Matka Boska Częstochowska

Tadeusz Rogala

Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z Ludwigsburga w trzech odsłonach

Okres II wojny światowej był czasem wyjątkowo tragicznych doświadczeń dla Polaków. Ludność Polski ginęła nie tylko na polach bitew, walcząc z najeźdźcami, ale również w masowych egzekucjach, obozach koncentracyjnych i łagrach. Szczególnie dotkniętą grupą byli robotnicy przymusowi, którzy siłą byli wywożeni do Niemiec.

Continue reading “Matka Boska Częstochowska”

Zarys historii Ukrainy w pigułce Broma (48). Rzeź wołyńska.

Roman Brodowski (Brom)

II Wojna Światowa – WOŁYŃ

Druga wojna światowa, od początku jej rozpoczęcia to znaczy od września 1939 roku, zwłaszcza do czerwca 1941 roku dla nas, Polaków była dramatem wręcz niepojętym. Naród nasz musiał się zmierzyć nie tylko z agresorem zachodnim czyli faszystowskimi Niemcami, ale także od 17 września z kolejnym okupantem czyli Związkiem Radzieckim. Od początku wiadomym było, że państwo polskie nie jest w stanie obronić swojej suwerenności jednocześnie przed faszyzmem i komunizmem. Nic więc dziwnego że zarówno Niemcom jak i Rosjanom wystarczyło kilka tygodni, żeby całkowicie militarnie pokonać nasz kraj. Pakt Ribbentrop – Mołotow wszedł w życie. Polska podzielona została na dwie strefy wpływów. Zawarte wiosną 1939 roku umowy Polski z Anglią i Francją, które miały być gwarantem militarnego wsparcia w przypadku napadu hitlerowskich Niemiec na Polskę, pozostały tylko na papierze. Bezbronna, pozostawiona na łaskę najeźdźców Polska, bez wojska i bez rządu, który uciekł najpierw do Rumunii, a następnie dalej na Zachód, na kilka lat pozostała w rękach oprawców.

Continue reading “Zarys historii Ukrainy w pigułce Broma (48). Rzeź wołyńska.”

Reblog o wodzie

Od adminki: podoba mi się myśl, że woda to coś więcej niż kranówka i Perrier, tylko ta argumentacja, dokładnie taka jak we wszystkich innych spiskowych teoriach świata. Szkoda! To by się chyba dało inaczej napisać. Np. tak jak w tej wspaniałej książce, która opowiada się za wolnością nauki i prawem do porażek.


Wpis podsunięty mi na Facebooku przez algorytm, algorytmowi spodobał się on u Zbycha Milewicza, jemu to podsunął Ryszard Piotr, a autorem jest…

Continue reading “Reblog o wodzie”

O czym tu pisać?

Ewa Maria Slaska

Upał. Ja nie mam siły wymyślać tematów, ale moi Autorzy najwyraźniej też nie mają siły. A tu tymczasem szykuje się wyjazd na tydzień, kiedy na pewno nie będę miała czasu, żeby znajdować i konstruować jakieś ciekawe wpisy.

O czym tu pisać? Dobrze, że mam wzory smętnego pytania samego siebie, o czymżeż by tu napisać. Przypomnę Wam. Bo znać znacie, ale czy pamiętacie. Jeśli pamiętacie, przepraszam. Ale na berlińskim bruku niektóre z tych uwag po tylu latach nadal uderzają trafnością. A ponieważ moje Czytelniczki i Czytelnicy rozsiani po świecie, to zapytam: a u Was też tak jak tam ongiś na paryskim bruku? Te swary? I to, żeśmy nieproszeni goście? I ten kraj jedyny, jaki się nam ostał, kraj lat dziecinnych?

Continue reading “O czym tu pisać?”

