W pajęczej sieci

Lech Milewski

Kalifornia, St Petersburg, Warszawa, Drezno, Monachium…

Gdzie tu zacząć?

Najlepiej w bliskim sąsiedztwie – złotodajne pola Ballarat – 120 km od Melbourne. Wspominałem na tym blogu o moich muzycznych doświadczeniach z tego miejsca – Źródła 7 – już wtedy nie uszedł mojej uwadze istotny fakt – w lutym 1858 roku odwiedziła Ballarat znana skandalistka Lola Montez i zaprezentowała tu swój słynny Taniec Pająka – Spider Dance. Podczas tego tańca powiewała swoją suknią odkrywając coraz wyżej swoje nogi aż… tu zdania są podzielone – niektóry widzowie widzieli jej majtki, inni widzieli, że nie widzieli majtek.
Znalazł się jednak odważny dziennikarz, Henry Seekamp, który w swoim piśmie donosił, że majtki to sprawa drugorzędna, pierwszorzędny jest fakt, że pani Montez nie prezentuje żadnego tańca.
Ta zniewaga krwi wymaga. Następnego dnia pani Montez odszukała dziennikarza w miejscowym barze i zaatakowała go szpicrutą…


Szczegóły TUTAJ…

Spider dance

pod obrazkiem ze szpicrutami

W obu zlinkowanych reportażach zauważyłem zaskakującą informację: “After fleeing from the coup in Bavaria, Montez…”
Zamach stanu w Bawarii?

Chwileczkę, zacznijmy od początku.

Kto się kryje za tym hiszpańskim nazwiskiem?

Niektóre źródła podają, że hiszpańska księżniczka, ja jednak pamiętam, kto masowo emigrował do Australii w połowie XIX wieku – Irlandczycy.
Zgadza się!
Lola Montez urodziła się w miejscowości Limerick jako Maria Dolores Elisa Rosanna Gilbert, córka niskiego rangą oficera marynarki brytyjskiej i senority Oliverres de Montalva. Gdy miała 3 lata, jej ojciec został wysłany służbowo do Indii, gdzie po kilku latach zmarł na cholerę. Senorita Oliverres wkrótce znalazła męża, a nieco później znalazła męża dla córki –
80-letniego sędziego.
Maria Dolores uciekła z domu i wzięła ślub ze znacznie młodszym oficerem. Po kilku miesiącach małżeństwa mąż uciekł od Marii Dolores, a ona uznała chyba, że małżeństwo to bardzo śliska ścieżka, zmieniła nazwisko na Lola Montez i ruszyła na podbój świata.
Paryż – tu oczarowała obu Aleksandrów Dumasów – ojca jak i syna.
Drezno – Franciszek Liszt.
Warszawa – tu zatrzymam się dłużej…

Encyklopedia Teatru Polskiego (Źródła 1) donosi:
“…Przyjechała w tym czasie do Warszawy Lola Montez, córka byłego jenerała hiszpańskiego. Jako tancerka zrobiła z dyrekcyą umowę na pięć przedstawień, po 3000 zł. każde. Będąc piękną znalazła protekcyę w ks. Radziwille, w hr. Zamoyskim, Turkulle, ministrze, Franciszku Potockim etc. etc.
Przy pierwszem wystąpieniu krzyki, oklaski protektorów i młodzieży krzesłowej zastąpiły niedostatek talentu, bo, prawdę powiedziawszy, było to z ujmą dla p. Turczynowiczowej i panny Wendt, pierwszych solistek baletu warszawskiego; oneby tę cachuchę kunsztowniej odtańcowały.
(…)
Nazajutrz posłała dyrekcya z uwiadomieniem, że od dalszych występów jest wolna. Ale tu protektorowie najechali Abramowicza z tem, żeby umowę wypełnić; że, wróciwszy do kraju, źle o Polakach mówić będzie; i wiele jeszcze innych uwag robili i póty od niego nie wyjechali, póki im nie przyrzekł, że za trzy dni znowu wystąpi.
Przebiegła Hiszpanka zrozumiała, że są nieukontentowania publiczności i zapewniła się, że ją protektorowie podtrzymają. Nadto, bywając na obiadach u bankiera Piotra Steinkellera, prosiła go o protekcyę.
Skutkiem tego Steinkeller rozdał sto biletów kowalom (których do 200 w jego fabryce na Solcu pracowało), z instrukcyą, żeby na niego uważali: jak tylko on klaskać zacznie, żeby i oni wszyscy walili w dłonie co sił mają.
Rozpoczęła Lola taniec. Zaczęto sykać. Lecz kowale Steinkellera, gdyby grom, zagłuszyli sykaczów, którzy, wyszedłszy z cierpliwości, gwiżdżąc przeraźliwie z pomocą świstawek, pole otrzymali.
Lola przestała tańczyć, orkiestra umilkła, a ona, wyszedłszy na przód sceny, powiedziała po francusku, że to gwizdanie jest dziełem, pochodzącem z tej loży – i wskazała na lożę Abramowicza.
Spuszczono kurtynę, wszyscy się rozeszli.
Nazajutrz rano wyszedł rozkaz ks. Namiestnika, żeby w przeciągu 12 godzin Lola Montez opuściła Warszawę.
Posłał po nią wojenny gubernator, lecz do niego pójść nie chciała, tylko do księcia. Stojący za drzwiami policyant nie puścił jej, za co uderzyła go sztyletem, który ześlizgnął się po lakierowanym bandolierze. Policyanta zaraz zastąpiło dwóch żandarmów…”

