Frauenblick auf Antalya (1) – amore mio [sen askim]

Monika Wrzosek-Müller

Antalya – amore mio [sen askim]

Ist das Verreisen, sich auf die Reise machen nicht etwa eine Flucht vor sich selbst, vor den eigenen Problemen, den ewigen Freunden und Feinden, den gleichbleibenden Wegen, dem schlechten Wetter und dem gewohnten Essen, den Nachrichten des Tages, der ewigen Routine, der Langeweile…? Doch, man macht sich auf, fährt möglichst weit weg und nimmt sich selbst natürlich auch mit. So kann man den eigenen Weg immer fortsetzen, ganz weit weg fliehen, auf die Suche gehen und sich selbst doch dann auch überall mitnehmen, mit dem uns allen bekannten Don Quijote wandern. Manchmal aber reichen kleine Veränderungen, um etwas gelassener und optimistischer auf die Welt rundherum zu blicken; es ändert sich vielleicht das Wetter und die Ausblicke sind unbekannt und ganz neu, und wenn sie noch wirklich schön sind, die Menschen um einen herum herzlich, freundlich, zufrieden, dann lebt man auf, versucht neue Perspektiven auf eigenes Leben zu entwickeln. Also irgendwie doch ein Plädoyer für das Reisen?

Continue reading “Frauenblick auf Antalya (1) – amore mio [sen askim]”

Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (4)

Teresa Rudolf

Sny Filomeny

Filomena spojrzała z okna na szarą ulicę Karmelicką, jadące tramwaje, ludzi spieszących dokądś… 

Ruch na ulicy niebywały, tramwaje  i auta sprawiają codzienny hałas, ale ten nigdy jej nie przeszkadzał, natomiast cisza podczas Pandemii i “Lokdownów” już tak…

Kobieta bowiem przyzwyczaiła się do tych jakże swojskich dźwięków życia z czasów jeszcze “sprzed Corony”. Też i  gruchanie gołębi dziobiących ziarna od strony podwórza miało w sobie coś absolutnie swojego. 

Continue reading “Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (4)”

Kurort

Ela Kargol

Na obiad podano rybę, na kolację jest zawsze jakiś rolmops, wędzony śledź albo inny łosoś. Nie znam się na rybach. Akurat śledzia od łososia odróżnię, a trzecim gatunkiem dobrze mi znanym, są paluszki rybne. Czuję się, jakbyśmy byli nad morzem, a do morza przecież daleko.

Z okna widzę Łabędzi Staw z fontanną, a za nim tajemniczy dom zdrojowy (Kurhaus). Tajemniczy, bo dla mnie na razie nieosiągalny. I niech tak zostanie. Niech będzie tajemnicą. Wolałabym się nie rozczarować, wchodząc do środka. Codziennie spoglądam w jego kierunku przez panoramiczne okno mojego zdrojowego pokoju.


Wczoraj zdjęto u mnie firany, widok się jeszcze bardziej poszerzył, zdominowal nudny pokój. A Kurhaus stoi niezdobyty, niby zaprasza, niby odstrasza. Majestatyczny, nieosiągalny. Coraz bardziej mnie intryguje. “Czarodziejski Kurort” z kuracjuszami sprzed stu lat. Których i tak już nie ma. Bo jeśli nawet pokonali choroby, to zabiły ich wojny, w najlepszym przypadku starość.

A więc ich cienie gdzieś tam przemykają korytarzami, zaglądają do pokoi, do sal większych i mniejszych, balowych, jeśli takie były, na pewno były; z pobłażaniem i wyrozumiałością spoglądają na żywych.

Tym, których zabiły wojny, postawiono pomnik w parku zdrojowym. Ci, których zabiła starość leżą na cmentarzach, za daleko, jak na moje możliwości poruszania się.

Kurhaus był pierwszym zdrojowym budynkiem. Dużo później wybudowano następne. A jeszcze później ten, w którym mnie zakwaterowano. Ten z widokiem na staw i Kurhaus, z wielką jadalnią, gdzie serwują rybę, a kuracjuszy przypisują do stolika i numeru. Nasz stolik jest milczący. Nikt z nikim nie rozmawia, ani o pogodzie, ani o zabiegach ani o jedzeniu. Uprzejmie podajemy sobie rano dzbanek z kawą, wieczorem z herbatą. Życzymy miłego dnia lub wieczoru. Bierzemy swoje laski i kuśtykamy podpierając się nimi na zabiegi lub do pokoi.

W pokojach telewizory, okna na świat, bo nie każdy ma okno na staw i Kurhaus, a jeśli nawet ma, to świat w telewizorze jakby większy.

Nad stawem czarny łabędź i jego koleżanka gęś. Gdy rano słyszę ich dzikie wrzaski, to myślę, że albo przyszedł lis po łabędzia – bo kiedyś przyszedł i zabrał i dlatego jest tylko jeden – albo zarzynają gęś, która cudem jakiś czas temu uniknęła zarżnięcia.
Gęś jest wielka, Pomorska, taki gatunek, świąteczny, bogaty w mięso.
Mięso też czasem podają do obiadu. Ale gęsiny jeszcze nie było.

Gabinety tortur stoją otworem, pod warunkiem, że zdążysz z jednych tortur na drugie w odpowiednim czasie. Automatyczna szyna podobno czyni cuda, Nie wiem, czy cudem można nazwać ból.
Jest i cappuccino, napój, który osładza tortury, tortury późnego życia, tego prawdziwego i tego z powieści Ingi Iwasiów.
W nocy nie mogę spać, odwiedzają mnie Empuzy. To wszystko wina opiatów, lub braku nalewki, a może w śledziach jest jakaś moc, która przenika do sennych zdarzeń i marzeń.

Przerwałam milczenie dzisiaj przy stole. Zapytałam moich posiłkowych towarzyszy, czy ktoś z nich był już w Kurhausie? Nikt nie był. Choć wiem, że inni byli, ci co lepiej chodzą, ci już wyrehabilitowani.
Ciekawa jestem ich wrażeń. Nie wiem, kogo pytać.
Może lepiej zostać z tą ciekawością sam na sam. Nie szukać wrażeń i nie pytać o nie. Niech “Czarodziejski Kurhaus” pozostanie w sferze wyobraźni i domniemań.
Niech pozostanie widokiem z okna.

Aus der Polkopedia – Bilder & Gedichte

Bei der Polkopedia veröffentlichten wir letztens 30 Biographien von Polinnen, die während des Zweiten Weltkrieges hingerichtet worden sind. Enthauptet. Meistens für Hoch- bzw. Landesverrat, Heimtücke, Begünstigung des Feindes – dies bedeutete oft Stückchen Brot und Becher Tee. Seltener waren es andere Beschuldigungen, zum Beispiel Brandstiftung.

20 Personen, Polen* und Deutsche* schrieben über diese Frauen oder gedachten sie in anderer Weise. Es entstanden Texte, Gedichte, eine theatralische Etude, ein Theaterstück, Fotos, Videos, Bilder, Collagen, Plakate.

Diese Bilder malte Anna Krenz


Diese Gedichte schrieb Ela Kargol

Sterbeurkunde: Gertruda Świerczek

geboren:22. XII. 1921 in Bad Gottschalkowitz (Goczałkowice-Zdrój)
enthauptet:8. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee

Sie bat um Begnadigung
Aber keiner hat zugehört.
Die Brüder an der Front
mit Eisernen Kreuzen gekennzeichnet
haben auch nicht geholfen.
Sie bat vom ganzen Herzen.
Sie bat um die Jugend
Um die Zukunft,
Um die nächsten Jahre.
Sie bat um das Leben,
Nicht um den Tod.
Und trotzdem
ließ sie sich 
mit ihren 22 Jahren 
ohne Wiederstreben auf das Fallbeilgerät legen.

Sterbeurkunde Hedwig Neumann

geboren: 21. IX 1890, in Bickern/Kreis Gelsenkirchen
enthauptet: 27. I. 1944 in Berlin-Plötzensee

Jadzia, ein Mädchen aus Opalenica
Hedwig, eine Frau aus Berlin
Großes Herz
Große Wohnung
Große Taten
Großes Urteil
Und alles im Namen
des deutschen Volkes.

