Sny w bluesie

Teresa Rudolf

Tiulowe baranki

Kiedy przychodzi noc,
wpada światło księżyca
jasne, srebrne i chłodne, 
myśli układają się do snu.

Myśli dziś ostre jak brzytwa,
choć i łagodne jak baranki,
rozliczają, lub też chwalą
miniony, senny już dzień.

W głowie galimatias,
chaos emocji i logiki,
aż…ta tiulowa niemoc
szczelnie zasłoni oczy. 

Sen na sztalugach

Bledniemy sobie nieustająco,
coś wpycha nas brutalnie
do lamusa wspomnień
by zamknąć szufladę…

Nie wystarczyły moje
słodziutkie akwarelki,
a później olejne farby,
ani też i te krzykliwe…

Nie wystarczyły, 
wiem, wiem, wiem,
nie można nieustająco
malować równocześnie…

…na  kilku 
sztalugach,

..na mojej,
 i na czyjejś.

Między soplem a pąkiem

Teresa Rudolf

×××

A kiedy już śnieg
we mnie stopnieje, 
dziś pod brudnymi 
butami pluszcząc,

patrzę w akwarelki;
niebieską i złotą
wiszące tam,
wysoko nade mną,

i czuję tę niekiedy
śmieszność uczuć
ludzkich, chcących
przechytrzyć zieleń,

budzącą
się w nas,
gdy się …
ją dopuści.

×××

Czekam,
a przecież
nie wiadomo,
co po drugiej
stronie lustra….

Biel już nie bawi,
choć przecież bawiła,
świat cicho sobie
drzemie pochrapując.

​Słońce zagląda w okna,
lecz jeszcze nie grzeje,
w sercu jednak powoli, 
coś ciepłego się rodzi.

Wiosna o wejście 
przenigdy nie prosi,
ona już idzie w ukryciu, 
w milczeniu, w sokach roślin, 
schowanych przed nami,
aż znów niedługo świat 
wybuchnie kolorem…

Nasza ludzka biel

Teresa Rudolf

Niewinność bieli

Zima, ach znów zima,
biała jak niewinność,
jak nowiutka kołdra
przykrywa nasz świat…

Świat pełen brudu;
pod bielą śpią sekrety,
do przewidzenia już,
a jeszcze niewidoczne…

Świat piękny, kochany
świat niebezpieczny,
świat teraz taki biały,
odkryje prawdę znów…

oblicza tych, którzy
nam go za naszym
pozwoleniem kradną,

teraz, dziś, pod białym…
…puchem 
niewinności…

i “niech no tylko… 
zakwitną jabłonie”???

Twoje “Ja” w stogu siana

My masochiści, sadyści,
psychopaci, cholerycy,
my posiadacze rozumu,
duszy, dobra, nadziei…

My, tacy razem, głośno
krzyczymy: “My Polska,
My też “Piłka i Ojczyzna”,
My jesteśmy wszystkim…

Ameryka, Chiny, Rosja, 
krzyczą również My, 
a w tych mrowiskach,
na całym świecie…

jesteśmy wszyscy My,
My, stojący naprzeciw 
jak w utworze Mrożka, 
patrząc ze zdziwieniem

Oni i My; 
I tak to samo…
…LUDZIE,

w dobroci,
mądrości
i podłości…

Kolorowa Noc Fado w Sylwestra i na co dzień

Teresa Rudolf

Sylwester od zawsze…

Dzwony biją
na zamianę;
czego, na co? 

Nadzieja łaskocze,
w nas dorosłych
jak w dzieciach:

– Będzie lepiej,
– Będzie inaczej
– Będą ludzie lepsi,
– Będę lepsza/lepszy.

I tak co roku;
wierzy się losowi, sobie,
politykom przeróżnym,

przemówienia, muzyka,
śpiew, tańce, hopsańce,
petardy, ognie sztuczne,

niebo nie odróżnia,
czy to fajerwerki, drony,
tak już jest teraz, zawsze…

zwierzęta umierają 
najpierw “ze strachu”,
a niektóre naprawdę,

ludzie, niektórzy będą 
się dalej kochać, 
inni dalej nienawidzić,

wojny będą dalej trwać,
i nie ma jak dotąd 
religii zmieniającej świat,

polityki zmieniającej świat,
też i sztucznej inteligencji,
jesteśmy tylko my…

…co roku w Sylwestra
omamieni hipnozą
światową:

“BĘDZIE 
LEPIEJ,
PÓKI MY
ŻYJEMY!” 

