Serce w nowiu (2)

Agnieszka Wesołowska

Nieobecność

Podobno to nie może być o tobie
podobno to musi być o mnie
dlatego nie było mnie w czasie
kiedy wyruszyłam na powrót

XXXXXXXXXXłatać dziury w drodze
XXXXXXXXXXsznurować kaniony
XXXXXXXXXXpodkuwać wysokie piętra losu

niech się toczy stacza
niech widzi że się o niego troszczę
żeby mógł być sobą
trafem fortunnym chybionym
w moich objęciach

więc jest o mnie choć wolałabym
żebyśmy zastygli tu razem
z nadzieją że jednak
można liczyć na oś czasu
na lustrzane komory niewidzenia się
z czasem

obiecałam być wtedy o sobie
żeby nie stać się żadnym z wcieleń
naszej wspólnej nieobecności

zawsze możesz mi przerwać
wejść do domu domagać się
odruchów wewnętrznego głosu
łamiącego się grosza
pieśni oczekiwania

Fale Dunaju

Autobiograficzne fantazje Bo Widerberga
o życiu w trójkącie
dotykają mnie osobiście

XXXXXXXXXXnajbardziej w święto dziękczynienia
XXXXXXXXXXgdy należy trzymać się za ręce
XXXXXXXXXXw czasie niepogody złych wiadomości
XXXXXXXXXXrzezi w kurniku

Na fali strogonow prokofiew
już nie wiem
co mam w którym przewodzie
w czym pokładać
się pod ostrze nadziei

Zapewne chciałbyś zrozumieć
jak zapomina się gorycz
podarowaną w dobrej wierze

w najlepszych intencjach
sznaps mszalny news
szum fal dunaju

mam swoje światło
ledowe bogu dzięki
wiekuiste

czy w bezruchu latarni
ta iskra może nas jeszcze
zawieść

* * *

Piernik z chatki Baby Jagi
lśni jak słowo dane człowiekowi
przez noc

owoc gęstego leśnego żywota
jest jadalny i piękny

ma właściwości o których
nic jeszcze nie wiemy
ale stare kobiety szukają go
po każdym powrocie z pola

mógłby to być prawdziwy
morał tej baśni
też tam byliśmy

choć potem ty musiałeś iść
tak jak byś kończył trasę
na północy Alaski

a jednak wyszliśmy razem
każde w swoją stronę ale razem
i teraz razem idziemy
w inne strony świata

patrzymy z góry drwimy z niej
bo przecież nie jesteśmy już sami
od tamtej pory

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (2)

Viator

Kamyk jest stworzeniem doskonałym…

Marmur karraryjski… Związek frazeologiczny brzmiący Viatorowi w uszach od jakichś czterech dekad. Słowa, które dźwięczą potężnie, jak… Nie! Nie jak spiż, tylko właśnie jak marmur. Słowa dostojne, uroczyste. A swój patos zawdzięczają nie wyłącznie skojarzeniu z największymi dziełami Pisano, Michała Anioła czy Berniniego, ale też nagromadzeniu głoski „r”, onomatopei, która dobitnie odzwierciedla ową twardość i potęgę wapiennej skały.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (2)”

Petycja w sprawie willi Johannesa Quistorpa

PETYCJA

Szczecin

Prosimy o utworzenie w willi położonej przy alei Wojska Polskiego 92, wybudowanej przez Johannesa Quistorpa i należącej do jego rodziny przez ponad 50 lat, instytucji kultury lub filii instytucji kultury.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Willa_Quistorp%C3%B3w_w_Szczecinie

Uważamy, że wnętrza willi powinny zostać przeznaczone na upamiętnienie rodziny Quistorpów i udostępnione do zwiedzania. Idee oddania tego obiektu do użyteczności publicznej popierają nie tylko mieszkańcy Polski, ale i Niemiec, w tym potomkowie rodu Quistorpów. Niejedna z tych osób posiada przedmioty, które jest skłonna oddać na poczet stworzenia ekspozycji poświęconej dorobkowi Quistorpów.

Continue reading “Petycja w sprawie willi Johannesa Quistorpa”

Frauenblick auf die Diven

Monika Wrzosek-Müller

Die neunzigjährigen Kinostars feiern ihren Geburtstag: Sofia Loren und Brigitte Bardot

Die beiden großen Diven des Films, des europäischen Films, werden im September 2024 neunzig.
Sofia Loren, eigentlich Sofia, Costanza, Brigida Villani Scicolone feierte gerade am Freitag und Brigitte, Anne Marie Bardot am 28. September. Beide haben unsere Zeit durch ihre unvergesslichen Filmrolle geprägt, könnten aber nicht verschiedener sein.

