Dziewczyna z cmentarza w Szczecinie

Ewa Maria Slaska

Toni

Dwa lata temu przygotowałam wspólnie z różnymi ludźmi i instytucjami wystawę o polskich grobach w Berlinie. Pisałam o niej TU i TU. Drugą, niezależną, częścią tej ekspozycji była wystawa o niemieckich grobach na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, przygotowana przez Stowarzyszenie Nasze Wycieczki. Gdy teraz zaczęliśmy z Tomaszem Fetzkim publikować tu wpisy o dziewczynach z cmentarzy, przypomniała mi się też dziewczyna z cmentarza w Szczecinie. Miała na imię Toni. Tyle pamiętałam. Napisałam więc do autorów wystawy i zapytałam, czy pozwolili by mi skorzystać z informacji, jakie znalazły się na wystawie, bądź, może, zechcieliby sami napisać coś o Toni. Przyszła krótka i węzłowata odpowiedź odmowna.

Dla wszystkich, którzy się będą teraz doszukiwać plagiatu i naruszenia praw autorskich, podaję do wiadomości: dane dostarczone na wystawę mam oczywiście nadal w komputerze. Nie skorzystałam z nich jednak, nie zajrzałam tam nawet, aby sprawdzić jak Toni miała na nazwisko. Można mi oczywiście nie wierzyć, ale tak było. Natomiast nie ulega wątpliwości, że to Naszym Wycieczkom zawdzięczam informację o dziewczynie z cmentarza w Szczecinie. Bardzo dziękuję.

Wiedziałam więc tylko tyle, że dziewczyna była jak Julia (ta sprzed tygodnia) naprawdę mężatką, że miała na imię Toni i że młodo umarła. Wrzuciłam do googla hasło Toni grób Cmentarz Centralny  Szczecin i sprawdziłam zdjęcia. Fotografii grobu Toni nie znalazłam. Weszłam więc na informacje słowne i oto niejaki poczciarz podał na stronie o zabytkowych nagrobkach na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie następujące informacje:

Nazwa: Nagrobek rodziny Meister
Autor: warsztat nieznany
Rok powstania: 1920
Opis lokalizacji: al. Okólna, przed kwaterą 1B

Pomnik nagrobny rodziny Meister – pas zieleni przy al. Okólnej przed kwaterą 1B. Utrzymany w formach klasycyzującego modernizmu. Dzieło rzeźbiarza Christiana Nüssleina z Cassel. Czas powstania ok. 1920 r. Pomnik o wym. wys. 220 cm x szer. 390 cm x głęb. 102,5 cm, wykonany został z piaskowca z użyciem technik kamieniarskich i rzeźbiarskich. Złożony z umieszczonej na postumencie rzeźby przedstawiającej siedzącą postać kobiety, tulącej nagie dziecko oraz z dwóch niskich, kamiennych ścianek ustawionych po bokach, na narysie półkola. Na niskim cokole, stanowiącym integralną część rzeźby, z lewej strony widoczna sygnatura: „CHR. NŰSSLEIN CASSEL”. Na frontowej (krótszej) stronie właściwego cokołu napis: „MEISTER”. Na stojących po obu stronach cokołu ściankach bocznych inskrypcje: na lewej – „GUSTAV MEISTER/ *31.8.1855/ +21.6.1939”, na prawej – „TONI MEISTER GEB. WOLF/ *11.12.1898/ +3.4.1920”.

To ONA! Toni Meister z domu Wolf. Miała 22 lata. Czytam opis pomnika Toni. Pamiętałam niejasno postać stojącej kobiety, a tymczasem dziewczyna na pomniku siedzi i tuli do piersi noworodka. W zdjęciach, które przed chwila przejrzałam, było i takie. Wracam do google’a. Na hasło toni meister cmentarz szczecin na stronie internetowej Cmentarza Centralnego pojawia się identyczny jak powyżej tekst o nagrobku i trzy zdjęcia.

