Don Kichot w polskim Berlinie


Designer: Lex Drewinski
Technique of printing : silkscreen
Poster size: ca.  B1 = 27″x39″/67x97cm

“Don Quijote” by Dzidek Starczynowski & Andrej Woron at “Theater am Ufer”, Berlin 1988

Rok 2026. Plakat teatralny na aukcji internetowej. “Wyskoczył”, gdy szukałam czegoś zupełnie innego. Wyskoczył i zaskoczył. Zadziałał jak machina czasu, jak proustowska magdalenka.

Berlin lata 80. Przyjechałam w styczniu 1985 roku i bardzo szybko wpadłam w krąg ówczesnych działaczy. Było ich niewielu, wszyscy się więc prędzej czy później znali, nawet jeśli tylko z widzenia, słyszenia i ploteczek.

Lex Drewiński, grafik, plakacista, stryjek koleżanki, wydaje mi się, że mieszkał w takim narożnym domu z czymś w rodzaju oszklonego ze wszystkich stron wykuszu. A jeśli nie, to ona mieszkała w takim domu z przeszklonym wykuszem. Wykładał grafikę, a może plakat. Głowę bym dała, że w Poczdamie, ale wydaje mi się to niemożliwe, bo w latach 80 Poczdam był po wrażej stronie, za Murem.

http://www.lexdrewinski.com/home.html

Smakuję tę moją magdalenkę jeszcze raz, i jeszcze, i nic mi się więcej nie ukazuje, tylko ten Poczdam. Daję za wygraną i sięgam do ogłoszonej w internecie biografii. I co? I pstro, Poczdam!

Profesor Lex Drewinski urodził się 11 września 1951 roku w Szczecinie. W latach 1976-1981 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Był uczniem słynnego plakacisty, Waldemara Świerzego. W latach 1983-85 był dyrektorem Studia Filmów Animowanych w Poznaniu. W roku 1985 wyemigrował do Berlina Zachodniego. W roku 1992 wygrał w konkursie profesurę na Wydziale Grafiki na Uniwersytecie Sztuki Stosowanej w Poczdamie. Jest też profesorem na Akademii Sztuki w Szczecinie. Jest publicystą kwartalnika „2+3D” . Brał udział w wystawach plakatów na całym świecie, otrzymał ponad 200 nagród i wyróżnień.

Andrej Woron

Swego czasu najważniejszy polski twórca teatru nie-polskojęzycznego, niemieckego, w Berlinie. Znany każdemu. Grafik. W teatr wdepnął właśnie wtedy, w latach 80. Naprawdę nazywał się Andrzej Woroniec. Dopiero gdy wpadł w teatr i stał się znany, zmienił imię i nazwisko. Coś, co nam się wprawdzie nie podobało, ale w owym czasie, było jak najbardziej normalne. W latach 80 prawo mimikry było bardzo silne. Dlatego wszyscy myśleli, że ja się naprawdę nazywam Śląska i zmieniłam nazwisko, żeby Niemcom było łatwiej je wymawiać. I nie dało się nikomu, ani Polakom, ani Niemcom, ani korekcie komputerowej wytłumaczyć, że tak nie było. Do dziś chwila nieuwagi wystarczy, żeby komputer zmienił mnie na tę jakąś śląską. Zob. tu: https://ewamaria.blog/2022/11/21/ewa-slaska-jesienia/

Więc Woron był jak najbardziej naturalny, choć wcale się nam to nie podobało. Robił teatr, który, podobnie jak uproszczone nazwisko, bardzo się Niemcom podobał. Oparty był na wyrazistej grze aktorskiej, która, gdy trzeba było mocniejszych uczuć, sprowadzała się do krzyku. U Worona wszyscy ciągle krzyczeli. Nie lubiłam jego teatru i doprawdy nie wiem, czy widziałam tego Don Kichota w jego reżyserii, czy nie. Na pewno widziałam kilka jego produkcji teatralnych, bo wiem, że zawsze przysięgałam sobie, że już nigdy więcej nie pójdę na jego przedstawienia, a potem z jakiegoś powodu nie dotrzymywałam słowa i znowu szłam. Jak to piszę, to boli mnie głowa. Wehikuł czasu działa doprawdy wspaniale.

Na szczęście były w Berlinie też dwie polskie reżyserki, Teresa Nawrot i Janina Szarek, i zdecydowanie bardziej wolałam ich produkcje. W pamięci pozostało mi pierwsze spotkanie z Janiną Szarek – siedziała na podłodze i wrzucała kwiaty do miski z wodą. A Teresa była Tytanią z głową osła. Osła grał jej ówczesny przyjaciel, który wcale nie był osłem i wkótce okazał się cwanym gnojkiem. Tetar nie zawsze pokrywa się z życiem. Niestety.

https://www.deutscheundpolen.de/personen/person_jsp/key=andrej_woron.html

Don Kichot to był rok 1988, Woron był wciąż jeszcze przede wszystkim traktowany jak utalentowany malarz. Jego kariera teatralna tak naprawdę zaczęła się od Sklepów cynamonowych („Zimtläden“ ) Bruno Schulza. Woron znalazł możnego mecenasa, a sztuka stała się berlińską sensacją i na kilka lat ugruntowała sławę artysty. Założył wtedy swój własny teatr, „Teatr Kreatur“, który – ale dowiedziałam się tego dopiero wiele lat później – został założony przez Teresę Nawrot. I przez nią utracony na rzecz Worona. A może używam obrzydliwych eufemizmów, a teatr został jej po prostu zabrany.

