Bliźnięta c.d., czyli Niedouczona Sztuczna Inteligencja

Lech Milewski (i troszkę ja, adminka)

Proszę może najpierw przeczytać poprzednie doniesienie o kontaktach z Bliźniętami: TU

Moje kontakty z Bliźniętami trwają.

Przepraszam, że przyczepiłem się do jednego tematu, ale uważam, że istotny.

Poprzednio podałem informację o aplikacji Gemini, która nie potrafiła znaleźć informacji łatwo dostępnej w internecie.
Podałem jej odpowiedni link – KLIK.
Dzisiaj powtórzyłem pytanie: co wiesz o Joice Nankivell-Loch?
Gemini tym razem odpowiedzieli, korciło mnie żeby ich spytać od kogo się dowiedzieli, ale nie jestem uszczypliwy.

Zrobiłem więc mały krok dalej…
Spróbowałem ich spytać o Joice Nankivell-Loch jeszcze raz.
Tym razem wiedzieli – a więc uczą się.
– Jakie polskie odznaczenia otrzymała Joice?, zapytałem.
– Order Polonia Restituta wręczany przez prezydenta Polski.

Continue reading “Bliźnięta c.d., czyli Niedouczona Sztuczna Inteligencja”

Frauenblick im Regen

Monika Wrzosek-Müller

Der Traum und die Wirklichkeit

Das allem sichere Kriterium zur Unterscheidung des Traumes und der Wirklichkeit ist … das ganz empirische des Erwachens, durch welches der Kausalzusammenhang zwischen den geträumten Begebenheiten des wachen Lebens fühlbar abgebrochen wird.
Arthur Schopenhauer

In der Nacht von Montag auf Dienstag letzter Woche kam der Traum, oder besser der Albtraum: eine riesige Tsunamiwelle raste, dunkel, meterhoch auf mich zu. Ich wusste, dass es keinen Ausweg, keine Rettung gibt; der Weg zu dem Kloster oben war durch einen Stau blockiert, zu weit entfernt, auch war die Welle schon zu nah, doch diese Gedanken hatte ich noch im Kopf. Ich wusste, gleich ist die Welle über mir, gleich werde ich unter den Wassermassen verschwinden, werde nicht mehr existieren. Alles rundherum wird schwer, unheimlich, schwer, unüberwindbar… doch ich spürte eigentlich eher Entspannung… In dem Moment wachte ich auf, draußen regnete es stark; ich war verschwitzt, erschrocken und orientierungslos. Im Zimmer war es ziemlich dunkel, immer wenn ich die Augen wieder zu schließen versuchte, kam der Traum, die Welle, mit einer Wucht und Stärke zurück, vor der ich Angst bekam. Also machte ich das Licht an, setzte mich im Bett auf und trank ein Schluck Wasser. Draußen dämmerte es, der Regen fiel gleichmäßig, aber doch nicht allzu stark. Gut, dachte ich, die Natur hat´s nötig, obwohl es eigentlich in der letzten Zeit immer wieder geregnet hat. Den ganzen Dienstag regnete es gleichmäßig, so dass man kaum rauskam. Wir packten unsere Sachen, räumten alles in den Urzustand zurück, putzten die Küche, das Bad und wollten doch noch einmal unsere Bar in Orbetello besuchen, auch den letzten Müll wegbringen. Wir warteten auf eine kleine Regenpause, die kam aber nicht…

Continue reading “Frauenblick im Regen”

Wiersze dziadka Wiktora (2)

Wiktor Ostrowski

Poznańczyki

Tam, gdzie twarda praca, trudy,
Gdzie wyprane wszystkie brudy,
Tam, gdzie słowo ważkie, twarde,
Gdzie są dusze mocne, harde,

Przyjaźń – to na śmierć i życie,
Gdzie nikt nie uderzy skrycie,
Łgarstwo prawdy nie zasłania,
Honor zmusza do wytrwania,

Życia mocne są podstawy,
Gdzie wre praca, nie zabawy,
Gdzie Piasta ziemia prastara,
Gdzie najsroższy dopust, kara

Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka
Tam, gdzie wizja, choć daleka
Wolności błyszczy w zaraniu
Tam – tylko w naszym Poznaniu.

