Dwa wiersze bez daty; o pierwszym w spisie wierszy ktoś (dziadek?)) napisał, że wiersz nie dokończony.
Wiktor Ostrowski
Całymi dniami ami
Całymi dniami ami
Chodzę latam za jakimiś cieniami ami
Patrzę się nachalnie
Na sklepy kolonialne
Hamleta tragicznego
Słowa: „Być czy nie być”
Wśród życia skandalicznego
Traktują aby zbyć.
Dziś inne wymagania
I inne są zadania
Zadanie to: czy dają czy też nie? oj! oj
***

Halina (Halszka) Ostrowska, żona dziadka Wiktora była świetną tenisistką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Wywieźć Cię z tych manowców daleko, daleko
Chciałem ofiarować Ci mieszkanko małe
A w małym mieszkanku życie doskonałe
I dam Ci bieliznę jedwabną cieniutką
Że przez nią zobaczę ja Ciebie calutką
Przejrzystość materii jest tak doskonała
Że każdy załamek widać Twego ciała
Pończoszki jedwabne, przeróżne pajęcze
Prześlicznie w nich będzie mej Pani zaręczę
Sukienka cieplutka i miękka jak z puchu
Ułoży się pięknie przy każdym Twym ruchu
Nóżki przyozdobią pantofelki małe
A futrów ciepełka będzie doskonałe
Pojedziemy do kina potem na wieczerzę
W wytwornym lokalu pogadamy szczerze
A potem wrócimy do nas do mieszkania
Łóżeczko pościelę, okna pozamykam
A co będzie potem, to sobie dośpiewaj
Pięknie się zaczerwień na mnie się nie gniewaj.

Hmm! Wiersze proste, a jakieś inne. COŚ tam w środku jest, co chwyta, ujmuje, dotyka. Już odbieram osobowość autora, już widzę tego dobrego człowieka dżentelmena, co nawet w swej seksualności drzwi pozamyka, bo co w sypialni to tajemnica. Nigdy nie miałam dziadka, a taki mógłby być moim.
On był najwspanialszym Dziadkiem, życzę każdemu dziecku mieć Takiego, myśmy miały!