W Wikipedii znajdzie się kolejna informacja: jest to pomnik kobiety z dzieckiem upamiętniający Toni Meister zmarłą podczas porodu; autorem rzeźby jest Christian Nüsslein z Cassel. Pomnik ten często jest błędnie interpretowany jako przedstawienie Madonny z Dzieciątkiem.

Google podsuwa również artykuł Anny Kamińskiej w Wysokich Obcasach, gdzie znajdę dodatkowe informacje: Toni wyszła za mąż za Carla Meistera, a ich syn miał na imię Wolfgang. Leżący w tym samym grobie Gustav Meister to nie mąż Toni, lecz jej teść.

Krok po kroku gromadzę informacje o dziewczynie z cmentarza w Szczecinie. Już nie jest anonimowa, ma męża, teścia, syna…

Dziewczyna z cmentarza w Berlinie

Ewa Maria Slaska

Użycie w tytule słowa dziewczyna jest oczywiście niezgodne z podstawowym jego znaczeniem, bo chodzi tu o młodą mężatkę, ale wydaje mi się, że już od dawna wyraz ten oznacza po prostu młodą kobietę, a w szczególnych wypadkach po prostu kobietę (Golden Girls, Calendar Girls). A poza tym tak czy owak musi być dziewczyna, bo w poprzednich tygodniach Tomasz Fetzki i ja pisaliśmy o dziewczynach z cmentarzy.

Julia

Picture1

Tu spoczywa
Julia z Zapletiałów de Bereźnicka
zmarła w wieku życia lat 24
w dniu 30. Maja 1856
Żona czuła, dobra matka
przyjaciółka szczera
Pamiątka iey zostanie każdemu
że ią znał droga y miła

Cmentarz Katedry św. Jadwigi Śląskiej w Berlinie na Liesenstraße

Nie jest to najstarszy grób polski w Berlinie, bo grafik Daniel Chodowiecki zmarł w roku 1801, a generał i pisarz Karl Andreas von Boguslawski w roku 1811, ale jest to najstarszy “grób prywatny”, jaki znalazłam podczas mych wieloletnich poszukiwań.
Muszę tu Czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego były to, a i są nadal, poszukiwania wieloletnie. W Berlinie jest mianowicie 270 cmentarzy (z tego 240 wciąż jeszcze używanych, ale to nie ma nic do rzeczy, bo szukać trzeba i na cmentarzach powoli likwidowanych) i są w tej liczbie różne cmentarze specjalne, wojenne i wojskowe, francuskie, prawosławne, żydowskie, nawet dla samobójców, ale nie ma cmentarza polskiego. Nie ma również list osób pochowanych na cmentarzach. Tych kilku sławnych Polaków, którym zresztą często nie pisze się na grobach, że byli Polakami, znaleźć można z łatwością, no powiedzmy – w miarę łatwo, ale setki tysięcy tych, którzy pochodzili z Polski, tu mieszkali, żyli, pracowali i umarli, to nie znamienitości, lecz zwykli ludzie i nikt ich nigdzie nie wymienia. Ale to właśnie im czasem ktoś napisał coś po polsku, nie z obowiązku historycznego, lecz z potrzeby serca. Nie wiadomo zatem, gdzie są te groby, trzeba ich szukać, chodząc, chodząc, i jeszcze raz chodząc, a  tego chodzenia na każdym cmentarzu jest dużo, bo są to przede wszystkim rozległe cmentarze o charakterze parkowym, a nawet leśnym, z niedużą ilością grobów na hektar.

