Ewa Maria Slaska
Dwa teksty na jutrzejszą niedzielę.
Już dawno chciałam tu napisać o filmie Billy Wildera Menschen am Sonntag i zanim sprawdzę, jak się ten film nazywa po polsku, napiszę swoją wersję tytułu – Letnia niedziela, w nawiązaniu do słynnego szlagieru z lat 30, śpiewanego między innymi przez Mieczysława Fogga: To ostatnia niedziela lub po prostu Ostatnia niedziela. Czas jest podobny, ostatnie lata przed wojną.
Ludzie w niedzielę

Niestety tak jak podejrzewałam, polski tytuł filmu jest po prostu tłumaczeniem z niemieckiego. Ludzie w niedzielę. Szkoda.
Ludzie w niedzielę to niemiecki film niemy z roku 1930, zaliczany do nurtu Nowej Rzeczowości. Film powstał we współpracy Roberta i Curta Siodmaka, Edgara G. Ulmera, Freda Zinnemanna, Rochusa Gliese i Billy Wildera. Został nakręcony w Berlinie i nad jeziorem w okolicy miasta. Premiera odbyła się w lutym 1930 roku.
Był to pierwszy film Billy Wildera, który z czasem stał się jednym z najsłynniejszych reżyserów w historii kina i był jednym z twórców Hollywoodu. Pochodził z Suchej Beskidzkiej i był polskim Żydem. TU pisała o nim Ela Kargol.
Ludzie w niedzielę to stworzony środkami amatorskimi niemal za darmo paradokument, w którym wszystkie role grają amatorzy, a wszystkie sceny nakręcone są w autentycznej lokalizacji.
Film jest moim zdaniem po prostu wspaniały, zapada w pamięć, a jego ostatnie zdanie do dziś dnia odzwierciedla stosunek zwykłego człowieka do jego życia – życia, które przypomina tunel ciężkiej, nużącej, źle płatnej pracy i ma tylko jeden pełen światła i szczęścia punkt – niedzielę.
Owszem, teraz to jest sobota i niedziela, dwa dni, ale poza tym jest właśnie tak – ciężka praca, znużenie, kłopoty i wreszcie niedziela.
Tu go można obejrzeć. I nie przejmujcie się, że tytuł po niemiecku – to film niemy, a tych kilka zdań, wyjaśniających sytuację, przetłumaczą Wam bez trudu ChatGPT, deepl albo Google Translator.
Ostatnia niedziela
Teraz nie pora szukać wymówek
Fakt, że skończyło się
Dziś przyszedł inny bogatszy
I lepszy ode mnie
I wraz z tobą skradł szczęście me
Jedną mam prośbę, może ostatnią
Pierwszą od wielu lat
Daj mi tę jedną niedzielę,
Ostatnią niedzielę,
A potem niech wali się świat
To ostatnia niedziela,
Dzisiaj się rozstaniemy
Dzisiaj się rozejdziemy
Na wieczny czas
To ostatnia niedziela,
Więc nie żałuj jej dla mnie
Spojrzyj czule dziś na mnie,
Ostatni raz
Będziesz jeszcze dość tych niedziel miała
A, co ze mną będzie któż to wie?
To ostatnia niedziela
Moje sny wymarzone,
Szczęście tak upragnione
Skończyło się
Pytasz, co zrobię i dokąd pójdę,
Dokąd mam iść ja wiem
I dla mnie jedno jest wyjście,
Ja nie znam innego,
Tym wyjściem jest, no mniejsza z tem
Jedno jest ważne
Masz być szczęśliwa
O mnie już nie troszcz się
Lecz zanim wszystko się skończy,
Nim los nas rozłączy,
Te jedną niedzielę daj mi
To ostatnia niedziela,
Dzisiaj się rozstaniemy
Dzisiaj się rozejdziemy
Na wieczny czas
To ostatnia niedziela,
Więc nie żałuj jej dla mnie
Spojrzyj czule dziś na mnie,
Ostatni raz
Będziesz jeszcze dość tych niedziel miała,
A, co ze mną będzie któż to wie?
To ostatnia niedziela
Moje sny wymarzone,
Szczęście tak upragnione,
Skończyło się
To tango. Muzyka: Jerzy Petersburski, słowa: Zenon Friedwald.
Nie wiem, czy pamiętacie, ale w filmie Chłopaki nie płaczą (1999), w reżyseria Olafa Lubaszenki pojawia się historia o tym, że beznadziejnie kochający mężczyźni szli na dansing, zamawiali tę piosenkę, a gdy się kończyła, strzelali sobie w głowę. Albo w serce.
Nie ma chyba jednak żadnych dowodów na to, że tak się działo. Piosenka była polską wersją węgierskiej piosenki Gloomy Sunday Rezso Seressa. Krystian Waligóra pisze, że Ponura niedziela powstała w roku 1933 po tym, jak autora zostawiła narzeczona. Na Węgrzech piosenka wywołała falę samobójstw; być może naprawdę około stu mężczyzn zakończyło życie słuchając jej. Sam autor skończył tragicznie. Zginął, wyskakując z okna w 1968 roku.
