Wiem

Teresa Rudolf

Mgnienie oka

Tu słowo,
tam spojrzenie,
tu melodia;
mgnienie oka,
a nagle jakby
świat cały…

taki czysty,
bez kontroli,
bez  gierek,

przelot 
pszczoły?
czy ważki?
może ptaka?

czasem wiesz,
czasem nie wiesz…

Chaos uczuć,
chaos myśli,
chaos, chaos…

Tu słowo,
tu spojrzenie,
i nagle spokój;

była to pszczoła?
a może to ważka?
czy też może ptak?

Co mogę ci powiedzieć…

Powiedziałaś mi, 
“kiedy teraz 
ze świata odszedł, 
tak bardzo,
tak bardzo tęsknię”…

Co mogłam ci powiedzieć?

A Ty wciąż mówiłeś:
“tak bardzo 
się boję, że choroba
mi ją zabierze”

I zabrała, zabrała…

Co mogłam Ci powiedzieć?

A Ty ostatnio mówiłeś
“już nie mogę
z nią dłużej wytrzymać,
tak wykańcza”,
odszedłeś w pół słowa…

Co mogłam Wam powiedzieć?

mówiłam, bo powinnam,
bo widziałam, słyszałam,
wiedziałam, cierpiałam,

bo przyjaźń nie zawsze
ma prawo  milczeć…
Mimo bezsilnej bezsilności…

Mówiłam wam wszystkim, 
że jestem, że jestem,

że tak mało mogę,
ale wciąż jestem,
nie zostawię.

Cóż mogę nam powiedzieć?

Że, że, że…
Los człowieka…
jest jakby skórą…

I jak ona
leży tak dokładnie,

tylko na Tobie
tylko na nim,
na mnie,
na nas…

…a to wszyscy
już wiemy….

W mieszkaniach u artystów

Karolina Kot-Simon

Paryskie atelier Tamary Łempickiej jako emblematyczny przykład francuskiego modernizmu.

Malarstwo Tamary Łempickiej doczekało się w Lublinie dużej wystawy, która wzbudziła spore zainteresowanie zwiedzających, co było sporym zaskoczeniem, zważywszy na fakt, że twórczość tej artystki była w Polsce mało znana. Wystawa stała się okazją do wypełnienia tej luki oraz do przypomnienia barwnego życia oraz błyskotliwej kariery malarki, która największe sukcesy odnosiła w przedwojennym Paryżu. Łempicką już dawno temu okrzyknięto „królową Art déco” i również w Polsce jest w ten sposób postrzegana. Ta etykietka stanowi jednak spore uproszczenie, nie ulega bowiem wątpliwości, że jej estetyczne poszukiwania pozwalały na swobodne poruszanie się pośród odmiennych – a nawet antagonistycznych – tendencji. Obrazy Tamary Łempickiej z charakterystycznymi opływowymi liniami, metaliczną kolorystyką czy skłonnością do luksusu bezsprzecznie nawiązywały do „Arts décoratifs”, chociaż ten styl objawił się bardziej w architekturze i rzemiośle niż w malarstwie. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w pewnym momencie zbliżyła się ona do grona artystów świadomie zrywających z tą konwencją.

Wszystko zaczęło się w 1929 roku kiedy Łempicka kupiła mieszkanie-pracownię przy ulicy Méchain, w nowej kamienicy wybudowanej według projektu Roberta Mallet-Stevensa. Ten wizjonerski architekt – pionier francuskiego modernizmu – był już wtedy twórcą kilku ateliers d’artiste dla paryskiej bohemy. Największą sławę przyniosła mu jednak kubistyczna willa w Heyres, własność nietuzinkowej pary arystokratów de Noailles, którzy w przedwojennej Francji sprawowali mecenat nad awangardowymi ruchami artystycznymi. Przed przeprowadzką na ulicę Méchain, Tamara Łempicka mieszkała w eleganckiej, mieszczańskiej szesnastej dzielnicy. Jej ówczesne mieszkanie – w stylu późnego Haussemanna – posiadało (co dokumentują fotografie Lartigue’a,) wszelkie cechy dziewiętnastowiecznej estetyki: amfiladę, stiuki, boazerie i marmurowe kominki. Z perspektywy czasu przeprowadzka artystki do nowego atelier w budynku Mallet-Stevensa jawi się zatem jako świadomy akt twórczy. Wpisując się w nurt modernizmu Łempicka symbolicznie rozpoczynała nową erę. Wybór miejsca nie był kwestią przypadku. Za spiritus movens całego przedsięwzięcia możemy uznać siostrę Tamary Adriannę Górską-de Montaut, jedną z pierwszych kobiet architektów we Francji. W 1929 roku wstąpiła ona do nowo założonego Związku Artystów Współczesnych (UAM). Powstanie tego stowarzyszenia była ostrą reakcją na estetykę Art déco, którą twórcy awangardowi, z Mallet-Stevensem na czele, uważali za nazbyt konserwatywną, luksusową i nie potrafiącą sprostać wymogom współczesności. Awangardowe credo UAM głosiło syntezę sztuki i rzemiosła, a jego wyznawcy przedkładali funkcjonalność nad aspekt dekoracyjny. Zaczęto promować formy uproszczone i stosować nowatorskie materiały, wyraźnie nawiązując do niemieckiego Bauhausu czy holenderskiego De Stijl.