Picture2

Wróćmy jednak do Julii. Urodziła sie w roku 1832 czyli była dzieckiem po-powstaniowym. Pochodziła z rodziny Zaplietało i, co ciekawe, takiego nazwiska nie ma i nie było ani po polsku, ani po litewsku, rosyjsku czy białorusku! Nie ma też takiego słowa. W ogóle poza czeskim – nie ma takiego wyrazu. Po czesku słowo zaplietalo oznacza, że coś się zaplątało, i są ludzie, którzy się nazywają Zapletal. Jednak kochający mąż zapisał to nazwisko w wersji polskiej – z ł. Zresztą sam kochający mąż, de Bereźnicki, czyli człowiek, którego nazwisko dwukrotnie podkreśla pochodzenie szlacheckie, poprzez de oraz poprzez końcówkę -cki, też poniekąd nie istnieje. Sama rodzina oczywiście jest jak najbardziej, sama byłam niedawno w Sopocie na otwarciu wystawy słynnego spocianina – Kiejstuta Bereźnickiego, ale w genealogii rodziny Bereźnickich nie ma nikogo z Berlina, nikogo, kto by się pisał de Bereźnicki i nikogo, ktoby się ożenił z Julią – już mniejsza o nazwisko panny, z jakąkolwiek Julią!

Sądzę zresztą, że państwo Bereźniccy nie mieszkali w Berlinie, bo nie ma ich w księgach adresowych ani z roku 1856 ani, co też sprawdziłam, z roku 1857 (na wypadek gdyby właśnie zamieszkali, co by znaczyło, że zostali zapisani dopiero w rok później).  Czyli tylko przejeżdżali przez Berlin, podążając czy to do wód w południowych Niemczech, czy to do Francji, czy, jak np. Sienkiewicz w 20 lat później, do Ameryki. Jeżeli przejeżdżali, to i tak nie wiadomo skąd jechali. Z Warszawy jeszcze nie mogli, jak Sienkiewicz, dojechać wygodnie koleją, bo ta w w połowie XIX wieku jeszcze nie łączyła bezpośrednio Warszawy i Berlina. Jeździło się dyliżansem, kursowym, lub wynajętym na potrzeby grupy przyjacielskiej czy rodzinnej. Być może pani i pan Bereźniccy jechali karetą, oczywiście na resorach, może nawet tzw. landarą czyli najlepszą kareta w Europie, produkowaną w mieście Landau w niemieckim Palatynacie. Czyli nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd, wiadomo jednak, że w maju 1856 roku byli w Berlinie.

W połowie XIX wieku w królewskim Berlinie mieszkało już wielu Polaków, ale ich masowy napływ do stolicy miał się zacząć dopiero po roku 1870, kiedy miasto zostało mianowane stolicą cesarstwa. Zanim się tak jednak stało, do Berlina przyjeżdżało się w trzech celach – po nauki, jak Chopin, który słuchał tu wykładów Hegla, do wojska, jak rodzina Bogusławskich, lub do pracy w administracji królewskiej, gdzie  najwyższe stanowiska zastrzeżone były dla arystokracji. Po to przyjechali do Berlina Radziwiłłowie i Raczyński. Arystokracja nie umie wszak żyć bez dworu władcy i tylko król może dać jej zatrudnienie. Czy Bereźnicki też po to przyjechał. Nie był arystokratą, ale może był szlachcicem w służbie Radziwiłłów? Na tym samym cmentarzu, na którym pochował żonę, jest też grób Feliksa Hilarego Podlewskiego, nauczyciela książąt Radziwiłłów.

podlewski

Tu spoczywa
śp. Feliks Hilary Podlewski
ur. d. 4 Stycznia 1801 roku
w Branicach pod Krakowem
zm. d. 24 listopada 1897
w Berlinie
Serdecznemu przyjacielowi
i nauczycielowi
Xiążeta Radziwiłłowie
R.I.P.

Podlewski i Julia zostali pochowani na Cmentarzu św. Jadwigi, katolickiej patronki miasta, należącym do Katedry św. Jadwigi. Był to najstarszy cmentarz katolicki w mieście, założony w roku 1834. Niemiecki impresjonista Franz Skarbina (1849-1910) namalował w roku 1896 obraz przedstawiający Dzień Zaduszny na tym cmentarzu:

Ale to wszystko później, i pogrzeb Podlewskiego, i obraz, i kolej, i napływ Polaków biorących udział w rozbudowie stolicy. Na razie miasto jest jeszcze wciąż dość prowincjonalne i daleko mu do europejskich stolic jak Paryż czy Rzym.

