Ostrowscy, czyli rodzina babci Hali.Rodzinne ploteczki.
Mieszkali na ul. Targowej, 62 na Pradze (http://www.twoja-praga.pl/praga/ulice/4647.html – w powojennej numeracji był to dom pod numerem 64) w mieszkaniu od frontu, czyli od ulicy. Jakie ono było duże nie wiem, ale mieściło się w nim czworo dzieci z rodzicami oraz pokojówka i kucharka. Czy te dwie przychodziły rano, czy też mieszkały – tego też nie wiem. W podwórzu w parterowej oficynie była fabryczka kołder i bielizny pościelowej. Dziś mi się wydaje, że fabryczka to za duże słowo. Był to raczej warsztat zatrudniający dziewczęta szyjące ręcznie kołdry i krawcową szyjącą elegancką pościel. Kołdry pikowało się ręcznie, a boki zszywało na maszynie. Mama wspominała, że też się chciała nauczyć pikowania kołder i w życiu ta umiejętność się jej przydała. Ja nauczyłam się od niej i sama uszyłam pikowany, ciepły śpiworek dla mojej młodszej córki. Ile osób było zatrudnionych w tym warsztacie lub, jak mówiono, fabryczce – tego również nie wiem. Rodzina była zamożna, ale na ile, trudno dziś ocenić. Wszystko działo się na Pradze. Mama chodziła do szkoły na ulicy Szerokiej, chrzty dzieci odbywały się w kościele na Ratuszowej, a jak zmarła Babcia Józefa, to pochowano ją w rodzinnym grobie na Cmentarzu Bródzieńskim (Bródnowskim). Grób istnieje do dziś i kryje prochy moich przodków.
„Zerschnittenes Leben“ (Życie przecięte) – so der Titel eines 2008 in Warschau erschienenen Buchs von Joanna Wiszniewicz, einer Sammlung von Interviews mit jüdischen Menschen in Polen, deren Leben vierzig Jahre zuvor, durch die antisemitische Kampagne des Gomulka-Regimes von 1968 radikal verändert worden war. Buchstäblich über Nacht verloren viele polnische Jüdinnen und Juden ihre Arbeit oder ihren Studienplatz, ihr soziales Umfeld; viele wurden zur Emigration gezwungen oder kamen der Marginalisierung durch freiwillige Auswanderung zuvor. Für viele ein ebenso unvorhersehbarer wie radikaler und nicht zu kittender Bruch der eigenen Biographie – zerschnittenes Leben.
Dwa wiersze bez daty; o pierwszym w spisie wierszy ktoś (dziadek?)) napisał, że wiersz nie dokończony.
Wiktor Ostrowski
Całymi dniami ami
Całymi dniami ami Chodzę latam za jakimiś cieniami ami Patrzę się nachalnie Na sklepy kolonialne Hamleta tragicznego Słowa: „Być czy nie być” Wśród życia skandalicznego Traktują aby zbyć.
Dziś inne wymagania I inne są zadania Zadanieto: czy dają czy też nie? oj! oj
***
Halina (Halszka) Ostrowska, żona dziadka Wiktora była świetną tenisistką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką Wywieźć Cię z tych manowców daleko, daleko
Chciałem ofiarować Ci mieszkanko małe A w małym mieszkanku życie doskonałe
I dam Ci bieliznę jedwabną cieniutką Że przez nią zobaczę ja Ciebie calutką
Przejrzystość materii jest tak doskonała Że każdy załamek widać Twego ciała
Pończoszki jedwabne, przeróżne pajęcze Prześlicznie w nich będzie mej Pani zaręczę
Sukienka cieplutka i miękka jak z puchu Ułoży się pięknie przy każdym Twym ruchu
Nóżki przyozdobią pantofelki małe A futrów ciepełka będzie doskonałe
Pojedziemy do kina potem na wieczerzę W wytwornym lokalu pogadamy szczerze
A potem wrócimy do nas do mieszkania Łóżeczko pościelę, okna pozamykam
A co będzie potem, to sobie dośpiewaj Pięknie się zaczerwień na mnie się nie gniewaj.
