Sylt 2. Groby i tablice.

Ewa Maria Slaska

Krysi Koziewicz, Kasi Krenz, Julicie Bielak

Nie wiedziałam, że znajdę na Sylcie taką tablicę. Gdy siedziałam już w pociągu jadącym do Westerlandu, dostałam smsa od Krysi Koziewicz. Nie tylko, że przypomniała mi, że trzeba się na Sylcie spotkać z berlińskimi punkami, to na dodatek poinformowała mnie, że mam poszukać tej tablicy. Dzięki Krysia.

Tablica umieszczona jest na ścianie ratusza miasta Westerland, stolicy Syltu. Erygowano ją dziewięć lat temu, starannie budując zdania tak, by nie było wątpliwości, o co chodzi, ale zarazem tak, by żadne z nich nie wydrapało czytającym oczu i nie wyrwało serca. Pamięć w Westerlandzie zaistniała, ale nie boli i nie zadaje ran.


Były dom kuracyjny, dziś ratusz. To tu przez wiele lat burmistrzem był Heinz Rainefarth, niemiecki dowódca SS i policji niemieckiej, SS Gruppenführer, który w czasie powstania warszawskiego, w dniach od 5 do 7 sierpnia 1944 roku odpowiadał za rzeź Woli. Jak pisze Wikipedia “była to  największa jednostkowa masakra ludności cywilnej dokonana w Europie w czasie II wojny światowej, a zarazem największa w historii jednostkowa zbrodnia popełniona na narodzie polskim”. “W licznych masowych i indywidualnych egzekucjach zamordowano tysiące polskich mężczyzn, kobiet i dzieci, w tym pacjentów i personel trzech wolskich szpitali. Masakrze towarzyszyły gwałty, rabunki i podpalenia.”

Myślę o tym, że mój pradziadek był ordynatorem oddziału laryngologicznego i pneumologicznego Szpitala na Czystem, który dziś nosi nazwę Szpitala Wolskiego im. doktor Anny Gostyńskiej. I że umarł w roku 1937. Jakie to szczęście umrzeć na czas.

I dalej, inny wpis w Wikipedii:

Heinz Reinefarth (1903-1979), niemiecki wojskowy, od 1932 członek NSDAP, SS-Gruppenführer i Generalleutnant der Waffen-SS. Zbrodniarz hitlerowski, odpowiedzialny za liczne zbrodnie wojenne, popełnione przez wojska niemieckie podczas tłumienia powstania warszawskiego.

Po wojnie zachodnioniemiecki polityk. W latach 1951–1967 burmistrz miasta Westerland*, w okresie od 1958 do 1967 roku poseł do Landtagu Szlezwika-Holsztynu.

Nigdy nie poniósł odpowiedzialności za popełnione zbrodnie.”

Moja siostra, Katarzyna Krenz i Julita Bielak napisały o tym niezwykłą powieść, thriller, który dzieje się na tej właśnie wyspie i dotyczy, między innymi, tej właśnie sprawy. Pamięci, czy raczej Niepamięci potomnych.

Księżyc myśliwych

To świetna książka. Nie ma jej w księgarniach, ale zawsze można liczyć na Allegro, Gandalfa albo Merlina.


HIER / TU napisałam po niemiecku o rzezi Woli / habe ich über Wola Massaker auf Deutsch geschrieben.

* Daty się nie zgadzają, wiem. Nic na to nie poradzę. I wydaje mi się to nieważne. Facet był zbrodniarzem wojennym i przez długie lata był politykiem i burmistrzem tego miasta; świadczy to o nim, świadczy to o polityce niemieckiej, o tym, jaką farsą był proces denazyfikacji Niemiec po wojnie, ale świadczy też po prostu o ludziach, którzy tu żyli, budowali to piękne, dostatnie miasto i wybierali zbrodniarza jako burmistrza.


Te polskie tablice nagrobne znajduję w Westerlandzie na Sylcie, gdy idę odwiedzić obóz berlińskich punków. Wyznaczyłam sobie trasę na mapie, najpierw Kościelna, potem Młyńska, a potem już Obwodnica. Na Sylcie nazwy ulic jeszcze coś znaczą. Na Kościelnej kościół, niestety zamknięty, na Młyńskiej stare zabudowania młyna. Obwodnica znajduje się na obwodzie miasta. U wejściu na Młyńską strzałka: Groby wojenne 200 metrów.

Koło kościoła stary cmentarz, pełen gęstych żywopłotów i kwiatów. Na starych kamiennych tablicach teksty o dzielnych kapitanach okrętów.

Stoję już przed kościołem, gdy pojawia się miła starsza pani i pyta, czy potrzebuję pomocy? Mówię, że nie, że byłam na cmentarzu, bardzo mi się podoba, teraz zamierzam odwiedzić groby wojenne, a potem pójdę do punków. Zaprowadzę panią, mówi pani, nasze groby wojenne nie tak łatwo znaleźć. Kawałek dalej nowy cmentarz, wchodzimy i po lewej zatrzymujemy się przed kwaterą grobów wojennych.

“Tu jest dużo grobów rosyjskich i polskich robotników przymusowych i dużo grobów dzieci”, mówi pani. “Nie wiadomo, dlaczego umarły. Może z zimna, może z głodu.”