Shakespeare in Berlin

Ewa Maria Slaska

Seit vielen Jahren gehe ich in den Sommerferien mindestens einmal in ein Freilichttheater, um Shakespeare zu sehen. Es gibt mehrere solcher Orte in Berlin, ich erinnere mich an alle, aber überraschenderweise besser an die, an denen wir vom Regen oder einem Gewitter heimgesucht wurden. Letztes Jahr unterbrach ein Sturm die Aufführung von Hamlet im Globe Theater für eine Stunde, vor einigen Jahren verteilten die Schauspieler von Midsummer Night’s Dream plastik Capen und Umhänge, ohne die Aufführung im Theater am Südgelende auch nur für eine Minute zu unterbrechen. Es war fantastisch. Wir Zuschauer klebten alle aneinander. Wegen der Wärme, klar, aber nicht nur, ich vermute, dass es Zusammengehörigkeitsgefühl war all deren, die heute im Regen im Theater sitzen und nicht aus dem Sofa zu Hause.

Hamlet in Globe Theater (Foto von der Theaterseite). Vielleicht ist es gerade diese Veranstaltung während des Sturms. Die Wolken sehen so aus. Wenn ja, sitze ich zitternd von der Kälte in der letzten Reihe rechts, total durchnässt. Es war fantastisch!


Ähnliche Meinung ist TIP Berlin. im Juli Nummer spricht (S. 98 f) Tom Mustroph mit verschiedenen Macher der Freilufttheaters. Der Himmel verdüstert sich gerade, als er mit Darijan Mihajlović und Vlatka Alec über die neue Draußenspielzeit spricht. Ein kräftiger Wind fegt über die Tische. Alec, seit mittlerweile neun Jahren als Schauspielerin, später als Dramaturgin und Regisseurin an Pionier-Open-Air-Bühne tätig, lässt sich davon nicht einschüchtern. Im Gegenteil. “Das Schöne ist, dass wir mit die besten Vorstellungen gerade dann hatten, wenn es anfing zu regnen oder zu stürmen”, sagt sie. Denn dann, wenn Wetter mit Herausforderungen kommt, halten die Menschen an den Sitzplätzen (…) und die Menschen auf der Bühne in der Mitte besonders gut zusammen. “Dann entsteht diese Liebe, diese Hingabe und dieser unbedingte Wille, einfach alles zu geben”, schwärmt Alec. Und weil das auf den Sitzen ringsum stets ankommt, entsteht diese besondere Atmosphäre.

12. Juli gingen wir mit Monika Wrzosek-Müller zum Globe, zur letzten Veranstaltung des Midsummer Night’s Dream in diesem Saison. “Von Shakespeare” steht es auf der Karte. Na ja, vielleicht muss es sein. Vielleicht müssen wir, Nutzer immer aber immer informiert werden, wer was geschrieben hat, auch wenn er Shakespeare heißt.

Aber wie eine alte Dame, die Shakespeare erst im hohen Alter zum ersten Mal las, einmal sagte: phi, dieser Shakespeare war gar nicht so originell, er schrieb nur mit Zitaten. Jeder kennt sie.

Auf der Internetseite des Theaters liest man nur Generelles.

Seit 2019 ist das Globe Berlin in Charlottenburg von Juni bis September Schauplatz echten Volkstheaters in einem einzigartigen Ambiente unter freiem Himmel. Das bewusst niedrigschwellige Angebot richtet sich an Menschen jeden Alters, aus unterschiedlichen Kulturkreisen und ist nah an aktuellen gesellschaftlichen Themen. Das Programmspektrum umfasst Schauspiel, Wortkunst und Live-Musik, Shakespeare-Aufführungen in Deutsch und Englisch in eigenen, zeitgemäßen Übersetzungen sowie Einführungen und Nachgespräche – alles zu moderaten Eintrittspreisen.

Das stimmt.

Die gestrige Vorführung war natürlich wieder ein Shakespeare im Regen. Und wieder fantastisch. Schnell, witzig, mit ironischen Anspielungen gespickt. Es regnete so stark, dass wir in der Pause gingen. Alle? Weiß ich nicht, aber viele. Die benachbarte U-Bahn Station, Richard-Wagner-Platz war voll von durchnässten Zuschauer aus dem Globe. Wie mir die Globe-Mitmenschen berichtet haben, es wurde durchgespielt vor wackerem, begeistertem Publikum.


