Ewa Maria Slaska & Marek Włodarczak (alias Tabor Regresywny)
oraz oczywiście Ela Kargol, bez której nie ma już żadnego wpisu o Don Kichocie i Baratarii
Ciekawe, że wcale przedtem na to nie wpadłam, że to ON, czyli Marek Włodarczak. A przecież wygląda jak on, opowiada jak on, robi to co on – szwenda się po świecie, używając niezwykłych środków lokomocji. Nie ma przy nim Sancho Pansy, pewnie właśnie zarządza w jego imieniu Baratarią. Uważa zresztą, że Barataria wcale nie jest tą wyspą, którą Don Kichote obiecywał swojemu giermkowi przez cały pierwszy tom, a już na pewno nie jest tą wyspą na lądzie, jaką w porywie złośliwego humoru w drugim tomie ofiarowali mu Wiceksiążę i jego małżonka Wiceksiężna. Zdaniem DK de la Vratislavia Barataria jest odległą planetą, która niekiedy jawi się jak wymarzona utopia, czyli Wyspy Szczęśliwe, niekiedy zaś jako prawdziwe Barataro, czyli Oszustwo. Niewątpliwie korzystnym dla niekończącej się opowieści baratarystycznej czasomiejscem lokalizowania Baratarii było osiem lat rządów PiS-u w Polsce – poszukajcie sobie drogie Czytelniczki wszelkiej płci i wieku w odmętach tego bloga, ileż ON tu naopowiadał historii o Baratarii.
Tusk zapowiedział rozliczenie, zadość uczynienie i pojednanie. Biorąc pod uwagę problemy z rozliczeniem, pojednania możemy nie doczekać. Może lepiej zacząć od pojednania. Pojednanie należy oprzeć na czymś z czym wszyscy się zgadzają. Wszyscy Polacy zgadzają się z tym, że demokracja, konstytucja i praworządność zostały połamane i podeptane. I tu zgoda się kończy, obie strony oskarżają się nawzajem o wprowadzenie chaosu a nawet o zamach stanu . A to tylko taka mała intryga za pomocą trzech peso. ( To są kolejne moje wpisy na fb)
ZAŁOŻENIA 10 stycznia Pytanie 1. Jaka jest szansa na to, że po jesiennych wyborach w Polsce, strona przegrana pogratuluje drugiej stronie wygranej? 11 stycznia Pytanie 2. Czy istnieje obawa, że wybory skończą się awanturą, bo jedna ze stron ich nie uzna? 12 stycznia Wniosek. Trzeba zmienić formułę wyborów. Te demokratyczne nie zdały egzaminu.
Byłem na Wydziale Prawa u znajomego profesora konstytucjonalisty. Opowiedziałem mu o „Klątwie” i zaproponowałem sposób jej zneutralizowania. Obawiam się, że bez neutralizacji tej Klątwy kryzys w wymiarze sprawiedliwości tylko będzie się pogłębiał i skończy się to jakąś katastrofą. Rozbawiło go to, ale mi w tym nie pomoże. Zostawiłem też plakat o Marszu dla Angeliki i o seminarium z dochodzeniu sprawiedliwości środkami artystycznymi. Powiedział, że wątpi, by ktoś się tym zainteresował. Coś mi się zdaje, że na Wydziale Prawa sprawiedliwość nikogo nie interesuje. Zostawiłem mu też szkic pisma z którym chciałem się zwrócić do Sądu Najwyższego. Pismo poniżej. Analizując to pismo pod kątem symetrii, stwierdziłem, że popełniłem błąd. By zachować symetrię to Sąd Najwyższy powinien do mnie napisać „My dziwki, złodzieje i pijacy oświadczamy, że wyrok… Obraża nasze poczucie sprawiedliwości.” Ja po otrzymaniu pisma, powinienem podkreślić to na czerwono i odesłać do Sądu Najwyższego. Co o tym sądzisz?