Sterbeurkunde Maria Wieczorek

geboren: 4. VIII. 1886 in Radzionkau/Kreis Tarnowitz (Radzionków/Tarnowskie Góry)
enthauptet: 22. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee

Ich packe meinen Koffer*

Der Koffer war klein.
Das Kleid schlicht und fein.
Ein Unterrock für alle Fälle,
Damit das Kleid in Form bleibt
An richtiger Stelle.
Der Büstenhalter
Sorgte für schönen Busen,
Der Kamm für die Frisur.
Alles durchdacht und gepackt
Für die letzte Himmelstour.
Unterjäckchen für die kalten Nächte.
Eine Hose, ein Hemd, ein Heft,
Handtasche, ein paar Groschen und Einkaufsbeutel.

Sie ging doch unter die Leute.
Den Mantel trug sie auf dem Arm
Als sie losging, es war noch warm.
Die Kälte kam zu ihr viel später.
Und mit der Kälte kam der Täter.

Und ihre Reise ging zu Ende.
Im fremden Ort mit kühlen Wänden.
Mit auf dem Rücken gefesselten Händen
Legte sie sich sanft für den Schlaf.
Er kam zu schnell, sie war noch wach.
Heimtückisch wurde sie bestraft.

* ein sehr populäres und beliebtes Spiel für die Kinder, nicht nur in Deutschland

Sterbeurkunde Marianna Gąszczak

geboren:28. XII. 1914 in Duisburg
enthauptet:28. IX. 1943 in Berlin – Plötzensee

Wer könnte schon ihren Namen richtig aussprechen?
Damals im Gerichtssaal?

GĄSZCZAK.
So viele Konsonanten auf eimal und noch ein nasaler Vokal.
Den Nasalvokal ließen sie verschwinden.
Damals im Gerichtssaal.

GASZCZAK.
Dann verschwand noch ein „Z“
GASCZAK:
Damals unter Guillotine.

Und alle Buchstaben waren auf einmal weg.
Und sie auch.

Sterbeurkunde Pelagia Szeffczyk

geboren 8. März 1915 in Bottrop
enthauptet 5. Oktober 1943 in Berlin-Plötzensee

Ihr Stolperstein glänzt in der Sonne.
Ihr Leben aber nicht mehr.

Der Tod kam schnell.
Wie der Meister aus Deutschland.

Er brauchte nur 7 Sekunden.
Der Tod, nicht der Meister.

Vielleicht doch der Meister.
Aus Deutschland.

Sterbeurkunde Wilhelmine Günther

geboren 18. VII. 1917 in Poznań
enthauptet 9. VI. 1944 in Berlin – Plötzensee

Die Verstorbene war nicht verheiratet.
Ihre Tochter nannte sie Maria,
Maria die Uneheliche.
Ihr Verlobter hieß Antoni,
Ihre Mutter Marianna,
Mit Doppel “n”.

Nur der Vater hieß
Friedrich Wilhelm und konnte den Namen
seiner Frau nicht richtig aussprechen.
Ein “n” hat er immer vergessen.

Sie wohnten in der falschen Straße
Beide waren Schneider.
Das war aber die Straße der Bäcker.
Nicht der Schneider.

Ludzie nocy. Mama.

Ewa Maria Slaska

Reblog

Dzieci chcą, żeby rodzice byli tacy jak rodzice innych dzieci. Mnie się nie podobało, że Mama nie wysiaduje z innymi mamami na ławeczce za domem. Mój syn uważał, że mama sąsiada znacznie lepiej gotuje niż ja. Na pewno jest tak, że nawet gdy społeczny konwenans akurat wspiera oryginalną indywidualność, to i tak dzieci będą wymagały od rodziców, by byli oni indywidualni dokładnie tak samo jak rodzice kolegów i koleżanek.
“Wszyscy jesteście indywidualistami”, woła Brian z Życia Briana. “Wszyscy jesteśmy indywidualistami”, odkrzykuje tłum. I tylko jeden człowieczek odważa się podnieść palec, jak uczeń zgłaszający się do odpowiedzi, i zapiszczeć, że nie, on nie.
Wszystko odróżniało Mamę od innych matek. Była dziwna. Była artystką, ubierała się na czarno, miała brudne ręce, gotowała dziwne rzeczy albo nie gotowała wcale, przyjaźniła się z dziwnymi ludźmi, słuchała dziwnej muzyki, jakiej nikt nie słuchał. Spała do trzeciej po południu. Pracowała w nocy. To o niej ta piosenka, idzie niebo ciemną nocą, ma w fartuszku pełno gwiazd

Continue reading “Ludzie nocy. Mama.”

Aus der Polkopedia (1) – Hella Moja

Ewa Maria Slaska

Hella Moja (16. Januar 1892 in Königsberg; † 15. Januar 1937 in Berlin) war eine deutsche Schauspielerin, Filmproduzentin und Drehbuchautorin polnischer Abstammung.

Geheimnisse

Sie ist eine geheimnisvolle Persönlichkeit gewesen, von der, obwohl zeitlang sehr berühmt, nichts sicher ist. Sowohl ihr Geburtsort, -datum und -name als vor allem ihr Todesdatum varieren in verschiedenen Quellen.

Continue reading “Aus der Polkopedia (1) – Hella Moja”

Jak przegrywy stworzyły własną religię

Po przerwie wracam do reblogowania mich ulubionych wpisów

Szalis Erger

Jak?

Zacznijmy od czanów. Jest to rodzaj forów internetowych, w których dużą rolę odgrywają obrazki (publikowane jako kolejne posty), aczkolwiek dozwolone są też wiadomości z samym tekstem. Drugą i chyba najważniejszą cechą czanów jest anonimowość ich użytkowników. Żeby dodawać posty nie trzeba posiadać konta. Znaczna większość osób nawet nie podpisuje w żaden sposób swoich wpisów. Zamiast tego publikują je pod automatycznie dodawanym pseudonimem Anonymous (nie mylić ze znaną grupą hakerów w maskach, która posługuje się tą nazwą).

Taki pseudonim osobie z zewnątrz wyda się tabula rasa – nazwą, za którą może kryć się wszystko i której samej w sobie brak jeszcze wydźwięku. Dla użytkowników czanów sprawa ma się zgoła inaczej – anoni (spolszczenie “anons” – skrót od Anonymous) są społecznością z własną kulturą, hierarchią wartości, hermetycznym językiem i poczuciem humoru. Fakt, że są anonimowi wcale nie czyni ich wyblakłymi – właściwie przeciwnie, dzięki temu, że jeden jest nieodróżnialny od drugiego, są niczym rój, jeszcze bardziej skolektywizowani.

Każdy anonimowy, dodając swój post, staje się niejako tym wspólnym, współdzielonym anonem. Rojność nie oznacza jednak nijakości. Każdy z osobna, mając poczucie, że nie jest rozpoznawalny, może pozwolić sobie na więcej niż w prawdziwym życiu. Jest to więc rój wybuchowy, kąsający – rój pełen zwierzeń, które nie boją się osądu społecznego lub nawet chcą temu osądowi zagrać na nosie, sprowokować go z bezpiecznej pozycji (tak też się działo, ilekroć obrazoburcze treści z czanów przedostawały się do szerszej publiki).

Samo to nie jest jeszcze niezwykłe – wszyscy znamy zależność “kozak w necie, pizda w świecie”. Wiemy, że anonimowość nie zawsze sprzyja merytoryczności, że gorset społeczny tłumi naszą chęć wzajemnego pożarcia się w słowach. Przypadek anonów jest jednak bardziej szczególny. Wielu z nich jest również życiowymi nieudacznikami – są to zazwyczaj młodzi mężczyźni, odrzuceni przez grupy rówieśnicze, cierpiący na fobię społeczną, nierzadko też depresję. Sami określają się mianem przegrywów (to oni wymyślili to słowo, jak i inne, których użyłem i użyję).