Continue reading “Frauenblick auf die Diven”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (12). Od setnika do przywódcy powstania.

Roman Brodowski (Brom)

Kim był, skąd pochodził Bohdan Chmielnicki? Co było przyczyną, że ten sługa Rzeczypospolitej rozpoczął przeciwko niej krwawe powstaniem które ogarnęło cała Kozaczczyznę?

Szczerze powiedziawszy, w opracowaniach historycznych znajdziemy więcej przypuszczeń niż faktów. W literaturze popularno-naukowej możemy przeczytać o nim tyle sprzecznych informacji, że prawdę z trudem przychodzi nam wyłuskiwać.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (12). Od setnika do przywódcy powstania.”

Arno Breker

Ela Kargol

Arno Breker (1900 – 1991)

Arno Breker, artysta, któremu się upiekło. Wyszedł z procesów denazyfikacyjnych bez szwanku z nalepką Mitläufer (współpodążający). Przed nim byli „główni winni” (Hauptschuldige), obciążeni (Belastete), obciążeni w mniejszym stopniu (Minderbelastete), a po nim tylko uwolnieni od zarzutów (Entlastete). Breker, ulubiony rzeźbiarz Hitlera, podobno jednak kogoś ostrzegł, kogoś uratował i dlatego dostał czwartą kategorię w procesie zwanym denazyfikacją.
Procesy denazyfikacyjne nie odbywały sie zgodnie z prawem i pierwotnym zamiarem.
Denazyfikacja przyniosła ograniczone rezultaty. Jej niekonsekwentne przeprowadzenie utrudniło ściganie zbrodniarzy nazistowskich i umożliwiło wielu byłym nazistom obejmowanie stanowisk w życiu publicznym Niemiec. W związku z brakiem kadr na podstawie artykułu 131 ustawy zasadniczej RFN 10 kwietnia 1951 Bundestag zdecydował niemal jednogłośnie (dwa głosy wstrzymujące się) o dopuszczeniu wszystkich osób, których nie zakwalifikowano do 1 lub 2 kategorii winnych do służby urzędniczej w Republice Federalnej Niemiec. Dopuszczone w ten sposób do służby osoby określano jako 131.

Continue reading “Arno Breker”

Wiersze o wszystkim po trosze

Teresa Rudolf

Młodość Jeremiego, kiedyś…

O miłości, 
o szczęściu
o dobrym losie,
nie mów do mnie,

dajmy życiu szansę;
by uczyło dobrego losu, 
lub umiejętnie oszukiwać,
by nie wiedzieć, kto winny,

kto głupi, kto zarozumiały, 
kto pusty, kto oszukany
potrafi też już kłamać
mówiąc o Szczęściu,

Tęsknocie…
Miłości… 
Dobrym
Życiu…

Niezwykła, szalona miłość Lata

Zakochało się 
Lato bez pamięci
w uciekającej boso 
przepięknej Wiośnie.

Spalała ta miłość szalona 
kolorowe serce z kwiatów,
a swoją tęsknotą nadzieję
zieloną zamieniła w popiół.

Na powrót tejże Wiosny,
czekało to tęskniące Lato,
I Ogień w Wodę zamienilo,
łzami słonymi zatapiając…

…Ziemię płaczącą 
z nim… 

Serce w nowiu (1)

Agnieszka Wesołowska

Idę z nowymi wierszami. Przerwę miałam bardzo długą, a tym samym doświadczenie niepisania (lub może nieutrwalania tego, co dzieje się na pograniczu światów wewnętrznych i zewnętrznych).
Chyba są to wiersze trochę inne. Pisałam je w niezwykłym dla mnie roku, w niezwykłym również stanie ducha.
Część tych tekstów powstała w Warszawie, a mój pobyt w stolicy możliwy był dzięki kilku osobom. Trochę postanowiłam poszukać sprzyjających okoliczności i zmiany. A trochę – mam wrażenie – los zaczął rozdawać karty, których użył kiedyś w innej konfiguracji.
Nic nie dzieje się zupełnie samo, choć może czasem tak to trochę wygląda. Ani to przypadek, ani przeznaczenie. Trzeba się niekiedy ruszyć i porozglądać się za czymś ważnym. A do ludzi zawsze miałam szczęście 🙂

PS od Adminki: O wierszach Agnieszki Wesołowskiej pisałam TU.

Serduszko blond

I.

Szmaragdowe światło
XXXXXXXXXXwrześniowej rozkoszy.
Rozprasza się lato.
XXXXXXXXXXPo cichu mnie prosisz

by się nieskończoność
XXXXXXXXXXwplątała we włosy.
I żeby ochrzczono
XXXXXXXXXXsłodkie krople rosy.

