Ewa Maria Slaska
Obejrzałam ostatnio film Jerzego Skolimowskiego Io i popłakałam się.
Popłakałam się. I to nie dlatego że film się źle kończy. To film o życiu, a wszystkie filmy o życiu, jeśli są prawdziwe, źle się kończą. Tu ten zły koniec jest tylko zaznaczony, odwołuje się do wyobraźni widza, do tego, co on sam wie o tym, jak może się skończyć życie istoty zdanej na łaskę i niełaskę człowieka. Płakałam, bo film pokazał dobitnie, że nasze wysiłki, żeby pomóc zwierzętom, są nadaremne. Występujący w cyrku osiołek zostaje zabrany z cyrku wskutek protestów ludzi broniących praw zwierząt, czyli tych najlepszych z najlepszych, tych, co chcą dobrze.
Stara prawda, bodaj czy nie chińska, głosi, że nie waż się chcieć dobrze, bo to się zawsze obróci w nice, i to co miało być dobre, okaże się złe. Jak u Smarzowskiego, gdzie już Dom zły był zły, ale Dom dobry jest jeszcze gorszy.
Przez cały film Io przeżywa sytuacje dobre i złe i zdaje się przyjmować je ze stoickim spokojem, godnym Marka Aureliusza. Reżyser w warstwie narracyjnej niczego nie komentuje, losy Io są takie jakie mogą być losy błąkającego się zwierzęcia, pozbawionego opieki stada zwierzęcego lub ludzkiego. Ale kilka razy Skolimowski przekazuje nam błyski wspomnień Io i są to zawsze wspomnienia z cyrku, gdy występował u boku kochającej go, troskliwej kobiety. Skolimowski nie idealizuje, życie Io, Magdy i jej partnera było trudne. Ale Io i Magda byli razem, mieli siebie.



Protest obrońców praw zwierząt rozdzielił ich na zawsze.
Po zakończeniu filmu ukazuje się napis: Film powstał z miłości do zwierząt. Tak, miłości. Ale nieszczęścia Io też zaczynają się od miłości do zwierząt.
Nasuwa mi się tu jedno oczywiste stwierdzenie i dwa mniej oczywiste. Oczywiste jest to, że walka o prawa ludzi, zwierząt, roślin powinna obejmować również realną pomoc i równie realną kontrolę nad egzekwowaniem zakazów.
Myślę o tym ostatnio dość często, bo wciąż się zastanawiam nad tym, że zakaz trzymania psów na łańcuchu okazał się nakazem zamknięcia ich na całe życie w klatce. Wciąż też pytam się, co się stanie ze zwierzętami futerkowymi z klatek, kiedy za osiem lat przepisy wyegzekwują w Polsce całkowity zakaz ich hodowli. Myślę o tym, że zakaz polowania na zwierzęta w Afryce, doprowadził do kłusownictwa na niewyobrażalną skalę. A protesty przeciwko polowaniom i piętnowanie myśliwych doprowadziło do tego, że kłusownik mógł podczas oblężenia Srebrenicy w Bośni polować na ludzi. Dzieci były najtańsze. Zakaz sprowadzania do Europy mięsa dzikich zwierząt sprawił, że całe wsie w Afryce żyją z tego, że najpierw nielegalnie poluje się na zwierzęta, a potem nocą wędruje na położne na pustkowiu lotniska, gdzie pali się mięso prawie na węgiel w płomieniach paliwa spuszczanego nielegalnie z samolotów. Zwęglone mięso dostarcza się nielegalnymi transoprtami do restauracji, które nielegalnie serwują mięso dzikich zwierząt z Afryki. Zakaz sprowadzania papug, doprowadził do tego, że pewien dyplomata brazylijski przeszmuglował w swoim zwolnionym z kontroli celnej bagażu trzysta kakadu wepchniętych do jednej walizki. Inny dyplomata, przyłapany na szmuglu ogromnej egzotycznej papugi, żeby nie płacić cła, na oczach celników ukręcił jej głowę.
I tak dalej, i tak dalej…
Jest też myśl znacznie mniej oczywista. Wielokrotnie dowiedziono, że jeśli zwierzęta są po ludzku traktowane, lubią występy w cyrku. Często lubią kolory, gwar, muzykę, bycie na pierwszym planie. Ale przede wszystkim lubią swoje występy, które stanowią interesujący element ich przeraźliwie nudnego życia w niewoli. Pozbawione występów zwierzęta nudzą się niemiłosiernie.
I jest też myśl zupełnie, ale to zupełnie nieoczywista. Pewien znany mi w Berlinie młody człowiek, nazwijmy go Hans, pochodzi z łużyckiej wioski położonej we wschodniej części Niemiec, gdzie wydobywano węgiel brunatny. Od lat w Niemczech Zachodnich prowadzono kampanię zmierzającą do całkowitego zakazu wydobycia tego paliwa. Wiadomo dlaczego – odkrywkowe kopalnie węgla niszczą naturalne krajobrazy na przestrzeni setek tysięcy hektarów. Gdy firma eksploatująca złoża zamierzała otworzyć nową kopalnię w wiosce, z której pochodził Hans, obrońcy środowiska zorganizowali ogromny protest. Z całych Niemiec przyjechały tysiące protestujących. Hans pojechał tego dnia do rodziców i opowiadał mi, że tak, że on też jest zdania, że odkrywkowe wydobycie węgla bruntnego to katastrofa, ale stał tego dnia obok swojego ojca, brata i dziadka, którzy całe życie byli górnikami, a teraz przyjechały do nich kohorty pstrokatych protestujących i nic ich nie obchodziło, jak oni teraz mają żyć. Mieli dostać odszkodowanie. Ale to przecież nie załatwia sprawy ich życia, powiedział Hans.

Zawsze, kiedy jestem konfrontowana z cierpieniem zwierząt, (lub małych dzieci), czuję jak mi przysłowiowo “pęka serce” .
Biedne zwierzęta, te wszechstronnie uzależnione od człowieka. A on?
Jest wszystkim; dobrem, miłością, złem, agresją, bezdusznym draniem (np.psy na łańcuchu itp, polowania dla adrenaliny)
Jest geniuszem, bohaterem,
lub kompletną bezradnością, sadyzmem, kanalią, no i…głupotą,
A z tej bezradności, lub głupoty, zaczyna szukać dziś wszelkich rozwiązań w AI.
Ale czy ona pomoże, tam gdzie chodzi o też. “człowieczeństwo w człowieku” ?
Czy będzie on ciągle nadal czekał na coś/ kogoś w sprawach najbardziej ważnych,
ludzkich?