Naucz mnie tańczyć, czyli historia zdań niedokończonych…

Teresa Rudolf

***

“Weź się ty w końcu w garść”
mówiono kiedyś do niego,
i wziął sobie do serca,
co miał brać w garść,

aż potknął się  nie-fortunnie,
na życia nie-bananowej skórce,
i garść otworzyła się chroniąc
przed podłym upadkiem twarz.

“Weź się już w garść i wstań”
mówiono znów do niego,
a kiedy już powstawał,
pokazał dwie otwarte
dłonie…

…stojąc
bardzo
prosto… 


***
Kiedyś, kiedy już będę duży, chciałbym…
Gdybym mógł czas znów cofnąć, to… 
Kiedyś pojadę wreszcie tam, gdzie… 
Gdybym wtedy wiedział, co wiem… 

Gdybym wtedy miała czas na to, żeby…
gdybym miała odwagę zacząć znów, kiedy…
gdybym potrafiła pokazać; dam rady, by… 
gdybym wtedy nie uciekła przed tym, żeby…

Gdybym wtedy napisała list, 
by dostać…
gdybym odbierał telefony 
wtedy, gdy…
gdybym  pokazał wtedy, 
że  umiem…

gdybym powiedział, 
jak bardzo…
…jest mi bliska. 

Co kupić w prezencie? (1)

Ewa Maria Slaska

Zgodnie ze starą dobrą niemiecką tradycją handlową zaraz po wakacjach letnich, zaczynamy myśleć o Gwiazdce i prezentach. Będę tu zatem w nieregularnym trybie, a nawet bez żadnego trybu, prezentować propozycje inne niż kupione w ostatniej chwili perfumy bądź gadżety z jarmarków bożonarodzeniowch.

Dziewczyny w Bikini

Bikini Haus w Berlinie znajduje się tuż koło Dworca Zoo i zachodnioberlińskiego Ogrodu Zoologicznego. Jeżeli w knajpie lub kawiarni na 6 piętrze trafi się Wam miejsce przy oknie, będziecie mogli pić kawę albo drinka spoglądając na małpy i wielbłądy. Stąd też i nazwa baru na dachu (bo są i inne), Monkey Bar. W budynku Bikini mieści się muzeum Paradoksu, dużo różnych miejscówek gastronomicznych i eventowych. Zimą na dachu budynku jest też lodowisko.

Continue reading “Co kupić w prezencie? (1)”

Serce w nowiu (4)

Agnieszka Wesołowska

* * *

Piłam wczoraj poranną kawę
w zielonym zaułku. Może był trochę ślepy
ale widać tam było wyraźnie
strzępki twojego życia.

Mężczyzna z mocnym głosem
opowiadał wnukowi o sile przyciągania
ziemskiego. Może już wiedział, że właśnie
umarł Alain Delone. Groza dalekiej śmierci
postawiła życie na równe nogi.

Trzeba czem prędzej wypić
za zdrowie martwego chłopca.

Mało kto odmawia tu sobie
rzeczy świętych. Na spodeczku
cytat z brewiarza, w ścianie
strzępki tory. Dlaczego w radiu
nie leci msza beatowa jak wtedy
w podwarszawskim kościele.

W nocy wróciło wszystko
oprócz ciebie a oni
nie zrozumieli dlaczego
przyszłam tak wcześnie.

Topię się w łyżce
radosnej jutrzenki
i mam to z głowy.

Jutro będzie
tak wiele wszystkiego
czego nie pragnę.
Może wtedy znów zacznę
trochę cię rozumieć.

* * *

Po tylu pieśniach głosy grzęzły w gardle,
nie było na to żadnego sposobu,
a z każdej pory sierpień wszedł najnaglej,
nie zdążył kwiatów pozrywać z ogrodu.

One tam będą kwitnąć jeszcze długo,
i nie wiesz który zrodził się dla wierszy,
a który wiersze będzie palił smugą
poranka, drżeniem w rytm żałobnych marszy.

Dotyk zostanie. Ile go w tych nocach,
co nie zmieniają już świata na lepsze,
ale pytają co to znaczy kochać
kiedy się ciało oddala serdecznie.