Niewiele mam czasu na uboczne zadania, moim głównym zajęciem są poszukiwania rodzinne, ale wykonuję kilka ruchów, które być może umożliwią mi znalezienie Julii i jej kochającego męża. Składam wniosek reszerszerski do administracji cmentarza (tak, mają księgę za rok 1856, jak zapłacę z góry 29 euro, dostanę dokumenty, oczywiście jeżeli coś się znajdzie – zapłaciłam, ale na razie, gdy to piszę minął ponad tydzień, nic nie dostałam) i idę do biblioteki, zobaczyć, co pisały gazety i czy Bereźnicki znajdował się w księdze adresowej Berlina. Z poszukiwań bibliotecznych nic nie wynika. Nie ma Bereźnickiego, nie ma Zaplietałów. Nie ma Julii. Jest tylko grób.

Interesujące, że przez ponad 160 lat go nie usunięto, przecież nikt o niego nie dbał.

Dziewczyna z cmentarza w Łodzi

Tomasz Fetzki

Człowiek uzależniony powinien unikać niebezpiecznych okazji, to oczywiste. Jeśli nie posłucha i wpakuje się w kłopoty, może mieć żal tylko do siebie. Toteż i Viator nie wini nikogo. Ostatecznie sam, własnowolnie przeczytał TU i TU teksty o pannie Biełousow. I dopuścił do tego, że ukryty w nim niespełniony literat, obolały i zgorzkniały, ale przecież już nieco podleczony oraz pogrążony w krzepiącej drzemce, znów się obudził, żądny czynu!

Trudno, stało się. Wędrowiec wyrusza w kolejną podróż. Poniekąd w krainę wspomnień, bo ostatni raz opisywane miejsca odwiedził cieleśnie ponad dziesięć lat temu. Wtedy nie miał ze sobą aparatu fotograficznego, teraz nie ma możności ruszyć się ze swych łużyckich lasów i błot. Dlatego, pod względem ikonografii, zmuszony jest skorzystać z zasobów Wielkiej Sieci. Dwa kluczowe dla sprawy zdjęcia zawdzięcza internaucie ukrywającemu się pod nickiem wojci52 i dziękuje mu za nie. To wszakże nie koniec podziękowań.

Wyprawia się Pielgrzym w regiony eschatologiczne. Obszar to tajemniczy i respekt budzący: zaświaty w ogóle to kraina nieznana, a cóż dopiero mówić o zaświatach żydowskich! Dobrze mieć w takiej podróży towarzysza. Dantego prowadziła trójka opiekunów. Viator to, rzecz jasna, nie Alighieri, ale Przewodników też miał troje: panią Annę Przybyszewską-Drozd i Zofię Borzymińską oraz pana Marcina Urynowicza. Bez nich zaginąłby niechybnie Wędrowiec w krainie cieni i tekst, który ma przed oczyma Czytelnik, by nie powstał. Chwała Przewodnikom!

A wszystko, co zebrał, przetopił Viator w swym tygielku grafomana. Jesteście ciekawi efektów? Czytajcie!

HaAlma HaAdina

Miało być o młodej dziewczynie. I będzie. Ale zacząć musimy od mężczyzny. Nie dlatego, jakoby Viator przejawiał patriarchalne inklinacje. Po prostu: tak każe logika wywodu.

Prawo Mojżeszowe od początku zakazywało surowo sporządzania podobizn postaci ludzkich, zwłaszcza ich twarzy. Wszak, gdy na górze Synaj Sebbaoth, pośród obłoku i przy dźwięku szofaru, dawał Synom Jisraela Dziesięć Przykazań, zazdrośnie ogłosił: Nie wolno ci zrobić sobie figury ani żadnego obrazu tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi na dole, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią.