Nawiasem mówiąc: ponieważ społeczności i subkultury internetowe są bardziej rozmyte, dynamiczne i bardziej się przenikają niż te w świecie analogowym, jeszcze trudniej powiedzieć o nich coś definitywnego. Mój opis jest w związku z tym tylko przybliżeniem. To, co dotąd napisałem, może się niektórym skojarzyć np. ze społecznością tzw. inceli (mężczyzn niezdolnych do znalezienia partnerki seksualnej), o których świadomość przedarła się jakiś czas temu do mediów głównego nurtu. Jednak nie wszystkie przegrywy są incelami, a niektóre, choć są, wyrzekają się tej łatki i całej ideologii, która się z nią wiąże.
 
Rzeczą, w której przegrywy wygrywają są memy. Anonimowe fora obrazkowe miały ogromny wkład w rozwój kultury memów. Wiele formatów, postaci czy zwrotów memowych swój początek miało w tych hermetycznych środowiskach. Z czasem zaczęły one docierać do coraz szerszego grona odbiorców. W tej chwili niektóre z nich są po prostu częścią wspólnej bazy pojęciowej, którą współdzielą ze sobą wszyscy młodzi ludzie i która jest dla nich tak oczywista, jak kiedyś oczywiste były nawiązania do Szekspira. Jednym z wielu przykładów wkładu czanów we współczesną kulturę jest tzw. Żaba Pepe (Pepe the Frog). Sympatyczny rysunek zantropomorfizowanej żaby (najczęściej samej jej głowy) pojawił się w tysiącach odmian. Pierwszy, oryginalny Pepe był wesoły, ale później powstały wersje smutne, zaskoczone, rozwścieczone, obrazoburcze, nazistowskie, rasistowskie, anarchistyczne, kapitalistyczne, buddyjskie, ortodoksyjne, dekadenckie, samobójcze, zamożne, napalone i wypalone. Żaba Pepe dla różnych osób znaczy różne rzeczy.

Przegrywom nie podoba się, że wytwory ich kultury zostały przejęte przez normików – tak nazywają ludzi zwykłych, przystosowanych do życia w społeczeństwie. Normictwo jest dla nich bezmyślnym bydłem, ogłupionym przez łatwość, z jaką przychodzi im życie w zgodzie z normami społecznymi. I chociaż z jednej strony chcieliby być normikami, z drugiej – gardzą nimi. Normicy nie doświadczyli “uszlachetniającego” cierpienia, które bierze się ze spierdolenia (stan bycia przegrywem). Ich uprzywilejowanie uniemożliwia im zrozumienie tego, z czym je się życie przegrywa. Konsumują więc kulturę przegrywów powierzchownie, nie wiedząc nawet, skąd pochodzi. Albo nawet gorzej – kradną ją i uzurpują sobie autorstwo (prawdopodobnie przypadek pisarza Malcolma XD, który przypisuje sobie autorstwo słynnego opowiadania o wędkarzu, dzięki czemu zyskał sporą popularność, wydał nawet bestseller). To nietypowy przypadek “apropriacji kulturowej” (przywłaszczania sobie elementów kultury mniejszości przez grupę dominującą) – zwykle mówi się o niej raczej w kontekście rasowym lub etnicznym, np. dredy noszone przez białe osoby. Tym razem zaś mowa o wykorzystaniu prac autorstwa mniejszości młodych, przeważnie białych mężczyzn.

Żaba Pepe stała się maskotką przegrywów. Podobnie jak Trump, gdy po raz pierwszy wystartował w wyborach prezydenckich. Niebojący się wygłaszania kontrowersyjnych opinii i celowo prowokujący – nie z chęci poszerzenia pola debaty, nawet nie z chęci wygrania, tylko z chęci rozjuszenia oponentów – spełniał tym samym definicję tzw. trolla. A że niemała część przegrywów to trolle, zobaczyli w nim swojaka.

Trumpowi pomogło jeszcze coś innego: cyferki w postach. Na czanach każdy z anonimowych postów posiada swój numer identyfikacyjny. Jeśli w numerze jakaś cyfra się powtarza (np. 15777), uznaje się to za znak od losu, który próbuje zwrócić uwagę na treść danego posta. Im więcej powtórzeń cyfry, tym większa waga wyróżnienia. W przypadku zaś gdy post zawiera przepowiednię, powtórzenia cyfr mają stanowić jej potwierdzenie. Działało to w szczególności na 4chanie (jedna ze stron), ponieważ częstotliwość publikowanych tam postów uniemożliwiała przewidzenie, jaki numer otrzyma nasz post.

Użytkownicy czanów mieli wrażenie, że los wyjątkowo upodobał sobie posty dotyczące Trumpa. Ilekroć pojawiał się wątek na jego temat, powtórzenia sypały się jak z rękawa. Najbardziej robiącym wrażenie “cudem” okazał się post z maksymalną liczbą powtórzeń – 77777777:


Kto wysyłał te znaki? Wkrótce okazało się coś, czego nikt się nie spodziewał: obudziło się prabóstwo.

Użytkownicy 4chana mają w swoim slangu słowo “kek”, które znaczy tyle co “lol” lub “haha”. Ktoś zwrócił uwagę, że w starożytnym Egipcie istniało prabóstwo o takim imieniu. Kek uosabia ciemność i chaos, przyjmuje zaś postać… żaby.

No dobrze, zbieg okoliczności jakich wiele. Ale na tym się nie skończyło. Ktoś inny odkrył, że w internecie figurki bóstwa Kek są od dawna dostępne do zakupienia. Cóż, nie brakuje przecież fanów starożytnego Egiptu – co więc w tym dziwnego? Uwagę zwróciły jednak hieroglify, które zostały umieszczone na figurkach:


Pierwszy hieroglif wygląda na siedzącego człowieka, drugi jest niczym komputer, trzeci zaś przypomina helisę. (R)ewolucja memowa?

Trump był pierwszym amerykańskim prezydentem, którego wizerunek tak bardzo wsparły memy.

Ale to nie koniec dziwnych przypadków. Kilku anonów natrafiło na intrygującą piosenkę z lat 80. “Shadilay” włoskiego zespołu… “P.E.P.E”! Tak wyglądała okładka albumu:

Żaba z różdżką.
Przepowiednia?

To wszystko zostało odkryte wiele lat po powstaniu zarówno memów z żabą Pepe, jak i zwrotu “kek”.

Można nie wierzyć w byty nadprzyrodzone, lecz przy takich zbiegach okoliczności trudno dziwić się niektórym przegrywom, że poczuli się oni wysłannikami prabóstwa chaosu.

Wierzące przegrywy wykorzystały więc swoją moc twórczą, swój talent w kreowaniu lotnych memów, pomagając Trumpowi w wygraniu wyborów. Korzystając z zapału, z jakim normicy podbierają ich wytwory, podsunęli im memy, na których Trump był po prostu cool. Zgodnie z regułą, przekaz przedostał się do internetowego mainstreamu. I ciemność wygrała.

I kto powiedział, że religie tracą na znaczeniu?

A na koniec – piosenka:

Źródła:

– internetowe wspomnienia
Kek (mythology) – Wikipedia
The Truth About Pepe The Frog And The Cult of Kek | The Phoenix Enigma
Memecraft, Memetics, & Meme Magick | The Phoenix Enigma
The Untold History of Pepe the Frog

Krystyny w czerwonych sukniach

Ewa Maria Slaska i Krystyna Koziewicz

Niedawno pojawł się to na blogu wpis o kobietach w czarnych sukniach. Spodobał się Wam. Było dużo miłych reakcji, a Christine Ziegler przysłała mi dwa moje zdjęcia w czerwonych sukniach (dziękuję, Krysia!).


I tak się złożyło, że właśnie wczoraj przygotowałyśmy obie, Krysia Koziewicz i ja, zaproszenie do Polskiej Kafejki Językowej o, tak, o Krystynach w czerwonych sukniach.

