Frauenblick. Lea Ypi

Monika Wrzosek-Müller

Nachdenken über ein Buch: Lea Ypi, Frei. Erwachsenwerden am Ende der Geschichte.

Vielleicht ist es an der Zeit, einen neuen Blick auf die Umbrüche, Revolutionen, gewaltfreien, stillen Revolutionen, „Wenden“ um und nach 1989 zu werfen. In Polen hatten diese Umwälzungen eigentlich schon früher stattgefunden und die sperrigen, oft bruchhaften Biografien verliefen vielleicht doch etwas milder als die, die Lea Ypi in ihrem Buch nachzeichnet. Sich wirklich ernsthaft damit beschäftigen, worum es den Menschen in den später so genannten post-sozialistischen Ländern in Ost-, Süd- und Mitteleuropa in dieser Zeit ging! Das würde allerdings bedeuten, sich den einzelnen Biographien zuzuwenden und wirklich genauer hinschauen, was die Menschen da bewegt hat, jenseits großer Schlagworte: Freiheit, Demokratie; worum sie wirklich gekämpft haben.

Continue reading “Frauenblick. Lea Ypi”

Überall Don Quijote

Ewa Maria Slaska

Rattenbarataria (drei Bücher und eine Skulptur)

Firmin wächst im Keller einer Bostoner Buchhandlung auf und liest sich Buch für Buch durch die Weltliteratur. Er entdeckt, wie spannend das Leben der Menschen ist und macht sich auf, ihre Freundschaft zu suchen. Sam Savage erzählt in diesem gefeierten Kultbuch die traurig-charmante Geschichte eines verkannten Außenseiters.

“Hin und wieder stelle ich mir vor, dass während der ersten Augenblicke in meinem Kampf ums Dasein, begleitet von einem Triumphmarsch, Moby Dick zu Konfetti zerfetzt wurde. Das würde meine angeborene Abenteuerlust erklären. An Tagen, an denen ich mich wie ein echter Außenseiter und Freak fühle, suche ich die Schuld bei Don Quijote. Hören Sie sich das mal an: »Schließlich versenkte er sich so tief in seine Ritterromane, dass ihm die Nächte vom Zwielicht bis zum Zwielicht und die Tage von der Dämmerung bis zur Dämmerung über dem Lesen hingingen; und so, vom wenigen Schlafen und vom vielen Lesen, trocknete ihm das Hirn so aus, dass er zuletzt den Verstand verlor. Zuletzt, da er mit seinem Verstand völlig zu Ende gegangen, verfiel er auf den seltsamsten Gedanken, auf den jemals in der Welt ein Narr verfallen; nämlich es deuchte ihm angemessen und notwendig, sowohl zur Mehrung seiner Ehre als auch zum Dienste des Gemeinwesens, sich zum fahrenden Ritter zu machen.« So steht er vor uns, der Ritter von der traurigen Gestalt: töricht, eigensinnig, ein Narr, naiv bis zur Blindheit, idealistisch bis zur Groteske – und wer soll das sein, wenn nicht ich? Ich war schon immer, und das ist die Wahrheit, ein Spinner. Allerdings greife ich keine Windmühlen an. Ich mache etwas noch Verrückteres: Ich träume vom Kampf gegen Windmühlen, ich sehne mich nach der Attacke auf Windmühlen, und manchmal bilde ich mir ein, ich hätte gegen Windmühlen losgeschlagen. Und was ist am Ende daran so anders? Ein hoffnungsloser Fall ist ein hoffnungsloser Fall. Doch will ich darauf jetzt nicht herumreiten. Das kommt später.” (S. 17)

Continue reading “Überall Don Quijote”

Samotny myśliwy 6

Katarzyna Krenz

KK-Gotland1x

Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

6. In statu usucapiendi

Stary Poeta rozejrzał się wokół.

Pierwsza myśl przeraziła go nie na żarty:
będzie musiał zacząć wszystko od początku.
Przywołać ptaki. Narysować mapy. Wytyczyć
cardo et decumanus, co już samo w sobie
było zadaniem ponad siły. A wiedział, że
tym razem Bóg, który kiedyś był osią i
ziarnem wszystkiego, już mu nie pomoże.