Kolejny etap St Petersburg.
Lola została przyjęta przez cara Mikołaja I na prywatnej audiencji.
Biografia Loli (źródła 4) podaje dość niezwykłą relację z tej audiencji… Przerwało ją niespodziewane przybycie dowódcy frontu na Kaukazie. Car schował Lolę do szafy, aby móc się w pełni skoncentrować na sytuacji na froncie. Sprawa była poważna, car i dowódca musieli spotkać się z dowódcami armii, wyszli z pokoju, car zatrzasnął drzwi.
Dopiero po kilku godzinach przypomniał sobie o Loli, wysłał adiutanta, aby ją uwolnił i przeprosił. Następnie przeprosił osobiście i dał jej 1,000 rubli rekompensaty.

Pora na podbój Bawarii…
Rok 1846 – królem Bawarii był wtedy Ludwig I (dziadek Ludwiga II, który wymyślił zamek dla Disneylandu).
Źródła (2) donoszą, że Ludwig I również był dziwakiem – nie używał karety, chodził piechotą po ulicach, pisał wiersze, zbudował świątynię Walhalla (źródła 3) ku czci wybitnych postaci “szeroko rozumianej kultury niemieckiej” – na tyle szeroko, że zmieścił się w niej Mikołaj Kopernik.
Nic dziwnego, że gdy zobaczył Lolę Montez na scenie w Monachium, oczarowała go. Za pięć dni zaprosił ją jako oficjalnego gościa na dwór królewski. Po miesiącu nadał jej tytuł księżniczki Landsdorf, wybudował dla niej dom i wyznaczył pensję 20,000 florenów.
To już był rok 1847 – Europa dojrzewała do Wiosny Ludów – Lola Montez panoszyła się w Monachium jak na swoim podwórku, była arogancka wobec królowej. Miarka przebrała się, gdy Lola zaczęła ingerować w skład rady uniwersytetu. Studenci zorganizowali masowe protesty, król wydał dekret zamykający uniwersytet na rok, protesty rozszerzyły się na całe miasto – rada lordów wydała dekret o wydaleniu Loli z Bawarii, tłum spalił jej dom. Ludwig I został zmuszony
do abdykacji.

Lola przeniosła się do Szwajcarii, liczyła, że Ludwig I do niej dołączy, gdy to nie nastąpiło, pojechała do Anglii, gdzie wyszła drugi raz za mąż. Niestety okazało się, że jej rozstanie z pierwszym mężem nie było do końca formalne, oskarżono ją o bigamię, uciekła więc do USA. W Kalifornii trwała właśnie gorączka złota i występy Loli cieszyły się wielką popularnością. Chyba znowu zaszkodziła jej zbytnia fascynacja mężczyzn jej osobą – kolejny ślub, niejasności formalne – lepiej było przenieść się za kolejny ocean, czyli do Australii.
W Australii Lola cieszyła się wielką popularnością wśród górników w kopalniach złota, media były raczej krytyczne.