Na tych zdjęciach to ja, Ewa. Pierwsza fota została zrobiona przez Christine Ziegler, druga pochodzi z filmu “Legenda Zygmunta Blask”, reżyseria Jemek Jemowit, kamera – Krzysztof Honowski; trzecie zdjęcie zrobiła Krystyna Koziewicz 24 lutego, podczas wernisażu prac powarsztatowych projektu Polkopedia w Regenbogenfabrik.

Continue reading “Krystyny w czerwonych sukniach”

Podróż dookoła Ziemi w kilku scenkach (3)

Teresa Rudolf

W dużym, stołowym pokoju czekała już na Filomenę, pachnąca dobrą, gorącą kawą, porcelanowa filiżanka. Kobieta jak zwykle najpierw przyglądała się gołębiom, raz od strony ulicy, a raz od podwórza, zanim zapaliła papierosa i zasiadła do codziennej, już prawie rytualnie parzonej i pitej kawy.

Dzisiaj czuła się dobrze, wyspana, co ostatnio było nie byle rzadkością.

Poczuła nawet przypływ świeżej, dobrej energii, z którą w ogóle nie wiedziała, co począć, również jakąś dziwną tęsknotę, której nie mogła długo zidentifikować; czy była to tęsknota za konkretną osobą, czy wydarzeniem, a może jakimś miejscem?

Kiedy się tak zamyśliła, zamykając jak zwykle oczy, nagle jakby usłyszała znajome szczekanie, a gdzieś z zielonej łąki wyłonił się jej ukochany pies Czaruś, będący już od bardzo dawna za tęczowym, psim mostem. Prawie czuła pod palcami jego miękką sierść, słyszała żałosne skomlenie, podobne temu, kiedy  pod koniec życia zaczął już miewać najprzeróżniejsze psie dolegliwości. W sercu zaczęło ją ściskać, łzy jak małe groszki “sypały” się z oczu, zanim na dobre rozpłakała się nad utratą najlepszego przyjaciela, powiernika, towarzysza z bardzo wczesnego dzieciństwa. 

Czaruś teraz cieszył się całym sobą, jak zwykle wachlując w okół ogonem…

Jakże często później bywała zazdrosna o psa pani Klary, Kajtka.  Kajtek i Czarek pewnie gdzieś w zaświatach bawią się już razem – pomyślała z sentymentem i uśmiechem do samej siebie.

Czuła, jak ogromnie tęskni za tą zwierzęcą, bezinteresowną miłością i wiernością. Zrozumiała po śmierci Czarusia, że odejścia zwierząt nie da się nigdy porównać z odejściem człowieka: tu odchodzi najczystsza miłość, absolutna kwintesencja niewinności. Zwierzę nigdy, przenigdy nie uczyni świadomie, perfidnie, nikomu niczego złego, w odróżnieniu od człowieka.

Scenka 3):

Stacja:  Tak mi Ciebie brak

Kobieta będąca od wielu już dni w podróży, wyglądała przez otwarte okno przedziału, gdy pociąg zbliżał się coraz wolniej do kolejnej stacji.

Silne słońce raziło ją w oczy, mimo, że była to już jesień. Założyła więc okulary słoneczne (miała je zawsze przy sobie), by spokojnie przyglądać się dużej, jasnej stacji, do której dojeżdżał pociąg. Nazwa wypisana była dużymi podświetlonymi literami, peron ozdobiony białymi chryzantenami, których nie brakowało akurat w październiku. 

Ludzie wysiadający z pociągu wyglądali przeróżnie; jedni ubrani na czarno, jakby w żałobie, inni wyróżniali się tylko żałobnym wzrokiem, pełnym tęsknoty i oczekiwania, jakimś głodem w oczach, a inni z kolei ubrani w delikatne, pastelowe okrycia i raczej młodzi, szybciej podążali naprzód. 

Kobietę ogarniało wszechobejmujące wzruszenie, tęsknota dla niej niezrozumiała, czuła się bezsilna nie rozumiejąc co umknęło w jej życiu, czego jej brakowało… 

Wiedziała, że to ciągle nie jej stacja, by już wysiadać, uczucie to było ciągle za mało precyzyjne, by opuszczać już ten przedziwny  pociąg. 

Nie widziała ze zdziwieniem również, aby ktokolwiek wsiadał do niego, dziwne to – pomyślała – nikomu nie udało się żadne spotkanie, z tym kimś, tak oczekiwanym?

Fantom buszuje 
po sercu i mózgu, 
ucieka, przybiega, 
chowa bawiąc się, 

płacze chichocząc, 
rozpylając zapachy,
tak dzikiej tęsknoty…

Matka, dziecko, 
kochanka, ojciec, 
zmarły ktoś, żywy,
nie ma ich, nie ma,

a nie dają spocząć,
i wciąż trzeba czasu,
by przestać już czekać. 

Słychać głośny 
śpiew papugi Gigi, 
lamentujący smutno, 
jakby dziwnie operowy… 

Cierpliwa pasażerka zamknęła oczy i zobaczyła nagle ogród z tłumem ludzi, patrzących a to w niebo, a to w ziemię, z włosami rozwianymi od szalonego wiatru, gwiżdżącego w pustce bezmiernego rozczarowania.

Liane Berkowitz

Michael Meinicke

Das folgende Hörspielmanuskript hatte ich vielen deutschsprachigen Sendern angeboten (auch Schweiz und Österreich). Mehrere Absagen kamen mit dem Vermerk – das Thema sei nicht aktuell.
Ein Exemplar befindet sich zur Einsicht in der Gedenkstätte Deutscher Widerstand: Bendlerblock
.

Seepferdchen

Hörspiel in zehn Teilen zur Erinnerung an die Opfer der ROTEN KAPELLE.
Liane Berkowitz war die Jüngste. Sie wurde am 5. August 1943, in Berlin / Plötzensee mit dem Fallbeil ermordet.

Hörspielstimmen:

Liane Berkowitz als Kind / als junge Frau / Briefstimme
Lehrer
Mutter Berkowitz
Billy Wilder als junger Mann
Lehrer der Heilschen Privatschule
Frau Harnack
Zeitungsjunge
Herr Rittmeister
Friedrich Rehmer
Libertas Schulze-Boysen (Lips)
Eine Polizeistimme
Kommissar Strübing
Richter
Sprecher für den Roman (Sven Hedin)
Mitgefangene
Hebamme
Wärterin
Drei junge polnische Frauen
Briefstimme Professor Stieve
Kind Nora, ca. zehn Jahre alt
Vater

Das Fallbeil im Hinrichtungsschuppen Plötzensee war hinter einem schwarzen Vorhang verborgen. Dieser war mit Metallringen an einer eisernen Stange befestigt. Um das Entsetzen der Verurteilten zu erhöhen, wurde der Vorhang mit einem Ruck aufgerissen und der Blick auf das von einer nackten Glühlampe grell beleuchtete Mordinstrument schlagartig freigegeben. Das Rasseln der Ringe erfolgte bei Hochbetrieb alle drei Minuten.

Stimme: Im Namen des Führers und des deutschen Volkes! Scharfrichter, walten Sie ihres Amtes!

rasseln
Adam Kuckhoff
rasseln
Frida Wesolek
rasseln
Ursula Goetze
rasseln
Maria Terwiel
rasseln
Oda Schottmüller
rasseln
Rose Schlösinger
rasseln
Hilde Coppi
rasseln
Klara Schnabel
rasseln
Else Imme
rasseln
Eva-Maria Buch
rasseln
Annie Krauss
rasseln
Ingeborg Kummerow
rasseln
Cato Bontjes van Beek
rasseln
…Berkowitz

1.

Lehrer im Gewölbekeller der Schule mit Liane (Kind): Ja, Herr Lehrer?
Lehrer: Hier, nimm das und bring es in den Klassenraum.
Liane: Was ist das, Herr Lehrer?
Lehrer: In diesem Glaszylinder befindet sich ein in Spiritus präpariertes Seepferdchen. Paß auf, dass Du es nicht zu sehr schüttelst. Es schwimmt dort in der Stille schon seit über hundert Jahren.
Liane: Wo hat es denn gelebt?
Lehrer: In der Südsee. Von dort brachte es einst ein berühmter Forscher von einer Expedition mit.
Liane: Und warum?
Lehrer: Damit wir hier lernen, was es für fantastische Lebewesen auf der Welt gibt. Schließlich ist das Seepferdchen bis heute ein geheimnisvolles Märchentier. Vor dir haben es schon viele Kinder bewundert.
Liane: Oh, so klein und schön. Die Augen sehen noch wie lebendig aus.

