Porzucone fragmenty książki (3). Pochowają mnie anonimowo, umrę w biegu.

Wydałam właśnie drukiem powieść o pokoleniu Solidarności. Patrz TU. W ostatecznej redakcji kilka fragmentów po prostu wyrzuciłam, a kilka przeniosłam tu. Oto fragment trzeci i ostatni.

Ewa Maria Slaska

Uważaj, co mówisz, bo może się spełnić dosłownie.

W testamencie zapisałam, że proszę, aby mnie pochować anonimowo, w lesie, co oznacza, że zostanę skremowana, bo w lesie trumien nie chowają. A szkoda, bo myślałam o tym, że zostane pochowana w papierowym worku, takim, w jakim pochowano Mozarta, o płóciennym całunie, o wiklinowym koszu lub o prostej drewnianej skrzynce.
Gdy zaczęłam pisać tę powieść o dwojgu bohaterów, którzy przeżywają Solidarność w Gdańsku, a potem wyjeżdżają przez Berlin Zachodni do Stanów Zjednoczonych, to zgóry wiedziałam, że ich dwoje, czeka w Ameryce absolutnie przeciwny los. Moja bohaterka, Basia zrobi karierę, a jej mąż, Stefan, działacz Solidarności, umrze jako bezdomny. Dopiero wtedy dowiedziałam się, jak chowa się bezdomnych w Nowym Jorku. W prostych drewnianych skrzynkach.

Przecież nie mogłam tego przewidzieć, a przewidziałam. Przewi­dział­am, że to, czego się dowiem, zmusi mnie do napisania, że Stefan został tak pochowany, jak ja chciałam. Ta sytuacja powoduje w mnie niepokój. Chciałabym go pominąć, ale nie mogę, choć już zadecydowałam, że mój pogrzeb ma być inny, mam zostać spalona i pocho­wana anonimowo w lesie. Ale zanim podjęłam taką decyzję latami chciałam takiego pogrzebu, jaki czeka bezdomnych w Nowym Jorku. Latami.

Byłam zaskoczona, a może nawet wstrząśnięta, bo nie myślałam, że niedopowiedziane i mało konkretne życzenia mogą się okazać aż tak dopowiedziane i aż tak konkretne.

Od dawna jednak wiedziałam, że takie życzenia są niepokojące.

Zawsze bowiem wiedziałam że jeśli zostanę pochowana zgodnie z moim życzeniem, będzie to znaczyło, że umarłam jak wolny człowiek, z prawem do decydowania o sobie również po śmierci. Ale co, jeśli stanie się inaczej? Jeśli “dostanę” to samo, ale wcale nie z własnej woli. Jeśli przydarzy się katastrofa, kataklizm, powódź, trzęsienie ziemi, wygnanie, wojna? Jeśli zostanę tak pochowana, bo nie da się wszystkich zmarłych pochować indywidualnie? Albo jeśli zostaniemy spędzeni w jedno miejsce w lesie, wepchnięci do dołu, za życia zasypani ziemią lub zalani wapnem?

Ta myśl dławi w gard­le i przypomina jeszcze jedno zdanie, które zawsze wypowiadam na temat tego, jak chciałabym umrzeć, jak umrę?

Umrę w biegu, mówię i mam na myśli to, że jak się żyje intensywnie, to jest to jak bieg przez życie. Umrę w biegu jest skrótem myślowym, oznaczającym, że będę pracowała aż do śmierci, jak mój ojciec i moja matka. Ale może to przecież oznaczać coś zupełnie innego, ucieczkę przed kimś albo przed czymś, przed zwierzęciem, człowiekiem, dronem. W obozie koncentra­cyj­nym w Ravensbrück młode, rozebrane do naga kobiety biegły drogą pomiędzy dwoma murami. Na platformie łączącej oba mury stali SS-mani i strzelali do nich jak do łagodnych łani. Tak w roku 1942 umarła Grażyna Chrostowska, poetka z  Lublina. Miała 20 lat.

Zamknięte drzwi
Tam nie ma nikogo, tam jest tajemnica
I prosta jasna straszna cisza
Światła od okna na podłodze
I wszędzie długie cienie nocy
Jak nierozumne i śmieszne wołanie
Zrozum: zamknięte mieszkanie.

Leave a comment