Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Faul w polu karnym
Przyglądając się trzem następnym okresom w historii pałacu, doszedłem do wniosku, że warto by je połączyć i rozpatrywać razem, co nie znaczy zrównywać. Chodzi o dwudziestolecie międzywojenne, okres okupacji i czasy PRL-u. Zarówno przed wojną jak i po wojnie pałac był siedzibą premiera i rady ministrów. W czasie wojny został przekształcony w hotel i kasyno, nie wiem czy oficerskie czy po prostu kasyno gry.
Kiedyś, akurat, gdy ruszałem na wędrówkę wokół Kotliny Kłodzkiej, zaczepił mnie jakiś mężczyzna i pyta, o co chodzi z tym moim wózkiem. A ja mu na to, że to jest siedziba rządu tymczasowego na uchodźstwie i że jest to jest jedyna forma rządów, która się sprawdziła. A on na to, że “reszta to szambo”.
To była bardzo inspirująca wędrówka w konwencji “rząd tymczasowy na uchodźstwie”. Co jakiś czas zarządzałem posiedzenie rządu i to miało sens, trudno tak bez przerwy uchodzić i uchodzić. Najbardziej konstruktywne posiedzenie odbyło się w parku w Stroniu Śląskim. W czasie gdy piłem kawę podeszła do mnie dwójka dzieci w wieku przedszkolnym. Dziewczynka, bardzo drobna w okularach, i chłopiec potężnej budowy, okazało się, że rodzeństwo. Pytam ich, kim chcieliby zostać. Okazało się, że chłopiec policjantem, a dziewczynka królewną. I tak sobie rozmawiamy i w pewnym momencie królewna mówi: “a on pierdzi”. On na to, że to ona pierdzi. I zaczynają się, jak to dzieci, kłócić. Założyłem koc na plecy jak togę, rozsiadłem się wygodnie w wózku i zawyrokowałem. “Odtąd nie ma pierdzenia. Odtąd policjanci mają gazy, bo muszą mieć gazy, jak ścigają złodziei. Inaczej by ich nie złapali. Odtąd królewny puszczają bączki, by w ten sposób demaskować szpiegów. Bo poddani takiej sytuacji się cieszą i mówią, “o, królewna puściła bączka”, a szpiedzy zatykają nosy i wtedy wiadomo, kto jest kto.”
Po powrocie do Kłodzka na kawie u Heni Królowej Madagaskaru opowiadałem o rządzie tymczasowym na uchodźstwie i wtedy Mieciu powiedzał, że to nie jest rząd tylko nierząd. Bardzo mi się to spodobało.
Chciałbym sformować nierząd, czyli rząd nierządnic na uchodźstwie. Jak dotąd mi to nie wychodzi. Ale gdyby tak z pałacu prezydenckiego z powrotem zrobić hotel, tak jak w czasie okupacji, to może Karol Nawrocki by mi pomógł. Rządy tymczasowe na uchodźstwie z reguły formowały się w hotelach. Tylko nazwę bym trochę zmienił. Ten z czasów okupacji nazywał się “Deutsches Haus”. Ja bym tę nazwę zmienił na “Gipsy House”: Rada Ministrów z siedzibą w “Gipsy House”, ale tylko w okresie zimowym, a potem w drogę.
PS od Adminki:

Opatrywanie wózka na zimę. A wiosną w drogę!
