Dla Amulii, nie tylko z okazji urodzin / For Amulya, not only because it is today her birthday! Many happy returns, Amulya!
Szymborska niemal przez całe swoje pisarskie życie, od lat 60 do 90 (acz z przerwami), pisała recenzje książek zupełnie pomijanych przez krytyków. W autorskim wstępie do książki Lektury nadobowiązkowe wyjaśnia, że krytyka literacka zajmuje się tylko literaturą tzw. wysoką, a tymczasem wizyty w ksiągarniach podsuwają informację, że to, co ludzie czytają i kupują, to najczęściej wcale nie “Dzieła” lecz zwykłe książki, lektury dla dzieci, podręczniki, książki kucharskie, poradniki, przewodniki turystyczne. Od siebie dodam, że rynek wydawniczy zaraz po transformacjach politycznych zareagował na to zapotrzebowanie i w ksiągarniach zaroiło się od tych właśnie książek, dawniej przez krytykę wstydliwie pomijanych. A ponieważ nikomu nie chciało się szperać po starociach, publikowano je przede wszystkim w tłumaczeniach i to jeszcze bardzo marnych. Tymczasem PRL dostarczał ludziom całą paletę tej literatury, od poradników jak samemu wytapetować mieszkanie lub jak zbudować altanę, po poradnik pielęgnacji urody przez 100 minut dziennie lub informacje o jeleniach lub wilkach. I jeśli to były tłumaczenia, to były one najwyższej klasy.



Tym razem, jak widać na załączonym obrazku, poetka zrecenzowała przetłumaczoną z francuskiego publikację Georgesa Blonda pod tytułem Tajemnicze lemingi. Na allegro można dziś kupić tę książkę za 6 złotych.

Siedzi ptaszek na drzewie
I się ludziom dziwuje,
Że najmędrszy z nich nie wie,
Gdzie się szczęście znajduje…
A jednak lepiej po ludzku nie wiedzieć niż po ptasiemu wiedzieć. Ptak to szaleniec nieświadomy swego szaleństwa. Instynkt, który każe mu jesienią odlatywać i przenosić się czasem o kilkanaście tysięcy kilometrów dalej, tylko pozornie mu sprzyja i czuwa nad jego bezpieczeństwem. Gdyby chodziło wyłącznie o znalezienie dobrego żerowiska w łagodniejszym klimacie, niejeden ptasi gatunek mógłby dużo wcześniej kończyć swój wytrwały przelot. Tymczasem te niepoczytalne stwory lecą dalej, ponad górami, gdzie zaskoczone burzą roztrzaskują się o skały, ponad morzami, do których spadają. Celem natury nie jest nawet bezlitosna selekcja: są opresje, w których giną słabsze i silniejsze egzemplarze jednakowo. Paskudne fatum prześladuje dziką gęś znad jeziora Czany.
Odczuwa ona impuls odlotu, kiedy jeszcze się pierzy i nie może wzbić się w powietrze. Rusza więc pieszo w kierunku południa. Na ten masowy przemarsz czekają niecierpliwie różne drapieżniki oraz ssak z kijem, czyli człowiek.
Zaczyna się masakra — a choć powtarza się regularnie co roku, stulecie za stuleciem, nie zostawia żadnego śladu w pamięci gatunku. Jeszcze piekielniejszego figla płata natura lemingom, miłym zwierzątkom, które sobie żyją w norkach. Pewnego dnia robi się ich w tych norkach za dużo, więc gromadnie opuszczają stare siedziby. Aby założyć nowe kolonie opodal? Gdzież tam, żeby iść, po prostu iść, bo tak im każe ich hormonalny los. Iść, dopóki nie dojdą do morza, w którym toną. Gatunek ten trwa tylko dzięki nielicznym osobnikom, co w starych norkach zostały. Historia ludzka ma podobne epizody. Tyle tylko, że my nie musimy czuć się z tym wszystkim szczęśliwi, a podejrzewam, że nad zwierzętami ciąży ponadto przymus szczęśliwości. Blond napisał książkę dla młodzieży.
Zawarł w niej pięć opowieści: o lemingach, dzikich gęsiach, fokach, słoniach i bizonach. Z myślą o młodym czytelniku rzecz zbeletryzował, ale z umiarem i bez szczebiotania. Także dorośli mogą książkę przeczyțać z pożytkiem i zgrozą.