Wpis zacząłem od relacji takiego właśnie, krytycznego odbioru, w wyniku którego doszło do pojedynku na szpicruty. To wydarzenie uwiecznił australijski kompozytor – Albert Denning – w utworze “Lola Montez, Polka” szpicruty strzelają gęsto – KLIK.
W maju 1856 roku Lola wyruszyła w podróż powrotną do Kalifornii. Próby powrotu na deski sceniczne nie były udane – Lola spędziła ostatnie lata życia wygłaszając umoralniające pogadanki.
Zmarła 17 stycznia 1861 roku w wieku 40 lat.

Propozycja:

Autor proponuje byśmy, zważywszy fakt, że Lola urodziła się w Limerick, napisali limeryki na jej temat. Limeryki były już na tym blogu po kilkakroć, można więc szybciutko znaleźć stosowne informacje, tu przypomnę więc tylko, że mają one konstrukcję aabba i najlepiej by wers pierwszy się zaczynał się, a ostatni kończył nazwą jakieś miejscowości. Limerykom bynajmniej nie szkodzi odrobina frywolności.
Dla zachęty spróbuję więc:

Pewien pająk z Lolą w Ballarcie,
podskakiwał tańcząc zażarcie
aż Lola majtki zgubiła
niesławy się dorobiła
i już nigdy nie tańczyła w Pagarcie

Nie jest to szczyt kunsztu limerykowego, ale na lepsze rymowanki nie mam czasu. Piszcie Wy, Kochani.

Źródła:

  1. Encyklopedia Teatru Polskiego – https://encyklopediateatru.pl/kalendarium/105/nagla-dymisja-dyrektora-warszawskich-teatrow-rzadowych
  2. Lola Montez i król Bawarii – KLIK / https://www.authorama.com/famous-affinities-of-history-iii-2.html
  3. Walhalla – KLIK. – https://en.wikipedia.org/wiki/Walhalla_(memorial)
  4. Skandaliczne życie Loli Montez – KLIK. – https://medium.com/wild-westerns/the-scandalous-life-of-lola-montez-c77b1770d5b4
  5. Wydana w 1909 r biografia, autor Edward B. d’Auvergne – KLIK. https://www.gutenberg.org/files/38512/38512-h/38512-h.htm
  6. Wikipedia – KLIK – link do wersji angielskiej, gdyż w polskiej nie wspomniano nawet o występie Loli w Warszawie. – https://en.wikipedia.org/wiki/Lola_Montez
  7. – https://ewamaria.blog/2019/01/25/muzyka/

Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (2)

Teresa Rudolf

Sny Filomeny

Filomena była dziś jakoś dziwnie rozdrażniona, nie wiadomo dlaczego przypomnieli się jej rodzice, mieszkający od kilku lat w Rabce Zdroju, a wcześniej w tym samym mieszkaniu, gdzie ona do dziś zamieszkuje.

W ostatnich latach zdała sobie sprawę, że często szkodzili oni innym, a szczególnie pani Klarze, sąsiadce mieszkającej w tej samej kamienicy. Przypomniała sobie, że jako dziecko bardzo cierpiała z powodu ciągłych kłótni między nimi, oczywiście będąc po stronie rodziców, wierząc we wszystkie najgorsze plotki, rozgłaszane przez nich, tylko po to, by możliwie jak najbardziej zadzkodzić nieco starszej sąsiadce.

Teraz wstydziła się za nich, a i też za siebie, że w te wszystkie brednie wierzyła i sama jako dziecko podawała je bezmyślnie dalej.

No ale, czyż nie była właśnie wtedy jeszcze dzieckiem?

Okazało się, że zaczęli znów i w Rabce mieć coraz więcej wrogów.

Kiedy zwróciła im uwagę na te tak szkodliwe społecznie zachowania, matka stwierdziła, że została ona “przekabacona” napewno przez tę “psychopatkę Klarę”, a oni jako rodzice stracili córkę, więc nie ma po co do nich przyjeżdżać, bo jej i tak za tę zdradę, do swojego domu nigdy już nie wpuszczą. 