Do Mamy. Mamo kochana, miałaś piękne życie, podczas którego działo się wiele rzeczy ciekawych, pięknych i mniej interesujących, jak każde życie. Pierwszy okres to było dzieciństwo, o którym niewiele opowiadałaś, ale na zdjęciach, które się zachowały, wyglądałaś na dziecko szczęśliwe, otoczone miłością rodziny.
Tę sielankę przerwała, jak wszystkim, wojna. Twoi wspaniali rodzice zaczęli pracę w konspiracji, a Ty, ciekawska, podglądałaś i podsłuchiwałaś jak każde dziecko i żadna konspiracja nie była dla Ciebie tajemnicą. Więc Rodzice wciągnęli i Ciebie w pracę, nosiłaś pseudonim „Mirka” i byłaś najmłodszą łączniczką AK II Rejonu „Celków” Okręgu Obroża. Potem było aresztowanie, Pawiak, przesłuchania – nie był to dla Ciebie łatwy okres, ale dzięki Twojemu uporowi przeżyłaś to wszystko i pięknie opisałaś, najpierw na blogach a następnie w książce Biała Apaszka.
Później spotkałaś Tatę, wspaniałego człowieka, który też dał Ci dużo w życiu. Wyjazdy za granicę, poznawanie świata.
Skończyliście studia i w międzyczasie urodziłyśmy się my dwie. Podobno chciałaś mieć dom pełen dzieci, żeby zaspokoić Twój brak rodzeństwa. Na szczęście Małgorzata tak się darła po urodzeniu, że te masy dzieci Wam wyperswadowała. Była również kwestia utrzymania dużej rodziny z niewielkiej pensji psycholożki i lekarza. My dwie musiałyśmy Wam wystarczyć!
Ale tworzyliśmy zgodną rodzinę, w której decyzje były dyskutowane wspólnie, czasami my, trzy baby, dominowałyśmy Tatę, tak jak to się przydarzyło, gdy dołączyłyśmy do naszej rodziny Paskalcię (dla niewtajemniczonych – to była piękna foxterierka, która urodziła nam ósemkę szczeniaków).
Niestety losy rodzinne rozrzuciły nas po świecie, ale starałyśmy się być blisko Was, pomagać, jak tylko mogłyśmy, odwiedzać jak najczęściej. Dla nas niezapomniane są nasze rozmowy we trzy na Skypie, a nawet w cztery, jak dołączała do nas Teresa, siostra Taty, a czasami i w pięć, razem z Puszynką, Twoją kotką. Sandro, włoski mąż Marii zawsze pytał: “ty dziś rozmawiasz?”
Brakuje nam tych pogaduszek o wszystkim i o niczym.
Zawsze podziwiałyśmy i chwaliłyśmy się Twoją odwagą poznawania nowego, komputerowego świata. Maile, Facebook, Skype i ogólnie Internet stały się dla Ciebie oknem na świat i możliwością kontaktu z rozrzuconą po świecie rodziną. Byłaś wyjątkiem wśród swoich rówieśników.
Dziś skończyłaś 95 lat! Postarałyśmy się zapewnić Ci jak najlepszą opiekę w tak sędziwym wieku. Myślami jesteśmy zawsze przy Tobie.
Maria i Małgorzata
PS. od Adminki: Ciocia, my też o Tobie dużo myślimy, i my, Kasia i ja, nasze dzieci, wnuki, ale też wiele autorek i wielu autorów tego bloga! Niech Ci się śnią piękne sny!