Z czasem, na ścianach synagog i w iluminacjach świętych ksiąg, zaczęto umieszczać wizerunki zwierząt: lwów, pawi czy gazeli, ale nigdy ludzi. Niekiedy postacie ludzkie pojawiły w sztuce świeckiej, lecz nie na bejt-olam, czyli domu wieczności, czyli cmentarzu. Do czasu… Bo nadszedł czas haskali, asymilacji, nowinek i bezbożnictwa. Tu i ówdzie, coraz częściej, zwłaszcza w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku, także na cmentarzach zaczęto wznosić nagrobki, które ortodoksi uznawali za bluźnierstwo, protestowali, gotowi byli do czynnego dewastowania tych dzieł sztuki. Bo to były prawdziwe perełki artyzmu, wykonane przez wybitnych rzeźbiarzy, wśród których największą i w pełni zasłużoną sławą cieszył się Abraham Ostrzega. Zanim jego bystre oczy, silne ramiona i zręczne dłonie obróciły się w proch w krematoriach Treblinki, zdążył wykuć liczne pomniki ku czci umarłych. Był, jako się rzekło, artystą, wykonane przez niego postacie ludzi i człekokształtnych aniołów są delikatne, chciałoby się powiedzieć: impresjonistycznie rozmyte. Po prostu – piękne. I nigdy, przenigdy nie widać ich twarzy. Ale dla haredim to i tak było zdecydowanie zbyt wiele.

Większość dzieł Ostrzegi znajduje się na cmentarzu przy ulicy Okopowej. Wiadomo: stolica, duże miasto, przeto o maskilów, liberałów, socjalistów i innych burzycieli odwiecznego porządku tutaj najłatwiej. Jest tych rzeźb na tyle dużo, że nie wiadomo, czy rzeczywiście wszystkie można atrybuować mistrzowi Abrahamowi. Niewykluczone, że niektóre z nich przypisuje mu się siłą inercji: jeśli postać ludzka, to na pewno robota Ostrzegi! Co zresztą także, choć pośrednio, świadczy o jego renomie…

1-2-3-PochylonyAniolZakutyTrzy spośród warszawskich nagrobków, których autorem z pewnością jest Abraham Ostrzega. Podziwiajmy pomysłowość rzeźbiarza w sposobach ukrywania oblicza przedstawionych postaci!
Zdjęcie po lewej dzięki życzliwości dr hab. Rafała Żebrowskiego

Poza Warszawą Ostrzega tworzył rzadko, mimo że skupisk ludności żydowskiej w ówczesnej Polsce nie brakowało. Choćby taka Łódź, wspólnota liczna i znacząca. Cmentarz warszawski kryje największą ilość grobów, ale łódzki jest najrozleglejszy. I zawiera największe w kraju, o ile nie na całym świecie, żydowskie mauzoleum – pseudomauretański ohel-gigant, czyli grobowiec rodu Poznańskich.

Jednak na bejt-olam przy ulicy Brackiej nowinkarstwa sepulkralnego brak. Dlaczego? Nie z przyczyn finansowych: w gminie łódzkiej osób majętnych nie brakowało, poza mauzoleum Poznańskich świadczą o tym choćby hellenistyczne świątyńki nad grobami Silbersteinów czy Jarocińskich. A skoro byli łodzianie Żydami bogatymi, to niejednokrotnie także nowoczesnymi i w świecie bywałymi. Na smaku artystycznym również im nie zbywało: jego wyrazem są liczne macewy zdobione wizerunkami połamanych drzew, gryfów, jelonków, dzbanów lewickich i szaf bibliotecznych czy też groby w kształcie starożytnych sarkofagów (ściśle – pseudosarkofagów, bo przecież micwa nakazuje pochować ciało bezpośrednio w ziemi). Więc dlaczego nie ma tu przedstawień figuralnych? Skąd ten konserwatyzm? Trudno powiedzieć, ale w rzeczonych okolicznościach tym bardziej przykuwają uwagę oraz intrygują nagrobki, które taki motyw zawierają. Dokładnie – dwa nagrobki.