Filomena rozczarowała się co do nich jeszcze bardziej niż to do tej pory było, a faktu, że zerwali z nią kontakt, jak gdyby była całkiem obcą, nielubianą osobą, nie była już w stanie wybaczyć. 

Poczuła się bezlitośnie osamotniona i opuszczona przez cały świat. Zasiadła przy kawie i jak zwykle do kawy – zaciągnęła się papierosem. Ze zdziwieniem i niezmiernym smutkiem stwierdziła, że rodzice nie są jedynymi osobami, którym trudno byłoby jej wybaczyć;

– bo dzieją się czasem rzeczy nie do zrozumienia, zapomnienia, więc jak można je wybaczyć – myślała –

aaa, coś mi się znów dziwnego śniło….

Próbowała przypomnieć sobie swój ostatni sen…

Scenka 2

Tak trudno wybaczyć

Pociąg zwalniał przy kolejnej stacji nad ranem, całą noc przystawał na mniejszych stacyjkach, o różnych, przedziwnych nazwach :

“Gdybyś wtedy”, “Chciałbym jeszcze zapytać”, “Nie sądź, bo będziesz sądzony”, “Dziękuję za wszystko”, “Fortuna kołem się toczy”, “Moja wdzięczność”, “Pokaż mi swą twarz”, “Pies i kot członkami rodziny”, “Kim jesteś” i wiele, wiele innych.

Trasa tego pociągu była długa i żmudna.

W jednym z przedziałów siedząca samotnie kobieta z ciekawością przyglądała się paru wysiadającym osobom, a i też wsiadającym do pociągu. Zauważyła jakby dość niepewny wyraz twarzy wysiadających, zrobiło się jej nagle jakoś dziwnie nieswojo, przez chwilę zawahała się, czy również też nie opuścić pociągu, jednak pozostała na swym miejscu.

Ludzie ci czasem szli w małych grupkach lub pojedynczo, jedni nieśli jakieś plakaty, inni ponuro  coś śpiewali, ogólnie rzecz biorąc, dziwny ten pochód szedł cicho i uroczyście.

Wsiadający pasażerowie rozpierzchali się po różnych przedziałach. Przy oknie na korytarzu stanął mężczyzna w średnim wieku, z pogodnym wyrazem twarzy, lekkim uśmiechem, spoglądając w zamyśleniu w dal.

Z pozamykanych przedziałów dochodził czasem jakiś nastrojowy, spokojny śpiew, ciche rozmowy, też i przytłumiony śmiech. 

Patrząc na pasażera przy oknie kobieta snuła różne myśli:

Twarz spokojna,
co zdołał wybaczyć,
by tak też wyglądać?

Czego mu ubyło,
co zyskał, co zrobił,
jakim kosztem opłacił,

ale, ale…

papuga  Gigi,
mało dziś mówi ,
coś cicho pogwizdując…

Gdy tak sobie filozofowała, mężczyzna odwrócił się od okna, spojrzał jej prosto w oczy zza szyby zamkniętego przedziału, uśmiechnął się łagodnie i poszedł wzdłuż korytarza dalej.

Emma Shapplin/Lucifero Quel Giorno

Vernissage und der Baum

24. Februar um 15 Uhr: Vernissage der Arbeiten nach dem Polkopedia-Projekt “Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee”.

Im Kino der Regenbogenfabrik
Lausitzerstr. 21 a
10999 Berlin

Es wird schon ein 3. Workshop bei diesem Projekt sein und zugleich die Abschluß-Präsentation der Ergebnisse. Wir traffen uns vorher schon zweimal – am 2. Dezember 2023 und am 20. Januar 2024, um in Gruppen zusammen zu arbeiten und Beiträge über Polinnen im Gefängnis Plötzensee zu schreiben oder sie auf andere Art und Weise zu kreieren.

Mehr als 40 Polinnen wurden während des 2. Weltkriegs in Plötzensee hingerichtet. Im Laufe der drei Workshops mit interessierten Polen* und Deutschen* sind ca. 30 Biographien für Polkopedia, Enzyklopädie der Polinnen im Ausland, geschrieben / gefertigt worden.