Es war kalt. Es war wunderbar.

Danke.

***

Wohin?

Monbijou Theater
Monbijoustr. 3b, Berlin-Mitte
Spielzeit bis Mitte September
Preise 24/15€
www.monbijou-theater.com

Globe Berlin
Sömmeringstr. 15, Berlin-Charlottenburg
Spielzeit bis 13. September
Preise 26/21€
www.globe.berlin

Shakespeare Company Berlin
Munsterdamm 80, Berlin-Steglitz
Spielzeit bis 13. September
Preise 24/42€
www.shakespeare-company.de

Cierpienie zwierząt 1. Sigrid Nunez, “The Friend”

Ewa Maria Slaska

Gdy moi bliscy angażują się w aktywizm przeciwko cierpieniu zwierząt, mam wrażenie, że i ja powinnam coś zrobić. Oni wychodzą na ulice. Też pewnie powinnam, ale na zasadzie, “nie angażuj się wszędzie, bo będziesz śmieszna”, z reguły starannie wybieram i ulice, i protesty. Zresztą wszyscy aktywiści to wiedzą, nie da się walczyć o wszystko. Ale jednak “cierpienie zwierząt” to bardzo bolesny temat.

Jestem pisarką i blogerką, sięgnę więc do literatury.

Sigrid Nunez, The Friend. Postanawiam przetłumaczyć fragment rozdziału 5, który mną po prostu wstrząsnął. Nie znałam tej pisarki, nie czytałam, niczego co napisała. Ale myślę, że to wielka autorka. “Przyjaciel”, który jest tytułem tej książki, to Apollo, ogromny dog, którego narratorka otrzymuje w spadku po samobójczej śmierci swego ludzkiego przyjaciela.

– Czytałaś o sprawie mastifów tybetańskich?
Rzeczywiście czytałam artykuł w Timesie i próbuję to powiedzieć, ale ta kobieta i tak musi mi go zrelacjonować. Jeszcze kilka lat temu mastif tybetański był w Chinach symbolem statusu, luksusowym obiektem, za który płacono nawet równowartość 200 tysięcy dolarów, a mówi się, że niektóre szczeniaki osiągały cenę miliona dolarów. Gdy gorączka rosła, hodowcy zaczęli produkować coraz więcej mastifów. A gorączka nagle spadła. Uznano, że psy wcale nie są tyle warte, jedzą za dużo i są trudne do okiełznania. A to sprawiło, że na ulicach miast pojawiło się mnóstwo porzuconych mastifów. Władze komunalne nakazały wyłapywanie psów, co odbywało się brutalnie. Niekiedy psy zdychały. Resztę odesłano do rzeźni.
Prawdę mówiąc nie była to historia, którą chciałam usłyszeć jeszcze raz. Gdy idę z Apollem na spacer, niekiedy spotykam tę kobietę, jak wyprowadza na spacer dwie swoje łagodne kundelki, matkę i córkę. Opowiada mi o mastifach, a potem od razu przechodzi do następnego tematu, który jednak dotyczy tego samego – okrucieństwa hodowli psów rasowych. To, czego chciała natura, mówi, to, co powinno istnieć, to kundle. A co mamy? Collie głupie jak but, neurotyczne owczarki, mordercze rotweilery, głuche dalmatyńczyki i labradory, które są tak spokojne, że możesz im wystrzelić nad uchem z karabinu, a one i tak nie będą podejrzewały, że może być niebezpiecznie. To takie jarzyny w futrach, kaleki i idioci, socjopatyczne psy, o za cienkich kościach lub zbyt tłustym mięsie. Takie monstra otrzymujesz, jeśli produkujesz zwierzęta, żeby zaspokoić ludzkie zachcianki. To powinno być traktowane jak przestępstwo. (Myślałam, że kobieta zmyśla, gdy opowiedziała mi o pointerach, które zamarzają w dziwacznej pozie wystawiając zwierzynę i nie można ich przywrócić do normalnego stanu, ale okazało się, że mówi prawdę).
– Jest mi niedobrze, mówi kobieta, gdy pomyślę, o tym jak świat będzie wyglądał za pięćdziesiąt albo sto lat. Czarno to widzę.
Ale potem wzrusza ramionami i mówi, że to i tak bez znaczenia, bo wtedy Ziemia będzie już całkiem zniszczona, po czym zabiera swoje kundelki i odchodzi.
A ja zostaję i muszę myśleć o mastifach. Te psy są znane ze swojej ogromnej postury i grzywy, która sprawia, że przypominają lwy, ale poza tym wiadomo, że są nadzwyczaj lojalne w stosunku do właściciela i obdarzone ogromnym instynktem opiekuńczym. O czym więc myśli mastif wyrzucony przez swojego pana i wraz ze stadem innych mastifów wepchnięty do ciężarówki, która zawiezie je do rzeźni. Czy pies rozumie, że został zdradzony? Myślę, że nie. Myślę, że ostatnią myślą mastifa w drodze do rzeźni jest pytanie, kto się teraz będzie opiekował moim panem?