Barwy

Są takie dni pełne
uwodzicielskich kolorów, 
każdy mizdrzy się inaczej,

dostaję oczopląsu 
biegnąc za nimi, gdy bawią
się ze mną w chowanego,

kocham je wszystkie,
nie mogę być każdemu
wierna, bo jutro jest inaczej.

A gdy idę przez dzień
czarna od stóp do głów,
czerwień głośno zawodzi,

krzycząc, że na żałobę 
po samej sobie, przyjdzie
jeszcze czas, przyjdzie czas.

Zielony kolor puka mi w okno,
mówiąc o przyjściu wiosny,
za miesiąc, dwa, niedługo,

a szarość pcha się brutalnie,
sycząc, że jest najlepsza,
bo neutralna na wszystko…

dziś deszcz pluszcze bawiąc 
się kroplami jak balonikami
o kolorze przezroczystym…

…jak łzy

Tak sobie czasami myślę

Teresa Rudolf

***

Ach, ach, 
Oczekiwanie; 
lista prezentów od życia
na nadziei zawieszona,
“koncert życzeń” do ludzi
z pełną listą wymogów…

Oczekiwanie tańczy polkę
z Rozczarowaniem do życia,
(bo nadzieja beznadziejna?)
z Rozczarowaniem do ludzi,
bo tak często roz-czarowują…

…naszą wy-czarowaną
(w głowie,w sercu, 
na codzień) jakąś
“świąteczną
choinkę”, 

z  bombkami kolorowymi,
łańcuszkami srebrnymi,
z orzechami, jabłkami,
no i szpicem u góry…

ubraną dość przeróżnie
przez nas, bez pytania 
kogoś o zgodę na nią,
(także i jak ubrana)…

i nagle 
koncert 
życzeń…

… jest “piątym
asem z buta”,

gdy Oczekiwanie
przegrywa tę grę… 

choć przecież
plotka,
już
od dawna
niesie…

…że prawie
ZAWSZE
byli i są parą…

***

Życie, 
film każdego,
z osobistym 
scenariuszem
do niego,

z grą w głównej roli,
z własną produkcją,
i zdobyciem na nią
wszelkich środków.
legalnych, lub i nie…

Odpowiedzialność
niebywała za jakość,
przekaz, też i innych
aktorów obsadzenie,
nowoczesny casting…

Jedni robią spokojnie,
barwne, ciche filmy,
nie omijając żadnego 
insekta gdy przeleci, 
motyla, też i mrówki,

urodzonego
kwiatu,
też i ptaka…

zdumiewając się ciągle
od nowa, uchwytując 
szczegóły, dźwięki,
porody natury,
i jej śmierć…

…aż kiedyś 
tak jak i ona znikną,
niepostrzeżenie…

A inni “tkają” ogromne
arrasy, genialne dzieła,
pozostawiając je światu,
zachwycając rozmiarem,
sensem, jakością, wiedzą, 
nauką, estetyką, trwałością. 

I jeszcze inni robią filmy
na ogół w “wariancie selfie”,
obojętne im, czy coś burzą,
czy niweczą, czy coś budują,
czy ta twórczość jest kiczem, 
czy też zbrodniczym dziełem…

… za które 
zapłacą inni
od razu, 
a kiedyś całe 
pokolenia…

Codzienności nasza

Teresa Rudolf

***

Ach, Ty Codzienny  Dniu;
wstajesz  wcześniej rano,
zwiedzasz kolorowe lasy,
wioski, miasta o półświcie…

Zapalasz powoli, w różnych 
punktach życia słońca lampę,
a zależnie od twego humoru,
kręcisz jasnością  jej światła…

Rozpylasz powietrze prześwieże,
wilgotne, krótko trwającą inhalacją, 
znaną tylko “porannym markom”,
na długo przed Budzikowiczami.. 

…idącymi do pracy. 

Światła

Półmrok 
powoli zasłania
jasne obrazy dnia,

wygasza darmowe,
jasne, światło dnia,
wpuszczając w okna

tajemniczość wieczoru,
wpadającego w noc
ciemną, rozświetloną,

gdzieniegdzie w lasach
i na łąkach, przedziwnymi
świętojańskimi robaczkami.

Rakieta

Ach, te jesienne tęsknoty
zabierają mnie na wycieczki
po tym co już mi tak znane…

po, tym co też i wymarzone,
co może się jeszcze stać,
lub są rakietą na księżyc…

I dzisiaj dam się wystrzelić,
zamykam oczy i już jestem
w rejonach mi nieznanych…

…mimo tego,
tak bliskich…

To tylko jesień

Teresa Rudolf

To tylko…

Ach, ten nastrój jesienny
jednym przypala serca
odejściem bliskości…

…czyjejś,

w przestrzeń niepoznaną,
raz błękitnie-niebieską,
a raz czarno-księżycową…

…przeźroczystą,

a i też i na drugą stronę ulicy
świata, z walizką żalu, bólu,
rozwalonej czyjejś przeszłosci…

…a kiedyś z porcelany.

