Wolka osiemnaście

Zbigniew Milewicz

Do dziś śni mi się tamten adres. Teresa Rudolf w swojej psychoterapeutycznej mądrości może powiedziałaby: to dlatego, że nie przerobiłeś tematu do końca i się odłożył w twojej podświadomości… Dlatego spróbuję tam wrócić, póki jeszcze pamiętam to i owo, może podświadomość mi odpuści i doczekam się kolorowych snów z nowohuckim, albo mazowieckim tłem, bo tam też mieszkałem. Boże, gdzie ja nie mieszkałem…

Continue reading “Wolka osiemnaście”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (36). Od Wiosny Ludów do zimowego powstania 1863 roku

Roman Brodowski (Brom)

W zaborze rosyjskim, w porównaniu do innych zaborów, podczas Wiosny Ludów nie było większych przejawów wzmożonej działalności rewolucyjnej. Car, świadomy tego, co się dzieje „za miedzą”, pamiętając o wcześniejszych powstaniach na terenie imperium, profilaktycznie przygotował się do ewentualnych antycarskich wystąpień. Na ziemiach graniczących z Wielkim Księstwem Poznańskim postawił w stanie gotowości bojowej silne odziały swoich wojsk. To samo uczynił na granicy z terenami austriackiej Galicji.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (36). Od Wiosny Ludów do zimowego powstania 1863 roku”

Wegańska Wielkanoc

Ewa Maria Slaska

Idzie Wielkanoc. Wprawdzie wciąż jeszcze jest dużo czasu, ale jeśli chcemy przygotować Wielkanoc Wegańską, to musimy wypróbować nowe przepisy i sprawdzić, czy naprawdę dobrze smakują i czy będą się nadawały nie tylko dla rodzinnych wegan, ale czy zasmakują też wegetarianom i innym takim. A może nawet po prostu wszystkim.

Tu link do strony, z której zawsze korzystam, gdy szukam inspiracji wegańskich.

A tu niektóre moje własne produkcje wegańskie. Było ich znacznie więcej, ale ja rzadko fotogafuję to, co ugotowałam, usmażyłam i upiekłam. Przypominam, że na co dzień jestem wegetarianką i już się nauczyłam, że jest ogromna różnica między tym, co jemy my, a tym, co akceptują weganie. Najlepszym przykładem niech będzie pesto. Czy pamiętamy, że jest w nim ser? W pysznym azjatyckim sosie jest miód. Albo słodkie kremy i smarowidła do chleba, zaczerpnięte z kuchni angielskiej i zwane curd. Uwaga, tam jest jajko, o czym jedząc dżemy typu curd naprawdę nie myślimy. I tak dalej. Z punktu widzenia wegańczyka “zło czai się wszędzie”.

Po drugie wegetarianie z reguły jedzą i gotują tak, żeby po prostu omijać produkty zwierzęce. Weganie postępują inaczej – oni dla wszystkiego (po)żądają zamienników. Często są to produkty specjalnie dla nich wymyślone. Sztuczne jajka, sztuczne białka, sztuczny ser, że nie wspomną już nawet o sztucznym mięsie. Jadło drogie, czasem wręcz na wagę złota! I często sprawiające, że w szale zdrowego jedzenia wegańskiego konsumujemy same produkty z fabryki. Jaroszem to wstrząsa, bo on lubi jeść jak jadły nasze babcie, a produkcje fabryczne są mu, że użyję języka biblijnego, obrzydliwe 🙂 – a dudek ci będzie obrzydliwy ;-).

To, co sama wyprodukowałam, obywa się bez zamienników. W przepisach powyżej bywa różnie. Ale szukajmy i próbujmy.

Smacznego.


Wszystko wegańskie, wszystko moje

Don Kichot i śmieci

Ewa Maria Slaska

Zaczęło się od tego wpisu i tego zdjęcia:


Napisałam pod nim, że worek na krzaku za płotem pojawił się natychmiast po wyjeździe Don Kichota i Rosynanta z Berlina. I że sama nie sięgam.

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Nie mogę pozostać obojętny na to wezwanie. Pojechałbym natychmiast do Berlina, gdyby nie to, że na Kępie Mieszczańskiej we Wrocławiu też pojawił się plastikowy worek na drzewie. Nie wygląda to dobrze a wręcz beznadziejnie. Trzeba znaleźć rozwiązanie ogólne, bo będę biegać od drzewa do drzewa. Trzeba zacząć od walki  ze śmieciami w naszej głowie. A nazbierało się tego trochę

Fundentalnym śmieciem jest przekonanie,  że istnieje tylko to co się rusza (panta  rei  Heraklita)  i zignorowanie Parmenidesa, wg którego istnieje tylko to co się nie rusza, a ruch który widzimy zmysłami, to tylko mniemanie. Wiem, że  ciężko to przyjąć . Absurdalnie łatwiej to zrozumieć wędrując, czyli ruszając się.