Tabor Regresywny czyli Marek Włodarczak EKSK (Emerytowany Komendant Spływu Kajakowego) I Prezes Sądu Najwyższego na Uchodźctwie
Preambuła do prolegomeny:
TR: Zaproponowałem znajomemu na wydziale prawa wykład w szatni pt. “Dochodzenie sprawiedliwości środkami artystycznymi”. Czy dało by radę równocześnie organizować takie wystąpienie w szatni na Uniwersytecie Humboldtów, w Berlinie w razie gdybym tu miał jakieś trudności?
EMS: Hmm, spytam znajomego profesora. Czy to się bardzo spieszy?
Władzy trzeba słuchać. Ale robić po swojemu. Im głupsza władza tym bardziej trzeba jej słuchać i robić bardziej po swojemu.
Mateusz Morawiecki po objęciu urzędu premiera pojechał do Torunia, gdzie zapowiedział rechrystianizację Europy. Nie wiadomo, śmiać się, czy płakać. Na szczęście zaraz po wyjeździe o tym zapomniał.
Minister edukacji, Przemysław Czarnek z kolei zapowiedział rozwijanie cnót niewieścich. Nie powiedział, po co. Prawdopodobnie sam się wystraszył tego, co powiedział. Z kolei nowa (ongiś) minister zdrowia zapowiedziała poprawienie jakości żywienia w zakładach opieki zdrowotnej. Genialne, tylko żadna poprawa jakości żywienia nie pomoże, jeżeli brak apetytu.
Nasz blogowe podróżniczki napisały właściwie tylko tyle: Ronda! Zrób o tym wpis! To miasto na bloga.
I przysłały zdjęcia. Najpierw takie:
Potem takie:
I w końcu te:
Zacznijmy od końca. Pomnik i zdjęcia prezentują słynną hiszpańską gitarzystkę, tancerkę flamenco i piosenkarkę Aniyę la Gitana, znaną również jako Ana Amaya Molina lub Anilla la de Ronda (1855-1933). Tańczyła wszędzie, gdzie w Hiszpanii działo się coś ważnego. Spotykali się z nią wielcy tamtego świata. Odwiedzały ją królowe. Pisał o niej Federico Garcia Lorca. Zmarła w Barcelonie w wieku 78 lat. W rodzinnej Rondzie upamiętnia ją doroczny konkurs flamenco.
Miasto jest piękne i jak o nim poczytać, to aż dech zapiera. Jest bowiem położone po dwóch stronach przepaścistego wąwozu. Ma on głębokość 160 metrów, a jego szerokość sięga niekiedy 100 metrów. Po jednej stronie wąwozu leży miasto chrześcijańskie, po drugiej – muzułmańskie, a łączy je kilka niezwykłych mostów.
Więcej można poczytać TU i już zacząć planowanie następnych wakacji.
***
A ja przygotowując ten wpis, zastanowiłam się nad tym, że zapewne wszyscy podróżowaliśmy w czasie wakacji i niektórzy z nas coś o tym napisali. Czyli, jak zaczniemy planować następne wakacje, sięgnijmy i tu.
Konrad poodróżował po Azji przez trzy miesiące, ale przebywał tam ponad pół roku, bo przez semestr studiował w Singapurze. Obiecał, że napisze o tych studiach i podróżach, ale na dużo długich wpisów przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jego podróże pojawiły się na blogu już dwukrotnie: Japonia i Korea, a przemieszczanie się pomiędzy wieloma krajami umożliwiały mu samoloty, statki, pociągi i autobusy.