Hier die Beispiele, was alles vor, während und nach den Workshops entstanden ist:

Konrad Kozaczek fertigte die Taschen für das Projekt.
Ela Kargol schrieb mehrere Gedichte für Frauen aus dem Strafgefängnis Plötzensee, meistens einfach “Sterbeurkunde” genannt.
Auch Julia Szenwald und Wiktor Pahl schrieben Gedichte.
Ewelina Jaworska, eine polnische Theaterfrau aus Berlin, bereitete eine Performance vor und führte sie durch mit Teilnahme mehrerer Mitglieder der Schreibgruppe durch. Diese theatralische Etüde wurde von Marzena Zajączkowska zu einem Video verarbeitet.
Marzena Zajączkowska fertigte auch Fotos und Videos von den Werkstätten.
Anna Krenz, polnische Artivistin aus Berlin, fertigte 24 Bilder, die an diese polnischen Heldinnen erinnern.
Es entstanden auch Collagen, Zeichnungen und Postkarten von Johanna Rubinroth und Tania Krüger, Katarzyna Kalin, Marta Kubiś und Heike Ochs.
Lutz Baumann schrieb eine Familienerinnerung.
Das alles sehen wir bei der Vernissage.
Die Arbeit geht weiter. Semil Berg bereitet einen wissenschaftlichen Essay vor. Julia Sowińska arbeitet an einer Broschüre mit allen Items und Beiträgen.


Projekt gefördert durch die Stiftung EVZ (Erinnerung Verantwortung Zukunft).

***

Mittwoch 20. März 2024 um 12:00 Uhr

Ambasada Polek e.V., Dziewuchy Berlin, Polkopedia, ewamaria.blog
laden zum Frühlingsbeginn zur feierlichen Benennung des Irena-Bobowska-Baums ein.

Unsere Säulenweißbuche steht an der
Rathenowerstraße 79a, 10559 Berlin
direkt an der Mauer des Moabiter Gefängnises, wo Irena Bobowska fast zwei Jahre eingesperrt war.

Irena Bobowska, geboren am 3. September 1920 in Posen, war eine junge polnische Dichterin, Publizistin, Zeichnerin und Aktivistin, eine sehr aktive Person, obwohl sie seit ihrer Kindheit gelähmt war und sich nur mit Schienen, Krücken oder einem Rollstuhl fortbewegen konnte. Sofort nach Beginn des 2. Weltkriegs begann ihre konspirative Tätigkeit, indem sie in der Redaktion der Untergrundzeitschrift „Pobudka“ („Weckruf“) mitarbeitete. Sie wurde im Juni 1940 mit anderen Mitgliedern der Redaktion verhaftet. Sie verbrachte zweieinhalb Jahre in verschiedenen Gefängnissen in Posen, Wronken und Berlin. Sie wurde vom Volksgerichthof wegen Hochverrats verurteilt und am 26. September 1942 in Berliner Gefängnis Plötzensee enthauptet.

Zum 80. Jahrestag des Todes von Irena Bobowska haben 2022 Dziewuchy Berlin dank der Förderung des Berliner Senats für Kultur und Europa vier Veranstaltungen organisiert, die an diese junge, mutige, begabte Frau erinnerten.

Diesem Projekt, in dem wir an eine in Plötzensee hingerichtete Polin erinnerten, folgte 2023/2024 ein weiteres Erinnerungsprojekt: „Die Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee“.

Im September 2023 initiierte Ewa Maria Slaska, eine Schriftstellerin aus Berlin, eine Spendenaktion zur Finanzierung eines Baumes für Irena Bobowska. Mit der Hilfe des Portals gofundme.de sammelte sie 600,00 €, eine Summe, die es ermöglicht im Rahmen der Berliner Stadtbaumkampagne der Senatsverwaltung für Mobilität, Verkehr, Klimaschutz und Umwelt, einen Baum in Berlin pflanzen zu lassen oder ihn als ein Patron / eine Matrona zu übernehmen. So kam es, dass die Weißbuche an der Gefängnis-Mauer von Moabit den Namen von einer polnischen Widerstandskämpferin trägt.