Nad projektem budynku przy ulicy Méchain pracował kolektyw artystów i rzemieślników podzielających awangardową koncepcję dzieła globalnego. Budynek został zbudowany na planie litery L i składał się z dwóch skrzydeł o różnej wysokości połączonych centralną wieżą z klatką schodową. Charakterystycznymi elementami były duże, narożne okna, tarasy na dachu i gładkie, białe fasady poprzecinane przeszklonymi wykuszami. Wnęki, parapety i balustrady nadawały lekkości kubistycznej formie. Wewnątrz znajdowało się 12 mieszkań i dwie dwupoziomowe pracownie malarskie. Klatkę schodową oświetlał wertykalny witraż skonstruowany z przemysłowego szkła – dzieło z pracowni Louisa Barilleta – kręte schody zdobiła mozaika z czarnych kafelków a stopnie były wyłożone dywanem w geometryczne wzory projektu Mallet-Stevensa. Jean Prouvé zaprojektował przeszklone drzwi wejściowe z kutego żelaza a André Salomon opracował nowatorski system oświetlenia. Wszystkie elementy drewniane były wykonane z modnego wówczas mahoniu.
Wystrój wnętrza był logiczną kontynuacją architektonicznej koncepcji i stylu Mallet-Stevensa . Atelier o powierzchni 152 m2 składało się z dwóch poziomów. W czasach Łempickiej na dole znajdowała się wysoka na 6 metrów pracownia, sypialnia-gabinet i dwie łazienki. Na antresoli umieszczono palarnię-bibliotekę, dwie dodatkowe sypialnie, kuchnię oraz dwie kabiny prysznicowe. Mieszkanie posiadało również służbówkę i tarasy o powierzchni 16 i 22 metrów. Ogromne okno pracowni zdobiły geometryczne witraże. Charakterystycznymi elementami wyposażenia były kolumny i piedestały do eksponowania dzieł sztuki, wysokie lustra i specjalnie kinkiety, które grą świateł podkreślały teatralne efekty. Adrianna Górska była autorką drzwi ze szkła i chromowanych tub, metalowego wieszaka na okrycia oraz balustrady schodów wiodących na antresolę. Dziełem Górskiej były również meble z polskiego orzecha w palarni-bibliotece, bar, stołki oraz fotele o brązowej tapicerce z tkanymi na biało inicjałami Łempickiej (zachowały się do naszych czasów i kilka lat temu zostały sprzedane na aukcji). Jednakże modernistyczny styl i charakter nadawały wnętrzu materiały takie jak szkło, nikiel i chrom, co było wyraźnym odwrotem od szlachetnego drewna wysmakowanych mebli Art déco. Niektóre projekty Górskiej były rezultatem tych nowatorskich rozwiązań np. fotel w pracowni wykonany z chromowanego metalu oraz krzesła w błękitnej sypialni. Artykuł autorstwa Georgesa Remona opublikowany w 1931 roku w piśmie Mobilier et Décoration szczegółowo opisał styl mieszkania Łempickiej a liczne (niestety czarno-białe) zdjęcia Gravota dowodzą, że przy meblowaniu i dekorowaniu, poza wspomnianą już Górską, zwrócono się do innych awangardowych twórców tamtych czasów. W wielofunkcyjnej pracowni malarskiej, gdzie urządzono również jadalnię, stał stół i metalowe krzesła „Sandows” autorstwa René Herbsta oraz duża lampa podłogowa (model nr 15) z atelier – powracającego obecnie do mody – Jeana Perzela. W części służącej za buduar stał szklany, okrągły stoliki projektu Djo-Bourjois oraz postumentem z pracowni D.I.M (sygnatura René Jouberta i Philippe’a Petita) naśladujący linie kaloryfera. Na oświetlonej kolumnie królowało dzieło braci Martelów, konstrukcja z cynku będąca repliką ich Lwa z Belfortu. Mieszkanie zdobiły również parawany oraz dzieła innych artystów, w tym rzeźba z brązu Chany Orloff. Na toaletce w sypialni Łempicka eksponowała dekoracyjne przybory toaletowe ze srebra, laki i szylkretu, wyrób modnej pracowni złotniczej Têtard Frères.