Ten berliński worek plastikowy na drzewie to dobra okazja, by zmierzyć się z samym sobą, z wiatrakami w naszych głowach.

Wiatrakami nazywam powtarzalne schematy działania. Te same drogi, którymi codziennie podążamy. Do tej samej szkoły, do tej samej pracy, do tego samego marketu i wydaje nam się, że inaczej nie można.

PS: O wyższości woreczka foliowego wiszącego na drzewie nieopodal zbiegu ulic Paradestrasse i Tempelhoferdamm w Berlinie nad woreczkiem foliowym wiszącym na drzewie na Kępie Mieszczańskiej we Wrocławiu naprzeciwko mojego okna. Wprawdzie ten naprzeciwko mojego okna wisi wyżej, ale jak pójdę go zdjąć, to wrócę zadowolony ze spełnienia dobrego uczynku i z uśpionym umysłem. Ten w Berlinie wymaga długiej drogi i daje czas na zastanowienie się, po co on tam wisi, może chodzi o coś więcej niż tylko zdjęcie go. Zdecydowanie bardziej interesujący jest ten woreczek w Berlinie. A ten przed moim oknem zdejmę, jak wrócę.

***

AŁ, czyli wiadomo kto, pobłogosławił poniedziałkowy powrót donkichotów na bloga i nadesłał takie oto zdjęcie z podpisem:

I podpis: każdy potwór znajdzie otwór, albo: każdy obłęd znajdzie wiatrak, a więc także o tym, jak donkichoty znajdują swoje dulcynee – to jest donkichot w donkichoterii swojej donkichotowskiej.

Islandia, w której nie byłam

Tekst: Ela Kargol
Zdjęcia: Helcia Kargol

Islandia, kraj, który odwiedziła w lutym moja córka. Codziennie zasypywała mnie zdjęciami, zachwytami i rozczarowaniami. Że drogo, że zimno, ślisko, że pokój, który wynajęli nie jest taki zły, a ulice są kolorowe. A krasnal jest wrocławski, syrenka wprawdzie niewarszawska, ale taka nasza.


Hot dogi z baraniny, Bolognese też, do tego smaczne.

Kościół – chciałoby się powiedzieć katedra – w Reykjavíku nowoczesny, monumentalny, podświetlany na kolorowo nosi imię islandzkiego poety Hallgrímura Péturssona. Pétursson nie tylko pisał wiersze, był też duchownym. Kościół budowano ponad 40 lat. Jest najwyższym budynkiem w Reykjaviku i drugim pod względem wysokości budynkiem Islandii.

Continue reading “Islandia, w której nie byłam”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (35). Wiosna Ludów.

Roman Brodowski (Brom)

Pomimo wcześniejszych niepowodzeń polskich wystąpień przeciwko zaborcom, Polacy nie „składali broni” i przy każdej nadarzającej się okazji dawali o sobie znać. Taką okazją do zamanifestowania polskiej bytności narodowej na europejskiej arenie działań politycznych była Wiosna Ludów.

Od samego początku Polacy uczestniczyli w walce o godność, wolność i sprawiedliwość u boku innymi narodów i czynili to niemalże w każdym zakątku Europy, uczestnicząc w powstaniach i przystepując do struktur wojskowych.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (35). Wiosna Ludów.”

Smętek wiosenny

Teresa Rudolf

***

Ludzie spętani ze sobą;
zaistnieniem, więzami krwi, 
nienawiścią, miłością, bólem,

przyjaźnią, też i samotnością,
krajem, religią, polityką, historią,
zabijaniem, zbrodnią i…śmiercią…

…a ona pracowicie,
wszelkie pętle 
…rozwiązuje…

…nieważne z jakiego
powiązania
by nie były… 

***

A beztroska wiosna,
“Alicja w krainie czarów”,
ukraść sobie nie daje

wkroczenia w ten zamęt,
którego nie pojmuje;

gotowa obrzucać świat
kolorami, zapachami,
uwodzić bezgranicznie,

nie dopuscić do głosu
źadnej chciwej brzydoty… 
niezgodnej
z naturą,

NATURY…