Ela Kargol
Jeden świeci i się raduje, drugi budzi kontrowersje, że aż konserwator zabytków, nie wie, co z tym fantem zrobić, a trzeci ukrył się tak sprytnie, że gdyby nie panowie stojący w bramie, pewnie bym go nie zobaczyła.
Historię małpki Punch opowiedziała mi moja córka. W sumie dorosła osoba, a tak się wzruszyła, albo dała zmanipulować, że aż zamówiła sobie pluszowego orangutana, podobnego do tego, który rzekomo miał zostać mamą zastępczą dla Punch.


Został, nie został. Internauci uwierzyli, że został. No i ruszyła sprzedaż pluszowych małpich matek. Gdyby nie ta historia, pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi na newsy z Poznania, mojego rodzinnego miasta.


W Poznaniu, pod osłoną nocy artysta streetartowy Kawu popełnił przestępstwo i namalował małpki (wypisz wymaluj podobne bardzo do oryginałów) na zabytkowym murze wejścia do Starego Zoo w Poznaniu. Na całe nieszczęście, ktoś go przyuważył i zgłosił sprawę na policję. Służby przyjechały, ale w sumie było już po sprawie, bo małpki na murze są. Być może, zamiarem artysty było jeszcze jakieś egzotyczne tło, ale nie zdążył. Malunek jest nieduży, w sam raz dla dzieciaków, którym rodzice pstrykają przy małpkach fotki.

Stare Zoo w Poznaniu to osobna historia, o której już kiedyś pisałam.
Zwłaszcza na przednówku nie należy do najbardziej atrakcyjnych miejsc, choć ma swój niepowtarzalny urok i klimat.
Ze Starego Zoo wyprowadziły się już wszystkie większe zwierzęta. Idąc w stronę starej małpiarni, nawet nie liczyłam na to, że zobaczę tam jakiekolwiek małpki. Tym bardziej się zdziwiłam, kiedy jednak je ujrzałam, podobno również makaki, do których należy Punch.


Nie wiem, czy to dla nich właściwe miejsce, czy może powinny żyć w lepszych, bardziej przestronnych warunkach, jakie oferuje Nowe Zoo. A może w ogóle na wolności. Tego dylematu tutaj nie rozstrzygnę.
Poznań jest jedynym miastem w Polsce, które ma dwa ogrody zoologiczne. Nowe Zoo i Stare Zoo. U mnie zawsze więcej polubień bedzie miał stary zolog, ze względu na historię, na bliskość i na wspomnienia.
Dyrekcja ogrodu zoologicznego chciałaby znaleźć jakieś dobre rozwiązanie w sprawie małpek i zabytkowego muru, który i tak z każdej strony jest mocno pogrygolony.
Dobrze byłoby, gdyby i mur pozostał murem, i małpa była cała.
***
Kolejny mural, w przeciwieństwie do tego poprzedniego z małpkami, powstał całkowicie legalnie, z porządnym budżetem, dobrymi farbami i bez nocnych podchodów. Ale właśnie pod osłoną nocy warto go oglądać, bo się świeci i raduje. To „radowanie” to od radu, a świecenie od farb fluorescencyjnych.
Mural poświęcony jest królowej polskiej nauki, podwójnej noblistce, Marii Skłodowskiej-Curie i zdobi lub nie zdobi (bo zdania są podzielone) ściany kilku budynków w kilku miastach Polski, nie tylko w Poznaniu.




Malowidła powstały w ramach kampanii Orlenu, przygotowanej z okazji nawiązania współpracy z Muzeum Marii Skłodowskiej‑Curie w Warszawie. Start akcji wyznaczono na 11 lutego 2026 roku, w dniu imienin Marii, a zarazem w Międzynarodowy Dzień Kobiet i Dziewcząt w Nauce.
Za koncepcję artystyczną odpowiada Aleksandra Marchocka, Creative Director w P/mint, natomiast realizację powierzono Good Looking Studio, które specjalizuje się w artystycznych działaniach w przestrzeni miejskiej.
Musiałam poczekać, aż się ściemni, żeby zobaczyć to, o czym pisały gazety.
Nie wiem, jak wygląda w dzień, bo jak wszyscy, poszłam go oglądać w nocy.
***
O trzecim muralu wiedziałam tylko tyle, że istnieje i że kiedyś chciałabym koniecznie go zobaczyć. Jest dobrze ukryty na tyłach kamienicy przy Górnej Wildzie w Poznaniu.
To miejsce pamiętam jeszcze z dawnych lat. Schodziłam tamtymi wtedy wyszczerbionymi schodami w stronę pływalni, mijając Jamę, małe sklepiki i stare kamienice. Dziś z tamtej Wildy zostało niewiele. Jamy nie ma, część kamienic zniknęła, a w kinie Wilda rozgościła się Biedronka.
Gdyby nie panowie stojący w bramie, muralu bym pewnie nie znalazła. Jest naprawdę trudno dostępny. Trzeba wejść w bramę, zejść schodami w dół, zatrzymać się gdzieś w połowie, wychylić za betonową barierę, spojrzeć w prawo i jeszcze trochę do tyłu. I dopiero wtedy, mural się odsłania i wcale nie do końca. Kadr jest ograniczony, nie ma widoku na wprost. Ten mają jedynie mieszkańcy nowego bloku stojącego naprzeciwko.
Mural jest naprawdę zachwycający. Opowiada historię wildecką, jak ten na Śródce – śródecką.





Autorem górnowildeckiego malowidła jest Radosław Barek, współtwórca słynnych murali na Śródce i Jeżycach, a także wielu wielu innych malowideł, nie tylko w Poznaniu.
Na muralu znalazł się i kościół wildecki pod wezwaniem Maryi Królowej, zaprojektowany niegdyś przez berlińskiego architekta Oskara Hoßfelda, i stary wiatrak z czasów jeszcze wcześniejszych, otoczony chałupami, których próżno dziś szukać na mapie. Są elementy, jakby wrócone architekturze dzielnicy, których już nie ma, których cegły po rozbiórce wywieziono w nieznanych kierunkach. Są pies i kot, i fauna, i flora podpoznańska. Tuż pod malowidłem rośnie prawdziwy bluszcz, który powoli pnie się w górę. Jeśli nic go nie zatrzyma, za kilka lat dotknie namalowanego muru i połączy rzeczywistość z obrazem.
Faktem jest, że Polska muralami stoi.
W każdym większym i mniejszym mieście wyrastają jak grzyby po deszczu. Nie żebym krytykowała, wręcz przeciwnie. Zawsze wypatruję nowych. Te starsze z czasem bledną od słońca, deszczu albo przemijającego czasu, może od farb niskiej jakości. A farb potrzeba kilkadziesiąt litrów, żeby powstało coś, co potem widoczne będzie na ścianie przez lata.
***
PSy od Adminki.
1. Ja też kiedyś pisałam o tym muralu. I też pisałam, że piękny 🙂
2. A o tym muralu na Śródce autorka też już kiedyś pisała:
3. A to historia małego makaka i maskotki, która zastąpiła mu mamę. Rzecz dzieje się w ogrodzie zoologicznym w Tokio.
i tu
