Ewa Maria Slaska
Zdjęcia: Konrad
Byłam w Warszawie. To miasto, jak wiadomo, ludzi spoza Warszawy z reguły nie zachwyca. Tymczasem jednak zachwyciło. Samą mnie to zdziwiło, ale cóż, to jest fakt. Podobała mi się pogoda (nie za zimno i nie za gorąco, choć nie jest to oczywiście zasługa Warszawy), podobali mi się ludzie (nie mam na myśli przyjaciół, to oczywiste, że są mili; jak to twierdził Heinrich Böll: mili ludzie zawsze się przyjaźnią z miłymi ludźmi – mam nadzieję, że to prawo działa w obu kierunkach), ale podobali mi się ludzie na ulicy, w metrze, w autobusie (tylko raz w ciągu dziesięciu dni usłyszałam, jak przechodnie klną; rzecz w Berlinie nie do pomyślenia – spotykani w mieście Polacy rzucają mięsem bez opamiętania) i podobało mi się samo miasto, jego eklektyczne budynki, jego szarość, a często i bieda przemieszane z blichtrem hipsterskich wieżowców. To świetny melanż. Na każdym rogu można by kręcić film.
Co mnie więc zachwyciło?
Nieistniejący od dawna dom, w którym mieszkali moi pradziadkowie.
Dom przestał istnieć, gdy budowano tunel kierujący samochody w stronę Pałacu Kultury i Nauki.
Sam Pałac też mi się podoba. Z roku na rok coraz bardziej. Warszawski downtown jest lepszy od wszystkich innych na świecie, bo wszędzie jest tu właśnie ten tak kiedyś znienawidzony Pałac Kultury, sam w sobie, albo jako odbicie w lustrze wieżowca albo wieżyczka wystrzelająca gdzieś całkiem niespodziewanie.

Podobały mi się oba dzieła Joanny Rajkowskiej – palma na skrzyżowaniu Jerozolimskich i Nowego Światu, która tu stoi już od lat, i zainstalowane rok temu wielkie niebieskie jajo drozda. Jajo kosztowało ćwierć miliona i tak, wiem, można było te 250 tysięcy wydać znacznie pożyteczniej, a mimo to uważam, że świetnie iż zaistniało.

Bardzo mi się podobała zamontowana obok plantacja grzybów, bardzo ciekawych różowych boczniaków. Grzyby, gdy są duże, można zbierać, ale nie warto, bo są twarde, dziwacznie pachną i smakują jak nic. Ale wyglądają fantastycznie.

Podobały mi się wianki nad Wisłą, nie te zorganizowane oficjalnie, tylko te samoistne, gdzie zagrał zespół złożony z dwóch gitar, dwóch trąbek i perkusji. Grali świetnie, ludzie się bawili, tańczyli, klaskali. Było wspaniale.
Podobał mi się zapuszczony cmentarz żołnierzy radzieckich, choć oczywiście fakt, że jest zapuszczony niedobrze świadczy o naszej kulturze pamięci i wdzięczności.


Podobało mi się Pole Mokotowskie i to, że jak się na nie wejdzie, to można dojść aż do centrum miasta.
I wreszcie podobała mi się wysoka na dwa piętra ścianka wspinaczkowa na Uniwersytecie Medycznym. Podobało mi się nawet to, że była nieczynna, a ochroniarze uniwersyteccy powiedzieli mi, że jak jest czynna, to jest czynna, a jak jest zamknięta, to jest zamknięta.

Naprawdę, Warszawa jest wspaniała!

Ale się cieszę, że tak ci się Warszawa podoba! Ja też byłam zachwycona, ale myślałam, że to patriotyzm lokalny…
Mnie się tez Warszawa bardzo podoba i to tez patriotyzm lokalny, ale chyba nie tylko. Robi się z roku na rok ładniejsza, zadbana i nie wiem czy wiecie ze wszystkie autobusy jeżdżące po Warszawie sa elektryczne!
A co do Cmentarza Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich to, nie wiem czy teraz, ale za mojej młodości to był teren należący do ZSRR i grobami, jak również przepięknym parkiem wokół, opiekowała się ambasada radziecka. Ja do tego parku, mieszkając blisko, bo na ul. Księcia Trojdena, chodziłam na randki; podobno było tam bardzo niebezpiecznie, ale nic się nam nigdy nie stało.
Maria