Kapibary

Konradowi

Biedne kapibary! To jeden z tych wpisów przygotowanych pod wpływem chwili, całkiem nieważnych, które tygodniami przesuwają się w dół w kalendarzu publikacji, no bo są takie nieważne. Napisałam o nich 15 kwietnia, dziś jest 2 czerwca. Biedne stworki, doprawdy.

Ewa Maria Slaska

To już dobry kęs czasu temu, jak byłam w Berlinie na koncercie Kwiatu jabłoni. Koncert był świetny, a odbywał się w klubie i nie było krzeseł. Usiadłam sobie na brzeżku podestu dla technika, obok usiadły dwie polskie dziewczyny, takie klasyczne dzisiejsze dziewczyny, wysokie, nie roztyte, ale jednak co tu dużo gadać, duże i tęgie. Mają zrobione przy pomocy maszynki regularne, zaczesane do góry szerokie brwi, długie plastikowe przezroczyste panokcie we wzory, sztucznie powiększone usta, sztuczne rzęsy i gładkie czarne włosy lub równie gładkie blond włosy. Te były czarnowłose. Piszę to wszystko na marginesie głównego tematu, bo zauważyłam, że właśnie na naszych oczach zmienił się ideał piękności. Są już memy na ten temat.

Zniknęły niewysokie, szczupłe dziewczyny o kręconych włosach. Od czasów hippisów to one dominowały w życiu towarzyskim. Były bardzo starannie zrobione, ale wszystko miało wyglądać, jakby były naturalne. Teraz odeszły, a przyszły te równie starannie zrobione, które mają wyglądać jak sztuczne. Dziewczyny z tiktoka. Te dwie oglądają na instagramie filmiki z kapibarami.
– One są cudowne, mówi jedna z nich.
– Och tak, potwierdza druga.
Zerkam. Nie znam akurat tego filmiku, ale jest taki jak te, które znam. Poniżej jeden z tysięcy filmików, które można znaleźć w Sieci.

A znam je, bo Konrad je lubi i masowo przysyła mi takie filmiki. I ja mu też. Czyli to od przedstawiciela pokolenia Z wiem, że masa innych ludzi na całym świecie też je lubi.

Rzeczywiście te nowe ulubienice publiczności na tych filmikach są miłe, ale to aktualne upodobanie wydaje mi się bardzo dziwne. Bo chyba kiedyś lubiło się zwierzęta miłe w dotyku. Przede wszystkim misie, a po nich lewki i tygryski. Misie są klasyką od stu dwudziestu lat, o czym kiedyś już tu na blogu pisał Zbych Milewicz. Dobrych dziesięć lat temu zinfantylizowane drapieżniki ustąpiły miejsca małym puszystym zwierzątkom. Wraz z pojawieniem się Sieci rozpowszechniły się kotki, pieski i króliczki. Pamiętam nawet, jak któryś z ostrych i niepokornych polskich pisarzy powiedział, że wycofuje się z Facebooka, bo ma dość “tych wszystkich kotków”.

Teraz ludzie nagle zaczęli lubić ziemno-wodne, wcale nie puszyste kapibary.

Pytam Konrada, a on mówi, że tak, że kapibary są szorstkie w dotyku.

Wiem, co to jest kapibara, bo jako dziewczynka chętnie czytywałam opowieści podróżników. Wszyscy z mojego pokolenia wyrastali w cieniu Verne’go, Fiedlera i Szklarskiego. W ich książkach roiło się od słoni, lwów i tygrysów, ale pojawiały się też nandu i pytony. Były okapi, hipopotamy, żyrafy, gazele, tapiry i gdzieś tam były też kapibary. Duże gryzonie.

Indianie je jadali. W domowej książce kucharskiej dla żeglarzy, którzy mieli też zawinąć do portów w Ameryce Południowej, podałam nawet jakiś indiański przepis na pieczeń z kapibary. Nie wiem jednak, skąd wówczas, te prawie 50 lat temu wzięłam ten pomieszczony tam przepis, bo w internecie nie ma żadnych przepisów. Choć oczywiście jakieś muszą być, skoro do dziś kapibary się jada.