Na tablicach niekiedy napisy po polsku, litery “ś. p.”

Tadzio Byczkowski, urodził się i umarł w styczniu 1946 roku. Rok po wojnie. Ale jego grób ulokowano w kwaterze grobów wojennych. Dlaczego?

Stanisław Starzyński umarł w lipcu 1945 roku.

Po wojnie. Dlaczego więc jest tu pochowany?

Przed wojną Sylt był chętnie odwiedzany przez prominentnych nazistów i uważany był za szykowne miejsce. Trudno się dziwić, jest tu 40 kilometrów ładnej plaży. Podczas wojny przez jakiś czas przygotowywano wyspę do odparcia ataku wroga,przygotowano miejsca walki dla 10 tysięcy żołnierzy. Do walk jednak nie doszło. Wojna w zasadzie oszczędziła wyspę. W roku 1939 i 1940 Sylt został kilkakrotnie zbombardowany przez Brytyjczyków, ale cywilna infrastruktura wyspy nie odniosła szkód. Po bezwarunkowej kapitulacji Niemiec wyspa została zajęta przez Brytyjczyków. Nikt nie stawiał oporu.

Dlaczego więc umarli ci Polacy i Rosjanie? I jakie to w ogóle są groby wojenne, skoro nie było wojny?

Renowacja domków tkaczy w Chełmsku Śląskim

Kochani, Dobrzy Ludzie!

Chełmsko Śląskie –

wieś leżąca w województwie dolnośląskim, w powiecie kamiennogórskim, w gminie Lubawka, kiedyś Schömberg. Jest to charakterystyczne miejsce w Sudetach, gdzie zachowały się drewniane domy tkaczy lnu, wybudowane przez Cytersów w roku 1707. Niezapomniany klimat tej miejscowości tworzą swoją unikatową architekturą ponad trzystuletnie budynki. Pierwotnie Chełmsko było miastem, dzisiaj nie posiada już praw miejskich.

Domów było pierwotnie dwanaście. Nazywano je apostołami, każdy dostał imię jednego z towarzyszy Jezusa. Kiedyś jeden spłonął. Akurat ten, który nosił imię Judasza.


Po kilku przypadkowych wizytach w tej miejscowości – w ramach poszukiwania miejsca, w którym mogłabym już na stałe zapuścić korzenie – wzywana przez echo tożsamości jako urodzona w Świdnicy wnuczka przesiedleńców ze Lwowa, pewnego znaczącego dnia zobaczyłam ogłoszenie o przetargu na wynajem jednego z domków tkaczy. Przeznaczenie dało o sobie znać natarczywą i pulsującą intuicją, nasunęło mi myśl, że po latach wędrowania po świecie – Chełmsko Śląskie jest tym miejscem, którego szukam. Miejscem do życia, pracy, działania i rozwoju, a także do niesienia pomocy, współpracy, realizacji celów i sięgania po więcej, według swoich przekonań, w dobrych intencjach.

Założona przeze mnie rok wcześniej Fundacja Fames Artis w pierwotnym zamiarze miała jedynie POMAGAĆ Uniwersytetowi Lwowskiemu, prowadząc siostrzany kierunek pisania ikon w Pustelni Złotego Lasu, w pokamedulskim, 400-letnim klasztorze. Jednak bardzo szybko działania Fundacji zaczęły dotykać potrzeb w innych miejscach i środowiskach, nie tylko kulturalnych. Jako autorka, scenarzystka i działaczka kultury stopniowo, przez lata, odkryłam w sobie misję społecznikowską, którą traktuję bardzo poważnie, odpowiedzialnie i etycznie pod każdym względem. Pole działania Fundacji  rozszerzało się stopniowo o malarstwo i teatr. Fundacja reaguje na każdą zgłaszaną potrzebę, pełni wiernie swoją misję, organizuje akcje, angażuje się.

I tak z dnia na dzień trzystuletnie domy, na drodze przetargu, rozpoczęły z Fundacją… drogę-pracę! Fundacja, której siłą jest  rodzina, a tym samym trzy kobiety-artystki, jest świadoma, że zabiera się za bardzo trudną misję. Pragnie zbudować miejsce żywej kultury, które miałoby charakter kliniki dla artystów – tych wykluczonych, niedocenionych, niezauważonych; dla tych, którzy nie zostali jeszcze odkryci, i dla tych już niechcianych. Jest w tym wyzwaniu siła trzech kobiet, które postanowiły walczyć o miejsce, o przestrzeń, o przyszłość tak niezwykłej szansy. Wiemy, że same niczego nie dokonamy!, że ludzie muszą działać razem. Nie jesteśmy sami na świecie, budujemy piękne przestrzenie  razem i chociaż brzmi to socjalistycznie, być może jest to jakaś droga.