Jesień, szumi rudo i cicho…
na sercu, na myślach, oczach,
uszach, z muzyką Beethovena…

…pocieszając mnie,

u Ciebie to tylko 
nastrój, zobacz;
wszystko stoi
na  swoim
miejscu.

Ach…
jakże
dziękuję.

Kot Moritz

Ach jesień,
koty pochowane
w piwnicach
lub miauczące
po ulicach…

…serce pęka.

A własne siedzą
na kanapach…

…serce pęka,

bo w tym kocim życiu,
całkiem jak w naszym,
jedne mają wszystko…

…a inne nic.

Do niedawna moja ręka,
gładziłaby kota Moritza
lecz i tu sprawiedliwość…

…jak u nas…

przychodzimy,
odchodzimy;
ludzie i koty.

Czas na czarnym cyferblacie

Teresa Rudolf

Czarny cyferblat

Ogromny zegar ścienny;
z czarnym cyferblatem,
wskazówkami złotymi…

ta, z sekundami zdumiewa, 
biegnąc jakby szalona
“na łeb na szyję”, naprzód,

nieodwracalnie uciekając,
przed swym sekundowym
przemijaniem, złocąc się…

na tym czarnym 
cyferblacie,
prawie z niego 
wybiegając…

Czas

wiersz dedykuję pamięci naszego kolegi Tibora 🍁🍁🍁

Czas; ten wielki obszar
egzystencji w tym “teraz”,
“przed chwilą”, już…”za chwilę”…

Wielki talerz pełen frykasów,
nie wiadomo co z nich wybrać, 
przeróżnie kuszące rozmaitości, 
…czasem genialne, a czasem ból.

Czas, trzymający
się bicia serca, 
też pamięci, 
i umysłu, 

planując DZIŚ…
… już na 
JUTRO…

…choć ono nie dość pewne,
jak taka Panna Młoda, 
strojąca się do ślubu
“na dobre i  na złe”…

…gdyż taki Czaruś
może przecież uciec,
w  jednej sekundzie
sprzed ołtarza…

mimo wiary, 
nadziei…
…miłości,
i planów.

Jesienny humor

Teresa Rudolf

Fraszka o Bezwstydzie

A mnie nie jest wstyd,
że ani trochę mi nie wstyd,
choć tobie, lub tobie wstyd…

I może kiedyś 
“umrę ze wstydu”, 
że wciąż i  ciągle,
nie jest mi wstyd…

A będzie to TAKI
wstyd cudny,
umrzeć TAK
bezwstydnie,
ze wstydu…

Jesień

Bliźniaczki,
a takie przecież różne,
ta: kolorowa artystka,
malarka uśmiechnięta,
pod nosem nuci sobie,
malując lasy i parki…

a ta: płaczliwa łzami
jak deszcz chłodnymi,
lamentuje nad światem
stukając w okna domów
melancholijną szarzyzną,
strasząc, że będzie gorzej…

…bo kiedyś przyjdzie zima.

Patrzysz i co…

Patrzysz 
w błękit nieba,
patrzysz 
na ulicy ruch,
patrzysz
na przyrodę,
patrzysz w jej oczy…

…wspaniałe jest
tak patrzeć,
ale… czy widzisz,

BŁĘKIT NIEBA,
ULICĘ,
PRZYRODĘ,
JEJ OCZY?

Chwila zamyślenia

Teresa Rudolf

ZGORZKNIENIE pełne ironii,
z wykrzywieniem ust, pluje 
bezwstydnie żółcią wszędzie,
zalewając nią swe otoczenie…

***

TROSKA marszczy czoło, 
po głowie się drapiąc,
oczy za mgłą, nieobecne, 
usta szepcą do siebie…

***

ŻAŁOBA z duszą w czerni,
nie chce żyć, ani umierać, 
w szpagacie między sobą,
a utratą kogoś, kto JUŻ wie…

***

SMUTEK nie ufa już losowi
zdradzony przez  niego,
nie może zrozumieć gdzie,
i czemu tak po kryjomu…

***

ZAUFANIE, takie zadbane,
zawsze dobrze odżywione,
spokojne, pewne siebie…
patrzy jasno w przyszłość.

***

RADOŚĆ patrzy błyskiem oka,
fałszując (czasem) głośno śpiewa,
porusza całym ciałem tańcząc
piękny taniec wolności i szczęścia.