1944

Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof

***

Pieśni adwentowe

Czarna noc – otchłań bezdenna
W krąg bluźnierstwa i przekleństwa,
Płacz i rozpacz nadaremna,
Przemoc gwałtu i szaleństwa.

Hańba, wstyd i poniżenie,
Szyderstwo, urągowisko,
Ale blisko wyzwolenie
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Tryumf zła i nienawiści
Krew i zemsta, przepaść grzechu
Każda zbrodnia, co się ziści
Wzbudza wybuch złego śmiechu.

Nie ma dobrych, cichych ludzi,
Świat się stacza w przepaść nisko,
Lecz zapowiedź już się budzi
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Patrzą moce złe struchlałe,
Wściekłość, złość, fałsz i obłuda,
Strachem lica pobielałe,
Pieśń się tworzy – tworzą cuda.

Świt – przejasne w blasku zorze
Dla złych straszne widowisko,
I pieśń wznosi się w pokorze:
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

1944

***

Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej

O Matko Boska, słynąca cudami
W skromnym kościele małego Swarzewa,
Ciebie błagamy, opiekuj się nami
Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.

Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę
Rybak się zmaga z wielkimi falami,
Ciebie, o Pani błaga o przyczynę
I Ciebie prosi: o módl się za nami.

Królowo więźniów i Królowo morza,
O Twoją Pani, prosimy obronę,
Broń nas od złego prosimy w pokorze
W kraju, którego Ty nosisz koronę.

Od niebezpieczeństw i duszy i ciała
Ty nas obronisz, Królowo Niebieska,
Byśmy do domów powrócili cało
Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.

1944

Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933.
Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck.
Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.

***

Raduje się każdy…

Raduje się każdy, kto z daleka zoczy
Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy.
Roześmiana buzia, niebieska sukienka,
Na rączce numerek – biedna ty panienka.

Smutno nam w obozie, miła panieneczko.
Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko.
Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę.
Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.

Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko,
Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.

Refren:

Oj da, oj da dana,
Dziewczyno kochana,
Daj mi twe serduszko,
Daj, ach daj!

1944

Msza w obozie Stutthof

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (6)

Viator

Tyroliada

Pierwszy dzień wyprawy, jak to już zostało nadmienione, zakończył się wizytą i noclegiem w czarownym, barokowym Innsbrucku: podobnie jak podczas pierwszej włoskiej podróży, tej sprzed trzech lat. I znów, jak poprzednio, przejazd przez przełęcz Brenner oraz osady Gossenisaß i Sterzing. Tu podobieństwo się kończy. Wówczas Pielgrzym, bez zatrzymywania się w tej trzeciej miejscowości, pognał do Brixen i Bozen. Tym razem przystanął w Sterzing, aby, korzystając z gościnności oraz zasobów baru Pardeller, pokrzepić się przed dalszą drogą. Małżonka Viatora zamówiła sobie apfelstrudel, a on sam spożył piękny, dorodny precel. Po czym, przez Quellenhof, podążyli ku Meranowi i dalej – aż hen hen! – do Como.

Momencik. Miała być Italia. I jest: poczynając od Brenner, bo tam przebiega granica. Tylko, jak wiadomo, po włoskiej stronie rozciąga się jeszcze dość daleko Südtirol, czyli Tyrol Południowy. O tym, jak ten region w wyniku I Wojny Światowej przypadł Włochom, dlaczego w wyniku kolejnej wojny nie powrócił, nawet na czas tryumfów III Rzeszy, do Austrii, o tym, czy jego mieszkańcy pogodzili się z owymi faktami i czy marzy im się „powrót do macierzy” – o tym wszystkim Viator opowiadał nie będzie. Raz, że wielu Czytelników doskonale zna tę materię. Dwa, że dla zainteresowanych istnieją znacznie lepsze, a przy tym łatwo dostępne, opracowania na ten temat. Trzy: po co brnąć w śliskie tematy, potrącać kwestie rewizjonizmu czy zagłębiać się w czyichś snach o secesji? Jesteśmy wszak w cywilizowanym i praworządnym kraju, a Südtirol cieszy się szeroką autonomią. Znacznie przyjemniej kontemplować majestat gór, które nie mają narodowości.