Polski portal Fly4free pisze: Kolejne miłe zwierzątko (do zjedzenia) to kapibara, wielki gryzoń przypominający nieco włochatą świnię. Kapibary dzieli się na wielkie i małe, ale oba rodzaje smakują tak samo wyśmienicie. Przynajmniej według mieszkańców Brazylii. Żeby nic się nie zmarnowało, ze skór kapibar produkuje się odzież i luksusową galanterię.

Nasza niezapomniana autorka i zapalona podróżniczka, Joasia Trümner, gdy pojechała z mężem do Peru, zdecydowała się na odważną próbę kulinarną i zjadła świnkę morską, która jest odległą krewną kapibary. Opisała to na blogu:

W Cuzco, dawnej stolicy państwa Inków, po dwóch tygodniach podróżowania dojrzałam do tego, żeby zjeść narodową potrawę peruwiańską, cuy (świnkę morską), będącą dla mieszkańców tego państwa daniem na specjalne okazje. Do tej pory coś we mnie wzbraniało się przed zamówieniem talerza z przekrojoną na pół, rozpłaszczoną na talerzu i niemalże patrzącą mi w oczy świnką, proszę więc kelnerkę o radę. Z jej rozbawionej miny wnioskuję, że turyści bombardują ją pytaniami na temat tego specjału. Cuy, które wylądowało na moim talerzu, jest tak zakamuflowane, że nie można dopatrzyć się w nim żadnej analogii z małym, słodkim, włochatym zwierzątkiem. Potrawa jest przepyszna i smakuje jak mieszanka cielęciny z królikiem.

Niemiecka Wikipedia podaje, że w Ameryce Południowej chętnie wierzy się, że istniał pewien wydany przez jakiegoś papieża dokument, uznający kapibarę (podobnie zresztą jak w Europie bobra) za zwierzę wodnę, czyli, hmmm, właściwie rybę, co zezwalało na spożywanie jej w piątki i inne dni, gdy obowiązuje kościelny zakaz jedzenia mięsa. Chyba jednak nie ma takiego dokumentu.

Tak czy owak, w piątek czy świątek, w Europie się nie jada ani kapibar, ani świnek morskich. Za to ewidentnie się je lubi. Kilka lat temu pojawiła się na tiktoku stworzona przez samych użytkowników reklama wody mineralnej Gerolsteiner, która podobno jest ulubionym napojem tiktokowiczów. W reklamie występowała kapibara, która broniła się przed niechętnymi reakcjami konsumentów. Kapibary wcale nie są paskudne, mówiła kapibara, przytulając butelkę wody.

No tak. Na pewno można pomyśleć, że kapibary są brzydkie. Są szorstkie, mokre i zimne, czyli stanowią całkowitą odwrotność tego, co przez lata było najbardziej lubiane.

Konrad nie jest pewien, czy są zimne. Ja oczywiście też tego nie wiem, ale tak się to normalnie kojarzy – zwierzę, które taple się w wodzie, jest mokre i zimne.

Konrad twierdzi natomiast, że kapibary uwodzą charakterem. To jest oczywiście kwestia bardzo indywidualna, ale wiadomo, że kapibary są bardzo towarzyskie i pielęgnują więzy rodzinne. W stadzie potrafi żyć do 50 zwierzaków i jest bardzo niewiele osobników samotnych.

W roku 2023 wszyscy zgodnie twierdzą, że kapibary wyglądają bardzo milutko. Niedlich, piszą Niemcy, urocze i słodkie.

One thought on “Kapibary

  1. spieglein, spieglein an der wand…
    no, teraz ( tak jak i zawsze) trwa konkurencja kto jest ta/ten/to najpiekniejsza/y
    a tym razem konkuruje tiktok z instagramem lol

Leave a comment