2.

Kind rennt im Altberliner Mietshaus die Treppen hoch. Schließt die Wohnungstür auf. Klavierübungen sind zu hören.

Liane: Mutti! Mamotschka! Heut’ half ich dem Herrn Lehrer tragen. Ein Seepferdchen in Spiritus. Über hundert Jahre alt. Ein richtiges Märchentier.
Mutter: Liane, was soll das! Sag’ zuerst einmal Guten Tag!
Liane: Guten Tag!
Mann: Guten Tag!
Mutter: So. Das nächste mal gleich so. Platz’ hier nicht immer so wild herein, wenn ich Schüler habe. Wie oft soll ich Dir das noch sagen. Jetzt geh’ bitte noch bis Halb ’runter in den Park. Wir sind mit der Übungsstunde noch nicht fertig. Und…exercice! Un, deux, trois…

Park. Gedämpfter Straßenlärm. Aus dem Fenster im ersten Stock flottes Klavierspiel. Irgendein bekannter Titel vom Ende der zwanziger Jahre, dazwischen die Stimme der Mutter mit un, deux, trois.

Billy Wilder: Hallo! Kleine! Wie geht’s? Dufte Musik! Du bist doch bestimmt die Liane. Ich hör’ immer deine Mutter rufen.
Liane: Ja, ich bin Liane. Die Musik kommt von meiner Mutti. Sie gibt Gesangsunterricht und Klavierstunden. Und wie heißt Du?
Billy Wilder: Billy Wilder. Kannst mich Billy nennen. So alt bin ich ja nun auch noch nicht. Also da oben wohnst Du? Ja, von dort wird ja auch immer gerufen: Liane! Raufkommen! Und wenn ich dann gucke, sehe ich niemanden. Aber ich höre diese Musik und denke, wer spielt da so gut? Ich wohne dort drüben zur Untermiete (beginnt Silben zu singen und zu steppen) und … dabdadu… and… one, two, three…
Liane: Oh, Sie können aber wirklich gut tanzen. Geben Sie vielleicht Tanzstunden?
Billy Wilder: No. That’s my job. Das ist meine Arbeit. Ich bin Eintänzer. In einem Restaurant am Kudamm.
Liane: Das ist lustig. Tanzen als Arbeit.
Billy Wilder: Oho. Du bist ja schon ziemlich schlau. Aber ich habe noch eine richtige Arbeit. Ich drehe Filme. Jetzt zum Beispiel einen Film über Menschen am Sonntag. Vielleicht kannst Du mitspielen. Ich werde mal mit deiner Mutter reden.
Liane: Richtig im Kino? Ach ja, das würde mir Spaß machen. Aber meine Mutti wird dagegen sein. Ich soll was Sinnvolles lernen. Mein Vater wollte das so. Er ist aber schon gestorben.
Billy Wilder: Wie schade! Doch deine Mutter ist eine kluge Frau. Sie hat recht. Lerne gut in der Schule. Das ist wichtig. Zum Film kannst Du immer noch kommen. Aber ich laß mir vielleicht von deiner Mutter mal einige Stunden geben. Jetzt muß ich aber abtanzen. Mein Job beginnt. Good bye, kleine Liane… and one, two, three…

3.

Privatschule. Lärm im Klassenzimmer

Lehrer: Meine Damen und Herren! Ich bitte mir Ruhe aus! Mit sechzehn sind Sie keine Kinder mehr. In der kommenden Stunde hätten Sie Englische Literatur. Der Unterricht wird wegen der Hitze ins Freie verlegt. Sie werden, bitte gesittet, wie es sich gehört, mit Frau Harnack in den Tiergarten gehen. (Freudiger Lärm) Ruhe! Ruhe, habe ich gesagt. Nehmen Sie ihre Sachen und verlassen Sie geordnet den Klassenraum.

Tiergarten (Park in Berlin mit Denkmälern) gedämpfter Stadtlärm

Harnack: Ich bitte Sie, etwas näher zu kommen und einen Halbkreis zu bilden. Dann muß ich nicht so schreien. Danke! Sie wissen, wie die Säule dort im Kreisverkehr genannt wird?
Durcheinander: Siegessäule! Siegessäule!
Harnack: Das ist klar. Aber woher stammt der Name? Vergangene Woche hatten wir darüber gesprochen. Also…ja, bitte, Fräulein Berkowitz.
Liane: Die Trommeln als Sockel symbolisieren Kriege. 1864 gegen Dänemark. 1866 gegen Österreich und 1870/71 gegen Frankreich. Ich weiß nicht…war es letztes Jahr? Da wurde umgebaut und die Viktoria oben nach Westen gedreht. Vielleicht greift der Führer Frankreich an. Hab’ ich jedenfalls so gehört.
Harnack: Fräulein Berkowitz, Sie erwähnen recht offen gefährliche Dinge. Vielleicht sollte mit Ihnen darüber gesprochen werden. Melden Sie sich mal nachher bei mir. Wir sehen nun die Denkmäler für mächtige Kriegsherren. Nicht auszudenken, wieviel Unglück sie über die Menschen brachten. Dort drüben Generalfeldmarschall von Moltke. Auf der Seite Kriegsminister von Roon und…kommen Sie bitte weiter, der so geliebte Kanzler von Bismarck…

Stimme entfernt sich, wird leiser, Fußgetrappel

4.

Stadtlärm

Zeitungsjunge: Berlin am Abend! Berlin am Abend! Kesselschlacht bei Charkow! Letzte und entscheidende Offensive gegen die Bolschewisten! 240 000 Gefangene!

Bei schönem Wetter voll besetzte Caféhäuser auf dem Kudamm! Neue Erfolgsmelodie von Zarah Leander!