XXXXXXXXXX REF: Serduszko blond
XXXXXXXXXX uderza w ton
XXXXXXXXXXw szmer tarantuli.
XXXXXXXXXXLecz czarny welon
XXXXXXXXXXto byłby błąd…
XXXXXXXXXXLapis lazuli

II.

Starzeje się słońce
XXXXXXXXXXprzez miłość niewielką,
bezbarwne miesiące
XXXXXXXXXXoddają mu piękno.

Ziemia wiedzie siebie
XXXXXXXXXXsamą na gościniec,
najcichszym strumieniem
XXXXXXXXXXmówi że nie minie.

XXXXXXXXXXREF: Serduszko blond
XXXXXXXXXX

III.

Jeszcze to co lubisz
XXXXXXXXXXparuje znad blatu,
tak jakby się Jowisz
XXXXXXXXXXchciał objawić światu.
Nieulotna chwila
XXXXXXXXXXbierze nas w obronę,
niebo się przechyla
XXXXXXXXXXznowu w naszą stronę

Piosnka

Wiatr przewraca się, potyka,
XXXXXXXXXXnie dowieje,
póki nie nauczymy się
XXXXXXXXXXstepu ziemi.

Staccato, którym stąpamy
XXXXXXXXXXjest chwiejne,
gdy szukamy kroku do słońc
XXXXXXXXXXnaszych cieni.

Przywiało nas tu świstanie
XXXXXXXXXXtego ognia,
co to leciał razem z wiatrem.
XXXXXXXXXXTrochę ostygł.

A stare dobre kawałki
XXXXXXXXXXjak przeciągi.
Tango czy disco latino
XXXXXXXXXXsą jak mosty.

Wielka miłość spakowana,
XXXXXXXXXXjuż w pudełku.
Jak bezsensy, bo pojąć ich
XXXXXXXXXXnie umiemy.

Te cukierki znalezione
XXXXXXXXXXgdzieś na rynku…
Płakać przecież nie wypada
XXXXXXXXXXza nimi.

Piosenka o nadziei

Mgła znów zatyka nam uszy
byśmy niknęli bardziej
niż w gęstej i słonej ciszy
wybrzeże tonie co dzień

Mówiłam ci że nie umiem
patrzeć na zimny zachód
gdy port odpływa w całunie
orzechowego piachu

Rozstanie znów nie wychodzi
przez żadne drzwi do nieba
zachód będzie już zawsze
w miejscu takim jak trzeba

Doprawdy akurat teraz
musiała zrodzić się tu
ta pierwsza ludzka mewa
co skrzeczy nasz duszny ból

Zawsze będę cię wołać
każdym przesmykiem w gardle
wiesz jak się chodzi dokoła
kiedy iść prosto jest źle

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)

Viator


Forza Italia!

Już od wczesnej młodości, od kiedy tylko zaczął czytać o dalekich krainach i śnić o podróżach do nich, pragnął gorąco Viator odwiedzić słoneczną Italię. Długo plany te pozostały marzeniami: najpierw nie było można, bo komuna. Potem nie było za co, bo studia i wchodzenie w życie rodzinne tudzież zawodowe. Jeszcze później nie było czasu, bo tak się jakoś to życie rodzinne i zawodowe rozwijało. Gdy zaś już było można, było za co, a i czas się znalazł, priorytet otrzymała nie słoneczna Italia, ale słodka Francja. Dopiero po kilku latach intensywnej eksploracji kraju Gallów i po po nasyceniu się tymże zgłębianiem, przyszedł czas na kolejne, jak to mówią, destynacje. I oto na przełomie sierpnia i września, w drugim swego życia półwieczu, ruszył Viator ku Półwyspowi Apenińskiemu.


Gwoli ścisłości: to nie pierwsze spotkanie. Wędrowiec odwiedził już Włochy trzy lata temu. Tyle, że nie była to wówczas wizyta z prawdziwego zdarzenia, ale raczej naskórkowy kontakt w okamgnieniu. Muśnięcie zaledwie. Tylko jeden dzień (no, bądźmy precyzyjni – półtorej doby), en passant doliną Padu: z austriackiego Innsbrucka do francuskiego Briançon. Choć, trzeba to przyznać, nawet to okamgnienie zaostrzyło apetyt i zachęciło do sięgnięcia po więcej: Werona, Mantua, Cremona, Pawia oraz maleńkie piemonckie Pinerolo. Kolejna wizyta stała się tylko kwestią czasu.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)”