Artykuł Remona podkreślał, że pomiędzy artystką a jej atelier nastąpiła swoista symbioza. Sztuka Łempickiej niewątpliwie ucieleśniała ducha epoki a awangardowy wystrój mieszkania, ascetyczna elegancja i modernistyczne wizjonerstwo podkreślały przynależność do nowej estetyki. Mimo, że – śladem innych artystek swojego pokolenia –Łempicka wystawiała prace w salonie FAM (Société des Femmes Artistes Modernes), jej własna pracownia była przestrzenią, w której inscenizowała swoją sztukę i swoje życie prywatne. Atelier stało się od początku miejscem modnym, inspirując ówczesną prasę a nawet kino. Po reportażu w Mobilier et Décoration, w grudniu 1932 roku czasopismo Notre temps poświęciło Łempickiej obszerny artykuł, opisując wystawne przyjęcia urządzane przez malarkę dla paryskiej „cafe society”, artystów, bogatych klientów a nawet kobiet z półświatka. Mieszkanie przy ulicu Méchain porównywano do platynowej fryzury o opływowych liniach, co było odwołaniem do postaci z jej portretów oraz do stylistyki hollywoodzkiego filmu. Łempicka już wtedy rozumiała siłę oddziaływania reklamy i korzystała z niej przy konstruowaniu wizerunku piewczyni nowoczesności. Na początku lat trzydziestych ukazała się w dwóch kronikach filmowych wytwórni Pathé. W krótkej impresji pod tytułem Un bel atelier moderne pracowała przy sztalugach, pozując na tle awangardowego wnętrza pracowni.

Jakie były dalsze losy atelier Tamary Łempickiej? Modernistyczna wizja wnętrza zaprojektowana przez artystów UAM odeszła razem ze swoją epoką, podobnie jak na dekady przygasła sława samej artystki. Przed wybuchem II wojny światowej Łempicka wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, ale od lat pięćdziesiątych sporadycznie odwiedzała paryską pracownię. Wystrój uległ jednak radykalnemu przeobrażeniu. W 1956 roku artykuł w ilustrowanym piśmie Art et Décoration nazwał mieszkanie „eklektycznym”, co wskazywało na zmianę stylu. Na gładkich, niegdyś surowych ścianach, pojawiły się weneckie stiuki, a chrom, nikiel i szkło awangardowych mebli zastąpiły rokokowe stoły, intarsjowane sekretarzyki i fotele z czasów Drugiego Cesarstwa. Na miejscu konstrukcji z cynku braci Martelów stanęły rzeźby sakralne. Owa zmiana decorum odzwierciedlała ewolucję gustów i zainteresowań artystki oraz przemijanie mód i tendencji w sztuce użytkowej. Obecnie jesteśmy świadkami wielkiego powrotu do funkcjonalnego modernizmu i przedwojenne atelier Tamary Łempickiej – dzieło najświetniejszych przedstawicieli tego stylu – ponownie inspiruje. Niestety, jako własność prywatna nie jest udostępniane do zwiedzania. Pozostały zdjęcia…

Bibliografia:

1. Georges Remon „Architecture moderne: l’Atelier de Mme de Lempicka” w: Mobilier & Décoration, styczeń 1931, str. 1-9, 15 fotografie Gravota

2. Gioia Mori, Tamara de Lempicka La Reine de l’Art déco, Skira 2013,autorka cytuje artykuł Darnetala w: Notre Temps, grudzień 1932

