Adminka: Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, tak się złożyło, że przez wiele lat w Sylwestra publikowałam na blogu wiersz Tennysona Bijcie, bijcie dzikie dzwony. Ale w tym roku odkryłam inny anglosaski utwór, który świetnie się nada na dzisiejszy wpis.
Auld Lang Syne (Dawno dawno temu) popularna szkocka pieśń ludowa, rozpropagowana w roku 1788 przez Roberta Burnsa, poetę szkockiego (1759-1796). Ten utwór o przyjaźni dobrych ludzi śpiewa się podczas święta Hogmanay, czyli szkockiego Sylwestra, oraz po prostu podczas Sylwestra w krajach anglosaskich.
Auld Lang Syne jest jedną z najczęściej wykonywanych pieśni na świecie.
Ich habe alte Negative auf die Schnelle gescannt, denn damals, 1988, hatte ich alle Bilder zu Postkarten gemacht. Und nun war ich neugierig, was ich auf den Filmstreifen wohl finden würde. Was für ein schönes Land in Yorkshire, was für eine tolle und wichtige Zeit, mein Jahr in Sheffield. Erinnerungen tauchen auf, so vage wie diese Fotos. Die Zeit war erfüllt, heute denke ich, was ich um die nächste Ecke noch alles hätte entdecken können…
Na zakończenie niedzielnej parady wierszy Dziadka Ostrowskiego przyszedł jeszcze taki oto tekścik:
Wiktor Ostrowski i Maria Marucelli
Bardzo dawno temu, jak my, wnuczki wspaniałego Dziadka Ostrowskiego byłyśmy w 3 lub 4 klasie szkoły podstawowej, któraś z nas, chyba Małgorzata, dostała jako zadanie domowe, wkuć na pamięć dopływy rzeki Odry. Była to lista niczym nie związanych nazw, nie mających żadnego znaczenia dla nas, mieszkających nad Wisłą. Wieczorem w domu wybuchła tragedia, że tego nie da się nauczyć na pamięć, a następnego dnia będzie sprawdzian, czy umiemy te nieszczęsne dopływy i jak nic Małgorzata dostanie dwóję!
Przypis od Adminki: Wiktor Ostrowski (1895 – 1977) był ojcem Cioci Janiny Kowalskiej i dziadkiem moich dwóch kuzynek, Marii Marucelli i Małgorzaty Kowalskiej-Liefsches; był też moim ukochanym dziadkiem, mimo że formalnie był “tylko” dziadkiem wujecznym. Wiele spraw, o których dziadek pisze w tych wierszach, Czytelni*x znajdzie we wpisach na tym blogu. Trzeba trochę poszukać. Np. w pierwszym wierszu dziadek wspomina pobyt całej ich rodziny w więzieniu Gestapo, również córki, Janki, która miała wtedy zaledwie 14 lat.
Wiktor Ostrowski
Jance
Kiedy w oddali, córeczko jedyna W osamotnieniu i strasznej tęsknocie Więzienia chwile twój ojciec wspomina I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.
