
Konrad
Wybraliśmy się niedawno ze znajomą do Hebden Bridge; to mała wioska w dolinie rzeki Calder w Yorkshire, znana jako “brytyjska stolica lesbijek”. Zupełnie nie przypomina innych znanych gayborhoods, zwykłe pełnych życia nocnego i gwaru. Takie miejsca najczęściej zdominowane są jednak przez gejów, a lesbijki chyba wolą jednak tzw. cottagecore – czyli wyidealizowaną wizję życia na wsi, która “(…) koncentruje się na ideach prostego bytu i harmonii z naturą. Inne powiązane tematy obejmują samowystarczalność, romantyzację pracy domowej, tradycyjnych umiejętności oraz zrównoważonego rozwoju”.
Pod tym terminem estetyka ta pojawiła się ok. 10 lat temu na Tumblrze, popularnej wówczas platformie społecznościowej. Byłem wtedy nastolatkiem, i pamiętam, że platforma ta była szczególnie popularna wśród dziewczyn. Jako chłopak, nie czułem się jej członkiem, ale pamiętam, że była znacznie bardziej atmosferyczna i ludzka, niż jej obecne odpowiedniki, zawalone kiepskiej jakości treściami nastawionymi na rozbudzenie uwagi w ciągu pierwszych sekund, przesyconymi nadmiarowymi bodźcami, i coraz częściej generowanymi przez sztuczną inteligencję.
Tumblr był miejscem, w którym ludzie tworzyli swoje małe blogo-światy, składające się ze zdjęć, rysunków, krótkich tekstów – treści ułożonych wokół skrupulatnie tworzonej przez użytkownika romantyzowanej wizji estetycznej. Zdarzały się tam niebezpieczne wizje, jak na przykład gloryfikacja skrajnie chudych ciał i otwarta aprobata dla anoreksji (społeczność pro-ana), ale były też mniej szkodliwe eskapizmy jak goblincore (odkrywanie piękna w częściach przyrody czasem uznawanych za brzydsze, jak żaby, ślimaki i błoto), dark academia (literatura, elegancki ubiór i gotycka architektura), czy wspomniane wcześniej cottagecore.

Dlaczego lesbijki upodobały sobie właśnie to ostatnie? Może wydawać się to paradoksalne – w przeszłości (a być może i dzisiaj) kobiety mieszkające na wsi zdawały się mieć mniej szans na rozwój i wolność. Może dlatego, że cottagecore oferuje marzenie o odludziu, gdzie nie ma ani mężczyzn jako jednostek, ani nawet wpływu patriarchatu, gdzie nie ma Innego i jego oceniającego wzroku, gdzie można ułożyć sobie życie na nowo, bez szablonu, z innymi kobietami, zarówno życie romantyczne, jak i współżycie społeczne. Być może jest to też przykład “odzyskiwania” na własnych zasadach wiejskości, która tradycyjnie była dla lesbijek izolująca i opresyjna.
Dlaczego pojechaliśmy do Hebden Bridge, choć nie jesteśmy lesbijkami? Ja z ciekawości, a moja znajoma dlatego, że chciałaby nią być. Na miejscu było ładnie choć nudno. Lesbijek (przynajmniej tych łatwo dostrzegalnych – sparowanych) było mało – może były w pracy. Poza kawiarnią, pubem, i wiatrakiem z pamiątkami, wspięliśmy się więc na wzgórze, do jeszcze mniejszego Heptonstall, by odwiedzić grób Sylvii Plath. Wydawał się zaniedbany, jak na grób takiej osoby, ale miał na sobie różne osobiste podarunki – zwiędnięte, zmoczone kwiaty, kamienie z sentencjami napisanymi kredą, monety, wisiorki, tani długopis i jeden, samotny znicz.

Plath nie była lesbijką, ale była i jest przez nie uwielbiana. Została pochowana koło kobiecej wioski marzeń przez męża, który pochodził z tych stron.