Aecjusz, Boecjusz i Romulus

Ewa Maria Slaska po inspirującej rozmowie z Viatorem

Jak kończy się nasz świat?

Rozmawialiśmy któregoś dnia z Viatorem, że myśli mamy schyłkowe. Wspomnieliśmy więc Boecjusza, bo to chyba najsłynniejszy pocieszyciel w historii literatury i filozofii. Człowiek, który szykuje się na własną śmierć i pomaga nam spojrzeć w Kres i Bezkres.

Ale, powiedział Viator, Romulus Wielki bardziej by tu pasował, bo na razie nie my idziemy pod katowski topór, tylko świat cały. Dürenmatt, nie wiem, czy pamiętasz? Romulus Wielki, ostatni cesarz rzymski, odchodzi w chwili, gdy świat właśnie upadł. A nie Aecjusz, ostatni Rzymianin?, pytam, bo lepiej pamiętam Parnickiego, niż Dürenmatta

Nie, powiedział Viator, Aecjusz się miota, intryguje, walczy, próbuje ustawić historię na swoją modłę. Dwoi się i troi. Interweniuje. Zabija, mianuje. Marzy mu się nowa dynastia, sława, chwała, splendory. Ratunek dla upadającego cesarstwa.

A Romulus Augustulus hoduje kury, czyta Marka Aureliusza i stopniowo pozbywa się balastu, jakim jest Imperium. Romulus Augustulus, Auguścik, Romulus jak założyciel Rzymu, Augustulus jak taki umniejszony pierwszy cesarz.

Dürenmatt twierdził, że napisał dramat niehistoryczny. Z reguły, twierdzi autor, to Historia powoduje, że bohater musi stanąć na wysokości zadania. My też tak myślimy. Stanąć, powstać, sprzeciwić się, nie pozwolić. A Dürenmatt każe nam spojrzeć na to wszystko, na cały ten zgiełk z innej perspektywy, ujrzeć sytuację, w której bohater nie robiąc zgoła nic, pozwala odejść staremu światu, po to by mógł się zrealizować nowy.

Rzym upadł. Germanie splądrowali miasto i zhołdowali Imperium. Nowym królem zostanie Odoaker. Cesarz i jego świta spędzają ostatnią noc w letniej willi nad morzem w Kampanii. Wszyscy uciekają, ratując, co tylko się da, pensje, stanowiska, łaski nowego władcy, przedmioty. Nie ma statków, łodzi i kutrów. Cesarzowa Julia, córka i żona cesarzy, jak zwykła przekupka zabiera wszystko, co ma jakąkolwiek wartość, aby odpłynąć na tratwie. Tratwa utonie, a wraz z nią cesarzowa, jej córka, służba, czajniki, nocniki, szlafroki, banany i parawany. Cesarz zostaje sam i gotowy na śmierć, z godnością czeka na pogromcę i następcę. Ale nie, Odoaker nie zabija Romulusa, odsyła go na emeryturę. Niezwykły los w historii Cesarstwa Rzymskiego, gdzie podstawową przyczyną zgonu kolejnych władców jest zabójstwo, morderstwo, może kara śmierci.