Historia naszych ludzkich rodzin mówi nam, że nie chcemy syndromu odciętej ręki. Moja prababka, z domu Treffler, przed I wojną światową przybyła wraz z rodzicami jako Niemka w okolice Lwowa, gdzie jako kolonijna rodzina, otrzymali majątek oraz ziemię do uprawy. Tak to stali się obywatelami Polski. Mąż i ojciec rodziny objął służbę komendanta policji w Bóbrce. Kiedy jednak wybuchła wojna, nie podpisał listy Volksdeutschów i poszedł wraz z polskimi żołnierzami na front walczyć pod Monte Cassino. Babka została sama w majątku z trójką dzieci i jakby miała mało problemów, przygarnęła jeszcze trzech Żydów i ukrywała ich na strychu. Została wydana przez sąsiadów i tylko dlatego, że była Niemką, okupanci nie zabili jej, lecz wysłali do obozu koncentracyjnego na Śląsku. Po wojnie tylko kilka osób wiedziało, że babka jest Niemką. Najstarszy syn, który został pułkownikiem, zabronił jej komukolwiek mówić, że ma syna w Niemczech. Moja babcia pisała więc w tajemnicy listy po niemiecku do swojego syna, otrzymywane od niego paczki ukrywała przed sąsiadami, a sama nigdy nie przyznała się do swojego pochodzenia. Do końca swoich dni mieszkała w skromnym pokoiku, w domu najmłodszego syna. Dopiero po jej śmierci odkryłam jej tajemnicę.

Z tego powodu bez wahania postanowiłam nie zacierać śladów kultury niemieckiej w Chełmsku Śląskim. Jestem przekonana, że to, co wydarzyło się w przeszłości i tworzyło to miejsce, ubogaciło i wypełniło to nowe, które nadchodziło, nowe, czyli polskie. Widzę w tym miejscu ruch trzech kultur, polskiej, niemieckiej, ukraińskiej. Z chwilą, kiedy pozwolimy tym trzem wiatrom hulać po myślach, snach, drogach, marzeniach, śladach przeszłości, możemy przeżyć wiele cudownych doświadczeń. To miejsce jest prawdziwym rezerwuarem energii do życia!

Przejęliśmy trzy domy po tkaczach. Okazało się, że są w stanie uniemożliwiającym pracę twórczą i jakąkolwiek inną. Zdewastowane, zaniedbane przez różnych lokatorów, w końcu krzyknęły do nas: „Ratunku!” Fundacja przeznaczyła wszystkie prywatne środki na odnowienie dwóch pokoi w jednym z tych domów.

Bardzo dbam o to, by odtworzyć pierwotny charakter tych domów, zachować ich naturalność, nie ingerować w drewno i charakter architektury. Chcę doprowadzić je do stanu jak najmniej komercyjnego. Powoli udaje się przeprowadzić ten proces w pierwszym budynku. Efekty są niezwykle motywujące i podkreślają zbawienne dla istnienia tych domów działanie fundacji.

Docelowo chcemy odnowić trzy domy. Wiedziałam od początku, że jeden z nich poświęcę nobliście, Gerhartowi Hauptmannowi, twórcy dramatu Tkacze, który dobitnie rozumiał niedolę tytułowych tkaczy w owym trudnym dla nich czasie. Nie ma większego autorytetu literackiego w tych domach. Jeśli ktoś powie: „Dlaczego nie Polak? Czemu wracamy do Niemców? Budujmy swoją kulturę!”, takie stwierdzenie uznam za infantylne. Gdyby nie tkacze, Cystersi nigdy nie wybudowaliby tu takich domów. To właśnie śląscy tkacze swoją historią sprawili, że pisarz Hauptman się wybił. Tu, w tej kulturze i na tej ziemi.

Tuż za płotem, w Rudzie, mieszka nasza współczesna noblistka, wybitna Olga Tokarczuk. Czy to nie symboliczne? Zatem pierwszemu domowi patronuje Gerhart Hauptmann. To dom pisarza i dom aktora, dawna przestrzeń tkaczy wykluczonych. Niech stworzony przez nas nowy dom też będzie schronieniem, pomocą, kliniką dla artystów prowincjonalnych, niezauważonych, niedocenionych, odrzuconych, słabych, ale i tych, którzy potrafią jak zbuntowani tkacze odszukać w sobie siłę, wartość. Niech z tej kliniki wychodzą nobliści, siłacze sztuki!

Jako fundacja od teraz nie spoczniemy, dopóki nie zbudujemy w tym miejscu fabryki kultury. W projekt angażują się cudowni ludzie, co jest bardzo wzruszające. Chcemy stworzyć serię wydawniczą, którą już nazwaliśmy i zorganizowaliśmy proces jej ukazywania się. Pragniemy stworzyć miejsce pobytu dla pisarzy i chcemy, abyście to Wy zgłaszali nam potrzeby tych najskromniejszych, najcichszych, ale i zdolnych , którym potrzebna jest pomoc.

Stworzyliśmy Teatr Sudecki, który pozwoli nam pokazywać to, co odchodzi już w zapomnienie, co starsi pamiętają jeszcze gdzieś z przekazów, a co jest bogactwem tego miejsca. Niech więc Teatr Sudecki przejmie tę nader ważną misję, by tak jak słowo pisane, tak i mówione stało się częścią tej duchowej, niematerialnej wartości Sudetów.