Piękno powłóczy ciężkimi nogami
pośród sierpniowych pól słonecznikowych.
Kto stąd odejdzie z leśnymi sarnami.
Kto kogo będzie kochał sercem płochym.

Ostre przełęcze cierpliwego trwania
wyszywają srebrem miesiąc po miesiącu.
Błyszczy się potem ta pełnia na skroniach.
Bycie ku sobie staje się na końcu.

My trzy w Polskiej Kafejce Językowej

Dziś, czyli wyjątkowo w drugi a nie w trzeci piątek miesiąca

Ewa Maria Slaska, Ela Kargol, Krystyna Koziewicz

Wojna. Kobiety. Utopia.

Co dzieje się po wojnie? Tak wiemy, po wojnie jest pokój, żyjemy, jesteśmy szczęśliwi. Ale jak pomyślimy głębiej, intensywniej, to pamięć podsuwa nam też inne obrazy. Ruiny, gruzy, zrujnowane kamienice, wyrwane szyny, przewrócone ciężarówki. Wychudzeni ludzie, kobiety w chustkach na głowie. Ale też kwiaty na ruinach.  Porozmawiamy o czasach po wojnie, Nie tylko po tej ostatniej, najlepiej nam znanej, z opowieści rodzinnych, filmów, książek, seriali, ale po każdej wojnie. O usuwaniu zniszczeń, budowaniu nowego życia. O utopii, która (być może) w dzisiejszych czasach powstaje dzięki kobietom. O Oldze Tokarczuk i jej heterotopii.

Continue reading “My trzy w Polskiej Kafejce Językowej”

Berlin, festiwal światła i inne atrakcje


Ela Kargol

Czasem przyjemnie być turystką we własnym mieście.

Przyjechałam po południu specjalnie pod Czerwony Ratusz, żeby sfotografować kobietę z łopatą i mężczyznę z kilofem, co zajęło mi może pół godziny. A że miejsce, w którym ich postawiono, to jedna z obowiązkowych atrakcji Berlina, poddałam się kierunkowi spacerujących, oglądajacych, zwiedzających i zostałam aż do zmroku, i nie ominął mnie festiwal świateł.

Continue reading “Berlin, festiwal światła i inne atrakcje”

Z szuflady cioci Janki

Notatki Cioci, znanej na tym blogu jako Ciocia, Ciotuchna lub Mirka, a niekiedy, poważnie, jako Janina Kowalska, znalazła w szufladzie jej córka Maria (Maria, włosz.czy.zna, Marucelli) i przysłała mi z notatką, “chcesz, to sobie przepisz”.


To “sobie przepisałam”. To są dwa zupełnie odmienne teksty – jeden o ojcu Cioci, a naszym dziadku (wujecznym dziadku), Wiktorze Ostrowskim, którego Czytelni(cz)k(a) też z łatwością znajdzie na liście autorów lub poprzez funkcję szukaj, a drugi o śmieciach. Jacek Pałasiński, którego Ciocia wspomina na początku drugiego tekstu, też jest w postaci różnorakich reblogów do znalezienia na tym blogu.

Continue reading “Z szuflady cioci Janki”

Serce w nowiu (3)

Agnieszka Wesołowska

* * *

Do opowiedzenia wybrałam historię o wiśni.
Nie o tym co czuję, kiedy pęka czerwień
a chwila ocieka bezczasem, jak wtedy
gdy widzi się prawdę w czyichś oczach.
Nie o tym, że niekiedy słońce patrzy na siebie jaśniej
i przyznaje, że jest smutne od zarania.

Sączy to porannym promieniem jak słomką,
przez którą można siorbać lemoniadę.
Sączy to w nasze siódme poty
z październikowych żółci.

Nasz układ ze słońcem wymaga,
by toczyć się mimo wszystko.

Po drodze torfowiska
ale nie można ogrzać tym domu
bo wszędzie wilgotno od soków.

Tak teraz wygląda najgłębsza czerń wiśni –
poranne światło, płytki oddech,
wykonywanie życia z przerwą na herbatę,
kiedy to trudno zmywalny osad
wykonuje życie w nas.