3. Boris J. Lacroix, „Tamara de Lempicka ou la femme installée par le peintre” w: Art et Décoration, grudzień 1956.

4. Louise Campbell, “Un Bel Atelier moderne”: the Montparnasse artist at home” w: Desgning the French interior: the modern home and mass media, wyd. A. Lasc, G. Downey and M. Taylor, London: Bloomsbury Academic, 2015, str. 17

5. Axelle Corty „Tamara de Lempicka, une pionnière du star system” w: Connaissance des Art, 16.05. 2020.

6. Film, Un bel atelier moderne, Pathé studio, 1932 r, 1’30

Widok na pracownię z antresoli, wygląd współczesny

Rozsuwany witraż dzielący pracownię

Bar – wygląd współczesny

Klatka schodowa z dywanem projektu Mallet-Stevensa

Pracownia- Postument projektu DIM z rzeźbą braci Martelów, szklany stolik Djo-Bourjois, na ścianie charakterystyczne wykusze okienne, lata 30. XX w.

Biblioteka- fotele projektu Adrienne Górskiej z monogramem Łempickiej

Pracownia – widok na schody i antresolę, na sztalugach jeden z portretów malowanych przez artystkę, na pierwszym planie stół i krzesła z chromowanej stali projektu Herbsta

Reblog: Cały ten róż – bardzo krótka historia

Grażyna Bastek

Foto: Ela Kargol

Współczesna kultura ma kłopot z różowym. Gardzą nim „prawdziwi mężczyźni” (ale już nie gwiazdy rocka i James Bond, o czym poniżej), a uwielbiają przedstawiciele wszelkich łamiących tabu i zastane porządki kontrkultur. To słodki kolor Barbie, kusząca barwa prostytutek, kiczowatych sukienek (chociaż nie zawsze), a zarazem walczących o swoje prawa kobiet. Jest wykorzystywany w tak wielu rolach, jak wiele jest jego odcieni.

Continue reading “Reblog: Cały ten róż – bardzo krótka historia”

Travelling and speaking languages


Alma Karlin’s
travelling book, The odyssey of a lonely woman, was edited in English, by Victor Gollancz, London, 1933, it consists of reports about her journeys out of America, in the Far East and through Australia.

She was an Austrian, so it is why some her titles were published in German first, then translated into Slovenian. Many of them have not yet been published; they are kept in the National and University Library of Slovenia and in the Berlin State Library (according to Wikipedia in a building in Unter den Linden).


Continue reading “Travelling and speaking languages”

Letnie wymyślanki

Teresa Rudolf

Radość wielka psa

Wichura 
trzepocąca
wszystkimi 
włosami 
sierści na raz,
i każdym też
z osobna…

Mowa
tańczącego
ogona,
śpiewa miłosne,
przeradosne 
songi o szczęściu
i wierności.

Błysk oczu
topi prawie
ludzkie serce,
opowiada historię
cierpienia z tęsknoty,
lęku bycia opuszczonym, 
wszystkiego, co psu ważne.

Pan, “bóg”
każdego psa,
znakomicie wie,
jak zrobić mu piekło 
lub niebo na tej ziemi,
a czasem w swej “manii”
jest i diabelskim potworem…

Na kogo wypadnie

Powodzie i susze,
śniegi i deszcze,
huragany, wiaterki.

Obżarstwo i głód,
dostatek i nędza,
zdrowie i choroba.

Sukces i porażka,
miłość i zdrada,
mądrość i głupota.

Tyle przeciwieństw,
i nie wiadomo nic,
bo co komu pisane…

… temu… bęc.

Frauenblick: Macbeth

Monika Wrzosek-Müller

Macbeth bei den Salzburger Festspielen (und nicht nur)

In der Oberschule in Polen haben wir Shakespeares Drama Macbeth gelesen und dann auch Ausschnitte davon aufgeführt. Besonders gut erinnere ich mich an die drei Hexen, die ihren Text tanzend und singend vortrugen, denn eine von den dreien war ich. Diese Theateraufführungen liebte ich sehr; dadurch blieben mir auch viele Texte im Gedächtnis. Noch heute kann ich die Prophezeiungen der Hexen rezitieren.

