Ela Kargol
Polki i Polacy z Berlina najbliżej mają do Słubic.
Nie tylko po pierogi i bób, polską kiełbasę i polską prasę, do apteki czy fryzjera, ale też do urzędu, po nowy dowód, do banku, żeby coś załatwić, bo online się nie da.
Nie jeździłam do Słubic, bo jeździłam do Poznania. I tam były (nadal są) urzędy, banki i rodzina. Członkowie rodziny odchodzą, a banki, urzędy są bliżej, bo w Słubicach, mieście oderwanym po wojnie od Frankfurtu – tego nad Odrą, przeciętego Odrą.
Nie znam Słubic, a jak zaczęłam poznawać, to pomyślałam, że na wszystko mam czas. Na spacery po mieście, te dalsze i te bliższe.
Na stadion, który pamięta odwiedziny Adolfa Hitlera, na żydowski cmentarz i wieżę Kleista.
To jest tak, jak nie ma dużych rzeczy, bo nieosiągalne, to nawet na przystanku w upale można cały świat zobaczyć.
Nie dotarłam tam, tak jak do wielu innych słubickich miejsc.
Na razie nie czas jest przeszkodą, ale niepełnosprawność ruchowa.
Już wiem, że nie wolno niczego odsuwać na potem. Bo to Potem może już nie nadejść.
Wsiadłyśmy z Ewą do pociągu w Berlinie. Punktualnie, bez komunikacji zastępczej, dojechałyśmy do Frankfurtu.
Peron 9 albo 10, windy działały. Dworzec, Plac dworcowy, a obok niego poznański. Dla mnie poznanianki jakoś od razu przyjemniej się robi na sercu, gdy widzę nazwę Posener Hof



Nazwa wiąże się z Poznaniem, a ściślej z Koleją Marchijsko-Poznańską.
Wydawać by się mogło, że droga kolejowa z Poznania do Berlina prowadziła zawsze przez Frankfurt. Nic bardziej mylnego. Wcale nie było tak prosto dojechać z Poznania do Frankfurtu i dalej do Berlina. Jeździło się przez Szczecin, a potem przez Wrocław i dopiero gdy w 1870 roku wybudowano most na Odrze i poradzono sobie z nierównościami terenu, pociągi Kolei Marchijsko-Poznańskiej dojeżdżaly z Poznania do Frankfurtu i dalej, stąd Posener Hof, który przyjmował podróżnych z Poznania i żegnał tych którzy w tym kierunku zmierzali.

Została nazwa, kilka budynków, aleja platanów i stara lokomotywa.
Sprzed dworca jeździ autobus do Słubic. Wsiadłyśmy, przejechałyśmy Odrę i granicę.
Granica to jednak potęga! Tyle może! Nie tylko zmienia język, ale smaki, gusta, towary w sklepach, walutę… choć co. Nawet w dzisiejszych czasach otwartych granic, granica dzieli.


Po drugiej strony Odry obiad inaczej smakuje, po prostu niebo w gębie, ludzie mówią po polsku, w banku nie ma kolejek, na ulicach więcej korków, bo ulice węższe, a węższe dlatego, bo kiedyś Słubice były tylko przedmieściem Frankfurtu.


Ciekawe, że Lidl, który jest po obu stronach granicy, po każdej stronie jest inny. Po niemieckiej nie kiszą ogórków. A po polskiej sprzedają małosolne.
Są bezy i żółta fasolka, pierogi i na pewno kabanosy i tymbarki. Nie kupiłyśmy poziomek ani bobu. Możliwe, że na bazarze byłoby wszystko, ale do bazaru za daleko.
Na małym słubickim obszarze, na którym się poruszałyśmy, zobaczyłyśmy i tak dużo.






Na Placu Frankfurckim, nazwanym na cześć już innego miasta, odłączonego od Słubic, stoi sobie Pomnik Wikipedii, jedyny w swoim rodzaju, pierwszy na świecie, odlany prawie z brązu, wokół niego zielone kręgi; a one niczym labirynt prowadzą do wikipedycznej kuli podtrzymywanej przez Atlasa i Ariadnę i ich kolegów.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Wikipedii_w_S%C5%82ubicach
O Ariadnie i Atlasie wikipedia nic nie wspomina.
Prawie naprzeciwko można napić się cappucino i tu globalizacja ma się dobrze. Cappucino jak cappucino, wszędzie podobne. Cappucino nie zna granic.



Koguty też łączą oba miasta. Pieją na obu herbach. Ciekawe w jakich językach?
Starówka słubicka tętni życiem, odnowionymi kamienicami, a w co drugiej kamienicy fryzjer. Kina nie udało się uratować, i nie każdy o tym wie, że to, co uratowano, to tylko fasada, tylko kulisy, tylko cząstka starej historii.

Przystanek autobusu 983, który zawiezie nas ze Słubic do Frankfurtu zatrzymuje się na Placu Frankfurckim. Tym przy Wikipedii i przy budynku Hotelu Villa Casino, z nazwy nawiązujący do mieszczącego się tu przed wojną oficerskiego kasyna 2 Batalionu Telegrafistów.
Autobus się spóźnia. Korki, objazdy, wąskie ulice. Czekając, można się rozejrzeć. Można wrócic do Wikipedii, spojrzeć krótko na deptak Jedności Robotniczej, albo jeszcze bliżej, zajrzeć na podwórko Villii Casino i na mur z muralem.

Już w autobusie, wracając do Frankfurtu fotografuję Odrę (ja zawsze fotografuje Odrę, ale to już inna historia). Na moście w kadr przypadkowo weszła pani z torbą. Zastanawiamy się z Ewą, dokąd pani idzie? Do domu? Czy w odwiedziny, czy na zakupy? Czy do fryzjera? Pani idzie w kierunku Słubic. Czy pani idzie do miasta? Czy wraca z miasta? Które miasto jest jej domem?