Chodzi po prostu o to, że w Południowym Tyrolu Viator w ogóle nie czuje się tak, jakby był we Włoszech. Nieco dalej na południe, w rejonie Trydentu, gdzie pierwiastek romański miesza się z germańskim, jak najbardziej. Ale nie tutaj. Tutaj nawet w ogóle (lub prawie w ogóle) nigdzie nie ma włoskich napisów. Wszyscy mówią wyłącznie po niemiecku. Architektura dokładnie taka sama, jak w Tyrolu austriackim, w okolicach Innsbrucka, czy choćby w Alpach bawarskich: barokowe kościoły i kapliczki oraz klasyczne chaty tyrolskie, obficie zdobione kwieciem doniczkowym.


Wszystko to jest piękne, ale zupełnie odmienne od tego, czego Viator doświadczy podczas kolejnych dni. Jedynym włoskim akcentem było latte macchiato, którym Wędrowiec popijał w Strezing precla.

Oto, jak być w Italii i jednocześnie w niej nie być, drogi Hamlecie!

Solidarität – Protest – Revolution: Literatur & Solidarität

Diskussion, Lesung, Zeitzeugengespräch, 35 Jahre Mauerfall

Lesung mit Ewa Maria Slaska und Utz Rachowski

Montag, 28.10.2024, 18:30 – 21:00

Im Gespräch mit Doris Liebermann tauschen sich die Schriftstellerin Ewa Maria Slaska und der Schriftsteller Utz Rachowski über ihr Leben, das Schreiben im Exil und die Literatur als Zufluchtsort aus.

Continue reading “Solidarität – Protest – Revolution: Literatur & Solidarität”

Bliżni-a-czka

Lech Milewski (Pharlap)

 Gemini – znaczy Bliźnięta

Wczoraj Google powiadomiło mnie, że może mnie obsługiwać jeszcze lepiej – Gemini – KLIK.

Jestem otwarty na ciekawe propozycje, więc spróbowałem.
Pierwsza rzecz, która mnie intrygowała, to ile tych Bliźniąt i jakiej są płci.
Myślałem, że rozpoznam to po głosie, ale wykręciły się – ja zadawałem pytania mówiąc po angielsku, Gemini odpowiadały na piśmie.
Nie chciałem pytać wprost, bo mógłbym sobie wyrobić opinię seksisty.
Nie mam takich oporów na blogu bo… przecież mnie znacie 🙂

Przeszedłem więc do rzeczy…
– Kto wygrał tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury?
– Han Kang, Południowa Korea.
– Ile kobiet wygrało nagrodę Nobla w dziedzinie literatury?
– 18, w ostatnich latach wygrywają częściej niż mężczyźni.

Zgadza się.

Na marginesie wspomnę, że Nagrodę przyznano 116 razy, więc sporo czasu zajmie, zanim bilans płci się wyrówna.

Spytałem, czy jakieś książki tej autorki są dostępne w publicznych bibliotekach w Melbourne.
– Są, dostałem odpowiednie linki.

Widząc, że moje Bliźniaki coś tam wiedzą, spróbowałem czegoś, co naprawdę mnie interesuje…
– Czy wiesz coś o Joyce Nankivell-Loch?
Odpowiedź była: – Nie wiem, to może być informacja prywatna, do której nie mam dostępu.
Poniżej ciąg dalszy konwersacji…

Przyznaję, że moja odpowiedź była szorstka, ale chyba uzasadniona.

Sprawa interesowała mnie dlatego, że Australijka o tym nazwisku została w 1923 roku udekorowana Orderem Orła Białego. Dekoracji dokonał prawdopodobnie Naczelnik Państwa – Józef Piłsudski.

Wiem o tej pani sporo, założę się, że więcej niż 99.9% Australijczyków.

Niestety na polskim gruncie nie poszło mi lepiej.
W zeszłym roku, 3 maja, wybiła 100 rocznica tej dekoracji, wysłałem więc maila z tą informacją do
Prezydenta A. Dudy, polskiego konsulatu w Australii, australijskiego konsulatu w Polsce.
W mailu sugerowałem, że to może być sympatyczny element podczas spotkań dyplomatycznych.
Konsulat Polski w Australii odpowiedział sympatycznie.
Dwaj pozostali adresaci – ani słowa.

