Saartje, Pelagia

Ewa Maria Slaska


Sarah „Saartjie“ Baartman (* 1789 w Południowej Afryce; †29 grudnia 1815 roku w Paryżu), kobieta z plemienia Khoikhoi, potocznie zwanego Hotentotami, zbudowana w sposób typowy dla swojej grupy etnicznej – miała m.in. bardzo wydatne pośladki. W roku 1810 została jako młoda kobieta sprowadzona do Europy, gdzie wystawiano ją w ludzkim zoo na całym kontynencie. We Francji i Anglii zyskała wielką popularność i przeszła do historii jako Wenus Hotentocka (Hottentot VenusVénus hottentote). Również po śmierci służyła jako obiekt do oglądania, bo została spreparowana i po części zakonserwowana.

Ludzkie ogrody zoologiczne albo wystawy ludzi znane były od XVIII wieku. Z Afryki, obu Ameryk i Azji sprowadzano do Europy całe wiosku, które aranżowano i wystawiano tak, jakby stanowiły rzekome świadectwo “naturalnego” trybu życia pokazywanych “obiektów”. Niekiedy były to osobne wystawy, niekiedy faktycznie wydzielona część ogrodów zoologicznych. Badacze oceniają, że w XIX wieku, kiedy nastąpiło apogeum tych praktyk, w ciągu roku na terenie Europy odbywało się ponad 400 podobnych wystaw. Często były to wystawy obwoźne. Z czasem funkcję wystawcy przejęły cyrki. Wystawianie ludzi na pokaz było zatem “czymś normalnym” i można śmiało założyć, że praktycznie każdy światły, podróżujący po Europie człowiek kiedyś widział taki pokaz.
Wydaje mi się, co dość dziwne, że w literaturze, pamiętnikach filmach prawie nie ma opowieści o tych praktykach. Przypominam sobie z literatury i filmu liczne wspomnienia o dziwacznych istotach wystawianych w cyrkach, takich jak kobieta z brodą, krwiożerca czy najgrubsza istota na świecie. Ta ostatnia, odziana w różową sukienkę, musiała robić na oglądających ją dzieciach kolosalne wrażenie – podobno spuszczano ją spod kopuły namiotu na sznurkach – przeogromna obłość różowej kobiecości, pewnie śniła się im po nocach. Kilkakrotnie różni pisarze odnotowali w swych utworach to wydarzenie. Nie przypomninam sobie jednak, bym kiedykolwiek przeczytała gdziekolwiek taką opowieść o pokazach ludzi, a przecież, zakładam, wszyscy je widzieli.

Zmieniało się oczywiście przesłanie takich pokazów. W pierwszych latach podbojów świata ludzie z innych kontynentów byli taką samą ciekawostką jak rajskie ptaki, ananasy czy kapibary. Potem traktowano ich naukowo, byli częścią pokazu, jak żyją inni. Wraz z narastaniem tendencji rasistowskich, prezentowano “przedstawicieli innych ras”, innych, czyli gorszych.

Jednak do niedawna wydawało mi się, że w XX wieku nikt już czegoś takiego nie robił. Myliłam się.

Od grudnia 2023 roku do lutego 2024 roku zrobiłyśmy – Anna Krenz i ja – projekt sfinansowany przez Fundację Pamięć Odpowiedzialność Przyszłość o Polkach, które były ofiarami reżimu nazistowskiego: “Kobiety w cieniu gilotyny. Polki stracone w więzieniu Plötzensee w Berlinie”. Podczas pracy nad projektem jedna z naszych autorek, Marzena Zajączkowska, opracowywała postać Pelagii Dobrzykowskiej i…

Autorką obu obrazów oraz ilustracji na końcu wpisu jest Anna Krenz

Marzena Zajączkowska

Pelagia Dobrzykowska, urodzona 23 października 1911 roku w Maniewie (k. Poznania), stracona gilotyną o świcie 16 marca 1940 roku w więzieniu Berlin-Plötzensee. 

Już dzień po rozpoczęciu 2 wojny światowej i wkroczeniu niemieckich wojsk do Polski, w okolicach Łagiewnik odbyła się walka powietrzna, której konsekwencje odczuła lokalna społeczność, wielu z nich, kobiety i mężczyźni, przypłacili to życiem. Jedną z tych osób była 29-letnia Pelagia Dobrzykowska.

Pelagia Dobrzykowska przyszła na świat w rodzinie robotnika rolnego Władysława Jerzewskiego i Wiktorii z domu Łech. Ojca straciła, kiedy miała zaledwie 4 lata. Po jego śmierci Pelagia wraz z matką zamieszkały u dziadków we wsi Górki. Kilka lat później Wiktoria wyszła ponownie za mąż, za wdowca i rolnika, Jana Górnego. W 1924 roku matka z córką przeprowadziły się do do niego do Złotnik, a potem do Łagiewnik (wieś dziś nieistniejąca). Pelagia ukończyła szkołę i rozpoczęła naukę haftu w Poznaniu. Potem pomagała matce na roli i pracowała jako hafciarka.

Mając 25 lat wyszła za mąż za robotnika rolnego, Leona Dobrzykowskiego z Łagiewnik, a rok później urodziła syna Henia.

W swoim krótkim życiu straciła trzech bliskich mężczyzn: ojciec Władysław Jerzewski, wcielony do pruskiej armii poległ w wielkiej wojnie (8.5.1915), ojczym Jan Górny zmarł w skutek wypadku przy pracy na kolei kiedy Pelagia osiągnęła wiek dorosłości (13.4.1929), mąż, Leon Dobrzykowski, zmarł na skutek skrętu jelit niedługo potem, jak został ojcem.

