szczególnie zainteresowała mnie opinia autorki na temat powodów wybuchu wojny. Europa miała za sobą prawie 100 lat pokoju – od Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku. Jednak pod pokrywą tego pokoju gotowały się nacjonalistyczne tarcia i wielkie ambicje. W 1914 roku powszechna była opinia, że aby te napięcia rozładować konieczna jest wojna. To miała być krótka i decydująca wojna, żeby żołnierze wrócili na Boże Narodzenie do domów. Wojna, która miała być końcem wszystkich wojen.
Gdy zaś politycy mają przeświadczenie, że coś jest nieuniknione, wówczas zaczynają działać w stosowny sposób i przewidywania stają się faktem. Faktem, który przerósł wszelkie przewidywania.

A jakie były przewidywania dobrego wojaka Szwejka?

Podsłuchałem go w gospodzie U Kalicha…

– W Sarajewie w całej tej sprawie maczali palce Serbowie – nawiązywał wywiadowca Bretschneider.
– Myli się pan – odpowiedzial Szwejk – to zrobili Turcy przez tę Bośnię i Hercegowinę. Turcy przegrali wojnę w 1912 z Serbią, Bułgarią i Grecją. Chcieli, żeby Austria ich poratowała, a gdy Austria nie chciała, zastrzelili Ferdynanda.

– Myślisz pan może, że najjaśniejszy pan puści to płazem? Nie znasz go pan w takim razie. Wojna z Turkami musi być. Serbia i Rosja pomogą nam (Austrii) w tej wojnie.

– Może się zdarzyć, że w razie wojny z Turcją napadną na nas Niemcy, bo Niemcy i Turcy trzymają z sobą. To takie dranie, że drugich takich nie ma na świecie. Ale możemy się sprzymierzyć z Francją, która od roku siedemdziesiątego pierwszego krzywo patrzy na Niemca. I damy sobie radę.

Przewidywania dobrego wojaka Szwejka okazały się równie trafne jak przewidywania mężów stanu.

Margaret MacMillan zatytułowała swą książkę – Wojna, która zakończyła pokój. Według autorki Traktat Wersalski był zarzewiem konfliktów, które spowodowały wiele tragedii XX wieku. Tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny wybuchło wiele lokalnych wojen i konfliktów, o których wspomniał pan Tomasz Fetzki w trzecim odcinku tego cyklu – “.. rosyjska wojna domowa, rumuńska interwencja w Węgierskiej Republice Rad, Powstanie Spartakusa, Bitwa Warszawska, wojna turecko-grecka, Powstanie Wielkopolskie i trzy Powstania Śląskie, zduszenie Bawarii Radzieckiej…” Winston Churchill z typowo imperialną nonszalancją nazwał je “wojnami Pigmejów” – Pygmy Wars – KLIK.
Skutki niektórych wydarzeń gnębią nas do dzisiaj – na przykład upadek Cesarstwa Ottomańskiego i ustanowiony przez Anglików nowy porządek na Bliskim Wschodzie zakończył okres pokojowego współżycia Żydów i Palestyńczyków oraz różnych grup wyznaniowych i etnicznych na terenie obecnego Iraku.

W krajach anglosaskich I Wojna Światowa nazywana jest Wielką Wojną. W Australii chyba w każdym miasteczku znajduje się pomnik upamiętniający mieszkańców, którzy stracili życie na europejskich frontach. 100-lecie jej wybuchu celebrowano w Australii w ostatni poniedziałek.

Dla Polski ta wojna nie zapowiadała niczego dobrego. Polacy zostali wciągnięci do walczących przeciwko sobie armii. A jednak stało się coś niemożliwego – nasi zaborcy, którzy walczyli przeciwko sobie, wszyscy jednocześnie przegrali.

wielkawojnaPS. Już po przygotowaniu tego wpisu zauważyłem, że w Gazecie Wyborczej ukazał się również wywiad z Margaret MacMillan. Prawdopodobnie dla Polaków bardziej interesujący niż ten dla radia ABC – KLIK.

Tekst został zreblogowany z blogu “W altanie przy kawie”: http://waltanie.blox.pl/2014/06/Sto-lat-i-jeden-dzien.html. A na naszym blogu tak imponująco wygląda aktualny spis treści. Były już serie tematyczne, np. o Stalinie albo o Marcu 1968, ale nigdy nie udało się zebrać aż tylu Autorów i tylu wpisów. A to jeszcze nie koniec.