W oczy najmocniej rzucało się to,
jak bardzo śniło się wiśniom
przekroczenie granicy dobra i piękna.

Powolne wydobywanie pestek z owoców
przydało im smaku piżma.

Drętwienie miąższu, drętwienie rąk,
dotykanie nagiego dnia, serca w nowiu

XXXXXXXXXXJesteśmy coraz bliżej siebie.

* * *

Raki już dawno odłowione
pójdziemy z nimi na targ rybny
choć nie wszyscy to kupią

nie wszystkim da się wcisnąć
kit że post w tym regionie
zaczyna się w porze obfitej

XXXXXXXXXXtylko ludziom z łuskami karpia
XXXXXXXXXXco nie mówią ze sobą
XXXXXXXXXXzbyt wiele o pomyślności
XXXXXXXXXXale zbierają te łuski co roku
XXXXXXXXXXjak zgubione poroża trofea
XXXXXXXXXXdobrego wspólnego życia
XXXXXXXXXXnad połamanym kruchym białym
XXXXXXXXXXsosnowym stołem

kalosze do kolan pasują nawet
do koronkowej sukienki
choć w sukience da się tylko wiosną
w czterdziestym czwartym
to dopiero była wiosna

to dopiero była moda
co komu przyszło
co po kim zostało

podróż w tamte strony
zaczynam od założenia starego palta
ręce w pustych kieszeniach –
to mnie w nim trzyma najmocniej

wracam nie przymierzając
jak słota jak polska jak jesień
w progi bożonarodzeniowego jarmarku

tyle tam opowieści
nie najlepszych na zimowy sen
a jednak idziemy w nie
jak w dym na którym
wędzimy śliwki zaciągamy się
po raz pierwszy w szeregi
niedopałków

* * *

Pomyśleć o sobie w tym samym momencie,
gdy tobie zdarza się zapomnieć
dokąd wracasz po spotkaniu z nią, a ja
wypuszczam z rąk czerwony koralik,
który miałam nosić zawsze przy sobie.

Pomyśleć w tym samym momencie
nie zawsze o jednej porze, no bo jak,
przecież nie wiemy nic o naszych amuletach
ani umówionych twarzą w twarz rozmowach.

To byłoby jak spędzenie czasu
w tym samym miasteczku,
w pożyczonym na chwilę życiu obok siebie,
w którym jednak szczęście nie sprzyja nam za bardzo
i po te same pragnienia chodzimy różnymi ścieżkami.

Pamiętasz już kiedyś
trafiliśmy na siebie
właśnie w ten sposób

Pęknięci wpół drogi
niecali bezowocni

XXXXXXXXXXz połówkami tej samej belki
XXXXXXXXXXw kochanych oczach

* * *

Nie wiem od czego zacząć, tak samo jak wtedy.
Ale wtedy rzuciłeś luźną frazę,
której nie należało kończyć.
Była w tym odrobina luksusu. Zająłeś się
aktami mowy jak gospodarz winem.

Skinęłam tylko, że rozumiem i też lubię
piosenki z młodości.
Nie podziękowałam jedynie za to,
że cofnąłeś dla mnie czas środkowoeuropejski
aż do granicy, na której wszystko
dopiero się zaczyna.

Potem językiem budowaliśmy
wspólną ciszę.

Pamiętam że widziałam dziewczynkę
z różową watą cukrową.
Mogła nosić wiaderka różowego piasku.
Usypać ziarnistą drogę przez słodkie morze.
Mogła zaczerpnąć wody z różowego potoku.
Studzić aż do białego lepkiego
złota na patyku.

Gdybym miała wtedy trochę miejsca w walizce.
Ale pakowałam się piąte przez dziesiąte
jak na byle jaką drogę
po ułamki kruszcu.

Mam je do dzisiaj.
Uwiera mnie ich
szlachetność i dobro.

Takie walizki są jak ekspozycja muzealna
przeniesiona do sklepu z zabawkami.