Wir geben der Erinnerung eine neue Form.

Das Gebet


Für all das Gute aus Gotteshand Erhaltene
Für Glaubensschätze, für die heiligen Troste
Für Arbeit, Mühen und deren Gewinn
Die Glücksmomente und Tage ohne Sinn
Für Kampf und Frieden weltweit
Für Glück und für die Trauerzeit.

Ein Gedicht von Irena Bobowska, übersetzt von Elżbieta Kargol

Sprachcafé: Polkopedia.


Als Beispiel dessen, was wir tun und worüber wir erzählen werden, zwei Beiträge von Ela Kargol, jeden po polsku, jeden po niemiecku / ein auf Deutsch und ein auf Polnisch.
Po niemiecku poniżej / Po polsku TU:
https://polkopedia.org/wiki/Jadwiga_Neumann_PL

Jako przykład tego, co robimy – dwa wpisy – autorka: Ela Kargol

Wilhelmine Günther (18. VII. 1917 – 9. VI. 1944)

Wilhelmine wurde 1917 in meiner Stadt, in Poznań geboren. Ihre Eltern lebten in Jeżyce (Jersitz) in der heutigen Staszica-Straße, damals Moltkestraße, in einem Gebäude, das, wenn die Nummerierung nicht geändert wurde, und offenbar wurde sie nicht geändert, heute noch steht.

Die Straße ist immer noch voller alter Mietshäuser, von denen die meisten den Krieg überstanden haben. Einige davon sind renoviert, der dekorative Stuck an ihren Fassaden wurde wiederhergestellt. Die kunstvollen Balkonbalustraden wurden repariert. Die Häuser mit geraden Zahlen haben ihre Vorgärten beibehalten.

Continue reading “Sprachcafé: Polkopedia.”

Książki z bloga, czyli…

Zbigniew Milewicz

W górę rzeki

Przyszła wczoraj pocztą. Książka z bloga! Nawet nie wiecie, jaka to radość dla adminki, jak się takie dzieła ukazują. Było ich już kilka, czasem o nich tu pisałam, kto chce, niech sobie poszuka, a ja tymczasem zajmę się moim kolejnym dzieckiem. Oczywiście, to nie moje dziecko, to Zbych Milewicz napisał tę książkę, ale, jak słusznie zauważył w dedykacji, to ja byłam akuszerką tego dziecka.

Continue reading “Książki z bloga, czyli…”

Don Kichot i bułki

Bułki, bo u autora często zdarza się, że wszyscy coś jedzą, coś przeżuwają, coś mamlą. Często są to bułki. Po bułki się też wstaje rano i idzie.

Turecki Don Kichot, przysłany z urlopu przez Monikę Wrzosek-Müller

Ale jednak, nie ma co, zacznijmy od początku.

Są takie dni, że nie chce mi się ani pisać, ani czytać. Nie chce mi się oglądać filmów, rozwiązywać trudnych sudoku, ani nawet iść na spacer. Stan “nie chce mi się” doprowadza do tego, że staję przed regałami i szukam książki zapomnianej lub przegapionej. W stanie “nie chce mi się” tylko takie rzeczy dają się czytać. Zapomniane, zakurzone. Tak kilka dni temu wpadł mi w ręce Kijowski. Andrzej Kijowski, Bolesne przypomnienia, zbiór felietonów z Tygodnika Powszechnego z wczesnych lat 70. Wczesne lata 70, czyli lata mojej młodości, ostatnio mi często towarzyszą, a w literaturze i szerzej sztuce spoglądam na nie ze zdumieniem, bo najczęściej autorzy z tamtych czasów nie piszą, nawet nie wspominają mimochodem o tym, że człowiek wylądował na Księżycu. Ostatnio coraz bardziej mnie to zdumiewa.

Czy Kijowski pisał o lądowaniu na Księżycu jeszcze nie wiem, bo dopiero zaczęłam czytać, ale na pewno od razu w pierwszym felietonie jest don Kichot i to nie jako jakiś strzępek metafory, nie – jest jako pełnogęby pan ostatniego akapitu i autorskiej puenty.