***
W powietrznym ataku na Polskę, 2 września 1939 roku w okolicach Moraska i Łagiewnik niemiecki samolot meteorologiczny (Heinkel He 111) został zestrzelony przez lecącego samolotem P-11c polskiego pilota Włodzimierza Giedymina. Świadkami wydarzeń byli mieszkańcy okolicznych wsi.

Z niemieckiego samolotu, który rozbił się w okolicy, jeden z lotników, Lötsch, zginął, kiedy nie otworzył mu się spadochron, drugi – Weuner, zaginął, a dwóch kolejnych, Prügel i Hackl, ocalało i zostało ujętych przez Polaków, którzy „po udzieleniu im niezbędnej pomocy, przekazali ich polskim władzom. Jeńców przewieziono do Poznania, następnie do Gniezna, gdzie była siedziba sztabu Armii Poznań, a stamtąd do Warszawy. Następnie wraz z innymi jeńcami odtransportowano ich do Brześcia nad Bugiem, skąd po zakończeniu kampanii wrześniowej wrócili do służby w swoich jednostkach Luftwaffe.”

https://9lib.org/article/pojedynek-lotniczy-nad-%C5%82agiewnikami-nr.yj7ven25

Natomiast Niemcy „utrzymywali, że skaczący jako ostatni z płonącego samolotu Weuner bezpiecznie wylądował, ale został zabity przez Polaków. Ponadto uważali, że nie udzielono pomocy pozostałym lotnikom, a nawet ich prześladowano.”

Te pomówienia stały się podstawą do zemsty na mieszkańcach okolicznych wiosek. Kiedy na te tereny wkroczyły wojska hitlerowskie, zostały przeprowadzone masowe aresztowania ludności polskiej. Na początku 1940 roku wraz z innymi osobami Pelagia Dobrzykowska została aresztowana.

Wyrokiem hitlerowskiego Sądu Specjalnego w Poznaniu z 17 stycznia 1940 roku, Pelagia Dobrzykowska, Marta Buszka, Józefa Ratajczak jak i kilku pozostałych Polaków, zostało skazanych na karę śmierci.

Niesprawiedliwość i beznadzieja wojny zaciera ślady prawdy. Na szczęście mamy naocznych świadków, którzy przeżyli wojnę, jak choćby Florian Okupniak (*2.5.1922; +29.09.2021). Okupniak opisał historię „lotników”spod Łagiewnik. W jego opowieści nie brakuje również wspomnień o Pelagii Dobrzykowskiej. Opowieść Okupniaka zdecydowanie różni się od wydarzeń opisanych w niemieckim wyroku śmierci Pelagii.

Okupniak opowiada o znajomym, który podniósł oderwany guzik z munduru niemieckiego lotnika, w wyroku opisywane jest szarpanie ubrań i grabież. Polak podkreśla, że jeńców opatrzono i dano im papierosy. Wyrok mówi o strasznej napaści fizycznej grupy rozwścieczonych Polek i Polaków. Prawda być może leży gdzieś po środku.

Na ile wyroki Rzeszy były fabrykowane, na ile zeznania wyciągano torturami, tego nie wiadomo. Jednak aż tak ogromna rozbieżność pokazuje, że należy pamiętać o wojennej propagandzie, należy sprawdzać materiały i fakty z kliku źródeł i mieć świadomość, że być może nigdy nie poznamy prawdy, która odeszła wraz z jej świadkami.

Ewa Maria Slaska

I teraz dochodzimy do tego, o czym pisałam w sprawie Saartje.

Pelagia była prawdopodobnie eksponowana jako „żywy egzemplarz wroga”, podczłowieka, na „pokazach”, podczas których informowano widzów, że znęcała się nad niemieckimi lotnikami. Zapewne przyczyniły się do tego jej wyjątkowe cechy – miała ok 190 cm wzrostu i potężną budowę ciała.  Wydaje się, że Pelagia nie była częścią jakiejś większej wystawy, po prostu obwożono ją po Berlinie i pokazywano na wiecach. Polka zbrodniarka.

***

W materiałach Gedenkstätte Deutscher Widerstand, gdzie zapisano życiorysy wielu Polek straconych w Plötzensee, nie wspomina się o tych pokazach. Gedenkstätte Deutscher Widerstand reprezentuje pamięć urzędową. Opowieść o pokazach, na których wystawiano Pelagię – pamięć ludzką.

To nie jest to samo. I to nas zajmuje. Annę Krenz, Ewę Marię Slaską i wiele osób które z nami współpracowały. Wiele z nich, które od dawna piszą tu na blogu, pisało podczas projektu o tych kobietach. Ela Kargol, Monika Wrzosek-Müller, Michael G. Müller, Konrad, Ewelina Jaworska, Johanna Rubinroth, Aleksandra Puciłowska, Katarzyna Kalin, Tanja Krüger, Christine Ziegler, Agnieszka Glapa i wiele innych. Jeśli chcecie się z nimi spotkać, przyjdźcie 20 marca o godzinie 12 na ulicę Rathenower Str. 79A. Wiąz rosnący w pobliżu bramy więzienia Moabit otrzyma imię Ireny Bobowskiej, jednej z kobiet straconych w Plötzensee.

Leave a comment