Mam wizję tego miejsca jako domu szeptuchy, stojącego w starym sudeckim lesie, domu który posiada w sobie mądrość wielu pokoleń tych ziem… Niech dom pisarza i aktora –  gromadzi mądrość pokoleń, serdeczność i ciepło gościnności; wiarę w to, co każdy nosi w sercu, przy równoczesnej tolerancji dla odmienności.

Jednak nie poradzimy sobie sami z wyremontowaniem tych domów. Są one w naprawdę złym stanie. Aby funkcjonowały w sposób, który pozwoli Was w nich ugościć, Kochani, potrzeba 500 tysięcy złotych.

Liczymy, że są na tym świecie osoby, które zapragną mieć w swoich dokonaniach – jako jeden z życiowych sukcesów – postawienie na nogi domu pisarza czy domu aktora, z kameralną sceną im. Gerharta Hauptmanna w Chełmsku Śląskim. Ożywmy go w miejscu, gdzie jego tkacze każdego dnia w urokliwych domkach tworzyli charakterystyczną dla tego regionu kulturę i tradycję, dając światu piękny, naturalny len; len, o którym można by opowiadać w nieskończoność. Będziemy darczyńców reklamować na całym świecie i na każdej planecie!

Tak mówiąc o tkaczach i lnie, nie sposób nie wspomnieć, że jest w Chełmsku Śląskim wiele wspaniałych osób, pięknych ludzi, którzy z pasją już od wielu lat tworzą historię. Pomóżcie nam odbudować trzy domki tkaczy, w których będzie miejsce dla literatów, aktorów, przewodników, historyków i malarzy. Znacie doskonale Kazimierz nad Wisłą. Niechaj pozostanie Kazimierzem. Ale wypromujmy też podobnie Chełmsko , niech też stanie się wyjątkowym i dostrzegalnym miejscem, o którym będzie się mówić z dumą i nostalgią; miejscem, gdzie artyści będą chcieli zamieszkać, budzić się rano, pić kawę w kawiarni na rogu; gdzie będą mogli zamówić miód i ser u pana Heńka, a wieczorem u noblisty będą dyskutować o tym, jak pomóc Wandzie, która ma takie a nie inne problemy. I niech przyjeżdża Warszawa, niech Poznań wykupuje mieszkania, razem z Sokołowskiem, Mieroszowem. Pokażemy światu, że nie trzeba jechać do Toskanii, by emocje drgnęły. Aż w końcu tak Chełmsko zalśni, że Boguszów-Gorce przestanie wyprzedawać mieszkania za bezcen i przyjmie wracających studentów, którzy po zdobyciu dyplomu nie wyjadą, lecz zostaną, aby tworzyć te niedopisane studnie, oceany niewiarygodności, magii Dolnego Śląska.

Jak Nowa Ruda ma swoje Góry Literatury, oczywiście Olgę cudną i Karola, i tylu pięknych wariatów, tak pomóżcie mojej fundacji, aby miała swoją klinikę. I podobnie jak w sztuce kręconej w Chełmsku Śląskim przez znanych aktorów, Krystynę Jandę i Jurka Stuhra, niech fundacja będzie taką panią, która przychodzi z ratunkiem dla uśpionego i smutnego terenu, dla którego nie ma lekarstwa – niech zabije  miejscową dulszczyznę, stereotypy i lenistwo. Przyznajmy, że choćby z tego powodu warto!

Powiem na koniec tak: jak będą domki wyremontowane, to będzie dom pracy twórczej, to będą zlecenia dla potrzebujących artystów. Będzie galeria z ich dziełami, ba!, nawet kilka galerii. Będzie księgarnia, będzie teatr i wystawiane sztuki dla kameralnej widowni. Będą wystawy i warsztaty. Będą nagrywane filmy dokumentalne. Będą spotkania z ludźmi na miarę Nobla i w literaturze, i w miłości do świata. Będzie wydawnictwo i będzie wino. Będzie kawa i będzie piernik. Będzie loteria z wielką wygraną i pomoc dzięki tej loterii dla kogoś, kto stanie na nogi. I będziemy blisko z artystami ukraińskimi, szczególnie z tymi, którzy zostali tam – tam, gdzie zamienili pióro na karabin. I dla nich, i dla ich rodzin zawsze będzie u nas miejsce. A wszystko to będzie “megawartościowe”:)

I temu, kto teraz powiedział: „No, zobaczymy…”, odpowiadam jako prezeska tej fundacji: „No zobaczymy, zobaczymy!”:)  Kochani! Odbudujcie z nami trzy domki. Będą służyć światu, zareklamują WAS, PODKREŚLĄ Waszą rolę w tym, co dzisiaj jest, a czego jutro może już nie być.

I jeszcze jedna ważna zasada – i fundacji, i domów Hauptmanna. Prosimy o to, aby szanować nasze zasady, bo my szanujemy Was takich, jakimi jesteście. Nie róbmy sobie tego, czym sami nie chcemy być dotknięci. Przyświeca nam dewiza: Kochaj i rób, co chcesz! W życiu i w świecie jest tyle stresu i bólu, nie wolno nam produkować kolejnych… Może komuś z Was jest po drodze z nami. Zapraszamy! W Chełmsku Śląskim jest jeszcze tyle pięknych, niezagospodarowanych uliczek😊

Czekamy na Was i na Waszą pomoc.