Albowiem bogowie żyją w nas i
wraz z nami odchodzą.

Zapragnął ukryć się, zapomnieć
o swoim nowym miejscu na ziemi
pośrodku pustego świata.

Uciec, gdyby tylko mógł uciec!

Nagi i drżący, wyruszył w głąb wyspy.
Na wydmach zebrał suche trawy,
z których splótł skrzydła. Znalazł
w dziewiczym lesie gałęzie na szałas
i kilka garści mchu na posłanie. Po wielu
nieudanych próbach skrzesał ogień – dym
sypnął iskrami przeszłości i przypomnienia.

Czyż nie tak było na początku i nie tak
miało pozostać do końca?

Zapłakał z rozpaczy. To prawda,
skrzydła szumiały natchnieniem,
szałas dawał schronienie, a ogień –
ciepło i nadzieję. Lecz przecież on,
pozbawiony świadectwa źródeł pisanych,
mógł się pomylić: pamięć bywa ulotna,
a on był samotny, porzucony

na wyspie milczenia. Ocalony.

22/23 listopada 2010

Wordle…

Lech Milewski


Ponad dwa lata temu ta rozrywka pod polską nazwą Haseła była sygnalizowana na tym blogu –
KLIK.
Haseła – polskojęzyczna wersja tej gry musiała niestety zostać wycofana, gdyż New York Times,
który ma prawa autorskie do gry (wersja angielska), zgłosił pretensje.
Mam nadzieję, że sprawa zostanie poruszona w Parlamencie Europejskim.
Ja zacząłem grać na łamach New York Times na początku 2023 roku.
Po kilku przypadkowych grach zastanowiłem się nad metodą.


Inspiracją było dla mnie opowiadanie Edgara Allana Poe – Złoty żuk – w którym poszukiwacze
skarbu muszą odcyfrować zaszyfrowany dokument. Wpadają na pomysł, żeby oprzeć się na
statystyce częstotliwości występowania liter w angielskich słowach.
Znalazłem informację, że w czołówce liter używanych w języku angielskim są E, T, A, I, N, O, S.
Zdecydowałem, że na początek będę wstawiał słowo P-R-I-C-E.
New York Times poradził, że lepszym słowem byłoby S-T-A-L-E, ale angielskie słowo stale
pachniało mi jakoś nieświeżo, wolałem poznać cenę (price).

Continue reading “Wordle…”

Szkice do przewodnika po Biblii Cygańskiej (7)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Armando Favazza w książce Religia i psychologia pisze, że Chrystus chwyta za serce, ale gniecie umysł.

Co nie gra w tej historii? Powiedzmy sobie szczerze, to słynne zawołanie “Boże mój Boże czemuś mnie opuścił” bardziej pasuje do Antychrysta, który opuścił Boga i jeszcze mu zarzuca, że to On go opuścił. A przecież Bóg nikogo nie opuszcza, a tym bardziej syna. Co Chrystus chciał nam powiedzieć tym wezwaniem?

Następna sprawa. Czemu tak cierpiał wchodząc na Golgotę, a potem na krzyżu cierpiał tak krótko? Ktoś kto się poświęca dla innych, powinien być bardziej hardy, okazywać swoją wyższość moralną, a nie wzbudzać litość, tym bardziej, że sam to sprowokował.

Są to bardzo trudne pytania. Szukając odpowiedzi, jestem zmuszony sięgnąć po środki specjalne. Mam na myśli eksperyment z żabami.

Kiedyś na spotkaniu towarzyskim poproszono mnie bym coś opowiedział. Wymyśliłem historię pt. “Jak ugotować żaby w stawie?”

Wystarczy wlać do stawu trochę gorącej wody. Żabom zrobi się ciepło i podejmą środki zaradcze. Małe wentylatorki. Oczywiście potrzebny będzie prąd, elektrownie, paliwo. Skutek? Temperatura w stawie wzrośnie i trzeba będzie podjąć bardziej radykalne środki zaradcze. W końcu żaby same się ugotują.