Wracałeś tam wiele razy. Pisałeś
że jest pięknie i szkoda że nie mogę
tego zobaczyć. Pisałeś że to jest
lepszy moment dla nieba
niż wybrałam załatwiając
sprawunki na szybko.

Zachód zarezerwowany na potem
dla jednej osoby
zapowiadał nowy porządek,
jakiś porządek

XXXXXXXXXXWskoczyłam do łódki
XXXXXXXXXXboat to love
XXXXXXXXXXpopatrzeć, co ty tam widzisz
XXXXXXXXXXtak naprawdę

Ach jesień, jesień już…

Teresa Rudolf

×××

Kiedy piszę bajkę,
nie jestem wilkiem, 
kuropatwą, małpą,
zdradzaną, ani i też 
zdradzającą królową.

Kiedy piszę wiersz,
nie jestem pięknem
natury, lata cieniem,
czyjąś radością i łzą. 

Kiedy piszę o życiu,
nie jestem swoim,
też i Twoim życiem,  
przyglądam mu się,

i tak po swojemu, 
maluje się obraz,
wesoły, smutny,
taki, jaki się sam…
…namaluje.


×××

Złote bransoletki
na rękach tej rudej,
wciąż humorzastej,
roztańczonej jesieni.

W złotorudej szacie,
w srebrzystej na czole,
opasce z babiego lata, 
zawraca głowę światu.

Zaprasza na aromaty
świeczek w domach,
na pachnące pierniki,
na dłuższe wieczory.

I tańcząc tak kolorowa
wróży z rąk lisciastych,
świszcząc też w uszach,
często chłodem życia…

Serce w nowiu (2)

Agnieszka Wesołowska

Nieobecność

Podobno to nie może być o tobie
podobno to musi być o mnie
dlatego nie było mnie w czasie
kiedy wyruszyłam na powrót

XXXXXXXXXXłatać dziury w drodze
XXXXXXXXXXsznurować kaniony
XXXXXXXXXXpodkuwać wysokie piętra losu

niech się toczy stacza
niech widzi że się o niego troszczę
żeby mógł być sobą
trafem fortunnym chybionym
w moich objęciach

więc jest o mnie choć wolałabym
żebyśmy zastygli tu razem
z nadzieją że jednak
można liczyć na oś czasu
na lustrzane komory niewidzenia się
z czasem

obiecałam być wtedy o sobie
żeby nie stać się żadnym z wcieleń
naszej wspólnej nieobecności

zawsze możesz mi przerwać
wejść do domu domagać się
odruchów wewnętrznego głosu
łamiącego się grosza
pieśni oczekiwania

Fale Dunaju

Autobiograficzne fantazje Bo Widerberga
o życiu w trójkącie
dotykają mnie osobiście

XXXXXXXXXXnajbardziej w święto dziękczynienia
XXXXXXXXXXgdy należy trzymać się za ręce
XXXXXXXXXXw czasie niepogody złych wiadomości
XXXXXXXXXXrzezi w kurniku

Na fali strogonow prokofiew
już nie wiem
co mam w którym przewodzie
w czym pokładać
się pod ostrze nadziei

Zapewne chciałbyś zrozumieć
jak zapomina się gorycz
podarowaną w dobrej wierze

w najlepszych intencjach
sznaps mszalny news
szum fal dunaju

mam swoje światło
ledowe bogu dzięki
wiekuiste

czy w bezruchu latarni
ta iskra może nas jeszcze
zawieść

* * *

Piernik z chatki Baby Jagi
lśni jak słowo dane człowiekowi
przez noc

owoc gęstego leśnego żywota
jest jadalny i piękny

ma właściwości o których
nic jeszcze nie wiemy
ale stare kobiety szukają go
po każdym powrocie z pola

mógłby to być prawdziwy
morał tej baśni
też tam byliśmy

choć potem ty musiałeś iść
tak jak byś kończył trasę
na północy Alaski

a jednak wyszliśmy razem
każde w swoją stronę ale razem
i teraz razem idziemy
w inne strony świata

patrzymy z góry drwimy z niej
bo przecież nie jesteśmy już sami
od tamtej pory