Woron wystawiał po niemiecku dalsze sztuki na temat losów polskich Żydów: “Das Ende des Armenhauses“, „Zug des Lazarus“, „Merlin“, “Ein Stück vom Paradies”. Z każdą sztuką stawał się coraz bardziej znany. Kolejne sztuki: “Menschen Löwen Adler & Rebhühner”, “Frankenstein – Genus Avium”, “Wir gehen”, “Hahnenkämme” i “Sanatorium zur Todesanzeige”.

To była ostatnia jego sztuka w Berlinie. Zużył do imentu spadek swego mecenasa, Allarda Stuppericha, nie dostał wsparcia od władz Berlina i zniknął z naszego miasta. Wystawia gdzie indziej, czasem również w Berlinie, ale my już nie chodzimy go oglądać.

Tak mi się wydaje.

Dzidek Starczynowski

Poznałam ich wszystkich, również Dzidka, podczas pamiętnego festiwalu sztuki polskiej, zorganizowanego przez naszego nieodżałowanegogo ś.p. Witka Kamińskiego, założyciela Polskiej Rady Społecznej. W Ballhaus Naunynstraße spotkali się wszyscy, również ja tam byłam, już w swojej nowej funkcji – jako połowa Niezależnej Polskiej Telewizji w Berlinie. Drugą połową był Grzegorz Ziętkiewicz. Diałaliśmy wspólnie przez rok 1986, a działanie umożliwił nam Kanał Otwarty (Offener Kanal), niezwykły pomysł Berlina. Każdy człowiek mógł się w latach 80 zgłosić w centrali Kanału i powiedzieć, że chce robić telewizję. Kanał nas szkolił – uczyliśmy się pracy z kamerą, ustawiania świateł i dźwięku oraz montażu, po czym dostawaliśmy za darmo sprzęt do kręcenia, dni w montażowni oraz czas antenowy. Raz w miesiącu nadawaliśmy godzinny program, który nazwaliśmy Magazyn Wyspa – Magazin Insel. Mogliśmy go trzykrotnie wyemitować. Wszystko za darmo! Grzegorz był bezrobotny, ja czekałam na przyznanie azylu politycznego, co mi zapewniało pomoc społeczną, mieliśmy więc z czego żyć, choć nie mieliśmy pieniędzy. Ale robiliśmy własną telewizję! Czasem wracaliśmy po dniu kręcenia do domu i wyjadaliśmy z garnka resztki makaronu z sosem pomidorowym, ale w ciągu dnia szliśmy z kamerą na spotkania z Wielkimi i nakręcaliśmy z nimi wywiady. Staliśmy się na chwilę pewną ciekawostką, co sprawiło, że media polskie i niemieckie przeprowadzały z nami wywiady. Gdy rozmawialiśmy z Niemcami, dziennikarze myśleli, że ja jestem szefową, a Grzegorz nosi kamerę. Dziennikarze polscy z kolei myśleli, że Grzegorz jest dyrektorem, a ja sekretarką.

Takie były czasy. Ale, uwaga, to było 40 lat temu, teraz jest zupełnie inaczej. Nie tylko w kwestii bycia dyrektorem lub dyrektorką.

A więc wtedy, latem 1986 roku, poznaliśmy Worona, Drewińskiego i Starczynowskiego. Starczynowski uprawiał pantomimę i to było bardzo niezwykłe. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że nigdy przedtem nie widziałam pantomimy na scenie. Znałam ją z filmów, oczywiście głównie z filmu “Dzieci raju” (fr. „Les Enfants du Paradis”). Był to francuski film z roku 1945 wyreżyserowany pr Marcela Carnégo, uważany za jedno z najważniejszych dzieł kina francuskiego i europejskiego. Film opowiada o miłości i tragedii w świecie paryskiego teatru w XIX wieku, na tle rewolucji 1848 roku.

Starczynowski uprawiał zupełnie inną pantomimę, bardzo surową, wręcz dziką i było to świetne.

https://transform-schauspielschule.de/lehrende/dzidek-starczynowski/

O wystawieniu Don Quijota Dzidek powiedział w jakimś wywiadzie (Adaszyńska 1993), że przedstawienie nie było złe i zebrało nawet dobre recenzje, ale dla niego to był inny świat, bo niemiecka publiczność najbardziej lubi teatr zimny, precyzyjny intelektualny (i taki jest też plakat Drewinskiego), a tymczasem oni obaj, Woron i on, reprezentują polski teatr, który jest wręcz mistycznie emocjonalny. A to się wyraża rauszem, może być nawet pijackim, wchodzeniem jak Kordian na Mont Blanc, to jest ta słowiańska dusza, lament, romantyzm.

A tu Berlin. Zakaz wstępu dla Don Kichotów.

PS. Te czasy minęły, niemal nie spotykam już ludzi, których wtedy znałam, może czasem widuję się z Teresą Nawrot. Ale poprzez kuzynkę znajomej Dzidek pojawił się właśnie znowu w moim światku. Może się nawet kiedyś spotkamy 🙂


Leave a comment