Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem

Autorzy: Bohumil Hrabal i László Szigeti, wyd. Warszawa 2011

EMS: Rozmowy zostały przeprowadzone w 1984 roku, wydane po czesku 1996 roku, po polsku w roku 2011. To istotne, bo głęboko humanistyczne poglądy czeskiego pisarza, tak jak je głosił w latach 80, mogą się dziś wydać staroświeckie, albo wręcz anachroniczne.

Zresztą nie uprzedzajmy wypadków. Najpierw kilka fragmentów książki, a dopiero potem wnioski i uczucia.

Aha, Nándor Hidegkuti (1922- 2002) był (ubóstwianym) węgierskim piłkarzem i trenerem, Bohumil Hrabal (1914-1997) był czeskim pisarzem, a László Szigeti (1957-2022) – słowackim politykiem narodowości węgierskiej, najpierw komunistą, a potem – antykomunistą.

Drybling – wiadomo, w rozmowie Hrabal często kończy odpowiedź sformułowaniem “to taki drybling na chustce do nosa”. Aczkolwiek rozmowy po angielsku nazywają się piruety na chustce do nosa, a po niemiecku – sztuczki z chusteczką. Aha, poniższy fragment książki zaczyna się od zdania po niemiecku. To zdanie Hrabala.

***

Alle Liebe ist Mitleid, współczucie dla zwierząt. Jeśli nigdzie nie można mnie było znaleźć, to znaczyło, że leżę w stajni z wołami albo z końmi. Nie zależy mi na postępie, wciąż jestem tym zatopionym w marzeniach chłopcem, który dostrzega wokół siebie piękne rzeczy. Moją etyką jest estetyka.

(…)

Rok czy dwa lata temu musiałem zabić dwoje kociąt, bo miałem ich dwanaścioro. Dwoje z nich musiało odejść. Musiałem je zastrzelić, żeby i ich było mniej. Ale i mnie jest mniej.

– Co panem kierowało? Współczucie?

– A co miałem począć z dwanaściorgiem kociąt? Kto trzyma w domu koty, ten musi czasem postąpić jak gospodarz. Przychodzi moment, kiedy ktoś musi zabić kocięta. Od najmłodszych lat tym kimś zawsze byłem ja. Właśnie dlatego, że je kochałem, że z nimi żyłem, wiedziałem, że muszą umrzeć i że to ja muszę je zabić. Topiłem je albo rozbijałem o cement. Czułem się potwornie, wiedziałem, że zrobiłem coś strasznego. Krew uderzała mi do głowy i było tak, jakbym od najmłodszych lat popełniał zbrodnie.

Trzeba było zabić dwoje kociąt. Musiało tak się stać i ja to zrobiłem.

To jest problem, z którym stykam się zawsze u gospodarzy, u ludzi, którzy żyją na wsi, a którzy – według mnie – są bardzo surowi dla zwierząt. Ale tak musi być: pies musi być uwiązany, a kotów może być tylko tyle, dla ilu wystarczy mleka i myszy do łapania – reszta musi odejść. Patrzę na to jak gospodarz, który chce, żeby między jego zwierzętami panowała zgoda. Ktoś jednak musi być Panem Śmierci.
A zatem i ten pan Hrabal musi umieć być okrutnym… i ponosić tego konsekwencje, bo jeśli chce mieć w domu trochę porządku, nie może trzymać piętnastu kotów. W dodatku w lesie. Wystarczy mieć dwa, a i te doprowadzą pana do szaleństwa, kiedy kotka ma kocięta. (…) A czasem wścieknie się pan tak, że gdyby pan miał strzelbę pod ręką, to jak nic by pan tę ukochaną kotkę ukatrupił

Napisałem o tym książkę, którą zatytułowałem od imienia tej kotki, która musiała zostać zlikwidowana.

– Nie znam jej. Kiedy została wydana?

– Nie została wydana. To nowela Auticko (Auteczko). Istnieje. Trzeba było zabić dwa koty, żeby był porządek w domu. Ponieważ koty, jeśli się ich nie trzyma w ryzach, potrafią urządzić takie piekło, jakby pan miał dwie kochanki, i te kochanki przyszłyby w odwiedziny do pańskiej żony i wyłożyły karty na stół. To już lepiej humanitarnie zgładzić tę żonę czy kochankę, przynajmniej w duchu. Ale te koty musiałem zabić naprawdę, a to oskarżenie nie dotyczy tylko mnie, ale całego świata. Napisałem tę książkę jako akt oskarżenia przeciw sobie samemu.

