Rosynant w Berlinie (2)

Ewa Maria Slaska

Jak budował się koń składany

Jak wiemy, dotarł do Berlina, o czym donosiliśmy TU.

I dalej:


Niestety, głos mi się w filmie praktycznie rzecz biorąc nie nagrał – Don Kichot mówi, że Rosynant ma dwa biegi – wsteczny, potrzebny, jeśli uciekamy, i do przodu – jeśli atakujemy.

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Rosynant jest koniem składanym, własnej roboty, o napędzie á la Flintstonowie. Był kiedyś ramą od łóżka i nogą od stołu. Trzy pozostałe nogi stołowe czekają na swoich jeźdźców. Wszystkie elementy mają swoją historię i darczyńców.

Dziękuję Tomkowi, pseudonim Szatan z Zatoki, za części stelażu od łóżka. Dziękuję nieznanemu darczyńcy, który pozostawił dwie nogi stołowe przy śmietniku. Kółka też się skądś wzięły, ale już nie pamiętam skąd.


Dwie osoby mogą w nim swobodnie wypić kawę, a jedna osoba całkiem spokojnie wyspać. Brakuje mu tylko chrztu. Po konsultacjach baratarystycznych z Ewą Marią doszliśmy do wniosku, że najlepszym miejscem chrztu będzie Brama Brandenburska. Chrzest odbył się pod patronatem kwadrygi, dzieła słynnego rzeźbiarza Johannesa Gottfrieda von Schadow. Kwadryga to przecież nic innego jak wózek i cztery konie.

Nie było wyjścia, trzeba było ruszyć w kierunku Bramy Brandenburskiej. Po drodze wysłaliśmy pocztą wniosek o przyznanie nam dotacji na wędrówkę Rosynanta i Don Kichota wzdłuż Odry z Wrocławia i wzdłuż kanału Odra-Szprewa do Berlina.


Kto zgubił ten czerwony bucik, Kopciuszek, czy może jednak Dulcynea?


Ewa Maria, by się upewnić, czy ma do czynienia z Don Kichotem, sprawdziła, jak reaguję na wiatraki. Próbę przeszedłem pozytywnie. Uzbroiłem się w jej laskę.

Był duży ziąb, ale Akademie der Künste (Akademia Sztuki) na Pariser Platz nas przygarnęła i tam spokojnie mogłem przygotować Rosynanta do chrztu.

Chrztu dokonała Ewa Maria buteleczką urodzinowego szampana (czyli po niemiecku “sekta”), który dwa dni temu podarowała Ewie Marii solenizantka Krysia Koziewicz.


Nadaję Ci imię Rosynant.
Bądź koniem rozsądnym.
Atakuj nieśmiało i powoli,
a uciekaj zdecydowanie i szybko.

Po czym przeszliśmy do części artystycznej w towarzystwie hiszpańskich seniorit.


Dziewiczy rejs Rosynanta zaczął się pod Bramą Brandenburską i prowadził w kierunku Lotniska Tempelhof. Szedłem sam. Ewa Maria pojechała już do domu. Po drodze spotkałem dzieci. Pytały, co to jest i dokąd jadę? Odpowiedziałem, że jestem Don Kichotem, to jest Rosynant, tyle, że nie walczymy z wiatrakami, tylko ze śmieciami, szczególnie tymi na drzewach.


Nie wiem, jak to się stało, że się z nimi dogadałem, przecież nie umiem po niemiecku, ani po angielsku. Coś mi się zdaje, że żeby ludzie się ze sobą dogadali, to wystarczą dobre chęci i jasne intencje.

PS od Adminki:

Wyjechał. Odprowadziłam go na dworzec. Gdy wracałam, za płotem koło domu zobaczyłam to:

Nie udało mi się tego zdjąć. Nie ma rady, muszą obaj wracać do Berlina, i pan, i jego koń.

3 thoughts on “Rosynant w Berlinie (2)

  1. Donkiszoteria to podejmowanie zadań beznadziejnych, znacznie powyżej swoich możliwości. Tyle, że jeśli nie będziemy podejmowali zadań powyżej swoich możliwości to nigdy nie poznamy swoich możliwości.  Niewątpliwie walka ze śmieciami to donkiszoteria.

    Kuba Strzyczkowski w jednym z  programów „ Za a nawet przeciw” poświęconym problemowi śmieci powiedział, że kto rozwiąże problem śmieci, ten będzie miał władzę. Jest to dość dziwna myśl, nie zwrócił bym na nią uwagę  gdyby nie budzik i plastikowy worek na drzewie. Za sprawą tandetnego budzika rozwiązanie problemu śmieci samo się pojawiło z całą swoją oczywistością. Było tak absurdalne, że je zignorowałem i dopiero plastikowy worek wplątany w gałęzie drzewa doprowadzający mnie do czarnej rozpaczy, za każdym razem gdy koło niego przechodziłem, coś we mnie poruszył. No to go zdjąłem. I wtedy władzy wpadła mi w ręce. Nie zauważył bym tego, gdyby nie wcześniejsza przygoda z budzikiem. Kuba Strzyczkowski miał rację. Rozwiązanie problemu śmieci daje nieprawdopodobną władzę. W sytuacji krytycznej potrafię brać władze w swoje ręce, ale jak zagrożenie mija nie potrafię z niej korzystać. Kiedyś przed lekcją fizyki moja klasa naskoczyła na mnie bo nikt nie rozwiązał zadania domowego. W ostatniej chwili przed lekcją rozwiązałem to zadanie, wszyscy je zapisali i zaliczyli, a ja dostałem lufę bo nie zapisałem. Rozwiązania problemu śmieci też nie zapiszę. Mogę pokazać w drodze, a co mi tam, niech się ze mnie śmieją.       

Leave a reply to Marek Włodarczak Cancel reply