Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Miałem techniczne problemy z odpowiedziami na komentarze. Postanowiłem zrobić z tego wpis.
polakdogorynogami says:
19/12/2025 at 01:58
Kajak i Biblia – trudne skojarzenie – w kajaku trudno czytać grubą Księgę, w Biblii nie ma ani słowa o kajakach chociaż okazji było sporo – potop, przejście przez Morze Czerwone
Tu nie chodzi o kajaki, tu chodzi o pewien styl życia. Wędrówka szlakiem wodnym często nie tkniętym ręką człowieka. Trudno o bardziej prymitywny środek transportu od kajaka, nawet kół nie ma. Biwakowanie w miejscach przygodnych nad brzegiem rzeki. Często wodę do picia braliśmy z rzeki. Gotowanie na ognisku. Bywało, że nocowaliśmy pod gołym niebem. Byliśmy wędrownym plemieniem trzymającym się razem, a nad bezpieczeństwem wszystkich czuwał wódz, a nawet jak nie czuwał, to był i to wystarczyło. To, co mnie interesuje, to zjawiska towarzyszące takiemu stylowi życia. Wtedy tego nie widziałem, dopiero teraz zaczynam sobie uświadamiać, szczególnie w kontekście stylu życia, jakie teraz prowadzimy.
$$$$
Jeśli chodzi o potłuczenie tablic z Przykazaniami to mam swoją teorię – oryginalna wersja Przykazań była znacznie łagodniejsza, ale kiedy Mojżesz zobaczył zachowanie swojego ludu, uznał, że nie zasługuje on na takie przykazania i napisał nowe, znacznie surowsze.
Mi się wydaje, że bardziej interesująca jest sytuacja, gdy te trzy “dekalogi” w warstwie słownej są identyczne, tylko mają trzy różne sensy. Piszę trzy ” dekalogi” bo dwa na dwóch stronach tablic tych od Boga i potłuczonych przez Mojżesza, i jeden na jednej stronie na nowych tablicach, zapisanych przez Mojżesza. Gdy Chrystus mówi, że nie przyszedł znieść prawa, tylko je dopełnić, to może miał na myśli uzupełnienie drugiej strony, tej którą pominął Mojżesz. I o tym mówi “kazanie na górze “. Tak sobie to układam.
TeresaRu4579 says:
19/12/2025 at 11:32
A ja z kolei mam wrażenie, że między kajakarzami (łącznie z ich zagadkową seksualnością), a biblią (i to dużo, dużo bliżej kajakarzom) znalazłaby swe miejsce np. łajba.
Pozdrawiam
Faktycznie, była jeszcze “łajba”, nazywała się Morka. Była to drewniana szalupa okrętowa z demobilu, którą przerobiliśmy w pośpiechu na jacht. Ta łódź przeszła do legend, miała stare bawełniane żagle, strasznie ciężką kotwice z barki desantowej i w ogóle była z innej epoki. Życie seksualne na tej łodzi to jeszcze większa porażka niż to kajakarzy. Miałem worek żeglarski, który sam uszyłem z grubego płótna żaglowego ze starej angielskiej tratwy ratunkowej. Był tak duży, że często w nim spałem. Cała załoga trzymała w nim koce. Kędyś w nocy przesiadła się do nas z innej łodzi dziewczyna i, myśląc, że w worku są koce, usiadła na nim. Po pewnym czasie ktoś krzyknął, tam śpi Marek. Dowiedziałem się o tym dopiero rano, jak się obudziłem.
goewy says:
04/12/2025 at 01:32
Robienie czegoś z przekonania o słuszności, o sensie tego, co się robi, mimo lęku (w Pana przypadku lęku przed śmiesznością, oceną innych) jest po prostu odwagą.
Nie istnieje odwaga bez lęku…
Za każdym razem, kiedy Pan wykonuje to wybrane dobrowolnie zadanie, pokonuje Pan sam siebie, a bez oficjalnego bycia misjonarzem, jest Pan nim w jakimś sensie.
Gratuluję Panu, że jest Pan tak wiemy sobie, a taką wierność mogę porównać jedynie z psią… (proszę to porównanie uznać jedynie za mój komplement, proszę mnie nie zrozumieć mylnie).
W moim pojęciu na skali takiej wierności 0-10, (10 to najwyższa ocena) uzyskuje Pan u mnie ocenę…11
Być może, że jest to i tak najczęstsza ocena, jaką Pan otrzymuje ogólnie od myślących i czujących ludzi, nawet o tym nie wiedząc!
A lęk w tym wypadku, to trochę taka “adrenalina-benzyna”…
I Pan ma ją… gratis. Czyż nie wspaniałe?
A miało być o wolności, sorry…
Pozdrawiam,
Teresa Ru
Michał Heller na jakimś spotkaniu powiedział, że skromność to wyrafinowana forma pychy. I jak tu być skromnym. Przyjmuję te 11 punktów na dziesięć możliwych jako pewnego rodzaju wyzwanie, które powinienem podjąć. Nie miałem żadnego pomysłu. Dopiero 1 stycznia o godzinie 12.00 wydarzyło się coś co uznałem za wyzwanie które powinienem podjąć. FAUL W POLU KARNYM. Ale o tym w następnym wpisie.
Pani Tereso. Pozdrawiam serdecznie.

Panie Marku, ucieszył mnie Pan niezmiernie swą odpowiedzią, gdyż kiedy piszemy komentarz do konkretnej osoby, a spotykamy się z brakiem reakcji, możemy to odczuć (humorystycznie biorąc), jak otrzymanie kosza,, od kogoś, “zaproszonego przez nas życzliwie do tańca”.
Więc fajnie, że nie był to kosz…
Pozdrawiam serdecznie.