To ballada. (…) uzyskałem efekt totalnego realizmu, jak uczciwy dziennikarz napisałem reportaż o tym, co mi się przydarzyło. Wydana została w samizdacie, ma jakieś 80 stron, a napisałem ją jako oskarżenie siebie samego o zbrodnię niemalże przeciw ludzkości. Otóż właśnie dlatego że musiałem że musiałem zabić dwa koty, zrozumiałem, że tak jak człowiek nie może bezkarnie zabić kota, tak też w szerszym aspekcie – człowieka. A żyjemy w epoce, w której, jak słyszałem w Radiu Wiedeń, od zakończenia wojny, to jest od roku 1945, do dziś na kolejnych wojnach zginęło ogółem 21 milionów ludzi, a ja zadręczam się, że musiałem zabić dwa koty. Ponieważ kochałem koty i kocham je do dziś.

Widzę, jak ludzie strzelają sobie w plecy na wojnie, ci niewinni i to jestem ja. I nawet ta kotka, ta zabita kotka – to ja. Kiedy widzę gdzieś przejechanego psa to też jestem ja.

Miłość do wszystkiego, co spotykam, daje mi przedsmak nieskończoności i wieczności. Zachwyt nad blaskiem wokół mojej głowy, aureola. To zasadnicza kwestia – być dotkniętym przez światło. Szpik moich kości i mój mózg fluoryzują, nie rozstaję się z tym stałym punktem, cenrum światła i świata. Jeśli to światło mnie opuści, jeśli zgaśnie na chwilę, to choćby świeciło słońce, ogarnie mnie mrok, jeśli wypali się knot mojej rozświeconej lampy, to i za dnia będę się błąkał po omacku, z wyciągniętymi rękami, jak gdyby zapadła najczarniejsza noc. Jak gdybym był ptakiem bez skrzydeł. Jesteśmy zwierzętami zagnanymi w kąt, to jedyna pewność, jaką mamy, w metafizyczny kąt.

***
Tak to więc jest z naszymi domowymi zwierzętami. Ale minęły od tych rozważań Hrabala dziesiątki lat i gazety właśnie doniosły, że…

…duńskie zoo prosi ludzi o przekazywanie małych zwierząt do karmienia drapieżników.

Podobno chodzi o zwierzątka, które i tak trzeba by było uśpić. I podobno nie wpuszcza się ich żywcem drapieżnikom do klatek, tylko przeprowadza najpierw „delikatną eutanazję”.

Prasa donosi, że Duńczycy przyjęli tę propozycję ze zrozumieniem, a nawet sympatią.

Rozmyślam nad tą delikatną eutanazją i czuję, że może to oznaczać kurczaka otumanionego „głupim jasiem”, który nie wie, co się z nim dzieje. A jak nie wie, to się nie boi. A jak otumaniony, to może nie czuje kłapnięcia zębów. Czyli nie boi się i nie cierpi, a w dobie zero waste jest to praktyczne rozwiązanie. Czyli wszystko jest najlepszym porządku. Spoko można oddać kurczaka. Chomika. Królika. Nie mam kurczaka, królika, chomika. Mam kota. Nie oddam mojej kotki i nie oddam mojej starej mamy na pokarm dla tygrysów. Ale mamę oddałam robakom. Czy to lepiej i szlachetniej?

Przypomina mi się, że można wyrzucić kota, królika, chomika i psa na ulicę, a żeby przypadkiem nie wrócił, przywiązać go do drzewa.

Przypomina mi się, że podziemiach Miami, w kanałach wypełnionych ściekami żyją od pokoleń ślepe białe krokodyle, potomkowie tych stworzeń, które wylewa się do ubikacji, gdy mały krokodylek podarowany dziatwie wyrósł i już go nie chcemy w domu. Oczywiście nadal wyrzuca się krokodyle do ubikacji, te nowe żywią się tymi ślepymi.

Przypomina mi się… Wszystkim nam się coś przypomina

Leave a comment