Nie mam wielkich pretensji – Joice Nankivell-Loch zdecydowanie nie czuła się dobrze w Australii, wybrała działalność charytatywną w innych krajach – Polska, Grecja, Rumunia, Brytyjski Mandat Palestyny. Nie dziwię się, że Australijczycy o niej nie wiedzą.
Jeśli chodzi o Prezydenta R.P. to dostałem ostrzeżenie, że Kancelaria nie jest w stanie odpowiadać na wszystkie maile, więc nie gwarantuje odpowiedzi.

No, a teraz Google :(((

P.S. Polski PenClub też mi nie odpowiedział, a Joice była z nim w kontakcie.
P.S2 Tu link do moich wpisów blogowych na ten temat : 
KLIK1
KLIK2

Wpis ukazał się na blogu Pharlapa “Polak do góry nogami” i uzyskał komentarze. Oto one:

  1. Anonymous 13.10.2024
    o Joice N-L napisał parę lat temu ….Lech Milewski dwa świetne artykuły( dostępne w Sieci). Ja trafiłem na Joice N-L chyba ze względu na charytatywną działalność Kwakrów( w Europie)… nieistotne.
    Zajrzyj do artykułów(2) swojego Imiennika, jeśli chcesz…(pomyślałem, że to Ty! Pisałeś coś o gen. Andersie?). To byłby fajny żart… dobre…
    Choćby ze względu na ciekawą wzmiankę o niebieskiej lamówce na sukni Joice N-L, którą założyła …
    To szczegół, ale… Małżeństwo N-L zostało odznaczone Krzyżami Zasługi( złotymi), a listowny kontakt mieli z Wańkowiczem, który nawet proponował im zamieszkanie w Polsce. Ale oni wybrali Grecję, bo tam się działo i było ciepło, a nawet… Gospodarstwo prowadziła im Polka…
    Lechu, po raz kolejny podziękowania…
  2. Lech 14.10.2024
    Dobrze pomyślałeś – to ja 🙂
    Kilkanaście lat temu dołączyłem do blogowego grona Panien po 40-tce, które wspólnie publikowały w Bloxie wpisy na temat kultury i jedzenia. Blog kontynuuje jego twórczyni, która mieszka w Berlinie. Korzystam z jej gościnności i opublikowałem tam ponad 100 długaśnych wpisów.
    Ostatnio bardzo interesująca jest seria wpisów na temat historii Ukrainy – rewelacja.
    Przy okazji – zdałem sobie sprawę, że z moim imieniem nie powinienem w żadnym wypadku szukać bliźniaka – jeszcze znajdzie się, z imieniem Jarosław i katastrofa lotnicza murowana.
  3. Anonymous 14.10.2024
    Zajrzę z przyjemnością, choćby dla porównania źródeł…
    Okraina, ciekawy temat. Jest wiele mitów i legend. Mnie interesowały powstania Kozaków, a szczególnie Chmielnickiego… Zebrałem trochę wiedzy na ten temat. Możesz podać bardziej dokładnie, jak dotrzeć do tych rewelacji, bo u mnie pamięć i umiejętności …
    Bliźniaka, haha – ja sprawdzę (bo pamięć), parę lat temu wertowałem wspomnienia dziennikarza o więziennictwie w Stanach. Z polskim byłem jako tako obeznany (czasy PRL).
  4. Lech 14.10.2024
    Historia Ukrainy jest publikowana na tym samym blogu co moja relacja o Joice Nankivell-Loch. Osiągnęła już 15 odcinków – tu przedostatni , ostatni był wczoraj
    https://ewamaria.blog/2024/10/16/historia-ukrainy-w-pigulce-broma-15-rozejm-andruszowski/
  5. ceramik 14,10. 2024
    Joyce Nankivell-Loch. I nie wie o niej Sztuczna Inteligencja?
    A to ci dopiero.
    Więc pokonałeś SI pierwszym pytaniem, no… piątym 🙂
    W takim razie – nie ma co się bać Sztucznej Inteligencji.
    Bo nie wie wszystkiego.
    Mhmmm… A może… Tym bardziej trzeba jej się bać 😉
  6. Lech 11.10.2024
    Moim zdaniem to tylko argument za tym, żeby na niej całkowicie nie polegać. W tym blogu podawałem sporo przykładów, jaki śliski i niebezpieczny to twór.
  7. Stokrotka 16.102024
    Zaprzyjaźniona bibliotekarka z podwarszawskiej biblioteki poinformowała mnie, że odkłada dla mnie książkę Wegetarianka nowej Noblistki Han Kang… Chyba niedługo będę miała ucztę intelektualną…
  8. Lech 16.10.2024
    Uczta z wegetarianką – może być ciekawe 🙂
    Sprawdziłem moją lokalną bibliotekę – mają kilka książek tej autorki, wszystkie tłumaczenia na angielski wypożyczone i trzeba czekać w długiej kolejce. W wersji oryginalnej można wypożyczyć od ręki. Nie wiem, co będzie szybsze – odczekać w kolejce, czy nauczyć się koreańskiego?
    Inna opcja to biblioteka stanowa, ale tam trzeba czytać na miejscu, czyli regularne wizyty przez kilka dni.

