Wiosna w Berlinie (1)

Ela Kargol

Majówka przy fontannie

Märchenbrunnen każdemu berlińczykowi kojarzy się z fontanną i baśniowymi figurami w parku Friedrichshain. Mnie też, aż nie zobaczyłam innej bajecznej fontanny w parku Schulenburga (Schulenburgpark) w Neukölln.

I przyznać muszę, że tam bywałam częściej ze wzgledu na powiązania rodzinne i pewien adres. Powiązania rodzinne zostały, zmienił się adres i fontanna, architekt i rzeźbiarze.

Park z Baśniową Fontanną w Parku Friedrichshain zaprojektował Ludwig Hoffmann. Jemu i rzeźbiarzom, z którymi współpracował (Ignatius Taschner, Georg Wrba i Josef Rauch) zawdzięczamy baśniowe figury.


Po wojnie zniszczone, zaginione, odnalezione, najpierw odrestaurowane w prostszej formie, dopiero niedawno zostały zrekontruowane według pierwotnych wzorców.

Do rzeźb Śpiącej Królewny i siostrzyczki (z Braciszek i Siostrzyczka) pozowały córki rzeźbiarza Taschnera. Twarz jednego z krasnoludków przy Królewnie Śnieżce przypomina twarz malarza Adolpha Menzela (nota bene honorowego mieszkańca Berlina i Wrocławia, już nie brnę dalej we wrocławskie krasnoludki, choć wszysto się nagle łączy). Nie wiedząc o tym, doszłam do wniosku, że to inna bajka – Titelitury, bo tam karzeł kojarzy się z dość dziwnym wyglądem. Wnuczka jednak od razu wiedziała, że to jeden z siedmiu krasnoludków.

Ciekawe skąd­?

Ta po lewej to Królewna Śnieżka, a ta po prawej – Śpiąca Królewna

Czerwonego Kapturka rozpoznałyśmy od razu, ze Śpiącą Królewną też nie było problemu.
Z innymi było trochę trudniej, co do kolejnych miałyśmy z wnuczką odmienne zdania.

Braciszek i siostrzyczka, Czerwony Kapturek i Siedem Kruków

Żab jest kilka, jedna z nich jest żabim królem, choć język polski chciałby, żeby była królową. To od żaby dowiedziała się matka Śpiącej królewny, że urodzi córkę, choć już w drugiej wersji baśni Grimm to rak obwieścił matce tę radosną nowinę. Raka nie ma przy fontannie, są za to żółwie, przypisane każdej bajkowej postaci i symbolizują wieczność. Po wsze czasy będziemy dzieci straszyć złym wilkiem, straszną czarownicą i okrutną Babą – Jagą.


Chłopca siedzącego na kaczce przypisałam bajce o Złotej Gęsi. Nie mogłam przypomnieć sobie bajki, w której umieściłabym dziewczynkę siedzącą naprzeciwko chłopca, według mnie też na gęsi. Gęś okazała się kaczką, białą, a nie złotą, a chłopiec i dziewczynka Jasiem i Małgosią. I tu kojarzy mi się znowu Wrocław i jego kamienice nazwane imionami rodzeństwa.


Rację miała wnuczka, która prawdopodobnie znała drugą wersję baśni.

Przeczytałam jeszcze raz wersję Grimmów z 1819 roku o Jasiu i Małgosi.
Rzeczywiście przy końcu baśni dzieci w drodze do domu docierają do wielkiej wody. Gdyby nie kaczka, na której grzbiecie rodzeństwo przepływa jezioro, może nigdy nie powróciliby do domu.


Kot w butach podobny jest do zająca, prawdopodobnie dlatego nieopodal wejścia do parku na drzwiach baru Momo jest inny, kot w kaligrafowanych butach, kot streetartowy, jakby ktoś miał watpliwości podpisany KOT.

Park kryje jeszcze inne pomniki, szczególnie ten jeden, nam bliski albo daleki, ten, którego hasłem jest nasza i wasza wolność. Monumentalny, jak na tamte czasy przystało. Wokół niego rolki i rolkarze, i dużo miejsca.

Leave a comment