Macbeths blutrünstiges Morden, die für mich schicksalhaft an den blutigen Händen von Macbeth und stärker noch an den Händen von Lady Macbeth hafteten, stellte, so schien mir, eine direkte Fortsetzung der griechischen Tragödien dar. Auch hier gab es einen Chor (eben den der Hexen), die die Ereignisse vorhersagten und kommentierten. Außerdem faszinierte mich die Person der Lady Macbeth, die eine viel wichtigere Rolle bei der Tragödie spielte als ihr Mann. Sie stiftete ihn zu den Morden an; irgendwann aber gerieten beide in den Sog der blutigen Ereignisse. Immerhin versuchte Macbeth sein Gewissen mit den Prophezeiungen der Hexen zu beruhigen, irrtümlich legte er sie immer wieder zu seinen Gunsten aus. Die Rolle der Magie, des Schicksals im Leben des Einzelnen strahlt aus diesem dunklen Drama. Shakespeare hatte und hat immer wieder Anschluss an die Gegenwart gefunden, seine literarischen Aussagen sind heute immer noch ganz aktuell.

Vor ein paar Tagen sah ich bei ARTE die Aufführung der Oper Macbeth von Giuseppe Verdi bei den Salzburger Festspielen. Wahrscheinlich habe ich die Produktion so aufmerksam verfolgt, weil sie von dem polnischen Regisseur K. Warlikowski, in der Choreographie seiner Frau Małgosia Szczęśniak, stammt. Warlikowski hebt den Gegenwartsbezug der Oper hervor, lässt den Größenwahn und die Zerstörungswut triumphieren. Das wunderbare Bühnenbild – mit einer langen Bank in einem Warteraum – erinnert mich etwas an die Gemälde von Edward Hopper; im Hintergrund kompliziert konstruierte Auf- und Übergänge, mit einem fahrbaren Kasten, in dem der Chor der blinden Hexen sitzt und steht. In gewisser Weise zu Warlikowskis festem Repertoire gehört auch die Kinderschar, ebenso das Psychologisierende der Inszenierung: dass Lady Macbeth keine Kinder gebären kann und aus diesem Grund zu einer machtgierigen, rücksichtslosen Person wird, wird sehr nachvollziehbar; eine lange Szene, auf einem riesigen Bildschirm eingespielt, zeigt die verzweifelte Lady Macbeth bei einer gynäkologischen Untersuchung – für mich eher wie ein Theaterstück als wie eine Oper wirkend.

Die wunderschönen Kostüme der Frauen aus ungefähr den 1930er Jahren und die konventionellen Anzüge der Männer, entworfen von M. Szczesniak, lassen das Mittelalterliche bei Shakespeare gänzlich verschwinden. Bei einer Szene, in der eine der Damen, Teilnehmerin an dem Fest zur Krönung Macbeths, den Kindern einen Gifttrunk verabreicht und sie damit umbringt, denkt man unwillkürlich an Magda Goebbels und ihren Mord an den eigenen Kindern und ihren Selbstmord. Allgemein zitiert Warlikowski ausgiebig Bilder aus Filmen oder anderen Genres.

Die Kinder in der Warlikowski-Inszenierung sind wehrlos, sie unterliegen ihrem Schicksal, sie werden sogar wie eine Speise auf einem Silbertablett serviert; sind sie aber nicht die heimlichen Helden des Spektakels?

Überzeugend fand ich die Sängerin Asmik Grigorian, vielleicht vor allem als Schauspielerin, bestimmt als eine schöne Frau, weniger als Opernsängerin. Im Vergleich zu ihr gerät Vladislav Sulimsky, der Macbeth im grauen Anzug, wohl etwas in den Hintergrund. Überhaupt gibt es keine klassisch opernhaften Stehbilder, in denen die Arien vorgesungen werden, die Darsteller bleiben ständig in Bewegung; auch das Gehäuse für den Chor wird rein- und rausgeschoben, eine riesige Neonröhrensonne leuchtete aber allem. Am Ende gab es standing ovations – zu Recht; die Bilder werden bleiben; an der Musik können wir uns auch anderweitig erfreuen.

Nebenbei habe ich etwas über Giuseppe Verdi erfahren: Macbeth ist die zehnte von seinen 26 Opern. Er hat den Text gekürzt und die Rolle der Lady Macbeth stark ausgebaut; damit hat er den Frauen einen Dienst erwiesen.

