Śmierć filozofa

Tibor Jagielski

ukryci za tarczami połyskujące błękitnym metalem hełmy
skrzydła falangi zwijają się i rozwijają
pod naszymi murami machiny z miedzi skóry i ognia

nie będę mówił o tych którzy nie sięgnęli po broń
o tych którzy nie stanęli pod walącymi się bramami
lecz o dowódcy w purpurowym pióropuszu
karzącym własnych żołnierzy którzy upojeni zwycięstwem
gwałcili i zabijali
wiszą teraz głowami w dół
w sinych ustach obcięte i skarlałe członki

surowe lecz obiektywne są prawa zwycięzców
poetów wbija się na pal
tłucze pokryte wersami tabliczki
ale przecież nie zabroniono nam handlu z Egiptem
tłuste zboże wiozą w trzewiach okręty
w czas świąt rozdaje się wino i oliwę
ach czyż może być złym władcą ten który wierzy w Platona

jestem filozofem
wzywają mnie do pałacu
przychodzę nocą odziany w szary płaszcz podaję wartom hasło
przyjmuję owoce z rąk człowieka który pozabijał moich przyjaciół
toczymy dysputy
najprzedniejsze wino z Samos nadaje ostrość naszym językom
boimy się śmierci
ja i on
staramy się ją obłaskawić
mądrością i władzą
jego manipuły dotarły już do Eufratu
stoję tuż przed rozwiązaniem zagadki oddechu

głaszczę jego psy podaję mu rękopisy
moja żona podejrzewa mnie iż mam kochankę
jeszcze parę dni parę lat parę gwiazd strąconych z firmamentu

nie wierzcie moim uczniom
nikt z nich nie miał odwagi być przy mnie w chwili śmierci
w chwili gdy wyważano bramy
gdy skrzepły śnieg pokrywał stocznię

w chwili gdy machina obróciła swoją wieżę
był przy mnie tylko on
połyskujący na mrozie purpurowy pióropusz

XI 85

Leave a comment