I marzę o tym, że skończy się burza, Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna, Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża, Taka dorosła, że każdy to przyzna
Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca Zewsząd pochwały usłyszę bez końca Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona Chwyciłem ciebie, płaczę z radości
Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona! Serce zamiera z szczęścia i miłości… Jesteśmy razem, a ja życie całe Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić
Wszystkie twe bóle i duszy i ciała Pokonać wszystko, co może ci szkodzić Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie Pilność w nauce, staranność, uwagę,
Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie Radość w zabawie, a w pracy powagę. Niech będą bliskie urzeczywistnienia Moje dalekie myśli i marzenia
1947
Dziadek z córką Janką; książka Janiny Kowalskiej, Zielonka 2016
***
Córka robi pracę magisterską
Córka robi pracę magisterską Więc studiuje gramatykę perską Napisała o kursach kształcących Czytam, czyta, bardzo mi gorąco… Zięć poprawia i robi korektę, A ja wszystko mam „per recte” Mama robi pilnie adjustację, Mama w znakach ma największą rację Wnuczka krzyczy, woła wciąż na Misia Bardzo jest wesoło w domu dzisiaj A na koniec kilka głosów wrzasło Że w piecyku całkiem wszystko zgasło…
1952
***
Znałem małą dziewczynkę
Znałem małą dziewczynkę Co choruje na świnkę Nazywa się Małgosia A gdy mama ją prosi Żeby więcej jadła To bęc – łyżka upadła
A siostrzyczka jej, Marysia Jest zupełnie zdrowa dzisiaj Też na świnkę chorowała Marysieńka nasza mała
A jak obie będą zdrowe To włożą sukienki nowe I pojadą samochodem Lecz nie dziś – pojutlo – w ślodę…
Potem będą się pakować Trzeba wszystkie lalki schować I jedziemy już nad morze Tam dziewczynki spać położę
A od rana mama każe Iść opalać się na plażę Na plaży z samego rana Małgosia jest wykąpana
Marysia się grzebie w piasku Ile pisku, ile wrzasku… Kasia będzie tam i Ewa Woda, piasek, słońce, drzewa
Potem powrót do Warszawy W wagonie dużo zabawy Obie panny opalone Wcale nie zakatarzone
I pójdzie każda córeczka Prosto z domu do żłobeczka Żłobek a potem przedszkole Później szkoła – wierzcie wolę
Nie myśleć, że w krótkim czasie Kiedy już maturę zda się Wprost na uniwersytety Pójdą nasze dwie kobiety
A gdy zrobią doktoraty To już moje stare lata Nie pomogą żadne czary Dziadek pewno będzie stary
1954
Od lewej – wnuczka dziadka Małgorzata, córka Janina, wnuczka Marysia. To między innymi o nich są te wiersze.
***
Drogi mój Redaktorze
Drogi mój Redaktorze, Choć nie jesteś w humorze, Może nazwiesz mnie typem bezczelnym… Pomóż wreszcie w tej sprawie, Bo ty w końcu w tym FAWie Jesteś – fakt – redaktorem naczelnym…
Bo ja jestem – jak głupi, Mogę książki zakupić Jakie chcę: polskie, ruskie, niemieckie, Lecz te w FAWie wydane Dla nas są zakazane. Redaktorze! No, nie bądź Pan dzieckiem…
To już nie są herezje – Trzeba pisać recenzje, A jak pisać, to trzeba się wczytać Rzucać grochem o ścianę To zajęcie jest znane… Kogo tu się mądrego zapytać?
Dość tej głupiej zabawy, Poważniejsze mam sprawy I zadania, trudności i troski Zginie niech biurokracja – Książki dać – w tym jest racja!
Cześć!
Podpisał: Redaktor Ostrowski
L.dz.1831/57/XX
Otrzymuje: red Sternik
Do wiadomości: Dyr. FAW, ZZPF, NOT, USP, TKKF, KKM, ONZ, QUO, Szp. Psych., i Magazyn FAW.
1957
Niektóre z książek wydanych przez dziadka w FAWie, czyli Filmowej Agencji Wydawniczej
Dwa wiersze bez daty; o pierwszym w spisie wierszy ktoś (dziadek?)) napisał, że wiersz nie dokończony.
Wiktor Ostrowski
Całymi dniami ami
Całymi dniami ami Chodzę latam za jakimiś cieniami ami Patrzę się nachalnie Na sklepy kolonialne Hamleta tragicznego Słowa: „Być czy nie być” Wśród życia skandalicznego Traktują aby zbyć.