    cdn

Historia Ukrainy w pigułce Broma (16). Polsko-kozacko-tatarskie „preludium” do wielkiej wojny polsko -tureckiej.

Roman Brodowski (Brom)

Jeszcze podczas czasie trwania rokowań polsko-rosyjskich przed zawarciem rozejmu andruszowskiego, w roku 1666, hetman kozacki Piotr Doroszenko ponownie wszedł w układy z chanatem krymskim. Zwierzchnictwo nad Kozakami oddał Krymowi, czyli Wielkiemu Wezyrowi Imperium Osmańskiego, a dokładniej mówiąc – Turcji, Kozacy stali się kolejnymi, nowymi poddanymi islamskiej potęgi. Jeszcze w grudniu tego roku Kozacy wraz ze swym nowym sojusznikiem, a właściwie występującymi w jego imieniu Tatarami krymskimi, Doroszenko rozpoczął kolejna bratnią wojnę i wkrótce zniszczył pod Brahilowem kilkutysięczną armię Rzeczypospolitej. Działania wojenne objęły również teren województwa ruskiego, gdzie Kozacy i Tatarzy w bestialski sposób spalili wiele miejscowości, zbierając bogaty jasyr.

Niestety Korona nie dysponowała armią zdolną do prowadzenia prawdziwej wojny. Wojsko polskie było zniechęcone do walki, żołnierze nieopłacani, dowódcy, magnaci polscy i litewscy, skłóceni z królem. Dziwna to była „wojenka”. Słowa jakich użyłem w jednym z wierszy o współczesnej Ukrainie konflikcie – swój na swego poszedł z nagim mieczem, by w bratniej niezgodzie krew przelewać… – bardzo pasują do tamtych czasów. Tak rzeczywiście było. Zarówno wojska koronne jak i tatarskie wiązały się doraźnymi sojuszami z Kozakami, którzy przeto walczyli nie tylko przeciwko Koronie, ale i przeciwko sobie.

Ziemia ukraińska płonęła i krwawiła. Nieliczne próby pokonania sił kozacko-tatarskich często kończyły się porażkami, a jednym z nielicznych spektakularnych zwycięstw, było zwycięstwo hetmana Jana Sobieskiego w październiku 1667 roku w bitwie pod Podchajcami. Siły Sobieskiego w porównaniu z przeciwnikiem były niewielkie, Polaków było bowiem około 6000, z tego połowę stanowili uzbrojeni chłopi, w tym również wielu z tak zwanej kozaczej czerni, którzy stanęli w obronie swoich domostw, oraz połowę – regularne wojsko. Natomiast przeciwnik miał do dyspozycji 20 000 zaprawionych w boju żołnierzy. Zarówno Kozacy jak i Tatarzy wielokrotnie próbowali pokonać dobrze usytuowane wojska koronne, jednak dzięki przemyślanej taktyce obronnej polskiego hetmana, ataki te za każdym razem udało się odeprzeć. W końcu, w związku z poniesionymi podczas natarć stratami, koalicja kozacko-turecka zrezygnowała z bezpośrednich prób pokonania wojsk Sobieskiego i przeszła do oblężenia sil polskich. Jednak ukryte w lasach i okolicznych miejscowościach polskie oddziały oraz okoliczna ludność, w sposób partyzancki blokowały szlaki zaopatrzenia dla armii kozacko tatarskiej, a wojsko Kozaków zaporoskich, sprzyjających Rzeczypospolitej w sile ponad dwóch tysięcy „bojców” pod wodzą atamana Iwana Sirko, zaatakowały przygraniczne miejscowości, łupiąc je i paląc. Sytuacja wymusiła na chanie gotowość do rokowań, które zakończyły ten etap wojennej kampanii podpisanym 16 października układem.