Fundacja Fames Artis

Agata Patralska-Obarewicz

Proszę zobaczyć rekomendacje😊
https://youtu.be/j5U0LD https://youtu.be/j5U0LDu-bAQ https://youtu.be/4JK9NNaG9aI https://youtu.be/II4JDjGOILM https://youtu.be/-GvHIi9bcCM

P.S.

Oczywiście składamy projekty o dofinansowanie remontów, ale by nie stać w miejscu, kiedy brak odpowiedzi pozytywnych z miejsc obdzielających zabytki, podciągamy rękawy i szukamy pomocy sami!

***

Jeśli chcecie dokonać wpłaty:

Fundacja Fames Artis                      
PL 64114020040000310283375932
Tytuł wpłaty: renowacja domków tkaczy w chelmsku slaskim

Kontakt:

apoliterat@wp.pl 

Wegetarianie

Wegetarianin to indiańskie określenie łowcy nieudacznika.

*

Roger McGough (ur. 1937)

Wegetarianie

Wegetarianie to okrutni i bezmyślni ludzie.
Każdy wie, że marchewka krzyczy na tarce,
że rozrywana palcami brzoskwinia krwawi.
Wierzysz, że pomarańcza nie czuje
kciuków, które się w niej zanurzają?
że pomidory rozlewają swe mózgi bezboleśnie?
A kartofle, żywcem obierane ze skóry i gotowane,
te homary podziemnego królestwa?
Nie opowiadaj, że nie boli,
gdy odrywa się groch od strączka,
obłupia brukselkę,
szatkuje kapustę i ćwiartuje cebulę.

Odrzuć chochlę.
Odstaw motykę.
Nie koś,
wyzwól moje plemię!

znalezione na Facebooku bez podania autora tłumaczenia i tak też tu umieściłam; po czym nie zrozumiałam komentarzy – PRZEPRASZAM
spolszczył Tibor Jagielski!


Z Twittera: A rare photo of baby carrot clinging to their mommy before being eaten by a vegan. Stop this cruelty now! / Rzadkie zdjęcie dziecka marchewki, przytulonego do mamy, zanim zostanie zjedzone przez weganina. Skończmy z tym okrucieństwem.

Wielki nieobecny

Zbigniew Milewicz

Mija dziesiąta rocznica śmierci Sławomira Mrożka. Dramatopisarz, prozaik, satyryk, jeden z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy. Urodził się 29 czerwca 1930 w Borzęcinie, zmarł 15 sierpnia 2013 w Nicei. Mieszkał w Paryżu, USA, Niemczech, Meksyku, w roku 1996 wrócił do Polski, do Krakowa. W roku 2008 ponownie wyemigrował z Polski i zamieszkał w Nicei, we Francji.

Tak zaczyna swoją opowieść o Nim publicystka z Culture.pl*, akcentując, że był twórcą wyjątkowo wszechstronnym, swobodnie poruszającym się w rozmaitych formach wypowiedzi. Jej relacja o Sławomirze Mrożku jest zręcznie skonstruowana i zawiera sporo ciekawych faktów, ale z uwagi na znaczną objętość materiału pozwoliłem sobie umieścić go w załączniku do tego wpisu. Mnie fascynował Mrożek przede wszystkim jako mistrz absurdu i krótkich form literackich, usiłowałem go naśladować w swoim pisaniu, ale nigdy nie udawało mi się choćby nadepnąć mu na piętę. Jak On wspaniale operował słowem. Nie wiem, czy to Państwo znacie:

Chcę być koniem

 Mój Boże, jak bardzo chciałbym być koniem…

Gdybym tylko zobaczył w lustrze, że zamiast rąk i nóg mam kopyta, z tyłu ogon i autentyczną końską głowę – natychmiast udałbym się do urzędu mieszkaniowego.
– Proszę o nowoczesne, duże mieszkanie – powiedziałbym.
– Niech pan złoży podanie i czeka na swoją kolej.
– Ha, ha! – zaśmiałbym się. – Czy panowie nie widzą, że ja nie jestem zwyczajnym, takim sobie, szarym człowiekiem? Ja jestem kimś innym, kimś ekstra!

I zaraz otrzymałbym nowoczesne, duże mieszkanie z łazienką.

Występowałbym w kabarecie i nikt by nie mógł powiedzieć, że jestem niezdolny. Nawet wtedy, gdyby moje teksty były niedobre. Przeciwnie.

– Jak na konia, to znakomite – chwalono by mnie.
– Ten ma łeb – mówiliby inni.

Nie mówię już o korzyściach, jakie wyciągnąłbym z przysłów i porzekadeł: końskie zdrowie, uśmiać się jak koń, koń ma cztery nogi i też się potknie…

Oczywiście,  b y c i e  koniem miałoby pewnie strony ujemne. Moim wrogom dałbym nową broń do ręki. Pisząc do mnie anonimy, zaczynaliby w ten sposób: „Pan jest koń? Pan jest kucyk!”

Kobiety interesowałyby się mną. – Pan jest taki inny… – mówiłyby.