Jak skończyłem, Asia spytała – po co gotować żaby w stawie? Wszyscy jej tłumaczyli, o co mi chodzi, a ona uparcie pytała – po co gotować żaby w stawie?

Mnie jednak interesowało pytanie: co zrobić, żeby żaby się nie ugotowały?

Oczywiście odpowiedź znalazłem w Biblii Cygańskiej.

Dlaczego utopie się nie udają?

Ewa Maria Slaska

Obrazek od Binga

Bing podsunął mi ostatnio taki obrazek.


I takie wyjaśnienie:

W 1968 roku urodzona we Francji jogini Mirra Alfassa, która była w Indiach czczona jako guru (Matka), założyła duchową społeczność, która miała być miejscem, gdzie ludzie wszystkich grup etnicznych, religii i narodowości mogliby żyć razem w pokoju. Miasto Auroville zostało zaplanowane jako utopia dla 50 000 osób, ale dziś mieszka tam tylko około 2800 osób. Jednak zgodnie z planami założycielki, pochodzą one z ponad 50 krajów. Miasto ma 8 km² powierzchni i jest zaplanowane jako koło. W centrum, czyli tzw. „Strefie Pokoju”, stoi Matrimandir, ogromna metalowa kula w kolorze złota. Wewnątrz kuli panuje cisza. Spiralna rampa prowadzi do wewnętrznej komory wykonanej z białego marmuru. To chłodne (klimatyzowane) wnętrze ma pomóc ludziom odnaleźć swoją świadomość. Wymagana jest jednak rezerwacja – przynajmniej dla turystów.

Continue reading “Dlaczego utopie się nie udają?”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (6). Jarosław.

Roman Brodowski (Brom)

Od kilku już odcinków piszę o Rusi Kijowskiej pod rządami książąt skandynawskich, nie mogę więc nie wspomnieć o ostatnim z Rurykowiczów, który tworzył potęgę tego wielkiego księstwa, o księciu Jarosławie, zwanym Mądrym. Droga jego do przejęcia po Włodzimierzu władzy nad Kijowem nie była łatwa – tak się już w tradycji Rurykowiczów utrwaliło. Przypomnijmy, że Włodzimierz pozostawił po sobie 12 synów. Pierwszym spadkobiercą został jego najstarszy syn, Światopełk, który w sposób skrytobójczy lub w wyniku najazdów po kolei mordował swoich przyrodnich braci. Pierwszymi ofiarami Światopełka byli synowie Anny Porfirogenetki, Borys i Gleb, a następnie Światosław. Jarosław, wiedząc, że jest kolejnym obiektem zbrodni na liście brata, uciekł z odziedziczonego po ojcu Nowogrodu i znalazł schronienie w Skandynawii. Powrócił z Waregami, opanował Nowogród, a następnie zdobył Kijów, zmuszając Światopełka do ucieczki z kraju i szukaniu schronienia u teścia, Bolesława Chrobrego.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (6). Jarosław.”

Nadzieja w Twoim losie

Teresa Rudolf

Wielkie sito

Słychać brzęk metalowy
wpadania rzeczy różnych,
w wielkie jak Ziemia sito…

Otwory w nim o losie
świata znów zadecydują;
co przeleci, a co pozostanie, 

co ważne, co mniej ważne
dla świata; ludzi, zwierząt,
przyrody, polityki, nas, nas…

Welkość otworów różna,
a los pokaże co dzisiaj
w nicość będzie wpadać…

Ooo, kruk się dziś wybronił!

Wygląd nadziei

– Powiedz, jak wygląda
nadzieja?- zapytała,
– nadzieja, wygląda?-
Zamknęłam oczy…

– To mocna dłoń,
wyciągnięta do Ciebie, 
widzisz ją? Musisz też
i swoją rękę wyciągnąć…

to światło na końcu tunelu,
płomyk w puszce Pandory,
to koniczynka ileś-listna
(inne już przecież zajęte),

to nowonarodzony kwiat, 
jego zapach, kolor, piękno,
mruczenie kota, ogon psa
zachwyconego wszystkim,

to przeproszenie czyjeś
za zrobioną ci krzywdę,
możliwość wybaczenia,
lekkość duszy, też serca…

Jak wygląda nadzieja?

