Cierpienie zwierząt. Wisława Szymborska (3)

Leszek Prorok, Zapiski psubrata, Ossolineum, Wrocław 1975


Psubrat, jak wiele innych malowniczych wyzwisk, wyszedł już z codziennego użytku. Byłoby to zjawisko sympatyczne, gdyby wynikało ze wzrostu wzajemnej życzliwości. Ale to tylko słownik zubożał. Tymczesem jednak słowo psubrat ma dziś szansę za sprawą Leszka Proroka powrócić do językowego obiegu. Nie jako obelga — jako komplement. W duchu, że tak powiem, św. Franciszka. który bardzo awangardowo i szokująco jak na swoje czasy poczuwał się do pokrewieństwa z całą naturą. Psubrat to dla autora Zapisków przyjaciel nie tylko psów, ale wszystkich zwierząt. Ściślej — człowiek, który stara się nim być, świadom zresztą, że nigdy ideału nie osiągnie. Cała ludzka kultura wyrasta na hekatombach zwierząt, na ich zjadaniu, tępieniu, niewoleniu i eksploatacji. Kochamy psa, ale już nie pchły jego. Widujemy na jaroszach futrzane kołnierze i skórzane buty. Hindusi, najbardziej ideowi wegetarianie, chodzą najczęściej boso i futer nie potrzebują, potrzebują wszakże produktów rolnych i lekarstw. RoInictwo, przy dzisiejszej gęstości zaludnienia, nie może
obejść się bez środków owadobójczych, a magazynowane plony wymagają bezlitosnej walki z gryzomiami. Co do lekarstw,
to ich większość powstaje przy niedobrowolnym udziale zwierząt doświadczalnych. Słynne w Indiach święte krowy polegują sobie na ulicach, tamując ruch uliczny nie wiadomo tylko, czy rade są ze swojej nietykalności, bo zazwyczaj polegują ze skrajnego wycieńczenia.
I bądź tu psubratem doskonałym — żyłbyś człowieku krótko, nędznie i prymitywnie, nie mając nawet sił ku okazywaniu czułości jednemu bodaj psu, kotu czy cielęciu. Czułość to luksus osiągany zawsze cudzym kosztem. Pytanie nawet, czy psubraci bez zarzutu mieliby prawo wzruszania się muzyką skrzypcową ze względu na to, z czego zrobiony jest smyczek. A jednak nasze nieczyste sumienie wobec zwierząt jest najpewniejszą rękojmią ich nieco lepszego losu.
Leszek Prorok poleca w swojej mądrej książce politykę małych kroków: głębsze zrozumienie psychiki zwierząt i ich potrzeb, oszczędzanie im niepotrzebnych cierpień (jeśli już muszą ginąć z naszej ręki) i ratowanie życia tym, które giną przez naszą bezmyślność i okrucieństwo. Śmieszne, drobne poczynania, wymagające jednak wysiłku dobrej woli jednostek, stowarzyszeń i instytucji. Nie wszystko w tym zakresie gra, jak by grać mogło. Mnie np. najbardziej zdumiała zawarta w książce wiadomość, że w szkołach nie działa Towarzystwo Ochrony Zwierząt, choć doprawdy trudno o środowisko bardziej do tego powołane. Kto powie, że wszystkie te akcje to i tak kropla w morzu, zgodzę się z nim chętnie. Tyle tylko, że morze składa się z kropel.

Leave a comment