Umarł rok, niech żyje rok!

Ela Kargol

(dość pesymistyczne trzy po trzy na Nowy Rok)

Zaczęłam Nowy Rok od końca, czyli od cmentarza. Od kilku lat tak zaczynam kolejne roki,  w kolejną rocznicę śmierci mojego taty. Tata pochowany jest w Poznaniu na Junikowie, ale coraz częściej mnie tam nie ma. Więc wybieram w Nowy Rok dowolny cmentarz, najczęściej w Berlinie, najczęściej któryś z tych, które i tak odwiedzam i wspominam tatę.

W tym roku okazja wyprawy na inny cmentarz niż zwykle nasunęła się sama. Nie pamiętam, czy na tym cmentarzu kiedykolwiek byłam. Okazją był plan, który dostałam od Siegmara. Plan cmentarza, na którym Siegmar dość zagadkowo zaznaczył drogę, która miała mnie zaprowadzić do grobu jego żony. Renate zmarła pod koniec roku 2023. Poznałam ją dzięki naszym wspólnym szczecińskim zainteresowaniom. Jej mąż Siegmar urodzony jeszcze w Stettinie, brat Christel Schubert, autorki „Dzieciństwa 1935 – 1939“, wspomnień stettińskich –  o których teraz głośno w Szczecinie – chętnie wraca do wspomnień i do Szczecina. Tam ich kiedyś poznałam, Siegmara i Renatę.


Polubiłam. O chorobie dowiedziałam się w Greifswaldzie, przy ruinach Klasztoru Eldeny.

To było moje ostatnie spotkanie z Renatą.

Cmentarz, Waldfriedhof Zehlendorf, przytłoczył mnie swoim ogromem. Za dużo przestrzeni, za dużo lasu, za dużo hektarów, w których trochę się pogubiłam.  Choć miejsce,  gdzie pochowana jest urna z prochami Renaty jest dość przytulne, jeśli można w takim miejscu o takim miejscu tak właśnie powiedzieć.  Memoriam – Garten jest którymś z kolei berlińskim ogrodem pamięci, zalożonym tym razem na cmentarzu w Zehlendorfie przy Potsdamer Chaussee. Ławki, alejki, dużo roślin, latem kwiatów, pomniki bardzo podobne, proste.

Do Adminki:

Ja wiem, ty też gdzieś tam w lesie sobie będziesz leżała. I żeby do ciebie trafić, ktoś, kto będzie jeszcze wiedział, pamiętał, też narysuje plan, dla kogoś, kto będzie chciał odwiedzić miejsce pod którąś sosną lub świerkiem, a może to jednak las liściasty?

Leśny cmentarz w berlińskim Zehlendorfie jest pełen sosen. Wysokich smukłych, wyniosłych aż do nieba. Za dużo przestrzeni. Wolę te mniejsze cmentarze, wciśnięte w miasto, opierające się o ściany kamienic, jakby grobowce wchodziły do mieszkań, jakby ci co zmarli, chcieli jeszcze trochę pobyć wśród żywych.

Dwa dni przed Nowym Rokiem odwiedziłam  wyremontowaną katedrę św.  Jadwigi w Berlinie. Tam też za dużo przestrzeni, białej, sterylnej. Owszem można się poczuć jak w niebie, albo jak w szpitalu. Wielkim. Na czas wojny stanie się ogromnym lazaretem. A na cmentarzu wytnie się wszystkie sosny, a nieużytki obsadzi ziemniakami, marchwią i kapustą, po wojnie..

A potem ktoś sobie przypomni, że był tu kiedyś cmentarz. Że groby ważnych gdzieś tu były. A po katedrze zostanie krater, jak kiedyś.

Może nie będzie tak źle. Oprócz zdrowia, coraz częściej życzymy sobie wszyscy  pokoju.

Może udać się coś zaczarować, odczarować i życzenia się spełnią.

Chwała sosnom na wysokościach, a na ziemi ludziom pokój!

Oby się spełniło!


Kilka godzin przed północą, tą północą przejścia, tą północą, przed którą odlicza się minuty, potem sekundy, obejrzałam sylwestrową rewię przebojów lat 20., tych złotych lat 20., w jednym z najmniejszych teatrów Berlina, w Zimmertheater- Steglitz. Rewia pod osobliwym tytułem “Solang’ nicht die Hose am Kronleuchter hängt” (Dopóki spodnie nie wiszą na żyrandolu) nie tylko miała nas rozbawić, ale również przypomnieć twórców takich jak Bertolt Brecht, Kurt Tucholsky, Marlene Dietrich, Friedrich Hollaender, Claire Waldoff, Blandine Ebinger, Otto Dix i Mascha Kaléko

Pomiędzy frywolnymi tekstami, charlestonem i foxtrottem pojawił się nagle wiersz Maschy Kaléko o śmierci roku (Nekrolog auf ein Jahr). Nie mogę znaleźć tłumaczenia, a sama się nie podejmę.

Umarł rok, niech żyje rok!

Nekrolog auf ein Jahr

Nun starb das Jahr.
Auch dieses ging daneben.
Längst trat es seinen Lebensabend an.
Es lohnt sich kaum, der Trauer hinzugeben,
Weil man sich ja ein neues leisten kann.

Man sah so manches Jahr vorüberfliegen,
Und der Kalender wurde langsam alt.
Das Glück gleicht eleganten Luxuszügen
Und wir der Kleinbahn ohne Aufenthalt.

Im Wintersportgebiet hat’s Schnee gegeben.
Wer Hunger hat, schwärmt selten für Natur.
Silvester kam. Und manches Innenleben
Bedarf jetzt fristgemäß der Inventur.

Wir gossen Blei und trieben Neujahrspossen.
(Minister formen meist den Vogel Strauß)
Was wir im letzten Jahr in Blei gegossen,
Das sah verdammt nach Pleitegeier aus.

Das Geld regiert.
Wer hat es nicht erfahren,
Dass Menschenliebe wenig Zinsen trägt.
Ein braver Mann kann höchstens Worte sparen. …
Wenn er die Silben hübsch beiseitelegt.

Die Freundschaft welkt im Rechnen mit Prozenten.
Bald siehst du ein, daß keiner helfen kann.
Du stehst allein. Und die dir helfen könnten,
Die sagen höchstens: „rufen Sie mal an!“

Nun starb ein Jahr.
– Man lästre nicht am Grabe!
Doch: Wenn das Leben einer Schule gleicht,
Dann war dies Jahr ein schwachbegabter Knabe
Und hat das Ziel der Klasse nicht erreicht.

One thought on “Umarł rok, niech żyje rok!

  1. ,,Bliskich naszego serca, co udali się do wieczność….wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci – chwiejna waluta, nie ma dnia, by ktoś wieczności swej nie tracił” Być może chodzi o tego rodzaju naukowe tłumaczenie tekstu, które z pewnością wpłynie na wyobraźnię – pozbawi jakichkolwiek złudzeń!? Na podstawie filozofii Platona; Zbyt mądrzy na angażowanie się w politykę są karani rządami głupszych,, Chodź, to przecież świadomie bądź nieświadomie wyborcy decydują!?  

Leave a comment