Idąc do nieba, otrzymałbym, siłą faktu, skrzydła. Stałbym się wtedy pegazem. Skrzydlaty koń! Czy może być coś piękniejszego dla człowieka?

Sławomir Mrożek, (w:) Opowiadania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s.14

Albo znakomity Artysta:

_________________

*Krystyna Dąbrowska, wrzesień 2009, aktualizacja sierpień 2013

Ciąg dalszy jutro

Reblog: Cały ten róż – bardzo krótka historia

Grażyna Bastek

Foto: Ela Kargol

Współczesna kultura ma kłopot z różowym. Gardzą nim „prawdziwi mężczyźni” (ale już nie gwiazdy rocka i James Bond, o czym poniżej), a uwielbiają przedstawiciele wszelkich łamiących tabu i zastane porządki kontrkultur. To słodki kolor Barbie, kusząca barwa prostytutek, kiczowatych sukienek (chociaż nie zawsze), a zarazem walczących o swoje prawa kobiet. Jest wykorzystywany w tak wielu rolach, jak wiele jest jego odcieni.

Continue reading “Reblog: Cały ten róż – bardzo krótka historia”

Travelling and speaking languages


Alma Karlin’s
travelling book, The odyssey of a lonely woman, was edited in English, by Victor Gollancz, London, 1933, it consists of reports about her journeys out of America, in the Far East and through Australia.

She was an Austrian, so it is why some her titles were published in German first, then translated into Slovenian. Many of them have not yet been published; they are kept in the National and University Library of Slovenia and in the Berlin State Library (according to Wikipedia in a building in Unter den Linden).


Continue reading “Travelling and speaking languages”

Amazonia

Amazonia, dom moich przodków, już niedługo może się zmienić w suche pustkowie. Śmierć Amazonii uwolni ogromny ładunek dwutlenku węgla i zagrozi naszemu istnieniu na planecie. Ale nowy prezydent Brazylii właśnie zwołał przywódców Amazonii na historyczny szczyt. Mamy więc wyjątkową szansę, by wbrew koncernom wydobywczym i drwalom obronić Amazonię przed zniszczeniem. 
Podpisz Wielką Deklarację dla Amazonii, a ja przekażę wszystkie nasze głosy na spotkaniu przywódców:

PODPISZ TERAZ

Przyjaciółki i Przyjaciele!
Nazywam się Txai Suruí. Zaledwie kilka tygodni temu nielegalni hodowcy bydła uprowadzili mnie i moją, a potem więzili nas przez 5 godzin.
Ci ludzie widzą we mnie wroga, gdyż poświęciłam życie ochronie lasu – ale nie rozumieją, że walczę także dla nich.Amazonia, gdzie mój lud żyje od ponad 6 tysięcy lat, jest bliska ekologicznego punktu załamania. Gdy go przekroczy, las zmieni się w wyschnięte pustkowie.Jeśli nie zapobiegniemy tej katastrofie, atmosferę zaleje ogromna ilość dwutlenku węgla, doszczętnie wysuszymy Ziemię, a 10 tysięcy gatunków skażemy na wyginięcie. Wtedy my wszyscy – rdzenni mieszkańcy, hodowcy bydła, ludzie w Brazylii i na całym świecie – będziemy walczyć o przetrwanie.Pozostaje jednak szansa. Liderzy z całej Amazonii zbierają się na historycznym szczycie w obronie lasów deszczowych. Jeśli będziemy głośniejsi niż koncerny wydobywcze i hodowcy bydła, może zdołamy przekonać władze do ochrony 80% lasów i uznania pełnych praw rdzennych mieszkańców do ziemi.
Stań dziś u mojego boku w obronie lasu, który podtrzymuje życie nas wszystkich. A ja przekażę nasze głosy przywódcom zebranym na szczycie. Podpisz teraz!

DOŁĄCZ DO WIELKIEJ DEKLARACJI DLA AMAZONII

Mój lud, Paiter Suruí, od wieków walczy w obronie lasu. Tyle już razy czuliśmy się zdradzeni, ale ten szczyt na nowo rozbudził w nas nadzieję. Po latach wycinek, nieskrępowanego rabunku zasobów naturalnych i masowej przemocy, rządy krajów Amazonii wydają się być gotowe do wprowadzenia zmian, by ludzie znowu mogli żyć w harmonii z puszczą.
Nowy rząd Brazylii ograniczył tempo wylesiania o ponad 60% w porównaniu z lipcem zeszłego roku, ale to wciąż za mało. Katastrofy unikniemy tylko wtedy, gdy pozostałe kraje też zaczną chronić Amazonię. Dlatego Avaaz uruchomił największą w historii kampanię dla Amazonii i naciska na przywódców, by podjęli skuteczne działania. Dzięki darowiznom od społeczności Avaaz rdzenne społeczności z całej Amazonii wezmą udział w szczycie. Będą bronić naszego wspólnego domu, a stoi za nimi 9,1 miliona sygnatariuszy petycji Avaaz z całego świata.
Ten szczyt może rozpocząć szeroko zakrojoną regionalną współpracę na rzecz ochrony lasów deszczowych, i to w ostatniej chwili. Potrzebujemy jednak wsparcia ludzi na całym świecie, by stawić czoła drwalom i hodowcom bydła. Dlatego proszę: podpisz naszą deklarację już teraz, a ja przekażę ją wraz ze wszystkimi podpisami przywódcom krajów Amazonii zebranym na szczycie.