Chronologicznie pierwszy z nich to macewa Stanisława Heymana, zmarłego w 1928 roku. Dzieło, jakże by inaczej, Abrahama Ostrzegi, który tym razem objawił się jako poeta rzeźby: Anioł zbierający kwiaty to nie tyle postać, ile jej zarys, zapowiedź, sugestia, metafora…

4- nagrobek-stanislawa-heymanaImpresja na temat anioła, czyli nagrobek Stanisława Heymana, łódzkiego prawnika i działacza społecznego

Teraz trzeba przejść do sektora W, na lewo od głównej alei, blisko bramy wejściowej. Tam znajdziemy drugi nagrobek. Ale jaki! Unikalny nie tyko w skali łódzkiej nekropolii, lecz także w zestawieniu z Aniołem na grobie Heymana. Mało by o nim rzec – nieortodoksyjny. Bluźnierczy! A że bluźnierstwo może przybrać formę arcydzieła? Dzieje ludzkości znają takie przypadki. Nic dziwnego, że od ponad dziesięciu lat tkwi ta niezwykła macewa w pamięci Viatora. Teraz wspomnienie ożyło, budząc jednocześnie, jako się rzekło, uśpionego grafomana.

ruta2Niektórzy widzą w tej macewie płaczącą twarz: głowy postaci tworzą oczy, zaś ich szaty spływają w dół na podobieństwo łez, pień palmy to nos, jej liście – brwi, a skrzydła anioła wieńczącego kompozycję (bardzo ostrzegowatego w charakterze) to włosy. Zaś tablica z napisem wyobraża usta wygięte w podkówkę z wielkiej żałości. Kto wie, może rację mają ci niektórzy…

 Nagrobek jest pełen symboli, kryje też kilka zagadek (niektóre łatwe do odszyfrowania) oraz jedną wielką tajemnicę. Płaczący żałobnicy – wiadomo. Palma – jasna sprawa, rzekł przecież Psalmista:

Sprawiedliwy wyrośnie jak palma / Rozrośnie się jak cedr Libanu / Zasadzeni w domu Pańskim / Wyrastają w dziedzińcach Boga naszego. Ale co znaczy hebrajska inskrypcja:

Malachej Szalom Mar Iwikajun
Po nikwara
HaAlma HaAdina
HaJeszara veRabot HaChen
Bat Szaaszuim veAchot Nechmada
Rachel Bas r(eb) Avrohom Icchok N’J Akabia
Niktefa Keeva BeSznat HaKaf”A LeChaja
BeJom Rewii Dchu’’ham [5]690 – TNCWE

W mowie mieszkańców kraju Polin zabrzmiałoby to mniej więcej tak:

Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali
Tu spoczywa
Panna Delikatna
Bogobojna i licznymi zaletami obdarzona
Radująca innych i siostra przyjemna
Rachela Akawie, córka pana Awrahama Jicchaka
Rozkwitający pąk, ścięty w 21 roku życia
W dniu czwartym chol hamoed
Święta Pesach 5690 – Niech Jej Dusza Będzie Wpleciona w Węzeł Życia

Zaś poniżej, językiem polskim i alfabetem łacińskim zapisano zdanie, które każdy może przeczytać i każdy winien odczuć lekkie ukłucie w sercu: RUTA AKAWIE ZGASŁA w 22ej WIOŚNIE ŻYCIA.

Jakie zagadki i jaką tajemnicę ukrywa ten niezwykły nagrobek?

Pierwsza z nich jest dość prosta: rozbieżność w wieku Ruty-Racheli podanym po hebrajsku i po polsku. Jeden z nich to ukończona ilość lat, drugi – rozpoczęty rok życia.