Romulus nie ma nic, gdy odchodzi ze sceny Historii, trzymając pod pachą ostatnią rzecz, ostatni przedmiot, jaki mu pozostał, popiersie swego słynnego imiennika, tego pierwszego Romulusa, którego wilczyca wykarmiła własnym mlekiem. Odchodzi z najwyższą godnością. Tak nam dopomóż Bóg, obyśmy też tak potrafili.

Rzeki życia

Teresa Rudolf

Rzeka

Każda rzeka swoim stylem 
płynie; czasem  żabką
czasem kraulem,
czasem stoi…

A czasem wzburzona, 
ciche brzegi na kawałki rwie 
przeklinając we wszystkich 
językach znanych tylko rzekom,

nie ma ona ani tłumacza, ani chęci,
by ją rozumieć, bo i po co 
znów “rzucać perły przed wieprze”,
wszystko dawno wiadomo…

Przemądra Natura strajkuje;
“jutro” będą burze, sztormy
huragany, potem upały, susza,
tysiące klęsk żywiołowych…

I rzeka znów popłynie 
własnym stylem, 
czasem kraulem,
czasem żabką,

a czasem będzie
na plecach leżeć,
z życia wysuszona…

Deszcz

Krople  deszczu
pukają cicho w szybę,
czasem zawisną,
czasem spływają w dół.

Błyskawica nagle
rozdziera ciszę,
dziwne, deszczowe
wzory oświetla.

I wróży dzisiaj
z ręki codzienności,
drapiąc się po głowie
nie może nic wyczytać;

wszystko zagmatwane,
wyraźnej linii życia
nie ma, porwana jakaś, 
a z jej strzępów,
niewyraźnie, prawie przezroczyście…

…zwinięta
w kłębuszek,
w pelerynie
cieniutkiej,

Nadzieja
zielona
jak liść
leży…

Zamiast historii Ukrainy w pigułce Broma

Roman Brodowski (Brom)

Drogi czytelniku

od wielu miesięcy daję ci możliwość zapoznania się z naszą wspólną, polsko-ukraińską historią, widzianą oczyma miłośnika i badacza przeszłości.

Jednakże tym razem, w związku ze zbliżającą się kolejną rocznicą naszej narodowej tragedii, dramatu, jaki wydarzył się podczas drugiej wojny światowej, rocznicą ludobójstwa, dokonanego na polskim narodzie na Wołyniu, które początek swój miało 11 lipca 1943 roku, postanowiłem w tym tygodniu upamiętnić tę rocznicę kilkoma wierszami.

Wiem, dla niektórych temat ten jest do dzisiaj tematem tabu.

Punkt widzenia polskich historyków i punkt widzenia ukraińskich historyków jest tu z pewnością różny.

Mówię o dramacie narodu, dramacie ludzi, którzy ze względu na swoją odmienną, nie ukraińską etniczność zostali w bestialski sposób zamordowani, często przez ukraińskich nacjonalistów, niekiedy przez zwykłych przedstawicieli narodu Ukrainy. Wydarzenie to musi zostać nazwane dokonaną przez wspólnotę ukraińską czystką etniczną.

Nie chcę tu opisywać tego bestialstwa, bo i uwierzyć byłoby Wam trudno.