DOŁĄCZ DO WIELKIEJ DEKLARACJI DLA AMAZONII
Wielokrotnie widziałam, jak społeczność Avaaz pomagała chronić lasy deszczowe. Wraz z sojusznikami Avaaz nie raz zapewniał puszczy skuteczniejszą ochronę i powstrzymywał szkodliwe plany. Szczyt z udziałem przywódców krajów Amazonii może być szansą na szybkie wprowadzenie niezbędnych środków ochrony lasów deszczowych i wzmocnienie pozycji mojego ludu oraz innych społeczności, które w Amazonii żyją. Zróbmy to razem!

Z nadzieją i determinacją, Txai Suruí wraz z całym zespołem Avaaz

Dowiedz się więcej:

Wyborcza.pl: Amazonia umiera. Wypychamy całą biosferę Ziemi poza punkt krytyczny – ostrzegają naukowcy

W języku angielskim:
RFI: UK director, Indigenous group ambushed in Brazil: activists
Reuters: Brazil offers to host August summit for Amazon rainforest alliance
New York Times: Has the Amazon Reached Its ‘Tipping Point’?
UNESCO: An indigenous solution to deforestation in the Amazon
France24: Video: At climate summit, Brazil’s Lula promises new day for Amazon

Frauenblick: Macbeth

Monika Wrzosek-Müller

Macbeth bei den Salzburger Festspielen (und nicht nur)

In der Oberschule in Polen haben wir Shakespeares Drama Macbeth gelesen und dann auch Ausschnitte davon aufgeführt. Besonders gut erinnere ich mich an die drei Hexen, die ihren Text tanzend und singend vortrugen, denn eine von den dreien war ich. Diese Theateraufführungen liebte ich sehr; dadurch blieben mir auch viele Texte im Gedächtnis. Noch heute kann ich die Prophezeiungen der Hexen rezitieren.

Macbeths blutrünstiges Morden, die für mich schicksalhaft an den blutigen Händen von Macbeth und stärker noch an den Händen von Lady Macbeth hafteten, stellte, so schien mir, eine direkte Fortsetzung der griechischen Tragödien dar. Auch hier gab es einen Chor (eben den der Hexen), die die Ereignisse vorhersagten und kommentierten. Außerdem faszinierte mich die Person der Lady Macbeth, die eine viel wichtigere Rolle bei der Tragödie spielte als ihr Mann. Sie stiftete ihn zu den Morden an; irgendwann aber gerieten beide in den Sog der blutigen Ereignisse. Immerhin versuchte Macbeth sein Gewissen mit den Prophezeiungen der Hexen zu beruhigen, irrtümlich legte er sie immer wieder zu seinen Gunsten aus. Die Rolle der Magie, des Schicksals im Leben des Einzelnen strahlt aus diesem dunklen Drama. Shakespeare hatte und hat immer wieder Anschluss an die Gegenwart gefunden, seine literarischen Aussagen sind heute immer noch ganz aktuell.

Vor ein paar Tagen sah ich bei ARTE die Aufführung der Oper Macbeth von Giuseppe Verdi bei den Salzburger Festspielen. Wahrscheinlich habe ich die Produktion so aufmerksam verfolgt, weil sie von dem polnischen Regisseur K. Warlikowski, in der Choreographie seiner Frau Małgosia Szczęśniak, stammt. Warlikowski hebt den Gegenwartsbezug der Oper hervor, lässt den Größenwahn und die Zerstörungswut triumphieren. Das wunderbare Bühnenbild – mit einer langen Bank in einem Warteraum – erinnert mich etwas an die Gemälde von Edward Hopper; im Hintergrund kompliziert konstruierte Auf- und Übergänge, mit einem fahrbaren Kasten, in dem der Chor der blinden Hexen sitzt und steht. In gewisser Weise zu Warlikowskis festem Repertoire gehört auch die Kinderschar, ebenso das Psychologisierende der Inszenierung: dass Lady Macbeth keine Kinder gebären kann und aus diesem Grund zu einer machtgierigen, rücksichtslosen Person wird, wird sehr nachvollziehbar; eine lange Szene, auf einem riesigen Bildschirm eingespielt, zeigt die verzweifelte Lady Macbeth bei einer gynäkologischen Untersuchung – für mich eher wie ein Theaterstück als wie eine Oper wirkend.

Die wunderschönen Kostüme der Frauen aus ungefähr den 1930er Jahren und die konventionellen Anzüge der Männer, entworfen von M. Szczesniak, lassen das Mittelalterliche bei Shakespeare gänzlich verschwinden. Bei einer Szene, in der eine der Damen, Teilnehmerin an dem Fest zur Krönung Macbeths, den Kindern einen Gifttrunk verabreicht und sie damit umbringt, denkt man unwillkürlich an Magda Goebbels und ihren Mord an den eigenen Kindern und ihren Selbstmord. Allgemein zitiert Warlikowski ausgiebig Bilder aus Filmen oder anderen Genres.