Ja, czyli Ewa Maria, byłam w kilku miejscach, niemal wszędzie bardzo krótko, a docierałam tam najczęściej i najchętniej pociągiem:
Powiedzmy sobie szczerze, demokracja parlamentarna to staroć z poprzedniego stulecia, zupełnie nie pasująca do dzisiejszego świata. Przydałoby się coś nowego, jakiś nowy powiew wiatru historii. Myślę, że jesteśmy świadkami narodzin nowego systemu politycznego, wykluwającego się na naszych oczach. Za jego początek proponuję uznać moment, w którym Jarosław Kaczyński oświadcza w Sejmie – “nikt mnie nie przekona, że białe jest białe a czarne czarne”. Nową formację ustrojową proponuję nazwać dyktaturą absurdalną. Po tym oświadczeniu Jarek założył prawy but na lewą nogę a lewy na prawą. Zebrała się rada polityczna na Nowogrodzkiej i nie wiedzą, co z tym zrobić. Sasin nieśmiało zwrócił uwagę, że elektoratowi może się to nie spodobać. Antek na to, że elektoratowi jest to obojętne, ale opozycja może się przyczepić, zaproponował więc, by prezes dla zmylenia założył prawy but na prawą nogę, a lewy na lewą. Prezesowi się to spodobało i tylko raz założył po swojemu, by wszyscy widzieli kto tu rządzi.
Nie ukrywam, że jako Emerytowany Komandor Spływu Kajakowego wprawdzie nie jestem zwolennikiem dyktatury absurdalniej, ale jestem jej fanem. Rozszerzyli rok emerytalny do 14 miesięcy i upchnęli go w 12 miesiącach kalendarzowych. Jako emeryt co roku jestem o dwa miesiące młodszy, co mi bardzo odpowiada. Mało tego. Rząd przyznał mi 2200 zł brutto, ale dostać miałem 1800 netto i wtedy Jarek pomylil brutto z netto. Próbowano mu to wytłumaczyć, a on na to, że nikt mnie nie przekona, że brutto to brutto a netto to netto. I w ten sposób dostanę 2200 zł netto, a nowe brutto w kwocie 2650 zł to problem rządu. Jakby Jarek znów pomylił brutto z netto, to może by się zebrała suma wystarczająca na drugą połowę łodzi.
Próbowałem wytłumaczyć Toniemu zawiłości polskiego systemu emerytalnego w okresie kampanii przedwyborczej. Nic nie rozumiał. No to sięgnęliśmy po rakiję. Dalej nic. I wtedy pojawiła się orkiestra cygańska.
Żałuję, że nie udało się nagrać wszystkiego, szczególnie pewnej tańczącej cyganki, ale efekt był piorunujący. Jak sobie poszli, Toni mówi do mnie:
– Czy z tym waszym systemem emerytalnym nie jest przypadkiem tak jak z naszą rakiją i sałatką na zagrychę. Bo wiesz, poszliśmy z kolegą do restauracji przed południem na kieliszek rakiji, do tego oczywiście sałatka szopska. Wypiliśmy po kieliszku, ale nam została sałatka, sałatka nie smakuje bez rakiji, to zamówiliśmy po następnym kieliszku i wtedy skończyła się nam sałatka, a rakija bez sałatki nie uchodzi, to zamówiliśmy następną sałatkę. I tak aż do wieczora.
Mówię mu:
– Trafiłeś w sedno. Ale jest problem. Wy zapłaciliście za tę sałatkę i rakiję, za to brutto, które zrobiło się netto też ktoś musi zapłacić, komuś trzeba zabrać. Jest okres przedwyborczy, ryzykownie jest zbierać, lepiej wziąć kredyt, niech zapłacą następne pokolenia. Problem w tym, że wąż powiedział, żadnym sposobem nie pomrzecie. Jeśli nie kłamał, to wszystko w porządku, niech się martwią następne pokolenia, ale jeśli zwodził, mówiąc prawdę i przyjdzie nam spłacać kredyt z odsetkami w czasie następnego tu pobytu, to ja dziękuję za takie netto.
Wracając do dyktatury absurdalnej, różni się ona od zwykłej tym, że w zwykłej dyktaturze prezydent i rząd są marionetkami w rękach despotycznego dyktatora, a w dyktaturze absurdalnej to dyktator jest bezwolną marionetką w szponach absurdalnej idei wyrażonej przez całkiem sympatycznego misia o małym rozumku, a prezydent i rząd to marionetki marionetki. Absurd?