Reblog & Republik

Danke Christine fürs Finden!
Uljana Wolf war Mal vor Jahren eine junge Dichterin bei den Übersetzern Workshops von WIR e.V.
Schon damals war sie eine sehr originelle Erscheinung

REPUBLIK
 
Guten Tag Das haben wir heute für Sie:·       

Buchstaben­salat: Wenn wir Fehler in Texten bewusst einsetzen,
entsteht etwas Neues. In ihrem Essay propagiert die Lyrikerin
Uljana Wolf den Verschreiber als Chance, unsere Gewohnheiten
zu verändern·       

Am Gericht: Statt einen Klienten zu vertreten, sitzt eine
Rechtsanwältin selbst auf der Anklagebank.
Hat sie die Straf­verfolgung behindert?

Mnacamhl snid Bcuhstbean­vredrheer ein dmumes
Msisghcseick. Machnaml snid sie (wie – zuggeeebn 
– hier) sninbfeirete Speilerei. Dcoh machnmal erscahfefn
sloche Vertschauereien nuee Sinn­zusmmaenhnäge, ja
beinhae Poseie. Durch Verhörer, Verschreiber,
Buchstaben­verdreher oder falsche Übersetzungen kann
etwas Neues entstehen: eine Sprache
in der Sprache, poetischer Eigensinn.
Indem wir Fehler zulassen, ändern
wir die Regeln des Spiels.
·       
Wenn Autorinnen mit bewusst eingesetzten
Verhörern, Verschreibern oder falschen
Übersetzungen arbeiten,
passiert etwas mit den Texten.
Als würde man die Worte unscharf
sehen in Bezug auf ihre gesicherte Bedeutung,
aber überscharf in Bezug auf ihre Buchstaben,
ihre Beschaffenheit. Im Zulassen solcher
Verschreiber liegt ein wichtiger Aspekt,
möglicherweise sogar die politische Dimension
des Fehler­lesens, schreibt die deutsche Lyrikerin
und Übersetzerin Uljana Wolf in ihrem Essay.
·       
Für die Anwältin, die sich vor dem Richter
verantworten muss, steht viel auf dem Spiel.
Wird sie verurteilt, droht ihr ein – zumindest
befristetes – Berufsverbot. Der
Vorwurf der Staats­anwaltschaft:
Sie habe sich der versuchten
Begünstigung ihres Klienten strafbar gemacht,
indem sie es den Ermittlungs­behörden erschwert
habe, belastbares Material gegen den
Verdächtigten zu sammeln. Tatsächlich sind
Straf­verteidiger aber verpflichtet, die Interessen ihrer
Klienten zu wahren. Hat die Angeklagte die Grenze
des rechtlich Zulässigen überschritten?

Wir wünschen Ihnen einen schönen Tag. Bis morgen.
Ihre Crew der Republikwww.republik.ch      
 
Essay: Wer Schatten hat, muss für die Spots nicht sorgen
Am Gericht: Eine Verteidigerin als Angeklagte
REPUBLIK
Republik AG
Sihlhallenstrasse 1
8004 Zürich
Im Web lesen

Pola (reblog)

Z Facebooka

Chochlik kulturalny

Public domain (Wikipedia)

Elegancka kobieta, teoretycznie mająca wszystko, wychodzi na taras swojego apartamentu na jedenastym piętrze, wspina się na stół, przy którym setki razy piła kawę z przyjaciółkami, a potem skacze… Wcale nie opowiadam tu początku „Zmowy pierwszych żon”, fantastycznej komedii z Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler. To finał życia Poli Nireńskiej… Mówi się, że jej niemiecką karierę tancerki zrujnował Hitler, w Polsce dopadł ją antysemityzm, we Włoszech – przegrała z Mussolinim, w Anglii – z wojną. W Stanach Zjednoczonych natomiast – tam była już zbyt wiekowa…

Continue reading “Pola (reblog)”

Sinéad O’Connor

Foto: Radio Nowy Świat

Sinéad Marie Bernadette O’Connor (* 8. Dec 1966 in Dublin †  26. Jul 2023)

Prince.  It was his Song Nothing Compares 2 U released in 1990, that shot her to fame with a unique sound and image. She said, that shaving her head was her way of giving two fingers to the patriarchy — and proving she was not like other pop stars.

Continue reading “Sinéad O’Connor”