Kolejna zagadka była nieco trudniejsza, ale i ją udało się Viatorowi, dzięki pomocy nieocenionych Przewodników, rozwiązać. Publikacje dotyczące łódzkiego cmentarza zwykle informują, że Panna Delikatna Ruta Akawie zmarła w 1910 roku kalendarza gregoriańskiego, czyli w roku 5670 według rachuby żydowskiej. Tymczasem dostępne dokumenty wyraźnie wskazują na datę 1930! Skąd się wzięła ta rozbieżność? Ano, z podobieństwa kształtu literek-cyferek. Rzeźbiarz wykuł tam znak tsadik, na tyle jednak niewyraźnie, że przypomina dość podobną literę ayjin. Jeżeli jednak przyjrzymy się dokładnie, okaże się, że wszystko pasuje: mamy rok 5690 od stworzenia świata. Ani nagrobek nie kłamie, ani dokumenty. Zaś szanowni Czytelnicy dowiadują się o rozwikłaniu tej zagadki jako pierwsi!

I kolejna zagadka wydaje się być dzięki temu odgadnięta. O ile bowiem w przypadku macewy Stanisława Heymana autorstwo Abrahama Ostrzegi nie budzi raczej wątpliwości, o tyle nagrobkowi Racheli taka pewność dotąd nie towarzyszyła. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziłby rok 1910 – rzeźbiarz był wtedy jeszcze młodym i nikomu nieznanym studentem. No, ale jeżeli rzecz miała miejsce dwadzieścia lat później, to całkowicie zmienia jej postać! Ostrzega jak najbardziej mógł wykuć grupę żałobników płaczących w cieniu palmy: klasa dzieła dodatkowo uprawdopodabnia takie przypuszczenie. Lecz całkowitej pewności nie mamy. Może to i lepiej. Mgiełka niejasności tworzy wszak doskonały entourage dla romantycznych rozmyślań.

To wszystko jednak drobiazgi. Naprawdę liczy się tylko jedna, największa tajemnica: DLACZEGO? Dlaczego reb Awraham Jicchak zdecydował się na tak kontrowersyjny sposób uczczenia pamięci córki? To, że jako człowiek bogaty, właściciel hurtowego składu papieru, miał środki na opłacenie wybitnego rzeźbiarza, tłumaczy jedynie metodę jego działań, ale nie motywy. Skąd wziął natchnienie i co mu dało odwagę, by tak radykalnie wyłamać się z konserwatywnej społeczności łódzkich Żydów? Fakt, że był w pewnym stopniu asymilowany (o czym świadczy polska fraza na nagrobku) i prawdopodobnie wyznawał poglądy syjonistyczne (na co wskazuje, stylizowana bo stylizowana, ale jednak gwiazda Dawida na szczycie palmy)? Trop raczej fałszywy: cmentarz przy Brackiej pełen jest macew z polskimi napisami i z gwiazdami Dawida. Więc dlaczego?

Viator ma swoją teorię na ten temat. Rozpacz. Rozpacz i bunt przeciw Najwyższemu powodowały Awrahamem Jicchakiem. Wcześniej stracił już żonę, a mała, ośmioletnia zaledwie Ruta, matkę. Frajndla Laia odeszła po piętnastu latach małżeństwa, w czterdziestej piątej wiośnie życia. Dziś powiedzielibyśmy: zmarła młodo. Ale i wtedy nie był to bynajmniej wiek podeszły, powołajmy się raz jeszcze na Psalmistę, który mówi: Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt / A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt. Frajndli Lai sił zabrakło. A Ruta-Rachela miała ich jeszcze mniej. Nie zdążył się Awraham Jicchak nacieszyć żadną z nich. Spoczęły obie w kwaterze W, na lewo od głównej alei. Zaś oszalały z rozpaczy mąż i ojciec, zamiast poddać się woli bożej i recytować pokornie Szema Jisrael, pogroził Niebiosom pięścią, wołając jak prorok Jirmijahu: Ilekroć przemawiam, muszę krzyczeć i wołać: Gwałt i zniszczenie! I tak słowo Pana stało mi się hańbą i pośmiewiskiem na co dzień. A gdy pomyślałem: Nie wspomnę o nim i już nie przemówię w jego imieniu, to stało się to w moim sercu jak ogień płonący, zamknięty w moich kościach. Ogień rozpaczy trawił kości Awrahama Jicchaka, a on wyzywał Pana na pojedynek. Nagrobek ocierający się o bluźnierstwo był li i jedynie prowokacją, mającą skłonić Najwyższego do udzielenia odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi.