Klingeln an der Wohnungstür, Schritte, Tür wird geöffnet

Rittmeister: Ja? Bitte?
Rehmer (genannt Remus): Entschuldigung, ich wollte zu Dr. Rittmeister. Ich heiße Fritz Rehmer.
Rittmeister: Ach ja! Kommen Sie herein, junger Mann. Oder muß ich Sie mit Dienstgrad anreden. Na, ich weiß Bescheid. Sie unterrichten mit meiner Frau zusammen am Heilschen Privatgymnasium. …beide sind inzwischen im Zimmer angekommen. Mehrere Personen sind anwesend…
Liebe Freunde! Hier bringe ich einen jungen Mann, der sicherlich genaueres über die Lage an der Front berichten kann. Er selbst ist erst kürzlich von dort als Verwundeter gekommen. Und draußen im Lazarett in Buch treffen ständig Verletzte aus den vordersten Linien ein. Also, das ist Fritz Rehmer und es trifft sich gut, daß gerade heute Libertas Schulze-Boysen gekommen ist. Sie will aber lieber unter uns Lips genannt werden. Hier am Fenster, das ist meine liebe Frau und daneben unsere Liane. Sie kennen Fräulein Berkowitz wohl aus der Schule.
Liane (schüchtern): Hallo, Remus.
Remus (räuspert sich): Guten Abend, Liane.
Rittmeister: Lips arbeitet mit Filmmaterial, das direkt aus den Kampfgebieten kommt. Ab und zu gelingt es ihr, Fotos mitzubringen, die bestimmt keine Zeitung abdrucken würde. Hier, sehen Sie sich das mal an. Das ist von einem Film abfotografiert. Also nichts Gestelltes.
Remus: Mein Gott! Wie schrecklich! Die werden gerade erschossen.
Rittmeister: Ja. Im Film sieht das so aus: Die Mutter wird mit ihrer kleinen Tochter, tja, wie alt wird sie sein…
Liane: Höchstens fünf, sechs Jahre.
Rittmeister: Das kann stimmen. Also, sie werden an die Wand gestellt. Sehen Sie. Und im Film rennt das Kind nochmals aus dem Bild und kommt mit seiner Puppe zurück. Und…hier…das kleine Mädchen stellt die Puppe neben sich an die Wand.
Remus: Das letzte Foto. Sie liegen übereinander. Die Puppe steht noch. Das tut deutschen Soldaten leid, so ein schönes Stück zu beschädigen. Ich kann ähnlich Grauenhaftes berichten. Was kann nur dagegen getan werden?
Lips: Ich habe Textmaterial von Freunden bekommen. Wir beraten gerade, ob wir das so als Flugblatt verteilen können. Fritz sollte sich das durchsehen. Liane, vielleicht liest Du mal einige Stellen vor.
Liane (mit kraftvoller Stimme): Gern. Was hier geschrieben ist, gibt doch Hoffnung. Zum Beispiel…
ein Endsieg des nationalsozialistischen Deutschland ist nicht mehr möglich.
Also dazu haben wir dann aktuelle und wahre Frontberichte gesetzt. Oder hier:
Hitler geht unter, ebenso wie Napoleon untergegangen ist. Wer die Zukunft des Volkes weiterhin mit den Geschicken Hitlers gleichsetzt, begeht ein Verbrechen!
Für mich ganz wichtig ist dieser Satz: Was kann der Einzelne tun, um seinen Willen zur Geltung zu bringen?
Rittmeister: Ich denke, das ist für alle im Augenblick das Entscheidende. Was können wir tun? Dieses Flugblatt zu lesen und sich in privatem Kreis darüber zum Gedankenaustausch zu treffen ist der erste Schritt. Jeder von uns weiß auch um die Gefahr dabei. In Deutschland herrscht Kriegsrecht. Dazu die faschistische Diktatur. Doch wir haben uns bereits entschieden. Wir handeln gegen das Regime, gegen die Schande.
Remus: Ich werde Flugblätter im Lazarett verteilen. Trotz der bitteren Zeiten ist das auch für mich heute ein besonderer Tag. Ich habe endlich die Freunde gefunden, nach denen ich lange suchte. Ich muss jetzt los. Komme ich zu spät ins Lazarett, gibt es unnötigen Ärger. Dank euch allen. Auf Wiedersehen, Liane (das Letztere in besonderem Tonfall).
Liane: Warte, Fritz. Ich komme mit zur S-Bahn. Entschuldigt, dass ich schon gehe. Aber meine Mutter ist unterwegs und ich muss um Acht den Gesangsschüler einlassen. Bis nächste Woche also. Tschüss.

5.

An einem See. Lagerfeuer prasselt. Küssen.

Remus: Lana, was ist das eigentlich für ein Muster? Hier oben, auf deinem Badeanzug?
Liane (kichernd): Lass das, Remi, das ist eine gestickte Kette von Seepferdchen. Die leben in der Südsee. Früher hatte ich sowas mal in der Schule gesehen. In Spiritus.
Remus: Ich wusste doch, meine Lana ist die Schlaueste. Was Du alles weißt. Aber hast du auch schon mal davon gehört, dass Seepferdchen als Zaubermittel gelten?
Liane: Zaubermittel? Nein. Was zaubern denn Seepferdchen?
Remus: Sie steigern die Potenz… grrr… komm, süßes Kind, geschwind. Her mit den Seepferdchen.
Liane: Remi, mein Lieber, Guter, sei mein, ich bin dein… ich liebe Dich so… (Musik)
Weißt Du, ich bin ganz sicher. Eines Tages werden wir es immer so schön haben. Was in Deutschland geschieht, kann nicht ewig dauern.
Remus: Der Krieg muß ein Ende haben. Wie können nur Menschen auf Menschen schießen. Jeder hat doch nur ein Leben.
Liane: Es ist gut, daß Du nächstes Wochenende mitmachst. Wenn wir Flugblätter gegen Krieg und Lüge kleben, ist das nicht viel. Aber einige Leute werden beginnen, nachzudenken. Und daraus wird mehr.
Remus: Ich hoffe das auch. Wir dürfen uns nicht erwischen lassen. Ich möchte nicht, dass mein liebes Mädchen aufs Polizeirevier muss. Du bist mein ganzes Glück.
Liane: Remi, wir haben doch alles genau abgesprochen. Niemand wird erwischt werden. Und unsere Liebe wird uns schützen. Wir tun doch etwas Gutes. Da kann einfach nichts geschehen. Hast Du im Kopf, was wir geschrieben haben?
Remus: Ja. Zum Schluss heißt es genau richtig:
Hitlers Sieg – Ewiger Krieg! Volkes Sieg – Beendet den Krieg!
Komm, Lana, lass uns ins Zelt kriechen. Das Feuer brennt runter. Kriegst Du nicht hier am Rücken schon eine Gänsehaut?

6.

Schläge an die Wohnungstür

Polizei: Aufmachen! Polizei!
Mutter: Ja. Ja. Moment, meine Herren. Es ist doch noch zu nachtschlafender Zeit. Guten Morgen, Sie wünschen?
Polizei: Weg da! Aus dem Weg! Ist Ihre Tochter zu Hause?
Mutter: Ja. Aber sie schläft noch. Seien Sie bitte nicht so laut. Sie braucht den Schlaf. Ein Kind ist unterwegs.
Polizei: So. Schwanger. Na, da holen Sie mal das saubere Fräulein aus der Falle. Sie soll sich anziehen und mitkommen. Aber dalli! Ah, da ist sie ja. Fräulein Liane Berkowitz?
Liane: Ja?
Polizei: Sie sind verhaftet. Sie kommen mit zum Polizeipräsidium am Alexanderplatz. Machen sie sich fertig. Beeilung, wenn ich bitten darf.

Büro des Vernehmers Kommissar Strübing

Strübing: Fräulein Berkowitz, wir sind ja in letzter Zeit ganz gut vorangekommen. Ich denke, Ihre Mitarbeit wird vor Gericht entsprechend gewürdigt werden. Bisher ist also von Ihnen zugegeben, dass Sie Flugblätter gegen die Ausstellung DAS SOWJET-PARADIES auf dem Kudamm geklebt haben. Gemeinsam mit den beiden, hier bekannten Personen. Wobei dann nicht wie geplant Einhundert, sondern nur die Hälfte angebracht wurden. Den Rest haben Sie aus Angst vor Entdeckung in einen Gully gestopft. Ist das so richtig?
Liane: Ja.
Strübing: Und war der Text derselbe, den ich Ihnen jetzt vorlese –
Ständige Ausstellung Naziparadies. Krieg, Hunger, Lüge, Gestapo wie lange noch?
Liane: Ja. So stand es auf den Zetteln.
Strübing: Na, seh’n Sie. So kommen wir doch voran. Für heute soll das genügen.

Leicht veränderte Auszüge aus Originalbriefen von Liane an die Mutter

Meine liebe gute Mamotschka!
Danke für die Schlüpfer und das Frottéhandtuch. Das Püree war noch warm. Das erste, warme Essen nach langer Zeit. Grüße Remus. Er soll mit den Ärzten kämpfen und sein kaputt geschossenes Bein nicht amputieren lassen. Wenn das nicht heilen sollte, ist in einigen Jahren immer noch Zeit dafür. Liebe einzige Mamotschka, es tut mir so leid, dir diesen Kummer zu bereiten. Ich weine sehr viel. Doch wir müssen beide gesund und stark bleiben für das Kindchen. Es wird so Mitte April geboren werden. Erzähle nichts von diesem Brief. Eine Wärterin schmuggelt ihn für mich. Möge Gott mit uns sein und gnädig. Deine Lana
Ps.: Danke für das Buch von Berger ’Mit Sven Hedin durch Asien’.