Podczas tych rokowań Tatarzy starali się namówić Polskę do zawarcia z nimi nowego sojuszu antyrosyjskiego. Skończyło się jednak na tym, że w zamian „za kosztowne dary dla chanatu” oraz zdobyty jasyr, Tatarzy mieli wstrzymać się od najazdów na rubieże Rzeczypospolitej. Mieli również zaprzestać napadów na będące w sojuszu z Polską ordy dobrudzką i bodziacką.

Hetman Kozacki Doroszenko, nie widząc innej możliwości, 19 października podpisał z Polską ugodę. Uznał zwierzchnictwo króla i złożył mu przysięgę na wierność.

Niestety, zarówno ugoda jak i złożona przez Doroszenkę przysięga wierności nie na wiele się zdały, bo gdy w 1670 roku hetman zażądał od Michała Korybuta Wiśniowieckiego autonomii dla kozackiej Ukrainy, został natychmiast pozbawiony buławy hetmańskiej. Nowym hetmanem został mianowany przez króla, uznający zwierzchnictwo Korony, kozacki pułkownik Humania, Michał Chanienka.

Także na Krymie sytuacja się zmieniła, bo chan Adil Girej za zawarcie przymierza z Polską bez zgody sułtana, został usunięty z tronu krymskiego. Nowym chanem Krymu został przychylny Imperium Osmańskiemu Selim Girej.

Odrzucony, pozbawiony przez króla władzy nad współpracującymi z Rzecząpospolitą Kozakami Piotr Doroszenko nie rezygnując z planów utworzenia samodzielnego państwa kozackiego, ponownie połączył swoje siły w sojuszu kozacko-islamskim.

W grudniu 1671 roku sułtan turecki, jako nadrzędny władca Krymu, w pretekście jakim była obrona „prześladowanych” kozackich oddziałów Doroszenki oraz Tatarów krymskich przed wojskami królewskimi, wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej. Na Polskę ruszyła cała osmańska potęga

Pozwólcie, że w tym momencie, nie pierwszy już raz, zareklamuję dzieło jednego z naszych największych klasyków literatury historycznopodobnej, Henryka Sienkiewicza, jakim jest „Trylogia”. W jej ostatniej części, czyli „Panu Wołodyjowskim” autor trafnie opisuje zarówno początek wojny oręża polskiego z potęgą osmańską, jak i dramaturgię niektórych, zapisanych w historii, wydarzeń.

Rok 1672 i kolejne lata stały się dla Rzeczypospolitej dalszą powolną, wyniszczającą gospodarczo, ekonomicznie, a co najgorsze, społecznie, agonią. Jeśli się przyjrzym dokładnie, zobaczymy, że każdej naszej wojnie w tamtej epoce, czy to zaiste naszej czy zainicjowanej przez wroga, Kozacy zazwyczaj stali po stronie przeciwnika. Dla nich nieważne było, z kim zawierają sojusz, lecz to jak doprowadzić do upadku Rzeczypospolitej, jak zresztą każdej innej nieruskiej kultury, jednak zwłaszcza Lachów. Nie inaczej było i tym razem. Potężna armia turecka, pod dowództwem władcy Imperium, sułtana Mehmeda IV, wsparta wielotysięcznym wojskiem kozackim, rozpoczęła wojenny „przemarsz” przez terytorium Unii polsko-litewskiej.

Pogrążona w wewnętrznych konfliktach, Rzeczypospolita, w których popierająca króla szlachta, walczyła z antykrólewsko nastawioną opozycją magnacką, dysponowała marnym wojskiem. Siły zbrojne były przerzedzone i wycieńczone, uwikłane w lokalne konflikty z Kozakami i Tatarami nie były w stanie skutecznie przeciwstawić się wrogowi. Korona była całkowicie nieprzygotowana do wojny z tak silnym jak Turcja przeciwnikiem. Nic więc, w tym dziwnego, że turecka orda w początkowej fazie wojny bez większych problemów zdobywała coraz to nowe tereny w Polsce i na Litwie.