Tak to sobie wyobraża Viator, ale jak było rzeczywiście? Salomon Akawie, brat Ruty-Racheli przeżył Wojnę. Może jego potomkowie do dziś mieszkają nad brzegami Jordanu lub gdzieś za wielką wodą? Może oni znają prawdę? A może nie poznamy jej nigdy? Czy musimy? Czy warto? Jeszcze jedno pytanie, na które nie ma odpowiedzi?

6 FryzAniołowie, Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali nad grobem Racheli, siostry przyjemnej. Naszej siostry w człowieczeństwie.
Zapłaczmy i my.

Dziewczyna z cmentarza w Sopocie

Ewa Maria Slaska

Cmentarz Bractwa Chewra Kadischa Zoppot

Nie ma jej w sieci, a nie mam czasu dzwonić i chodzić po archiwach. Nawet w swojej sprawie nie mam czasu, a co dopiero w nie swojej. Tym niemniej postanowiłam napisać tu o dziewczynie z żydowskiego cmentarza w Sopocie, bo może ktoś coś o niej wie. Albo będzie miał czas, żeby poszukać po archiwach.

Cmentarz jest mały i niemal pusty, ale piękny, cichy, spokojny, a chyba nawet pogodny, czego z reguły o mrocznych, zarośniętych bluszczem kirkutach nie da się powiedzieć. Są piękne i wzruszające, ale ten jest po prostu pogodny.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (13)Został… został… Brakuje mi słowa, nie wiem, co się robi z cemntarzem, skoro nie został odnowiony, odbudowany ani odrestaurowany. Aż się tu prosi słowo “rewitalizowany”, ale przecież nie można rewitalizować cmentarza.  Coś z nim jednak zrobiono za pieniądze fundacji Nissenbauma i teraz jest ponoć jednym z najlepiej utrzymanych cmentarzy żydowskich w Polsce.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (11) cmentarz-dziewczyna-zagadka (12)Nie zachowały się niemal żadne groby.  Jest jednak nadzwyczaj czysto. Nie ma śmieci, porzuconych puszek po konserwach, butelek po piwie, papierków po gumie do żucia, które są przecież wszędzie. A tu nie. Tu jest cicho i czysto.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (03) cmentarz-dziewczyna-zagadka (02)Zaledwie tu i ówdzie widać jakiś nagrobek.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (10)

cmentarz-dziewczyna-zagadka (04)cmentarz-dziewczyna-zagadka (05)Z reguły leży na nim kamień, czasem kilka kamieni. Tylko koło jednego grobu widać cały szereg kamyków. Zwracam na to uwagę.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (09) cmentarz-dziewczyna-zagadka (08)Dlatego podchodzę bliżej i czytam. Chcę się dowiedzieć, kto tu wciąż jeszcze przychodzi i równiutko układa małe białe kamyki. Czyściutkie, świeżo położone. Oczywiście nie dowiaduję się, kto kładzie kamczyki, ale już wiem – dlaczego?

Charlotte Belousow
Tochter von
Fania und Nuscha
aus Warschau
18 jahre
am 31. Juli 1923
Charlotte Bielousow
córka
Fanii i Nuschy
z Warszawy
18 lat
31 lipca 1923

Miała 18 lat, przyjechała z Warszawy, umarła. Była chora? Utonęła w morzu? Zabiła się z miłości?

Nie wiem. Oczywiście nie wiem. Ale wyobrażam ją sobie. W czarnej sukni za kolana, z obniżonym stanem. Biały kołnierzyk i czarny kapelusik z wywiniętym białym rondkiem. W kawiarni. Albo inaczej, dziewczyna na motorze, krótkie kręcone włosy, zadziorny uśmiech.

KTO WIE, KIM BYŁA CHARLOTTE BIELOUSOW?

cmentarz-dziewczyna-zagadka (07)Wychodzimy.

cmentarz-dziewczyna-zagadka (01)