Jednej niedzieli wyruszyłem z małej zatoczki nad Odrą we Wrocławiu w kierunku Berlina . Obiecałem żonie, że jak pójdzie coś nie tak, to zrezygnuję. Gotowość do rezygnacji jest ważnym elementem wyprawy. Wiem dokąd chcę dopłynąć, ale nie muszę. Zaczęło się od tego, że Ewa Maria napisała do mnie : „ Och napisz coś na bloga, potrzebuję tekstu od osoby zakręconej, bo wszyscy są tacy przemądrzale normalni”. Ja napisałem, a ona znalazła w domu, w książce nigdy przedtem niewidziane trzy pesos kubańskie z wizerunkiem Che Guevary i przeznaczyła na honorarium dla mnie.
…z Portu Uraz do portu Ścinawa. Nie był to rejs dla przyjemności. Płynęliśmy w celach czysto handlowych. Rano kupiłem łódź w Urazie, a wieczorem sprzedałem ją w Ścinawie. Była wspaniała. Twarda męska wyprawa bez szukania przyjemności w jakiś bezsensownych celach wypoczynkowych.
Przepłynęliśmy z Marcinem w ciągu jednego dnia 57 kilometrów Odrą w celach czysto handlowych. Nie było zmiłuj się, ale było pięknie. Józef Conrad uważał, że jachting to przyjemności życia a żeglarstwo w celach handlowych to samo życie. Żeglowanie w celach handlowych to zupełnie inna jakość żeglowania. Karen Blixen po powrocie do Danii nigdy nie wzięła do ręki sztucera ani nie dosiadła konia. Rozumiem ją. Nie sięgała po namiastki po Pożegnaniu z Afryką. Coraz więcej pracujemy, by stać nas było na namiastki. Tych namiastek jest coraz więcej dookoła. A co z życiem?
“O mały włos nie rozjechałem łódką jednej z tych dziewczyn”, napisał autor. “Na pamiątkę zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie”
Ale zacznijmy od początku. Trzeciego dnia mojego udziału w Marszu dla Odry pojechałem do Kotowic. Odebrałem moją łódź Maleńka od gospodarzy którzy zgodzili się przechować ją przez noc i ruszyłem w kierunku Brzegu Dolnego. Po krótkim czasie dogonił mnie jakiś samochód, wyskoczył jakiś mężczyzna. Okazało się mąż liderki Marszu w tym dniu. Powiedział, że oni idą brzegiem rzeki i dał mi telefon do liderki. Ja wybieram drogi asfaltowe. Trudno ciągnąć łódź na kółkach po chaszczach. Idąc mam w zwyczaju podnosić z ziemi dwa śmieci, takie które najmocniej kłują w oczy. Jeden to była puszka po piwie, a drugi – kawałek kartonu walający się na drodze. Doszedłem do Portu Uraz i zatrzymałem się na dłuższy odpoczynek. Bosman portu widząc moje pół łodzi na kółkach, pokazał mi łódkę i powiedział, że jest do sprzedania. Miała bardzo ładne kształty, ale nie miałbym jej gdzie trzymać, podziękowałem. Zadzwoniłem do liderki Marszu i umówiliśmy się, że będę na nich czekał. Miejsce tak im się podobało, że ciężko było ruszyć dalej. Jak wstaliśmy, prawie nadepnąłem na następną puszkę po piwie. W zasadzie nie powinienem jej podnosić, ale stwierdziłem, że jest to okazja, by coś powiedzieć o zbieraniu śmieci. No to zgniotłem ją moim sposobem i zabrałem.
Autor nie skończył swoich relacji, ale wydaje mi się, że ktoś kupił jednak tę łódkę w Porcie Uraz i autor popłynął nią z synem do Ścinawy, natomiast “Maleńka”, czyli widoczne na filmie i zdjęciu pół łodzi domowej roboty, została na przechowanie w Porcie Uraz. Ale może było zupełnie inaczej. Jako córka żeglarza wiem, co to są tzw. “morskie opowieści”. Czytelnikom nie radzę brać ich zbyt dosłownie, w końcu, jak wiemy, w literaturze najważnieszy jest przekaz uniwersalny, a nie jakaś tam pedantyczna zgodność z faktami.