W sierpniu 1772 roku Turcy opanowali Podole, południową część województwa kijowskiego oraz całe województwo bracławskie. Po krótkim oblężeniu zdobyli strategiczny punkt jakim był dla wojska polskiego Kamieniec Podolski, twierdza stanowiąca zaporę i broniąca dostępu na zachodnie tereny Rzeczypospolitej

Po zdobyciu Kamieńca, Turcy mieli otwarta drogę na Lwów. Turecko-kozacka nawała, licząca 50 tysięcy wojska, przybyła tu już 20 września. Turcy okrążyli miasto szczelnym pierścieniem. Część oddziałów pozostała pod Lwowem, czekając dogodnej chwili na szturm, a część, w tym zwłaszcza oddziały tatarskie i zaporoskie pod dowództwem Doroszenki, rozpoczęła walki na terenach Rusi Czerwonej, pustosząc, paląc, mordując lub biorąc w jasyr jej mieszkańców. Dramat ten dotknął szczególnie ziemie halicko-wołyńskie między Sanem i Bugiem.

Rzeczypospolita, świadoma tego, że nie jest w stanie przeciwstawić się armii tureckiej, zmuszona była do zawarcia bardzo niekorzystnego dla niej traktatu. Podpisano go 18 października 1672 roku w Buczaczu. Rzeczypospolita zobowiązała się do odstąpienia Turcji Podola wraz z Kamieniem Podolskim oraz wypłacania corocznego haraczu. Poza tym miała zrzec się na rzecz Doroszenki i jego Kozaków należącej do niej prawem ugody andruszowskiej, prawobrzeżnej Ukrainy.

cdn

Frauenblick auf ein schönes Buch

Monika Wrzosek-Müller

Arno Geiger, Reise nach Laredo

Es gibt Schriftsteller, oder eher Bücher, bei denen ich total überrascht bin, woher wohl die Einfälle kommen. Ich selbst klebe leider an der Wirklichkeit, sehe alles um mich herum, reflektiere zwar, kann mich aber nicht davon lösen, eine Vision daraus entwickeln, eine phantastische Idee, eine große Frage. Wahrscheinlich deswegen hat mich Arno Geigers letzter Roman Reise nach Laredo so begeistert. Es ist ein Meisterstück in jeder Hinsicht; seine Sprache fesselt mich fast genauso wie diese imaginierte und doch bis zum Ende ausgedachte Geschichte. Ein ungewöhnliches Buch.

Continue reading “Frauenblick auf ein schönes Buch”

Naucz mnie tańczyć, czyli historia zdań niedokończonych…

Teresa Rudolf

***

“Weź się ty w końcu w garść”
mówiono kiedyś do niego,
i wziął sobie do serca,
co miał brać w garść,

aż potknął się  nie-fortunnie,
na życia nie-bananowej skórce,
i garść otworzyła się chroniąc
przed podłym upadkiem twarz.

“Weź się już w garść i wstań”
mówiono znów do niego,
a kiedy już powstawał,
pokazał dwie otwarte
dłonie…

…stojąc
bardzo
prosto… 


***
Kiedyś, kiedy już będę duży, chciałbym…
Gdybym mógł czas znów cofnąć, to… 
Kiedyś pojadę wreszcie tam, gdzie… 
Gdybym wtedy wiedział, co wiem… 

Gdybym wtedy miała czas na to, żeby…
gdybym miała odwagę zacząć znów, kiedy…
gdybym potrafiła pokazać; dam rady, by… 
gdybym wtedy nie uciekła przed tym, żeby…

Gdybym wtedy napisała list, 
by dostać…
gdybym odbierał telefony 
wtedy, gdy…
gdybym  pokazał wtedy, 
że  umiem…

gdybym powiedział, 
jak bardzo…
…jest mi bliska. 

Wiersze dziadka Wiktora (1)

Wiktor Ostrowski

Kochane ręce matczyne

Wyśnił mi się czar tej nocy –
Tyle szczęścia, co człowiek prześni
Tyle świateł i harmonii
Tyle muzyki i pieśni.