Liane träumt sich in der Zelle in die Welt Asiens – passende Musik

Buchtext-Sprecher: Jetzt waren wir auf dem Höhepunkt des Sommers. Unsere Karawane erreicht das Kloster SCHANDE-MIAO. Einer der Kameltreiber hatte versucht, zwei unserer besten Kamele zu stehlen. Doch die Mongolen hatten ihn eingeholt. „Nun gut, hier sind die beiden Kamele wohlbehalten zurück. Ich darf dann wohl gehen.“ „Da irrst Du dich. Du weißt genau, dass auf diesen Diebstahl der Tod steht. Aber wir lassen das unseren Herrn Sven Hedin, entscheiden. Los! Auf!“ Der Kerl wurde gefesselt und mitgeführt.

Brief Lianes

Liebste Mamotschka!
Nachdem mir die Zehen erfroren sind, bin ich nun in eine wärmere Zelle gekommen. Ich mache mir große Sorgen, ob das Kindchen davon einen Schaden genommen hat. Aber jetzt geht es etwas besser. Ich darf mich nicht aufregen, um das Kleine heil zur Welt zu bringen. Und Du mach dir bitte auch nicht solche Sorge. Du wirst noch sehr von uns gebraucht. Meine goldige Mama, verzeih mir alle Frechheiten. Ich bete hier zu Gott und vertraue auf seine Barmherzigkeit. Versuche, mir einen Priester zu schicken. Vielleicht wird es genehmigt. Um meine Sache steht es schlimm. Der Führer hat ein neues Gesetz erlassen. Es gilt rückwirkend. Kannst Du dich noch an die Zeilen von Turgenjew erinnern: „Glückliche Jahre, fröhliche Tage. Wie Frühjahrsgewässer sind sie vorübergerauscht.“ Mamotschka, bete für mich. Ich habe solche Angst…

7.

Gerichtsverhandlung, Verlesung des Urteils

Richter: Angeklagte Liane Berkowitz, erheben Sie sich. Die Angeklagte hat sich in schwerster Weise gegen die deutsche Volksgemeinschaft vergangen. Bei der Infamie ihres Handelns ist jegliche Milde unangebracht. Das bezieht sich ebenso auf eventuelle Sentimentalitäten hinsichtlich des jugendlichen Alters. Schlimmer noch als das Alter von 18 zur Tatzeit ist, dass es sich hier um eine weibliche Jugendliche handelt. In Gemeinschaft mit einer verbrecherischen Klicke hat sie sich einer ungeheuerlichen Staatsbedrohung schuldig gemacht. Dieses Vorgehen zeigt, dass die Angeklagte abgrundtief bis ins Mark verdorben ist. Somit ist nur das Höchsturteil möglich. Im Namen des Führers des Deutschen Reiches, Adolf Hitler, wird die Angeklagte zum Tode und zum dauernden Verlust der bürgerlichen Ehrenrechte verurteilt.

Brief Lianes

Meine Mamotschka!
Ich kann Dir nicht sagen, was ich bei der Verhandlung erlebt habe. Es könnte sein, daß Remus und ich uns nie wieder auf der Welt sehen werden. Ich versprach ihm, dass wir ein Kind als Zeugen unseres Lebens und unserer Liebe haben werden. Mama, ich quäle mich deinetwegen und darum müssen wir uns noch einmal sehen. Noch glaube und hoffe ich…

In der Zelle. Die Melodie der WARSZAWIANKA wird gepfiffen.

Liane: Wer pfeift da?
Mitgefangene: Das ist Erika von Brockdorff. Ihr Urteil lautete auf Zuchthaus. Ist gestern umgewandelt worden. Jetzt trägt sie wie Du die braune Armbinde mit den Buchstaben TK für Todeskandidat.
Liane: Schrecklich! Sie pfeift oft Lieder durchs Gitter. An den anderen Abenden höre ich das auch.
Mitgefangene: Ja, Sie macht allen Mut. Als ich neulich auf meine Verhandlung wartete, sprachen die anderen von ihrer Tapferkeit. Roeder, der Ankläger, brüllte: Ihnen wird das Lachen noch vergehen! Erika antwortete: Nicht, solange ich noch meinen Kopf auf den Schultern habe.
Liane: Ach, wenn ich doch auch solche Kraft hätte.
Mitgefangene: Du hast diese Kraft. Du hast sie für Zwei. Wann kommt denn dein Baby?
Liane: In zwei Monaten etwa. Und das in dieser furchtbaren Umgebung.
Mitgefangene: Komm, leg’ die Hände auf den Bauch. Atme tief und ruhig. Gib dem neuen Leben von deiner großen Kraft, deinem Mut ab. Es ist das, was von Dir und deinem Remus bleiben wird.
Liane: ich möchte leben. Mutter sein. Soll ich dieses Gefühl nie erfahren? Einem kleinen Menschen Geborgenheit geben. Es wäre so wunderbar. Ob mein Gnadengesuch Erfolg haben wird? Ich bin unendlich müde.

Brief Lianes

Liebe Mamotschka!
Meine Mitgefangenen, die das gleiche Urteil erhalten haben, kümmern sich sehr um mich. Ich verstehe nicht, weshalb sie so ruhig sind. Während der Gerichtsverhandlung hatte ich furchtbare Magenkrämpfe und Nasenbluten. Ich musste mich übergeben. Einmal wäre ich fast ohnmächtig geworden. Auf dem Gang fasste mir ein Kommissar unters Kinn. Er sagte, ich müsse stark sein und mit Remus sei nichts mehr zu machen. Das alles nennt sich hier human. Ich flehe Gott an. Ich werde auf dieser Welt noch gebraucht von Dir und meinem Kind. Deine Lana

8.

Geburtsvorgang

Hebamme: Atmen! Pressen! Atmen! Pressen! Ja, sehr schön. Gleich haben wir es. So, jetzt kannst Du zu deiner Mami. Wollen Sie ihr Kind nehmen?
Liane: Ja. Was ist es denn?
Hebamme: Ein gesundes Mädchen. Hat kleine Löckchen wie die Mama.
Liane: Meine kleine Irene, meine Irka. Wie süß die rosa Fingerchen sind. Oh, da ist ja schon ein kleines Lächeln.
Hebamme: Probieren sie mal, ob das Kleine trinkt. Das muss immer gleich geschehen. So, nehmen Sie das Kind hier in den Arm. Etwas anwinkeln. Nach oben. Na bitte, so ein Hunger.
Liane: Wie süß sie nuckelt. Trink dich ordentlich satt, meine Irka. Du sollst doch groß und stark werden. Leben sollst Du. Wenigstens Du.

Brief Lianes

Geliebte Mama!
Du musst zur Kartenstelle gehen und Dir einen Schein ausstellen lassen, um für das Kind etwas zum Anziehen zu besorgen. Du machst dann ein Paket, schreibst ’Kinderwäsche’ drauf und gibst es hier ab. Bitte mit folgendem Inhalt: Weißes Garn (falls mal was kaputt geht). Das Federbettchen. Ein Stück Seife fürs Kind. Sechs Hemdchen und Jäckchen, Größe drei. Drei Windeln und ein Wickeltuch. Und auch ein Fläschchen. Die Mütter verlieren an diesem Ort nach drei Wochen die Milch. Viele Küsse von deiner Lana

Die Zellentür wird aufgeschlossen.

Wärterin: Komm Se!
Liane: Das Baby…?
Wärterin: Das schläft. Handtuch mitnehmen. Es geht zum duschen. Los!
Dusche. Lachen drei junger Polinnen. Der Text sollte mit polnischen Worten, bzw. Ausrufen durchsetzt sein.