Wszędzie podczas spotkań autorskich, które często dotyczą też tego dramatu, zwykłem powtarzać, że człowiek, który nie zna swojej historii i prawdy o swoich przodkach, prawdy o swojej przeszłości, o swoich korzeniach, pochodzi znikąd, nie istnieje. Żeby budować teraźniejszość, żyć teraźniejszością, musieliśmy posiadać przeszłość. To od nas samych, od tego, jak bardzo chcemy poznać prawdę o naszych przodkach, prawdę historii, zależy to, w jaki sposób będziemy postępowali dzisiaj. Jeżeli przeszłość budowana była prawdą, to budowana przez nas teraźniejszość będzie prawdą i będzie fundamentem prawdy dla przyszłości.

Dlatego też staram się, tak jak inni badacze (abstrahując historyków populistycznych), przypominać również tę konkretną prawdę o Wołyniu.

Pragnę również przestrzec Was przed populizmem. Nauczyłem się nie tylko słuchać, ale również analizować to, co mówią publicyści i historycy, także ci wykorzystywani dla potrzeb politycznych i populistycznych. Staram się nie poprzez emocje, a racjonalne myślenie poszukiwać w ich wypowiedziach prawdy. Bo to o prawdę nam wszystkim powinno chodzić.

W cieniu Prawdy – Wołyń

Odnalazłem groby tamtego Wołynia
Zasadziłem między krzyżami, piwonie.
Wyglądały jak gołębie czekające lotu.
Jak dwie w modlitewnik ułożone dłonie.

Zobaczyłem urodzaj zaoranej ziemi
Ludobójstwo ukryte przed oczyma świata
I Dusze błądzące wrogą im przestrzenią
Czekające prawdy, by narody zbratać

Lecz ta polska prawda powoli zanika.
Kat Wołynia „Gierojem” „złotem jest milczenie”
Spadkobiercy ofiar, zbrodni spadkobiercy.
Tragedię Wołynia niosą w… zapomnienie.

Nam, nie wolno zapomnieć lecz, pamiętać trzeba
Dopóki słychać jęki przydrożnych kamieni
I dopóki kości przodków, naszych braci
W ukraińskiej leżą niegodnie, przestrzeni.

By wybaczyć krzywdy, żyć wewnętrznym mirem
Potrzeba pokory, przyznanie win swoich…,
Lecz jakże wybaczać, za co, no i komu ?
Gdy miast prawdy dzisiaj, naród kłamstwo woli.

Brom 11 Lipca 2024

A ty ziemio.

A ty ziemio znowuż rodzisz.
Rozwichrzone złote włosy
Na nich jako łez pereł sznury
Życiodajny wiszą kłosy

A ty ziemio znowuż wołasz.
Ranną rosą żeńców w łany
Czas postrzyżyn znowuż nastał
Z chabrów wianki plotą panny

A ty ziemio wciąż zapraszasz
Zapach chleba w dal rozsiewasz
Zaś w przestrzeni twej, kresowej
Słowik rzewnie psalmy śpiewa

A ty ziemio, ziemio ojców
W której do dziś Pan Bóg drzemie
Czekasz na twych synów z ucztą
Nadaremnie, nadaremnie

Bo ty ziemio przytuliłaś ich do siebie.
Twym ramieniem snu wiecznego troski
Rodzisz ziarno z krwi i zapomnienia
Tam, gdzie stały na Wołyniu kiedyś wioski

Berlin 02.08.2020

Tylko to pozostało

W zapuszczonej zagrodzie
Historia śpi wciąż spokojnie
Czeka swojego przebudzenia
Kolejnego aktu prawdy

Tylko dziko rosnąca jabłoń
Od zawsze wierna ziemi
Na której kiedyś kwitło życie
Dzisiaj rodzi ocet w owocach

Tylko stary przygarbiony żuraw
Zginając zmurszały kark
Zagląda do pustej studni
Trwa w żebraczej pozie

Gliniany pusty dzbanek
Leży obok jakoby krzyża
Okryty wilgotnym mchem
Przypomina o przemijaniu

I mur z ciemnego kamienia
Podobny nieco do ściany płaczu
Proszący o proste psalmy
W intencji dawno odeszłych

A w starym dębowym pniu
Ukryte dusze przeszłości
Wołają o głos sumienia
Wołają w niemą przestrzeń.