Za wspomnienia snu mojego
Pochylę czoło w podzięce,
Wyśnił mi się cud nad cudy:
Kochane matczyne ręce.

Pamiętam dobrze, jak strzegły
Od dzieciństwa, od maleństwa
Mnie we wszystkich moich figlach
I wszystkich nieposłuszeństwach

I łagodnie mnie karciły
Za dziecinną mą przewinę,
I pieściły, hołubiły
Kochane ręce matczyne.

I wspominam czas późniejszy,
Chlubne moje lata szkolne,
Czas gdym uczył się, pracował
I bawił się w chwile wolne…

Czym w zabawie był beztroskiej,
Czy w kłopocie, czy w udręce,
Czuwały nademną zawsze,
Kochane matczyne ręce.

I dzisiaj w dni ciężkiej troski
Gdy się gryzę w czczej rozpaczy
Wspomnę tylko – tylko westchnę
I już więcej nie zapłaczę.

Już znajduję pocieszenie,
Wkrótce przyjdzie kres mej męce
Z daleka mnie błogosławią
Kochane matczyne ręce.

1944

Eugenia z Cohnów-Lublinerowa (1869-1940), moja prababcia jako młoda panna, matka dziadka Wiktora i mojej babki Anieli oraz Stefana i Karoliny Lublinerów. Pedagożka, autorka, założycielka wraz z Dorotą Sylberową pierwszej szkoły dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo w Polsce. Gdy dziadek pisał ten wiersz w obozie w Sztuthofie, prababcia już od kilku lat nie żyła. Umarła podczas pierwszej wojennej zimy w 1940 roku.

***

Na wolności, kto niewinny…

Melodia: … przemówił dziad do obrazu…
Refren na melodię: pójdź tam, Hanka, tam u chrustu…

Na wolności, kto niewinny, oj!
Siedzi w Stutthofie, jak inni, oj!
Kto gazetki kolportował, oj!
Ten się do Stutthofu schował, oj!

Bo z Warszawy, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka
Przywieźli tu Warszawiaka, Warszawiaka – oj!

A kto chodził z gnatem w łapie, oj!
Ten na naszej pryczy chrapie, oj!
Kto złapany na ulicy, oj!
Siedzi, a z nim politycy, oj!

Bo z Warszawy….

Kto się bawił rozpylaczem, oj!
Nam przeszkadza wiecznym płaczem, oj!
A stary kryminalista, oj!
Siedzi też, ofiara czysta, oj!

Bo z Warszawy ….

Kto szopkarzem był w Warszawie, oj!
Ten posiedzi też – łaskawie, oj!
Temu siedzieć najprzyjemniej, oj!
Kto w robocie był podziemnej, oj!

Bo z Warszawy….

Nie siedźcie, jak zmokłe kury, oj!
Uśmiech na pysk, łeb do góry, oj!
Wkrótce się zakończy wojna, oj!
Czeka przyszłość nas spokojna, oj!

Bo z Warszawy…

Wtedy popatrz, kto ciekawy, oj!
Jak jedziemy do Warszawy, oj!
Tam czekają Warszawianki, oj!
Żony, córki i kochanki, oj!

Bo z Warszawy…

1944

Dwa wydania książki dziadka Warszawiacy w Stutthofie, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1971 i wydawnictwo Muzeum KL w Sztuthofie 2014

***

Niby stoi przy śrubsztaku

Niby stoi przy śrubsztaku
I pilnikiem sprawnie rucha
Żadnego nie widzisz znaku,
A odrazy poznać: fucha!

Tak jak wszyscy przy warsztacie
Ze zroszonym potem czołem
A mogę ci przysiąc bracie,
Że on fuchę ma pod stołem.

Gdy szykownie się ubierze
I się nażre – jest kontenty
I włazi – jak w miodu dzieżę
Prosto w same prominenty.

Jednak mimo
I zarobków – jest już takim
Co, chociaż ma w nosie muchy
To zwyczajnym jest pętakiem.

1944

Wystawa Warszawiacy w Stutthofie z okazji ponownego wydania książki dziadka

***

Niektóre wiersze dziadka ze Stutthofu są i tu:

https://ewamaria2013texts.wordpress.com/wp-admin/post.php?post=30663&action=edit&calypsoify=1