1. Polin: Komm her. Hier ist der Strahl besonders warm. Chodź tu do nas.
2. Polin: Du hast doch vor kurzem das kleine Mädchen bekommen. Nicht wahr? Masz dzidzię, prawda?
Liane: Ja. Woher wisst ihr das?
3. Polin (lacht): Das spricht sich ‚rum. Wie heißt denn die Kleine?
Liane: Irene. Ich sag’ aber Irka. Ich glaube, sie versteht mich schon.
2. Polin: Kein Wunder bei so einer lieben Mutti. Willst Du meine Haarwäsche? Hier. Bierz, jest dobrze.
Liane: Danke. Ihr seid alle Drei aus Polen?
1. Polin: Ja. Arbeitseinsatz ohne Brot. Nun hier.
2. Polin: Was wir sagen wollen, sagen wir nicht.
1. Polin: Vielleicht überleben wir. Dann sprechen wir. Spotkamy się po wojnie, to pogadamy.
Liane: Wenn es so kommt, erzählt auch von mir und meiner Irka. Meine Mutter wohnt am Victoria-Luise-Platz.
3. Polin: Kennen wir. Wir haben einmal den Park gesäubert. Wann war das?
1. Polin: Letzten September. Ist lange her.
Liane: Eine Ewigkeit. Da wurde ich verhaftet.
Wärterin – klopft gegen die Tür: Ruhe da drin! Fertig werden!
2. Polin: Einer Kameradin ist das Kind schon geholt worden. Von ihr haben wir noch Babysachen. Söckchen, zwei Hemdchen. Willst Du sie? Dostaniesz.
Liane: Was für eine Frage? Hier habe ich doch nur, was reingelassen wird. Wenn ihr das nicht braucht – gerne. Danke! Vielleicht kann ich es irgendwie gut machen.
1. Polin: Denk an uns. Bete für uns wie wir für dich. Lebewohl! Do widzenia.
Liane: Lebt wohl. Ihr Lieben.
Wärterin: Raus! Dalli, dalli! Abmarsch!

Brief Lianes

Mamotschka!
Danke für alles, was Du für mich getan hast. Es gibt keine Hoffnung mehr. Bitte schicke kein weiteres Essen. Sie lassen es nicht mehr durch. Ich weiß, dass Du auch nichts hast. Weshalb sollen Fremde davon satt werden. Noch ist das Kind mein. Wenn ich mir vorstelle, Irka wegzugeben, zerreißt es mir das Herz. Aber sie muss leben. Hier geht das nicht. Hole Irka in den nächsten Tagen ab. Bitte nur dann, wenn die Kartenstelle geöffnet hat, da Du ja gleich Lebensmittelkarten brauchst. Kümmere dich schon vorher um einen guten Kinderarzt. Und laß Irka gleich in der Kirche am Fehrbelliner Platz taufen. Ich habe mich in Gottes Hände begeben. Man hat mir die kleine Ikone weggenommen. Ich bin furchtbar unglücklich. Deine Lana

Wärterin: Freistunde!

Zellentüren. Wachsende Schrittgeräusche. Rundgang auf dem Hof. Kies knirscht.

Wärterin: Immer im Kreis bleiben! Aufschließen dahinten!

Verschiedenes Flüstern: Tak tak… Wie lange noch… ist schon weg… guck, mein Spatz… gestern Besuch gehabt… so ein schöner Sommertag… durchhalten… hier, ein Stück Bleistift… richtiges Badewetter… Dobrze… Urteil wurde vollstreckt…bleib stark… nicht aufgeben… ein Apfel, nimm… Bierz…

Wärterin: Liane Berkowitz!
Liane: Ja.
Wärterin: Raustreten! Fertig machen zum Transport!

9.

Amtsbrief / schneidende Stimme des Professor Stieve

Kaiser-Wilhelm-Institut, pathologische Abteilung der medizinischen Fakultät. Leiter Herr Professor Stieve an die zuständige Kammer des Reichskriegsgerichtes

Meine Herren!
Ich protestiere gegen die Verschiebung der Urteilsfällung in die Nachtstunden. Ich bitte zu bedenken, dass der Transport der ausgewählten Objekte auch einen gewissen Zeitraum in Anspruch nimmt. Wie sollen dann meine Herren Studenten, die sich bereits zu Konsultationen am späten Abend bequemt haben, noch ordnungsgemäß sezieren können? Das ist ein Affront gegen die Wissenschaft, gegen die Forschung, gegen das Studium. Der Zeitraum für die Hinrichtungen muss so verlegt werden, dass die Leichen begutachtet werden können, bevor die letzte Straßenbahn fährt. Das Institut ist soweit draußen gelegen, dass ein Heimweg zu Fuß meinen Studenten nicht zuzumuten ist. Mit deutschem Gruß Heil Hitler!

Abschiedsbrief Lianes

Teure, geliebte Mamotschka!
Es ist aus. Heute, wenn es dunkel geworden sein wird, lebt deine Lanka nicht mehr. Bleibe gesund und lebe für meine Irka. Erzieh sie zu einem klugen, tüchtigen Menschen. Hebe meine Haarlocke, Briefe und Foto von Remus und die anderen Kleinigkeiten für sie auf. Du wirst den letzten Wunsch deines sterbenden Kindes erfüllen. Ich knutsche meine Irka und ihre süßen Händchen und Füßchen. Ich umarme dich zum letzten Mal. Jetzt wende ich meine Gedanken und Sinne Gott zu und bereite mich vor, zu IHM zu gehen. Ich empfange deinen Segen. Deine ruhige, unglückliche Lanka

Liane spricht das Vaterunser auf Russisch

Öffnen der Zellentüren. Kommandos „In einer Reihe antreten“, usw. Schlurfen der Holzpantinen. – Anwachsender Lärm. Flugzeuge über Berlin. Sirenen. Bomben.

rasseln
Eva-Maria Buch
rasseln
Annie Krauss
rasseln
Ingeborg Kummerow
rasseln
Cato Bontjes van Beek
rasseln
Liane Berkowitz

10.

Heutige Zeit / Radiomusik

Vater: Nora! Nora, mach doch bitte mal das Radio etwas leiser.
Nora: Papa?
Vater: Ja. Was ist denn? Ich will das hier in Ruhe zu Ende schreiben.
Nora: Papa, guck mal, was ich hier gefunden habe.
Vater: Wo hast Du denn das wieder rausgewühlt.
Nora: Das war hinten auf dem Hängeboden. In deinem alten Reisekoffer. Ich wollte eigentlich die Bastelsachen raussuchen. Ist das ein Tier?
Vater (nachdenklich, zögernd): Ja, das ist ein Seepferdchen. Über hundert Jahre alt.
Nora: Und woher hast Du das?
Vater: Tja, eine lange Geschichte. Du weißt doch, dass ich früher als Lehrer gearbeitet habe. Das war an der alten Scharmützelsee-Schule. Da wollte ich auch mal Bastelsachen aus dem Keller holen…
Nora: …und da hast Du das Seepferdchen gefunden. Was macht denn so ein kleines Tier?
Vater: Nun, es schwimmt senkrecht im blauen Wasser einer Südseelagune. Das sieht lustig aus. Leider wird es gejagt. Viele Leute denken, es hilft, wenn es zu Pulver zerrieben als Medizin geschluckt wird. So ist es schon fast ausgestorben.
Nora: Kann da nicht was gegen getan werden?
Vater: Vielleicht. Wir suchen nachher mal im Internet. Da gibt es bestimmt Hinweise. Aber dieses Seepferdchen hat eine eigene Geschichte. Es ist die Erinnerung an ein Kind wie Du. Es starb schon als ganz junge Frau.
Nora: Oh, wie traurig. Erzählst Du mir von dem Mädchen?
Vater: Also, nicht weit von dieser Schule, am Victoria-Luise-Platz, lebte dieses Kind. Die Eltern waren aus Russland vor dem Krieg geflohen. Der Vater war Dirigent und starb dann leider. Die Mutter war eine echte Dame. Sie gab Klavierunterricht. Das Mädchen ging gern zur Schule, wo es oft dem Lehrer half, Sachen aus dem Keller zu holen. Da war es glücklich. Es gab soviel Interessantes zu sehen. Ausgestopfte Tiere standen in den Regalen. Ein Fuchs, eine Eule und andere Tiere. Und eben auch das Seepferdchen. Liane hieß das Mädchen und im Nachbarhaus wohnte damals ein junger Mann, der später in Amerika ein berühmter Filmregisseur wurde. Billy Wilder brachte ihr die ersten Tanzschritte bei. Komm her… guck, so… and one, two, three… so ging ihr Tanz ins Leben…