Ewa Maria Slaska
Pierwsze dni stycznia. Berlińczycy wciąż jeszcze świętują. Gdy minęły święta, jarmarki bożonarodzeniowe i sylwester, miejscem spotkań są muzea. W tym roku przede wszystkim Neue Nationalgalerie – Nowa Galeria Narodowa, piękny budynek naprzeciwko Placu Poczdamskiego (Potsdamer Platz), zaprojektowany przez Miesa van der Rohe, oddany do użytku w roku 1968.



A w galerii niezwykła wystawa The Clock.

Wystawa jest czynna do 25 stycznia i koniecznie, ale to naprawdę koniecznie pójdźcie obejrzeć Zegar. Nie jest tanio – bilety kosztują 20 euro, ale młodzież do 18 roku życia wchodzi za darmo. Zabierzcie więc dzieci, wnuki, siostrzeńców, albo dzieci z podwórka.
Christian Marclay. The Clock, 2010
Zadie Smith napisała, że The Clock nie jest ani dobry ani zły, to prawdopodobnie najlepszy film, jaki w życiu widzieliście, a ja się z nią całkowicie zgadzam.


Materiały informacyjne berlińskiej Nowej Galerii Narodowej
The Clock to 24-godzinny film, zmontowany z tysięcy fragmentów filmów, w których pojawia się zegar lub zegarek i widać, że czas upływa. Jako widz oglądasz czas autentyczny, bo instalacja jest zsynchronizowana z czasem lokalnym. Myśmy byli od 13 do 16. Można by było zostać dłużej, bilet jest na cały dzień, ale oczywiście w pewnym momencie zaczynają cię boleć oczy, głowa albo kark. Niestety możemy obejrzeć tylko te fragmenty filmu, które pokrywają się z czasem, kiedy Galeria jest otwarta! Wieczór, noc i poranek pokazano tylko podczas dwóch pokazów 24-godzinnych. Jeden był 2 stycznia i kolejka była co najmniej czterogodzinna!
Film jest czymś więcej, niż tylko montażem urywków filmów, bo te fragmenty tworzą dynamiczne sekwencje. Gdy dwoje ludzi się całuje, przestaje się całować dwoje zupełnie innych ludzi. Gdy Woody Allen podbiega do wózka z wodą sodową, sprzedawca podaje napój pewnej czarnoskórej dziewczynie. Ktoś biegnie ulicą, po chwili jest to ktoś zupełnie inny, ale nadal biegnie. Srebrne pantofelki wchodzą po schodach, a schodzą kapcie. Gdy pada deszcz, pada przez wiele minut i mokną po kolei różne osoby.
Trochę oczywiście szkoda, że są to przede wszystkim filmy angielskie i amerykańskie, jest trochę kina francuskiego, odrobina włoskiego, nieliczne filmy koreańskie i japońskie, jeden czy drugi film niemiecki, wszystkie zawsze w języku oryginału, ale do nas, za nieistniejącą już od dawna żelazną kurtynę artysta niestety nie sięgnął.

Niewinni czarodzieje, 1960, reż. Andrzej Wajda, scen. Jerzy Andrzejewski i Jerzy Skolimowski, występują Tadeusz Łomnicki i Krystyna Stypułkowska. Tak to dowiedzieli się Państwo więcej, niż podczas oglądania filmu The Clock, bo tam nikt niczego nie wyjaśnia. Ale film i tak jest wspaniały. Idźcie czym prędzej.
