Teresa Rudolf
Sylwester od zawsze…
Dzwony biją
na zamianę;
czego, na co?
Nadzieja łaskocze,
w nas dorosłych
jak w dzieciach:
– Będzie lepiej,
– Będzie inaczej
– Będą ludzie lepsi,
– Będę lepsza/lepszy.
I tak co roku;
wierzy się losowi, sobie,
politykom przeróżnym,
przemówienia, muzyka,
śpiew, tańce, hopsańce,
petardy, ognie sztuczne,
niebo nie odróżnia,
czy to fajerwerki, drony,
tak już jest teraz, zawsze…
zwierzęta umierają
najpierw “ze strachu”,
a niektóre naprawdę,
ludzie, niektórzy będą
się dalej kochać,
inni dalej nienawidzić,
wojny będą dalej trwać,
i nie ma jak dotąd
religii zmieniającej świat,
polityki zmieniającej świat,
też i sztucznej inteligencji,
jesteśmy tylko my…
…co roku w Sylwestra
omamieni hipnozą
światową:
“BĘDZIE
LEPIEJ,
PÓKI MY
ŻYJEMY!”
Barwy
Są takie dni pełne
uwodzicielskich kolorów,
każdy mizdrzy się inaczej,
dostaję oczopląsu
biegnąc za nimi, gdy bawią
się ze mną w chowanego,
kocham je wszystkie,
nie mogę być każdemu
wierna, bo jutro jest inaczej.
A gdy idę przez dzień
czarna od stóp do głów,
czerwień głośno zawodzi,
krzycząc, że na żałobę
po samej sobie, przyjdzie
jeszcze czas, przyjdzie czas.
Zielony kolor puka mi w okno,
mówiąc o przyjściu wiosny,
za miesiąc, dwa, niedługo,
a szarość pcha się brutalnie,
sycząc, że jest najlepsza,
bo neutralna na wszystko…
dziś deszcz pluszcze bawiąc
się kroplami jak balonikami
o kolorze przezroczystym…
…jak łzy