– Wiesz! Mamy już jesień, a ja nie ogarnęłam jeszcze lata. Każdy dzień będzie miał o jeden metr bólu więcej. Mam wrażenie, że na twoich zdjęciach mętnieją Ci oczy. Minęło tyle lat od twojej nagłej śmierci, a ja z połową serca jakoś udaję, że żyję. Chcę byś teraz potarmosił mi włosy i wrócił ze mną do domu. Jestem o ten rok bliżej drugiej strony i bliżej ciebie. Czekaj na mnie. Chciałabym, by było to już, bo nie wiem, jak żyć bez ciebie. Próbuję zapomnieć twój głos, ale wciąż chcę go słyszeć z nagrania w telefonie. W szafie wciąż wisi twoja ulubiona koszula, którą co ranka całuję, wywołując do raportu twoje feromony, łapię grunt pod nogami i zaczynam nowy dzień. Nocą zamieniasz życie w senne widziadło, bo tylko w snach mogę ciebie spotkać.
Tam, gdzie twarda praca, trudy, Gdzie wyprane wszystkie brudy, Tam, gdzie słowo ważkie, twarde, Gdzie są dusze mocne, harde,
Przyjaźń – to na śmierć i życie, Gdzie nikt nie uderzy skrycie, Łgarstwo prawdy nie zasłania, Honor zmusza do wytrwania,
Życia mocne są podstawy, Gdzie wre praca, nie zabawy, Gdzie Piasta ziemia prastara, Gdzie najsroższy dopust, kara
Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka Tam, gdzie wizja, choć daleka Wolności błyszczy w zaraniu Tam – tylko w naszym Poznaniu.
1944
Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof
***
Pieśni adwentowe
Czarna noc – otchłań bezdenna W krąg bluźnierstwa i przekleństwa, Płacz i rozpacz nadaremna, Przemoc gwałtu i szaleństwa.
Hańba, wstyd i poniżenie, Szyderstwo, urągowisko, Ale blisko wyzwolenie Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Tryumf zła i nienawiści Krew i zemsta, przepaść grzechu Każda zbrodnia, co się ziści Wzbudza wybuch złego śmiechu.
Nie ma dobrych, cichych ludzi, Świat się stacza w przepaść nisko, Lecz zapowiedź już się budzi Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Patrzą moce złe struchlałe, Wściekłość, złość, fałsz i obłuda, Strachem lica pobielałe, Pieśń się tworzy – tworzą cuda.
Świt – przejasne w blasku zorze Dla złych straszne widowisko, I pieśń wznosi się w pokorze: Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
1944
***
Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej
O Matko Boska, słynąca cudami W skromnym kościele małego Swarzewa, Ciebie błagamy, opiekuj się nami Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.
Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę Rybak się zmaga z wielkimi falami, Ciebie, o Pani błaga o przyczynę I Ciebie prosi: o módl się za nami.
Królowo więźniów i Królowo morza, O Twoją Pani, prosimy obronę, Broń nas od złego prosimy w pokorze W kraju, którego Ty nosisz koronę.
Od niebezpieczeństw i duszy i ciała Ty nas obronisz, Królowo Niebieska, Byśmy do domów powrócili cało Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.
1944
Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933. Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck. Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.
***
Raduje się każdy…
Raduje się każdy, kto z daleka zoczy Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy. Roześmiana buzia, niebieska sukienka, Na rączce numerek – biedna ty panienka.
Smutno nam w obozie, miła panieneczko. Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko. Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę. Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.
Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko, Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.
Refren:
Oj da, oj da dana, Dziewczyno kochana, Daj mi twe serduszko, Daj, ach daj!
Es gibt Schriftsteller, oder eher Bücher, bei denen ich total überrascht bin, woher wohl die Einfälle kommen. Ich selbst klebe leider an der Wirklichkeit, sehe alles um mich herum, reflektiere zwar, kann mich aber nicht davon lösen, eine Vision daraus entwickeln, eine phantastische Idee, eine große Frage. Wahrscheinlich deswegen hat mich Arno Geigers letzter Roman Reise nach Laredo so begeistert. Es ist ein Meisterstück in jeder Hinsicht; seine Sprache fesselt mich fast genauso wie diese imaginierte und doch bis zum Ende ausgedachte Geschichte. Ein ungewöhnliches Buch.