Continue reading “Don Kichot i bułki”

Obserwacje zwykłej baby

Krystyna Koziewicz

Z życia wzięte – przypadki losowe, jak reagować?

Otwórz szeroko oczy i rozejrzyj się, czy ktoś nie potrzebuje trochę czasu, trochę uwagi. Może jest to człowiek samotny albo zgorzkniały, albo chory, albo niedołężny. Może starzec, a może dziecko. Nie pomiń okazji, gdy możesz coś z siebie ludziom ofiarować jako człowiek.
Albert Schweitzer

Poślizgnęłam się w pierwszy dzień największej ślizgawicy, jakiej Berlin dawno nie widział. Upadłam na oblodzonym chodniku, na plecy w błyskawicznym tempie, że nie zdążyłam zrobić żadnego ruchu obronnego. Po prostu, w kilka sekund wyłożyłam się na plecach, jak długa i szeroka. Głową walnęłam o zlodowaciały kant chodnika, w głowie mi zawirowało, ale na szczęście miałam założoną grubą czapkę (rzadko noszę) oraz kaptur od płaszcza. W oczach na moment straciłam ostrość widzenia, pojawił się na krótko mglisty widok. Uznałam, że trzeba się wygramolić z tego miejsca. Chciałam się podnieść, majtałam nogami, rękami i jakoś dziwnie ciężko było wstać z pozycji leżącej na śliskiej powierzchni. Mój upadek zauważył młody chłopak w wieku 9/10 lat, widział, że nie potrafię stanąć na nogi o własnych siłach, więc podszedł bliżej do mnie. Pomyślałam sobie, że będzie go bawiła sytuacja, kiedy nieporadnie usiłowałam się podnieść.

Continue reading “Obserwacje zwykłej baby”

Namiestnik… beauty

Komentarz od Adminki: cóż, pisałam już o tym, nawet całkiem niedawno – skoro jesteśmy za dialogiem w kwestiach politycznych, a nie odgórną cenzurą, publikuję tu tekst, o którym musiałabym napisać znane zdanko, oznaczające umywanie rąk: poglądy autora nie odzwierciedlają poglądów Redakcji.

Szable w garść, Panie i Panowie, podyskutujmy!

Zbigniew Milewicz

Powinienem go tytułować premierem, ale namiestnik brzmi mi jakoś trafniej. Gdybym głosował na jego partię, to dodałbym również, że i dostojniej. W końcu reprezentuje on – nawet jeżeli dotąd tylko nieoficjalnie – interesy wielkiego państwa niemieckiego, a jemu należy się czołobitność. Pomimo, że to bratnie, unijne państwo, zalega Polsce z wypłatą gigantycznych odszkodowań za II wojnę światową. Namiestnikowski minister spraw zagranicznych sugeruje swojej niemieckiej odpowiedniczce, aby podejść do kwoty 6 bilionów złotych w sposób konstruktywny… Co to słowo oznacza, wszyscy wiemy, chodzi o zgrabne obejście problemu – na przykład wybudowaniem w ramach rzeczonych odszkodowań jakiegoś pomnika w Warszawie, ku czci ofiar nazizmu (nie hitlerowskich Niemiec, broń Boże), albo nawet Pałacu Saskiego. Byłoby po sprawie.

Continue reading “Namiestnik… beauty”

Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (1)

Teresa Rudolf

… czyli sny Filomeny

Uwaga od Adminki: wracamy do Sąsiadów 🙂
będą co tydzień w niedzielę
Taki był koniec Sąsiadów w czasie Pandemii: https://ewamaria.blog/2020/07/10/sasiedzi-20-koniec/

Filomena, atrakcyjna kobieta w wieku 53 lat, o kasztanowych włosach, mieszkająca w  jednej z kamienic przy ulicy Karmelickiej w Krakowie, nie mogła ciągle uwierzyć w to, że  już prawie od roku nikt nie chodzi w maskach, że skończyła się już prawie ta przeokropna Pandemia-Covid 19, jednak “prawie” , gdyż do dziś grasuje ta choroba w wielokrotnie łagodniejszej mutacji i jest porównywalna w swym przebiegu z grypą lub jakimś przeziębieniem. 

Continue reading “Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (1)”