Die Kinder in der Warlikowski-Inszenierung sind wehrlos, sie unterliegen ihrem Schicksal, sie werden sogar wie eine Speise auf einem Silbertablett serviert; sind sie aber nicht die heimlichen Helden des Spektakels?

Überzeugend fand ich die Sängerin Asmik Grigorian, vielleicht vor allem als Schauspielerin, bestimmt als eine schöne Frau, weniger als Opernsängerin. Im Vergleich zu ihr gerät Vladislav Sulimsky, der Macbeth im grauen Anzug, wohl etwas in den Hintergrund. Überhaupt gibt es keine klassisch opernhaften Stehbilder, in denen die Arien vorgesungen werden, die Darsteller bleiben ständig in Bewegung; auch das Gehäuse für den Chor wird rein- und rausgeschoben, eine riesige Neonröhrensonne leuchtete aber allem. Am Ende gab es standing ovations – zu Recht; die Bilder werden bleiben; an der Musik können wir uns auch anderweitig erfreuen.

Nebenbei habe ich etwas über Giuseppe Verdi erfahren: Macbeth ist die zehnte von seinen 26 Opern. Er hat den Text gekürzt und die Rolle der Lady Macbeth stark ausgebaut; damit hat er den Frauen einen Dienst erwiesen.

Profesor Brückner – dwa artykuły

Marszałek Sejmu Bohdan Borusewicz wraz z grupą parlamentarzystów polskich i niemieckich

Bogdan Borusewicz i towarzyszący mu parlamentarzyści złożyli kwiaty na grobie profesora 14 marca 2014 roku. Delegacji towarzyszyły Ewa Maria Slaska i Anna Kuzio-Weber, inicjatorki starań o zachowanie grobu profesora i przyznanie / przywrócenie mu statusu grobu honorowego Berlina.
Ewa Maria Slaska stoi na zdjęciu po prawej stronie, Anna Kuzio-Weber wykonała zdjęcie.

Continue reading “Profesor Brückner – dwa artykuły”

Reblog & Republik

Danke Christine fürs Finden!
Uljana Wolf war Mal vor Jahren eine junge Dichterin bei den Übersetzern Workshops von WIR e.V.
Schon damals war sie eine sehr originelle Erscheinung

REPUBLIK
 
Guten Tag Das haben wir heute für Sie:·       

Buchstaben­salat: Wenn wir Fehler in Texten bewusst einsetzen,
entsteht etwas Neues. In ihrem Essay propagiert die Lyrikerin
Uljana Wolf den Verschreiber als Chance, unsere Gewohnheiten
zu verändern·       

Am Gericht: Statt einen Klienten zu vertreten, sitzt eine
Rechtsanwältin selbst auf der Anklagebank.
Hat sie die Straf­verfolgung behindert?

Mnacamhl snid Bcuhstbean­vredrheer ein dmumes
Msisghcseick. Machnaml snid sie (wie – zuggeeebn 
– hier) sninbfeirete Speilerei. Dcoh machnmal erscahfefn
sloche Vertschauereien nuee Sinn­zusmmaenhnäge, ja
beinhae Poseie. Durch Verhörer, Verschreiber,
Buchstaben­verdreher oder falsche Übersetzungen kann
etwas Neues entstehen: eine Sprache
in der Sprache, poetischer Eigensinn.
Indem wir Fehler zulassen, ändern
wir die Regeln des Spiels.
·       
Wenn Autorinnen mit bewusst eingesetzten
Verhörern, Verschreibern oder falschen
Übersetzungen arbeiten,
passiert etwas mit den Texten.
Als würde man die Worte unscharf
sehen in Bezug auf ihre gesicherte Bedeutung,
aber überscharf in Bezug auf ihre Buchstaben,
ihre Beschaffenheit. Im Zulassen solcher
Verschreiber liegt ein wichtiger Aspekt,
möglicherweise sogar die politische Dimension
des Fehler­lesens, schreibt die deutsche Lyrikerin
und Übersetzerin Uljana Wolf in ihrem Essay.
·       
Für die Anwältin, die sich vor dem Richter
verantworten muss, steht viel auf dem Spiel.
Wird sie verurteilt, droht ihr ein – zumindest
befristetes – Berufsverbot. Der
Vorwurf der Staats­anwaltschaft:
Sie habe sich der versuchten
Begünstigung ihres Klienten strafbar gemacht,
indem sie es den Ermittlungs­behörden erschwert
habe, belastbares Material gegen den
Verdächtigten zu sammeln. Tatsächlich sind
Straf­verteidiger aber verpflichtet, die Interessen ihrer
Klienten zu wahren. Hat die Angeklagte die Grenze
des rechtlich Zulässigen überschritten?

Wir wünschen Ihnen einen schönen Tag. Bis morgen.
Ihre Crew der Republikwww.republik.ch      
 
Essay: Wer Schatten hat, muss für die Spots nicht sorgen
Am Gericht: Eine Verteidigerin als Angeklagte
REPUBLIK
Republik AG
Sihlhallenstrasse 1
8004 Zürich
Im Web lesen