Dziś inne wymagania I inne są zadania Zadanieto: czy dają czy też nie? oj! oj
***
Halina (Halszka) Ostrowska, żona dziadka Wiktora była świetną tenisistką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką Wywieźć Cię z tych manowców daleko, daleko
Chciałem ofiarować Ci mieszkanko małe A w małym mieszkanku życie doskonałe
I dam Ci bieliznę jedwabną cieniutką Że przez nią zobaczę ja Ciebie calutką
Przejrzystość materii jest tak doskonała Że każdy załamek widać Twego ciała
Pończoszki jedwabne, przeróżne pajęcze Prześlicznie w nich będzie mej Pani zaręczę
Sukienka cieplutka i miękka jak z puchu Ułoży się pięknie przy każdym Twym ruchu
Nóżki przyozdobią pantofelki małe A futrów ciepełka będzie doskonałe
Pojedziemy do kina potem na wieczerzę W wytwornym lokalu pogadamy szczerze
A potem wrócimy do nas do mieszkania Łóżeczko pościelę, okna pozamykam
A co będzie potem, to sobie dośpiewaj Pięknie się zaczerwień na mnie się nie gniewaj.
Nasze listopadowe spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej jest ważne. Przyjdźcie, porozmawiajcie, opowiedzcie, posłuchajcie.
My trzy Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol, Krystyna Koziewicz zapraszamy na spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej
w piątek 15 listopada o godzinie 19
Schulzestr. 1 13187 Berlin – Pankow Stacja kolejki Wollankstrasse
Pejzaż bez ciebie
Długie jesienne wieczory pełne nostalgii, wspomnień, tęsknoty.
Zaduszki, Święto Zmarłych, to może najsmutniejsze dni w roku. Wspominamy naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, którzy byli z nami tak jeszcze niedawno i odeszli. Czas zadumać się nad życiem.
W tym szczególnym miesiącu – listopadzie spotykamy się raz do roku w SprachCafé Polnisch, aby porozmawiać o nich właśnie, o tych, którzy żyli wśród nas i odeszli. W minionym roku byli to Tibor Jagielski, Magdalena Milenkowska, Ewa Wanat, Leszek Szaruga. Bardzo nam ich brakuje.
My Trzy, Ela, Ewa i ja, Krystyna zapraszamy na rozmowę o nich! Każde odejście zawsze jest za wcześnie, zwłaszcza gdy śmierć przychodzi znienacka i zabiera nam bliską osobę. Każda z tych osób zostawiła w naszej pamięci trwały ślad, chcemy okazać wdzięczność za chwile, które dane nam było z nimi spędzić, za spotkania, rozmowy, dobre słowa, ich obecność na naszej ścieżce życia. Żyjecie w naszej pamięci!
Wydaje się, że nie można się pogodzić z tym, iż odeszli tak nagle, za wcześnie. Lecz jeśli się spojrzy na ich drogę życia, to ma się przekonanie, że zostawiając po sobie dobre wspomnienie nie odeszli bezsensownie, nie umarli ostatecznie.
Przygotujemy puste miejsce – krzesło dla nieobecnych, na którym usiądą ci, którzy nam o nich opowiedzą. Chcemy ich zapamiętać jako ikony polskiej emigracji, wyjątkowe osobowości, swoim życiem tworzyli wielkie dzieło, stali się częścią życia Polaków w Berlinie.
Póki nasza pamięć trwa, oni są wśród nas! Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o NIM!
Każdemu kiedyś, Wisława Szymborska
Każdemu kiedyś ktoś bliski umiera, między być albo nie być zmuszony wybrać to drugie.
Ciężko nam uznać, że to fakt banalny, włączony w bieg wydarzeń, zgodny z procedurą;
prędzej czy później na porządku dziennym, wieczornym, nocnym, czy bladym porannym; i oczywisty jak hasło w indeksie,
jak paragraf w kodeksie, jak pierwsza lepsza data w kalendarzu.
Ale takie jest prawo i lewo natury. Taki, na chybił trafił, jej omen i amen. Taka jej ewidencja i omnipotencja.
I tylko czasem drobna uprzejmość z jej strony – naszych bliskich umarłych wrzuca nam do snu.