wielik i nieudacziiw

Zbigniew Milewicz

Misza żartowniś

„On był wielik i nieudacziiw“, tak wyraził się o Molierze Bułhakow i tak właśnie mówiono o nim samym. Rzeczywiście był pechowcem. A właściwie ofiarą absurdalnych zbiegów okoliczności. Sztuczek wszechwładnego Przypadku, który mając swoje odrębne poczucie humoru i hierarchii spowodował, iż Bułhakow sam stał się tekstem literackim.
Większość „nieudaczy“ autora “Mistrza i Małgorzaty” wynikała z nieokiełznanej potrzeby robienia żartów oraz fizjologicznej wręcz niechęci do przyjmowania reguł gry panujących we wszystkich bez wyjątku środowiskach literackich. Reguł gry polegających bądź na układaniu się z szeregiem krążących wokół literatury literackich działaczy, bądź wybraniu sobie mistrza i pełnieniu przy nim służby czeladnika do kiedy mistrz uzna to za konieczne.
Tak zaczyna swoją opowieść o Michale Afanasjewiczu Bułhakowie, tłumaczka jego dzieł i literatka, Barbara Dohnalik*. Cytuję ją w związku z przypadającą 10 marca b.r. 84 rocznicą śmierci pisarza.

Z tekstu tego wynika, że pochodził z Kijowa, z niezwykle oryginalnej rodziny, gdzie wszyscy żartowali. Cztery siostry, dwóch braci, matka. Byli zgodni, zżyci ze sobą, gotowi do wzajemnych poświęceń. Oprócz wspólnie inscenizowanych, czytamy, domowych spektakli, recytowali wiersze i robili sobie nawzajem różne kawały. W lecie wyjeżdżali do Bucza „na daczę”. Tam grano w krykieta oraz wykonywano pod kierownictwem matki wiele nikomu niepotrzebnych prac, które Bułhakow opisywał w złośliwych wierszykach. W okresie kanikuły gościli w Buczu różni krewni (…) Wszyscy mieli też skłonności do muzykowania – grali na pianinie i śpiewali. Grały i śpiewały również trzy żony Bułhakowa. Jednak dwie pierwsze dalekie były od bułhakowskiego poczucia humoru. Nic dziwnego, życie z wybitną osobowością było jednym niekończącym się pasmem niespodzianek.
Jedną z ofiar żartów Bułhakowa stał się równie słynny, co napuszony poeta Kraju Rad- Majakowski. Kiedy na pewnym publicznym spotkaniu w Moskwie zainsynuował Włodzimierzowi Władymirowiczowi, że był pacjentem gabinetu wenerologicznego, nie mógł się spodziewać, że sowiecka ikona poezji pokocha go za to.
Kiedy Michaił Afanasjewicz napisał sztukę „Batum“ ( Wódz ), której bohaterem był młody Stalin, organizujący rewolucyjny przewrót w Gruzji w 1902 r., naraził się samemu dyktatorowi. Po przeczytaniu scenariusza, Josif Wissarionowicz uznał, że autor próbuje zakpić sobie z niego i osobiście polecił zdjąć sztukę z afisza przed premierą. Na jej skrypcie własnoręcznie napisał, nie wróżące autorowi najlepiej, słowo Zaprieszczaju! Na szczęście na tym poprzestał, ale pisarz popadł w programowy ostracyzm w bliskich mu środowiskach intelektualnych, co dla większości twórców stanowi największą dolegliwość.
Jego chyba najgłośniejszym numerem na salonach, była rola niemieckiego jeńca wojennego, tępego Bawarczyka, o profesji masarza, którą, jako dobry aktor profesjonalnie odegrał i totalnie wyśmiał wszystkich zgromadzonych na przyjęciu. Tego mu moskiewska pseudoelita nigdy nie darowała. Na szczegóły opowieści o Michaile Afanasjewiczu Bułhakowie zapraszam do załączonego tekstu Barbary Dohnalik, który osobiście przeczytałem jednym tchem:

*Pan Piłsudski i inne opowiadania, ORBITA, Warszawa 1989.

3 thoughts on “wielik i nieudacziiw

  1. A jezdzil pewnie do Butschy pod Kijowem, ktora z okazji napadu Rosji na Ukraine poznalismy wszyscy. Jaki ten swiat maly.

  2. “Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu”.
    (Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata)
    Lubimy czytać.pl

    Jestem pewna, że mój kot Moritz podziela to zdanie, choć nie wiem, bo ja z respektu mówię do niego, “proszę księcia”.
    Pozdrawiam, T.Ru

  3. Myślę, że w cytowanym tekście chochlik drukarski zamienił Buczę na Bucz, który jest w Wielkopolsce, a nie pod Kijowem. Jeżeli natomiast chodzi o koty, nie będę się wypowiadał, bo osobiście ich nie posiadam, więc daję wiarę znawcom tematu, że jest wśród nich wiele wybitnych indywidualności. Czasami wprawdzie próbuje się do mojej głowy zakraść taki jeden zaprzyjaźniony i bywa, że sobie w niej posiedzi, ale później sobie znowu idzie, na szczęście…

Leave a comment