To ta dłoń, wskazująca
wszystko obok Ciebie,
daj się jej  prowadzić 
znów w  samo życie.

Łzy i rysunki

EMS: W ciągu pierwszych nocy sierpniowych spodziewać się można gwiazd spadających, wychodzących z gwiazdozbioru Perseid. Widzieliście? Nie? To popróbujcie dziś w nocy. Jak będziecie mieli szczęście, to możecie zobaczyć kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt spadających gwiazd na raz. Czasem prawdziwy deszcz. Lud w różnych krajach nazywa ten wspaniały rój “łzami świętego Wawrzyńca”, bo spadają najliczniej w okolicy jego imienin, czyli rocznicy śmierci. Umarł 10 sierpnia w roku 258 naszej ery, nie tyle “za wiarę”, ile dlatego że był jednym z siedmiu diakonów kościoła chrześcijańskiego w Rzymie i odmówił cesarzowi Walerianowi wydania majątku kościelnego. Został za to aresztowany i umęczony – spalono go żywcem na wielkim ruszcie. Był czczony niemal od razu od swej śmierci, a jego kult bardzo się rozwinął w Europie po zwycięstwie cesarza Ottona I nad Węgrami właśnie w dniu św. Wawrzyńca 955 roku. Wawrzyniec jako diakon rzymski był odpowiedzialny również za wspomaganie bieodoty miejskiej i na tę pamiątkę w wielu krajach piecze się tego dnia i rozdaje biednym tzw. “chleb św. Wawrzyńca”. Z kolei “ziele św. Wawrzyńca” to kwitnąca teraz obficie złocista nawłoć. Złote łzy umęczonego świętego.

Moja kuzynka Maria poszła do bazyliki św. Wawrzyńca we Florencji właśnie 10 sierpnia. To oczywiście przypadek, ale jako adminka bardzo lubię takie przypadki.

Continue reading “Łzy i rysunki”

Samotny myśliwy 5

Katarzyna Krenz

Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

5. Tempus fugit

Zegarek stanął. Z rozbitym szkłem i
strzaskanym werkiem zatrzymał się na chwili,
gdy nastąpił koniec starego świata, a nowy –
ukazał się nagi i cichy. Pusty. Bez pamięci.

Świat przepowiedni, z którego Stary Poeta
został tak nagle wyrwany, mimo wszystko
był miejscem szczęśliwym, ponieważ
przepowiednia o jego końcu
była jeszcze tylko tym, czym była –
przepowiednią. Zapowiedzią. Mieczem
nad głowami milionów takich jak on
Ślepych Wędrowców. Słowem groźnym, lecz
tylko słowem. Mane. Tekel. Fares. Policzone,
zważone, rozdzielone. Jeszcze nie.

Rzeczy tamtego świata, niespełnione i takie
niepewne, wciąż trwały na swoim tragicznym
miejscu: wstrząsane drgawkami śmiertelnej choroby,
miały jednak korzeń, były na swoim miejscu.
A choć wszyscy błądzili, w tłumie było im raźniej.
Nikt nie pytał – po prostu szli. Spętani, krok za
krokiem posuwali się ku przyszłości,
ku zagładzie, niosąc ciężar nieszczęśliwych
przypadków, grzechów i pomyłek, powiewając
sztandarem pokuty i mądrości pokoleń.
Mimo wszystko wciąż była to mądrość.

W szalonym tańcu wewnętrznie sprzecznych
minut (krótkich a długich jak wieczność,
traconych bez sensu a bezpowrotnie), nie tylko
konie i drzewa umierały, stojąc. I dopóki
ostatnie drzewo nie padło i nie umarł
ostatni koń – żadna minuta nie była ostatnia.
I zawsze ktoś powstał i rzekł: chodźmy!
Jeszcze mamy czas. Dopóki nie stanął zegarek.