Bóg stworzył kobietę, by była mężczyźnie pomocą. Wokół tej sprawy narosło wiele nieporozumień. Najwyższy czas sprawę wyjaśnić.
W pierwszej kolejności chodziło o jabłko. Gdyby nie pomoc kobiety mężczyźni do dziś by się zastanawiali, zerwać czy nie zerwać. A tak, dzięki kobiecie, mamy sprawę za sobą i dumnie kroczymy drogą postępu cywilizacyjnego, nie zdając sobie sprawy, że bez pomocy kobiet już dawno byśmy spoczęli na laurach.
Wymyśl coś, bo już nie mam siły nosić tych tobołków. I mężczyzna wymyślił koło.
Kolumb szybko by zawrócił i nie odkrył Ameryki gdyby nie awantura w domu.
Dziś, gdy widać wyraźnie, że nauka służy technice, a technika służy miernotom do inwigilowania, manipulowania i w końcu, okradania nas w majestacie prawa, czas na radykalną zmianę.
Coś mi są zdaje, że bez pomocy kobiet, bez ich determinacji a może i zbawiennej niefrasobliwości nie wyjdziemy z tej matni. Pozostanie nam tylko odpowiedzieć sobie na pytanie – po co nam to było?
Ogłoszenie:
Zatrudnię cztery kobiety, młode w każdym wieku. Wynagrodzenie: 50% tego, co znajdziemy w drodze (bez szukania) + 50% tego, co ludzie dadzą (bez proszenia).
Chodzi o to, że Idea Marszu dla Odry w celu przyznania rzece osobowości prawnej jest bardzo konkretna, ale mogą wystąpić trudności. Nad organami wymiaru sprawiedliwości „Baratarii” ciąży klątwa, co czyni je niezdatnymi do użycia. Widać to gołym okiem.
Tak się złożyło, że Ewa Maria znalazła trzy pesos kubańskie i tradycyjnie przeznaczyła je dla mnie na honorarium autorskie Czując się odpowiedzialny za klątwę która wisi nad organami (Marek Włodarczak Klątwa) postanowiłem przeznaczyć to honorarium na realizację celów Marszu dla Odry.
Banknot o nominale trzy pesos kubańskie nie przedstawia jakiejś istotnej wartości nominalnej, ale ma potencjalną wartość magiczną. No i właśnie tę wartość magiczną chciałem przeznaczyć na cele marszu. Dobrze by było jeszcze podnieść tę wartość magiczną. Na notowania walut można wpłynąć spekulacjami. Podobnie jest z wartościami magicznymi, też można je podnosić spekulacjami.
Umówiliśmy się z Ewą Marią, że przekazanie honorarium nastąpi na jednym z mostów na Odrze między Brandenburgią a Ziemią Lubuską. By jeszcze bardziej podkręcić wartość, chciałbym tam przywędrować Taborem Regresywnym. Obecnie na Tabor Regresywny składają się trzy wozy. Sam ich nie uciągnę. I właśnie po to chcę zatrudnić cztery kobiety młode w każdym wieku. Zakwaterowanie po dwie w każdym wozie. WC, prysznic i kuchnia polowa jadą z nami. A przy sprzyjających wiatrach będzie się działo.
PS od Adminki:
Pierwsze enuncjacje na temat tego, co to jest Tabor Regresywny znalazły się na tym bloguTU. Zainteresowanych zachęcam jednak do poczytania – kolejno lub na chybił trafił – również innych wpisów Marka Włodarczaka, który wytępuje tu również jako właśnie Tabor Regresywny. Są więc dwa tabory – tabor ksywka i tabor wozy-łodzie, wędrujące po Europie, a poruszane siłą mięśni człowieka, często samego Marka. Ale są też i inne osoby, które prowadziły tabor z domu w świat i ze świata do domu.